Imieniny:

AferyPrawa.com

Redaktor Zdzisław Raczkowski ujawnia niekompetencje funkcjonariuszy władzy...
http://Jooble.org
Najczęściej czytane:
Najczęściej komentowane:





Pogoda
Money.pl - Kliknij po więcej
8 grudnia 2019
Źródło: MeteoGroup
Polskie prawo czy polskie prawie! Barwy Bezprawia

opublikowano: 26-10-2010

AFERY PRAWA TONIE PLATFORMA OBYWATELSKA FLUSTRACI STEFAN NIESIOŁOWSKI BRONISŁAW KOMOROWSKI, DONALD TUSK, PAWEŁ PISKORSKI GRONKIWICZ-WALTZ JULIA PITERA

Niesiołowski Stefan, Komorowski Bronisław, Donald Tusk, Piskorski Paweł, Gronkiewicz Waltz, Pitera Julia - frustraci z tonącej Platformy Obywatelskiej 

 Metamorfozy platformersów - prof. Jerzy Robert Nowak

Stefan Niesiołowski jest najwyraźniej bezkonkurencyjnym w agresywności politykiem Platformy Obywatelskiej, specjalizującym się w pieniackich pohukiwaniach. Za główny cel swych jątrzących ataków obrał Prawo i Sprawiedliwość. Nie zapomina jednak również o ciągłym rozdawaniu na ślepo ciosów wszystkim innym inaczej myślącym niż on, począwszy od Radia Maryja po Ligę Polskich Rodzin i Samoobronę. Wszystko to robi w imię wystawianej dziś przez niego na piedestał Platformy Obywatelskiej jako rzekomo jedynej siły politycznej, która jest prawdziwie mądra, słuszna, niezawodna, etc., etc.
Proplatformerskie pienia Niesiołowskiego czyta się dziś z większym rozbawieniem, gdy pamięta się, z jaką zajadłością dokładał cztery lata temu PO. Najwidoczniej myśli, że Czytelnicy już całkowicie zapomnieli o tamtych jego "wyskokach", tak jak sam stara się to robić. Odświeżmy więc pamięć Niesiołowskiego przypomnieniem takiej oto "perełki" - jego ataku na PO w wywiadzie dla "Życia" z 1 sierpnia 2001 roku. Pytany o konkurentów wyborczych AWS Niesiołowski stwierdził m.in., iż ocenia ich negatywnie, "zwłaszcza Platformę". I dodawał wyjaśniająco: "Uważam, że PO to twór sztuczny i pełen hipokryzji. Oni nie mają właściwie żadnego programu, nie wyrażają w żadnej trudnej sprawie zdania. Nie występują pod własnym szyldem, bo to ich zwalnia z potrzeby zajmowania stanowiska w trudnych sprawach. To jest oczywiście gra na bardzo krótką metę. Udają, że nie są partią, a nią są. Udają, że wprowadzają nową jakość, że są tam nowi ludzie, a jaki to nowy człowiek jest z takiego Olechowskiego? Piskorski z kolei skompromitował się sojuszem z SLD".
Ciekawe, że w tamtym wywiadzie Niesiołowski o wiele lepiej niż o PO wyrażał się o PiS, które dziś wciąż atakuje. Powiedział m.in.: "O PiS nie chcę mówić, tam są moi przyjaciele (...). Jest tam dużo wspaniałych ludzi".
Ponad półtora miesiąca później Niesiołowski znów niezwykle ostro zaatakował Platformę Obywatelską, stwierdzając m.in. w tekście "Świecące pudełko", opublikowanym w "Gazecie Wyborczej" 19 września 2001 roku: "Platforma jest przede wszystkim wielką manifestacją (...). Platforma celowo prezentuje brak stanowiska we wszystkich ważnych kwestiach społecznych i ekonomicznych, a zwłaszcza politycznych oraz w sporach ideowych (jej przedstawiciele nie mieli nic do powiedzenia na temat oddania hołdu organizacji WiN). (...) W istocie jest takim 'świecącym pudełkiem' - mamy do czynienia z elegancko opakowaną recydywą tymińszczyzny lub nowym wydaniem Polskiej Partii Piwa, której kilku liderów znakomicie się odnalazło w PO".

Ten, który "nie zmienia przekonań"
Tak negatywnie pisał o PO w 2001 r. jej najskrajniejszy dzisiejszy obrońca - wiceprzewodniczący klubu parlamentarnego Platformy Stefan Niesiołowski. Żeby było zabawniej, przypomnijmy, że w ulotce przedwyborczej z 2001 r. dwukrotnie zachwalał siebie wytłuszczonym drukiem jako tego, który "nie zmienia przekonań", który jest jak najdalszy od karierowiczostwa.
Niedawno w dodatku "Gazety Wyborczej" - "Dużym Formacie" (nr z 14 listopada 2005 r.) M. Lizut zapytał Niesiołowskiego, jak to się stało, że w czasie "karnawału Solidarności" (tj. lat 1980-1981) gromił twórców KOR-u jako "pogrobowców Stalina". Przyciśnięty do muru Niesiołowski przyznał: "Dziś tego żałuję". Dodajmy, że Niesiołowski od wielu lat jest jedynym obok Halla "prawicowcem" piszącym ciągle do "Gazety Wyborczej", wydawanej przez dawnych twórców KOR-u, ich synów i wnuków, których Niesiołowski kiedyś nazwał "pogrobowcami Stalina". Cóż za niebywała "stałość poglądów"!
Inny przykład. Dziś Stefan Niesiołowski występuje w roli najagresywniejszego eksponenta liberałów z PO, choć 10 lat temu tychże liberałów bardzo ostro odsądzał od czci i wiary. Przypomnijmy choćby udzielony "Rzeczpospolitej" wywiad z 13-14 czerwca 1992 r., w którym z prawdziwą pasją piętnował liberałów jako środowisko, które chce zamknąć Kościół w getcie. Z jakim oburzeniem atakował wówczas liberalny rząd Bieleckiego?! Mówił: "Mieliśmy przykład gabinetu Bieleckiego, który wyrzucił wiceministra Kaperę za to, że powiedział o istnieniu zboczeńców seksualnych. A o zboczeńcach seksualnych można przecież przeczytać w każdej encyklopedii". Przypomnijmy, że w tym samym czasie obecny przywódca partyjny Niesiołowskiego Donald Tusk dosłownie "skakał z radości" na wieść o usunięciu z rządu "niepoprawnego politycznie" K. Kapery.
Patrząc na zachowanie Niesiołowskiego, widzimy szczególnie wyraźnie zarysowujący się dramatyczny wprost zwrot o 180 stopni, począwszy od lata 1992 roku. Przez pierwsze lata po 1989 r. Niesiołowski był wyraźnie jednoznacznym obrońcą wartości chrześcijańskich i patriotyzmu, przeciwnikiem geremkowców, i "grubej kreski". Raptem parę tygodni po obaleniu rządu Olszewskiego gruntownie się zmienił. Niedawny wróg Unii Demokratycznej nagle rzucił się z pasją w budowanie więzi ZChN z Unią Demokratyczną w imię tworzenia fundamentów rządu Suchockiej. Rokita w swej książce "Alfabet Rokity" wyjaśnia sukces idei powołania rządu Suchockiej błyskawicznym dogadaniem się w tej sprawie z Niesiołowskim. Później był najskrajniejszym apologetą współdziałania z Unią Wolności w rządzie Buzka, wszystkich inaczej myślących wyzywając od "warchołów".
W anty-PiS-owskim pieniactwie "dzielnie" sekunduje Niesiołowskiemu i Gronkiewicz-Waltz Bronisław Komorowski. Zachowuje się skrajnie arogancko i megalomańsko, nie mając faktycznie żadnych uzasadnień merytorycznych dla eksponowania swego wybujałego ego. Wręcz przeciwnie, Komorowski fatalnie zapisał się już na swym pierwszym naprawdę liczącym się stanowisku wiceministra MON w rządzie T. Mazowieckiego, a później H. Suchockiej. Wiele osób pamiętających go z tamtych czasów zarzuca mu skrajne skumplowanie się z generałami PRL-owskimi w miejsce dokonania tak potrzebnych radykalnych zmian personalnych i wpuszczenia świeżego powietrza do zatęchłej atmosfery MON. Przejmująco ponury obraz różnych spartaczeń Komorowskiego w MON znajdujemy we wspomnieniowej książce płk. dr. hab. Józefa Jacka Pawelca "Kulisy Sejmu I kadencji" (Komorów 1995). Pułkownik Pawelec był w 1989 r. współzałożycielem patriotycznej organizacji Viritim, dążącej do radykalnego zreformowania armii i jej dekomunizacji. Pułkownik Pawelec z goryczą opisywał smętny bilans "niedokonań" Komorowskiego w MON. Pisał o nim m.in.: "Unia uważa Komorowskiego za czołowego eksperta od spraw wojskowych. Według mojej znajomości rzeczy, jest może niezłym historykiem i znawcą jakichś spraw, ale nie wojskowych. Byłoby to zresztą niemożliwe, jako że nie spędził ani dnia w służbie - nie napisał żadnej rozprawy na temat wojska, nie dał sobie również podpowiedzieć czegokolwiek. Razem z Onyszkiewiczem odpowiadają za kompletny rozkład armii, wyrażający się w granicznym rozluźnieniu dyscypliny (...). Komorowski, mimo monitów, nie zrobił nic, aby ograniczyć 'balonową' biurokrację byłej milionowej armii komunistycznej (ponad 4 tys. stanowisk w MON). Komorowski rozdysponował w wiadomy sposób olbrzymi majątek wojska: pałace, lotniska, mieszkania... Wymienił żołnierzom ze cztery razy czapki, skarpetki - nie dał tylko do ręki ani jednego egzemplarza nowej broni (...). Dwie trzecie budżetu MON szło na konsumpcję, natomiast na uzbrojenie zaledwie kilka procent. A przecież relatywnie MON dostawał tyle samo, co inne armie - 2,5 proc. dochodu. Jak to robią Niemcy czy Francuzi, że tam 30 proc. budżetu przeznacza się na uzbrojenie? Biurokracja i jeszcze raz biurokracja, parady, wygodne synekury (...). Takim ekspertem był Komorowski" (op. cit. s. 291-292).
Komorowski przez lata działał w Unii Demokratycznej, a później Unii Wolności (przez rok był nawet sekretarzem generalnym UW). W 1997 r. odszedł do AWS. Faktycznie był jednym z prounijnych "koni trojańskich" w AWS, polityków, którzy wspierali zawarcie porozumienia AWS z UW na warunkach fatalnie niekorzystnych dla "Solidarności". W lipcu 2000 r. został ministrem obrony. Nie wyróżnił się niczym specjalnym na tym stanowisku. Po powstaniu PO szybko stał się jednym z jej liderów, szczególnie krytycznym wobec rywalizującego z nią o wpływy PiS i braci Kaczyńskich.
Komorowski tak był pewien zwycięstwa Tuska w kampanii prezydenckiej, że w ogóle nie dopuszczał jakiejkolwiek myśli o możliwości zwycięstwa Lecha Kaczyńskiego. Z jakąż butą odpowiedział na pytanie dziennikarza "Najwyższego Czasu!" (nr z 22 października 2005 r.): "Czy przygotowujecie się na ewentualną współpracę z Lechem Kaczyńskim jako prezydentem? - Nie rozważamy takiego wariantu".

Ataki Komorowskiego na PiS
Przez ostatnie kilka lat Komorowski wyspecjalizował się w atakach na PiS, wyraźnie chcąc osłabić pozycję tej partii jako przyszłego koalicjanta. Nic dziwnego, że w tej sytuacji wysunięcie przez PO akurat kandydatury B. Komorowskiego na marszałka Sejmu zostało przyjęte w szeregach PiS jako arogancka prowokacja. Najlepiej skomentował to Lech Kaczyński w wywiadzie dla "Wyborczej", mówiąc: "Ciągle proponujemy PO stanowisko marszałka. A oni powtarzają nazwisko: Bronisław Komorowski. Akurat to człowiek, który nas atakował przez cztery lata. I co, mamy nad tym przejść do porządku dziennego? (...) Poczucie honoru nakazywałoby Komorowskiemu pozostawanie w cieniu". Dziennikarz "GW" zapytał wówczas: "A może poczucie wspaniałomyślności wygranego nakazywałoby zapomnieć?". Kaczyński odpowiedział: "W polityce zagranicznej i wewnętrznej taka wspaniałomyślność nie może obowiązywać, bo wtedy okazywałoby się, że każda koza może wejść do naszej zagrody. Okazałoby się, że PiS można bezkarnie obrażać i jeszcze za to uzyskiwać stanowiska".
Urażony niewybraniem go na marszałka Senatu Komorowski reprezentuje postawę skrajnego platformerskiego betonu. Widać to wyraźnie na tle porównania postawy Komorowskiego z Rokitą. Ten ostatni ciągle wyraźnie ubolewa z powodu niezawiązania koalicji z PiS, nie wyklucza, że te czy inne sprawy udadzą się rządowi Marcinkiewicza. Komorowski wręcz przeciwnie, z ogromną arogancją zapowiada: "Platforma Obywatelska nie chce brać odpowiedzialności za ten rząd, bo uważa, że ten gabinet skazany jest na porażkę i że niczego dobrego dla Polski nie zrobi" (z wywiadu dla "Naszego Dziennika",
9 listopada 2005 r.).

Mistrz "gierek politycznych"
Platforma Obywatelska nie umiała i nie chciała dokonać gruntownego rozliczenia z tymi swoimi liderami, którzy byli aż nadto obciążeni różnymi "dziwnymi" powiązaniami na styku polityki i biznesu. Szczególnie wymowny pod tym względem jest casus byłego prezydenta Warszawy Pawła Piskorskiego. Piskorski uważany był za mistrza "gierek politycznych", dając niejednokrotnie przykłady zręcznych manewrów w pogoni za władzą. Radykalne przyspieszenie kariery politycznej Piskorskiego nastąpiło po wybraniu go zimą 1990 r. na przewodniczącego NZS. Kaperowany przez Kongres Liberalno-Demokratyczny przyłączył się do liberałów i - jak mu potem zarzucano - "wpuścił NZS w kanał partyjniactwa". Zapewnił KLD możliwość przyspieszonego budowania struktur partyjnych na uczelniach na terenie całego kraju. Został za to solidnie wynagrodzony. W wieku 23 lat wybrano go na posła KLD, sekretarza generalnego partii i doradcę premiera J.K. Bieleckiego ds. młodzieży. W wyborach 1991 r. startował z wysokiej pozycji z listy krajowej. Nawet po przegranych przez liberałów wyborach z 1993 r. kontynuował przyspieszoną karierę - zdecydowane poparcie J.K. Bieleckiego zapewniło mu stanowisko zastępcy przewodniczącego KLD Donalda Tuska.
W rojącej się od karierowiczów KLD Piskorski czuł się jak ryba w wodzie. Gdy KLD połączyła się z Unią Demokratyczną, także i tu wykazał świetne umiejętności budowania dla siebie nieformalnych układów władzy. Umiał zmieniać szybko sojusze w rozgrywkach o pozycję w Warszawie. W bojach o stanowisko wiceprzewodniczącego UW w stolicy doprowadził, dzięki zakulisowym działaniom, do porażki popieranego przez Geremka kandydata. W kolejnych wyborach w Warszawie, już mając poparcie Bronisława Geremka toczącego cichy bój z frakcją Mazowieckiego, został szefem warszawskiej UW. Dziennikarka "Polityki" Anna Sal pisała o Piskorskim: "Ci, którzy go nie lubią (...) twierdzą, że cierpi na przerost ambicji i że jest chory na władzę. Że do wyznaczonych sobie celów dąży bezwzględnie i po trupach". I zacytowała wymowne zdanie jednego z polityków warszawskiej Unii w czasie, gdy jeszcze był jej prominentnym działaczem (kwiecień 1999 r.): "Gierki, manipulacje, tzw. rozprowadzanie to jego żywioł. Przeciwników wykańcza bezwzględnymi często metodami, niezdecydowanych kupuje obietnicami dopuszczenia do władzy. Uprawia politykę przez małe 'p'. Fascynuje go politykierstwo, zakulisowe rozgrywki".
Dla Warszawy Piskorski okazał się kolejnym nieudanym prezydentem po Wyganowskim i Święcickim. Zarzucano mu brak całościowej wizji rozwoju miasta. Krytykowano za efekciarstwo, podejmowanie kosztownych przedsięwzięć kosztem zaniedbania elementarnych potrzeb stolicy. Najostrzejsze zarzuty dotyczą jednak polityki Piskorskiego i jego unijnych kolegów w tak kluczowych dla Warszawy sprawach jak nieruchomości i gospodarka gruntami. Chodzi o poważne nieprawidłowości, np. wybrania przy przetargu na budowę mostu Świętokrzyskiego oferty o 20 mln zł droższej od pozostałych. Czy pozwolenie przez Piskorskiego na budowę w mieście kilku wielkich hipermarketów, powszechnie w świecie budowanych na obrzeżach wielkich miast, było w interesie drobnego handlu?
Wiele osób zastanawia się, w jaki sposób młody, 30-letni prezydent Warszawy tak szybko potrafił się dorobić pokaźnego majątku, stając się jednym z najbogatszych ludzi w polskim Sejmie. Redaktor Teresa Kuczyńska pisała w "Tygodniku Solidarność" z 5 października 2001 r.: "Piskorski przyznał się do posiadania dwóch mieszkań własnościowych (111 i 193 m2), trzech mieszkań w budowie, do tego akcje, kolekcje starych obrazów i książek, 'działka' o powierzchni 2,4 ha. A więc fortuna daleko wyrastająca ponad to, czego mógł dorobić się trzydziestolatek na samorządowych posadach. Piskorski tłumaczył swój majątek handlem antykami i grą na giełdzie (...).
Piskorski zwrócił się do urzędu skarbowego o potwierdzenie zgodności jego dochodów z PIT-em. Ponoć tuż przed wyborami otrzymał rozgrzeszającą informację i z dumą oświadczył, że urząd skarbowy uznał, iż wszystko się zgadza. Informację urzędu skarbowego zdyskredytowało jednak Ministerstwo Finansów jako niewłaściwą, bo pozbawioną uzasadnienia faktycznego i prawnego".
W sytuacji gdy Piskorskiego powszechnie krytykowano za jego różne nieciekawe sprawy i sprawki, ten zręcznie zmienił na status "bezpieczny", czyli europosła do Parlamentu Europejskiego. Na razie najwidoczniej stara się, by powszechnie zapomniano o jego dotychczasowych "dokonaniach", aby w przyszłości po 5 latach europosłowania znów bez przeszkód zacząć się wspinać na szczyty krajowej polityki.

"Dziwne" ewolucje Julii Pitery
W kontekście osoby Pawła Piskorskiego tym wyraziściej rysują się "dziwne" ewolucje Julii Pitery, niegdyś zajadłej tropicielki przekrętów grupy piskorczyków, a dziś wykazującej zdumiewającą wyrozumiałość dla "zesłanego" do Brukseli byłego prezydenta Warszawy. Obecnie Pitera jako poseł PO należy do szczególnie zajadłych anty-PiS-owskich zagończyków. W tej sytuacji mało kto pamięta, że ta sama Pitera była kiedyś jednym z najgwałtowniejszych krytyków ludzi PO, wywodzących się z Unii Demokratycznej i Unii Wolności. Co więcej - swoje początkowe sukcesy w bojach samorządowych Pitera w niemałej mierze zawdzięczała poparciu Ligi Republikańskiej, tak mocno związanej niegdyś z PC, a dziś z PiS. Z drugiej strony uważne przyjrzenie się życiorysowi Pitery zaskakuje czasem prawdziwymi odkryciami. Pitera, wsławiona jako radna atakami na Pawła Piskorskiego i piskorczyków, w 1999 r. "wyróżniła się" bezprzykładnie apologetycznym peanem na cześć Piskorskiego. By przypomnieć "rarytasik" - oto dosłowny zapis jej wypowiedzi o Piskorskim: "To jest kandydat na prezydenta, może już w 2005 r. Idzie jak burza. Ale jest rozważny" (cyt. za artykułem
A. Sowy w "Życiu" z 2 listopada 1999 r.). Pitera chwaliła tak Piskorskiego w chwili, gdy coraz więcej osób zarzucało mu "niepohamowany apetyt na władzę, dążenie za wszelką cenę do kariery". Jak zauważała A. Sowa w podtytule cytowanego tekstu z 1999 r., "Zwolennicy wróżą Piskorskiemu nawet prezydenturę kraju, przeciwnicy rychłą dymisję z zajmowanego stanowiska". Tyle że już wkrótce miało bardzo mocno zaiskrzyć między Piterą a wcześniej chwalonym przez nią, "idącym jak burza" Piskorskim. Trzeba przyznać, że Pitera, aktywnie działająca w walczącej z korupcją organizacji Transparency International, świetnie wypunktowała różne niezgodne z prawem działania zdominowanego przez piskorczyków z PO układu warszawskiego. Tyle że po paru latach dokonała nagłej wolty, uznając za swego głównego wroga radnych z PiS i maksymalnie ewoluując ku Platformie. Aż stała się jej posłem i jednym z najzajadlejszych zagończyków.
Coraz bardziej wpływową osobą w otoczeniu D. Tuska jest socjolog Paweł Śpiewak, świeżo wybrany na posła PO. Jako naukowiec należał do wąskiej grupy "poprawnych politycznie" ulubieńców telewizji, występując często w roli jednego z kilku "dyżurnych socjologów" TVP. Przejawiał iście rewolucyjną "czujność" w tropieniu różnych przejawów rzekomego "polskiego nacjonalizmu i antysemityzmu". Nie cofał się przy tym przed najordynarniejszymi kłamstwami. Pisałem o tym szerzej w obszernym artykule "Kłamstwa Pawła Śpiewaka" ("Nasza Polska" z 26 sierpnia 1998 r., zredukowanym w mej książce "Spory o historię i współczesność", Warszawa 2000, s. 292-300).
W styczniu zeszłego roku P. Śpiewak dopuścił się szczególnie ordynarnej, wręcz chamskiej napaści na jednego z największych Polaków XX wieku - Romana Dmowskiego. Nazwał go "łobuzem ideologicznym". Aż dziw, że tak nikczemna napaść Śpiewaka na Dmowskiego nie spotkała się z odpowiednim protestem kręgów naukowych. W czasie jesiennej kampanii wyborczej i po wybraniu na posła PO Śpiewak pozwalał sobie dalej na niegodne, wulgarne ataki przeciwko prawicowym partiom politycznym i ich czołowym przedstawicielom. Pozwolił sobie m.in. we "Wprost" na prawdziwie podłe stwierdzenie o tym, że w Polsce powstaje koalicja narodowo-socjalistyczna (a więc ludobójcza). Bardzo ostro zareagowała na to oszczercze pomówienie P. Śpiewaka m.in. publicystka "Tygodnika Solidarność" Teresa Kuczyńska.
Anty-PiS-owskie filipiki Pawła Śpiewaka nie przynoszą większych efektów. Raczej ośmieszają ich autora. Według liberalnego "Newsweeka" (nr z 27 listopada 2005 r.), "nawet w samej PO wystąpienia Śpiewaka bywają odbierane jako wskrzeszanie tradycji i języka Unii Wolności. A to dziś nieznośne nawet dla wielu liberalnych wyborców".
Myślę, że przypomniane przeze mnie rozliczne, najwyraźniej zapomniane dziś fakty z życia Tuska, Schetyny, Rokity, Niesiołowskiego, Gronkiewicz-Waltz czy Pitery pokazują, do jakiego stopnia niezrozumiała byłaby koalicja PiS z PO, rządzoną przez "osobowości". Widzimy teraz, jakim szczęściem dla Polaków okazało się niedojście (głównie dzięki arogancji PO) do tego typu karkołomnej koalicji.
prof. Jerzy Robert Nowak
Nasz Dziennik

Podobne tematy znajdziesz w dziale: 
 ARTYKUŁY - tematy do przemyślenia
i wiele innych w kolejnych działach czasopisma "AFERY PRAWA":
   SĄDY   PROKURATURA  ADWOKATURA
 POLITYKA  PRAWO  INTERWENCJE - sprawy czytelników

"AFERY PRAWA" - Niezależne Czasopismo Internetowe 
www.aferyprawa.com  
Redaktor Naczelny:
mgr inż.  ZDZISŁAW RACZKOWSKI

    uwagi i wnioski proszę wysyłać na adres: Z.Raczkowski@aferyprawa.com 
Dziękuję za przysłane teksty opinie i informacje. 

WSZYSTKICH SĘDZIÓW INFORMUJĘ ŻE PROWADZENIE STRON PUBLICYSTYCZNYCH
JEST W ZGODZIE z  Art. 54 KONSTYTUCJI RZECZYPOSPOLITEJ POLSKIEJ 
1 - Każdemu zapewnia się wolność wyrażania swoich poglądów oraz pozyskiwania i rozpowszechniania informacji. 
2 - Cenzura prewencyjna środków społecznego przekazu oraz koncesjonowanie prasy są zakazane.
ponadto Art. 31.3
Ograniczenia w zakresie korzystania z konstytucyjnych wolności i praw mogą być ustanawiane tylko w ustawie i tylko wtedy, gdy są konieczne w demokratycznym państwie dla jego bezpieczeństwa lub porządku publicznego, bądź dla ochrony środowiska, zdrowia i moralności publicznej, albo wolności i praw innych osób. Ograniczenia te nie mogą naruszać istoty wolności i praw.
 

zdzichu

Komentarze internautów:

Komentowanie nie jest już możliwe.

~Brenley
04-01-2015 / 20:06
This is the ideal answer. Evryoene should read this yndgzhmcy.com [url=osjvutxi.com]osjvutxi[/url] [link=bcoiuqvins.com]bcoiuqvins[/link]
~Eduardo
20-12-2014 / 15:52
I use Visionnaire and the texture of my skin is much shotoer and my fine lines are really reduced. I think people often forget this is a correcting serum not a moisturizer and you only need to use a pea sized amount for your whole face. I have had my bottle since August and it's still half full so . Also since it is not a moisturizer you need to use one with it to get results, High Resolution 3X gets my vote! Thanks for the SK-II review, their products always sound wonderful and I'm glad ti hear they actually live up to their claims.
~piotr
27-04-2010 / 00:00
Niesiołowski jesteś kanali..ą i zachowujesz się jak GOEBBELS PO= NSDAP!!!!!!!!!!!!!!!