Imieniny:

AferyPrawa.com

Redaktor Zdzisław Raczkowski ujawnia niekompetencje funkcjonariuszy władzy...
http://Jooble.org
Najczęściej czytane:
Najczęściej komentowane:





Pogoda
Money.pl - Kliknij po więcej
17 maja 2021
Źródło: MeteoGroup
Polskie prawo czy polskie prawie! Barwy Bezprawia

opublikowano: 26-10-2010

AFERY PRAWA OSZUSTWA PRZY OKRĄGŁYM STOLE

Jak zmajstrowano okrągły stół - tekst okolicznościowy nawiązujący do 20 rocznicy - III RP CZY „TRZECIA FAZA”? – CUI BONO?

Wśród krytyków „okrągłego stołu”, panuje niemal powszechne przekonanie, że był on rezultatem porozumienia komunistów z tą częścią środowisk opozycyjnych, która okazała się najmocniej podatna na współpracę agenturalną – co wydaje się poglądem mocno logicznym, zważywszy, że lepiej jest zawrzeć układ z kontrolowanym, obliczalnym „wrogiem”, niż z nieznanym i nieprzewidywalnym „sojusznikiem”.

Według tej opinii, podpisanie porozumień w Magdalence nastąpiło na mocy paktu, zawartego pomiędzy szefem policji politycznej – Kiszczakiem, a ludźmi, których ta sama policja predestynowała do roli swoich partnerów. Na dowód, że jest to twierdzenie  prawdziwe przytoczyć można dziesiątki nazwisk tajnych współpracowników, którzy znaleźli swoje miejsce przy „okrągłym stole” lub stali się jego beneficjantami i orędownikami.  Przypadek Lecha Wałęsy urasta tu do miary symbolu. Można powiedzieć, że władza komunistyczna „wyprodukowała” grupę ludzi, którzy poprzez (inspirowany zewnętrznie) proces „transformacji ustrojowej” przeprowadzili  komunistów bezproblemowo z totalitarnej rzeczywistości PRL do sterowanej demokracji III RP. Doskonale ów proces przedstawia Free Your Mind, gdy w artykule  - „Okrągły stół" jako legalizacja peerelu” – pisze:

 „Właśnie z taką sytuacją mieliśmy do czynienia u schyłku peerelu - komuniści byli przestępcami, zbrodniarzami, a co gorsza, ludźmi przetrzymującymi w represyjnym systemie całe społeczeństwo polskie. O ile więc negocjowanie można było z nimi podjąć (choć może lepsze byłoby siłowe przejęcie władzy), to należało potraktować je tak, jak negocjacje z porywaczami. Tymczasem mitologia „okrągłego stołu" nie tylko przedstawia obie strony negocjacji jako „równe" czy „partnerskie", ale i legalne. „Pacta" zawarte przy „okrągłym stole" należało uznać jako zawarte ze zbrodniarzami i w bardzo specyficznym kontekście (troska o zniewolonych, przetrzymywanych bezprawnie w komunizmie, obywateli; obecność sowieckich wojsk okupacyjnych; podporządkowanie „ludowego" wojska i „ludowych" sił bezpieczeństwa Moskwie itd.). Tymczasem uznano je jako porozumienie niemalże równoprawnych stron. W ten sposób dokonano rzeczy niebywałej i skandalicznej - zalegalizowano peerel z całą jego infrastrukturą, zaś III RP konsekwentnie skonstruowano jako jego polityczno-prawną kontynuację.”

Należałoby dodać, że „legalizacji PRL-u” dokonali wyznaczeni przez komunistów „legislatorzy” – z których wielu, z partyjną i esbecką elitą łączył stosunek zależności agenturalnej.

O procesie kreowania własnej opozycji (poczynając od doświadczeń operacji „Trust”) pisze również Anatolij Golicyn i stwierdza, że powołani przez KGB i jego  filie (SB, Stasi, etc.) dysydenci, powszechnie znani na Zachodzie, mieliby tworzyć niekomunistyczne partie lub organizacje opozycyjne w wypadku, gdyby system komunistyczny zaczął się rozpadać. Powołując się na przykład „Praskiej Wiosny”, Golicyn wskazywał na Dubczeka, którego odpowiednikiem w ZSRR miał być Sacharow, w Polsce zaś Wałęsa i jego środowisko doradców. Ponieważ to właśnie służby sowieckie, opanowały do perfekcji gry operacyjne z udziałem własnej agentury, byłoby rzeczą dalece naiwną uważać, że tak rozbudowana kombinacja operacyjna, jaką była polska droga do „historycznego kompromisu” mogła zostać przeprowadzona bez udziału tego elementu.

Na podstawie dzisiejszej wiedzy o przeszłości wielu, koncesjonowanych opozycjonistów  mamy świadomość, że „konstruktywny” stosunek do komunizmu,  dążenia integracyjne  i idee porozumienia, szerzące się wśród części opozycji w latach 80 –tych, należy  prędzej  przypisać grom operacyjnym i wykonywaniu dyrektyw  oficerów prowadzących, niż trosce o przyszłości Polski. Rzesze tajnych współpracowników, wiodących Polaków do „świetlanej” przyszłości wykonywało jedynie poruczenia szefa bezpieki i zabezpieczało przed oczami rodaków swoje zafajdane życiorysy.

Problem z oceną pojawia się wówczas, gdy mamy do czynienia z ludźmi, o których agenturalnej przeszłości nic nie wiemy – czy to z powodu braku rejestracji w archiwach policji politycznej (co należało do praktyk, związanych ze szczególnie cenną agenturą) – czy też, z powodu zniszczenia dokumentacji w latach 1989-90. Ich zachowania w latach 80-tych, ale przede wszystkim postawa, jaką wykazują od czasu „legalizacji PRL-u” wskazuje na zamierzone i konsekwentne  dążenie do porozumienia z komunistami, a po osiągnięciu tego celu – na osłonę prawną i polityczną interesów zbrodniarzy komunistycznych i peerelowskiej nomenklatury.

Mając świadomość, że nad jednostkami ulegającymi jego „urokowi”, komunizm roztacza władzę absolutną i kontrolę bezwarunkową – nie sposób wierzyć, by wszyscy opozycyjni piewcy Jaruzelskiego i Kiszczaka działali w patriotycznym lub ideologicznym porywie. Część z nich – jak wiemy to w przypadku już zidentyfikowanej agentury – wykonywała bowiem zlecone, a w najlepszym wypadku sugerowane dyrektywy. Dopiero kombinacja działalności zarejestrowanych, osobowych źródeł informacji oraz  inspiracje, wynikające z  aktywności wyjątkowo cennej, a głęboko utajnionej agentury, mogły dać pożądany efekt. 

W tym kontekście pojawia się problem działalności agentury wpływu – problem, tym poważniejszy, że w przypadku Polski lat 80-tych, klasyfikacja tej agentury wymyka się  standardowym ocenom. Definicje, które przypomniałem w poprzedniej części tego cyklu, zdają się dotyczyć agentów wpływu działających na terenie innych państw, wykonujących zadania służące interesom obcego (często wrogiego) państwa i korzystających ze wsparcia obcego wywiadu. Jeśli na podstawie tak zdefiniowanej roli agenta wpływu, zechcemy dokonać oceny działań szczególnie zasłużonych twórców „okrągłego stołu” – co do których współpracy agenturalnej archiwa milczą – pod mianem obcego państwa możemy identyfikować wyłącznie Związek Sowiecki. Na słuszność wyboru wskazuje aż nadto poszlak; począwszy od zbieżności polskich przemian z  sowieckim procesem „pierestrojki”, poprzez troskliwość, z jaką niemal wszystkie ekipy  III RP otaczały sowieckie interesy w Polsce (obecność wojsk okupacyjnych, bazy wojskowe, ochrona tajemnic Układu Warszawskiego, brak weryfikacji WSW/WSI, kontakty establishmentu z agentami GRU, KGB, zaniechanie dywersyfikacji surowców energetycznych, etc.), po obecną politykę wobec putinowskiej Rosji, w wykonaniu „naszych ludzi” w Warszawie. Dowodem bezpośrednio wskazującym na komunistyczne mocarstwo jest ochrona, jaką państwo zwane III RP otacza namiestników sowieckich i członków peerelowskich organizacji przestępczych, nakazując upatrywać w nich światłych europejczyków, patriotów lub „ludzi honoru” oraz ukrywanie przez to państwo szeregu zbrodni, dokonanych przez bezpiekę, na rozkaz funkcjonariuszy partii komunistycznej. Natomiast konsekwencją ugruntowanej wiedzy, że „polska” policja polityczna – (niezależnie, czy będzie to SB, Departament I MSW (wywiad cywilny), WSW czy Agenturalny Wywiad Operacyjny) – była wyłącznie przedłużeniem służb sowieckich i wykonywała dyspozycje okupanta, powinno być stwierdzenie, że współpraca z tymi strukturami była tożsama z działalnością na rzecz obcego państwa.

Zawsze zatem, gdy mamy do czynienia z aktem kolaboracji agenturalnej z policją polityczną PRL, możemy twierdzić, że w istocie chodzi o działanie na rzecz sowieckiego okupanta. Tylko semantycznemu kłamstwu, jakim od 20 lat posługuje się III RP  zawdzięczamy, że ta ewidentna, logiczna i oparta na wiedzy historycznej konstatacja, wydaje się Polakom twierdzeniem obrazoburczym i przesadnym.

Pora więc, by wskazać na przykłady takich przedsięwzięć ludzi opozycji, które noszą wszelkie znamiona aktywności agentury wpływu, lecz z powodu braku jednoznacznych potwierdzeń, mogą być postrzegane w ten sposób, jedynie w kontekście finalnej oceny  interesów, którym działania te służą. Podane przykłady mają wyłącznie wymiar prezentacji zjawiska i nie powinny stanowić dowodu na agenturalne zaangażowanie.

Podstawowym pytaniem, jakie warto zadać sobie w tych przypadkach, będzie zawsze pytanie – cui bono?

Z pewnością, w tę formułę można wpisać szereg publikacji zamieszczonych w prasie podziemnej, tuż po zabójstwie księdza Jerzego, nawołujących do „nieulegania prowokacji” i wskazujących na ekipę generała Jaruzelskiego, jako na ofiary walki wewnątrzpartyjnych frakcji. Siła tych argumentów, skorelowanych z oficjalną wykładnią władz komunistycznych była na tyle znacząca, że przetrwała próbę 25 lat i nadal zastępuje prawdę o zdarzeniu. Ponieważ zbrodnia na Kapelanie „Solidarności” jest „kamieniem węgielnym”, na którym zbudowano porozumienie „okrągłego stołu”, poświęciłem tej kwestii wcześniejsze teksty z cyklu „III RP czy III Faza”. Cytowane już przeze mnie, wystąpienie Wałęsy w kościele św. Brygidy w Gdańsku, czy artykuł Jacka Kuronia, zamieszczony w 107 numerze „Tygodnika Mazowsze” zawierają, w moim przekonaniu, wszelkie cechy głosów służących interesom władzy komunistycznej. Tak też zostały wykorzystane w czasach PRL-u. W szerszym tle – tym samym interesem wydawał się kierować Wałęsa, gdy od grudnia 1981 r. stanowczo odmawiał zwołania statutowych władz „Solidarności”, nawet wówczas, gdy nie groziło to już praktycznie żadnymi represjami. Obecni w kraju członkowie Komisji Krajowej bezskutecznie domagali się tego przez osiem lat (od 1987 r. zorganizowani jako Grupa Robocza KK, później w ramach Porozumienia na rzecz Demokratycznych Wyborów w NSZZ „Solidarność”). Ze strony Wałęsy padały wówczas absurdalne argumenty o „niesprawdzeniu się” członków KK, o wygaśnięciu mandatów, o „zdradzie” niektórych z nich. Wieloletnia, niezgodna ze statutem związku, współpraca Wałęsy z grupami nieformalnymi, służyła osłabieniu NSZZ Solidarność i wyeliminowaniu ze struktur decyzyjnych aktywnych i bezkompromisowych działaczy - na rzecz grupy - która zdominowała oblicze „odnowionej” „Solidarności” podczas obrad „okrągłego stołu”.

Gdy w roku 1989, nie przywrócono legalności funkcjonującemu przecież nieprzerwanie  (choć w podziemiu) związkowi, a zarejestrowano nowy, o tej samej nazwie – wieloletnie działania obstrukcyjne przewodniczącego „Solidarności” nabrały złowrogiego sensu.  „Uśmiercając” na wniosek negocjatorów „strony społecznej” NSZZ Solidarność, powołano de facto do życia nowy związek, którego zadanie miało polegać na powstrzymaniu roszczeń rewindykacyjnych świata pracy. Jakże prawdziwie brzmią w tym kontekście słowa Józefa Mackiewicza, że „prowokacja polityczna to użycie najświętszych symboli narodowych i najgłębszych jego uczuć przeciwko narodowi”.

Do działań charakterystycznych dla agentury wpływu, można zaliczyć również apel działaczy opozycyjnych z października 1986 roku, gdy Lech Wałęsa, Stefan Bratkowski, Bronisław Geremek, Tadeusz Mazowiecki, Stanisław Stomma, Klemens Szaniawski, Jan Józef Szczepański, Jerzy Turowicz i Andrzej Wielowieyski wystąpili o zniesienie przez USA sankcji gospodarczych wobec PRL. To ekonomiczne „koło ratunkowe”, rzucone ekipie Jaruzelskiego, doskonale komponowało się z polityką sowieckiej „pierestrojki” i  spełniło swoją propagandową funkcję. Zniesienie w lutym 1987 roku sankcji gospodarczych, nie poprawiło w żadnym stopniu codziennej wegetacji społeczeństwa polskiego, służyło natomiast uwiarygodnieniu, wspieranej przez Sowietów ekipy generalskiej i stanowiło ważne wsparcie w negocjacjach komunistów z Międzynarodowym Funduszem Walutowym i Bankiem Światowym.

Innym, znamiennym przykładem, niech będzie artykuł Bronisława Geremka z jesieni 1986 roku, zamieszczony w „Tygodniku Mazowsze”. Autor, wspierając apel o zniesienie sankcji gospodarczych, wyraża opinię, że należy podjąć negocjacje z władzą za wszelką cenę, nawet bez warunków wstępnych. Czytamy: 

„[...] jedynie przyjęcie takiej perspektywy stwarza szansę pozytywnych rozwiązań skierowanych ku przyszłości [...] istnieje realna potrzeba kontraktu w duchu umów posierpniowych[...] Przedmiotem porozumienia może być przyszłość gospodarki narodowej, a więc działanie na rzecz strukturalnej reformy gospodarczej, a także utrzymanie i rozszerzenie tego, co określa się mianem »polskiej swoistości«: miejsce Kościoła, nieskolektywizowane rolnictwo, aspiracje społeczne”.

Najpełniejszy wykład projektu tzw. „paktu antykryzysowego”, został dokonany przez Bronisława Geremka w wywiadzie z 15 grudnia 1987 r. dla legalnie wydawanego tygodnika „Konfrontacje” i stanowił zauważalny gest gotowości części środowisk opozycyjnych do ugody z komunistami. Geremek sformułował w wywiadzie konkretną propozycję, nawiązując do projektów wysuwanych jeszcze w1981 r. na forum „pierwszej „Solidarności”. Przedstawiał pakt jako wsparcie rządu w sprawach reform gospodarczych i na tej płaszczyźnie – możliwość nawiązania współpracy. Ten sam zarys ugody z władzami komunistycznymi Geremek przedstawił wiosną 1989 r. w ankiecie na temat miejsca opozycji w PRL w perspektywie najbliższych trzech lat – „Opozycja’ 91” – publikowanej przez legalnie wydawane pismo „Res Publica”.

Nie można też zapomnieć, o poprzedzających wystąpienia Geremka publikacjach Adama Michnika, który w wydanej w roku 1985 książce "Takie czasy"( pisanej w warunkach więziennych)  sformułował propozycje kompromisu z rządem PRL i Moskwą, pisząc m.in. - "Solidarność " powinna odrzucić filozofie "wszystko albo nic". [...] Dla komunistów może to być droga do uzyskania legitymacji, dla nas zaś droga do godziwego życia”.  

Warto w tym miejscu zauważyć, że Anatolij Golicyn, podsumowując scenariusz i techniki przeprowadzenia czechosłowackiego eksperymentu z roku 1968, (w rozdziale 19 swojej książki „Nowe kłamstwa w miejsce starych”) wyjaśnia, jakie cele w długofalowej strategii dezinformacji osiągnięto dzięki  zainscenizowaniu „spokojnej rewolucji” i w jaki sposób nastąpiło odwrócenie jej efektów na korzyść komunistów. Wśród rzeczywistych celów „rewolucji”, dokonanej przy udziale agentury wpływu, Golicyn wymienia m.in.:

stworzenie nowego, demokratycznego wizerunku partii, jej instytucji i przywódców, podnosząc w ten sposób ich wpływ, prestiż i  społeczną popularność;

uniknięcie autentycznego kryzysu i powstania ludowego, wyprzedzająco prowokując   sztuczny, kontrolowany kryzys poprzez skoordynowane działania Partii, służb bezpieczeństwa, intelektualistów, związków zawodowych i innych organizacji masowych; (strajki roku 1988 – mój dopisek),

sprowokowanie rzeczywistej, krajowej i zagranicznej opozycji do ujawnienia się, co   umożliwi później całkowite zlikwidowanie jej, bądź zneutralizowanie;

zapewnienie bezpiecznej i łagodnej sukcesji od starszego do młodszego pokolenia przywódców komunistycznych;

wspieranie i poszerzanie strategicznej dezinformacji Bloku co do politycznej ewolucji, upadku ideologii, pojawienia się nowych odmian komunizmu, oraz rozpadu bloku na niezależne, narodowe reżimy;

stworzenie podstaw do przyszłej kompromitacji zachodnich mężów stanu (zwłaszcza konserwatystów) oraz zachodnich służb dyplomatycznych i wywiadowczych, zwodząc ich „demokratyzacją” i dezawuując ich opinie i prognozy;

przećwiczenie praktyczne i zdobycie doświadczeń przed przyszłym wprowadzaniem „demokratyzacji” w Czechosłowacji, Związku Sowieckim czy gdziekolwiek w Europie Wschodniej, podczas końcowej fazy realizowania dalekosiężnej polityki Bloku.

Nietrudno dostrzec, że wymienione powyżej wystąpienia i publikacje ludzi „konstruktywnej” opozycji, odniosły w perspektywie długofalowej strategii skutki zbliżone lub identyczne, z tymi, które wymienia Golicyn.  Świadczy to, że  porozumienie „okrągłego stołu” było potrzebne komunistom do łagodnego i bezkarnego wyjścia ze stworzonego przez siebie systemu i wejścia w uprzywilejowanej pozycji w kapitalizm państwowy. Niekoniecznie natomiast, wynikało z rzeczywistych potrzeb społeczeństwa polskiego. Bez użycia „najświętszych symboli narodowych”, (o których mówi Mackiewicz) co w tym przypadku oznaczało współpracę opozycji i Kościoła – cele strategii komunistycznej nie mogłyby zostać zrealizowane.

Na szczególną uwagę zasługują sytuacje, gdy działacze opozycyjni podejmują rozmowy z przedstawicielami policji politycznej PRL, lub nawiązują kontakty bezpośrednio z przywódcami sowieckimi. Czy będą to rozmowy Jacka Kuronia z  majorem Janem Lesiakiem z roku 1985, prowadzone w konwencji negocjacji politycznych, czy list Geremka z roku 1988, adresowany do Gorbaczowa (pod uwagę George’a Sorosa), czy wreszcie liczne wizyty Michnika w Moskwie w roku 1989  - mamy do czynienia z niezwykle charakterystycznym czynnikiem, który nakazuje oceniać rolę tych osób w zupełnie innym świetle, niż czyni to oficjalna propaganda III RP. Jest to o tyle wspólny i  symptomatyczny rys, że pozwala poszerzyć definicję działań  agentury wpływu na nowe, niedostrzegalne dotychczas wymiary.

O tym jednak, chciałbym napisać już w kolejnej części.

CDN... 

Źródła:

http://www.polis2008.pl/index.php?option=com_content&view=article&id=222:okrgy-stoq-jako-legalizacja-peerelu&catid=
27:radio-tyrana&Itemid=13

http://www.encyklopedia-solidarnosci.pl/wiki/index.php?title=SG_Kalendarium

http://archiwum.sw.org.pl/pdf/AnatolijGolicyn-Nowe_klamstwa_w_miejsce_starych-1984.pdf

25.01.2009   „Aleksander Ścios”                                Salon 24.pl    http://cogito62.salon24.pl/382360.html


Rok 1988 (na marginesie tekstu A. Ściosa)

Rok ów był czasem, gdy komuniści zostali rzuceni na kolana i dalszy los czerwonej władzy zależał wyłącznie od „otwartości negocjacyjnej” strony solidarnościowej. Gdy pisałem tekst „Michnik i Urban jako mózgi ‘polskiej pieriestrojki’” zwracałem uwagę na pewną „ideową koincydencję” propozycji „zmian ustrojowych”, propozycji formułowanych mniej więcej w tym samym czasie w latach 80. przez „obie strony konfliktu”, ale też starałem się podkreślić innowacyjną rolę „Rudego 102”, czyli think tanku składającego się z S. Cioska, W. Pożogi oraz J. Urbana - stanowiącego w drugiej połowie najbardziej zaufane ciało analityczno-doradcze Jaruzela i opracowujące plany „ostatecznej dekompozycji opozycji”.
 
Otóż komunistyczni analitycy pisali tak (8 września 1987 r.):

„Stoimy przed największymi zagrożeniami i wyzwaniami w ciągu 5 ostatnich lat, to znaczy: sytuacja jest groźniejsza niż przez cały czas po 13 grudnia 1981 r. z wyjątkiem pierwszej połowy 1982 roku. Zarazem w kraju panuje spokój. Trzeba uprzedzać wydarzenia, nim zaczną się toczyć, nabiorą dynamiki, nie czekać, aż zostaną w naszej dyspozycji tylko schyłkowe, jak uczy doświadczenie kryzysów, nieskuteczne poczynania awaryjne.” (cyt. za Garlicki, Karuzela, Czytelnik, Warszawa 2004, s. 63).
 
Zwracam uwagę na to zalecenie „uprzedzania wydarzeń”, czyli mówiąc ściślej, prowokowania biegu rzeczy, a nie tylko sterowania tymże biegiem. Tak należy bowiem patrzeć na wszelką działalność komunistów, którzy w momencie doprowadzenia do przewrotu bolszewickiego w Rosji nabrali przekonania, że nad historią, nad dziejami ludzi można przejąć kontrolę.
 
Z kolei w styczniu 1988 r. think tank w następujący sposób diagnozował sytuację:
 
„Uwiąd zaufania i nadziei jest to tendencja falująca, ale stała. Ośrodki badawcze OBOP i CBOS potwierdzają ją. OBOP przy tym sygnalizuje narastający brak nie tylko zaufania i wzrost pesymizmu, ale zanikanie elementów pozytywnego kontaktu władzy ze społeczeństwem. Większość nie wierzy nam i nie słucha już tego, cokolwiek mówimy (…) Nastroje spadły poniżej czerwonej kreski, czyli przekroczony został wyliczony przez socjologów, a oparty o doświadczenie, punkt krytyczny wybuchu. Nie występuje on, gdyż skłonności wybuchowe są w społeczeństwie przytłumiane przez różne stabilizatory (doświadczenia historyczne, w tym głównie 13 grudnia 1918 r., rola Kościoła, spadek wpływów opozycji, apatia (…). Mieszanina zniechęcenia i napięć rychło uczyni więc sytuację dramatyczną, a napiętą przede wszystkim w zakresie stosunków wzajemnych społeczeństwa i władzy. Odbija się to już na nastrojach kadry, której znaczna część, jak zawsze w okresie schyłkowym, poczyna kwestionować przywództwo, intrygować, projektować przyszłe konfiguracje personalne. Z czasem zacznie spiskować.” (Garlicki, s. 80)
 
 
Jak trafne były te prognozy, nie muszę chyba nikogo przekonywać. Wiosną wybuchnie pierwsza poważna fala strajków w 1988 r. W owym styczniowym dokumencie pada też propozycja utworzenia rządu składającego się z komunistów oraz „działaczy katolicko-narodowo-prawicowych, przedstawiających siebie jako lepszych niż komuniści polscy gwarantów radzieckiej racji stanu” (Garlicki, s. 81). Co więcej, postuluje się utworzenie „stronnictwa chrześcijańskiego”:
 
 
„Stosunkową słabość nowej formacji politycznej zapewniałoby też możliwe do przewidzenia skłócenie wewnętrzne różnych nurtów i osób, które skupiałaby nowa partia (…) W razie nadmiernego rozwoju stronnictwa z dziecinną łatwością można by w nim prowokować secesje i awantury aż po zastosowanie wariantu, który proponujemy wobec OPZZ.” (Garlicki, 83)
 
 
No ale o tym wspominam bardziej w charakterze ciekawostki i jednocześnie pokazania, do jakiego stopnia komuniści uważali się za animatorów jakiegokolwiek obszaru życia politycznego, co warto pamiętać po dziś dzień. Już wtedy (styczeń 1988 r.) analitycy owi myśleli o modelu prezydenckim (z Jaruzelem na czele państwa, rzecz jasna), powołaniu senatu oraz, rzecz jasna, o zachowaniu wpływów czerwonej nomenklatury. W styczniu też zaczynają się ukazywać wspomniane przez Aleksandra Ściosa, reżimowe (PRON-owskie) „Konfrontacje” (naczelny Jarosław Goliszewski), mające pełnić rolę „forum, na którym spotkać by się mogli partyjni reformatorzy i umiarkowani opozycjoniści”, jak pisze Garlicki i dodaje: „W realizacji pomysłu dużą rolę odegrał płk
Wojciech Garstka, wówczas rzecznik prasowy gen. Kiszczaka” (Garlicki, s. 84-85). Faktycznie też, jak podaje Ścios, już w lutym publikowany jest wywiad z B. Geremkiem (zarejestrowany w grudniu 1987 r.).
 
Tymczasem w marcu ’88 „trzej” (
Ciosek, Pożoga, Urban) przygotowują kolejną analizę sytuacji. Ponownie postulują powołanie „stronnictwa katolickiego”, reformy gospodarcze oraz, by Jaruzel stanął na czele niezadowolenia społecznego i także reform politycznych:
 
„Niezwykle ważne jest, aby postacią centralną tych zmian był I Sekretarz KC, żeby zarysowany przełom tak samo kojarzył się z gen. W. Jaruzelskim, jak wprowadzenie stanu wojennego, aby inne osobistości nie dyskontowały zmian i nie stawały się ich bohaterami.” (Garlicki, s. 91)
 
Zdaję sobie sprawę, że brzmi to niemalże jak wyimek z któregoś rocznicowego artykułu publicystów „GW”, ale przypominam, że to tekst komunistycznych analityków sprzed 21 lat. W kwietniu rozpoczynają się strajki, a równocześnie (do tego wątku jeszcze wrócę) „kontakty na linii państwo-Kościół”. W maju 1988 r. w Nowej Hucie dochodzi do ostrej pacyfikacji protestujących i jest to dosłownie parę dni po ogłoszeniu przez konferencję plenarną Episkopatu Polski komunikatu zachęcającego do dialogu „reprezentatywnych grup społecznych” z „władzami państwowymi”. W czerwcu w trakcie obrad „VII Plenum KC PZPR” Jaruzel wrzuca pomysł urządzenia „okrągłego stołu”.
 
W sierpniu, tuż przed wybuchem kolejnej fali strajków, think tank pracuje dalej (i to wyjątkowo ciekawy fragment):
 
„Uważamy, że już nie można uchronić obecnej ekipy od upadku, a być może nie można nawet odwlec przesilenia do końca 1989 roku ani że nie leżałoby to w interesie Polski i socjalizmu., Sądzimy także, że żadne kierownictwo PZPR nie może nadal zachować w ręku całej władzy i musi przystać na jej realny podział, a powinno tego dokonać na tyle wcześnie, aby móc zabezpieczyć pozycję dominującą PZPR w warunkach dokonanego i przekształcającego się potem podziału władzy. Czym wcześniej, tym lepiej, gdyż stale tracimy w realnym układzie sił. Przyzwolenie na podział władzy związane ze współodpowiedzialnością umiarkowanej opozycji i ludzi Kościoła może nas po pewnym czasie wzmocnić na tyle, że zdołamy zachować swój okrojony stan posiadania.” (Garlicki, s. 107)
 
Te ostatnie zdania są aktualne do dziś, można powiedzieć. W owej analizie postulowano zmianę modelu państwa na prezydencki, podział miejsc w sejmie i senacie, zmiany w ordynacji wyborczej (oczywiście w żadnym wypadku nie chodziło o wolne i powszechne głosowanie), proponowano też dymisję rządu (Z. Messnera) we wrześniu 1988 r., a nawet legalizację NZS-u. Wszystko to świadczyło, że czerwoni chcieli dokonać wyprzedzającego ruchu pozwalającego im stymulować dalszy przebieg zmian politycznych, choć, co warto podkreślić, czynili to już wtedy z pozycji przegrywających całą walkę. Co więcej, połowa sierpnia przynosi nową falę strajków w całym kraju i komuniści, jak wspomniałem na początku, są w tym momencie rzuceni na kolana.
 
Garlicki pisze, że 20 sierpnia:
 
„odbyło się posiedzenie Komitetu Obrony Kraju (KOK), na którym m.in. zapadła decyzja o rozpoczęciu przygotowań do wprowadzenia stanu wyjątkowego, a w nocy z 21 na 22 sierpnia obradowało Biuro Polityczne. Władze były zaniepokojone, jeśli nie wręcz przerażone rozwojem sytuacji.” (Garlicki, s. 111).
 
Możemy sobie przez chwilę wyobrazić, co by się stało z komunistami, gdyby wtedy faktycznie poszli na siłowe rozwiązanie takie jak w grudniu ’81. Zrealizowałby się wariant budapesztański, tj. wieszanie na latarniach, a tego czerwoni bali się najbardziej:
 
„…generałowie udali się na posiedzenie Rady Ministrów. W południe zatelefonował do Górnickiego Rakowski informując, że stanęła Stocznia Gdańska, że strajki rozszerzają się błyskawicznie i nie ma nadziei na ich powstrzymanie.
Rakowski oceniał trwanie rządu na kilka dni. Powiedział też, że poprzedniego dnia zwrócono się do Wałęsy z propozycją rozmowy z Kiszczakiem. Wałęsa się zgodził, ale gdy usłyszał, że warunkiem jest niedopuszczenie do strajku w Stoczni, odmówił dalszych kontaktów i stanął na czele strajku. Rakowski odrzucił przypuszczenie, że strajki mogą same wygasnąć. Miał powiedzieć: „Tym razem cało z tego nie wyjdziemy”. Uważał, że wprowadzenie stanu wojennego będzie nieobliczalnie kosztowne.” (Garlicki, s. 111)
 
 
Nic więc dziwnego, że wnet nastąpił zwrot akcji i „gen. Kiszczak” w telewizyjnym wystąpieniu zaczął przebąkiwać o możliwości „rozmów”. Komunistom palił się grunt pod nogami z dnia na dzień, bo nawet OPZZ zaczynało się domagać ustąpienia rządu.
 
„Jak wynika z różnych źródeł państwowych i partyjnych, ów poniedziałek 22 sierpnia był dniem, w którym gen. Jaruzelski znajdował się na granicy załamania błędnie oceniając, że powtarza się scenariusz z sierpnia 1980 r.” (Garlicki, s. 113)
 
 
Przypomnę, że jest to dzień na jakieś trzy tygodnie przed rozpoczęciem „negocjacji” w Magdalence. Zresztą w rozmowie z Górnickim (24 sierpnia 1988 r.) sam Jaruzel powiada:
 
„nowym elementem, którego w 1980 roku nie było, jest wyraźnie rysujący się „sojusz tronu i ambony” (…), zapewne nie bez cichej aprobaty „Totusa” (potoczne dawne określenie Jana Pawła II, od jego herbowej dewizy papieskiej „Totus tuus”). Wówczas tylko Wyszyński próbował mitygować eksplozywne nastroje, zresztą bez rezultatów. Obecnie nie tylko Glemp, ale również Macharski i Gulbinowicz otwarcie wypowiadają się za normalizacją stosunków z państwem.” (Garlicki, s. 115)
 
 
No i jak wiemy, stopniowo mediacje z udziałem przedstawicieli Kościoła doprowadzają w końcu do zainicjowania szerszych „negocjacji”. To, że komuniści dążyli za wszelką cenę do zachowania władzy (i „twarzy”), widząc już na horyzoncie rychły swój koniec, gdyby konflikt społeczny się nasilił - to całkowicie zrozumiałe, gdyby bowiem protestujący nie poprzestali na strajkach, tylko zaczęli palić komitety partyjne, to na żadne paktowanie czerwoni już nie mieliby czasu, jedynie na ewakuację kukurużnikami do Moskwy, jeśliby zdążyli. Jednak były jeszcze dwa czynniki w ówczesnej sytuacji - „demokratyczna opozycja”, która dążyła do przejęcia władzy przede wszystkim na opozycji – czyli jakby przyznania sobie monopolu na możliwą opozycyjność (vs radykałowie, ekstremiści etc.) oraz Kościół, którego część hierarchów (także, sądzę, nieco na wyrost w stosunku do zachowań i oczekiwań Ludu Bożego), zaczęła pertraktować z czerwonymi na temat „porozumienia ogólnonarodowego”.
 
 
Zabrakło „non possumus”, które należało sformułować w „Memoriale do „generała Jaruzelskiego””, tak jak kiedyś (tj. w maju 1953 r.) hierarchowie pisali w memoriale do innego moskiewskiego agenta, czyli Bolesława Bieruta. To „non possumus” jednak powinno się było pojawić w październiku 1984 r. po zabiciu przez czerwonych ks. J. Popiełuszki. Wtedy Kościół w Polsce powinien był zerwać jakiekolwiek kontakty z komunistami, a przynajmniej nie próbować ich w żaden sposób normalizować. Tak się jednak nie stało.
 
 
W 1985 r. W. Kulerski przestrzegał: „W stosunkach z komunistami istnieje tylko jedna alternatywa: uległość, nieuchronnie prowadząca ku zniewoleniu aż do uprzedmiotowienia człowieka, albo walka pozwalająca człowieczeństwo ocalić lub choćby przechować”, a rok później pisał Cz. Bielecki w paryskiej „Kulturze”: „Polskiej polityce grozi dziś liberum mediato – wolność pośredniczenia, przetargów, którą przyznają sobie osoby i instytucje (…) Przetarg, w którym nie dzieli się władzy, zmierza tylko do pozbawienia słabszej strony autorytetu, pozbawienia go przy stole rokowań, skoro nie udało się to w społecznej konfrontacji.” (cyt. za Garlicki, s. 24 i 23).
 
 
Tego typu głosy jednak nie zdominowały postaw w środowiskach opozycyjnych. Po trójstronnych negocjacjach z lat 1988-1989 otrzymaliśmy w rezultacie na blisko 20 lat nową formułę wielopłaszczyznowego sterowania społeczeństwem nie zaś jego upodmiotowienie. Grupa „rządowa” i „opozycyjna”, jak wiemy, za jedno z podstawowych zagrożeń dla „demokracji” uznały „ekstremistów” i ich zwalczały, przy czym ekstremizm był rozumiany w zależności od aktualnej optyki – ekstremistami mogli być kontestatorzy okrągłego stołu, ale też nazbyt antykomunistyczni księża. W tym kontekście warto cały czas pamiętać, że jednym z pierwszych wyzwań „systemowych” było też zapobieżenie „klerykalizacji Polski”, czyli stworzeniu „państwa wyznaniowego”; zatem z jednej strony marginalizowano ugrupowania i środowiska domagające się rzeczywistego zerwania z peerelem i komunistami, a z drugiej (ku uciesze komunistów) wypychano Kościół ze sfery społeczno-politycznej. Taki stan rzeczy można z powodzeniem nazwać kontynuacją peerelu.
 
 
Nic zaskakującego nie ma w tym, że spora część obywateli ma poczucie wyobcowania w nowym państwie polskim; to wyobcowanie nie bierze się znikąd; państwo zbudowane na kłamstwie („obalenie komunizmu”), bezprawiu („zalegalizowanie peerelu”) i niesprawiedliwości („nierozliczenie komunistów”, uwłaszczenie nomenklatury), choćby nie wiem jak to kłamstwo, bezprawie i niesprawiedliwość były przypudrowane i choćby nie wiem jakie urządzano igrzyska, by zagłuszyć sumienia -  nie może być krajem, z którym obywatelowi chce się utożsamiać. Dlatego też Polska potrzebuje radykalnej zmiany.
 

http://cogito62.salon24.pl/382360.html

http://polis2008.nazwa.pl/index.php?option=com_content&view=article&id=224:michnik-i-urban-
jako-mozgi-polskiej-pieriestrojkiq&catid=27:radio-tyrana&Itemid=13
 

26.01.2009       Free Your Mind                  Salon24.pl           

http://freeyourmind.salon24.pl/382519.html

Polecam sprawy poruszane w działach:
 SĄDY   PROKURATURA  ADWOKATURA
 POLITYKA  PRAWO  INTERWENCJE - sprawy czytelników  

Tematy  w dziale dla inteligentnych:  
ARTYKUŁY - tematy do przemyślenia z cyklu: POLITYKA - PIENIĄDZ - WŁADZA

"AFERY PRAWA" 
 
Niezależne Czasopismo Internetowe www.aferyprawa.com
  redagowane przez dziennikarzy AP i sympatyków z całego świata których celem jest PRAWO, PRAWDA SPRAWIEDLIWOŚĆ DOSTĘP DO INFORMACJI 
ORAZ DOBRO CZŁOWIEKA

    uwagi i wnioski proszę wysyłać na adres: afery@poczta.fm  - Polska
redakcja@aferyprawa.com 
Dziękujemy za przysłane teksty opinie i informacje. 

WSZYSTKICH INFORMUJĘ ŻE WOLNOŚĆ WYPOWIEDZI I SWOBODA WYRAŻANIA SWOICH POGLĄDÓW JEST ZAGWARANTOWANA ART 54 KONSTYTUCJI RZECZYPOSPOLITEJ POLSKIEJ.

zdzichu

Komentarze internautów:

Komentowanie nie jest już możliwe.