ALEKSANDER KWAŚNIEWSKI, CZY MOŻE STOLZMAN???
KIM NAPRAWDĘ JEST PREZYDENT R.P.???? 
NIEZNANE FAKTY Z ŻYCIA KWAŚNIEWSKIEGO - KOLEJNA AFERA SLD?

Publikacje oparto na materiałach otrzymanych z USA od Pana Andrzeja Lobrowa i dokumentach dostępnych w sieci.

Jak przebiegała kariera zawodowa Aleksandra Kwaśniewskiego orientacyjnie opisano i udokumentowano ponad dwa lata temu w artykule "CZY JOLANTA KWAŚNIEWSKA MA SZANSE  ZOSTAĆ PREZYDENTEM RZECZPOSPOLITEJ???" , a wtedy naprawdę miała szanse i poparcie prawie 70%... dzisiaj już nie, ale...? podobno nic nie wiadomo...
Był to bez wątpienia jeden z pierwszych oficjalnych artykułów krytykujących "pierwszą damę". Czołowe miejsce wiarygodnego polityka, tak latami pracochłonnie realizowane przez jego zaplecze polityczne stracił też Aleksander. Bez wątpienia osiągnął szczyt, teraz więc czas spadać z piedestału... Świadczy o tym też lista gości prezydenta na urodziny w 2002r - była imponująca, podobnie jak sama impreza. Jednak jego 50-lecie w 2004r było już o wiele skromniejsze, ukrywane gdzieś w pałacyku w Wiśle, a goście wyjątkowo dobrani. 
Prawdę ukrytą przez A. Kwaśniewskiego przed narodem polskim ujawnia Leszek Bubel w książce pt.”Polski Holocaust”(wydanej w 2002 r. przez Goldpol w Warszawie), zawierającej w tytule pytanie: czy Kwaśniewski to Stoltzman? Z pracy tej dowiadujemy się o zbrodniczej przeszłości ojca urzędującego prezydenta Zdzisława Kwaśniewskiego. 
Książkę tę powinni przeczytać Polacy, aby zrozumieć lęk i ucieczkę A. Kwaśniewskiego od przeszłości, którą wyraża też jego hasło wyborcze: ”Porzućmy przeszłość, wybierzmy przyszłość”. 
Głównym efektem działań Kwaśniewskiego, podobnie jak i starej partyjnej kliki, z przyczyn wiadomych i oczywistych, jest apelowanie o zakończenie wszelkich rozliczeń PRL-owskiej przeszłości i wyznaczenie  granicznej linii, która ma uniemożliwić rozliczanie zbrodniarzy i aferzystów partyjnych za przemoc na polskim narodzie. Jasne, że każdy przestępca i złodziej tak by też sobie życzył... 
Kwaśniewski, podobnie jak wszyscy Żydzi i liczni politycy SLD rosyjskiego wychowania, stanowi typ człowieka gruntownie uodpornionego na takie pojęcia, jak polskość, polski patriotyzm, poczucie polskiego interesu narodowego. 
Czy można im to podarować? Czy mają żyć w dostatku kosztem wegetacji większości społeczeństwa? O tym powinien wypowiedzieć się cały naród w drodze referendum. 
Nie może tak być, żeby władza dla ukrycia swoich matactw sama ustalała paragraf uniewinniający ją... 

NIE NASZ PREZYDENT??
Kim był więc Zdzisław Kwaśniewski? 
Z zeznań świadków zdarzeń jasno wynika, że ojciec prezydenta- Izaak Stoltzman vel Zdzisław Kwaśniewski, był Żydem rosyjskim w stopniu pułkownika NKWD.

W roku 1978 A. Kwaśniewski był już kierownikiem Wydziału Kultury ZG SZSP. Żeni się z Jolantą Konty - pochodzenia żydowskiego, córką płk. Kontego - oficera Informacji Wojskowej, podejrzanego o zbrodniczą działalność w wojsku w okresie stalinowskim. Przenosi się do Warszawy, gdzie poza kolejnością otrzymuje mieszkanie. Już nie stara się skończyć studiów na Uniwersytecie Gdańskim. Niewątpliwą przyczyną tej decyzji jest skierowanie go przez KC PZPR na roczne studia do Moskwy (1979/1980), na wydział międzynarodowego dziennikarstwa w Państwowym Instytucie Stosunków Międzynarodowych przy MSZ, który kończy z sukcesem uzyskując dyplom Nr 1792 z dnia 20 czerwca 1980 r. (patrz poniżej). A. Kwaśniewski nie ujawnił tego faktu wówczas, kiedy zarzucono mu nie posiadanie dyplomu ukończenia Uniwersytetu Gdańskiego. 
Na wspomnianym dyplomie (patrz poniżej) uzyskuje następujące oceny: * historia Komunistycznej Partii Związku Radzieckiego - celująco; * komunizm naukowy - celująco; * ateizm naukowy - celująco; * ekonomia polityczna - celująco; * stosunki międzynarodowe - dobry; * ekonomia radziecka - celująco; * prawo radzieckie - celująco; * logika - dobry; * podstawy dziennikarstwa - dostateczny; 
Uczelnię tę [ MGIMO] uważano za wylęgarnię światowej sowieckiej agentury. 





Otóż przez wszystkie lata komunistycznej dominacji w Europie Wschodniej, w tej specyficznej szkole kształcone były wyselekcjonowane (według ideologicznego i politycznego klucza) - nie tylko przyszłe kadry dyplomatyczne i dziennikarskie dla bieżących potrzeb partii komunistycznych i reżimów w tych państwach, ale także agenturalne ekspozytury za granicą, występujące pod szyldem "dyplomatów", bądź "korespondentów" zagranicznych agencji rządowych tych państw oraz ich partyjnych gazet i czasopism. 
Nauka w tym na wpół tajnym instytucie, będącym w istocie prawdziwą socjalistyczną wylęgarnią szpiegów, trwała w zależności od specjalności od 5 do 6 lat. Krócej tylko studia podyplomowe. W uczelni tej wykładali m.in. wyżsi funkcjonariusze GRU i KGB, jak np. J. Primakow - były szef KGB, a później premier Rosji.

Jasne, że te informacje wywołany burze, zwłaszcza wśród patriotów - emigrantów polskich w Stanach Zjednoczonych, ponieważ te informacje były tam opublikowane kilka lat wcześniej. Swoją opinię w liście do prezydenta amerykańskiego Georga W. Busha wyraził m. in. Pan Andrzej S. Lobrow. Jego list wysłany interwencyjnie do prezydenta Busha publikujemy w wersji polskiej, a poniżej w angielskiej.

lobrow_busch.s1.gif (29590 bytes) lobrow_busch.s2.gif (36586 bytes) lobrow_busch.s3.gif (14641 bytes)
lobrow_busch.ans1.gif (36173 bytes) lobrow_busch.ans2.gif (24559 bytes)


DWA SPOJRZENIA 

W tygodniku "Gwiazda Polarna" Nr.7 Vol.88 Sobota, 17 lutego 1996 roku, na pierwszej stronie, ukazał się obszerny artykuł Andrzeja Krajewskiego pt. "Dziecko Ziem Odzyskanych" na temat Aleksandra Kwasniewskiego. W trzy tygodnie później, w tej samej gazecie, Nr.10, Sobota 9 marzec 1996, w dziale "LISTY OD CZYTELNIKOW" Jan Krawiec wyraził swoje uczucia po przeczytaniu tegoż artykułu. Artykuł zatytułowany jest "Towarzysz Stolzman".

DZIECKO ZIEM ODZYSKANYCH.
Autor: Andrzej Krajewski. 

W swoim inauguracyjnym przemówieniu, 23 grudnia 1995 roku nowy polski prezydent, Aleksander Kwaśniewski przedstawił się jako dziecko Ziem Odzyskanych. Rzeczywiście urodził się 15 listopada 1954 roku i mieszkał do czasu wstąpienia na Uniwersytet Gdański w 1973 roku w Białogardzie na Pomorzu Zachodnim, na ziemiach przyznanych Polsce w Jalcie, kosztem Niemiec na zachodzie, jako rekompensata za stracone na wschodzie na rzecz Związku Radzieckiego.(...) Mieszkańcy Białogardu mówią o prezydencie wyłącznie dobrze. Nawet grupa tak szczególna jak Sybiracy, deklaruje na koniec półgodzinnej, nieco chaotycznej rozmowy: "My na niego nie głosowaliśmy, ale złego nic nie powiemy", choć komuś wymyka się w gniewie: "Ten, co na Kwaśniewskiego głosował, to na Syberie powinien znów jechać". Za to rodzinę Kwaśniewskich wszyscy, z którymi rozmawiam, znają doskonale. Ojciec prezydenta, Zdzisław Kwaśniewski, chirurg, kierownik przychodni kolejowej, zmarł w 1990 roku. Pomagał ludziom - słyszę od Sybiraków. - Bardzo cenił wykształcenie, cieszył się z każdej piątki dzieci, w pracy chwalił się doktoratem córki. - przypomina sobie pracujący z nim dawniej lekarz. Matka prezydenta, pani Aleksandra Kwaśniewska, z zawodu pielęgniarka, dopiero po śmierci męża zaczęła się szerzej udzielać, przyjmować gości, włączać w życie parafii św. Jadwigi. Proboszcz Wilk mówi o niej z widoczna sympatia i podziwem: - Była jednoosobowa instytucja charytatywna, pomagała ludziom, a swoje problemy zdrowotne ukrywała. Inni wspominają, że rozdawała zapomogi, sama się zapożyczając, płaciła rachunki telefoniczne za rozmowy prowadzone z jej mieszkania przez sąsiadów. Zmarła nagle, już w trakcie kampanii wyborczej syna, we wrześniu. Aleksander Kwaśniewski był na mszy świętej, odprawianej za nią w kościele przy Placu Wolności, a pochowana została tak jak mąż, w Warszawie. Zdaniem proboszcza Wilka, dom Kwaśniewskich był zamknięty : młody Olek, tak samo jak jego siostra Małgosia, byli świadomie izolowani przez ojca... Nie wolno im było mięć za wielu kolegów. To ojciec dbał, aby w domu niczego nie brakowało, organizował cale jego życie. Olek i jego siostra Małgosia, mieli przede wszystkim uczyć się. Aż tak, ze na dodatkowe lekcje łaciny chodził do profesora Komarczewskiego. Czy ojciec marzył dla Olka o karierze lekarza? We wspomnieniach szkolnych kolegów młody Kwaśniewski okazuje się jednak sportowcem i humanista. Z przedmiotów ścisłych szło mu gorzej, zdarzało się zarobić nawet dwoje, szczególnie z matematyki. Ale potrafił lawirować. W tym był mistrzem - mówi tygodnikowi "Poznaniak" koleżanka z klasy prezydenta, Teresa Chrenowska. Potwierdza to dzisiejszy białogardzki lekarz: Był koleżeński, ale jednocześnie lubił się wyróżniać. Na koniec rozmowy redaktor Sałapatek pyta mnie wyraźnie podniecony: - A pan wie, ze on już raz był prezydentem? Jak to gdzie? W domu! Oni tam przecież własną republikę Kwaśniewskich mieli! Oleńka mi to wszystko opowiadała, ale teraz po jej śmierci, nie wypada pisać, zresztą Olek prosił, abym dal spokój... Rewelacje redaktora Sałapatka potwierdza relacja z rozmowy z matka prezydenta w książce Agaty Chroscickiej Kwaśniewski jestem : Pani Aleksandra przypomina sobie, ze Olek od dziecka miał zadatki na polityka. Jest nawet takie zdjęcie, na którym ma 9 lat i udaje, że składa prezydencka przysięgę. I właściwie to był wtedy prezydentem, bo rodzina Kwaśniewskich miała własne państwo i nawet hymn. Oczywiście najważniejszy w tym państwie był Olek, a dopiero potem pozostali obywatele. 

Historie z życia - czyli Olo zawsze na wierzchu?
W trakcie studiów na Uniwersytecie Gdańskim (1973-77) A. Kwaśniewski wstępuje do Socjalistycznego Związku Studentów Polskich. Intensywna działalność nie pozostawia już mu czasu na obronę pracy magisterskiej. W 1977 r. wstępuje do PZPR, nie z powodu sytuacji rodzinnej czy konieczności życiowej, ale dla zrobienia kariery. W 1981 r. z polecenia nomenklatury partyjnej zostaje mianowany redaktorem naczelnym tygodnika "ITD". W roku następnym bierze udział w pracach komisji weryfikacyjnej i czynnie przyczynia się do wyrzucenia z pracy niezależnie myślących dziennikarzy.
Pracuje w radach Rakowskiego i Messnera - początki kariery na najwyższych urzędach państwowych, zajmując ministerialne stanowiska, uzyskane bez żadnej weryfikacji demokratycznej.
W 1989 r. przegrywa wybory do Senatu w woj. koszalińskim. 
W ostatnich dniach urzędowania, już w roku 1990, "jednym podpisem" umarza pożyczki na zawrotne w tym czasie kwoty kilkuset milionów złotych dla komunistycznych organizacji młodzieżowych takich jak ZSMP czy ZSP. 
Trzy miesiące wcześniej, na ostatnim zjeździe PZPR (pierwszym SdRP) zostaje wybrany szefem. 
Aleksander Kwaśniewski pozostaje wierny stalinowskim tradycjom i głosuje za przedawnieniem zbrodni PRL-u.
Pomimo tego w latach 90. zapewniał: Nigdy nie byłem komunistą! 
Wejście do PZPR Kwaśniewski tłumaczył tym, że pociągała go atmosfera partii, która się chciała reformować. Ciekawe tłumaczenie ze strony osoby, która weszła do PZPR, kierowanej przez Gierka i Jaroszewicza, w 1977 roku, w okresie skrajnej stagnacji, po brutalnym rozbiciu protestujących robotników z Radomia i Ursusa, osławionych "ścieżkach zdrowia" etc. 
Olek od wczesnej młodości umiał stawiać na to, co przyspieszało karierę. Już w gimnazjum jako 17-1etni chłopak ochoczo wysławiał Związek Sowiecki jako wzór dla Polski. W kronikach jego szkoły odnotowano w 1971 roku: Odbyły się w naszej szkole uroczystości poświęcone 54 rocznicy Wielkiego Października. Uroczystość tę zaszczycili swą obecnością pedagodzy radzieccy. Wydarzenia tamtych chwalebnych dni przypomniał kolega Kwaśniewski, który zwrócił jednocześnie uwagę na zasługi ZSRR w rozwoju socjalizmu polskiego. (cyt za Gazetą Wyborczą z 23 listopada 1995 r.). 

W dość szczególny sposób tłumaczył swoje opowiedzenie się za lewicą: Mój ojciec od rana słuchał "Wolnej Europy". Moje lewicowe poglądy ukształtowały się pod wpływem niedobrej prymitywnej propagandy "Wolnej Europy". Jej jednostronność tak mnie denerwowała, że pchało mnie to w stronę lewicy. Kwaśniewskiego denerwowała "niedobra, prymitywna propaganda RWE", ale jak widać pociągała go łukaszewiczowsko-gierkowska propaganda lat 70., nie mówiąc o propagandzie sowieckiej z doby późnego Breżniewa. Szybko robił karierę aparatczyka. W 1977 roku był już wiceprzewodniczącym Zarządu Wojewódzkiego SZSP i wstąpił do PZPR-u. W 1978 roku był już kierownikiem Wydziału Kultury ZG SZSP. Ożenił się z Jolantą Konty i przeniósł do Warszawy, gdzie natychmiast dostał mieszkanie. Już nie starał się ukończyć studiów i napisać żmudną pracę magisterską - miał przecież moskiewski dyplom, dla niego i kariery ważniejszy. Teraz liczyło się maksymalne wykorzystanie dobrych układów. Znający dobrze Kwaśniewskiego od 1981 roku Piotr Gadzinowski wspominał: Umiejętność sitwiarstwa była istotną cechą prezesa i Kwaśniewski ją niewątpliwie posiada. (Cyt. za Agatą Chróścicką: Kwaśniewski jestem..., Kraków 1995, s. 24, 37 ) 

Jesienią 1981 r. Kwaśniewski został redaktorem naczelnym "itd". Po czasowym zamknięciu pisma w okresie stanu wojennego od stycmia 1982 r. rozpoczyna gorączkowe starania u różnych bonzów partyjnych o jego uruchomienie. Z tego czasu i z pierwszych miesięcy po wznowieniu pisma zanotowano wiele przykładów nagminnej skłonności Kwaśniewskiego do rozmijania się z prawdą. Opisała je Agata Chróścicka: Czekając na odwieszenie "itd" wszędzie mówił, że jest bezrobotny i uskarżał się, że nie ma pieniędzy, podczas gdy - jak twierdzą jego koledzy redakcyjni - przez cały czas zawieszenia "itd" brał pensję redaktora naczelnego. Uczestniczył w komisji weryfikacyjnej dziennikarzy, jak wspominała choćby Lidia Ostałowska, ale później twierdził, że nie brał żadnego udziału w weryfikacjach dziennikarzy. Chociaż lubił podkreślać, jak ważne były dla niego starania o dziennikarzy, których namówił do współpracy z "itd" podczas weryfikacji nie upominał się o swoich współpracowników. Co więcej - kiedy niektórzy z negatywnie weryfikowanych dziennikarzy wygrywali sprawy w Sądzie Pracy, nie przyjmował ich z powrotem do redakcji. (A. Chróścicka, op. cit., s. 34)

Tego typu postawa, a zwłaszcza wzajemne wsparcie społeczeństwa żydowskiego sprzyjała jego przyspieszonej karierze. W 1984 roku został redaktorem naczelnym Sztandaru Mlodych, w 1985 r. ministrem w rządzie Messnera, później ministrem w rządzie Rakowskiego, przez którego był ogromnie faworyzowany. W 1989 roku przy "okrągłym stole" był już jednym z czołowych przedstawicieli strony partyjno-rządowej, startował w wyborach czerwcowych do Senatu z województwa koszalińskiego, ponosząc porażkę w starciu z nikomu nie znaną organistką z listy "Solidamości" z Koszalina. Zaprzyjaźniony już wtedy z Kwaśniewskim Żyd Michnik dworował sobie w rozmowie z nim 8 czerwca 1989 r. mówiąc: Olek, taką ka-ampanię zrobiłem ci w Gdańsku, i dałeś du-upy. "Różowi" na czele z Kuroniem i Michnikiem nie zapominają o Kwaśniewskim, widząc w nim godnego maksymalnego popierania i nagłaśniania "Europejczyka", który bardzo może się im przydać w przyszłości w starciach z narodową prawicą. Kwaśniewski utrzymał urząd przewodniczącego Komitetu Młodzieży i Kultury Fizycznej w randze ministra. Zarówno w 1989 roku, jak i w 1990 jako przewodniczący SdRP Kwaśniewski korzystał z bardzo wydatnego poparcia nagłaśniającego ze strony Michnika i jego Gazety Wyborczej. Rozmiary tego poparcia i współdziałania Kwaśniewskiego z "różowymi" z "udecji" (ogromne zaangażowanie Kwaśniewskiego na rzecz utrzymania przez Żyda Geremka przewodnictwa komisji zagranicznej w Sejmie) dawały wiele do myślenia. Podobnie jak konsekwentne występowanie Kwaśniewskiego przeciwko rzecznikom obrony patriotyzmu i polskości, jego ataki na "hurrapatriotyczne emocje" i "polonocentryzm", a równocześnie skrajnie filosemickie stanowisko, ogromna spolegliwość wobec różnych postulatów strony żydowskiej. 

Wolność od pracy magisterskiej, czyli jak oszukiwać obywateli.
W informatorze z II kadencji Sejmu o Kwaśniewskim podawano wykształcenie wyższe; mgr ekomomii. Sam Kwaśniewski 16 października 1995 r. publicznie skłamał mówiąc w wywiadzie dla radiowej Trójki, że obronił pracę magisterską na Uniwersytecie Gdańskim i ma wyższe wykształcenie (według Rzeczypospolitej z 11 grudnia 1995 r.). Tymczasem 16 listopada 1995 r., na trzy dni przed II turą wyborów, B. Synak, prorektor Uniwersytetu Gdańskiego oświadczył, że Aleksander Kwaśniewski został skreślony 5 października 1978 r. z listy studentów wydziału Ekonomiki i Transportu UG. 24 października to samo potwierdził rektor UG prof Z. Grzonka, mówiąc, że A. Kwaśniewski ani nie skończył studiów na UG, ani nie jest absolwentem uczelni, ani magistrem. Nie przeszkodziło to Kwaśniewskiemu kolejny raz skłamać w wywiadzie dla Frankfurter Rundschau z 24 listopada, iż skończył studia na wydziale Handlu Zagranicznego, a odmienne stwierdzenie rektora UG w tej sprawie nazwał "manewrem wyborczym". Dopiero 2 grudnia 1995 r. Kwaśniewski już jako prezydent-elekt przyznał na łamach Polityki, że nie zrobił magisterium. Dał jednak przy tym skrajnie groteskowe wyjaśnienie całej sprawy. Zapytany, dlaczego przystępując do walki o takiej wadze nie postarał się o to, by mieć wszystkie papiery w porządku, wykazać więcej dbałości choćby w wypełnianiu ankiet. Kwaśniewski odpowiedział: (..) Uważam, że jako osoba, która zdała wszystkie egzaminy, mam ukończone studia wyższe. Mam jednak poczucie pewnego grzechu - otóż żałuję, że toku studiów nie zamknąłem formalnie magisterium. Co to było? Swego rodzaju nonszalancja, poczucie, że nie jest to w gruncie rzeczy ważne? Zapewne wszystko razem. Może zresztą brak dyplomu zadaje kłam opiniom, o mnie jako o wyrachowanym karierowiczu, który wszystko sobie dokładnie zaplanował i wyreżyserował. Sięgacie tematu bardzo dla mnie trudnego i także do części mojej duszy, która nie jest zbytnio odkryta - przez całe życie odczuwałem straszliwą potrzebę wolności i gdzieś właśnie w tym mieści się to machnięcie ręką na dyplom. Nie mam natomiast żadnych kompleksów jeśli chodzi o moje wykształcenie, które uważam za bardzo dobre (..). 

Najdowcipniej skomentował tego typu tłumaczenia się Kwaśniewskiego Stanisław Tym: (..) Nie ma dyplomu, bo jest uczciwy (..). Krętaczyna, oszust i kłamczuch zdałby cynicznie egzamin magisterski i obronił dyplom - bo tak zachowują się tchórze, asekuranci, wyrachowani karierowicze i niewolnicy administracyjnych nakazów. Człowiek wolny macha ręką na takie sprawy. Czy to nie jest piękne i szlachetne? Czyż można mieć do kogokolwiek cień pretensji o to, że jest człowiekiem wolnym (..) Łatwo przewidzieć, że ta "straszliwa potrzeba wolności ogarnie wkrótce szerokie rzesze społeczeństwa (...). Skoro wolnym może być prezydent, to chyba wolnym może czuć się każdy obywatel w każdej sytuacji (...). (Wprost z 10 grudnia 1995 r.)
W efekcie takiej "straszliwej potrzeby wolności" - zdaniem Tyma - jadący tramwajem mogliby nie kasować biletów, kierowcy prowadziliby samochody bez prawa jazdy, bo skoro sami uznawaliby swoje umiejętności prowadzenia samochodu za bardzo dobre, to po co im jeszcze jakiś papier, etc. W tymże Wprost z 10 grudnia 1995 Lech Falandysz ubolewał, że prezydent-elekt dwukrotnie dopuścił się fałszu intelektualnego, czyli "poświadczenia nieprawdy". Jego zdaniem Polacy wybrali na prezydenta człowieka, o którym już wiadomo, że niezbyt dobrze sobie radzi w trudnych sytuacjach. Nie wiedzieć dlaczego, za często brnął w ślepy zaułek niejasnych tłumaczeń lub zasłaniał się niepamięcią. Kiedyś zasłynął tym, że uszedł z Sejmu przed dziennikarzami po drabinie. Ufam, że ten zgrabny sprzęt jest na wyposażeniu Pałacu Namiestnikowskiego i że będzie utrzymywany w znakomitym stanie, zawsze gotowy do użytku. 
Nawet stary protektor Kwaśniewskiego, były premier komunistyczny Mieczysław F. Rakowski uznał krętactwa wyjaśnień Kwaśniewskiego w sprawie jego wykształcenia za "niefortunny początek". Pisał (na łamach SdRP-owskiej Trybuny z 16 grudnia 1995 r.): (...) Aleksander Kwaśniewski postąpił głupio, źle. Zbyt lekkomyślnie potraktował tę sprawę. Wielu swoim autentycznym zwolennikom zafundował dyskomfort psychiczny (..). 

Spróbowano wnieść w tej sprawie żądanie wyjaśnienia do szefa URM Marka Borowskiego, lecz Prezydium Sejmu odrzuciło zapytanie uznając je za "manifestację polityczną". Posłowie KPN zarzucali Kwaśniewskiemu posługiwanie się tytułem magistra także, gdy był redaktorem naczelnym itd i Sztandaru Młodych, pism należących do RSW "Prasa-Książka-Ruch". Według przepisów tej spółdzielni redaktorzy naczelni musieli legitymować się dyplomem ukończenia wyższych uczelni. Stąd sugerowanie przez niektórych posłów pod koniec listopada 1995 r., że powinno się skierować do prokuratury zarzut o wyłudzenie przez Kwaśniewskiego pieniędzy od Skarbu Państwa. (według Życia Warszawy z 1 grudnia 1995 r.).
Jak wiadomo zabrakło dostatecznej presji społecznej dla wyjaśnienia wszystkich tych spraw. Werdykt Sądu Najwyższego (przy votum separatum blisko jednej trzeciej sędziów) zamknął całą sprawę wygodnie dla Kwaśniewskiego, pomimo potwierdzenia faktu, iż nie ma on wyższego wykształcenia. Decyzją z 9 grudnia 1995 Sąd Najwyższy stwierdził, że na liście wyborczej podano nieprawdziwą informację o Aleksandrze Kwaśniewskim, ale mimo to uznał jego wybór na prezydenta RP. 

Dlaczego Sąd Najwyższy podjął uchwałę, która oznaczała pogodzenie się z objęciem najwyższego urzędu w państwie przez człowieka splamionego krętactwem? Istotne uzasadnienie tej decyzji Sądu Najwyższego podał zastępca prokuratora generalnego Stefan Śnieżko, który powiedział przed SN w dniu 9 grudnia, jakoby opinia publiczna dobrze wiedziała na długo przed wyborami, i to między innymi dzięki mediom, że Kwaśniewski podał nieprawdziwe dane o swym wykształceniu. Stąd wyborcy, znając tę okoliczność, brali ją pod uwagę, oddając swe głosy. Sąd Najwyższy najwyraźniej zaakceptował to nie odpowiadające prawdzie uzasadnienie prokuratora Śnieżki. Sędzia Jan Wasilewski (kolejny Żyd?) w uzasadnieniu uchwały SN z 9 grudnia stwierdził, że ci, którzy wzięli udział w głosowaniu w dniu 19 listopada 1995 najczęściej mieli wątpliwości co do wyższego wykształcenia Kwaśniewskiego. Prezes SN przemilczał tu całkowicie fakt, że wszelkie wątpliwości co do wyższego wykształcenia Kwaśniewskiego były przez cały czas gwałtownie atakowane w mediach przez wpływowych zwolenników Kwaśniewskiego (D. Waniek, Z. Siemiątkowskiego, etc.) i określane jako oszczerstwa, oraz elementy gry wyborczej wymierzonej w przywódcę SdRP. Biegły dla Sądu Najwyższego, prof. Antoni Sułek, przewodniczący Polskiego Towarzystwa Socjologicznego przypomniał w tekście publikowanym w Rzeczpospolitęj 12 grudnia 1995, iż sztab Kwaśniewskiego zaprzeczał informacjom Uniwersytetu (Gdańskiego) i sam przedstawiał je jako rzekomo nieuczciwy chwyt wyborczy. W warunkach bardzo ostrej walki wyborczej ogromna część zwolenników Kwaśniewskiego wolała wierzyć publicznie nagłaśnianym przez "swoich" publicznym twierdzeniom w jego obronie niż uwierzyć w gwałtownie zaprzeczane zarzuty na temat jego braku wykształcenia. 

Sam Kwaśniewski ani myślał przeprosić opinię publiczną za swe krętactwa w sprawie wykształcenia. Potwierdzone przez Sąd Najwyższy zarzuty wobec niego nazywał "oszczerstwami", a krytyków swoich kłamstw "frustratami". Zdobył prezydenturę per fas et nefas, i odtąd nie ma sprawy. Swymi krętactwami prezydent-elekt dał swym zwolennikom jednak straszliwą żabę do przełknięcia. Musieli teraz mozolnie tłumaczyć kłamstwa Kwaśniewskiego i robić przy tym dobrą minę. Pod tym względem wszystkich przebił ówczesny redaktor naczelny SdRP-owskiej Trybuny Dariusz Szymczycha w telewizyjnym Wydarzeniu Tygodnia z 9 grudnia 1995. Polemizując z określeniami "krętacz" i "nieuczciwy" wysuwanymi pod adresem Kwaśniewskiego w związku z jego przedwyborczymi kłamstwami na temat wykształcenia Szymczycha prawdziwie "nowatorsko" stwierdził, że Kwaśniewski był nieuczciwy tylko w pewnej sferze. Cóż za oryginalny wkład do teorii etyki - według redaktora naczelnego Trybuny można więc było być nieuczciwym tylko w jednej sferze, a równocześnie być generalnie uczciwym. Powiedzmy "uczciwym inaczej"! 

Już jako prezydent Kwaśniewski niejednokrotnie dowiódł, że lekceważenie dyplomu wyższej uczelni jest tylko jednym z symptomów cechującego go lekceważenia wyższych wartości w kulturze i nauce, czy szerzej w życiu publicznym. W jego skali wartości najwyżej plasowało się spotkanie z Michaelem Jacksonem, bo ten jako idol części młodych mógł mu dać dodatkowe głosy. Nic nie znaczyła zaś dla niego kolejna rocznica Powstania Warszawskiego, na którego osobiste uczczenie nie znalazł czasu. W czasie pobytu w Stanach Zjednoczonych zabiegał o spotkanie z bokserem Andrzejem Gołotą, pomimo faktu, że bokser ten wówczas był formalnie ściganym przez prawo zbiegiem z Polski. Nie znalazł natomiast czasu na wręczenie wysokiego odznaczenia znanemu pisarzowi Stanisławowi Lemowi (tu zastąpiła go Waniek). Znamienne jest w ogóle, do jakiego stopnia prezydent - były aparatczyk SZSP, który w swoim czasie kierował wydziałem kultury, pomija sprawy kultury, nauki i oświaty w swych wystąpieniach i wywiadach. W ten sposób odbija się u niego cały bolesny kompleks "prawie magistra". 

Zawód aparatczyka wyćwiczył w nim różne specyficzne umiejętności socjotechniczne na czele z zamiłowaniem do rozmijania się z prawdą. Niepisaną dewizą Kwaśniewskiego mogłyby być słowa: Kłamię, więc jestem. Pomimo cechującej go maestrii w oszukiwaniu został publicznie przyłapany na kłamstwie. Chodziło o jego głosowanie w sprawie ustawy pozwalającej ścigać zbrodnie PRL-u. Kwaśniewski dwukrotnie wypowiadał się na temat swego głosowania w tej kwestii i za każdym razem mówił coś wręcz przeciwnego. Gazecie Wyborczej powiedział, że w ogóle nie brał udziału we wspomnianym głosowaniu. Kiedy jednak sprawdzono wydruk sejmowy i okazało się, że jednoznacznie pokazuje, iż Kwaśniewski głosował przeciwko ustawie, już dzień później usłyszano od niego całkowicie odmienną wersję jego zachowania w trakcie głosowania: Rozmawiałem z wiceministrem spraw zagranicznych Wielkiej Brytanii i wpadłem na salę tylko na głosowanie. Podniosłem rękę tak, jak osoba odpowiedzialna w klubie za tę sprawę. Kwaśniewski z powodzeniem stosuje wypróbowany socjotechnicznie chwyt nagminnego kłamania w stylu "łapaj złodzieja". (Jak wiadomo złodzieje przychwyceni na gorącym uczynku, aby uniknąć krzyczą do przechodniów "łapąj złodzieja" w odniesieniu do tych, którzy ich chwytają.) Otóż istotną cechą Kwaśniewskiego, spadkobiercy komunistycwego totalitaryzmu wraz z całą jego aparatczykowską SdRP, jest oskarżanie o totalitaryzm wszystkich tych, którzy pragną rzeczywistych rozliczeń ze spuścizną PRL-owskiego komunizmu. Już we Wprost z 11 października 1992 r. zapewniał: (...) Jeżeli tak często nasi przeciwnicy zarzucają nam związki z PZPR, to we mnie rodzi się podejrzenie, że to właśnie oni w większym stopniu niż my są niewolnikami starego systemu. My na tyle, na ile to było możliwe, byliśmy krytyczni wobec rzeczywistości PRL tak, jak dzisiaj jesteśmy krytyczni wobec przykładów recydywy złych metod w III RP (...) Gdy Urząd Wojewódzki w Warszawie podważył stronę prawną statutu Polskiego Komitetu Olimpijskiego, na którego czele stał Kwaśniewski, ten natychmiast nazwał działanie urzędu "bolszewizmem". W maju 1990 r. pozwolił sobie na wystąpienie w roli szermierza demokracji broniącego jej przed rzekomym zagrożeniem ze strony Komitetu Obywatelskiego, mówiąc: Znamienne, że Komitet Obywatelski urzęduje w tym samym warszawskim pałacyku, co FJN i PRON. Tam jest jakiś niedobry duch, narzucający stare sposoby działania i myślenia. 

Był zawsze bardzo konsekwentny w bronieniu osób z dawnego PRL-owskiego establishmentu, jak świadczył o tym choćby casus Sekuły. Dziennikarka SdRP-owskiej Trybuny Agata Wawrzyniak zapytała Kwaśniewskiego: Dlaczego wziął Pan pod swoje skrzydła człowieka skompromitowanego w oczach opinii publicznej przeciw któremu prokuratura we Wrocławiu toczyła dochodzenie, a Pański kolega klubowy, ówczesny minister sprawiedliwości, wystąpił z wnioskiem o uchylenie immunitetu? Znamienny był sposób wyjaśnienia całej sprawy w odpowiedzi Kwaśniewskiego: Głosowałem przeciwko pozbawieniu go immunitetu, ponieważ miałem wątpliwości prawne. Ponadto w takim sposobie mojego głosowania wyraża się protest przeciwko osądzaniu człowieka, a zrobiły to już wszystkie media występujące w roli prokuratora i sądu, zanim sprawa została rozpatrzona przez niezawisły organ sprawiedliwości. Dziś głosowałbym inaczej. Przyznaję, że w tej sprawie popełniliśmy błąd.
(Cyt. za Lubię grać. Rozmowa A. Wawrzyniak z A. Kwaśniewskim, Trybuna z 19 października 1995).
Sekuła dzięki temu tzw. błędowi uniknął odpowiedzialności, a poniewczasie najwygodniej było zdystansować się od całej sprawy. 

Gromkie ataki i oskarżenia wobec osób wysuwających jakiekolwiek zastrzeżenia wobec SdRP i jej ludzi stały się dla Kwaśniewskiego najlepszą metodą obrony starej gwardii z PRL. Towarzyszyły jej powtarzane na każdym kroku zapewnienia: PRL-bis nie ma (tytuł rozmowy z Kwaśniewskim na łamach Rzeczypospolitej z 13 września 1994 r.). W odpowiedzi na list biskupów w sierpniu 1995 r. przestrzegający wiernych przed głosowaniem na ludzi, którzy w okresie państwa totalitarnego sprawowali władzę, Kwaśniewski replikował: To mnie nie dotyczy. Nie czuję się odpowiedzialny za PRL, bo jestem zbyt młody. We Wprost z 19 września 1993 r. odnotowano wypowiedź Kwaśniewskiego: W naszym programie nie ma nawet śladu czegoś, co mogłoby przywodzić na myśl komunizm. 

Choć SdRP ciągnie za sobą cały tabun różnych towarzyszy-szmaciaków, zahartowanych w bojach o umacnianie dawnej PRL-owskiej dyktatury, nie przeszkadza to Kwaśniewskiemu w aroganckich publicznych zapewnieniach, że rzekomo wśród 402 kandydatów SLD na posłów i senatorów w 1991 roku był zaledwie jeden przypadek wystawienia kogoś ze starego aparatu partyjnego (!!!) - por. wywiad A. Kwaśniewskiego dla Polityki z 5 października 1991 r. Mówił to ten sam Kwaśniewski, który konsekwentnie postawił na stary PRL-owski aparat odrzucając współdziałanie z rzeczywistymi partyjnymi reformatorami. Były współtwórca SdRP Tomasz Nałęcz, który odszedł z powodu takiego postępowania Kwaśniewskiego z jego partii, w której był początkowo wiceprzewodniczącym, wyjaśniał w wywiadzie dla Gazety Wyborczej z 20 października 1993 r., iż Kwaśniewski wybrał Millera, a nie Fiszbacha, gdyż: (...) Potrzebował siły tkwiącej w organizacji. Ta organizacja to były struktury dawnej PZPR, które kontrolował właśnie Miller. Nam Kwaśniewski powtarzał : z wami można się napić, ale nie robić politykę. Mówił, że jak poprosi o coś aparatczyka, to wie, że będzie zrobione, a z nami zaraz się okaże, że było coś ważniejszego: dziecko zachorowało lub pies zaczął się drapać (...) W drugich rzędach siadało coraz więcej dawnych aparatczyków. Nowych ludzi było tam niewielu (...). 

Ulubioną metodą Kwaśniewskiego jest konsekwentne zacieranie odpowiedzialności za różne podłości PZPR i władz PRL poprzez stwarzanie poczucia, że właściwie to wszyscy byli zawikłani w PRL. służą temu stwierdzenia takie jak: Gdyby chciano Stworzyć rezerwat dla ludzi uwikłanych w realny socjalizm, to trzeba by ogrodzić drutami kolczastymi cały kraj. Przeciw takiej wizji "własnego domu" protestujemy! Trafnie obnażyła metody Kwaśniewskiego Agata Chróścicka w książce na jego temat, pisząc: (...) Rozumowanie Kwaśniewskiego jest bardzo bliskie socjotechnicznym manipulacjom, charakterystycznym dla władzy totalitarnej. Łatwo można powiedzieć, że uwikłani byli prawie wszyscy i dlatego wszelkie rozliczenia trzeba zostawić, bo dotyczyłyby one całego społeczeństwa. Ataki ludzi i ugrupowań szukających rozliczenia z komunizmem, Kwaśniewski oddalał właśnie dzięki takiej teorii. Winnych nie ma - odpowiedzialność spoczywa na nas wszystkich. Kwaśniewski bardzo lubi powtarzać za Biblią - niech pierwszy rzuci kamieniem, kto jest bez grzechu. Czujemy się wtedy głupio i niepoważnie, któż bowiem może o sobie powiedzieć, że jest bez grzechu? Mija dobra chwila, zanim przyjdzie nam do głowy że może nasze grzechy nie są aż takie wielkie, ale wtedy Aleksander Kwaśniewski przebywa już w zupełnie innych regionach (...) 
(A. Chróścicka: op. cit. Kraków 1995, s. 131, 133, 135). 

Kwaśniewski głosi: "Wybierzmy przyszłość". Nie dodaje, że ta przyszłość i tak będzie cały czas obciążona skutkami PRL, począwszy od płacenia PRL-owskich długów za granicą, będzie obciążona katastrofalnymi skutkami PRL-owskiej polityki gospodarczej, dziesięcioleci zaniedbań w sferze budownictwa, nauki, oświaty etc., odstawania w tak wielu sferach życia od krajów Zachodu. "Wybierzmy przyszłość" w stylu Kwaśniewskiego oznacza faktyczne utrzymanie dominacji starej nomenklatury, która zdołała nagrabić, co się dało przed 1989 rokiem i później w czasie bardzo korzystnych dla niej transformacji gospodarczych. Kwaśniewski i jego partia bardzo często wyrzekali na dysproporcje społeczne, użalali się nad biednymi, emerytami, bezrobotnymi, stanem polskiego mieszkalnictwa etc. Faktycznie przez cały czas rządów od 1993 r. umacniają społeczne dysproporcje, równocześnie skrzętnie zabiegając o swe interesy. Nieprzypadkowo jedynym faktycznym konkretem pierwszych 100 dni rządów Kwaśniewskiego był zwrot majątku PZPR dla SdRP. Kosztem społeczeństwa. W takich sprawach Kwaśniewski nigdy nie miał nawet cienia wahań. Jak dowiodło jego zachowanie na czele Komitetu Młodzieży, Kultury Fizycznej, Sportu i Turystyki (według kontroli NIK) w sprawie tzw. "Intersteru" etc. (pisała o tym szeroko Nasza Polska w swym pierwszym numerze pt. Autoamnestia, 14 września 1995 roku.) Dowiodła tego też postawa Kwaśniewskiego w sprawie tzw. "moskiewskich pieniędzy", konsekwentne bronienie I. Sekuły, etc. 

Cynizm Kwasniewskiego.
Obchody Święta Niepodległości w dniu 11 listopada 1996 r. stały się dla prezydenta Kwaśniewskiego okazją do wygłoszenia jednego z najjaskrawszych kłamstw politycznych. Wezwał: (...) Ale pamiętajmy także o tych przedstawicielach władzy, ludziach lewicy którzy w różnych okresach starali się Polsce zapewnić jak najwięcej suwerenności w warunkach pojałtańskich (...). Przypomnijmy więc przedstawicieli władzy, ludzi lewicy z dziesięcioleci od 1944 roku. Począwszy od Bieruta, Bermana, Zambrowskiego, Minca, odpowiedzialnych za maksymalną satelizację Polski, uległość wobec tak haniebnych działań sowieckiego okupanta jak aresztowanie 16-tu w Pruszkowie, wywózkę tysięcy AK-owców na Syberię, ograbienie polskich ziem, zwłaszcza tzw. Ziem Odzyskanych na ogromną skalę. Za stosowany przez nich samych okrutny terror wobec najbardziej patriotycznych sił w Polsce, za blokowanie zmian nawet w wiele miesięcy po śmierci Stalina, za brutalne zdławienie powstania robotniczego w Poznaniu. Trudno mówić o staraniach zapewnienia jak największej suwerenności Polsce również ze strony ekipy Gomułki, która szybko zdradziła zaufanie narodu. Ekipy odpowiedzialnej za błyskawiczną likwidację przeważającej części zdobyczy polskiego października, czystkę wśród tych wysokich stopniem oficerów wojska i marynarki wojennej, którzy w październiku 1956 r. wykazali szczególnie patriotyczną postawę. Ekipy, która zablokowała rozliczenie ze stalinistami w Polsce i zablokowała pisanie o zbrodniach stalinizmu w Polsce (w odróżnieniu od Węgier, gdzie pisano o zbrodniach stalinizmu węgierskiego). Ekipy odpowiedzialnej za stworzenie kolejnej "dyktatury ciemniaków", za rosnące represje wobec nonkonformistycznej części środowisk intelektualnych (po liście 34), za zablokowanie reform gospodarczych, za nieprzebierającą w środkach walkę z Kościołem. Za brutalne stłumienie manifestacji studenckich w marcu 1968 r. i za zbrodniczą masakrę robotników Wybrzeża w grudniu 1970 roku. Gomułka występował w obronie polskich interesów narodowych w odniesieniu do Niemiec. Nie umiał zdobyć się jednak na obronę tych interesów (nawet gospodarczych) wobec ZSRR, pomimo że tego oczekiwała od niego ogromna część narodu, która poparła go w 1956 roku. Bał się właśnie tego poparcia, bo wiedział, że przeważająca część Polaków nie chce komunizmu. I nieprzypadkowo właśnie Gomułka był obok Ulbrichta i Breżniewa jednym z najgorętszych rzeczników interwencji w Czechosłowacji. I był współodpowiedzialnym za tę interwencję, za pomoc w obaleniu partyjnych przywódców Praskiej Wiosny, którzy rzeczywiście starali się zapewnić swemu krajowi jak najwięcej suwerenności w warunkach pojałtańskich. 
Jak wyglądała zaś troska o polską suwerenność w czasach Gierka najlepiej świadczy przegłosowana w 1976 r. wiernopoddańcza wobec ZSRR poprawka do polskiej konstytucji. 

I wreszcie kolejna "suwerenna" ekipa pod kierownictwem gen. W. Jaruzelskiego, która uratowała władców Kremla przed zagrożeniami wynikającymi dla Moskwy z rosnącego usamodzielniania Polski przez "Solidarność". Wprowadzając stan wojenny, znów zaciskający kajdany polskiej zależności. Ekipa, której przywódcy na czele z gen. W. Jaruzelskim i M.F. Rakowskim niejednokrotnie występowali z tekstami szkalującymi naród polski i "Solidarność" poza granicami Polski, z prawdziwymi "donosami na Polskę". Wszyscy oni byli najpierw komunistami, a potem Polakami, nie potrafili ani trochę dorównać tym nielicznym zresztą wpływowym komunistom w paru innych krajach, którzy potrafili w przełomowych chwilach być najpierw Węgrami (I. Nagy, I. Maleter czy I. Pozsgay) czy Słowakami i Czechami (A. Dubcek, Z. Mlynarz, J. Smrkowski), a dopiero potem komunistami. Zachowanie czołowych ludzi władzy komunistycznej w Polsce w powojennych dziesięcioleciach ciągle potwierdzało jeden niepodważalny fakt naszej XX-wiecznej historii, to, że "komuna zawsze była antynarodową". Prezydent Kwaśniewski swym dotychczasowym zachowaniem, swą niechęcią do prawdziwego patriotyzmu i potulnością wobec różnorakich nacisków na Polskę dowiódł, że jest "prawym Żydem" i właściwym spadkobiercą tych pojałtańskich antynarodowych ekip komunistycznych. Jako pojętny uczeń Jaruzelskiego i Rakowskiego.  W Jastrzębiu - jeszcze jako kandydat na prezydenta - W dniu 27 czerwca 1995 określił członków "Solidarności" jako faszystów i antysemitów, wołając: (...) Tak wygląda dziś Solidarność - faszyzm i antysemityzm (...)
(Cyt. za Życiem Warszawy z 13-14 stycznia 1996).

Zabiegi o poparcie lobby żydowskiego
Już w 1989 roku Kwaśniewski był wyraźnym ulubieńcem prożydowskiego lobby w OKP na czele z Adamem Michnikiem i był przez nie lansowany jako główny partner przyszłych porozumień z lewicą OKP. Wdzięczny Kwaśniewski deklarował w ramach ankiety, przeprowadzonej wśród polityków, na kogo głosowałby najchętniej poza swoją partią: W pierwszej kolejności głosowałbym na Adama Michnika, ale tylko wówczas, gdyby założył coś własnego (...). To, co Michnik myśli i jak myśli, odpowiada mi najbardziej jako obywatelowi i jako politykowi(...).
(Gazeta Wyborcza z 21 czerwca 1991.)
Wśród poglądów szczególnie bliskich Michnikowi znajdujemy tak mocno akcentowane przez Kwaśniewskiego potępienia pozostałości narodowego egocentryzmu, zaściankowości, ksenofobii i poczucia dziejowej misji, haseł poloncentrycznych i hurrapatriotycznych emocji
(z obszernego dwukolumnowego artykułu A. Kwaśniewskiego na łamach Gazety Wyborczej z 1 lipca 1996).
Jako prezydent RP działa dla przyspieszenia przyjęcia przez Sejm ustawy o zwrocie mienia wyznaniowym gminom żydowskim, co uczyniłoby ze Związku Gmin Żydowskich największego finansistę w Polsce. W lipcu 1996 r. podczas spotkania z przedstawicielami organizacji żydowskich w Nowym Jorku Kwaśniewski przyobiecał szybki zwrot mienia Żydom. 
Prożydowska tendencyjność prezydenta Kwaśniewskiego spowodowała ostry protest prezesa Kongresu Polonii Amerykańskiej, Edwarda Moskala, który 10 maja 1996 r. wystosował list do Kwaśniewskiego krytykując to, że: Brak stanowczości w działaniach rządu polskiego, a także ewidentne błędy urzędników państwowych powodują, że Żydzi pozwalają sobie na coraz więcej i coraz więcej uzyskują. Kwaśniewski odrzucił krytyczne uwagi Moskala, popierając żydowskie racje. Między innymi podtrzymał dążenie do jak najszybszego zwrotu mienia dla gmin żydowskich oraz wystąpił w obronie krytykowanych przez prezesa Moskala przeprosin wobec Żydów m.in. za tzw. pogrom kielecki, wystosowanych przez ministra Rosatiego w imieniu narodu polskiego. Sekretarz stanu Marek Siwiec występując na konferencji prasowej w imieniu prezydenta Kwaśniewskiego stwierdził, że: Polska i społeczeństwo polskie powinny przeprosić za to, co było niegodziwe w historii Polaków i Żydów po II wojnie światowej. 
Postawę Kwaśniewskiego dobrze ilustrowała jego reakcja na dokonaną przez Izraelczyków masakrę 102 Palestyńczyków w Kanie Galilejskiej. Prezydent RP skomentował barbarzyńską napaść słowami, iż jest to chyba zbyt duży koszt uporządkowania stosunków między dwoma krajami. Tylko tyle. Rzeczywiście - komentarz godny "Europejczyka". 

W 1995 roku Kwaśniewski należał do pierwszych polskich polityków, którzy wystąpili z publicznym potępieniem kilku zdań księdza prałata Henryka Jankowskiego, dziś jak wiadomo spreparowanych przez Gazetę Wyborczą. Równocześnie zaś nie zareagował ani słowem na prowokacyjne antypolskie wystąpienie laureata Nagrody Nobla, żydowskiego pisarza Elie Wiesela, wygłoszone 7 lipca br. podczas oficjalnych uroczystości w Kielcach w obecności premiera RP, w tym skrajne uogólnienia "o polskiej nienawiści" (a skrytykował je np. Szymon Wiesenthal oraz przewodniczący Forum Żydowskiego Stanisław Krajewski). Pobyt Kwaśniewskiego w Stanach Zjednoczonych stał się kolejnym potwierdzeniem jego prożydowskiej tendencyjności i konsekwentnych zabiegów o polityczne poparcie międzynarodowego lobby żydowskiego. W tym samym czasie, gdy widać było brak starań o rozmowy z rzeczywiście reprezentatywnymi przedstawicielami Polonii w Stanach Zjednoczonych, prezydent Kwaśniewski poświęcił maksimum uwagi na kolejne spotkania z najbardziej wpływowymi przedstawicielami lobby żydowskiego w USA. Odwiedził m.in. znane z "polakożerstwa" redakcje zdominowanych przez Żydów gazet: New York Timesa i Washington Post, odbył rozmowy z radą Muzeum Holocaustu w Waszyngtonie i spotkał się z przedstawicielami 56 największych organizacji żydowskich w Stanach Zjednoczonych. Zyskał ich maksymalną aprobatę po dłuższych rozmowach "za zamkniętymi drzwiami". 

Jako działacz PZPR i SdRP, oraz jako prezydent RP Kwaśniewski ani razu nie przeciwstawił się antypolskiej nagonce ze strony kół żydowskich. Nie przynosi dzisiejszym Polakom chluby to, że najważniejsze stanowisko w państwie polskim piastuje polityk typu Aleksandra Kwaśniewskiego. Polityk niedokształcony,  niejednokrotnie publicznie rozmijający się z prawdą i niemający głębokiego poczucia więzi z najlepszymi tradycjami historii Polski. Działacz, u którego miejsce programu i wielkich idei zastąpił doraźny instrumentalizm i cynicznie stosowana socjotechnika władzy.
Skorzystano z opracowania Jerzego Roberta Nowaka.

17 września 1999 r. prezydent, przedstawiciele Rodzin Katyńskich, parlamentarzyści i wojskowi oddali w Katyniu i Charkowie hołd zamordowanym w 1940 r. czterem i pół tysiącom polskich oficerów. Wszystko byłoby w porządku gdyby nie fakt, że - jak powiedziała Katarzyna Piskorska, członek zarządu warszawskiej Rodziny Katyńskiej - Pan prezydent był pod wpływem alkoholu. (cyt. za "Rzeczpospolitą" z 22.IX.1999). Polska Agencja Prasowa podała tego dnia, że : dziennikarze zwrócili uwagę na wyraźną niedyspozycję prezydenta; był blady, dziennikarze komentowali między sobą, że udział w ceremonii sprawia mu widoczną trudność. Przedstawiciel Rodziny Katyńskiej dodał, że prezydent jak na te okoliczności był nadmiernie wylewny. Radio BBC sprecyzowało, że prezydent lekko chwiał się na nogach.
Za to całkiem odwrotnie zachował się na imprezie żydowskiej w Bełżcu.

A jak ocenia Kwaśniewskiego patriotyczna amerykańska Polonia? 
W ramkach wersja polska i (poniżej) angielska listu emigranta, patrioty polskiego Pana Andrzeja S. Lobrowa z USA, wysłanego na adres kancelarii prezydenta i do Prymasa Glempa,  który został zaszokowany "pielgrzymką narodową prezydenta" do Rzymu i jego fałszywą chwałą dla chrześcijaństwa...

lobrow_kwas.s1.gif (20411 bytes) lobrow_kwas.s2.gif (24405 bytes) lobrow_kwas.s3.gif (19799 bytes)
lobrow_kwas.ans1.gif (23812 bytes) lobrow_kwas.ans2.gif (26712 bytes) lobrow_kwas.ans3.gif (7557 bytes)

I kolejne oskarżenie Aleksandra Kwaśniewskiego - Poseł Antoni Macierewicz 
W ciągu ostatnich kilkudziesięciu dni Aleksander Kwaśniewski przynajmniej trzykrotnie stwierdzał publicznie, że Polacy zamordowali Żydów w Jedwabnem i ponoszą za to odpowiedzialność.
2 marca br. w wywiadzie dla Sewera Plockera, dziennikarza izraelskiej gazety "Yediot Ahronot", Kwaśniewski stwierdził m.in.: 
- "Nieważne jakie by nie było tło tego okropnego czynu, nie wolno zapomnieć i nie wolno ukrywać: to był mord masowy, popełniony na Żydach przez polskich obywateli". 
- "Sprawa Jedwabnego popycha nas do zrobienia dogłębnego rachunku sumienia. My myślimy ze zdumieniem jak Polacy mogli urządzić taką masakrę." 
- "Polska, nie wymyśliła komunizmu i nie rozpoczęła drugiej wojny światowej, a oto od nas żąda się płacenia za krzywdy wyrządzone nam w przeszłości. Oczywiście nie dotyczy to sprawy Jedwabnego i podobnych wypadków. Tam odpowiedzialność spoczywa w całości na nas, Polakach." 


5 marca br. w wywiadzie dla Radia RMF/FM: 
"Po drugie - musi świat usłyszeć naszą ocenę tamtego wydarzenia, przypominam bestialskiej śmierci 1600 obywateli polskich - Żydów, którzy zostali przez współmieszkańców zamordowani." 

30 marca br., TVN, "Kropka nad i": 
"Nie ma, niestety, żadnych argumentów, żeby zweryfikować taki oto pogląd, że w Jedwabnem, to morderstwo dokonało się polskimi rękoma, a że dokonało się w czasie II wojny, że oczywiście współsprawcami tego są Niemcy, bo wywołali tę wojnę, że prawdopodobnie część z nich przyglądała się z akceptacją temu co się tam dzieje, to jest inny temat". 
***
Tak więc Aleksander Kwaśniewski, wypowiadając się publicznie jako prezydent jednoznacznie, bez żadnych wątpliwości czy zastrzeżeń wskazuje na Polaków jako na sprawców masowego mordu na Żydach w Jedwabnem 10 lipca 1941 r. Należy podkreślić, że Kwaśniewski w żadnej ze wspomnianych wypowiedzi nie wspomina o sprawstwie, kierowaniu lub bezpośrednim współdziałaniu w mordzie Niemców. Przeciwnie, ewentualną winę Niemców widzi co najwyżej w tym, że "wywołali wojnę" oraz w tym, że "prawdopodobnie część z nich przyglądała się z akceptacją temu co się tam dzieje". Według Kwaśniewskiego mordercami 1.600 Żydów byli polscy współmieszkańcy z Jedwabnego i "odpowiedzialność spoczywa w całości na nas, Polakach". 
Wypowiadając te słowa Aleksander Kwaśniewski świadom był, że w sprawie, o której mówi, toczył się w latach 40-ych proces, w którym ostatecznie skazano 12 osób oskarżonych o to, że "... idąc na rękę władzy państwa niemieckiego brali udział w ujęciu około 1.200 osób narodowości żydowskiej, które to osoby przez Niemców zostały masowo spalone...". Tak więc nikt z Polaków nie został jak dotąd oskarżony ani tym bardziej skazany za "zamordowanie Żydów". Przeciwnie dotychczasowy wyrok sądowy stwierdza sprawstwo Niemców. 
Aleksander Kwaśniewski wiedział też, gdy wypowiadał przytoczone powyżej słowa, że Instytut Pamięci Narodowej podjął śledztwo mające na celu wyjaśnienie wszystkich okoliczności zbrodni, ustalenie winnych i ewentualne ich skazanie. Śledztwo to, do dnia dzisiejszego nie zostało zakończone, i nikt a tym bardziej żaden Polak nie został oskarżony o dokonanie zbrodni morderstwa na Żydach w Jedwabnem. 
A wreszcie - Aleksander Kwaśniewski wiedział, że istnieją dokumenty zawierające sądowe zeznania naocznych świadków, w tym Żydów, którzy z palącej się stodoły uciekli, stwierdzające jednoznacznie, że mordu dokonali Niemcy. Kwaśniewski wiedział też, że wielu wybitnych historyków polskich i zagranicznych, na podstawie dogłębnych badań i solidnych analiz uważa, że to Niemcy byli organizatorami i głównymi sprawcami tej zbrodni. Mimo tych wszystkich okoliczności Aleksander Kwaśniewski wielokrotnie publicznie stwierdzał, iż to Polacy zamordowali Żydów. 
Obarczając winą Polaków Aleksander Kwaśniewski występował zawsze jako prezydent Polski, reprezentujący cały naród i w jego imieniu orzekający o winie Polaków. W ten sposób wywierał w istocie niedozwoloną presję na władze IPN oraz prokuratorów prowadzących śledztwo. 
Prezydent mający stać na straży praworządności ( art. 126 Konstytucji) dał wyraz całkowitej pogardy dla prawa, ogłaszając publicznie winnymi najgorszej zbrodni bestialskiego ludobójstwa ludzi, którym żadnej winy nie dowiedziono i nawet nie wiadomo, czy taki zarzut zostanie komukolwiek postawiony. Jest to postępowanie, które nie ma precedensu w cywilizowanych, demokratycznych i niepodległych państwach. 
Jako polski obywatel uważam, że Aleksander Kwaśniewski, bezpodstawnie oskarżając Polaków o zbrodnię ludobójstwa poprzez zamordowanie 1.600 Żydów w Jedwabnem, naruszył moje dobra osobiste jak cześć, honor i prawo do dobrego imienia jako Polaka. 
W trakcie Drugiej Wojny Światowej a następnie podczas okupacji sowieckiej i dyktatury komunistycznej Naród Polski wystawiony był na ludobójcze praktyki oprawców hitlerowskich i komunistycznych. Mimo to nigdy się nie ugiął i nigdy też nie splamił się rasizmem czy ludobójstwem. Te bezsporne fakty potwierdzone zostały w setkach najpoważniejszych prac naukowych badaczy polskich i zagranicznych a także poprzez uczczenie tysięcy Polaków jako tych, którzy bronili godności ludzkiej w czasach bestialstwa. Szczególnego poświęcenia dowiedli Polacy masowo ratując Żydów, co zagrożone było karą śmierci i odpowiedzialnością zbiorową. Żaden inny naród w takiej skali i z takim heroizmem nie ukazał, czym jest chrześcijańskie sumienie, miłość bliźniego, godność narodu ochrzczonego. Polacy, choć poddani okrutnej eksterminacji wyciągali pomocną rękę do innych ponad urazami i krzywdami. Tak było podczas okupacji hitlerowskiej i przez następne 50 lat. W Polsce rasizmem, ludobójstwem i nienawiścią narodową posługiwali się tylko okupanci hitlerowscy i komunistyczni. 
Dlatego Aleksander Kwaśniewski, obarczając winą za ludobójstwo w Jedwabnem Polaków, popełnia oszczerstwo i godzi w moje dobre imię jako Polaka. 
Domagam się więc, by publicznie odwołał swoje kłamstwa. 
ANTONI MACIEREWICZ 


Szanowny Panie! 

W "Naszym Dzienniku" ukazała się notatka [informująca o tym, że w poniedziałek złoży pan pozew przeciw Aleksandrowi Kwaśniewskiemu z żądaniem "odwołania kłamstwa, że to Polacy zamordowali Żydów w Jedwabnem" oraz, że Pańskim zdaniem prezydent naruszył Pańskie "dobra osobiste - cześć, honor i prawo do dobrego imienia Polaka"; pełny tekst oświadczenia posła Antoniego Macierewicza dziś w GŁOSIE na str. 23. - przyp. red.] 
Będę zaszczycony, jeśli dopisze mnie Pan do listy osób, które również uważają, że Aleksander Kwaśniewski naruszył ich dobra osobiste. Nie mogąc osobiście uczestniczyć w pozwie, daję jednak Panu upoważnienie do reprezentowania mojej osoby w oskarżeniu Aleksandra Kwaśniewskiego. 
ZBIGNIEW ŁABĘDZKI 
Ontario, Kanada
***
Szanowny Panie Pośle, 

Z całego serca popieram Pański pozew, jaki ma Pan zamiar złożyć przeciwko "prezydentowi wszystkich Polaków" - Aleksandrowi Kwaśniewskiemu. 
Nie jest mi znany z historii i współczesności żaden inny kraj, którego najwyższe władze zamiast bronić honoru swego państwa i narodu, stawałyby natychmiast po stronie każdych oszczerstw i przy pomocy nachalnej, iście goebbelsowskiej propagandy medialnej, zmuszałyby zwykłych obywateli do kajania się za niepopełnione winy. 
Jako obywatel wprawdzie nie polski, ale czujący się częścią polskiego narodu - zostałem spotwarzony przez człowieka, którego rodowód sięga PZPR i którego z całą odpowiedzialnością za słowa nazwę anty-Polakiem i renegatem. 
Jest to coś obrzydliwego, że naród, który jako jedyny bronił Żydów przed hitleryzmem, staje się dziś obiektem odrażających ataków ze strony tych, których z narażeniem życia ratował. 
Z poważaniem 
MIROSŁAW J. WIECHOWSKI 
Solna, Szwecja
***
List otwarty do Pana Aleksandra Kwaśniewskiego Prezydenta RP 

Nie ma pan żadnych kompetencji, ani prawnych, a tym bardziej moralnych, do przepraszania Żydów w imieniu narodu polskiego za rzekomo dokonane na nich zbrodnie. Jakim więc prawem zapowiedział Pan w wywiadzie dla izraelskiej gazety "Jedijot Achronot", że przeprosi Żydów w imieniu Polaków za mord w Jedwabnem, dając "zielone światło" dla dalszego szkalowania polskiego narodu? Z góry wydał Pan wyrok na Polaków, mimo, że dotychczasowe ustalenia śledztwa prowadzone przez Instytut Pamięci Narodowej bezspornie wskazują na Niemców. Nie czekając na wyniki śledztwa, śladem swych pobratymców sprzed lat, próbuje Pan wywierać presję na prokuratorów, aby ten czyn przypisali Polakom a nie Niemcom. Należy jednak żywić nadzieję, że IPN przeprowadzi śledztwo rzetelnie i nie podda się niczyjej presji. 
Po 1989 roku już niejeden urzędnik żydowskiego pochodzenia pełniący wysoką funkcję państwową w Polsce, przepraszał w imieniu narodu polskiego Żydów za żydowskie zbrodnie. Podobnie może być w sprawie Jedwabnego, gdzie sprawcami byli Niemcy, bo wcześniej przesądzono o winie Polaków. Rację jak zwykle mają Żydzi, w tym przypadku Jan Tomasz Gross, Szmul Wasersztajn i inni. Fakty są nieważne. 
Sprawa Jedwabnego to nie jedyny Pana antypolski występ. Swego czasu kłamliwie przepraszał Pan Żydów w imieniu narodu polskiego za ohydną prowokację kielecką w 1946 r., w której zamordowano 40 Żydów. Zbrodnię zorganizowano i dokonano przez żydo-komunistyczne władze we współdziałaniu z sowieckim NKWD. W wyniku tej zbrodni żydo-komunistyczny sąd skazał na śmierć kilkunastu Polaków, którzy ze zbrodniczą prowokacją nie mieli nic wspólnego i nie przebywali w tym dniu nawet w okolicach miejsca zbrodni. 
Tak samo kłamliwie oskarżał Pan Polaków i przepraszał Żydów za rzekome zmuszanie 20 tysięcy z nich do opuszczenia PRL-u w latach 1968-1969. Wie Pan doskonale, że wówczas nastąpiły rozgrywki we władzach PZPR. Żydzi utracili kilkaset intratnych stanowisk i wykorzystując nadarzającą się okazję wyjeżdżali z PZPR na własne życzenie i z własnej woli zrzekali się polskiego obywatelstwa. Wyjeżdżali wraz z całym nagromadzonym (nie zawsze legalnie) majątkiem ruchomym, a ponadto rząd PRL wypłacał im jeszcze niemałe zapomogi. Kłamstwem było również Pana stwierdzenie, że PRL opuściło w tym czasie 20 tysięcy Żydów. Andrzej Pankowicz, którego nie można posądzić o fałsz, w podręczniku do historii wymienił 5,5 tysiąca Żydów. 
W ślad za międzynarodowym i krajowym żydostwem bez żadnych zahamowań bezpodstawnie pluje Pan nam w twarz. No cóż, nie tylko Pan, ale wszyscy postkomuniści żydowskiego pochodzenia zawsze występują z pospiesznymi wyrokami na cały naród polski i przepraszają Żydów w imieniu naszego narodu za zbrodnie dokonane na nich przez Niemców, a nawet przez samych Żydów. 
Oddzielnym tematem są Pana antypolskie działania, polegające m. in. na zawetowaniu przez parlament ustaw, na przykład o Prokuratorii Generalnej, uwłaszczeniu i reprywatyzacji. I pomyśleć, że to Pan przysięgał: "... dochowam wierności postanowieniom Konstytucji, będę strzegł niezłomnie godności Narodu, niepodległości i bezpieczeństwa Państwa, a dobro Ojczyzny oraz pomyślność obywateli będą zawsze dla mnie najwyższym nakazem". Słowa złożonej przysięgi nie mają dla Pana najmniejszego znaczenia. Śmie Pan nawet powtarzać na okrągło, że jest Pan prezydentem wszystkich Polaków. 
Wypada tylko współczuć tym Polakom, którzy w wyborach prezydenckich poparli Pana osobę łudząc się, że dochowa wierności przysiędze i będzie bronił polskiej racji stanu. 
44 nieczytelne podpisy 
Łódź, 7 kwietnia 2001
Jedwabne: Artykuły, wypowiedzi, wywiady itp.

Aktualnie Moskwa pod wodzą cara Putina przygotowuje się do światowego spektaklu zwycięstwa - dziewiątego maja 1945r. Wiadomo, że jednym z agresorów na Polskę była armia sowiecka. Nasz żydowski prezydent A. Kwaśniewski zamierza w imieniu Polaków złożyć hołd rosyjskiemu carowi - kolejny raz zamierza poniżyć naród polski? Podobnie zachował się podczas cyrku w Jedwabnym przepraszając w imieniu Polaków swoich ziomków - Żydów - którym w żadnym kraju nie było i nie jest tak dobrze jak w Polsce.
Należy zauważyć, że spośród całej elity światowej Putina nie było na pogrzebie polskiego Papieża.  
Polskie społeczeństwo domaga się, żeby podczas występu tego rosyjskiego cyrku nie brał udziału (jeszcze) polski prezydent i nie poniżał dalej Narodu.  

Nowe publikacje o tematyce aferalnej i korupcyjnej WYDAWNICTWA AFERY PRAWA
 KANDYDACI NA PREZYDENTURĘ W POLSCE NA 2005r. w stałym opracowaniu i uzupełnianiu...
UJAWNIĆ PRAWDĘ - LISTA PODKARPACKICH AGENTÓW SB - kiedy Warszawa opublikuje listę swoich agentów? - czy są tam jeszcze nieskorumpowani odważni urzędnicy??? (z jajami:-)
prof? ANDRZEJ ZOLL - Czyj to rzecznik? - na pewno nie polskich praw i interesów - prawda i mity o rzeczniku 
CO BĘDZIE Z TĄ POLSKĄ POD ŻYDOWSKĄ WŁADZĄ?  PISMO DO KOFI ANANA SEKRETARZA GENERALNEGO ORGANIZACJI NARODÓW ZJEDNOCZONYCH (ONZ) - SKARGA KOMITETU NARODOWEGO POLSKI
Państwo w Państwie - czyli misja Żydów w Polsce?
Dla kogo elitarne stowarzyszenie "ORDYNACKA"??? Lista Wildsteina - nie tylko agenci SB
KIM NAPRAWDĘ JEST PREZYDENT R.P.???? 
KWAŚNIEWSKI, CZY MOŻE STOLZMAN??? -  UKRYWANE FAKTY Z ŻYCIA KWAŚNIEWSKIEGO - tylko przekręty w SLD?
"CZY JOLANTA KWAŚNIEWSKA  MA SZANSE  ZOSTAĆ PREZYDENTEM RZECZPOSPOLITEJ???"
czy fundacje "piorą pieniądze?" , zostały tylko wspomnienia J. Kwaśniewskiej
"Bóg Honor Ojczyzna" - krzyż narodu polskiego? - Judaizm, czyli "Jak rozpoznać Żyda".
TAJNE - JAWNE TAJEMNICE PAŃSTWOWE?
Raport o działalności pułkownika Władimira Ałganowa z KGB w sprawach: Aleksandra Kwaśniewskiego, Józefa Oleksego, Leszka Millera, Włodzimierza Cimoszewicza,  Wiesława Kaczmarka, Jana Kulczyka.
TYLKO ŻEBRZĄCE "PRUSKIE POWIERNICTWO" ??? , czy kolejny “Drang nach Osten"???
witryna OBYWATELSKIE NIEPOSŁUSZEŃSTWO  i dodatkowo:

Zmiany przepisów KPC obowiązujące od 2005r.

 WIELKIE BRANIE  ,    fakty o korupcji  , KORUPCJA ,  korupcja - uzasadnienie "wpadki parlamentarzystów", 
Kto może zostać politykiemco kryje przywilej immunitetu? odszkodowania - Sąd Najwyższy,
dowCIPY spod §... i wiele innych... 

tym samym dochodzimy do setna sprawy, czyli  "Raportu o stanie sądownictwa polskiego", ale to tylko dla osób myślących, a więc nie dla prawników... jasne, że terror rodzi terror, tak więc z uwagi na typowo stalinowskie prześladowanie  mojej osoby i prowadzonej działalności publicystycznej, moim celem jest obnażenie impotencji organów władzy...

POLECANE WITRYNY PATRIOTÓW POLSKICH http://www.polonica.net I http://www.ojczyzna.pl 
RAPORT NOWAKA - wydawnictwo niezależnego posła Zbigniewa Nowaka.

WWW.AFERY.PRX.PL - NIEZALEŻNE WYDAWNICTWO PROWADZONE PRZEZ ZDZISŁAWA RACZKOWSKIEGO.
Dziękuję za przysłane opinie i informacje. 
    uwagi i wnioski proszę wysyłać na adres: afery@prx.pl

WSZYSTKICH SĘDZIÓW INFORMUJĘ ŻE PROWADZENIE STRON PUBLICYSTYCZNYCH
JEST W ZGODZIE z  Art. 54 KONSTYTUCJI RZECZYPOSPOLITEJ POLSKIEJ 
1 - Każdemu zapewnia się wolność wyrażania swoich poglądów oraz pozyskiwania i rozpowszechniania informacji. 
2 - Cenzura prewencyjna środków społecznego przekazu oraz koncesjonowanie prasy są zakazane.
ponadto Art. 31.3
Ograniczenia w zakresie korzystania z konstytucyjnych wolności i praw mogą być ustanawiane tylko w ustawie i tylko wtedy, gdy są konieczne w demokratycznym państwie dla jego bezpieczeństwa lub porządku publicznego, bądź dla ochrony środowiska, zdrowia i moralności publicznej, albo wolności i praw innych osób. Ograniczenia te nie mogą naruszać istoty wolności i praw.