Imieniny:

AferyPrawa.com

Redaktor Zdzisław Raczkowski ujawnia niekompetencje funkcjonariuszy władzy...
http://Jooble.org
Najczęściej czytane:
Najczęściej komentowane:





Pogoda
Money.pl - Kliknij po więcej
5 sierpnia 2021
Źródło: MeteoGroup
Polskie prawo czy polskie prawie! Barwy Bezprawia

opublikowano: 03-09-2011

"Ile ugra mecenas na kłamstwie swej klientki?" - Mirosław Naleziński

Ciekawe, czym jeszcze zaskoczy mecenas broniący swej znajomej pisarki, która na dwóch portalach pomówiła dziennikarza obywatelskiego o posiadanie dwóch dodatkowych a lewych kont i która sfałszowała podpis na jednym z portali? Otóż ten pan - jako pełnomocnik - przedłożył Temidzie wydruki moich felietonów: „Poniżenie twórcy na własne życzenie”, „Czy łatwo jest wyprowadzić prawnika w pole?”, „Jak na portalu zarobić 20 tysięcy złotych?” oraz „Fałszerstwo trójmiejskiego pisarza” z postulatem podania do publicznej wiadomości wyroku wydanego na mnie.

Jak ten pan, wraz ze swoją mandantką, ma tupet dawać sprawę do Temidy w sytuacji, kiedy to pisarka pofolgowała sobie w różnych tematach i oskarżyła mnie na dwóch portalach o posiadanie dodatkowych kont? I do tego uważa, że owe dwa czyny nie powinny być rozpatrywane przez Temidę! Cóż za hipokryzja? Równie można byłoby oskarżać Polaków o bezprawne ataki na Niemców, każąc Temidzie zapomnieć o ich zbrodniach, które spowodowały odwetowe kroki naszych rodaków podczas wojny. Można byłoby także popierać sadowych złodziei, którzy podczas swej niecnej akcji oberwaliby po łapach od właściciela drzewostanu. Jeśli nawet jakakolwiek przewina strony reagującej na zło, powoduje straty wśród strony inicjującej to zło, to przecież nie można rozpatrywać wyłącznie wydarzeń począwszy od wygodnego momentu dla mecenasa i jego klientki – należy starannie zbadać, kto jako pierwszy złamał prawo. Zresztą, gdyby nie jej skonfabulowane przekonanie o dwóch moich kontach, to ani ja nie opisywałbym jej ekstrawagancji, ani ona nie miałaby ochoty na toczenie sądowych bojów. Po prostu – niewieście coś się przywidziało i z tego powodu ruszyła do policji i do sądów...

Zatem nie można zignorować tematu kont, bowiem to kluczowa sprawa dla ustalenia prawdy. A prawda jest taka, że pisarka publicznie mnie pomówiła i publicznie powinna przeprosić za to pomówienie. Chyba że polska Temida ma swoje dziwaczne procedury, które sprzyjają lawirowaniu, nie zaś wyjaśnianiu. W takim przypadku pisarka będzie miała kolejne artykuły do czytania w internecie. Także jej zwolennicy, którzy równie święcie są przekonani, że miałem dodatkowe konta. Trzeba być niezłym matołkiem, aby uznać jej zwidy oraz jej dowody (na moje logowania się poza moim jedynym kontem na znanym portalu) za wiarygodne i niepodważalne. A do tego trzeba mieć wyjątkowo nieprzyjazne podejście do osoby sobie całkiem nieznanej – przecież żadne publikowane przez mnie artykuły w internecie nie dają podstaw, aby twierdzić, że cokolwiek majstrowałem przy rzekomych moich kontach zakładanych na obce nazwiska. Ale niektórzy matoli (inteligentni inaczej) nie widzą różnicy pomiędzy pisanymi przez mnie artykułami, a tekstami zamieszczanymi przez inne osoby – jak można uznać, że to jedna i ta sama osoba? Gdzie rozum? I to przy dzisiejszej technice dochodzenia prawdy? Czekam aż kompetentne organa zajmą się sprawą i wydadzą opinie, iż nie miałem i nie mam żadnych dodatkowych kont na portalu, o co podejrzewa mnie od ponad trzydziestu miesięcy coraz bardziej znana polska pisarka. Jak do tej pory, Temida dysponuje jednostronnymi zeznaniami, czyli mamy słowo przeciwko słowu, natomiast ani jeden internetowy specjalista nie potwierdził, że posiadałem dodatkowe konta i że logowałem się w internecie w porach sugerowanych przez pisarkę-detektywkę.

Pisarka dysponuje wyssanym dowodem na swoje przypuszczenia, że posiadałem dwa dodatkowe konta. Z jednego zarzutu wycofała się bez słowa wyjaśnienia i miejmy nadzieje, że Temida w końcu to wyjaśni, osądzi i zasugeruje przeprosiny. Na dobry początek - za połowę idiotycznych i kłamliwych zniesławień.

Pierwszy inkryminowany artykuł został zamieszczony na początku lutego 2009. Opisuje działalność pewnej pani, niewymienionej z nazwiska. Podałem imię i inicjały nazwisk zacytowanych z ogólnie dostępnego portalu. Także nadmieniłem, że „Pani Magda jest autorką wydanej książki z dziedziny księgowości komputerowej”. I to wystarczyło, aby pisarka wraz ze swoim prawnikiem (jak go określiła) udała się do organów ścigania i do Temidy, bowiem uznała, że jest na tyle znaną autorką, aż w tak ważnej dziedzinie, że krytyka i wymienianie jej z inicjałów aż tak bardzo może nadszarpnąć jej dobre imię, że Temida powinna zająć się mną na poważnie.

Gdyby przyjąć punkt widzenia pisarki, to media nie powinny zamieszczać artykułów, w których podawane są inicjały lub tytuły dzieł krytykowanych rodaków, już nie pisząc, że dziennikarze podający pełne dane omawianych osób publicznych powinni płacić wysokie zadośćuczynienia albo przebywać w celach. Także, idąc tropem rozumowania pisarki, obejścia prawne typu „Przemysław W., syn prezydenta” – byłyby zaskarżone przez mecenasa pisarki do sądów, gdyby tylko jego klienci o to się do niego zwrócili. Zamarłaby wszelka krytyka w branży politycznej, teatralnej, filmowej, sportowej, naukowej i każdej innej. Pisarka podkreśla, że jest wykładowczynią na uczelni, doktorantką, autorką poważnych książek i że jest osobą publiczną, natomiast jej znajomi określają ją jako bardzo ciepłą i kulturalną osobę. To co takiego się stało, że ta wzorowa obywatelka ponad dwa lata temu zamieściła kilkanaście tekstów kompromitujących ją, jej uczelnię oraz doktorancki stan? Przecież nikt nie neguje jej wielkiego wkładu w rozwój cywilizacji, ale – jak widać – także ideałom zdarzają się niegodne czyny. Skasowała swoje konto, ale dlaczego wprzęgła do swoich działań (a określa to jako walkę o swoje dobre imię) naszą wielce szanowną Temidę?

Zatem – jak to jest możliwe, aby taka dobrze wychowana i ułożona absolwentka i doktorantka UG mogła sobie poużywać na portalu, na którym zamieszczała przaśne żarciki pośród całkiem obrzydliwych a wulgarnych? Jak mogła poszydzić sobie z przysięgi studenckiej? Jak mogła brać udział w głosowaniu i popierać innych meneli, którzy zgłosili adminowi żądanie, aby zdjęto mnie z funkcji moderatora (którą to funkcje portal zaproponował mi kilkanaście dni wcześniej, zobowiązując do kasowania tekstów niespełniających wymogów regulaminu)? Jak wreszcie mogła podłączać się pod pogróżki wysyłane przez chuliganerię pod moim adresem, zamiast walczyć – jak przystało na reprezentantkę ciała pedagogicznego – z rozlewającymi się wulgariami w internecie? Do tego publicznie zniesławiła mnie (że posiadam dwa lewe konta) oraz sfałszowała podpis. I ta para (pisarka ze swoim mecenasem) mają czelność walczenia o jej dobre imię? Jakie dobre imię? Przecież każdy, jeśli nie jest analfabetą i przeczyta wypowiedzi pisarki, to musi sobie zadać pytanie – jak taka osoba może być polską wykładowczynią, pisarką, doktorantką renomowanego uniwersytetu? Ale to pół biedy. Jak może taka osoba żądać ukarania osoby, która te jej przewiny opisała? Przecież normalny człowiek, jeśli popełni błąd (a każdemu to może się zdarzyć), to rumieni się, kiedy ktoś opisze jego nieeleganckie zachowanie. Tu jednak pisarka uczyniła coś, czego nikt chyba nie zrozumie – rozpętała dwie sprawy sądowe (a wcześniej złożyła doniesienie na komendzie policji), że wszystko, o czym napisałem, jest nieprawdą. Według tej pani nieprawdą jest, że niekulturalnie się zachowywała na portalu, nieprawdą jest, że zamieszczała pikantne żarciki, nieprawdą jest, że szydziła z przysięgi, nieprawdą jest, że podłączała się pod pogróżki oraz nieprawdą jest, że produkowała się pośród wulgarnych kawałów zamieszczanych przez młodzież, która – z racji wieku i stanowiska – powinna być przez nią pouczona, że niewłaściwie zachowuje się na portalu, wpisując obrzydliwe teksty.

Jej teksty dostępne są na portalu do dzisiaj (po likwidacji swego konta, pozostały przecież jej wypowiedzi wraz z numerem profilu 224435), a ponadto Temida oraz mecenas posiadają wszystkie cytaty skopiowane na płytę. Każdy z Czytelników, którzy zechcą poświecić czas na zbadanie sprawy (skoro Temida nie ma możliwości i chęci) może otrzymać zestaw komentarzy i ekranowych zrzutów, aby ocenić wiarygodność pisarki oraz jej wyczyny albo – w mniejszym zakresie – rozejrzeć się w internecie.

Pierwszy artykuł powstał w lutym 2009 i nie ujawniał zbyt wielu danych o pisarce, kiedy jednak jej mecenas przesłał 'Ostateczne przedsądowe wezwania do zaniechania naruszania dobrego imienia i zapłaty', czyli zażądał przeprosin (za co?!) i skasowania skromnych artykulików napisanych do tej chwili (przed wystosowaniem owego wezwania) oraz zażądał wpłacenia zadośćuczynienia (20 tys. zł – za co?!), wówczas (działając w obronie koniecznej) biorąc pod uwagę tupet (zniesławiła mnie – posiadanie dodatkowych kont) kłamiącej bez umiaru, opublikowałem trzy pozostałe wymienione artykuły. Podkreślam – powstały one po postawieniu powyższych a kuriozalnych żądań, a to oznacza, że były one zdecydowanie przesadzone! To wręcz kompromitacja mecenasa, który jako fachowiec, nie powinien dać się wciągnąć w takie rozgrywki. Gdyby był całkowicie nieznany pisarce, to z pewnością nie wdepnąłby w ten skandal, ale skoro był znajomym, to znacznie łatwiej jest przełamać niechęć do procesowania się w takiej sytuacji, bowiem sugestie znanej osoby są bardziej przekonujące, niż całkowicie obcej.

Artykuł „Poniżenie twórcy na własne życzenie” omawia wyczyny pisarki, nie wymieniając jednak jej z nazwiska oraz krytykuje działalność mecenasa, który mając większość dowodów, nie uznał za stosowne wybić z głowy procesowania się swej klientce, natomiast pomógł jej w tym, m.in. wysyłając przedsądowe wezwanie. Jeśli ktokolwiek odczyta teksty pisarki na tle mecenasowych żądań, musi dojść d wniosku, że działania tego prawnika nie były zbyt profesjonalne. Jak ten pan odczytywał jej teksty nie doszukując się sugerowanych przeze mnie czynów? Czyżby nie miał żadnych wątpliwości, czytając jej żarciki i komentarze, że jednak kobieta za ostro sobie pojeździła, a przecież jest doktorantką nie byle jakiej uczelni i dobrze wiedział, że sprawa fałszerstwa, zniesławienia i całego tego cyrku będzie opublikowana i wysłana do mediów i sądów wszelakich, a kto wie, czy nie do Strasburga? Nie pomyślał o tym ani przez moment? I że, niezależnie od interpretacji tekstów pisarki przez sędziów, redaktorów prasowych oraz internetowych, także przez komisję etyki nauczycieli akademickich, ludzi ci jednomyślnie uznają, iż pisarka została niewłaściwie oceniona w moich artykułach? Przecież to jest całkowicie nieracjonalne zachowanie dwojga inteligentnych ludzi! Każdy bowiem obiektywny czytelnik musi uznać, że wpisywane teksty rzucają co najmniej nieciekawe światło na pisarkę, nawet jeśli przyjąć, że forum było przeznaczone nawet do wpisywania frywolnych żarcików, jednak nie zapominajmy, że regulamin portalu literalnie zabrania wpisywania zbyt wulgarnych, a przecież mecenas i klientka ciągle podkreślają chęć przestrzegania prawa (zatem jak to możliwe, że inteligentna doktorantka miała w nosie regulamin portalu – jednak hipokryzja?).

W artykule „Jak na portalu zarobić 20 tysięcy złotych?” w ogóle nie wymieniam nazwisk ani funkcji owej pary – napisałem artykuł oparty wprawdzie na apelu do mnie o przekazanie im 20 tys. złotych, jednak tego typu felietony, powieści i filmy powstają na całym świecie, także w Polsce. Tu jedynie mecenas i pisarka (oraz może parę osób znających sprawę) mogli się wówczas domyślać, że artykuł ich dotyczy, wszak nie ujawniłem żadnych danych mogących zostać przez prawników uznanych za zniesławienie konkretnej osoby. To kolejny błąd pełnomocnika pisarki, który popełnił typową nadinterpretację tekstu mojego felietonu. Artykuł ma fabułę opartą na nadesłanym wezwaniu do wpłaty na konto mecenasa, ale w jego tekście nie jest wymieniony z nazwiska ani mecenas, ani pisarka. Więcej – tam „bohaterem” jest wymyślony przeze mnie pisarz, który nijak nie pasuje do doktorantki, bowiem jest on pijakiem i rozpustnikiem, co – jak podkreślała pisarka – całkowicie nie odpowiada jej charakterowi, zaś ja niniejszym oświadczam, że jest istotnie tak, jak doktorantka twierdzi. Nigdy bym się nie ośmielił tak kulturalnej osobie wmawiać zamiłowania do alkoholu i niemoralnego prowadzenia. Jednak ten artykuł został uznany przez tę parę oraz sędziego sądu okręgowego jako dowód na zniesławienie pisarki – to prawdziwa kompromitacja w dziedzinie logiki tych trzech osób!

Oficjalnie zatem informuję (jak w filmach) – opisane sytuacje oraz cechy charakterologiczne omówionego pisarza w powyższym moim artykule nie dotyczą doktorantki. Ewentualne podobieństwo jest przypadkowe (inna płeć, pijaństwo i upadek moralny – to z pewnością nie dotyczy trójmiejskiej wykładowczyni!). Jak można było w ogóle wpaść na taki pomysł? Nic poza związkiem (i to błędnie wywiedzionym!) nożyc i stołu nie może przyjść tu do głowy.

Gdyby przyjąć linię mecenasa, należałoby zaprzestać wyświetlania filmów i seriali, które są aluzjami do mniej lub bardziej znanych postaci, co spowodowałoby kolejną polską rewolucję, ale tym razem na światowym rynku filmowym. Spora część dorobku pisarskiego, tak polskiego, jak światowego, oparta jest na prawdziwych historiach, które zostały jedynie sfabularyzowane i uatrakcyjnione ze względów komercyjnych, zaś ich nawiązanie do prawdziwych postaci jest albo oczywiste, albo prawdopodobne (choćby słynna „Monachomachia” – ileż to kłopotów miał jej autor w zupełnie innych czasach). Czyżby polskie nowoczesne sądy chciały karać u progu trzeciego tysiąclecia obywateli (dziennikarzy, poetów, kabareciarzy), którzy znajdują ciekawe tematy (tu – patologia studentów i absolwentów, w tym pracowników naukowych), omawiają je, krytykują i są z tego powodu ciągani po sądach?

Mecenas domaga się kary za przestępstwo popełnione (wg niego) z art. 212 kk, bowiem podobno dobre imię jego klientki zostało znacząco naruszone. Myślę, że jeśli komukolwiek zechciałoby się zapoznać z dość zaskakującą działalnością prowadzoną przez pisarkę na dwóch polskich portalach, to każdy obiektywny czytelnik uznałby, że osoba podająca mnie do dwóch sądów, nie dochowała staranności w dbaniu o swoje dobre imię, które - rzecz jasna - ucierpiało na swej dostojności, bowiem wszystkie przewiny, które opisałem przed otrzymaniem przedsądowego wezwania, jak również po nim, oparte są na prawdzie. Każdy człowiek dobrze wychowany przez rodziców powinien przede wszystkim sam dbać o swoje dobre imię, nie zaś mieć pretensje, że ktoś go podejrzy, sfotografuje, sfilmuje, podsłucha i krytycznie omówi, podając swoje pełne dane osobowe. Takie jest współczesne dziennikarstwo i pisarka o tym wiedzieć powinna, bowiem ogląda telewizję, w której niemal codziennie opisywane są idiotyczne zachowania rozmaitych urzędników, prawników, profesorów, nauczycieli, oficerów, lekarzy, księży. Ciekawe, czy gdybym opisał wyczyny lekarza i księdza produkujących się na jakimkolwiek portalu w stylu pisarki, to czy - w swym tupecie - udaliby się do sądów, w których dowodziliby uszczerbku poniesionego przez ich dobre imiona? Przecież doskonale wiedzieliby, że coraz bardziej kompromitują się, sami ujmując – w dalszym ciągu - chwały swemu nazwisku!

Parę dni temu pewien znany francuski aktor pozwolił sobie na rozbalastowanie swego pęcherza na pokład samolotu i cały świat o tym dyskutował. Czy mecenas pisarki zechciałby reprezentować go w sądzie? I jaką kwotę zażyczyłby dla niego od dziennikarzy opisujących owo, jakże kulturalne, wydarzenie? Czy również podnosiłby kwestię dobrego imienia tego artysty? A przecież to doskonałe imię sporo straciło – przynajmniej tyle, ile ważyła ciecz aktora. Pisarka mniej straciła, bo i imię jakby mniejszego formatu, ale ma znacznie lepszego mecenasa, niż ów Francuz.

19 sierpnia 2011, w kolejnym odcinku „Sędzia Anna Maria Wesołowska”, pewna młoda „dama” oskarżyła znajomego o gwałt. I faceta sąd RP pewnikiem posadziłby na długie lata, gdyby nie partner oskarżonego, który pod koniec programu ujawnił ich tajemnicę – obaj byli gejami. Dziewczę załamało się i ujawniło prawdę – okazało się, że panienka konfabulowała i sąd postawił jej zarzuty zeznawania nieprawdy pod przysięgą. Ponadto, słynna pani sędzia podsumowała, że pracuje w zawodzie już 30 lat i doskonale wie, kto kłamie – wg sędzi, panienka nie patrzyła jej w oczy, kiedy łgała, natomiast spozierała, kiedy mówiła prawdę. Szkoda, że pani Wesołowska nie sądzi w mojej sprawie, jednak należałoby powtórzyć wniosek – aby pomóc Temidzie w tej szeroko omawianej sprawie, należałoby oskarżonego przebadać wariografem, zaś pisarkę u specjalisty od zwidów, konfabulacji i mar.

Przy okazji (skoro już o tym interesującym serialu) – należy oszacować, że niepokojąco wiele procesów kończy się wycofaniem oskarżenia, co jest jednak kompromitacją dla prokuratury. Gdyby nie fakt, że wszystkie sprawy kończą się sprawiedliwym wyrokiem (sytuacja niespotykana, ale taka jest konwencja serialu), to aż strach pomyśleć – jaki jest współczynnik (nie)sprawiedliwego sądzenia w świecie rzeczywistym? Na ile możemy być pewni, że oskarżeni słusznie odsiadują swoje wyroki? Ile mamy w Polsce pomyłek sądowych? I jak się czują sędziowie, którzy nie są pewni swoich wydanych wyroków albo wręcz dowiadują się, że popełnili błąd?

Należałoby wręcz zadać pytanie – czego pisarka spodziewa się po wyroku? Abym przeprosił za teksty zamieszczone przez inne osoby, które ona uznała za mnie? Abym przeprosił za jej fałszerstwo, które Temida uznała za „omyłkę”? Abym ponadto przeprosił za zniewagi, których nie wypowiedziałem, bowiem ktoś je opacznie zrozumiał? Owszem, mogę przeprosić, jednak należy zdać sobie sprawę, że jeśli sąd każe komuś przeprosić za stwierdzenie, że niebo ma czasami inny kolor niż błękitny, to można się pokajać (dla świętego spokoju), ale jednocześnie... załączyć fotografię nieba, kiedy ma jednak inny kolor – czy o to chodzi pisarce? Przecież prawda zwycięży, zwłaszcza w dobie internetu – dziesiątki artykułów powstających na bazie zwidów pisarki to w istocie opis prawdziwych faktów oraz wysoce prawdopodobnych, choć subiektywnych, ocen.

W jaki sposób pisarka chce kogokolwiek przekonać, że nie szydziła z przysięgi studenckiej albo że nie zamieszczała pikantnych żarcików, skoro część internetowych czytelników uzna, że ona ma rację, pozostała zaś część uzna, że moje oceny są trafne? Mało tego – gdyby obiektywnie ocenić obie te grupy, to której z nich bardziej zależy na kulturze, uprzejmości, lepszej jakości dorastającej młodzieży? Przecież można prześledzić niemal wszystkie teksty zamieszczone w internecie przez obie strony konfliktu oraz kilkunastu dyskutantów udzielających się na forach. I ocenić – kto popierał wulgarne zachowania, a kto z nimi walczył?

Subiektywnymi opiniami w internecie nie powinny zajmować się sądy, bowiem każdy sędzia może inaczej je widzieć. Najlepszy dowód - gdyński sędzia nie dopatrzył się chuligańskiego czynu w podarciu Biblii przez inteligentnego i znanego muzyka, choć może nawet tego aspektu nie rozpatrywał, a szkoda. Mógł chociaż uratować honor Temidy oceną satysfakcjonującą oburzonych rodaków, którzy ciągle wierzą, że sprawiedliwość to szlachetna cecha osób pełniących zaszczytne stanowiska w polskim sądownictwie. Wielu sędziów nie zdaje sobie sprawy, że osądzanie niektórych występków, to nie jest zwykła urzędnicza robota – do tego trzeba mieć powołanie. Publiczne podarcie Biblii to nie publiczne połamanie skradzionej czekolady z supermarketu, a kary – jak widać – są podobne: żadne. Czy francuski lotniczy aktorski odlew zostanie potraktowany surowiej? Zobaczymy.

Z poważaniem
Mirosław Naleziński

Więcej publikacji Mirka:

Jutro świat powinien być lepszy niż dzisiaj... Mirosław Naleziński
Gdańsk - odpowiedź z Sądu Apelacyjnego i riposta Mirosława Nalezińskiego
Konfabulantek ci u nas dostatek  Mirosław Naleziński, Gdynia
Dodupne prawo Mirosław Naleziński
Niezawisły znad Wisły Mirosław Naleziński 
Polska Temida ma w nosie nie tylko godność zwykłego obywatela, ale tamże ma również swoją cześć. Mirosław Naleziński
Takiego państwa nie szanują uczciwi obywatele, oszuści zaś sobie je chwalą... czyli numer "pseudotaksówkarza" Mirosław Naleziński
Holenderka i Polka w depresji - Mirosław Naleziński 
Kto Pippie szlak w końcu przetrze? Mirosław Naleziński
Dlaczego admini nie kasują menelskich tekstów? Mirosław Naleziński
Na ospałą Temidę - Mirosław Naleziński
Cukier ośmiesza polski naród - rząd dał "cukrową gorzką plamę". Mirosław Naleziński "Ujawnienie menelstwa po francusku, norwesku i po polsku" - Mirosław Naleziński W Polsce Temida nie jest aż taka głupia - Mirosław Naleziński Kolankiewiczowskie rozwa
Cukier ośmiesza polski naród - rząd dał "cukrową gorzką plamę". Mirosław Naleziński
"Ujawnienie menelstwa po francusku, norwesku i po polsku" - Mirosław Naleziński
W Polsce Temida nie jest aż taka głupia - Mirosław Naleziński
Kolankiewiczowskie rozważania na temat etyki – teoria i praktyka M. Naleziński
Panie Prezesie Sądu Okręgowego w Gdańsku, czy nie wie Pan, że  „Winę należy udowodnić”? - Mirosław Naleziński
Dobra firma usługowa, jeśli spaprze robotę, to ją niezwłocznie poprawia. Ale nie polscy sędziowie będący na usługach społeczeństwa ! Mirosław Naleziński
Czy w Unii można opisywać osoby udzielające się w mediach? Mirosław Naleziński
Coraz więcej nazwisk w internecie  Mirosław Naleziński
Zniesławianie osób (nie)publicznych Mirosław Naleziński
Co łączy Wenezuelę i Gdańsk? Mirosław Naleziński
Amerykańskie i polskie ujawnianie danych Mirosław Naleziński, Gdynia
Policję należy informować  Mirosław Naleziński, Gdynia
Polska cenzura ponad oszustwami Mirosław Naleziński
Media w Polsce i na świecie - grudniowy cykl krytyczno-informacyjny Mirosława Nalezińskiego 
Stalkowanie i obsesje Jak już ktoś Temidzie wskaże ciebie palcem, to masz latami ciągnące się procesy. Mirosław Naleziński
Internetowe znieważenie i sądowe błędy - Mirosław Naleziński, Gdynia
Media w Polsce i na świecie - październikowy cykl krytyczno-informacyjny Mirosława Nalezińskiego - 1
Media w Polsce i na świecie - sierpniowy cykl krytyczno-informacyjny Mirosława Nalezińskiego 
Jeden sędzia kształtuje prawo dla 40 milionów obywateli? Mirosław Naleziński
Media w Polsce i na świecie - lipcowy cykl krytyczno-informacyjny Mirosława Nalezińskiego
Media w Polsce i na świecie - czerwcowy cykl krytyczno-informacyjny Mirosława Nalezińskiego
Pocztowe błędy i podwójne pocztowe erki Mirosław Naleziński, Gdynia
Dwie unijne księżne -spojrzenia Temidy brytyjskiej i polskiej. Mirosław Naleziński, Gdynia
Media w Polsce i na świecie - majowy cykl krytyczno-informacyjny Mirosława Nalezińskiego
W Waszyngtonie i owszem, ale nie w Gdańsku... Mirosław Naleziński
Tupet czy paranoja? Mirosław Naleziński
Ich ofiara nie poszła na marne Mirosław Naleziński
Wilkiem Polka Polce... Mirosław Naleziński
Biedne te osoby publiczne...Mirosław Naleziński

 

Komentarze internautów:

Komentowanie nie jest już możliwe.

~rausz
08-09-2011 / 09:03
///PS OD REDAKCJI a wszystko zaczęło się do dowcipów opublikowanych (chyba na rauszu?) przez zakompleksioną ale ambitną pisarkę, absolwentkę Uniwersytetu Gdańskiego Magdę Chomiczek w portalu NaszaKlasa///słowniki podają np. "rausz - lekkie odurzenie alkoholem". To przecież nie posądzenie o alkoholizm. Palikot nie takie pytania zadawał poważniejszym osobom w państwie.
~observe
08-09-2011 / 08:50
Panie xyz - przywołujesz pan tekst napisany po wniesieniu przez mecenasa aktu osk. z materiałami (np. o 20 tysiącach) napisanymi wcześniej? Gdzie logika? Sędziowie chyba są bardziej logiczni...
~pytanko
08-09-2011 / 08:14
Małe pytanko: to TAKA osoba może mieć zwolenników???Świat stanął na głowie....
~orto
08-09-2011 / 07:41
1. Za przypisy Redakcji autor nadesłanego artykułu nie odpowiada. Autorzy wysyła tekst do mediów a one albo nie wstawiają, albo wstawiają bez komentarza lub z nim. Wmawianie autorowi dodatkowych pozaartykułowych tekstów świadczy o braku wiedzy oraz potwierdza ogólnie kiepski sposób rozumowania pisarki i jej zwolenników 2. Poruszana sprawa zaistniała po wniesieniu aktów osk. i o czym świadczy? Jedynie o tym, że na nikczemne zachowania obozu MCh powstają riposty mniej lub bardziej eleganckie. Policja pałuje koboli i kto jest winny? Gdyby nie kibol, policjant nie musiałby na niego ręki podnosić. 3. Gdyby nie czyny pisarki nigdy by nie powstało tyle artykułów omawiających jej czyny oraz błędy i dziwne zachowania Temidy. 4. Sądy maja wszystkie artykuły na płytach. Za dopiski poza artykułami autorzy nie odpowiadają. Gdyby teraz ktoś sugerował pijaństwo pisarce, to dla sądu ważne są teksty napisane do momentu wniesienia sprawy.
~xyz
08-09-2011 / 06:59
"Nigdy bym się nie ośmielił tak kulturalnej osobie wmawiać zamiłowania do alkoholu i niemoralnego prowadzenia." Znów pan KŁAMIE panie Naleziński. www.aferyprawa.eu/Kultura/Biedne-te-osoby-publiczne-Miroslaw-Nalezin przypis redakcji jednoznacznie sugeruje popijanie alkoholu. I niech się pan nie wykręca, że to redakcja dopisała. To jest tekst pana autorstwa i pan tam się podpisał. Był wcześniejszy tekst, gdzie podał pan nazwisko pisarki nie przekręcone i komentarz był "po pijanemu".. ten tekst również jest złożony w sprawie.
~wygoda
07-09-2011 / 23:09
Na ejoba proponuję zamieszczać tematy wygodne dla adminów, tzn. takie, za które jakieś rozwścieczone wpadką babsko nie zacznie ciągać ich ( adminów) po sądach wszelakich. Takoż proponuję takowe tematy portalom wszelakim, z niecną NK na czele.
~MNaleziński
07-09-2011 / 22:39
Admin skasował mój tekst na EIOBA, zatem tu daję odpowiedź niektórym osobom mnie tam niechętnym. Ludziska różne rzeczy piszą, np. noblistka p. Wisława ma w swoim dorobku wiersze, które chętnie większość czyta, ale ma także wiersze, których nie chcemy czytać. Ponadto artykuły na temat pomyłki sądowej nie dotyczą tylko mnie, bowiem to może każdego spotkać. Pomówienia w internecie będą coraz częstsze. Wielu ludzi obśmiewa tych, co krytykują użytkowników dróg, którzy uważają, że drzewa są zbyt blisko jezdni i zbyt wielu ludzi ginie na polskich drogach. Pytanie - ilu prześmiewców także zginie na tych drzewach? Ponadto - wiele aspektów jest natury fundamentalnej i nie dotyczy tej jednej jedynej sprawy. 1. Pisząc np. frazę - "Równie można byłoby oskarżać Polaków o bezprawne ataki na Niemców, każąc Temidzie zapomnieć o ich zbrodniach, które spowodowały odwetowe kroki naszych rodaków podczas wojny. Można byłoby także popierać sadowych złodziei, którzy podczas swej niecnej akcji oberwaliby po łapach od właściciela drzewostanu. Jeśli nawet jakakolwiek przewina strony reagującej na zło, powoduje straty wśród strony inicjującej to zło, to przecież nie można rozpatrywać wyłącznie wydarzeń począwszy od wygodnego momentu dla mecenasa i jego klientki – należy starannie zbadać, kto jako pierwszy złamał prawo" można omówić - zgodzić się z nią lub polemizować; przecież to kwestia ogólniejsza, niż moja sprawa. 2. "Zatem nie można zignorować tematu kont, bowiem to kluczowa sprawa dla ustalenia prawdy. A prawda jest taka, że pisarka publicznie mnie pomówiła i publicznie powinna przeprosić za to pomówienie. Chyba że polska Temida ma swoje dziwaczne procedury, które sprzyjają lawirowaniu, nie zaś wyjaśnianiu". Albo zgadzamy się z tym rozumowaniem, albo nie - i dlaczego. 3. " Czekam aż kompetentne organa zajmą się sprawą i wydadzą opinie, iż nie miałem i nie mam żadnych dodatkowych kont na portalu, o co podejrzewa mnie od ponad trzydziestu miesięcy coraz bardziej znana polska pisarka. Jak do tej pory, Temida dysponuje jednostronnymi zeznaniami, czyli mamy słowo przeciwko słowu, natomiast ani jeden internetowy specjalista nie potwierdził, że posiadałem dodatkowe konta i że logowałem się w internecie w porach sugerowanych przez pisarkę-detektywkę". Nikogo nie interesuje ten temat? A każdy z Was może być tak samo posądzony i wówczas możecie skopiować niektóre przemyślenia niniejszego autora. 4. Nikogo nie interesuje prawne obejście - "Także, idąc tropem rozumowania pisarki, obejścia prawne typu „Przemysław W., syn prezydenta” – byłyby zaskarżone przez mecenasa pisarki do sądów, gdyby tylko jego klienci o to się do niego zwrócili". 5. Nikt nie zastanowił się, dlaczego "Zatem – jak to jest możliwe, aby taka dobrze wychowana i ułożona absolwentka i doktorantka UG mogła sobie poużywać na portalu, na którym zamieszczała przaśne żarciki pośród całkiem obrzydliwych a wulgarnych?"? 6. Nikt nie zauważył, że pisarka zeznała, że nigdy nie napisała przaśnego żarciku, ale przecież każdy w internecie może te żarty poczytać - i co? Jesteśmy przyzwyczajeni, że ministrowie kłamią w żywe oczy i inni też mogą i to nie robi żadnego wrażenia? 7, Jeśli ktoś przylepi przeżutą gumę do żucia pod blatem i ktoś to omówi, to A - wolimy o tym nie dyskutować, B - dyskutujemy, C - idziemy z tym zniesławieniem do sądu? 8. "W artykule „Jak na portalu zarobić 20 tysięcy złotych?” w ogóle nie wymieniam nazwisk ani funkcji owej pary – napisałem artykuł oparty wprawdzie na apelu do mnie o przekazanie im 20 tys. złotych, jednak tego typu felietony, powieści i filmy powstają na całym świecie, także w Polsce. Tu jedynie mecenas i pisarka (oraz może parę osób znających sprawę) mogli się wówczas domyślać, że artykuł ich dotyczy, wszak nie ujawniłem żadnych danych mogących zostać przez prawników uznanych za zniesławienie konkretnej osoby. To kolejny błąd pełnomocnika pisarki, który popełnił typową nadinterpretację tekstu mojego felietonu. Artykuł ma fabułę opartą na nadesłanym wezwaniu do wpłaty na konto mecenasa, ale w jego tekście nie jest wymieniony z nazwiska ani mecenas, ani pisarka. Więcej – tam „bohaterem” jest wymyślony przeze mnie pisarz, który nijak nie pasuje do doktorantki, bowiem jest on pijakiem i rozpustnikiem, co – jak podkreślała pisarka – całkowicie nie odpowiada jej charakterowi, zaś ja niniejszym oświadczam, że jest istotnie tak, jak doktorantka twierdzi. Nigdy bym się nie ośmielił tak kulturalnej osobie wmawiać zamiłowania do alkoholu i niemoralnego prowadzenia. Jednak ten artykuł został uznany przez tę parę oraz sędziego sądu okręgowego jako dowód na zniesławienie pisarki – to prawdziwa kompromitacja w dziedzinie logiki tych trzech osób!" - i ten problem nikogo nie zainteresował? Taka wpadka sądu i nikt nie reaguje? Czyżby szan. Czytelnicy tylko czytali o miłości, spiskach i seksie? I tak można analizować każdy akapit - te sprawy powinny być przedyskutowane. Jeśli jednak ktoś woli czytywać o podróżach, biznesie itp. itd. to niech czyta, ale dlaczego krytykuje kogoś, kogo spotkała pomyłka sądowa i chce o tym pisać? Pan Sikora, gdyby miał dostęp do internetu, to nie mógłby opisywać swojej sprawy w różnych aspektach o zbrodni i karze (patrz film "Dług")? Bo to niby nikogo nie interesuje? Bo zapadł prawomocny wyrok? To już ludzie, którzy siedzą albo siedzieli nie mają prawa korzystać z internetu i opisywać kwestii związanych z wymiarem sprawiedliwości? To może zamieśćmy listę tematów ,które można opisywać na EIOBA?
~Alex
07-09-2011 / 20:18
Za duże wymagania... przecież się nie przyzna Pytia Delfijska ( jedna, druga i trzecia w tej sprawie), że tuman jest i basta.
~MNaleziński
07-09-2011 / 19:06
sąd to się bierze? Jeśli sędzia uzna, że oficerów polskich w Katyniu zabili Niemcy, to nikt nie uzna takiego werdyktu, natomiast jeśli polski sędzia uzna, że pisarka się omyliła w sprawie (sfałszowanego) podpisu i sp. ideę powiadamiania podsądnego o postępowaniu oraz wydał wyrok na podstawie fałszywego zeznania i błędnego czytania tekstu, to dziwni Polacy uważają, że wyrok jest święty. Skąd tyle hipokryzji? Przecież rosyjski i polski sędzia ukończyli podobne uczelnie i ślubowali to i owo. Mają obaj pracować uczciwie.
~do intera
07-09-2011 / 14:36
A jesśi orzeczenie jest oparte na pomówieniu, które przyjął za pewnik niekumaty "sędzia", bo mu tak znajomy adwokat kazał, to p. Naleziński ma z pokorą przyjąć qwniany wyrok? A jeśli wobec niego zostały popełnione kolejne przestępstwa tj> sfałszowanie jego komentarza i PODPISU, dla celów udowodnienia fałszerce samej sobie, że nie łże, to co, p. "inter"? To to jest państwo prawa i pawomocne orzeczenie? Panie Naleziński, jeśli natychmiastowo nie zgłosi Pan do prokuratury o ściganie fałszerki podpisu, to się wścieknę!!! Zamiast pisać artykuły, niech się Pan weźmie za zawiadomienia o przestępstwach i pisanie pozwów, zapewniam, że to będzie dla Pana korzystniejsze. Zacząłbym od odszkodowania za zawał.