Saga rodu Giertychów
Opowieść Artura Domosławskiego o Jędrzeju, Macieju i Romanie Giertychach.

Dziesięć lat po śmierci zapomnianego ideologa endecji Jędrzeja Giertycha jego idee zmartwychwstały i wkroczyły na salony polskiej polityki. 
"W Polsce władza leży na ulicy, tylko Naród nie chce jej podnieść. Dopóki siły Narodu nie ujawnią się w jednej, silnej organizacji, obce agentury i rodzime sprzedawczyki będą hulać bezkarnie i grać nam na nosach. Możemy powiedzieć, jak za dawnych Piastów, że wici zostały już rozesłane, od każdego z nas zależy, czy okaże się Polakiem, czy dezerterem". 
Autor tych słów - potężny, elokwentny, odznaczający się tubalnym głosem mecenas Roman Giertych, rocznik 1971 - rozesłał wici na tyle szeroko, że efemeryczna, jak się wydawało, Liga Polskich Rodzin zdobyła rok temu 38 foteli w Sejmie. A wici pomagało rozsyłać Radio...
Tych 38 foteli (trzech posłów później odeszło) to dopiero początek - Roman Giertych snuje plany o rządzie narodowym po następnych wyborach. Wprawdzie rząd ten "przez okres 100 dni nie zdoła doprowadzić do całkowitej przebudowy państwa, ale w ciągu tych czternastu tygodni usunie się największe bezsensy i wprowadzi kraj na drogę systematycznego rozwoju".

Przez pół wieku idee radykalnego nacjonalizmu były w Polsce martwe. Na emigracji nie święciły przesadnych triumfów, były jedną z zakurzonych komnat w muzeum dwudziestolecia międzywojennego. W kraju, po krwawej rozprawie powojennej władzy z opozycją, przetrwały śladowe ilości - w nurcie ugody Bolesława Piaseckiego - bądź odbijały się czkawką "endokomuny" spod znaku Mieczysława Moczara. Nurty opozycji antykomunistycznej nawiązujące do myśli narodowej zrewidowały większość dogmatów quasi-totalitarnej endecji z lat 30. Po 1989 r. kolejne mutacje Stronnictwa Narodowego stanowiły nawet nie margines sceny politycznej, ale margines sceny prawicowej. 
I oto po 13 latach niepodległości - w dobie internetu, otwartych rynków i mikroprocesora - ruch, którego korzenie ideowe sięgają lat 30., przeżywa renesans. Ma własną prasę, radiostację, wpływy w Kościele i reprezentację w parlamencie. 
Czyż nie miał racji zmarły przed dziesięciu laty dziadek posła Romana Giertycha Jędrzej, kiedy pisał: "zdarzało się tak, że środowisko przegrywało wybory, ale później, po jakimś czasie, społeczeństwo przekonywało się, że przegrani mieli rację. Jeśli środowisko przegranych dalej trzyma kręgosłup i strukturę organizacyjną, to ono ma szansę na zwycięstwo w następnych wyborach"?
Cytat ten lubi przywoływać Roman Giertych, syn Macieja, wnuk Jędrzeja.

I. Ideolog, pióro nr 1 
Naród się skupi wokół nas 
- Nie sądzę, żeby sympatycy LPR studiowali dzieła Jędrzeja Giertycha - rozważa Andrzej Friszke, znany historyk, który pisał m.in. o endecji w latach 30. oraz o politycznej opozycji w kraju i na emigracji w czasach PRL. - Liga to z jednej strony partia ludzi odrzuconych, którzy nie potrafili sobie znaleźć miejsca w dzisiejszej gospodarce i demokracji. W tym sensie sukces Ligi to produkt dzisiejszych czasów, a nie prosta kontynuacja myśli endeckiej, m.in. Giertycha-dziadka, z lat 30. Ale z drugiej strony sporo z ideologii Jędrzeja Giertycha zostało: strach przed Niemcami i kosmopolityczno-liberalnym Zachodem, fobie antymasońskie i antyżydowskie, fundamentalizm katolicki... Pozostała mentalność.
"Kierownictwem polityki, a w przyszłości władzą w państwie z żadnymi innymi ośrodkami woli i myśli politycznej dzielić się nie mamy ochoty. Dopuszczenie wpływu jakiejkolwiek obcej nam, choćby nawet i pokrewnej, woli na nasze ośrodki kierownicze uważamy za rzecz niedopuszczalną. Chcemy być ośrodkiem krystalizacyjnym, wokół którego skupi się cały naród" - pisał Jędrzej Giertych na rok przed wybuchem II wojny światowej w programowej książce młodych endeków "O wyjście z kryzysu" - obszernej, kilkusetstronicowej pracy.
Był wtedy piórem nr 1 młodego pokolenia narodowców, które chciało walczyć najpierw o władzę we własnych szeregach, potem o duszę Narodu, wreszcie - o władzę w kraju. Polskim nacjonalizmem wstrząsały w tamtej epoce kłótnie i rozłamy. Przyboczni założyciele obozu narodowego Romana Dmowskiego - wśród nich Jędrzej Giertych - walczyli o schedę po wodzu. Z ruchu odchodzili najbardziej niecierpliwi i radykalni (czytaj: otwarcie totalitarni). Ci młodzi działacze tworzyli Obóz Narodowo-Radykalny, ONR, który dalej rozpadał się na kolejne grupy (Giertych uważał ich za "żywioł oportunistyczny i filisterski"). Owi radykałowie projektowali totalitarne państwo, rwali się do bicia Żyda, wzdychali do krzepy Mussoliniego i Hitlera, flirtowali z autorytarnym i nacjonalistycznym skrzydłem rządzącej sanacji (to ostatnie było dla Giertycha grzechem śmiertelnym). Wszyscy zaś młodzi narodowcy - niezależnie od ideowych niuansów i mutacji - śnili sen o polskiej potędze. 

Kiedy Giertych pisał "O wyjście z kryzysu", miał już 35 lat, znane nazwisko, kilka książek na koncie, niemałe zaufanie Dmowskiego i usunięcie z pracy z powodów politycznych.
Urodził się w 1903 r. w Sosnowcu. Dorastał w Kielcach, pod berłem cara Mikołaja II, gdzie od początków edukacji należał do tajnego harcerstwa polskiego. Poglądy Jędrzeja ukształtował podobno jego ojciec Franciszek, inżynier, pracownik wielu towarzystw budowlanych i przemysłowych, sympatyk formującego się obozu narodowego. 
O swoim pradziadku Roman Giertych opowiedział kiedyś anegdotę reporterowi "Rzeczpospolitej" Jerzemu Morawskiemu. Podobno w 1905 r. Franciszek Giertych, dyrektor fabryki obrabiarek w Porębie koło Dąbrowy Górniczej, osobiście bronił kasy pancernej, którą chciał ukraść na potrzeby socjalistów dziadek Jacka Kuronia, bojowiec z PPS. W kasie miały się znajdować pieniądze na wypłaty dla robotników. Kilka dekad później syn Franciszka, Jędrzej, będzie wypisywał płomienne elaboraty o tym, jak to Kuroń okrada polskich robotników z polskości.
Pradziadek Giertych często zmieniał pracę, więc jego syn Jędrzej spędził dzieciństwo na walizkach. Uczył się m.in. w Kielcach, Tallinie, Petersburgu. 
Gdy wybucha niepodległość, ponownie mieszka w Kielcach. Jako ochotnik walczy z bolszewikami w wojnie 1920 r., zostaje ranny w bitwie warszawskiej. Potem studia prawnicze, dyplomatyczne, polityczne; cały czas prowadzi działalność harcerską. W czasie zamachu majowego w 1926 r. harcmistrz Giertych i jego drużyna bronią legalnego rządu przed "dyktatorem samozwańcem" - Piłsudskim. Za początków sanacji Giertych pracuje jednak w MSZ. Zajmuje się Polakami za granicą, a w 1931 r. wyjeżdża do Olsztyna jako attaché kulturalny w polskim konsulacie.
Karierę żarliwego ideologa polskiego nacjonalizmu Giertych zawdzięcza poniekąd... znienawidzonej sanacji. W 1932 r. nowy szef dyplomacji płk Józef Beck robi czystkę polityczną. Giertych traci posadę. Odsunięcie od codziennej urzędniczej harówki czyni zeń namiętnego i arcypłodnego publicystę. Dmowski powierza mu funkcję sekretarza generalnego powołanego przez siebie Obozu Wielkiej Polski i redaktora partyjnego organu - "Szczerbca". Giertych żyje z partyjnej pensyjki ufundowanej z części diet posłów Stronnictwa Narodowego i z publicystyki produkowanej od tamtej pory w ilościach porównywalnych jedynie z twórczością Józefa Ignacego Kraszewskiego.

Zasługi i błędy Adolfa Hitlera 
Krótko po dojściu Hitlera do władzy Giertych odbył podróż do Niemiec. Swoje wrażenia spisał w tomie "Kajakiem po Niemczech" (1936): "Parę rzeczy jest bezspornych. Hitler zjednoczył Niemcy - przekreślił państwowości i patriotyzmy dzielnicowe (...), stworzył pełną i niczym nieograniczoną jedność narodu niemieckiego. Tego historia już nie przekreśli - to jest dorobek trwały. Hitler odżydził Niemcy. (...) Hitler przerwał ewolucję narodu niemieckiego w kierunku plutokratycznym - odwrócił go od pościgu za pieniądzem, zdegradował w hierarchii jego pojęć finanse, handel. Na powrót związał Niemcy z ziemią, z glebą, z rolnictwem. (...) Wyplenił pierwiastki kosmopolityczne. (...) To, co wyżej wymieniłem, to są wielkie fakty! Gdyby Hitler tyle tylko zrobił - zasłużyłby sobie na wielkie imię w historii i pamięć jego powinna być błogosławiona przez Niemców. (...) Mimo wszystko nie mogę się opędzić wrażeniu, że w pozytywnej stronie dzieła Hitlera jest jakiś defekt, jakaś skaza. (...) Przez silne oparcie się o doktrynę rasową (...) hitleryzm wziął na siebie pierworodny grzech ugrzęźnięcia w światopoglądzie materialistycznym", co może stać się kiedyś "źródłem jego słabości. Naród - to jest formacja spojona pierwiastkami przede wszystkim duchowymi". 
Dalej Giertych pisze z uznaniem, że w III Rzeszy "uporano się" z homoseksualizmem i pornografią, ale, niestety, "np. automaty w wyrobami gumowymi stoją (...) jak stały". Cieszy go, że "Hitler poróżnił naród niemiecki z Żydami" i "nasi dwaj wielcy wrogowie" teraz "maszerują oddzielnie". Ale po chwili obawia się, że w niemieckich kołach rządowych nie wyparowała myśl o sojuszu z Rosją, choćby nawet czerwoną, przeciwko Polsce.
Co odróżnia polski ruch narodowy od europejskich faszyzmów, Giertych wykłada w innym tomie: "Hiszpania bohaterska", z podróży do Hiszpanii rozrywanej wojną domową i Portugalii rządzonej przez Salazara. Zachwyca go monarchistyczny, narodowy ruch karlistów i faszystowska Falanga. Jednak - notuje - "ruchy faszystowskie noszą jeszcze na sobie silne piętno XIX wieku" oraz ducha i światopoglądu owego stulecia, co przejawia się "w pewnej oschłości, a nawet materializmie światopoglądów faszystowskich, apelujących w o wiele większym stopniu do rozsądku (a nieraz i do interesu materialnego) agitowanych przez siebie mas, niż do uczuć, instynktownych ideałów i tęsknot"; zarazem "nie rozumieją one organiczności życia zbiorowego (...) i wyobrażają je sobie w sposób (...) mechaniczny, tj. podobnie jak socjalizm".
A jednak Hiszpania faszystowska budzi w Giertychu zachwyt: "Mocarstw narodowych jest dziś w Europie trzy: Włochy, Niemcy i Hiszpania. Ale państw narodowych jest (...) cztery: tamte trzy plus Portugalia. Jestem do głębi przekonany, że czwartym mocarstwem narodowym, a piątym państwem w Europie będzie - już niedługo - Polska".

Żydzi na Madagaskar! 
Polska... Ale jaka? Wykład Polski swoich marzeń Giertych przedstawia w książce "O wyjście z kryzysu". Polska będzie narodowa, bez "zwyrodniałego ustroju parlamentarnego", bo demokracja to z jednej strony "wszechwładza biurokracji", a z innej - "system rządów bez steru"; jak powiada dyktator Portugalii Salazar: "Nigdy okręt, pozostawiony na łaskę sprzecznych wiatrów, nie dotarł do bezpiecznego portu". Polska narodowa nie będzie "demokracją", ale nie będzie też dyktaturą, państwem "totalnym". Jednak obóz narodowy nie będzie się z nikim dzielił władzą. Czymże więc Polska narodowa będzie? "Nie mogę w tej materii wszystkiego otwarcie powiedzieć". Dlaczego? Bo "masoneria niewątpliwie będzie się starała wprowadzeniu ustroju narodowego przeszkodzić".
Jednej rzeczy Giertych nie ukrywa - załatwić trzeba „sprawę żydowską”, bo jest ona „bezsprzecznie najważniejszym problemem polityki polskiej”, kwestią „o rozmiarach potwornych”. „Żydzi są dziś wielkim mocarstwem”. Nieważne, że nie mają „bazy terytorialnej osłanianej łańcuchem fortec, wspieranej stalową potęgą okrętów wojennych, samolotów, czołgów i dział. Bazą tej potęgi jest sieć wpływów i stosunków ogarniających cały świat, a jej narzędziem - pieniądze i pośrednie oddziaływanie polityczne. Pieniądz jest nieraz jeszcze skuteczniejszą bronią niż pancerniki i czołgi; nie mniej skuteczną bronią jest też i agitacja rewolucyjna. (...) To wcale nie przypadek, że tylu Żydów odgrywa tak wielką rolę w polityce światowej. Mesjanistyczne dążenie narodu żydowskiego do panowania nad światem, będące od tysięcy lat osią - jakże mądrej, wytrwałej i konsekwentnej! - polityki żydowskiej, urzeczywistniane jest (...) przez opanowywanie od wewnątrz, z ukrycia, z ukrytych za kulisami budek suflerskich i z niewidocznych dla świata foteli »szarych eminencji «, najsilniejszych w świecie państw, rządów, organizacji i stronnictw”.
"Uczciwi Polacy", którzy tego nie rozumieją albo nie doceniają, powinni się zastanowić nad przykładem Niemiec. "Nikt chyba nie zaprzeczy, że Niemcy są wielkim, dojrzałym i rozumnym narodem. Nikt chyba nie zaprzeczy, że Hitler - człowiek, który zmienił państwo pobite na państwo dyktujące warunki państwom zwycięskim, bez wystrzału zdobył Austrię, zagraża dziś Czechosłowacji itd. - jest politykiem w wielkim stylu, a nawet (...) genialnym. Otóż największym nawet sceptykom co do znaczenia sprawy żydowskiej powinien przecie dać do myślenia fakt tak wielkiej wagi, jaką Hitler i Rzesza Niemiecka przywiązują dziś do sprawy żydowskiej". Zatem "jeśli Polska od brzemienia tej sprawy nie zostanie uwolniona, to nadejdzie w końcu taka chwila, gdy i państwo polskie, i naród polski przez tę sprawę zginą". 
Dlaczego? Bo "jako zagadnienie ludnościowe", czyli blisko cztery miliony, "sprawa żydowska ciąży w sposób groźny na naszym bezpieczeństwie wewnętrznym" ("Masy żydowskie w Polsce skupione są w miastach, czyli centrach nerwowych kraju"; "Berlin jest miastem niemieckim, Paryż jest miastem francuskim", Warszawa - "mieszanym, polsko-żydowskim"). Bo "jako zagadnienie gospodarcze sprawa żydowska przekracza wszystko, co w tym rodzaju można gdziekolwiek na świecie obserwować" ("My nie jesteśmy gospodarzami na własnej ziemi, my jesteśmy w niewoli gospodarczej u Żydów"). Bo "jako zagadnienie kulturalne (...) zagraża nam po prostu zatraceniem naszej indywidualności narodowej" (przykłady: Tuwim, Askenazy, Szyfman, Fitelberg...). Bo "jako zagadnienie polityczne (...) grozi największymi niebezpieczeństwami naszemu bytowi politycznemu" ("Dążeniem Żydów jest panowanie nad całym światem").
Jak "sprawę żydowską" rozwiązać? Poprzez "kompletną emigrację". Np. na Madagaskar, francuską kolonię, gdzie Francuzi chcieli osiedlić swoich Żydów (ostatecznie do tego nie doszło). "W porozumieniu z rządem francuskim - pisze Giertych - udała się na Madagaskar komisja rządowa polska, wysłana celem zbadania możliwości imigracyjnych. Komisja powróciła z oceną, że Madagaskar w zupełności się dla imigracji nadaje. Ku wielkiemu jednak swojemu zdziwieniu opinia polska dowiedziała się wówczas, że chodzi o emigrację na Madagaskar... chłopów polskich. Jak widzimy, wolne tereny imigracyjne dadzą się jeszcze na świecie odnaleźć, chodzi tylko o to, by zdobyć się na wysiłek woli, by Żydów masowo na te tereny skierować. Rządy sanacyjne w Polsce, tysięcznymi nićmi uzależnione od Żydów, dokonać tego nie są w stanie. Ale rządy narodowe tego dokonają".

Jedna opcja, jedna racja 
- Jędrzej Giertych był bodaj najwybitniejszym ideologiem "młodonacjonalistów" z lat 30. - uważa Andrzej Friszke. - W jego książkach widać wyraźnie fascynację dynamiką ruchu faszystowskiego, tym, jak hitleryzm, włoski faszyzm i hiszpańska Falanga paraliżowały lewicę. Co do zapożyczeń ideologicznych sprawa nie jest już tak prosta. Giertych odrzuca hitlerowską teorię rasy i krwi. Żydzi są dla niego obcy nie z powodu krwi, ale "ducha żydowskiego obcego polskości". Stosunek do Żydów łączył zresztą polskich nacjonalistów chyba wszystkich odłamów. Myślę, że na te wszystkie teorie trzeba patrzeć z perspektywy tamtej epoki. To czas, w którym kończy się polityka gabinetowa i na scenę historii wkraczają masy. Prawica narodowa zaostrza retorykę, ponieważ toczy walkę o duszę półanalfabety. Odwołuje się zatem do jego wrogości wobec obcych, którzy dybią na jego miejsce pracy, zarobek, na Kościół i naród. 
- Czy był człowiekiem z obrzeży polskiego nacjonalizmu, czy też mieścił się w głównym nurcie endecji lat 30.? - pytam prof. Romana Wapińskiego, historyka, autora wielu prac poświęconych Narodowej Demokracji.
- Mieścił się doskonale w głównym nurcie - uważa prof. Wapiński. - Jego książka "My, nowe pokolenie" była traktowana trochę tak jak trzy dekady wcześniej "Myśli nowoczesnego Polaka" Dmowskiego. W pewnych sprawach, np. stosunku do Niemiec, popadał w skrajność, choć może słowo "skrajność" jest tutaj zbyt mocne. Był bardziej niż inni wyczulony na konflikt z Niemcami. Prawdopodobnie z tego powodu był w dobie Monachium (1938) zwolennikiem poparcia Czechosłowacji. Należał do tych endeków, którzy tuż przed wojną chcieli wysunąć ofensywny program zachodni zawierający następujące założenie: jeśli Niemcy rozpoczną wojnę, Polska będzie miała prawo wystąpić na forum międzynarodowym z żądaniem granic na Odrze i Nysie.
- Jaki miał rodzaj umysłowości? - pytam Andrzeja Friszke. 
- Tym, co charakterystyczne dla umysłowości Giertycha - uważa Friszke - jest brak zgody na pluralizm poglądów i wartości. Dla niego istniała tylko jedna racja i jedna opcja. Chyba nie umiał pojąć, że przeciwieństwa dają czasem syntezę. Przykładem tego sposobu myślenia była jego nieprawdopodobna obsesja na punkcie Piłsudskiego i sanacji. Jeszcze wiele lat po II wojnie pisał opasłe tomy, w których obalał mit Piłsudskiego jako twórcy niepodległości. W jego umyśle nie mieściło się, że architektami polskiej państwowości byli i Piłsudski, i Dmowski. Dla Giertycha mogło być tylko "albo-albo".

II. Historia żydostwem się toczy - Chleb niewoli, chleb wygnania 
- Byłem pod wrażeniem jego niektórych książek, zwłaszcza pierwszego tomu "Tragizmu losów Polski" - wspomina prof. Wiesław Chrzanowski, który z pracami Giertycha zetknął się w czasie okupacji na kursach Młodzieży Wielkiej Polski, podziemnej organizacji związanej z SN. - Był bliski spojrzeniu historyków z tzw. szkoły krakowskiej, Kalince i innym, tyle że jeszcze bardziej wyostrzał błędy polskiej polityki, zwłaszcza epoki Sejmu Czteroletniego. 
- A jak się panu podobało dziełko "O wyjście z kryzysu"?
- Znacznie mniej, właściwie nie podobało mi się. Wśród nas, młodych z czasów okupacji, nurt autorytarny nie cieszył się sympatią. Znacznie bliżsi radykalizmowi Giertycha byli moi starsi koledzy z konspiracji. Po wojnie stała się rzecz ciekawa: ci młodzi narodowcy, którzy przeszli przez konspirację i doświadczenie wojny, dość obojętnie przyjmowali myślenie Giertycha z jego programowo-wychowawczej książki "My, młode pokolenie". Harcerski duch, podchody, postulaty czystości i naiwne moralizowanie nie przystawały do doświadczenia młodzieży z pokolenia wojennego.
Gdy Wiesław Chrzanowski studiował na tajnych kursach dzieła Giertycha, on sam siedział w obozie jenieckim. We wrześniu 1939 r. pełnił służbę w marynarce. Po kapitulacji Helu dostał się do niewoli i trafił do obozu jenieckiego. Próbował uciekać kilka razy - bez skutku (za karę trafił do centralnego więzienia gestapo w Berlinie). Uwolnili go dopiero Amerykanie w 1945 r. 
Po wojnie wstępuje do wojska polskiego w Anglii. Jako kurier rządu z francuskim paszportem przyjeżdża do kraju. Żeni się ze swoją żoną, oficjalnie wdową, i wywozi ją wraz z dziećmi na Zachód. Osiada w Anglii, ale nie przyjmuje brytyjskiego obywatelstwa. Pozostaje bezpaństwowcem, co utrudnia mu nieraz zdobycie lepszej pracy. Pracuje jako niewykwalifikowany robotnik w hucie szkła, potem w restauracjach, piekarniach, u rymarza, introligatora. Wreszcie zdobywa posadę subiekta w księgarni, co przynosi jemu i rodzinie względną stabilizację. Dopiero po wielu latach uzyska od ministerstwa oświecenia prawo nauczania w angielskich szkołach. Uczy języków obcych, przeważnie francuskiego. Z tego tytułu będzie miał po latach emeryturę.

Kto zamordował I Rzeczpospolitą? 
- Mam dla niego podziw jako dla człowieka - mówi prof. Chrzanowski, który jest oponentem giertychowskiego nurtu w powojennych środowiskach endeckich. - Wychował dziewięcioro dzieci w trudnych warunkach emigracyjnych. Napisał bądź wydał kilkadziesiąt książek, był małym, jednoosobowym "Instytutem Literackim". Podobno polska księgarnia w Londynie miała tylko dwóch stałych klientów - Adama Ciołkosza i właśnie Jędrzeja Giertycha. Z jego opracowań pisanych w Londynie można się było dowiedzieć masy rzeczy o sytuacji w kraju. On wszystko czytał, wszystko śledził z niebywałą uwagą i skrupulatnością.
Prof. Chrzanowskiemu nie podoba się za to "metoda patrzenia na historię", której hołdował Giertych: - On dalej, już po wojnie, uważał, że Polska ma trzech głównych wrogów: Niemców, masonów (tu też pojawiali się Żydzi) i piłsudczyków. Był przykładem, jak niebezpieczni są nieraz "pogrobowcy" pewnych idei, którzy stawiają kropkę nad "i". Z niektórych myśli Dmowskiego, wypowiadanych w konkretnej sytuacji, czynił dogmaty, zamieniał je w doktrynę. Jednym z takich dogmatów był stosunek do Rosji, który Dmowski wypracował przed I wojną! Dogmatyczne spojrzenie na Rosję nie pozwalało mu przyznać, kto dokonał zbrodni w Katyniu, a AK uważał za organizację terrorystyczną. Wielokrotnie drobne wydarzenie - np. że ktoś coś krzyknął na schodach - zamieniał w klucz do objaśniania jakiegoś długotrwałego procesu historycznego. 
Koronnym przykładem tej metodologii jest napisany przed wojną "Tragizm losów Polski". Już w drugim akapicie wstępu wiadomo, co i jak. "W badaniach dziejów Polski - i nie tylko Polski - pomijany bywa (...) pewien czynnik, który na przestrzeni ostatnich paru wieków potężnie na losach Polski i Europy zaważył" - a jest nim "działalność żydostwa oraz związanych z żydostwem tajnych stowarzyszeń istniejących w łonie społeczeństw chrześcijańskich".
Żydzi, masoni i tajne związki są odpowiedzialne za upadek I RP, rozbiory, klęski powstań - kościuszkowskiego, listopadowego i styczniowego - za nędzę i piłsudczyznę. Tajne związki opanowały Polskę już za Jagiellonów, ale dopiero po potopie szwedzkim to ho, ho. „Polska wyniszczona gospodarczo przez wojny i przewroty stała się dla żywiołu żydowskiego łatwym żerowiskiem”. „W XVIII wieku mówiono w Polsce: »Kto za żydami mówi, ten już wziął, a kto przeciw żydom, ten chce wziąć «. Powyższe fakty wystarczają jako dowód na to, ile demoralizacji zakradło się w życie upadającej Rzeczpospolitej dzięki żydom (...) - nie jest wcale przypadkiem, że upadek Rzeczpospolitej zaczął się równocześnie z zalewem Polski przez żydów. Nie tylko obce mocarstwa zniszczyły Polskę”.
"Rozbiory Polski przeprowadzone zostały przez masonerię. Plan rozbiorów uknuty został w lożach - do lóż należeli wszyscy wybitniejsi aktorzy tragedii rozbiorowej, zarówno ze strony polskiej, jak ze strony państw rozbiorczych". (Nieco dalej Giertych uzupełnia, że "główną przyczyną rozbiorów były dążenia polityczne pruskie". Rosja została potraktowana łaskawie.)
Powstanie 1794: "Nie zrozumie istotnego charakteru insurekcji kościuszkowskiej, kto nie zda sobie sprawy z roli, jaką w niej odegrali żydzi. (...) Wstępowali do milicji, strzegli arsenałów, nawet pilnowali króla, by nie uciekł - odgrywali właściwą sobie w wielu rewolucjach rolę rewolucyjnej żandarmerii (np. w Rosji czerezwyczajka GPU). Powyższe fakty wystarczają do stwierdzenia, że w dojściu do insurekcji do skutku ręka żydowska była obecna". (Wywód opiera się na założeniu, że powstania i rewolty są złem.) "Tym sposobem urzeczywistniony został wielki plan - ów grand dessein Augusta Sasa - nad którego wcieleniem w życie masoneria, żydzi i państwo pruskie pracowały przez dwa wieki: państwo polskie zostało zniszczone".
Historia u Giertycha żydostwem się toczy. Po upadku I RP nadchodzą żydowsko-masońskie insurekcje i bolszewicko-żydowski najazd na Polskę niepodległą. Nawet w przewrocie majowym 1926 r. obecna była żydowska ręka. Epoka po maju z jednej strony "zaznacza się stopniowym, lecz stałym rozrostem wpływów żydowskich w Polsce, grożącym przekształceniem się Polski na Judeo-Polskę, z drugiej strony rozrostem ruchu narodowego i wzmagającym się napięciem walki o wyzwolenie Polski spod wpływu żydowskiego, a tym samym o dokończenie dzieła odzyskania przez Polskę pełnej niepodległości".
„Przyszłość Polski przedstawiałaby się zupełnie jasno - szkodliwa, bezwładna zapora, jaką na drodze jej losów stanowią rządy sanacyjne, zostałaby usunięta bez żadnego wysiłku - gdyby nie jedna okoliczność: istnieją w Polsce żydzi stanowiący wielką siłę polityczną. (...) Polska dzieli się na dwa wielkie, walczące ze sobą obozy. Po jednej stronie stoi obóz narodowy. Po drugiej stronie stoją żydzi oraz ci wszyscy, którzy swoją siłę i znaczenie czerpią z żydowskiego poparcia, a których istotną rolą jest służenie żydom za parawan. (...) »Sanacja « jest przez żydów uważana tylko za stadium przejściowe. (...) Rzeczą na stałe odpowiadającą widokom polityki żydowskiej w Polsce są trwałe rządy bezpośrednio żydowskie. Jedna tylko droga może prowadzić do tego celu: komunizm”. Gdyby zapanował komunizm - snuje swą wizję Giertych - „żydzi” objęliby władzę, przesiedlili polskich chłopów na Syberię i sprowadzili do Polski swoich rodaków z zagranicy.
Tak oto dowiódł Giertych, że polityczny obóz Józefa Piłsudskiego dążył do ustanowienia w Polsce "żydo-komunizmu".

III. Rozłamowiec, kłótnik, outsider 
Kto jest dziedzicem Dmowskiego? 
- Powojenny spór Giertycha z prezesem SN Tadeuszem Bieleckim miał swoją historię jeszcze przed wojną - opowiada Andrzej Friszke. - Giertych rywalizował z Bieleckim o względy Dmowskiego. Krótko przed śmiercią Dmowski namaścił na swego następcę Bieleckiego i w sercu Giertycha musiała zostać jakaś zadra. Bielecki był bardziej pragmatyczny, Giertych był typem bezkompromisowego ideologa i misjonarza. Bielecki chciał rozmawiać z prawicą sanacyjną, Giertych nie dopuszczał myśli o jakichkolwiek konszachtach z piłsudczykami. Bielecki był organizatorem, miał zaplecze partyjne, Giertych był prorokiem i indywidualistą, nie miał pojęcia o żywej polityce. Bielecki był politykiem i menedżerem, Giertych - harcerzem i wychowawcą.
- I właśnie dlatego - dopowiada prof. Wapiński - nie miał Giertych ambicji wodzowskich. Był typem niezłomnego, aspirował do roli ideologa, który porywa innych wizjami, ideami. Polityczny pragmatyzm był mu z gruntu obcy.
- Był bodaj jedynym młodym radykałem, który przed wojną nie poszedł z rozłamowcami do ONR-u - mówi prof. Chrzanowski. - Ośrodek ruchu intelektualnego stanowili wówczas rozłamowcy. Giertych był w swoim maksymalizmie do nich podobny, tyle że został przy Dmowskim. Doprowadzał do skrajności niektóre myśli mistrza, który w latach 30., pod koniec życia, nie był w najlepszej formie intelektualnej i miał pewne obsesje. No i zajmował się Giertych głównie atakowaniem Bieleckiego za kontakty z sanacją.
W 1953 r. Jędrzej Giertych pisze "List otwarty do członków i sympatyków Stronnictwa Narodowego", w którym bezpardonowo atakuje przywódcę emigracyjnej endecji Bieleckiego. Zarzuca mu słabość i oportunizm - przed wojną nie przeciwstawił się atakowi Polski na Czechosłowację, a teraz znajduje się pod wpływem "czynników obcych". Polityka Bieleckiego - pisał Giertych - nie jest "ani zła, ani dobra, ani udana, ani nieudana, po prostu - żadna".
Bielecki zwołał zjazd SN i wygrał. Niepogodzony z porażką Giertych zaczął budować alternatywny ośrodek oddziaływania - pismo "Ruch Narodowy", a następnie "Horyzonty". 

Sowiecka, ale jednak Rosja 
Idea Polski na wygnaniu przeżyła się; prawdziwa Polska katolicka ma swojego władcę kard. Stefana Wyszyńskiego i może mówić jego głosem - przekonywał Giertych po przełomie Października '56. "Emigranci odcięci od kraju w dużym stopniu utracili poczucie, czym Polska jest. Patrzą na nią przez szkła nieuzasadnionych uprzedzeń". A przecież "Polska jest dużym państwem. 31 milionów ludności, i to jednolitej narodowo, w samym środku Europy, duże uprzemysłowienie, szóste miejsce w świecie w produkcji węgla, dziewiąte (...) w produkcji stali, dziesiąte (...) w produkcji okrętów, duża niezależność żywnościowa, drugie miejsce w świecie w produkcji żyta, drugie (...) w produkcji ziemniaków, siedemnaste (...) w produkcji pszenicy, to nie jest drugorzędne państwo. Polska nie jest i nie może być supermocarstwem. Ale może być mocarstwem drugiej klasy". Giertych chwali komunistów za to, że "przeprowadzili [Polskę] przez wiele niebezpiecznych raf, nie mówiąc już o tym, że skutecznie pokierowali takimi procesami, jak zasiedlenie i zagospodarowanie ziem nad Odrą i Nysą, odbudowa zniszczeń wojennych i posunięcie naprzód uprzemysłowienia kraju".
Z "Horyzontów" bije niemal entuzjazm, iż po 1956 r. w kraju "cofnął się najazd cywilizacyjny", a polityka wyznaniowa nowego przywódcy PRL Władysława Gomułki jest strawna. W tym kontekście giertychowcy odgrzewali starą myśl Dmowskiego o polsko-rosyjskim sojuszu antyniemieckim. Napisali nawet list otwarty do I sekretarza KPZR Nikity Chruszczowa. Wierzyli, że Sowiety bez stalinizmu (wcielenie wiecznej Rosji) porzucą utrzymywanie komunizmu w Polsce i zgodzą się na inny ustrój, jeśli tylko Polska będzie ich sojusznikiem. Nadzieje takie dodatkowo rozbudzał ówczesny spór między Chinami i ZSRR - giertychowcy wierzyli, że zmusi to Moskwę do kolejnego złagodzenia kursu wobec Polski. Podobne rachuby miał też główny oponent Giertycha, Bielecki, tyle że nie posuwał się do projektowania polsko-rosyjskiego (sowieckiego) sojuszu i przyjaźni. 
Wewnątrzpartyjny konflikt skończył się w 1961 r. - Giertycha wyrzucono ze Stronnictwa Narodowego. Od tamtej pory był Jednoosobową Partią Jędrzeja Giertycha, paradoksalnie, o większej - jak się wydaje - sile oddziaływania niż cała emigracyjna endecja.

IV. Naród z partią 
Przeciw "insurekcji" i "prowokacji" 
- Byłem zbulwersowany i wstrząśnięty jego listem do społeczeństwa polskiego w 1976 r. - opowiada Aleksander Hall, który u schyłku lat 70. jako lider Ruchu Młodej Polski próbował reaktywować w ramach opozycji demokratycznej niektóre wątki myśli endeckiej. - Z jednej strony była w Giertychu jakaś wielkość: emigrant, który wychował w polskości liczną rodzinę, wykonywał mrówczą pracę pisarską i wydawniczą; a z drugiej - straszny anachronizm w sposobie definiowania wrogów (piłsudczycy, Niemcy, Żydzi i masoni), jak gdyby czas zatrzymał się w latach 30., kiedy endecja uległa fascynacji autorytaryzmem i antydemokratyzmem, jak gdyby nie było II wojny. Nasz Ruch Młodej Polski nie szukał kontaktów z Giertychem, dla nas ważny był Wiesław Chrzanowski, z emigrantów - Wojciech Wasiutyński. Na którymś z kolejnych zjazdów Stronnictwa Narodowego na emigracji Giertych zarzucał nam, że nie mamy nic wspólnego z prawdziwą endecją.
W owym bulwersującym Halla liście Giertych napisał: „Strzeżcie się prowokacji. (...) W szczególności przestrzegam Was przed dwoma kierunkami propagandy (...) bardzo w ostatnich czasach wzmożonej”. Na pozór niewinna, służy ona w sposób oczywisty „określonym szkodliwym dla Polski celom. Mam na myśli z jednej strony propagandę fałszywej »legendy Piłsudskiego «, tzn. wybielania dawnej polityki polskiego współdziałania z Niemcami. A z drugiej strony propagandę kultu powstań niepotrzebnie wszczętych i przegranych”. Dalej Giertych rozkłada na łopatki list 59 intelektualistów przeciwko poprawkom w Konstytucji PRL (wprowadzającym kierowniczą rolę PZPR i dozgonną przyjaźń z ZSRR) i proponuje własny program: „bronić substancji narodu i jego ducha. W Polsce musi się rodzić więcej dzieci...”. I oczywiście układać się z Rosją. Nie, nie być jej wasalem, ale „żyć z Rosją na stopie sąsiedzkiej przyjaźni”.
Nie pierwszy raz Giertych ostrzegał naród przed "szaleństwem" kolejnych insurekcji i prowokacji. W 1956 r. w broszurze-liście do emigracji "Po wypadkach poznańskich" zastanawiał się, komu to służy i kto za tym stoi. "Nasuwa się od razu przypuszczenie, że powstanie to jest dziełem prowokacji komunistycznej. (...) Być może odwilż poszła za daleko i zaczęła się wymykać z rąk i trzeba było dobrego pretekstu dla nowej fali represji. Być może także rozgrywki na szczytach hierarchii między stalinowcami a antystalinowcami. (...) Ale przypuszczenie to może być równie dobrze niesłuszne. Ale kto w takim razie wywołał powstanie, jeśli nie wywołali go komuniści? Trzeba powiedzieć jasno (...): jeśli powstanie poznańskie nie jest prowokacją sowiecką, zbrodnia wywołania tego niepoczytalnego powstania nie może być niczyim innym dziełem, jak tylko jakiejś organizacji polskiej, oglądającej się na Zachód lub mającej na Zachodzie oparcie". I konkluzja: "trzeba to powiedzieć w sposób twardy: powstanie poznańskie jest zbrodnią przeciwko polskiemu narodowi i zasługuje na jednomyślne surowe potępienie ze strony tego narodu". 

Marcowe blaski 
Rok 1968. Giertych analizuje na łamach „Horyzontów” wydarzenia w kraju: „Zdjęcie »Dziadów « z afisza wywołało natychmiastowe manifestacje studenckie. (...) Wiem już, że manifestacje zostały obmyślone i zorganizowane przez grupę studentów, za którą stały ośrodki polityczne, złożone z ludzi dorosłych i stawiające sobie cele zakrojone szerzej. (...) Rząd komunistyczny w Polsce twierdzi, że manifestacje zorganizowane zostały przez syjonistów w partii. (...) Między innymi podawano wiadomość, że manifestacje zorganizowane zostały na ogół przez studentów pochodzenia żydowskiego, których ojcowie są dygnitarzami w partii komunistycznej [tu następuje lista nazwisk podana za paksowskimi „Kierunkami” - A.D.]. Rozgrywka w partii, która nastąpiła po manifestacjach, ma wyraźne zabarwienie antysyjonistyczne. Cały szereg Żydów został wydalony z partii komunistycznej oraz potracił posady dygnitarskie w aparacie rządowym, politycznym i kulturalnym”. 
I dalej: "To nie są Żydzi w sensie religijnym. To jest klika kosmopolityczna, związana jednak z żydostwem światowym, niezmiernie w Polsce wpływowa, a uczuciom patriotycznym polskim obca. Jej rządy w Polsce były niebezpieczne dla polskiej polityki, szkodliwe dla polskiej kultury i dokuczliwe dla polskiego zbiorowego życia (...), silnie zaprawione mściwością wobec polskiego społeczeństwa i w istocie nienawiścią do Polaków i polskości. (...) Jeśli w rozgrywce wewnątrzpartyjnej, jaka w Polsce po zaburzeniach studenckich się dokonała, wpływy tej kliki zostały zlikwidowane lub silnie zmniejszone, należy się z polskiego punktu widzenia z tego cieszyć. (...) Zobaczymy. Ale wcale bym się nie zdziwił, gdyby owocem tych manifestacji stało się lepsze zrozumienie przez rządzącą partię tego, że z uczuciami narodu i społeczeństwa i z jego instynktem patriotycznym, a więc także i z jego pragnieniem wolności trzeba się liczyć. Kto wie? Może właśnie wydarzenia te przyniosą nie zaostrzenie, ale złagodzenie systemu komunistycznego w Polsce: złagodzenie cenzury, większą tolerancję religijną, większą swobodę dla przejawów życia narodowego, jego kultury, jego religii, jego twórczości, jego dążeń politycznych. (...) Wcale nie mamy powodu uważać, że się koniecznie zmieniło na gorsze. Raczej wygląda na to - że chyba przeciwnie".

Generał z katolickiej szkoły 
Na lepsze zmieniło się również, gdy 13 grudnia 1981 r. gen. Jaruzelski wprowadził stan wojenny. "Zapewne nie spodoba się to niektórym moim czytelnikom - napisał Giertych w liście otwartym do społeczeństwa polskiego w 1982 r. - lecz oświadczam otwarcie, że uważam, że dobrze się stało, iż omawiany tu przewrót w dniu 13 grudnia nastąpił". Dobrze, że "znalazł się ktoś, kto umiał nagłym aktem woli przeszkodzić dojściu do skutku rewolucji, która wiodła Polskę pod każdym względem ku katastrofie. (...) Nie mogę się zgodzić z poglądem, że przewrót 13 grudnia był posunięciem politycznym sowieckim. Wszystko wskazuje na to, że było to posunięcie polskie". 
Giertych snuje rozważania o tym, że gen. Jaruzelski „do ukończenia 16 lat był uczniem dobrej, polskiej, katolickiej szkoły”. „Jedno jest pewne: że to jest zapewne polski patriota. (...) Więcej zaufania budzą we mnie rządy komunistów-generałów niż wszystkich Gierków, Gomułków i Bierutów, już nie mówiąc o Bermanach, a także o Michnikach i Kuroniach. A skoro sytuacja polityczna dzisiejsza, oparta o system umów jałtańskich, nie pozwala na obalenie rządów komunistycznych, wolę rządy »junty « generała Jaruzelskiego, nawet jeśli jest on prawowiernym komunistą (co zresztą wcale nie jest takie pewne), od rewolucji, której wodzami byliby polscy trockiści. Także i w Polsce już się odzywają głosy o potrzebie sojuszu »szabli i kropidła «. (...) Życzę generałowi Jaruzelskiemu, by umiał zawrzeć porozumienie z Kościołem. Życzę sternikom polskiego Kościoła, by wyzwolili się spod podszeptów prorewolucyjnych i promasońskich katolickiej lewicy modernistycznej i »niepokornej « i umieli wejść w rozumne porozumienie z tymi, co dziś w Polsce sprawują polityczną władzę”. 
Skąd życzliwość Giertycha dla gen. Jaruzelskiego? „Samorzutny, oddolny ruch, jakim była początkowo »Solidarność «, wyrażający uczucia i dążenia zarówno polskiej warstwy robotniczej, jak i całego polskiego narodu, z ducha katolicki i tradycyjnie polski, został wykolejony i poprowadzony na całkiem nowe tory przez mafię, która zdołała opanować jego aparat kierowniczy. Mafia ta wyrażała dążności lewicy laickiej, najzupełniej obcej katolicyzmowi i polskim tradycjom narodowym”. O co „KOR-owskiej mafii” chodziło? „By zdetronizować Kościół katolicki z jego wielkiej roli głównej, niezależnej siły w polskim narodzie. Sam KOR tego zrobić nie potrafił; był na to za słaby. Ale udało mu się metodą mafijną opanować »Solidarność «, wielką organizację ludzi zacnych, ale politycznie niedoświadczonych, naiwnych i tak tą organizacją zamanipulować, by stała się potężną dźwignią polityki obozu trockistowskiego. (...) W sposób wyraźny zarysował się w ostatnich latach sojusz KOR-u, czyli obozu trockistowskiego, z obozem piłsudczyków. I oto te dwa ugrupowania razem pchnęły Polskę ku rozwojowi wypadków, mającemu cechę katastrofy”.
Tak oto od katastrofy politycznej Polskę ocalił gen. Jaruzelski. Zaś od katastrofy duchowej i moralnej myśl polską ocalił Jędrzej Giertych.

Sojusznicy z PZPR 
- Sympatycy Giertycha w kraju, był np. taki dr Bogdanowicz z Zakopanego, zamówili nawet mszę św. w intencji gen. Jaruzelskiego - wspomina Wiesław Chrzanowski. 
- Ale dlaczego Giertychowi, skrajnemu narodowcowi, a więc - wydawałoby się - również skrajnemu antykomuniście, było po drodze z "czerwonymi"? - pytam Aleksandra Halla.
- To kwestia kilku elementów, przede wszystkim zdefiniowania wrogów - odpowiada. - Po pierwsze, wrogiem głównym była dla Giertycha tradycja powstańcza i on, z londyńskiej perspektywy, uważał opozycję za jej kolejne wcielenie. Po drugie, zawsze mistyfikował rolę tajnych organizacji, np. masonerii, którym przypisywał rolę spiritus movens wydarzeń. W opozycji widział zakulisowe manipulacje Niemców, masonów, również Żydów. Po trzecie, uważał najpewniej, że historia jest powtarzalna i myślał analogiami z rewolucją 1905 r. Dmowski, który był przeciwny tamtej rewolucji, uważał wówczas, że Polacy powinni umacniać swoje pozycje w ramach Królestwa Polskiego. Osobistej sympatii Giertych do komunistów nie miał, ale byli oni obiektywnym sojusznikiem w tłumieniu tego, co z jego punktu widzenia było najgorsze.
- Komunizm wyszedł już dawno z fazy bolszewickiej i stalinowskiej, kiedy to, z punktu widzenia Giertycha, był śmiertelnym zagrożeniem dla katolicyzmu i polskości - dopowiada Andrzej Friszke. - Jako zwykła dyktatura, której ideologia była martwa, przestał być, wedle tej logiki, groźny. Przeciwnie - mógł być i był dla kogoś myślącego tak jak Giertych kolejnym wcieleniem polityki prorosyjskiej. Z kolei wrogość Giertycha do opozycji demokratycznej była prostym przełożeniem jego przedwojennej wrogości do liberałów, socjalistów, Żydów, masonów, "Wiadomości Literackich", piłsudczyków, którzy wszyscy razem byli w jego wizji odwiecznym wcieleniem zgniłego, kosmopolitycznego Zachodu i których idee zagrażały katolicyzmowi i osłabiały poczucie tożsamości narodowej Polaków.

Jak za panowania Sasów i jak za rządów piłsudczyków, tak samo dziś Rzeczpospolitą oplatają niewidzialne macki masonów i innych ponurych sił - w nowych wcieleniach Klubu Bilderberg, Fundacji Batorego i rządu światowego. Z niewoli tej Polskę wyrwą jednak potomkowie Jędrzeja Giertycha - Maciej i Roman. 

Jędrzej Giertych, słynny ideolog przedwojennej endecji, a po wojnie dysydent z emigracyjnego Stronnictwa Narodowego, już po przełomie Października '56 doszedł do wniosku, że Polska na wygnaniu to nie Polska prawdziwa, a w każdym razie nie Polska realna. Polska realna to kraj, to w kraju toczy się walka o zachowanie "substancji narodu", przetrwanie, polską duszę i polską politykę.
- Wyciągał z tego przekonania daleko idące konsekwencje - mówi prof. Roman Wapiński, autor licznych prac o polskim obozie narodowym. - Zapewne dlatego w przełomowych momentach powojennej historii słał listy otwarte do społeczeństwa polskiego w kraju. A nawet więcej - wychowywał synów i wysyłał ich do kraju.
Maciej Giertych, syn Jędrzeja, rocznik 1936, jest dzisiaj posłem w polskim Sejmie. Barwy polityczne: Liga Polskich Rodzin.
Śladami ojca z SB w walce o polskość 
- Z Maciejem Giertychem zetknąłem się w latach 80. jako członek Społecznej Rady Prymasowskiej - opowiada Aleksander Hall. - Nie była to oczywiście żadna zażyłość. Miał wyrobiony pogląd o mnie - nie muszę dodawać, że negatywny - a ja o nim. W Radzie znaleźli się ludzie o różnej orientacji ideowej, wszyscy jednak sympatyzowali z podziemnym ruchem "Solidarności". Maciej Giertych zajmował diametralnie przeciwne stanowisko, w tym sensie zupełnie nie pasował do całej grupy. Wyczuwało się, że nie ma z nim żadnej komunikacji, żadnego zrozumienia. Szczególnie krytycznie oceniałem to, iż w 1986 r. wszedł w skład Rady Konsultacyjnej przy przewodniczącym Rady Państwa gen. Wojciechu Jaruzelskim, którą cała antykomunistyczna opozycja solidarnie bojkotowała.

Rada Prymasowska przygotowywała w połowie lat 80. projekt dokumentu "Poszanowanie światopoglądów w państwie i społeczeństwie". Mówił on m.in. o konieczności pluralizmu światopoglądów i wartości w państwie, o poszanowaniu dla różnych religii, o prawie do milczenia o swojej wierze lub niewierze, sprzeciwiał się stereotypowi Polaka-katolika. Projekt, ostatecznie nigdy nieprzyjęty, nie spodobał się dwóm osobom - kard. Glempowi i Maciejowi Giertychowi, który wystosował specjalne oświadczenie-protest.
Sprzeciwiał się m.in. neutralności światopoglądowej państwa, bo "jest to model wolnomularski", "obce wzory nie są nam potrzebne", zachodni liberalizm jest "materialistyczny, a do tego hedonistyczny", zaś "równość i neutralność wobec wszystkich jest nie do przyjęcia" m.in. dlatego, że "z innym szacunkiem odnosimy się do odważnego i tchórza, pracowitego i lenia, cnotliwej i ladacznicy". "Życie zbiorowe - pisał - zorganizowane musi być według jednej etyki i naszym zadaniem jest walczyć, by była to etyka katolicka. Na Zachodzie taką równość sobie wywalczono. Nam ona nie jest potrzebna".
Maciej Giertych sam dorastał na "hedonistycznym" Zachodzie, a to dzięki odwadze ojca, który tuż po wojnie wywiózł fortelem - jako obywatel francuski - żonę i dzieci z kraju. Uczył się w londyńskich szkołach - angielskiej i polskiej. Studiował leśnictwo w Oksfordzie, w Kanadzie doktoryzował się z fizjologii drzew. Do Polski przyjechał w 1962 r., osiadł w Kórniku pod Poznaniem, gdzie przez lata pracował w Instytucie Dendrologii.
Od zwalczanej przez swego ojca z emigracji "insurekcyjno-żydowskiej" opozycji - począwszy od Klubu Krzywego Koła, a skończywszy na KOR, Ruchu Młodej Polski, KPN i "Solidarności" - trzymał się z daleka. W wywiadach opowiada dzisiaj, że zajmował się w tamtym czasie kolportażem narodowej prasy emigracyjnej, spotykał się z przedwojennymi znajomymi ojca, przemycał książki i gazetki z Anglii, a w drugą stronę - przepisane przez siebie osobiście prace, m.in. Feliksa Konecznego (do kraju wracały jako książki - wydane przez Jędrzeja Giertycha). 
Podobno nie przyjęto go do wojska na zasadzie, że jak z Anglii, to pewnie szpieg. "Polityka" napisała, że w latach 70. "dziwił się, że SB nie przeszkadzała mu [przywozić do kraju m.in. antysemickich dzieł Konecznego - red.], zapominając, że ojciec i SB mieli tego samego wroga: KOR. SB proponowała mu nawet zawiezienie ojcu informacji kompromitujących brata Adama Michnika".
Działacz warszawskiego Klubu Inteligencji Katolickiej, obecnie redaktor "Gazety", Jan Cywiński wspomina taką oto scenkę: - W drugiej połowie lat 70. KIK zorganizował dyskusję o filmie Jerzego Kawalerowicza "Śmierć prezydenta" - o zamachu na Gabriela Narutowicza. Maciej Giertych głośno zaprotestował podczas niej przeciwko obarczaniu obozu narodowego współodpowiedzialnością za tę zbrodnię. Przekonywał, że Eligiusz Niewiadomski, zabójca prezydenta, działał w pojedynkę i że nie wolno zamachu łączyć z obozem Romana Dmowskiego - bo żadne śledztwo żadnych spiskowych powiązań nie wykazało.

Ten rozwodnik Piłsudski 
Tak jak ojciec Maciej Giertych z namiętnością oddawał się misji zwalczania legendy Piłsudskiego. W latach 70. prowadził w tej sprawie polemiczną korespondencję z Andrzejem Micewskim, publicystą katolickim. Chodziło o prawo Piłsudskiego do katolickiego pochówku i złożenia jego prochów w katedrze na Wawelu, obok monarchów I RP.
Poszło o recenzję książki ks. Józefa Warszawskiego, jaką Micewski zamieścił w "Tygodniku Powszechnym" w sierpniu 1978. Teza książki była mniej więcej taka: odpis aktu rekonwersji Piłsudskiego z luteranizmu na katolicyzm powstał prawdopodobnie w wyniku machlojek wiernych Marszałkowi oficerów i przy pomocy księdza Korniłowicza po to, by umożliwić katolicki pochówek na Wawelu. Oburzenie Micewskiego: jak można rozgrzebywać po tylu latach kwestię o znaczeniu pozaziemskim? "Smutna, zawstydzająca sprawa" - brzmiał tytuł recenzji.
W obronie ks. Warszawskiego Giertych napisał list do "Tygodnika Powszechnego", którego ten jednak nie opublikował. "Ks. Korniłowicz świadomie w tym uczestniczył, mistyfikując sprawę przytomności Marszałka w chwili, gdy udzielano mu warunkowo ostatnich sakramentów - pisał Giertych w liście opublikowanym później w jednej z jego broszur. - Co się naprawdę działo w duszy Piłsudskiego, nie naszą rzeczą jest sądzić, ale ziemskie czyny Marszałka i twórców jego legendy należą do historii, a próby ich naświetlania zasługują na szacunek. Nie uda się ich zbyć moralizatorską pogardą".
Micewski odpowiedział Giertychowi prywatnym listem: „Zawsze reprezentowałem pogląd, że tak Piłsudski, jak i Dmowski przyczynili się do odbudowy niepodległości Polski, i nie widzę sensu umniejszać jednego z nich, aby wywyższać drugiego. (...) Czy warto ciągnąć spór, którego fakty i tak nie rozstrzygną, bo są nie do odtworzenia, a Pan Bóg już i tak go rozstrzygnął? I czy Piłsudski jest teraz dla Polski najgroźniejszy? Mógł Pan ostatnio w »Trybunie Ludu « przeczytać, że piłsudczycy i endecy to tacy sami faszyści (...)”.
A Giertych (w kolejnym liście) swoje: "Nie Piłsudski jest dla Polski dziś groźny, ale jego ideologia rewolucyjna, powstańcza, antyrosyjska i proniemiecka, spiskowa i filomasońska, autokratyzm i areligijność. Czy można z tym wszystkim przestać walczyć?"
Również w III RP Giertych nie daje za wygraną. W obszernej broszurze "Dmowski czy Piłsudski" (1995) lustruje życie religijne Marszałka, jego małżeństwa, konwersje, sakramenty... - bo "sprawa, o której pisał ks. Warszawski, stała się znowu aktualna. Postacie historyczne mają to do siebie, że żyją w legendzie i są używane do bieżących celów politycznych. Kult Marszałka Piłsudskiego w sposób wyraźny się odradza. Stawiane są pomniki, ulice nazywane jego imieniem (...). Kult ten jest w sposób niegodziwy nadużywany. (...) Publicznych Mszy św. nie wolno odprawiać np. za samobójców. Podobnie nie wolno odprawiać ich za niekatolików, a tym bardziej za odstępców od katolicyzmu. (...) Ponieważ Piłsudski odstąpił od katolicyzmu, przyjmując wyznanie ewangelicko-augsburskie 24 V 1899 r., by poślubić rozwódkę, Marię z Koplewskich Juszkiewiczową, uprawnienie do pogrzebu katolickiego na Wawelu i do odprawiania za niego publicznych Mszy św. opiera się na rzekomym akcie rekonwersji i rzekomym przyjęciu Ostatnich Sakramentów od katolickiego kapłana. Na tym opierał się Watykan, dając zgodę na katolicki pochówek". Jak dowodzi Giertych - powtarzając za księdzem Warszawskim - akt rekonwersji sfałszowano po śmierci Piłsudskiego, zaś Ostatnich Sakramentów Marszałek przytomnie nie przyjął. O powrocie Piłsudskiego na łono Kościoła w 1916 r. na froncie wołyńskim świadczyli (wedle Giertycha - fałszywie) generałowie Kazimierz Sosnkowski i Bolesław Wieniawa-Długoszowski. Również katolicki ślub Piłsudskiego z Aleksandrą Szczerbińską w 1921 r. nie jest dla strażnika katolickich procedur żadnym dowodem.
A po co o tym wszystkim przypominać w połowie lat 90.? - pyta Giertych. I odpowiada: "Dziś Piłsudskiego przypomina się głównie w celu wzmocnienia nastrojów antyrosyjskich, które on symbolizuje. Czy jest sens, by Kościół katolicki angażował się w propagowanie tych nastrojów?".

Kto rządzi światem? 
Z Rosją walczyć nie należy, jakakolwiek by ona była - to myśl, która przewijała się zarówno w pismach Jędrzeja Giertycha, jak i w publicystyce jego syna Macieja. 
Na progu wolnej Polski, latem 1990 r., Maciej Giertych rusofil staje się jednodniowym bohaterem wielkiej włoskiej gazety "La Stampa". "Nie powinniśmy nigdy zapominać - mówi włoskiej reporterce - że największe zagrożenie dla nas zawsze przychodziło z Niemiec, toteż jest w interesie Warszawy, by pozostać w sprzężeniu z Moskwą, nie opuszczać Paktu Warszawskiego ani RWPG, zwalczać ruch litewski niepodległościowy i odmawiać przystąpienia do Wspólnoty Europejskiej; do tego tygla w stylu amerykańskim, który pragnie zniszczyć Polskę swoim kapitalizmem bezosobowym, kosmopolitycznym, cudzoziemskim. Natomiast w naszym interesie jest Wspólny Dom Gorbaczowa, bo w nim nikt nie zrezygnuje z własnej suwerenności i dlatego że ZSRR będzie dobrze włączony do Europy". W rozmowie z "La Stampą" Giertych wyraża podziw dla gen. Jaruzelskiego i ma nadzieję na długie jego panowanie. 
W 1991 r. kandyduje - bez powodzenia - do Sejmu. Wydaje "Opokę w Kraju", kontynuację dzieła ojca, w której dzieli się swoimi przemyśleniami na tematy wszelkie. Swoje artykuły z "Opoki" zbiera w kolejnych tomach pod wspólnym tytułem "Nie przemogą! Antykościół, antypolonizm, masoneria". Publikuje tam m.in. listy polskich masonów, tabelki i wykresy, w których klasyfikuje stopnie patriotyzmu i internacjonalizmu, prawicowości i lewicowości partii politycznych i poszczególnych polityków. W największym skrócie: troską Macieja Giertycha i całej jego publicystyki jest - by użyć jego własnych słów - "niezależność polityki polskiej od sił niepolskich".
Do tych ostatnich należy rząd światowy, a jest nim de facto tzw. Klub Bilderberg - czyli grono najbardziej wpływowych osobistości światowej polityki i biznesu. „Kto należy do Klubu Bilderberg, należy do rządu światowego. W tym supertajnym gronie spotykają się raz do roku ci, co decydują o najważniejszych sprawach całego świata, oczywiście poza jakąkolwiek kontrolą społeczną”. W rządzie światowym zasiadają np.: Bill Clinton, Zbigniew Brzeziński, Andrzej Olechowski i „George Soros, węgierski Żyd, właściciel Fundacji Batorego”. Dowody na to, że Klub Bilderberg kręci polskim rządem? Proszę bardzo: „Gdy premier Pawlak - pisze Giertych - wyraził pretensje do Olechowskiego [wówczas, w 1994 r., szefa MSZ - A.D.], że interweniował w Biurze Ochrony Rządu, broniąc poskramianych natrętnych amerykańskich dziennikarzy w czasie wizyty Clintona w Warszawie, Olechowski powiedział: »Czy premier na mnie nakrzyczał? Ależ skąd, ja jestem większy «”.
Maciej Giertych troska się: „Kto i kiedy zadeklaruje sprzeciw wobec tych inicjatyw na rzecz podporządkowania świata jednolitej władzy? Może warto przypomnieć, że uniwersalistyczne zapędy cesarzy niemieckich zatrzymał opór Polan, którzy woleli przyjąć chrzest z pominięciem Cesarstwa i udowodnili, że można być wiernym Kościołowi bez uległości cesarzowi. Mongołowie dalej jak do Legnicy nie dotarli. Ekspansję Ottomanów zatrzymał Sobieski. Pochód bolszewików na Europę zatrzymał Cud nad Wisłą. Hitlerowi pierwsi Polacy stawili opór. Jarzmo socjalizmu pierwsi zrzucili Polacy. To prawda, że klęska pod Legnicą główne korzyści przyniosła Niemcom, że Odsiecz Wiedeńska ratowała Austrię, że Bitwa Warszawska uratowała całą Europę, że »Solidarność « wprowadziła NRD do RFN, UE i NATO. Tak już jest, że ten, co stawia czoła imperializmowi, nie zawsze sam z tego korzysta. Ale ktoś to zrobić musi. Wierzę, że Polska stanie na czele walczących o wolność od rządu światowego”.
Przestróg Giertycha jednak nie słuchano. W 1991 r. nie wybrano go do Sejmu, a w 1993 r. przegrał wybory do Senatu. W 1995 r. chciał się ubiegać o prezydenturę kraju, ale nie udało mu się zebrać stu tysięcy podpisów, żeby zarejestrować kandydaturę. Pięć lat później, razem z Bohdanem Porębą (reżyserem filmowym, 20 lat wcześniej twórcą Zjednoczenia Patriotycznego "Grunwald", faszyzującej przybudówki PZPR) wspierał kampanię prezydencką gen. Tadeusza Wileckiego. 
Od Boga, nie od małpy 

Broń Lucyfera 
Być może na politykę czynną nie starczyło Maciejowi Giertychowi energii, gdyż najwięcej spalał jej przez lata na polu bitwy z Karolem Darwinem. 
W 1987 r. na łamach wydawanego przez oo. franciszkanów "Rycerza Niepokalanej" ogłosił serię artykułów poświęconych książce australijskiego autora J.W.G. Johnsona "The Crumbling Theory of Evolution". Ów autor pisze w niej m.in.: "Teoria ewolucji Darwina dała Lucyferowi doskonałą broń, za pomocą której może on potrząsać podstawami chrześcijaństwa". 
Z wynalazkiem Lucyfera walczy wespół z Australijczykiem prof. Giertych. Teoria ewolucji jest bowiem - jak twierdzi - "teorią błędną, nie do pogodzenia z wiedzą przyrodniczą, sprzeczną z wynikami badań empirycznych". "Konsekwencje akceptacji teorii ewolucji są z wielu względów destrukcyjne" - "zanikają różnice między człowiekiem a zwierzęciem"; "darwinizm usprawiedliwia bezpardonową walkę o byt w sferze ekonomii (kapitalizm) oraz wspiera założenia marksistowskiej walki klas"; "akceptacja poligenizmu (wielu Adamów) narusza Teologię Grzechu Pierworodnego. Z grzechu osobowego staje się on grzechem społecznym. Tracą sens Chrzest, Odkupienie, Niepokalane Poczęcie itd.". 
Publikacje Giertycha, podparte tytułem profesora, wzbudziły zaniepokojenie prof. Andrzeja Paszewskiego z Instytutu Biochemii i Biofizyki PAN. "Rycerz Niepokalanej" odmówił Paszewskiemu opublikowania polemiki z Giertychem, ukazała się ona w miesięczniku "Więź". 
- Giertych jest klasycznym przedstawicielem kreacjonizmu naiwnego - wyjaśnia mi prof. Paszewski. - On broni dosłownego przyjmowania Księgi Rodzaju. Potrafi głosić, że Arka Noego miała wyporność 14 tys. ton i że była największym statkiem zbudowanym w dziejach ludzkości. Nawet przyjmując tak absurdalne założenie, Arka nie byłaby w stanie pomieścić wszystkich gatunków zwierząt (znamy 35 tys. samych kręgowców!). Gdy pytam - opowiada Paszewski - jak Noe sprawił, że wilki nie pozagryzały owieczek, Giertych odpowiada na to: "A nie słyszał pan o hibernacji?". Gdy pytam, co z chorobami, wirusami, czy Pan Bóg stworzył też wirus HIV i czy Noe był chory na AIDS, Giertych odpowiada: "A nie słyszał pan o chorobach utajonych?". Z Giertychem nie da się dyskutować, żadne argumenty nie trafiają. Jego pogląd na temat teorii ewolucji ma taką samą wartość jak pogląd o płaskości Ziemi. 

Paranaukowa patologia 
Gdy w 1990 r. książkę Johnsona opublikowało po polsku katolickie wydawnictwo Michalineum (ze wstępem Giertycha), katoliccy naukowcy i duchowni - ks. prof. Michał Heller i bp Józef Życiński z Papieskiej Akademii Teologicznej oraz ks. prof. Szczepan Ślaga z ATK i ks. Józef Turek z KUL - wystosowali list otwarty do bp. Alfonsa Nossola, przewodniczącego Rady Naukowej Episkopatu Polski: 
„Sztuczne stwarzanie pozornych konfliktów [między myślą chrześcijańską i naukami przyrodniczymi - A.D.] - napisali - może mieć (...) nieobliczalne konsekwencje, prowadząc do oskarżeń Kościoła o wrogi nauce antyintelektualizm. Z niepokojem zauważamy zmierzające w tym kierunku działania, podejmowane przez ultrakonserwatywnych fundamentalistów, którzy używają etykiety katolicyzmu do propagowania prywatnej wizji chrześcijaństwa, bazującej na paranaukowej patologii. (...) Propagowana przez prof. Giertycha krytyka Darwinowskiej teorii ewolucji pozostaje w jaskrawej sprzeczności z poglądami, których sto lat wcześniej bronił z pozycji myśli katolickiej kard. John H. Newman. Współcześnie poglądy te przypomniał Jan Paweł II, pisząc w okolicznościowym liście z racji 300. rocznicy wydania »Pryncypiów « Newtona o konieczności rozwoju współpracy między naukami przyrodniczymi a teologią chrześcijańską”. Poglądów prof. Giertycha nie można przemilczeć, gdy przedstawia się je „jako wyraz katolickiej doktryny, wywołując tym samym ośmieszenie stanowiska chrześcijańskiego u niezorientowanych czytelników. (...) Jeśli 5000 wydanych egzemplarzy książki Johnsona trafi do rąk niezorientowanych odbiorców, w tym także katechetów, może to prowadzić do dezinformacji identyfikującej myśl chrześcijańską z naiwną wersją fundamentalizmu obcego rodzimej tradycji intelektualnej”. 
Innym razem poglądy Giertycha na temat teorii ewolucji bp Życiński nazwał próbą "skonstruowania perpetuum mobile". Zarzucał mu, że "wikła Kościół w absurdalne konflikty z nauką współczesną", "ignoruje oficjalne nauczanie Kościoła" oraz "zasady stanowiące podstawowe przesłanie obecnego pontyfikatu". W opinii bp. Życińskiego "prywatna postać religii" Giertycha "pozostaje bliska ujęciom fundamentalizmu głoszonym w USA np. przez baptystów z Południa", zaś odczytywanie przezeń Pisma Świętego jest "bliższe nauczaniu świadków Jehowy niż doktrynie katolickiej".
Giertych nie pozostał dłużny biskupowi: "To, że krytyka ewolucji, z pozycji przyrodniczych, zaczyna docierać do powszechnej świadomości, musi denerwować każdego, kto swój dorobek filozoficzny oparł na założeniu, że ewolucja jest faktem. Krytyka ewolucji nie jest zakazana przez Kościół! (...) To, że wyniki badań przyrodniczych wpływają na teologię, świadczy jedynie o nieszczególnej kondycji współczesnej teologii. W wystąpieniu bpa Życińskiego z przykrością odnotowuję też nieuczciwość".
List księży naukowców Giertych określił w odpowiedzi opublikowanej na łamach "Tygodnika Powszechnego" jako "pseudointelektualny bełkot", w którym "zamiast bronić prawdy, bronią dorobku swego życia zbudowanego na wierze w ewolucję".
Pod prąd hierarchii Maciej Giertych potrafi zresztą iść w bardzo różnych sprawach. Był jednym z pierwszych, którzy - choć niepublicznie - domagali się odejścia metropolity poznańskiego abp. Paetza oskarżonego o molestowanie seksualne młodych kleryków - i to jeszcze w czasie, gdy hierarchia kościelna nie wiedziała, jak się z tym skandalem uporać.
Ten straszny duch Soboru 

"W obliczu zamachu na Kościół" 
Na bój z posoborowym Kościołem, który powołuje się na teorię Darwina, dialoguje z Żydami i likwiduje łacińską liturgię, wiele lat przed Maciejem Giertychem pierwszy wyruszył jego ojciec Jędrzej. 
- Jędrzej Giertych nigdy nie pogodził się z niektórymi reformami Soboru Watykańskiego II - mówi Wiesław Chrzanowski. - Do końca swoich dni klękał, przyjmując komunię świętą, nawet gdy z powodu wieku sprawiało mu to trudność. 
- Religia u Jędrzeja Giertycha to nie była tylko religia - komentuje historyk Andrzej Friszke. - Katolicyzm był w jego myśleniu ramą, w której mieści się i kultura, i tożsamość narodowa. Rama musiała być zatem mocna, bardzo mocna. Wszystko, co osłabiało jej spoiwa, było przeto złe. Myślę, że głównie dlatego reformy kościelne, które niósł Sobór, zasługiwały w jego rozumowaniu na odrzucenie i potępienie.
„W owej trosce o »miłość bliźniego « - pisał Jędrzej Giertych w książce „W obliczu zamachu na Kościół” (1969) poświęconej reformom Soboru Watykańskiego II - przejawia się nieraz dążenie nie tylko do zaspokojenia rzeczywistych potrzeb bliźniego, np. do usunięcia jego niedostatku, ale także do przesadnego litowania się nad jego słabością, do pójścia na rękę jego wygodzie”. Stąd np. pobłażliwość dla takich grzechów jak rozwody czy niedozwolone metody antykoncepcyjne. Z chęci przesadnego „dopasowania Kościoła do pojęć i wyobrażeń »dzisiejszego świata « oraz z chęci wysunięcia sprawy »miłości bliźniego « rozumianej jako troska o doczesne potrzeby i pragnienia ludzkości na pierwsze miejsce w obowiązkach chrześcijańskich zrodziło się psychologiczne podłoże wśród licznych rzesz katolików w obecnej epoce, sprzyjające narodzeniu się skłonności do buntu przeciwko temu wszystkiemu, co się składa na tradycyjny światopogląd katolicki i na tradycyjny porządek życia katolickiego”. 
Bunt ten był, oczywiście, zorganizowany przez siły wrogie Kościołowi, a podchwycony przez „owych słabych, ambitnych ludzi w samych szeregach Kościoła”. Jędrzej Giertych zapewnia nas, że Vaticanum II „zajmie w historii miejsce zapewne równe Soborowi Trydenckiemu”, ale pisze też: „Trzeba rozróżniać między uchwałami i postanowieniami Soboru a tak zwanym potocznie »duchem Soboru «, to znaczy oparem propagandy, jaką obrady Soboru otoczono. Cały świat jest pełen gadaniny na temat »ducha Soboru «. Duch Soboru wymaga »unowocześnienia « Kościoła, to znaczy między innymi usunięcia takich przestarzałych pojęć i uprzedzeń, jak kult Matki Boskiej, kult świętych, celibat duchowieństwa i zakaz antykoncepcji. Duch Soboru wymaga »miłości « i »pojednania «, to znaczy uznania, że wszystkie religie są jednakowo dobre i jednakowo prawdziwe. Oczywiście, tak pojęty »duch Soboru « nie ma nic wspólnego z samym Soborem i jest tylko produktem wichrzycielskiej propagandy”. 
"Czy Jędrzej Giertych jest heretykiem?" 
Gdy Maciej Giertych pojedynkował się w sprawie teorii ewolucji z bp. Życińskim, szedł szlakiem wytyczonym przez swego ojca, który kilka lat wcześniej kruszył kopie z abp. Henrykiem Muszyńskim. Powód - abp Muszyński pisał w "Tygodniku Powszechnym" - a był rok 1988 - o wielkim znaczeniu religii żydowskiej dla zrozumienia korzeni chrześcijaństwa: "Coraz pełniejsze poznanie judaizmu jest równoznaczne z poznaniem własnych duchowych korzeni religii chrześcijańskiej, i to nie tylko w znaczeniu historycznym, ale i w znaczeniu żywego dziedzictwa trwającego w religii Mojżeszowej. Odcięcie się od tego dziedzictwa oznacza istotne zubożenie i osłabienie dynamizmu religii chrześcijańskiej".
Jędrzej Giertych: „Wypowiedź powyższa jest wyraźnym sformułowaniem światopoglądu heretyckiego. Nowy Testament wyrasta jak młode pędy oliwki ze Starego Testamentu, ale bynajmniej nie z »żywego dziedzictwa trwającego dzisiaj w religii Mojżeszowej «, tzn. z Talmudu i Kabały. (...) Talmud i Kabała są antychrześcijańskie i próba wprowadzania ich »dziedzictwa « do chrześcijaństwa jest odejściem od chrześcijaństwa. (...) Poczucie wyższości nie jest poczuciem nas, katolików, jako ludzi, ale tylko świadomością, że katolicyzm jest religią prawdziwą”.
Giertychowi odpowiedział ks. prof. Waldemar Chrostowski: "Prawdziwość wiary katolickiej jest przez Giertycha objaśniania w kategoriach płytkiego triumfalizmu, przekreślającego jakikolwiek ekumenizm i międzyreligijny dialog. Autor wykazuje zupełną ignorancję albo uporczywe lekceważenie dokumentów Vaticanum II". 
Z odsieczą Giertychowi ruszył ks. Janusz L. Majewski. Napisał broszurę "Czy Jędrzej Giertych jest heretykiem?" (1988). W konkluzji stwierdzał, że "chrystocentryzm i judeocentryzm to są dwie zupełnie różne i przeciwstawne religie, między którymi nie ma i być nie może żadnego dialogu, żadnej syntezy, żadnej wspólnoty, żadnego ekumenizmu".
Język tej broszury sprzed lat brzmi zaskakująco znajomo. Przypomina język zupełnie współczesnej rozgłośni radiowej, która promowała jeszcze nie tak dawno Romana Giertycha, wnuka Jędrzeja, syna Macieja, jako nowego lidera "prawdziwie katolickiego" i "prawdziwie polskiego" obozu - wolnego od wpływów żydostwa, masonerii, ekumenistów i Klubu Bilderberg. Na obóz ten głosował w ostatnich wyborach do Sejmu co dziesiąty biorący w nich udział Polak. 

Lot orlęcia po władzę 
Jak Roman Giertych na wywiad się umówił 
- Piszę opowieść - mówię przez telefon do posła Romana Giertycha - o trzech pokoleniach Giertychów: o Panu, Pańskim ojcu i dziadku.
- A dlaczego nie o pradziadku? 
- Zapewne nasze spotkanie poszerzy moją wiedzę. Może zdecyduję się zacząć od pradziadka...
- Muszę się zastanowić. Niech pan zadzwoni za dwa dni. 
(po dwóch dniach) 
- Dobrze, niech pan przyjdzie jutro do Sejmu.
(w Sejmie, w pokoju klubowym LPR) - Byłem umówiony z panem Romanem Giertychem - mówię od progu, widząc siedzącego przy stole Romana Giertycha i trzech jego kolegów. 
- Nie ma go, nie widzi pan? - informuje mnie... Roman Giertych. 
- Ale... to pana szukam, byliśmy umówieni - mówię nieśmiało, speszony nowym doświadczeniem. 
- Nie mam czasu - odpowiada stanowczo poseł Roman Giertych i odwraca się.

Poseł i polemista
W wywiadach Roman Giertych powtarza, że ukształtowały go książki dziadka; że narodowcy nigdy nie mieli nic wspólnego z faszyzmem; że nie chce mieć nic wspólnego z "wariatami" w rodzaju Bolesława Tejkowskiego czy "świrami" z Narodowego Odrodzenia Polski. Albo że mógłby żyć wygodnie z pracy adwokata i że to pragnienie służenia Polsce popchnęło go do polityki.
- Nie można mu odmówić jednego: nie jest oszustem i jest autentyczny - uważa Piotr Wierzbicki, który formację skupioną wokół o. Rydzyka lubi nazywać "moskiewskim stronnictwem na prawicy". Ale młodego Giertycha docenia. - Nie jest chamem i nie jest populistą. Wydaje się, że wierzy w to, co głosi, czego nie da się powiedzieć o wielu, którzy weszli do Ligi Polskich Rodzin, bo zwietrzyli okazję zrobienia kariery na ludzkiej ciemnocie. Giertych nie odbiega na niekorzyść od norm polskiej klasy politycznej.
Na tle LPR i wielu posłów z innych klubów Roman Giertych błyszczy kompetencją. Do debat w Sejmie i w telewizji zawsze przygotowany. Nie krzyczy, nie ubliża. Kiedyś w sejmowej komisji chciał pomóc zwolennikom wejścia Polski do UE poprawnie zredagować tekst projektu ustawy (jest jednym z niewielu dziś posłów prawników). Potrafi błyskotliwie dociąć, jak np. polskiemu MSZ w sprawie kampanii promującej nowe polskie logo z biało-czerwonym latawcem w tle. „Otóż aprobata ministerstwa dla tego znaku świadczy o tym, że urzędnicy polskiego MSZ nie znają języka angielskiego. Przecież »puszczanie latawców «, po angielsku kite-flying, oznacza między innymi wypisywanie czeków bez pokrycia lub praktyki defraudacyjne”. Potrafi inteligentnie wykręcić się od niewygodnego pytania, jak np. w niedawnym wywiadzie dla „Życia”:
Pytanie: "Jednak Papież wyraził nadzieję, że Polska znajdzie dla siebie odpowiednie miejsce w strukturach Wspólnoty Europejskiej...
Roman Giertych: No właśnie, Wspólnoty Europejskiej, a nie Unii. Gdyby Ojciec Święty chciał powiedzieć o Unii Europejskiej, toby powiedział. Nie można przecież twierdzić, że gdy mówił o Polsce i rodzinie, to chodziło o Ligę Polskich Rodzin".
Demagogicznie, ale inteligentnie i z wdziękiem.
Czasami Giertych traci wdzięk i przeistacza się w lepperoida.
"Profesor Wiesław Chrzanowski twierdzi, że z tradycji patriotycznych Liga wzięła tylko radykalizm" - powiedziała w rozmowie z Romanem Giertychem dziennikarka "Super Expressu".
Giertych: "Profesor Chrzanowski? Niech mi Pani przypomni, czy to jest ten działacz ZChN-u, który był senatorem?".
Tuż po wyborczym sukcesie LPR prof. Chrzanowski krytykował na łamach "Gazety" "nacjonalizm pogański", w którym "naród traktowany jest jak bóstwo". "Z tego wyrastają absurdalne teorie, np. o narodzie panów, z tego bierze się pogarda dla innych". Mówił też, że "za takim radykalizmem i tak pojmowanym nacjonalizmem kryją się tendencje autorytarne. To dzielenie ludzi na wyżej i niżej stojących".

Potomni będą dumni 
Roman Giertych dorastał w latach 80. Gdy jego rówieśnicy kolportowali podziemne gazetki "Solidarności" i bili się na manifestacjach z zomowcami, on - jak sam opowiada - zakładał Młodzież Wszechpolską. Mówi, że już przed 1989 r. należało do niej 2,5 tys. młodych ludzi, którzy przygotowywali się na tajnych kursach i obozach do przyszłej pracy dla Polski. Kto, gdzie, kiedy - to tajemnica. Wszystko - jak opowiada w wywiadach - szło według planu opisanego w jego książkach "Kontrrewolucja młodych" i "Lot orła".
Giertych opisuje kolejne etapy formowania się duchowego, a następnie szkolenia kadr, uświadamiania ludzi i organizowania wielkiego ruchu narodowego, który w przyszłości przejmie władzę - oczywiście nie dla siebie, tylko dla narodu. Od członków ruchu wymaga się tu wiary w Boga, udziału w spowiedzi, mszy świętej, rekolekcjach. W programie Giertycha nie ma miejsca na przypadek, wszystko jest zaplanowane w najdrobniejszych szczegółach. Np. "Jedną z ważnych ról sieci kolportażowej jest propagowanie informacji ustnych. Informacjami tymi mogą być przemilczane przez mass media fakty, interpretacja zdarzeń, ujawnienie kulisów, a nawet anegdota i żart. Oczywiście wszystkie te informacje muszą mieć użyteczność społeczną lub polityczną".
A gdy już ruch narodowy zdobędzie władzę... "W oparciu o kompetencje Rady Ministrów należy rozpocząć radykalny proces odrodzenia państwa. Przede wszystkim należałoby powstrzymać proces kształtowania przez organy państwa i środki społeczne postaw materialistycznych". Potem przyjdzie czas na reformy gospodarcze i "dostosowanie prawa do etyki". "Ufam, że gdy przyłożymy się do pracy i plany nasze zrealizujemy, to te przyszłe pokolenia wspominać nas będą z dumą jako tych, którzy zastali Polskę czerwoną, a zostawili czystą, spokojną i dostatnią".
Żeby przyszłe pokolenia wspominały go z dumą, Roman Giertych organizuje marsze przeciwko wejściu Polski do Unii Europejskiej oraz wygłasza w tej sprawie płomienne mowy w Sejmie, radiu i telewizji.
Z wywiadu dla radiowej "Trójki": "W jednym organizmie europejskim mają być właśnie wyrównane różnice w bogactwie - polemizuje z Romanem Giertychem Krzysztof Skowroński.
Giertych: Adolf Hitler też mówił o jedności Europy.
Skowroński: Byłoby bardziej fair, gdyby się pan powołał na Jana Pawła II".

Na każdy temat 
Roman Giertych ma stanowcze poglądy. Jego książki są kopalnią przemyśleń na tematy wszelkie. Garść przykładów.
"Napoleon, gdy przebywał już w niewoli na Wyspie Świętej Heleny, zrozumiał przyczynę swojej klęski i twierdził, że jego błędem było nieodbudowanie Wielkiej Polski".
"Doświadczenie historyczne mówi nam, że tylko nierówność przynosi ze sobą powodzenie gospodarcze. Wyczucie etyki natomiast mówi nam, że nierówność jest sprawiedliwością". 
"Żona w domu może stworzyć prawdziwy dom dla mężczyzny. Wszyscy mężczyźni za takim domem tęsknią. Wracając z pracy zawodowej, kobieta najczęściej jest zmęczona i rozdrażniona, nie zawsze jest więc w stanie stworzyć ciepło tak potrzebne dla prawdziwego życia rodzinnego. Mężczyzna, wracając z pracy, też o wiele lepiej będzie traktował rodzinę, która jest prawdziwym domowym ogniskiem. (...) Żadne gadanie o wyzwoleniu kobiet, postępie itd. nie może zaprzeczyć faktom. Rodzina nie jest dla kobiety niewolą, ale jej najszczytniejszym zadaniem i misją. To kobieta, wychowując dzieci, tworzy przyszłe społeczeństwo. Nie ma nic bardziej wzniosłego. O niewoli kobiet w rodzinie gada garstka frustratek, zrzeszonych w różnych ruchach feministycznych, które najczęściej wyładowują swoją agresję, wywołaną tym, że im życie rodzinne się nie powiodło".
"W Stanach Zjednoczonych Ameryki Północnej mieści się (...) centrala organizacji przygotowujących zjednoczenie świata. Koncepcje globalizmu i nowego porządku światowego mają swoje korzenie w masonerii francuskiej i angielskiej, ale obecnie centra kierownicze tych projektów mieszczą się w USA".
„Uchwała Parlamentu Europejskiego popierająca »model rodziny homoseksualnej «, działania dyplomatów europejskich na forum konferencji w Kairze i Pekinie skierowane na rozprzestrzenianie zabijania dzieci nienarodzonych, wskazują jednoznacznie, że moralność w UE jest już tylko sloganem, a zboczenia uzyskują coraz większą popularność”.
"Tolerancja jest to cecha, która Polaków zawsze charakteryzowała".
"Mit [NATO i sojuszu z Ameryką - A.D.] prysł, gdy pierwsze bomby NATO spadły na Belgrad. Staliśmy się nagle uczestnikami wojny niechcianej, nielegalnej i niesprawiedliwej. (...) Mocarstwo - Stany Zjednoczone, które ją prowadziło, prowadziło ją w imieniu Niemiec, które najwięcej na tej wojnie zyskały".
"Istnieją dwa poglądy co do źródeł tego braku suwerenności [Polski]. Jedni uważają, że źródłem tym są agenci powiązani z dawnym KGB, którzy realizują politykę rosyjską. Drudzy uważają (ja do nich się zaliczam), że prawdziwym ograniczeniem naszej wolności są agenci KGB sprzedani wywiadom zachodnim oraz ludzie (dysydenci z PZPR w roku 1968), którzy za pieniądze rządów zachodnich uprawiają od dwudziestu lat politykę w Polsce. (...) Otóż w tym aspekcie wydaje mi się oczywiste, że łatwiej uda się odzyskać suwerenność ruchowi politycznemu, który będzie reprezentował opcję polityki zagranicznej prowadzonej w oparciu o partnerski sojusz z Rosją".
"Komunizm upadł. Tak ogłosili nam ci, którzy doszli do władzy w czerwcu 1989 roku. Sami, wywodząc się z partii komunistycznej, nie zauważyli, że nie ma nic bardziej błędnego. Komunizm trwa bowiem nadal, zarówno w organach państwa, jak i w świadomości społecznej. Bo na dobrą sprawę co się zmieniło? Jedynie to, że skończyła się dominacja sowiecka. Socjalizm jednak istnieje nadal, tylko zakamuflowany".

"Duch Narodu w dużej mierze zależy od mediów kształtujących tego ducha. (...) Ogólnie można powiedzieć, że zdecydowana większość mediów znajduje się w rękach sił przeciwnych prawdziwym interesom Polski. Duża część polskojęzycznych mediów znajduje się wprost w niemieckich lub we francuskich rękach. Inna część jest zdominowana przez zwolenników libertynizmu moralnego i kosmopolityzmu politycznego".

"Można być Polakiem, nie wierząc w Boga, ale nie można być Polakiem, zwalczając Kościół. Może właśnie tu leży odpowiedź, dlaczego w Polsce tak źle się dzieje. Ci, którzy nami rządzą, walczą z Kościołem i stopniowo przestają być Polakami".

Pragmatyzm i woda sodowa

Fragmenty rozmowy z Arturem Zawiszą, posłem Prawa i Sprawiedliwości, niegdyś działaczem ZChN i młodzieżowych organizacji katolickich, kiedyś dobrym znajomym Romana Giertycha.

Artur Zawisza: - Ani dziadek, ani ojciec nie osiągnęli nigdy takiego pułapu politycznego jak Romek. Dziadek był ideologiem w latach 30., ojciec nie miał warunków do uprawiania polityki. To, co robił, nie wykraczało poza krąg hobbystów. Romek jest faktycznym liderem frakcji sejmowej, pełno go w mediach, wygrał rywalizację o przywództwo z Antonim Macierewiczem. W dużej mierze to sytuacja sprawiła, że politycznie zaistniał - rozpad AWS i poparcie Radia Maryja dla LPR... 

Ale chyba nie wziął się znikąd? 

- Oczywiście, że nie. Działał wedle maksymy: "Na przypadek trzeba być gotowym" - a on był nań gotowy. To jego wielki plus. Przez lata przygotowywał się do "przypadku", organizował Młodzież Wszechpolską, której media nie zauważały. A ona istniała i w sprzyjających okolicznościach te setki ludzi, którym przewodził, stały się jego zapleczem organizacyjnym, miał kim zrobić np. kampanię.

Jak wygląda na tle LPR?

- Romek wyrasta ponad średnią swojego środowiska politycznego, ale pod tym względem nie jest wyjątkowy - każdy przywódca jest ponad średnią swoich szeregów. Zachwyty dziennikarzy nad nim biorą się stąd, że oczekiwano bandy dzikusów, hunwejbinów z brudem za paznokciami, a tu w Lidze Polskich Rodzin pojawia się ktoś taki jak Romek - wykształcony, umiejący myśleć abstrakcyjnie, czasem dowcipny. Myślę, że m.in. z powodu tych zachwytów dostał zawrotu głowy. 

W czym się przejawia ten "zawrót"? 

- Prędko stał się gwiazdą Sejmu, telewizji, prasy i uznał, że oto znalazł się w miejscu, które zaplanowała dla niego historia. Wobec przyjaznych sobie środowisk, które zwracały się do niego o wsparcie i współpracę, zaczął zachowywać się lekceważąco. W samym LPR zachowuje się bezceremonialnie wobec takich ludzi, jak Anna Sobecka, Jan Łopuszański czy Gabriel Janowski. Ojciec Rydzyk zaczął się z jego powodu odcinać od Ligi ("ta partia z Polską w nazwie") i powoływał się na Platona, mówiąc, że 30-latkowie nie powinni brać się do polityki.

Roman Giertych potrafił też chyba powiedzieć coś w rodzaju, że nie interesuje go partia Kościoła? 

- Dokładnie. Romkowi smycz Radia Maryja nie odpowiada. Jego ojciec mówił wielokrotnie, że trzeba sprzyjać katolicyzmowi, ale politycznie działać na własny rachunek, nie na konto Kościoła. Stronnictwo Narodowe miało za złe ZChN, że to "partyjka kościelno-parafialna".

O czym to świadczy? 

- Że Romek jest w gruncie rzeczy hiperpragmatykiem. Łopuszański to nawiedzony mistyk, Macierewicz - radykalny rewolucjonista, a Romka nie interesuje ani jedno, ani drugie. Jego interesuje racjonalna polityka narodowa i partia narodowa o szerokim zasięgu społecznym, a nie stronnictwo katolickie. I ma z tym realny kłopot, bo przecież LPR to ZChN do kwadratu, tymczasem jemu chodzi o coś innego. Dlatego np. w wyborach samorządowych sięga po takich ludzi jak płk Chwastek - kandydat na prezydenta Szczecina - czy Jacek Kurski - kandydat na prezydenta Gdańska. Romek jest w gruncie rzeczy daleki od różańcowego LPR wyrosłego z Radia Maryja. Niech pan zauważy, że on i inni przywódcy Ligi wjechali do niej na wrotkach z boku. Romek nie zaczynał kariery od kółka różańcowego Radia Maryja. Przyszedł z zewnątrz, miał własne zaplecze. 

Na czym miałaby polegać ta "racjonalna polityka narodowa"? 

- Każdy kraj ma swoją specyfikę, ale myślę, że z nim jest trochę tak jak z nacjonalistami w Turcji, którzy są wyznawcami islamu, ale zarazem są w konflikcie z islamskimi partiami stricte religijnymi; czy tak jak z Likudem w Izraelu, który uważa religię za istotny składnik życia społecznego, ale w wielu sprawach pozostaje w sporze z partiami ortodoksów. Chęć odseparowania się od Kościoła to jeszcze jeden dowód na pragmatyzm Romka - on wie, że Kościołem nikogo nowego do siebie nie przekona, a może tylko wiele stracić. Woli szukać nowych środowisk i pól do zagospodarowania - stąd pomysły z Chwastkiem czy Kurskim.

Jest człowiekiem idei? 

- Na ile niektóre pomysły zgłasza serio, a na ile traktuje je instrumentalnie, trudno mi ocenić. Kiedyś powiedział w Sejmie: Unia Europejska - nie, ale sojusz z USA - tak. Jego dziadek pewnie przewracał się w grobie, kiedy wnuk mówił ciepło o tej strasznej, masońskiej, plutokratycznej i zepsutej Ameryce, którą rządzi pieniądz. 

Ale i on sam przy innych okazjach bardzo źle pisał o USA... 

- Gdyby myślał o zjednoczeniu prawicy, powinien stawiać na sojusz z Prawem i Sprawiedliwością. Ale jemu zależy na poszerzaniu bazy społecznej LPR, a nie na jedności prawicy.

Ma sojuszników w innych partiach? 

- Gdyby myślał o zjednoczeniu prawicy, powinien stawiać na sojusz z Prawem i Sprawiedliwością. Ale jemu zależy na poszerzaniu bazy społecznej LPR, a nie na jedności prawicy.

Giertychizm paneuropejski 

Jakim cudem formacja taka jak LPR, mająca w szeregach dwóch Giertychów, posługująca się językiem bliskim językowi nacjonalizmu z lat 30. i Kościoła sprzed Soboru Watykańskiego II, odniosła sukces w czasach demokracji, wolnego rynku, globalizacji, kultury przesiąkniętej duchem wolności? - pytam socjologa Pawła Śpiewaka.

Skrót odpowiedzi: 

1. Bo dotychczasowa prawica zużyła się i w jej miejscu pojawiło się miejsce dla partii protestu. Taką formacją jest Liga Polskich Rodzin, która stwarza wrażenie, że jej ludzie nie byli uwikłani we władzę (a byli - np. Antoni Macierewicz) i nie są skompromitowani. Ten sam mechanizm zadziałał przy okazji sukcesu Samoobrony. Inne nurty prawicy mają kłopot z tożsamością i nie mają interesującej oferty ideowej. A Liga mówi jasnymi, zrozumiałymi pojęciami.

2. Bo ideologia Ligi jest - mimo wszystko - bardziej rozmyta niż ideologia endecji z lat 30. Są w niej oczywiście analogie w słowach-kluczach: "masoni", "kosmopolici", "nie-Polacy", ale jednak retoryka LPR nie jest tak agresywna jak endecji przed wojną; w zasadzie nie kwestionuje - przynajmniej otwarcie - porządku demokratycznego. 

3. Bo Liga łączy wątki socjalne (opieka państwa nad słabszymi) z frazeologią narodową. Głosi organiczną wizję świata - każdy człowiek i każda sprawa mają swoje miejsce. W świecie ostrej konkurencji taka wizja przemawia do ludzi zagubionych. Paradoksalnie, Liga ze swoją socjalną retoryką zajęła częściowo miejsce takiej partii jak Unia Pracy.

4. Bo broni tradycji obyczajowej w świecie postrzeganym przez wielu ludzi jako "zepsuty". Wielu ludzi nie akceptuje świata, w którym wszechobecna jest seksualność, zagrożona tradycyjna rodzina - mówię to bez ironii. Dla takich ludzi Liga ze swoim tradycjonalizmem jest przekonująca.

5. Bo kwestia tożsamości narodowej w obliczu wejścia do Unii Europejskiej jest prawdziwym problemem. Liga korzysta z pewnego rodzaju zakłamania czy tabu, jakie zagościły w polskiej debacie na temat UE. Istotnie - po wejściu do Unii Polska utraci część suwerenności, tylko że owa "racja" Ligi nie ma wartości, jest pusta. 

6. Bo wchodząc do UE, Polska, jak każdy kraj członkowski, będzie musiała scedować część decyzji na niewidoczne dla przeciętnych ludzi instytucje ponadnarodowe. Paradoksalnie, nacjonaliści z Ligi będą występować - i już to robią - jako obrońcy demokracji przed niewidzialnymi, niedemokratycznymi, biurokratycznymi mechanizmami podejmowania decyzji. Tę tendencję widać w całej Europie - we Francji Le Pen ma 18 proc. poparcia, w Austrii Haider - ok. 20. Jeśli LPR ma ok. 10 proc. poparcia, to znaczy, że Polska mieści się w europejskiej normie. Mamy do czynienia z paneuropejskim ruchem powrotu do tradycjonalistycznych i nacjonalistycznych ideologii, które wychodzą naprzeciw autentycznym potrzebom: bezpieczeństwu pracy i rodziny, wychowaniu w duchu tradycyjnej moralności i religijności.

Polityka i genetyka 

W zakończeniu programowej książeczki "Lot orła" Roman Giertych napisał: "Musimy jedynie uwierzyć w swoje siły. Być może, że obecnie już jesteśmy wolni, że łańcuch przykuwający do skały pękł. Że leżymy w błocie ziemi, a moglibyśmy wzlecieć ku niebu. Być może, że również dziś wystarczy jedynie jeszcze raz podnieść skrzydła i potężnie wzbić się w górę...".

Zapowiada zwycięstwo nurtu narodowego w wyborach za cztery lata. Już-już podnosi skrzydła i wzlatuje ku niebu...

Dziesięć lat po śmierci zapomnianego ideologa endecji Jędrzeja Giertycha jego idee wzbiły się w górę i przeżywają swój największy od lat 30. triumf. Zyskały prawo obywatelstwa i wkroczyły na salony polskiej polityki. Jego potomkowie - syn i wnuk - zasiadają dziś w Sejmie. Ich poglądy ani na jotę nie różnią się od poglądów założyciela politycznego rodu. Z jedną różnicą: w książkach Jędrzeja Giertycha i publicystyce jego syna Macieja roi się od czyhających na Polskę Żydów; Roman Giertych odpuścił. W jego wypowiedziach i tekstach nie ma otwarcie antyżydowskich sloganów. Za to frakcyjnym potyczkom oddaje się z pasją dziadka. Jędrzej Giertych wojował w Stronnictwie Narodowym z Tadeuszem Bieleckim (ale przegrał). Roman Giertych toczy w LPR boje z Antonim Macierewiczem (i inaczej niż dziadek to on jest górą).

W wywiadzie dla "Gazety" prof. Chrzanowski powiedział kiedyś, że Maciej i Roman Giertychowie trafili do Ligi Polskich Rodzin "z przyczyn, nazwijmy to, rodzinno-genetycznych". Podobnie zresztą wyraził się w jednej z wypowiedzi prasowych sam Maciej Giertych: Giertychowie to rodzina, która "z pokolenia na pokolenia tkwi w jednym nurcie", "to sposób myślenia, który jest dziedziczny".

Tak oto kórnicki dendrolog sam uzyskał niepodważalne i ostateczne potwierdzenie słuszności swych racji w sporze z Karolem Darwinem i abp. Józefem Życińskim: trzy pokolenia Giertychów są empirycznym dowodem na to, że ewolucja naprawdę, ale to naprawdę nie istnieje.
źródło: www.gazeta.pl - Artur Domosławski

 artykuł z tego cyklu: ORLEN- artykuł z tego cyklu: ORLENGATE  - WYKOPAĆ GRUSZKĘ?GATE  - WYKOPAĆ GRUSZKĘ?
 KANDYDACI NA PREZYDENTURĘ W POLSCE NA 2005R.
w stałym opracowaniu i uzupełnianiu...
CO BĘDZIE Z TĄ POLSKĄ POD ŻYDOWSKĄ WŁADZĄ?  PISMO DO KOFI ANANA SEKRETARZA GENERALNEGO ORGANIZACJI NARODÓW ZJEDNOCZONYCH (ONZ) - SKARGA KOMITETU NARODOWEGO POLSKI
Dla kogo elitarne stowarzyszenie "ORDYNACKA"???
KIM NAPRAWDĘ JEST PREZYDENT R.P.???? ALEKSANDER KWAŚNIEWSKI, CZY MOŻE STOLZMAN???
NIEZNANE FAKTY Z ŻYCIA KWAŚNIEWSKIEGO - KOLEJNA AFERA SLD?
"CZY JOLANTA KWAŚNIEWSKA  MA SZANSE  ZOSTAĆ PREZYDENTEM RZECZPOSPOLITEJ???"
czy fundacje "piorą pieniądze?" , zostały tylko wspomnienia J. Kwaśniewskiej
"Bóg Honor Ojczyzna" - krzyż narodu polskiego? - Judaizm, czyli "Jak rozpoznać Żyda".
10 kłamstw Aleksandra Kwaśniewskiego??? - a co na to Unia Europejska ? - podaj dalej...

TAJNE - JAWNE TAJEMNICE PAŃSTWOWE?
Raport o działalności pułkownika Władimira Ałganowa z KGB w sprawach:
Prezydenta RP Aleksandra Kwaśniewskiego, Premiera Józefa Oleksego i Leszka Millera, szefa MSWiA oraz Ministra Spraw Zagranicznych Włodzimierza Cimoszewicza, Ministra Skarbu Wiesława Kaczmarka, oraz biznesmena Jana Kulczyka.
TYLKO ŻEBRZĄCE "PRUSKIE POWIERNICTWO" ??? , czy kolejny “Drang nach Osten"???
witryna OBYWATELSKIE NIEPOSŁUSZEŃSTWO  i dodatkowo:

 WIELKIE BRANIE  ,    fakty o korupcji  , KORUPCJA ,  korupcja - uzasadnienie "wpadki parlamentarzystów", 
Kto może zostać politykiemco kryje przywilej immunitetu? odszkodowania - Sąd Najwyższy,
dowCIPY spod §... i wiele innych... 

tym samym dochodzimy do setna sprawy, czyli  "Raportu o stanie sądownictwa polskiego", ale to tylko dla osób myślących, a więc nie dla prawników...
...jasne, że terror rodzi terror, tak więc z uwagi na typowo stalinowskie prześladowanie  mojej osoby i prowadzonej działalności publicystycznej, moim celem jest obnażenie impotencji organów władzy...
POLECANE WITRYNY PATRIOTÓW POLSKICH http://www.polonica.net I http://www.ojczyzna.pl 

WWW.AFERY.PRX.PL  
- WYDAWNICTWO NIEZALEŻNE REDAGOWANE PRZEZ ZDZISŁAWA RACZKOWSKIEGO.
Dziękuję za przysłane opinie i informacje. 
    uwagi i wnioski proszę wysyłać na adres: afery@prx.pl

WSZYSTKICH SĘDZIÓW INFORMUJĘ ŻE PROWADZENIE STRON PUBLICYSTYCZNYCH
JEST W ZGODZIE z  Art. 54 KONSTYTUCJI RZECZYPOSPOLITEJ POLSKIEJ 
1 - Każdemu zapewnia się wolność wyrażania swoich poglądów oraz pozyskiwania i rozpowszechniania informacji. 
2 - Cenzura prewencyjna środków społecznego przekazu oraz koncesjonowanie prasy są zakazane.
ponadto Art. 31.3
Ograniczenia w zakresie korzystania z konstytucyjnych wolności i praw mogą być ustanawiane tylko w ustawie i tylko wtedy, gdy są konieczne w demokratycznym państwie dla jego bezpieczeństwa lub porządku publicznego, bądź dla ochrony środowiska, zdrowia i moralności publicznej, albo wolności i praw innych osób. Ograniczenia te nie mogą naruszać istoty wolności i praw.