"Grupa trzymająca władzę" , czyli GTW
 według posła PiS Zbigniewa Ziobro -
OSKARŻONY GRZEGORZ KURCZUK

Grzegorz Kurczuk w okresie od połowy października 2002 r. do 26 grudnia 2002 r., mając w tym czasie wiarygodne informacje o popełnieniu ściganego z urzędu przestępstwa, które można było kwalifikować bądź z art. 228 k.k., bądź co najmniej z art. 230 k.k., w związku z art. 286 § 1 k.k., w związku z art. 294 § 1, w związku z art. 13 § 1 k.k., polegającego na zażądaniu od Agory korzyści majątkowej i osobistej (politycznej) w zamian za uzyskanie korzystnych dla tego podmiotu zapisów dekoncentracyjnych w nowelizowanej ustawie o radiofonii i telewizji, nie poinformował o tym podległych mu jednostek Prokuratury oraz nie wydał polecenia wszczęcia w tej sprawie postępowania przygotowawczego, a w początkowym okresie co najmniej sprawdzającego, przez co nie dopełnił obowiązków ciążących na nim z racji pełnionej funkcji Ministra Sprawiedliwości - Prokuratora Generalnego, działając w ten sposób na szkodę interesu publicznego, a ponadto Grzegorz Kurczuk jako Minister Sprawiedliwości - Prokurator Generalny przeprowadził czynności sprawdzające nie dokumentując ich w procesowy sposób i nie wydając w tym zakresie stosownej decyzji merytorycznej, działając w ten sposób na szkodę interesu publicznego, co stanowi przestępstwo z art. 231 § k.k.

Uzasadnienie: 
W toku postępowania przed Sejmową Komisją Śledczą powołaną dla zbadania tzw. sprawy Rywina, w oparciu o zebrane dokumenty oraz zeznania świadków Grzegorza Kurczuka, Leszka Millera, Adama Michnika oraz Stanisława Sołtysińskiego, złożone zarówno przed Komisją, jak i w postępowaniu prowadzonym przez Prokuraturę Apelacyjną w Warszawie pod sygnaturą Ap II Ds 17/02, ustalono odnośnie zachowania i roli jaką odegrał w tej sprawie Minister Sprawiedliwości - Prokurator Generalny Grzegorz Kurczuk, następujący stan faktyczny:
Po raz pierwszy ze sprawą tzw. afery Rywina Grzegorz Kurczuk zetknął się w pierwszej dekadzie września 2002 r. Podczas wywiadu w wieczornej audycji “Kropka nad i”, został o nią zapytany w sposób ogólnikowy przez Monikę Olejnik. Było to już po opublikowaniu na ten temat notki w tygodniku “Wprost”, na którą powołała się w rozmowie dziennikarka. Grzegorz Kurczuk był tym pytaniem zaskoczony i zobowiązał się zainteresować sprawą. (zeznania Grzegorza Kurczuka przed Sejmową Komisją Śledczą k. 7, k. 47-48, zeznania Grzegorza Kurczuka w Prokuraturze Apelacyjnej w Warszawie k. 1)

Po tym wydarzeniu Grzegorz Kurczuk polecił swoim współpracownikom odnalezienie wszelkich informacji prasowych na poruszony w wywiadzie temat, w wyniku czego dostarczono mu notkę z tygodnika “Wprost” z 3 września 2002 r. oraz tekst wywiadu z Lwem Rywinem, jaki ukazał się w “Życiu Warszawy” 6 września 2002 r., w którym Lew Rywin zaprzeczał informacjom opublikowanym we “Wprost”. Z obiema tymi publikacjami Grzegorz Kurczuk zapoznał się osobiście. Z uwagi na niepoważny ton notatki zamieszczonej we “Wprost”, po konsultacji ze swoim doradcą - prokuratorem Grzegorzem Janickim, doszedł wówczas do wniosku, że ingerencja Prokuratury w tej sprawie byłaby bezpodstawna. Nie zostały jednak wówczas sporządzone żadne dokumenty, z których wynikałoby, że takie czynności zostały oficjalnie zarejestrowane i została z nich sporządzona wymagana dokumentacja. (zeznania Grzegorza Kurczuka przed Sejmową Komisją Śledczą k. 8-9, k. 25, k. 48-50, k. 60; zeznania Grzegorza Kurczuka w Prokuraturze Apelacyjnej w Warszawie k. 1) 

20 września 2002 r. Grzegorz Kurczuk został ponownie zapytany publicznie przez Monikę Olejnik o tzw. sprawę Rywina. Tym razem miało to miejsce podczas audycji nagrywanej z jego udziałem w Radiu ZET. Pytanie było natury bardzo ogólnej. W odpowiedzi Grzegorz Kurczuk oświadczył, że nie można wymagać od Prokuratury działania na podstawie plotek oraz, że jeśli ktoś ma na ten temat jakieś informacje, to powinien po prostu zawiadomić o tym Prokuraturę. (zeznania Grzegorza Kurczuka przed Sejmową Komisją Śledczą k. 9, k. 52-53; zeznania Grzegorza Kurczuka w Prokuraturze Apelacyjnej w Warszawie k. 1)

Po programie Grzegorz Kurczuk zapytał Monikę Olejnik o powody, dla których spytała go o tę kwestię. W odpowiedzi dziennikarka miała oświadczyć mu, że ona sama dokładnie nic na ten temat nie wie, ale że “coś jest na rzeczy”, bo “plotkują o tym w Warszawie” i jest to przedmiotem rozmów w środowisku dziennikarskim. Pod wpływem tej rozmowy Grzegorz Kurczuk “zmienił zdanie” i “postanowił się sprawą zainteresować”. (zeznania Grzegorza Kurczuka przed Sejmową Komisją Śledczą k. 9, k. 51-53, k. 55; zeznania Grzegorza Kurczuka w Prokuraturze Apelacyjnej w Warszawie k. 1)

W pierwszej połowie października 2002 r. Grzegorz Kurczuk polecił sprawdzić, czy do Prokuratury nie wpłynęło jakieś zawiadomienie w sprawie związanej z nazwiskiem Rywina, Agorą lub “Gazetą Wyborczą”. W tym samym okresie będąc w Prokuraturze Apelacyjnej w Warszawie zwrócił się z takim zapytaniem do Prokuratora Apelacyjnego Zbigniewa Kapusty. Sprawdził również, czy do Prokuratury nie dotarły jakieś sygnały w tej sprawie ze strony Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego lub innych instytucji. Wszystkie te czynności dały wynik negatywny. Żadne postępowanie nie było do tego czasu prowadzone, nie było też żadnych informacji, które dotyczyły by sprawy. (zeznania Grzegorza Kurczuka przed Sejmową Komisją Śledczą k. 10, k. 53, k. 56; zeznania Grzegorza Kurczuka w Prokuraturze Apelacyjnej w Warszawie k. 1) 
Przy okazji rozmowy, jaką Grzegorz Kurczuk odbył z Leszkiem Millerem w połowie października 2002 r., zagadnął on premiera o sprawę Rywina i notatkę w tygodniku “Wprost”, podnosząc, że dotarły doń “jakieś dziwne wieści”, a nie chce się spotkać z zarzutem o zaniedbanie. Grzegorz Kurczuk poprosił wówczas premiera “o wyjaśnienia”. Leszek Miller poinformował go zwięźle o treści rozmów odbytych z Adamem Michnikiem w dniach 17 i 22 lipca 2002 r. oraz o przebiegu “konfrontacji” z udziałem Adama Michnika i Lwa Rywina, jaka odbyła się w Kancelarii Premiera 22 lipca 2002 r.
(zeznania Grzegorza Kurczuka przed Sejmową Komisją Śledczą k. 10, k. 54; zeznania Grzegorza Kurczuka w Prokuraturze Apelacyjnej w Warszawie k. 1-2; zeznania Leszka Millera przed Sejmową Komisją Śledczą z 26 kwietnia 2003 r., k. 23, k. 76; zeznania Leszka Millera przed Sejmową Komisją Śledczą z 18 czerwca 2003 r., k. 49; zeznania Leszka Millera w Prokuraturze Apelacyjnej w Warszawie z 10 kwietnia 2003 r., k. 8) 

Leszek Miller potwierdził wobec Grzegorza Kurczuka, że zdarzenie opisane w tygodniku “Wprost” rzeczywiście miało miejsce. Z informacji przekazanych przez Premiera wynikało, że Lew Rywin miał złożyć w “Gazecie Wyborczej”, najpierw prezes Wandzie Rapaczyńskiej, a następnie Adamowi Michnikowi, “pewne propozycje” związane z “pośrednictwem”, dotyczące kształtu ustawy o radiofonii i telewizji, w zamian za co żądał dla siebie korzyści. W ową ofertę Lew Rywin wplątać miał, według relacji Premiera, jego (tj. Premiera) nazwisko, co stało się bezpośrednią przyczyną zaaranżowania przez Leszka Millera “konfrontacji” z udziałem Michnika i Rywina. Premier poinformował również Grzegorza Kurczuka, że w trakcie owej “konfrontacji” Rywin zaprzeczył, aby to Premier miał skierować go do Agory, natomiast wskazał na Roberta Kwiatkowskiego oraz Andrzeja Zarębskiego, jako osoby, które go tam wysłały. Zapytany przez Grzegorza Kurczuka premier oświadczył, że Lew Rywin nie potwierdził “jednoznacznie, czytelnie i wprost” podczas tej “konfrontacji”, że domagał się od Agory pieniędzy lub innych korzyści. (zeznania Grzegorza Kurczuka przed Sejmową Komisją Śledczą k. 11, k. 56, k. 58, k. 67; zeznania Grzegorza Kurczuka w Prokuraturze Apelacyjnej w Warszawie k. 2)

W rozmowie z Grzegorzem Kurczukiem Premier traktował całe zdarzenie jako “absurdalne, głupie i niepoważne”, zaprzeczając, jakoby miał wysyłać Lwa Rywina z jakimiś propozycjami do “Gazety Wyborczej” i podnosząc zawarty wcześniej kompromis pomiędzy Rządem oraz Krajową Radą Radiofonii i Telewizji a prywatnymi nadawcami w sprawie nowelizacji ustawy o radiofonii i telewizji. (zeznania Grzegorza Kurczuka przed Sejmową Komisją Śledczą k. 10-11; zeznania Grzegorza Kurczuka w Prokuraturze Apelacyjnej w Warszawie k. 2; zeznania Leszka Millera przed Sejmową Komisją Śledczą z 26 kwietnia 2003 r., k. 23) 

Zapytany przez Grzegorza Kurczuka, premier zaprzeczył aby miał otrzymać jakieś niepokojące sygnały dotyczące prac nad nowelizacją ustawy o radiofonii i telewizji z Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego, Centralnego Biura Śledczego lub innych instytucji. Powiedział natomiast, że już we wrześniu prosiła szefa ABW Andrzeja Barcikowskiego o monitorowanie prac nad tą ustawą. (zeznania Grzegorza Kurczuka przed Sejmową Komisją Śledczą k. 11; zeznania Grzegorza Kurczuka w Prokuraturze Apelacyjnej w Warszawie k. 2)

Poproszony przez Grzegorza Kurczuka o więcej szczegółów dotyczących sprawy, Leszek Miller zasugerował mu zasięgnięcie informacji bezpośrednio u Adama Michnika, jako osoby najlepiej w tym przypadku zorientowanej. Wspomniał także, że Adam Michnik dysponować ma, według tego co mówił premierowi, nagraniem z rozmowy z Lwem Rywinem oraz, że “Gazeta Wyborcza” prowadzi śledztwo dziennikarskie w tej sprawie. (zeznania Grzegorza Kurczuka przed Sejmową Komisją Śledczą k. 13, k. 54; zeznania Grzegorza Kurczuka w Prokuraturze Apelacyjnej w Warszawie k. 2; zeznania Leszka Millera przed Sejmową Komisją Śledczą z 26 kwietnia 2003 r., k. 23, k. 76; zeznania Leszka Millera przed Sejmową Komisją Śledczą z 16 czerwca 2003 r., k. 11; zeznania Leszka Millera Przed Sejmową Komisją Śledczą z 18 czerwca 2003 r., k. 49; zeznania Leszka Millera w Prokuraturze Apelacyjnej w Warszawie z 10 kwietnia 2003 r., k. 8) 

W dniu 4 listopada 2002 r. Grzegorz Kurczuk spotkał się z Adamem Michnikiem. Spotkanie to odbyło się z inicjatywy Prokuratora Generalnego, który chciał uzyskać od Adama Michnika informacje na temat sprawy Rywina. (zeznania Grzegorza Kurczuka przed Sejmową Komisją Śledczą k. 12; zeznania Grzegorza Kurczuka w Prokuraturze Apelacyjnej w Warszawie k. 2; zeznania Adama Michnika przed Sejmową Komisją Śledczą z 8 lutego 2003 r., k. 67-68) 

Adam Michnik przyznał wobec Grzegorza Kurczuka fakt istnienia nagrania i innych materiałów. Potwierdził również fakt prowadzenia przez “Gazetę Wyborczą” śledztwa dziennikarskiego w sprawie propozycji złożonej przez Rywina Agorze, które miało dobiegać już wówczas końca oraz podzielił się z Grzegorzem Kurczukiem swoimi przypuszczeniami co do podłoża oferty złożonej przez Rywina, w której dopatrywał się swoistej prowokacji wobec środowiska “Gazety Wyborczej”. Jednocześnie potwierdził fakt domagania się przez Lwa Rywina korzyści dla siebie. Grzegorz Kurczuk oświadczył wówczas wobec Adama Michnika, że w świetle tego co już wie nie może “tej sprawy” zostawić, że musi zareagować, i że “to wszystko ociera się prawdopodobnie o kodeks karny”. (zeznania Grzegorza Kurczuka przed Sejmową Komisją Śledczą k. 12-13; zeznania Grzegorza Kurczuka w Prokuraturze Apelacyjnej w Warszawie k. 2-3; zeznania Adama Michnika przed Sejmową Komisją Śledczą z 8 lutego 2003 r., k. 67-68) 

Adam Michnik stwierdził w rozmowie z Grzegorzem Kurczukiem, że sprawa jest dla Agory i “Gazety Wyborczej” tego rodzaju, że “Gazeta” po zakończeniu prowadzonego śledztwa dziennikarskiego z pewnością poinformuje o niej na swoich łamach opinię publiczną. Deklarował także lojalną współpracę i przekazanie materiałów organom ścigania po ukazaniu się artykułu na ten temat. Wówczas to Grzegorz Kurczuk poinformował go o swojej decyzji, że w takim razie potraktuje artykuł jako “zawiadomienie o przestępstwie”, pod warunkiem, że “będzie on wiarygodnie spełniał kryteria uzasadniające wszczęcie postępowania przygotowawczego”. (zeznania Grzegorza Kurczuka przed Sejmową Komisją Śledczą k. 14-15; zeznania Grzegorza Kurczuka w Prokuraturze Apelacyjnej w Warszawie k. 3; zeznania Adama Michnika przed Sejmową Komisją Śledczą z 15 lutego 2003 r., k. 42)

Następnego dnia tj. 5 listopada 2002 r. Grzegorz Kurczuk odbył rozmowę dotyczącą sprawy Rywina z jednym ze swoich doradców, będącym prokuratorem w czynnej służbie. W trakcie dyskusji rozważali wspólnie dwa możliwe sposoby zachowania w zaistniałej sytuacji: czekanie i bierność do czasu ukazania się zapowiadanej publikacji w “Gazecie” oraz wydanie polecenia wszczęcia w sprawie postępowania przygotowawczego. Po tej rozmowie Grzegorz Kurczuk postanowił zaczekać z jakąkolwiek reakcją na opublikowanie zapowiadanego materiału. (zeznania Grzegorza Kurczuka przed Sejmową Komisją Śledczą k. 15; zeznania Grzegorza Kurczuka w Prokuraturze Apelacyjnej w Warszawie k. 3)

Po spotkaniu z Adamem Michnikiem Grzegorz Kurczuk odbył z Premierem drugą rozmowę na temat sprawy Rywina. Przedstawił w niej Premierowi stanowisko Michnika i spytał, czy są jakieś nowe informacje w sprawie np. od Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego. Leszek Miller zaprzeczył. Grzegorz Kurczuk przedstawił wtedy Premierowi swoje zdanie, że lepiej będzie zaczekać z oficjalną reakcją do czasu ukazania się oczekiwanej publikacji w “Gazecie Wyborczej”, na co Leszek Miller odpowiedział mu, żeby zrobił tak jak uważa za słuszne. (zeznania Grzegorza Kurczuka przed Sejmową Komisją Śledczą k. 19; zeznania Grzegorza Kurczuka w Prokuraturze Apelacyjnej w Warszawie k. 4; zeznania Leszka Millera przed Sejmową Komisją Śledczą z 26 kwietnia 2003 r., k. 23, k. 76)

Około połowy listopada 2002 r. Grzegorz Kurczuk odbył na temat sprawy Rywina oraz stanowiska zajmowanego wobec niej przez Agorę i “Gazetę Wyborczą” rozmowę z profesorem Sołtysińskim. W tej rozmowie prof. Sołtysiński stwierdził, że zna sprawę z relacji Adama Michnika, która miała się według niego pokrywać z treścią doniesienia zamieszczonego 3 września we “Wprost”. Stanisław Sołtysiński zrelacjonował G. Kurczukowi okoliczności propozycji korupcyjnej, jakie Adam Michnik przedstawił radzie nadzorczej Agory. Poinformował również G. Kurczuka o zajętym przed radę nadzorczą stanowisku, iż należy w tej sprawie zawiadomić prokuraturę o popełnionym przestępstwie. Profesor Sołtysiński z kolei dowiedział się od ministra Kurczuka, że sprawa jest skomplikowana. Potwierdził też zamiar opublikowania przez “Gazetę” zbieranych na ten temat materiałów oraz przekazania sprawy do Prokuratury. (zeznania Grzegorza Kurczuka przed Sejmową Komisją Śledczą k. 20, k. 27, k. 64; zeznania Grzegorza Kurczuka w Prokuraturze Apelacyjnej w Warszawie k. 4; zeznania Stanisława Sołtysińskiego przed Sejmową Komisją Śledczą z 15 maja 2003 r, s. 12, 31-39)

Ponowne zapewnienia w tej sprawie Grzegorz Kurczuk otrzymał w grudniu 2002 r. najpierw ze strony Premiera (który w tym czasie udzielił dla “Gazety Wyborczej” wypowiedzi na potrzeby przygotowywanego przez Pawła Smoleńskiego artykułu), a następnie od Adama Michnika. (zeznania Grzegorza Kurczuka przed Sejmową Komisją Śledczą k. 20; zeznania Grzegorza Kurczuka w Prokuraturze Apelacyjnej w Warszawie k. 4)

27 grudnia w “Gazecie Wyborczej” ukazał się artykuł Pawła Smoleńskiego “Ustawa za łapówkę, czyli przychodzi Rywin do Michnika”. Bezpośrednio po jego lekturze Grzegorz Kurczuk wydał Prokuratorowi Apelacyjnemu w Warszawie polecenie wszczęcia w sprawie postępowania przygotowawczego. (zeznania Grzegorza Kurczuka przed Sejmową Komisją Śledczą k. 20; zeznania Grzegorza Kurczuka w Prokuraturze Apelacyjnej w Warszawie k. 4)

Przesłuchiwany w charakterze świadka przed Sejmową Komisją Śledczą, Grzegorz Kurczuk złożył obszerne zeznania, w których przedstawił kolejne etapy dochodzenia przez niego, w okresie od pierwszej dekady września 2002 r. do 27 grudnia 2002 r., do coraz pełniejszej wiedzy na temat zdarzeń, jakie rozegrały się w dniach 15 i 22 lipca 2002 r. w siedzibie Agory z udziałem Lwa Rywina. 
Odnośnie okoliczności, które spowodowały, że mając, na jakiś czas przed podaniem ich do publicznej wiadomości, informacje uzasadniające podejrzenie popełnienia przez Lwa Rywina przestępstwa łapownictwa, a co najmniej płatnej protekcji i usiłowania oszustwa w stosunku do mienia znacznej wartości, polegającego na dwukrotnym złożeniu Agorze propozycji pośrednictwa w uzyskaniu korzystnych dla tego podmiotu zapisów dekoncentracyjnych w nowelizowanej ustawie o radiofonii i telewizji, w zamian za udzielenie korzyści majątkowych, nie spowodował w tej sprawie wszczęcia postępowania przygotowawczego, Grzegorz Kurczuk zeznał, co następuje: Zdaniem Grzegorz Kurczuka, przed opublikowaniem artykułu redaktora Pawła Smoleńskiego “Ustawa za łapówkę, czyli przychodzi Rywin do Michnika” w “Gazecie Wyborczej” z 27 grudnia 2002 r. brak było podstaw do wszczęcia wobec Lwa Rywina śledztwa w sprawie płatnej protekcji lub też jakiegokolwiek innego przestępstwa (k. 6, k. 21, k. 37, k. 60). Jak zeznał na samym wstępie przesłuchania przed Sejmową Komisją Śledczą, gdyby było inaczej - “jeśli podejrzenie popełnienia przestępstwa byłoby na jakimś etapie wiarygodne, gdyby były dowody” – nic by go nie powstrzymało przed poleceniem wszczęcia śledztwa (k. 7). 

Grzegorz Kurczuk konsekwentnie utrzymywał, że jego stanowisko w sprawie podyktowane było cały czas względami procesowymi, że brak było materiału dowodowego, który w świetle art. 303 k.p.k. uzasadniałby wszczęcie postępowania przygotowawczego (k. 21, k. 37, k. 41, k. 44, k. 58, k. 60, k. 100). Podniósł, że obowiązek doniesienia o przestępstwie, określony w art. 304 k.p.k., powstaje po stronie “funkcjonariusza publicznego” dopiero wówczas, gdy ma on konkretne dowody jego popełnienia, które powodują u niego przekonanie, że zostało popełnione przestępstwo, a on takimi dowodami nie dysponował (k. 22, k. 40, k. 46, k. 60), że miał przypuszczenia, domysły, domniemania, ale nie uzasadnione podejrzenie (k. 45 k. 73). Podniósł także w tym kontekście, że wszczęcie postępowania przygotowawczego nie może być oparte “na niczym nie popartych domysłach lub przypuszczeniach” (k. 6), że “uzasadnione podejrzenie popełnienia przestępstwa”, o którym mowa w art. 303 k.p.k., musi być poparte dowodami (k. 6) i musi dotyczyć “konkretnego czynu, który daje się zakwalifikować z określonego przepisu Kodeksu karnego lub też innej ustawy karnej” (k. 6). 

Zdaniem Grzegorza Kurczuka przed ujawnieniem afery Rywina w “Gazecie Wyborczej” wszyscy, którzy wiedzieli o sprawie traktowali ją jako “mało poważną” i “plotkarską” (k. 9, k. 53). Dla uzasadnienia tej opinii przywołał fakt, że po ukazaniu się owej notki w tygodniku “Wprost”, a nawet po jego apelu w Radiu ZET nikt nie złożył w sprawie zawiadomienia o przestępstwie, a przecież, jak wykazały prace Sejmowej Komisji Śledczej, wiedziało o niej wiele znanych postaci ze świata polityki, mediów i biznesu (k. 9, k. 53).

Mówił o rozwadze w podejmowaniu decyzji w przedmiocie wszczęciu śledztwa, jakiej wymaga się od Prokuratury w imię ochrony praw obywatelskich oraz autorytetu i prestiżu państwa (k. 7). Dzielił się swoimi obawami przed uwikłaniem Prokuratury w sprawy i emocje natury politycznej oraz komercyjnej, towarzyszące pracom nad nowelizacją ustawy o radiofonii i telewizji, w walkę polityczną i “tego rodzaju grę interesów” (k. 7). Zwrócił także uwagę na brak uprawnień Prokuratury do podejmowania czynności natury operacyjno – rozpoznawczej (k. 12). 

Grzegorz Kurczuk podniósł w swoich zeznaniach, że w trakcie rozmowy z Adamem Michnikiem w dniu 4 listopada 2002 r. nie został poinformowany o “bardziej konkretnej treści nagrania”, czy “treści informacji z tych rozmów” (tj. rozmów przeprowadzonych przez Rywina w siedzibie Agory), zeznając jednocześnie, że już wówczas był przekonany, że “nie można tego tak zostawić”, że “trzeba zareagować” i że “to wszystko ociera się prawdopodobnie o kodeks karny”, co oznajmił od razu Adamowi Michnikowi (k. 13). 

Dokonując w swoich zeznaniach posumowania okoliczności, które miały go skłonić do nie wydania przed dniem 27 grudnia 2002 r. polecenia wszczęcia postępowania przygotowawczego (k. 16-18) Grzegorz Kurczuk wskazał na: brak jednoznacznych dowodów w sprawie, zwłaszcza nie odsłuchanie przez niego taśmy z nagraniem i niepełną wiedzę odnośnie szczegółów całego zdarzenia, co miało powodować u niego wątpliwości “co zaszło w sensie precyzyjności” oraz “jak to zakwalifikować”, przekonanie o braku logiki w zachowaniu Lwa Rywina, który miał złożyć propozycję płatnej protekcji w sytuacji, gdy zarysował się już kompromis między prywatnymi nadawcami (a więc i Agorą) z jednej, a Rządem i Krajową Radą Radiofonii i Telewizji z drugiej strony, brak sygnałów ze strony Policji, Centralnego Biura Śledczego i Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego odnośnie patologicznych zjawisk towarzyszących pracom nad nowelizacją ustawy o radiofonii i telewizji, jak również samego zdarzenia z udziałem Lwa Rywina, odmowę wydania materiałów i przekazania całej wiedzy na temat sprawy ze strony Adama Michnika oraz deklarację lojalnej współpracy “Gazety” z Prokuraturą po opublikowaniu materiału, jaką złożył wobec niego Adam Michnik, obawę przed konfliktem z “Gazetą Wyborczą” w przypadku wystąpienia do Sądu z wnioskiem o zwolnienie z obowiązku zachowania tajemnicy dziennikarskiej, w powodzenie którego zresztą nie wierzył i co postrzegał w kategoriach niedopuszczalnego jego zdaniem upolitycznienia Prokuratury, niechęć i obawę przed wplątaniem Prokuratury w “bijatykę polityczną” wokół nowelizacji ustawy o radiofonii i telewizji, wokół której wciąż trwały wówczas kłótnie, zastanawiający dla niego fakt milczenia prasy i innych mediów w sprawie, co jego zdaniem nakazywało dodatkową ostrożność. 

Odnośnie twierdzeń o braku pełnej i wiarygodnej informacji o sprawie przed ukazaniem się artykułu Pawła Smoleńskiego “Ustawa za łapówkę, czyli przychodzi Rywin do Michnika”, całkowicie niezrozumiałe jest, jakie to, nieznane wcześniej Grzegorzowi Kurczukowi aspekty sprawy Rywina odsłonić miałby materiał opublikowany 27 grudnia 2002 r. Jeśli porównać uważnie fakty podane w tej publikacji z wiedzą do jakiej uprzedniego posiadania przyznaje się w swoich zeznaniach Grzegorz Kurczuk, to wszystkie istotne okoliczności mogące uzasadniać podejrzenie popełnienia przestępstwa z art. 230 k.k. były znane Grzegorzowi Kurczukowi już wcześniej, głównie z relacji Premiera i Adama Michnika, a potwierdzone również z profesorem Stanisławem Sołtysińskim. 
Według własnych zeznań, ale też według zeznań Adama Michnika i Leszka Millera, Grzegorz Kurczuk otrzymał od nich obu potwierdzenie autentyczności faktów opisanych w tygodniku “Wprost” z 3 września 2002 r. Wiedział on ponad wszelką wątpliwość, że Lew Rywin domagać się miał od Agory korzyści majątkowych w zamian za pomoc w uzyskaniu sprzyjających dla tego podmiotu zapisów w nowelizowanej ustawie o radiofonii i telewizji. Wiedział o dwóch naocznych świadkach, wobec których Rywin składał te propozycje (Wanda Rapaczyńska i Adam Michnik). Wiedział o istnieniu nagrania dokumentującego fakt popełnienia domniemanego przestępstwa oraz notatki sporządzonej przez Wandę Rapaczyńską. Znał na długo przed publikacją z 27 grudnia 2002 r. stanowisko rady nadzorczej Agory i redakcji “Gazety Wyborczej” oraz samego Adama Michnika, że sprawa kwalifikuje się do złożenia zawiadomienia do Prokuratury. Posiadaniu tych wszystkich informacji od czasu pierwszej rozmowy przeprowadzonej na temat sprawy z Leszkiem Millerem, potwierdzonych następnie w rozmowie odbytej z Adamem Michnikiem, Grzegorz Kurczuk nie zaprzeczył. Jeżeli zatem w swoich zeznaniach podnosi on jedynie, że z lektury artykułu Pawła Smoleńskiego dowiedział się o “tych 17 mln” i o “tej grupie trzymającej władzę” (k. 68), to brzmi to niepoważnie, a na pewno całkowicie niewiarygodnie. 
Analizując omawiany wątek zeznań Grzegorza Kurczuka należy wziąć pod uwagę, że w rozmowie z Leszkiem Millerem, jaką odbył w połowie października 2002 r., celowo poruszył on temat sprawy Rywina, aby uzyskać informacje w tym zakresie. W jednym z fragmentów swoich zeznań G. Kurczuk przyznał, że od czasu spotkania z premierem Leszkiem Millerem traktował informację o całej sprawie jako poważną. (zeznania Grzegorza Kurczuka przed Sejmową Komisją Śledczą z 16 maja 2003 r., k. 54)
Rozmowa z Adamem Michnikiem odbyła się natomiast z jego inicjatywy i wyłącznie w celu uzupełnienia informacji przekazanych mu przez Premiera. W obu tych rozmowach Grzegorz Kurczuk starał się dojść do niezwykle dlań już wówczas istotnych i ważnych (jak sam utrzymuje) informacji na temat propozycji przedłożonej przez Lwa Rywina wobec Agory. Poruszał w nich kwestie zasadnicze dla prawnej oceny zdarzenia, istotne przy podejmowaniu decyzji o złożeniu zawiadomienia o przestępstwie oraz decyzji o wszczęciu postępowania przygotowawczego, i to poruszał je w sposób szczegółowy, skoro np. dopytywał Premiera o to, co dokładnie powiedział Rywin podczas “konfrontacji” 22 lipca 2002 r., a w rozmowie z Michnikiem odnosił się do wątków związanych ze spekulacjami tego ostatniego na temat całego kontekstu sprawy Rywina. Czy można zatem dać wiarę, że nie dowiedział się tego, co stanowiło w tym przypadku o samej istocie przestępstwa płatnej protekcji spenalizowanego w bądź z art. 228 k.k., bądź co najmniej z art. 230 k.k., w związku z art. 286 § 1 k.k., w związku z art. 294 § 1, w związku z art. 13 § 1 k.k., co daje się streścić w 2-3 krótkich zdaniach i co było doskonale wiadome nie tylko Adamowi Michnikowi, ale również Leszkowi Millerowi (choćby z lektury notatki sporządzonej przez Wandę Rapaczyńską)? 
Grzegorz Kurczuk utrzymywał w swoich zeznaniach, że złożonej przez Lwa Rywina propozycji korupcyjnej nie traktował poważnie z uwagi na zawarty wcześniej kompromis pomiędzy stroną rządową i prywatnymi nadawcami (zeznanie złożone w Prokuraturze Apelacyjnej w Warszawie k. 4). Podobnie zresztą miał zapatrywać się na tę sprawę Premier Leszek Miller, który podzielił się z Grzegorzem Kurczukiem swoim zdaniem na ten temat. W tym przekonaniu (bo chyba nie w tym, czy “przyszedł Rywin do Michnika”) miał go także podtrzymywać brak sygnałów z Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego i innych służb odnośnie patologicznych zjawisk towarzyszących pracom nad ustawą. Takie argumenty trudno uznać za przekonywujące. Po pierwsze G. Kurczuk, mówiąc o zawartym w lipcu kompromisie, popadł w sprzeczność innym fragmentem swoich zeznań, w którym stwierdzał, że cała jego wiedza o pracach nad ustawą o RTV jest wiedzą nabytą z obserwacji prac komisji śledczej oraz rozmaitych publikacji (k. 21, 84). Po drugie komisja w sposób bezsporny ustaliła, że w dniu wizyty 15 lipca 2002 r. Lwa Rywina w Agorze kompromis pomiędzy rządem a prywatnymi nadawcami, zwłaszcza Agorą, na pewno zawarty nie był. I w reszcie przecież nie jest tak, że jeśli ABW bądź Policja nie ma o jakiejś sprawie sygnałów, to tej sprawy nie ma, o czym najlepiej przekonuje niestety przypadek Rywingate, co do której wiadomo, że ABW sygnałów nie miało, a jak się później okazało, sprawa była i nawet została później opisana w prasie.

Okoliczności podnoszone przez ministra Kurczuka nie mają żadnego znaczenia dla ustalenia, czy w świetle informacji, które posiadał, uzasadnione podejrzenie popełnienia przestępstwa miało miejsce, czy też nie. Zwrócić należy uwagę, że dla bytu występku z art. 230 k.k. – o którym wspomina w swych zeznaniach minister Kurczuk – podnoszone przez niego okoliczności nie mają żadnego znaczenia. Przestępstwo określone w art. 230 k.k. jest bowiem przestępstwem formalnym dokonanym z chwilą podjęcia się przez sprawcę pośrednictwa w załatwieniu sprawy w zamian za korzyść majątkową lub jej obietnicę (po ostatniej nowelizacji z czerwca br. może to być także korzyść osobista). Faktyczne osiągnięcie przez sprawcę lub osobę trzecią takiej korzyści, jak również to, czy i w jaki sposób sprawca realizuje pośrednictwo w załatwieniu sprawy oraz, czy działa w ogóle w zamiarze takiego pośredniczenia, nie należą do znamion tego przestępstwa. 
(wyrok Sądu Najwyższego z 2 marca 1972 r., sygn. II KR 4/71, OSNPG 1972/9/156; wyrok Sądu Najwyższego z 17 września 1974 r., sygn. IV KR 191/74, OSNPG 1975/2/22; wyrok Sądu Najwyższego z 29 lutego 1984 r., sygn. RW 53/84, OSNKW 1984/9-10/94; M. Surkont: Z zagadnień odpowiedzialności za korupcję, WPP 2000/1/18; A. Zoll: [w:] Kodeks karny. Część szczególna. Komentarz do art. 117-277 Kodeksu karnego, pod. red. A. Zolla, wyd. Zakamycze, 1999, s. 773)
Co więcej, jeśli przyjąć, że Lew Rywin nie złożył propozycji korupcyjnej w imieniu funkcjonariuszy publicznych, co podlegałoby kwalifikacji z art. 228 k.k., to znaczyłoby to nic innego, że Rywin dopuścił się ponadto usiłowania kwalifikowanego oszustwa, tj. przestępstwa z art. 286 § 1 k.k. w zw. z art. 294 § 1 k.k. w zw. z art. 13 § 1 k.k., pozostającego w zbiegu realnym z występkiem z art. 230 k.k. (wyrok Sądu Najwyższego z 2 marca 1972 r., sygn. II KR 4/71, OSNPG 1972/9/156; wyrok Sądu Najwyższego z 17 września 1974 r., sygn. IV KR 191/74, OSNPG 1975/2/22; M. Surkont: Z zagadnień odpowiedzialności za korupcję, WPP 2000/1/18; A. Zoll: [w:] Kodeks karny. Część szczególna. Komentarz do art. 117-277 Kodeksu karnego, s. 774)
Jak poza tym wytłumaczyć w tym kontekście inne fragmenty zeznań Grzegorza Kurczuka, w których równie stanowczo twierdzi on, że wstrzymując się z poleceniem wszczęcia śledztwa kierował się m in. obawą przed uwikłaniem Prokuratury w trwający wokół nowelizacji ustawy o radiofonii i telewizji konflikt oraz nadmienia o trwających przez cały rok 2002 naciskach na rząd w sprawie tej ustawy? (k. 18-19) Tymczasem w innym fragmencie swoich zeznań popada on w sprzeczność z powyższym stwierdzeniem, wyjaśniając, że cała jego wiedza o pracach nad ustawą o radiofonii i telewizji “jest wiedzą nabytą w ciągu ostatnich tygodni czy miesięcy i pochodzi z obserwacji i prac wysokiej komisji oraz rozmaitych publikacji” (k. 21, k. 84). Przy okazji rodzi się pytanie, który przepis k.p.k. przewiduje jako formalną przeszkodę wszczynania postępowania przygotowawczego w sprawie przestępstwa ściganego z urzędu, okoliczność podnoszoną przez G. Kurczuka.

Minister Kurczuk podnosił, że po ukazaniu się notatki w tygodniku “Wprost” z 3 września 2002 r. oraz po jego publicznym “apelu” w Radiu ZET nie wpłynęło do Prokuratury żadne zawiadomienie w sprawie Rywina - co według niego potwierdzało tezę, że nikt tej sprawy nie traktował wówczas poważnie, choć wiedziało o niej wiele osób związanych z mediami, biznesem i polityką.
Grzegorz Kurczuk usiłował w ten sposób usprawiedliwić niewszczęcie postępowania karnego faktem, iż Adam Michnik poinformował wiele osób o okolicznościach złożonej przez L. Rywina propozycji korupcyjnej. Tymczasem, co podnosi G. Kurczuk, żadna z poinformowanych osób nie złożyła zawiadomienia o przestępstwie w prokuraturze. Minister Kurczuk wysnuwał z tego faktu wniosek, że wszystkie te osoby uznały całą sprawę za absurdalną. Argumentacji tej nie sposób podzielić. Po pierwsze, polski system prawny oparty jest na zindywidualizowanej odpowiedzialności i postawa innych osób w żadnym przypadku nie może usprawiedliwić bezczynności Ministra Sprawiedliwości. Po drugie rozmówcy Adama Michnika informowani byli, że całą sprawę dokładnie zna Prezes Rady Ministrów L. Miller, natomiast G. Kurczuk występując jako Prokurator Generalny – Minister Sprawiedliwości występując w TVN, zobowiązał się publicznie tą sprawą zająć. W świetle powyższego stwierdzić należy, że przyjmując nawet minimalny stopień zaufania do praworządnego funkcjonowania państwa, żadna osoba nie mogła zakładać, że premier i Prokurator Generalny znając sprawę nie spowodują wszczęcia postępowania karnego. Można nie darzyć wysokim zaufaniem Leszka Millera i Grzegorza Kurczuka jako polityków, trudno było przypuszczać, że mimo posiadania szczegółowej wiedzy, uchylą się oni od wykonania ciążącego na nich obowiązku uruchomienia organów ścigania. Od nikogo nie można oczekiwać, by domniemywał, że na czele państwa i prokuratury stoją potencjalni przestępcy.
Jest z kolei oczywistą nieprawdą, że nikt nie traktował poważnie sprawy Rywina przed 27 grudnia 2002 r. Z całą pewnością była ona od samego początku bardzo poważnie traktowana chociażby przez środowisko Agory i “Gazety Wyborczej”, która w tej sprawie prowadziła od początku niezwykle szeroko zakrojone śledztwo dziennikarskie. Również prezydent Kwaśniewski, mimo że nie jest prawnikiem, oceniał, że sprawą tą powinna zająć się prokuratura. (zeznania Aleksandra Kwaśniewskiego w Prokuraturze Apelacyjnej w Warszawie z 26 marca 2003 r. s. 5 protokołu)
Ponadto sam Grzegorz Kurczuk przekonywał w swoich zeznaniach Komisję i Prokuraturę, że sprawę Rywina traktował z powagą od czasu, gdy podczas audycji z jego udziałem w Radiu ZET, został po raz drugi publicznie zapytany przez Monikę Olejnik o doniesienia podane w tygodniku “Wprost”. Niezrozumiałe są w tym kontekście te fragmenty jego zeznań, w których z kolei sugeruje on, że właściwie nie było podstaw, by całą sprawę przed opublikowaniem w “Gazecie Wyborczej” artykułu Pawła Smoleńskiego poważnie traktować. Minister Kurczuk popada w tych fragmentach zeznań w oczywiste sprzeczności. Zważyć należy, że wedle stanowiska nauki prawa karnego wiadomości uzyskane z prasy, radia i telewizji, a nawet anonimy mogą stanowić podstawę do wszczęcia postępowania przygotowawczego lub co najmniej do przeprowadzenia czynności sprawdzających w rozumieniu art.. 307 § 1 k.p.k. (por.: Andrzej Bulsiewicz i inni, “Przebieg postępowania karnego, TNOiK 1999, s. 38; Zbigniew Czeczot, Tadeusz Tomaszewski, “Kryminalistyka ogólna, Comer, s. 32, 33)
Grzegorz Kurczuk, powołując się na fakt, że w roku 1997 był w Senacie współautorem ostatecznej redakcji art. 180 k.p.k., stawiał się w swoich zeznaniach niejako w roli eksperta w dziedzinie przepisów dotyczących tajemnicy dziennikarskiej i granic jej obwiązywania w procesie karnym (k. 14). Z tej pozycji argumentował, że osoby, które znały okoliczności sprawy i mogłyby w niej zostać przed 27 grudnia 2002 r. przesłuchane w charakterze świadków miały prawo do zachowania tajemnicy dziennikarskiej, na którą zresztą jakoby wskazywał w rozmowie z 4 listopada 2002 r. Adam Michnik. Podobnie jego zdaniem rzecz miała się z dowodami rzeczowymi, które znajdowały się wówczas w dyspozycji redakcji “Gazety Wyborczej”. Chodziło zaś m in. o notatkę Wandy Rapaczyńskiej oraz nagranie rozmowy Rywina z Michnikiem, w którym to nagraniu Grzegorz Kurczuk upatrywać miał wówczas decydującego dla decyzji o wszczęciu postępowania przygotowawczego dowodu (k. 12-15, k. 28, k. 37, k. 38, k. 43, k. 58, k. 66, k. 89).
Nasuwa się w związku z powyższym pytanie: w jakim ewentualnie zakresie dowody istotne dla wszczęcia śledztwa w sprawie domniemanego przestępstwa płatnej protekcji, jakiego dopuścić się miał Lew Rywin, mogły być w ocenie Grzegorza Kurczuka chronione tajemnicą dziennikarską? Chodzi przy tym o następujące (1) zeznania Wandy Rapaczyńskiej na okoliczność propozycji złożonej jej przez Lwa Rywina w dniu 15 lipca 2002 r. w siedzibie Agory i (2) jej notatkę sporządzoną na ten temat, (3) zeznania Piotra Niemczyckiego, (4) zeznania Adama Michnika na okoliczność jego rozmowy z Lwem Rywinem w dniu 22 lipca 2002 r. w siedzibie Agory oraz (5) taśmę z nagraniem tej rozmowy. 

Należy zauważyć, że zgodnie z art. 15 ust. 2 ustawy z dnia 26 stycznia 1984 r. Prawo prasowe (Dz. U. Nr 5, poz. 24 z późn. zm.): “Dziennikarz ma obowiązek zachowania w tajemnicy: 1) danych umożliwiających identyfikacje autora materiału prasowego, listu do redakcji lub innego materiału o tym charakterze, jak również innych osób udzielających informacji opublikowanych albo przekazanych do opublikowania, jeżeli osoby te zastrzegły nieujawnianie powyższych danych, 2) wszelkich informacji, których ujawnienie mogłoby naruszać chronione prawem interesy osób trzecich.” Art. 15 ust. 3 Prawa prasowego rozciąga zakres obowiązku dochowania tak określonej tajemnicy dziennikarskiej na inne niż dziennikarz osoby zatrudnione w redakcjach, wydawnictwach prasowych i prasowych jednostkach organizacyjnych. Przypadki zwolnienia dziennikarza od obowiązku zachowania tajemnicy dziennikarskiej uregulowane zostały natomiast w art. 16 Prawa prasowego oraz art. 180 § 2-5 i art. 226 k.p.k. 
Zważywszy na treść powołanego art. 15 ust. 2 Prawa prasowego (który w sposób wyczerpujący określa przypadki zachodzenia tajemnicy dziennikarskiej), trudno dopatrzyć się nawet teoretycznej możliwości podciągnięcia któregokolwiek z czterech wymienionych wyżej dowodów pod zakres zastosowania tego przepisu. 

Oczywiste jest, że składając propozycję pośrednictwa w uzyskaniu korzystnych dla Agory zapisów dekoncentracyjnych w nowelizowanej ustawie o radiofonii i telewizji w zamian za udzielenie przez Agorę określonych korzyści, Lew Rywin nie występował w roli informatora, czy autora materiału prasowego, ani też w jakimkolwiek zbliżonym charakterze. Nie sposób także przyjąć, aby złożenie zeznań w Prokuraturze na okoliczność przestępczej propozycji Rywina złożonej Agorze i przekazanie potwierdzających ten fakt dokumentów (notatka i nagranie) naruszałoby “chronione prawem interesy osób trzecich”. Można bowiem wskazać tylko jedno dobro prawne, które w tym przypadku byłoby narażone na uszczerbek. - dobre imię samego Lwa Rywina, chronione generalnie przez porządek prawny, tak jak wszystkie dobra osobiste. Jest jednak oczywiste, że ochrona dóbr osobistych przez porządek prawny doznaje ograniczenia w takim zakresie, w jakim przepisy prawa statuują obowiązek składania zeznań w procesie karnym. Nie można wobec tego przyjąć wykładni, zgodnie z którą przedstawienie na użytek postępowania karnego dowodów popełnienia przestępstwa narusza “chroniony prawem interes” tego, kto się owego przestępstwa dopuścił. W przeciwnym bowiem razie trzeba by także przyjąć, że każde złożenie w postępowaniu karnym zeznań (innych dowodów) obciążających osobę podejrzaną o popełnienie przestępstwa narusza ów “interes” i jest tym samym zachowaniem bezprawnym. 
Dla oceny analizowanego wątku w zeznaniach Grzegorza Kurczuka istotne jest, że nie potrafił on w zasadzie wyjaśnić na jakiej podstawie uważał, że dowody, od których uzyskania uzależniał decyzję o wszczęciu śledztwa, były według niego chronione tajemnicą dziennikarską. Pytany o to członków Komisji dawał odpowiedzi, które można określić jako “wymijające” (k. 38, k. 39, k. 66-67, k. 70-71).
Również zeznania samego Grzegorza Kurczuka pozwalają poddać w wątpliwość wiarygodności jego twierdzeń, że kierował się w swoim postępowaniu poszanowaniem dla tajemnicy dziennikarskiej.
Z pierwszym bezpośrednim świadkiem złożenia przez Rywina Agorze propozycji płatnej protekcji - Wandą Rapaczyńską Grzegorz Kurczuk w ogóle nie rozmawiał. Podobnie rzecz ma się w przypadku Piotra Niemczyckiego. Skąd mógł mieć zatem wiadomości na temat nastawienia tych świadków do sprawy oraz do ewentualnego składania przez nich zeznań w postępowaniu karnym?

Grzegorz Kurczuk zeznał, że postanowił wydać polecenie wszczęcia postępowania przygotowawczego w sprawie Rywina podczas rozmowy z Adamem Michnikiem, która miała miejsce 4 listopada 2002 r. Decyzję tę zakomunikował Adamowi Michnikowi, uzależniając ją jedynie od “wiarygodności” informacji uzasadniających podejrzenie popełnienia przestępstwa, jakie znajdą się w zapowiedzianym artykule. Czyżby jego zdaniem fakt opublikowania informacji posiadanych przez Michnika i osoby związane z redakcją “Gazety” miał znosić automatycznie ową “tajemnicę dziennikarską”, z którą tak dalece on sam się liczył? Czy sądził innymi słowy, że “Gazeta” opublikuje informacje, których w myśl przepisów prawa prasowego publikować nie byłoby jej wolno? Że po publikacji prasowej Sąd zwolni dziennikarzy od obowiązku zachowania tajemnicy, w co skądinąd miał od początku nie wierzyć? (k. 14-15) Na czym więc miało polegać owo nagłe rozwiązanie problemu tajemnicy dziennikarskiej z chwilą ukazania się publikacji?
W swoich zeznaniach Grzegorz Kurczuk kilkukrotnie podkreślał, że podczas spotkania w dniu 4 listopada Adam Michnik stanowczo deklarował, że po ukazaniu się przygotowywanej publikacji “Gazeta” podejmie “lojalną współpracę z Prokuraturą” i przekaże wszystkie materiały, łącznie z nagraniem rozmowy Adama Michnika z Lwem Rywinem (k. 15). Zeznał też, że uwierzył w te zapewnienia. Czyżby zatem znowu założył z góry, że “Gazeta” złamie jednak tajemnicę dziennikarską i udostępni informacje oraz materiały rzekomo tą tajemnicą chronione? 
Co więcej, Grzegorz Kurczuk wiedział doskonale, że Adam Michnik już w lipcu ujawnił posiadane informacje na temat propozycji Rywina oraz treść notatki sporządzonej przez Wandę Rapaczyńską Premierowi. Pewne informacje na ten temat Adam Michnik przekazał także jemu samemu podczas spotkania w dniu 4 listopada 2002 r. Będąc przekonanym, iż są to informacje chronione tajemnicą dziennikarską, Grzegorz Kurczuk musiałby mieć świadomość, że Adam Michnik co najmniej dwukrotnie dopuścił się przestępstwa określonego w art. 49 Prawa prasowego. Dlaczego zatem nie polecił w tej sprawie wszcząć postępowania przygotowawczego? Tym bardziej, że te właśnie okoliczności miały być przedmiotem szczegółowej analizy prawniczej przeprowadzonej wspólnie z nieznanym z imienia i nazwiska doradcą - prokuratorem w czynnej służbie, już na drugi dzień po spotkaniu Grzegorza Kurczuka z Adamem Michnikiem (k. 15). 
Nie zasługuje również na wiarę twierdzenie Grzegorza Kurczuka, jakoby Adam Michnik miał w dniu 4 listopada 2002 r., powołując się na wiążącą go tajemnicę dziennikarską, odmówić mu wydania jako dowodu m in. nagrania utrwalającego złożenie przestępczej propozycji przez Lwa Rywina.
Przede wszystkim należy zauważyć, że jako Minister Sprawiedliwości - Prokurator Generalny, ale także jako wytrawny prawnik żonglujący w toku przesłuchania przed Sejmową Komisją Śledczą przepisami kodeksu postępowania karnego, Grzegorz Kurczuk musiał zdawać sobie sprawę, że żądanie wydania rzeczy mogących stanowić dowód przestępstwa następuje przez postanowienie prokuratora wydane w prowadzonym postępowaniu przygotowawczym, albo w ramach dochodzenia w niezbędnym zakresie, a nie w drodze prywatnych rozmów prowadzonych poza wszelkimi rygorami procesowymi, choćby i prowadzone były przez samego Ministra Sprawiedliwości. Tym samym musiał sobie zdawać sprawę z tego, że nawet gdyby rzeczywiście zażądał w rozmowie z Michnikiem podania wszystkich posiadanych informacji i wydania dowodów rzeczowych, to byłoby to prawnie nieskuteczne i nie trzeba powoływać się na tajemnicę dziennikarską, czy jakąkolwiek inną, żeby móc nic sobie z takiego żądania nie robić. Gdyby nawet Adam Michnik zasłaniał się tajemnicą dziennikarską, to Prokurator Generalny powinien doskonale wiedzieć, że w takim przypadku stosuje się przepisy art. 217 § 1-3 k.p.k., a nadto, w razie odmowy, art. 219 k.p.k. Kodeks stanowi też, że w przypadku powołania się na okoliczność, że żądane lub znalezione w toku przeszukania rzeczy zawierają tajemnicę zawodowa – w tym wypadku dziennikarską – stosuje się art. 225 k.p.k. Z treści tego artykułu wynika, że rzeczy takie przekazuje się prokuratorowi w opieczętowanym opakowaniu.
Warto także podkreślić, że przesłuchiwany przed Sejmową Komisją Śledczą w dniu 8 lutego 2003 r. Adam Michnik inaczej niż Grzegorz Kurczuk przedstawiał przebieg rozmowy z 4 listopada, nie potwierdzając w swych zeznaniach, iż w rozmowie z G. Kurczukiem powoływał się na tajemnicę dziennikarską. (zeznania Adama Michnika przed Sejmową Komisją Śledczą z 21 październia 2003, k. 25) 
Oceniając te dwa sprzeczne ze sobą zeznania należy wziąć pod uwagę, że szereg okoliczności ujawnionych w sprawie wyklucza, aby Adam Michnik oraz redakcja i dziennikarze “Gazety Wyborczej” w którymkolwiek momencie traktowali posiadane informacje i materiały dotyczące bezpośrednio faktu złożenia Agorze w dniach 15 i 22 lipca 2002 r. przez Rywina propozycji łapówki, jako chronione tajemnicą dziennikarską. Przecież o tych wydarzeniach był poinformowany Premier, Rada Nadzorcza Agory, setki osób ze środowiska dziennikarzy i polityków, z którymi kontaktowano się chcąc zdobyć w ten sposób jakieś dodatkowe informacje (na tym przecież zasadzać się miała m in. taktyka prowadzonego śledztwa dziennikarskiego), a w końcu zostały one podane do wiadomości publicznej w artykule Pawła Smoleńskiego z 27 grudnia 2002 r. To wszystko potwierdza, że o żadnej “tajemnicy dziennikarskiej” - tak obiektywnie, jak i w przekonaniu osób związanych z “Gazetą Wyborczą” - nie mogło po prostu być mowy. 
Znamienne jest również w tej mierze zeznanie Adama Michnika złożone w dniu 26 maja 2003 r. w Prokuraturze Apelacyjnej w Warszawie, w którym stwierdził on, że jako składniki prowadzonego w sprawie Rywina śledztwa dziennikarskiego traktuje on swoje rozmowy na ten temat prowadzone już po słynnej “konfrontacji” z Lwem Rywinem w Kancelarii Premiera (s. 5). Potwierdza to zresztą fakt “bezkolizyjnego” złożenia zeznań i przekazania materiałów w interesującym zakresie, tak w prowadzonym przez Prokuraturę śledztwie, jak i w postępowaniu przed Sejmową Komisją Śledczą.
W świetle wszystkich wyżej wskazanych okoliczności tłumaczenie się przez Grzegorza Kurczuka rzekomo występującą u niego świadomością tajemnicy dziennikarskiej należy oceniać jako całkowicie niewiarygodne. To z kolei pozwala prawidłowo ocenić zachodzące w sprawie przed 27 grudnia 2002 r. możliwości dowodowe, w zakresie w jakim wiadome były one ministrowi Grzegorzowi Kurczukowi od czasu jego pierwszej rozmowy z Leszkiem Millerem na temat sprawy Rywina w połowie października 2002 r., a już najpóźniej od momentu odbycia przez niego 4 listopada 2002 r. rozmowy na ten sam temat z Adamem Michnikiem.
Grzegorz Kurczuk wiedział od Leszka Millera o tym, że naocznym świadkiem przestępstwa z art. 228 k.k., bądź co najmniej z art. 230 k.k., w związku z art. 286 § 1 k.k., w związku z art. 294 § 1, w związku z art. 13 § 1 k.k., jakiego dopuścił się Lew Rywin, była Wanda Rapaczyńska. Wiedział od Leszka Millera o notatce sporządzonej przez Wandę Rapaczyńską, w której opisała ona całe zdarzenie z 15 lipca 2002 r. Wiedział zarówno od Leszka Millera, jak i Adama Michnika, że Rywin powtórzył swoją propozycję wyczerpującą znamiona przestępstwa wobec Michnika oraz to, że Michnik sporządził nagranie z tej rozmowy, które cały czas pozostawało w jego dyspozycji. Fakty te potwierdził mu w rozmowie profesor Stanisław Sołtysiński.
Żaden z tych dowodów nie był chroniony tajemnicą dziennikarską, a były to bezpośrednie dowody na okoliczność popełnienia przez Lwa Rywina przestępstwa łapownictwa bądź usiłowania oszustwa i płatnej protekcji. Dowody, które z dużą dozą prawdopodobieństwa można oceniać jako wystarczające do uzyskania prawomocnego wyroku skazującego, a cóż dopiero dla wszczęcia postępowania przygotowawczego, czy złożenia zawiadomienia o przestępstwie. Nie ulega też najmniejszej wątpliwości, że za dowód pośredni, w pełni wystarczający dla potrzeb wszczęcia śledztwa, mogły posłużyć zeznania Leszka Millera oraz samego Grzegorza Kurczuka. Oni obaj posiadali bowiem od osób trzecich wiarygodne informacje o popełnieniu przestępstwa oraz o istnieniu bezpośrednich dowodów wskazujących na fakt jego popełnienia. 

Nie jest zatem prawdą, jak zeznał Grzegorz Kurczuk, że przed 27 grudnia 2002 r. brak było w sprawie materiału dowodowego, który uzasadniałby wszczęcie postępowania przygotowawczego. Trzeba także podkreślić, że dla wszczęcia takiego postępowania nie jest nigdy wymagany tzw. dowód ścisły, tj. przeprowadzony w formie procesowej, bo tego rodzaju dowód z natury rzeczy może być przeprowadzony dopiero w toczącym się postępowaniu. Wystarczają tu dane w formie nieprocesowej - np. notatka służbowa sporządzona przez funkcjonariusza publicznego (T. Grzegorczyk: Kodeks postępowania karnego. Komentarz, wyd. Zakamycze 1998, s. 583).
Odnośnie wątków poruszonych w zeznaniach Grzegorza Kurczuka, dotyczących jego obaw przed uwikłaniem Prokuratury w “bijatykę polityczną” wokół nowelizacji ustawy o radiofonii i telewizji oraz przed domniemanym konfliktem ze środowiskiem “Gazety Wyborczej”, to stwierdzić przede wszystkim należy, iż są to okoliczności dla podjęcia decyzji o złożeniu zawiadomienia o przestępstwie, jak również decyzji o wszczęciu postępowania przygotowawczego, z prawnego punktu widzenia, całkowicie nieistotne. Gdyby miały one rzeczywisty wpływ na decyzje podejmowane w tym przedmiocie przez Grzegorza Kurczuka, to znaczyłoby to jedynie, iż kierował się on jednak w swoim postępowaniu (wbrew głoszonym przed Komisją deklaracjom) względami w oczywisty sposób pozaprocesowymi. Co więcej, gdyby Minister Sprawiedliwości - Prokurator Generalny tamując bieg postępowania przygotowawczego, kierować miał się między innymi tym, że domniemane przestępstwo zaistniało, według jego własnego określenia - na styku świata polityki, prywatnego biznesu i mediów, potwierdzałoby to w dobitny sposób upolitycznienie Prokuratury, które to wrażenie potęgować mógłby dodatkowo fakt, że w sprawie przewijają się licznie nazwiska osób powiązanych z opcją polityczną, do której ów “apolityczny” Prokurator Generalny sam jako polityk przynależy.

Trudno jest ponadto zrozumieć naturę spodziewanego jakoby przez Grzegorza Kurczuka konfliktu ze środowiskiem Agory i “Gazety Wyborczej” na wypadek decyzji o wszczęciu śledztwa, jeżeli odrzuci się tezę o rzekomym roszczeniu sobie przez to środowisko prawa do zachowania tajemnicy dziennikarskiej w zakresie informacji dotyczących “oferty” złożonej przez Lwa Rywina Agorze. Jeżeli zaś chodzi o obawy Grzegorza Kurczuka przed domniemanym uwikłaniem Prokuratury w spory polityczne wokół ustawy, niejaką trudność w ocenie zeznań świadka może sprawić fakt, że jednocześnie utrzymuje on, iż takiego uwikłania Prokuratury się obawiał (k. 7, k. 16-18), że spory te wcześniej wygasły (zeznania złożone w Prokuraturze Apelacyjnej w Warszawie), a w końcu, że o sporach tych właściwie żadnej wiedzy wówczas nie posiadał (k. 21, k. 84).

Należy zważyć, że obowiązek wszczęcia (polecenia wszczęcia) przez Ministra Sprawiedliwości - Prokuratora Generalnego postępowania przygotowawczego w sprawie o przestępstwo ścigane z urzędu, o którym powziął on wiarygodną wiadomość w związku ze pełnieniem swojej funkcji, wynika ponad wszelką wątpliwość z przepisów ustawy z dnia 20 czerwca 1985 r. o prokuraturze (Dz. U. z 1994 r. Nr 19, poz. 70 z późn. zm.) oraz przepisów kodeksu postępowania karnego. 
Zgodnie z art. 1 ust. 1 ustawy o prokuraturze, prokuraturę stanowią Prokurator Generalny oraz podlegli mu prokuratorzy, przy czym z art. 1 ust. 2 ustawy wynika, że funkcję Prokuratora Generalnego sprawuje Minister Sprawiedliwości. Art. 2 ustawy stanowi z kolei, że podstawowym zadaniem prokuratury jest strzeżenie praworządności oraz czuwanie nad ściganiem przestępstw. Zadania określone w powołanym przepisie Prokurator Generalny i podlegli mu prokuratorzy wykonują m. in. przez prowadzenie lub nadzorowanie postępowania przygotowawczego w sprawach karnych (art. 3 ust. 1 pkt 1 ustawy o prokuraturze). Choć najczęściej rola Prokuratora Generalnego w tym zakresie sprowadza się do kierowania działalnością prokuratury oraz wydawania zarządzeń, wytycznych i poleceń (art. 10 ust. 1 ustawy o prokuraturze), to posiada on jednak również kompetencje do tego, żeby przedsiębrać wszelkie czynności należące do zakresu działania prokuratury lub zlecić ich wykonanie podległym mu prokuratorom (art. 10 ust. 2 ustawy o prokuraturze). Dla oceny zachowania Prokuratora Generalnego w analizowanym stanie faktycznym niezmiernie ważny jest także art. 7 ustawy, zgodnie z którym, na każdym prokuratorze ciąży obowiązek podejmowania działań określonych w ustawach oraz kierowania się w tym zakresie zasadą bezstronności i równego traktowania wszystkich obywateli.

Bezwzględny obowiązek zainicjowania postępowania przygotowawczego, gdy zachodzą ku temu ustawowo określone przesłanki, wynika z art. 10 § 1 k.p.k., statuującego tzw. zasadę legalizmu w procesie karnym. Chcąc natomiast precyzyjnie określić jego granice, należy odwołać się do art. 303 k.p.k., zgodnie z którym: “Jeżeli zachodzi uzasadnione podejrzenie popełnienia przestępstwa, wydaje się z urzędu lub na skutek zawiadomienia o przestępstwie postanowienie o wszczęciu śledztwa lub dochodzenia (...)”.
Kluczową dla oceny zachowania ministra Grzegorza Kurczuka jest wobec tego wykładnia zwrotu “uzasadnione podejrzenie popełnienia przestępstwa”, stanowiącego tzw. materialną przesłankę wszczęcia postępowania przygotowawczego. 
Oczywiste jest, że uzasadnione podejrzenie popełnienia przestępstwa to “coś więcej niż przypuszczenie”, jak na to wskazywał w swoich zeznaniach Grzegorz Kurczuk, ale oczywiste jest również, że do wszczęcia postępowania przygotowawczego nie jest wymagane w żadnym przypadku przekonanie organu o zaistnieniu przestępstwa. Podejrzenie, o którym mowa w art. 303 k.p.k. jest to “taki stan subiektywny, ukształtowany na podstawie posiadanych (obiektywnych) danych, który wywołuje wystąpienie prawdopodobieństwa [nie zaś pewności] zaistnienia określonego faktu” (T. Grzegorczyk: Kodeks postępowania karnego. Komentarz, s. 583).
Prawdą jest również, że dla wszczęcie postępowania przygotowawczego konieczne są dowody. Nie są jednak nigdy wymagane - jak była już o tym mowa - dowody w znaczeniu procesowym i wystarczy też, jeśli mają charakter poszlakowy. Ważne jest bowiem, że dla wszczęcia śledztwa lub dochodzenia: “nie jest wymagana pewność organu procesowego co do faktu zaistnienia przestępstwa. Ograniczenie wszczęcia postępowania tylko do wypadków, gdy istnieje pewność zaistnienia przestępstwa, w sposób istotny ograniczałoby realizację zasady legalizmu. Nie można zapominać, że celem postępowania przygotowawczego jest m.in. ustalenie, czy zostało popełnione przestępstwo.” (R.A. Stefański [w:] Z. Gostyński (red.), J. Bratoszewski, L. Gardocki, S.M. Przyjemski, R.A. Stefański, S. Zabłocki, Kodeks postępowania karnego. Komentarz. Tom II, Dom Wydawniczy ABC, 1998, t. 3 do art. 303)
Przyjmuje się natomiast, że “należy wszcząć śledztwo lub dochodzenie w sytuacji, gdy chociaż część informacji jest wiarygodna”. (R.A. Stefański [w:], Kodeks postępowania karnego. Komentarz, Tom II, t. 3 do art. 303). Na marginesie jedynie należy zaznaczyć, że o ile źródło informacji rodzi choćby przypuszczenie popełnienia przestępstwa obowiązkiem organów ścigania jest jego sprawdzenie (T. Grzegorczyk: Kodeks postępowania karnego. Komentarz, s. 583-584). Sprawdzenie informacji w tym zakresie następuje w trybie art. 307 k.p.k. Odbywa się to najczęściej poprzez czynności operacyjne, które wykonywane są przez Policję, nie zaś prokuratora, co słusznie podnosił Grzegorz Kurczuk. Trzeba jednakże pamiętać, że zgodnie z art. 15 § 1 k.p.k. Policja i inne organy w zakresie postępowania karnego wykonują polecenia prokuratora. Nic nie stoi na przeszkodzie, aby na podstawie tego przepisu prokurator zlecił Policji określone czynności operacyjne w ramach postępowania prowadzonego na podstawie art. 307 § 5 k.p.k. (T. Grzegorczyk: Kodeks postępowania karnego. Komentarz, s. 596)

Nie jest obojętne kiedy organ powołany do ścigania przestępstw wszczyna śledztwo lub dochodzenie, tak samo jak nie jest obojętne kiedy Prokurator Generalny dowiedziawszy się o przestępstwie ściganym z urzędu informuje o tym podległego prokuratora i zleca mu wszczęcie postępowania. Zasada legalizmu wymaga bowiem, aby nastąpiło to “z chwilą powzięcia uprawdopodobnionej wiadomości o przestępstwie”. (S. Waltoś: Proces karny. Zarys systemu, Warszawa 1998, s. 285) Nieusprawiedliwiona zwłoka w wydaniu postanowienia o wszczęciu postępowania przygotowawczego (ewentualnie w zweryfikowaniu jego materialnej przesłanki w trybie art. 307 k.p.k.) musi być oceniana jako zachowanie bezprawne, z wszelkimi tego konsekwencjami.
Art. 231 § 1 k.k. stanowi: “Funkcjonariusz publiczny, który, przekraczając swoje uprawnienia lub nie dopełniając obowiązków, działa na szkodę interesu publicznego lub prywatnego, podlega karze pozbawienia wolności do lat 3”. Zgodnie z powszechnie przyjętym w doktrynie i judykaturze stanowiskiem, niedopełnienie przez funkcjonariusza publicznego obowiązku określonego w art. 304 § 2 k.p.k. pociąga za sobą odpowiedzialność karną z art. 231 § 1 k.k. (T. Grzegorczyk: Kodeks postępowania karnego. Komentarz, s. 586; T. Grzegorczyk, J. Tylman: Polskie postępowanie karne, Warszawa 1998, s. 569; W. Grzeszczyk: Obowiązek zawiadomienia o przestępstwie, Prok. i Pr., 1998/10/123; wyrok Sądu Apelacyjnego w Krakowie z 28 września2000 r., sygn. II AKa 133/00, KZS 2000/11/43) Należy przyjąć, ze skoro odpowiedzialność taką ponosi funkcjonariusz publiczny, który nie dopełnił prawnego obowiązku zawiadomienia o przestępstwie ściganym z urzędu, to tym bardziej może ją ponosić funkcjonariusz usytuowany ustrojowo w obrębie organów ścigania, który nie dopełniając ciążących na nim z mocy prawa obowiązków, zwleka bezpodstawnie ze wszczęciem śledztwa lub dochodzenia.
Tego rodzaju zaniedbanie funkcjonariusza publicznego, szczególnie gdy stoi on na czele prokuratury powołanej z mocy ustawy do tego, aby strzec praworządności oraz czuwać nad ściganiem przestępstw, musi być zawsze traktowane jako “działanie na szkodę interesu publicznego” w rozumieniu art. 231 § 1 k.k. Godzi ono bowiem w konstytucyjną zasadę praworządności, podważa zaufanie i autorytet prokuratury oraz narusza jej prawidłowe funkcjonowanie. 
Zważyć również należy, że zaniechanie, jakiego dopuścił się Grzegorz Kurczuk mogło doprowadzić do usunięcia szeregu dowodów przestępstwa, ich ukrycia lub zniszczenia. Uniemożliwiło także zastosowanie przewidzianych prawem instytucji oraz czynności mogących doprowadzić do całościowego ustalenia okoliczności i ewentualnie także osób biorących udział w czynie zabronionym popełnionym przez Lwa Rywina. W chwili obecnej jasno widać, że szereg czynności procesowych - jak np. podsłuch procesowy i przeszukania - nie zostało przeprowadzonych w czasie, kiedy mogły przynieść pożądane efekty w zakresie wykrycia i zabezpieczenia dowodów. Co najmniej utrudniło to wyjaśnienie całej sprawy w jej szerszym kontekście.
Dla oceny odpowiedzialności Grzegorza Kurczuka nie ma natomiast znaczenia, czy Lew Rywin miał, czy też nie miał mocodawców, którzy nakłonili go do popełnienia czynu zabronionego. Niczego nie wnosi też fakt, iż jest obecnie mało prawdopodobne, aby doszło do uniknięcia odpowiedzialności karnej przez samego Rywina. Przestępstwo spenalizowane w art. 231 § 1 k.k. ma bowiem charakter formalny i jest przestępstwem abstrakcyjnego narażenia na niebezpieczeństwo. “Działanie na szkodę interesu publicznego lub prywatnego nie jest charakterystyką skutku, lecz zachowania sprawcy. Powstanie szkody, a nawet jej konkretne bezpośrednie niebezpieczeństwo nie jest znamieniem tego typu czynu zabronionego.” (A. Zoll [w:] Kodeks karny. Część szczególna. Komentarz do art. 117-277 Kodeksu karnego, s. 779-780)

Niedopełnienia obowiązków na szkodę interesu publicznego Grzegorz Kurczuk dopuścił się umyślnie. Trudno bowiem założyć, aby nie wiedział on jakie obowiązki nakłada na niego, jako Prokuratora Generalnego, ustawa o prokuraturze oraz kodeks postępowania karnego. Musiał mieć również świadomość tego, że nie przeprowadzenie w odpowiednim terminie czynności procesowych może utrudnić, a nawet uniemożliwić ustalenie rzeczywistego stanu faktycznego sprawy, zaś wstrzymywanie przez Prokuratora Generalnego biegu postępowania karnego, które powinno być wszczęte z urzędu, godzi w zaufanie i autorytet organów władzy państwowej, które są przedmiotem ochrony art. 231 k.k. 
Zaznaczyć wszak należy, że nie trzeba być znawcą zagadnień dochodzeniowo-śledczych, by orientować się, że każdy dzień zwłoki w zawiadomieniu organów ścigania o zaistniałym przestępstwie utrudnia wykrycie jego sprawców i umożliwia im zacieranie śladów i dowodów przestępstwa oraz przygotowywanie spójnej linii obrony, “czas biegnie od chwili popełnienia przestępstwa nieubłaganie, zawsze ze szkodą dla dowodów”. (Prof. St. Waltoś, Proces Karny – Zarys systemu, PWN 1998, s. 474)
Brak niezwłocznego wszczęcia postępowania karnego w przedmiotowej sprawie naruszał fundamentalną zasadę taktyki kryminalistycznej, tj. zasadę szybkości działania. Reguła ta nakłada na organy ścigania obowiązek wszczęcia postępowania “natychmiast po otrzymaniu wiadomości nasuwających przypuszczenie, że dane zdarzenie może mieć cechy przestępstwa (...)”, gdyż “upływ czasu wywołuje zniekształcenia i zapominanie treści, które mają być przedmiotem zeznań świadków (...)”, jak również “upływ czasu pomiędzy chwilą popełnienia przestępstwa a wszczęciem czynności dochodzeniowych sprawca wykorzystuje do zatarcia śladów.” (Prof. Włodzimierz Gutekunst “Kryminalistyka – zarys systematycznego wykładu”. Wydawnictwo Prawnicze, Warszawa 1974, s. 62).
Ładunek społecznej szkodliwości zaistniałego przestępstwa korupcji był wyjątkowo wielki nie tylko z uwagi na kwotę żądanej łapówki oraz fakt, że czyn godził w prawidłowe funkcjonowanie organów państwowych, ale przede wszystkim ze względu na to, że przestępstwo to stanowiło zamach na konstytucyjne wartości, jakimi są wolność mediów i zasady tworzenia prawa.
Powyższe argumenty nakazują przyjąć, że minister Grzegorz Kurczuk swoim zachowaniem zrealizował wszystkie znamiona występku z art. 231 § 1 k.k.
Polska należy do niechlubnej czołówki krajów o największym zagrożeniu korupcją. Wskazują na to wyniki badań tak ośrodków krajowych, jak instytucji międzynarodowych. Truizmem jest powiedzieć, że korupcja uderza w najbardziej żywotne interesy państwa, niszczy moralność, praworządność, zasady wolnego rynku, przynosi ogromne straty gospodarce. Badani opinii publicznej wskazują, że Polacy przekonani są o powszechności korupcji i bezkarności jej sprawców, zwłaszcza wysokich funkcjonariuszy państwa. Fakty te są znane. Znane jest też najwyższym funkcjonariuszom państwa wielkie powszechne oczekiwanie zdecydowanego zwalczania tej patologii. Mimo to złożenie propozycji korupcyjnej na niebagatelną kwotę 17,5 mln. dolarów nie skłoniło Ministra Sprawiedliwości i Prokuratora Generalnego do podjęcia koniecznych działań prawnych, do których był zobowiązany. W Polsce wzrost korupcji niewątpliwie będzie postępował dalej, jeśli jej sprawcy będą mogli nadal liczyć na brak działań właściwych organów państwa powołanych od ich ścigania. Skuteczne zwalczanie korupcji zacząć więc należy od wyciągania odpowiedzialności karnej w stosunku do tych wysokich funkcjonariuszy państwa, którzy wiedząc o przestępstwie korupcji, nie podjęli żadnych działań prawnych służących jej ściganiu, a byli do tego zobowiązani.

Niezależnie od powyższego należy stwierdzić, iż w toku prac Komisji Śledczej stwierdzono cały szereg rażących nieprawidłowości w prowadzonym przez Prokuraturę śledztwie wszczętym w dniu 28 grudnia 2002 roku. Po pierwsze, prokuratura przyjęła błędną kwalifikacje prawną czynu, na wstępie zawężając kierunek śledztwa wyłącznie do płatnej protekcji. W konsekwencji prokuratura nie podjęła całego szeregu czynności śledczo – wykrywczych, służących ustaleniu czy Lew Rywin działał w imieniu wysokich funkcjonariuszy publicznych tj. tzw. grupy trzymającej władzę. Przede wszystkim prokuratura nie przeprowadziła niezwłocznego przeszukania u głównego podejrzanego i osób z nim związanych celem zabezpieczenia dowodów, a zwłaszcza dokumentów, mogących mieć znaczenie dla poznania istoty sprawy. Po drugie, prokuratura nie wystąpiła z wnioskiem do sądu o zastosowanie tymczasowego środka zapobiegawczego w postaci tymczasowego aresztowania Lwa Rywina, tym samym umożliwiając mu i osobom z nim związanych mataczenie i przygotowanie spójnej linii obrony. Po trzecie, prokuratura szereg czynności procesowych prowadziła w sposób powierzchowny i jednostronny, z góry podporządkowując je tezie ,że Lew Rywin działał sam. 

W konsekwencji powyższego do sądu trafił akt oskarżenia, będący rezultatem celowo zdeformowanego śledztwa, opierający się na wycinkowo ujętych ustaleniach faktycznych. Działania Komisji Śledczej obnażyły brak niezależności działań prokuratury oraz jej instrumentalne wykorzystanie w interesie grupy sprawującej władzę.

Z RAPORTEM KOMISJI W SPRAWIE KORUPCYJNEJ AFERY RYWIN-GATE MOŻNA ZAPOZNAĆ SIĘ ZE STRON PiS-u, LUB Z PUBLIKACJI ZAMIESZCZONYCH W WITRYNIE AFERY PRAWA

AFERY PRAWA
WPROWADZENIE
PiS
Wprowadzenie
OKOLICZNOŚCI Okoliczności towarzyszące
PROCES LEGISLACYJNYcz.1
RADA MINISTRÓW cz.2
Przebieg procesu legislacyjnego
OSKARŻONY
ALEKSANDER KWAŚNIEWSKI
Aleksander Kwaśniewski
OSKARŻONY
GRZEGORZ KURCZUK
Grzegorz Kurczuk
OSKARŻONY
ANDRZEJ BARCIKOWSKI
Andrzej Barcikowski
OSKARŻONY
LESZEK MILLER
Leszek Miller
pobierz jako RTF

I tym samym przechodzimy do meritum - "RAPORT O STANIE SĄDOWNICTWA POLSKIEGO"

WWW.AFERY.PRX.PL - WITRYNA PRYWATNA PROWADZONA PRZEZ ZDZISŁAWA RACZKOWSKIEGO.
Dziękuję za przysłane opinie i informacje. 
    uwagi i wnioski proszę wysyłać na adres: afery@prx.pl