Imieniny:

AferyPrawa.com

Redaktor Zdzisław Raczkowski ujawnia niekompetencje funkcjonariuszy władzy...
http://Jooble.org
Najczęściej czytane:
Najczęściej komentowane:





Pogoda
Money.pl - Kliknij po więcej
12 grudnia 2019
Źródło: MeteoGroup
Polskie prawo czy polskie prawie! Barwy Bezprawia

opublikowano: 06-04-2011

"Ujawnienie menelstwa po francusku, norwesku i po polsku" - Mirosław Naleziński

Porównanie trzech europejskich państw w dziedzinie ujawniania faktów.

Z butelką piwa w ręku wykrzykiwał wulgarne treści pod adresem jednego z rzeszowskich klubów piłkarskich - taki wizerunek z udziałem pracownika Wydziału Kultury, Sportu i Turystyki Urzędu Miasta Rzeszów ukazano w reportażu telewizji francuskiej o polskich pseudokibicach. Nagranie powstało rok temu, podczas meczu w piłkę nożną, o którym zrobiło się bardzo głośno, ale nie z powodu gry zawodników, lecz z powodu zachowania kibiców, którzy na widowni rozwiesili ogromny antysemicki transparent: "Śmierć garbatym nosom". O sprawie dowiedziała się Liga Przeciw Zniesławieniom i ją nagłośniła, zaś francuska telewizja zrealizowała parominutowy dokument o naszych kibicach.

W trzeciej minucie filmu pojawia się urzędnik wspomnianego wydziału - Łukasz M. (tu podano pełne nazwisko), który pokrzykiwał - „Po życia kres. Stal to k***a! Tak jest!”. Ów „medialny bohater” wypowiedział się w programie „Prosto z Polski” – „Powiem tak: nie jestem zadowolony, że zostałem, w takim świetle postawiony”.

Co na ten temat sądzi prezydent Rzeszowa? Mówi krótko – „To niegodne urzędnika”. Urzędnik ten, kilkanaście miesięcy po incydencie i tuż po emisji filmu, sam złożył rezygnację.

Nie postawiono żadnych zarzutów ani francuskim twórcom filmu (wykorzystali wizerunek bez zgody zainteresowanego), ani polskim mediom, które publikują tę żenująca sprawę, podając pełne dane naszego rodaka.

Panowie Alsaker i Bohinen (znani norwescy sportowi komentatorzy), zanim rozpoczęli swoje oficjalne sprawozdanie z zawodów sportowych, sądząc, że nie są na wizji, wymieniali niewybredne uwagi na temat piłkarzy, nie wiedząc, że każdego słowa może posłuchać kilkaset tysięcy Norwegów. Komentatorzy nie oszczędzali zawodników obydwu drużyn - obgadywali ich wygląd i określali mianem wieśniaków, a jednego z piłkarzy nazwali czarnuchem.

Rozmowę komentatorów nagrał jeden z abonentów i umieścił ją w internecie. Nazajutrz sprawozdawcy musieli się tłumaczyć - twierdzili, że była to ich prywatna rozmowa, zwykła pogaduszka kumpli, która nie reprezentuje ich prawdziwych poglądów ani postaw. Ta niefortunna historia powinna być przypomnieniem dla wszystkich dziennikarzy, aby uważać na to, co się mówi w pobliżu włączonego mikrofonu.
Nie postawiono żadnych zarzutów norweskiemu telewidzowi, który podsłuchał rozmowę i nagrał ją oraz zamieścił w internecie bez zgody owych dowcipnych sprawozdawców.

A jak to jest w naszych mediach? Doktoryzująca się trójmiejska pisarka Magdalena Ch. na portalu NaszaKlasa wpisywała przaśne żarciki pośród wulgarnych, wpisywanych przez rozmaitych intelektualnych gawroszy. Jej żarciki były antygejowskie, seksistowskie i niektórzy oceniliby je nawet jako wulgarne (nie tylko jako pikantne). Uznała, że jeden z użytkowników postponował ją z dwóch dodatkowych kont i z tym poglądem podzieliła się z innymi użytkownikami NK (i nie tylko). Po pewnym czasie nieco zmodyfikowała swoje zwidy (już nie powtarza, że użytkownik pisał jako AZ, ale do dzisiaj zeznaje po sądach i rozsyła po adminach, że pisał jako JK, co jest oczywiście bzdurą!).

Niestety, sędzia nie wykazał się ani francuskim, ani norweskim podejściem do zagadnienia i wydał wyrok skazujący, o czym nawet nie raczył powiadomić pozwanego, który nie mógł w terminie wnieść apelacji.

Trudno orzec, w jaki sposób pisarka przekonała do swojej teorii sędziego Sądu Okręgowego w Gdańsku, który jej „dedukcyjny dowód” przyjął za wiarygodny. W ogóle orzekanie jest sprawą wielce interesującą, bowiem każdy przeciętnie uzdolniony sędzia jest panem prawdy i kłamstwa - mógł uznać za prawdziwe oświadczenie pozwanego, że nie miał żadnych dodatkowych kont i sprawa sądowa skończyłaby się dla polskiej Temidy szybko i w profesjonalnym stylu, zaś pisarka miałaby sprawę o zniesławienie i sfałszowanie podpisu na NK. Niestety, tenże wybitny strażnik polskiej praworządności, mając zeznania pisaki (że pozwany miał dodatkowe konto) oraz oświadczenie pozwanego (że ma i miał tylko jedno konto), przy swojej całkowitej niezawisłości i obiektywności wyuczonej na kosztownych studiach, uznał zeznanie za wiarygodne, zaś oświadczenie za niewiarygodne, zatem zarzut wobec pisarki (fałszerstwo podpisu na NK) uznał za… omyłkę. Sędzia uznał, że słowa pisarki są wiarygodniejsze, zatem przyjął, że pozwany jednak ją obrażał z dodatkowego konta i że fałszerstwa nie było.

Można prześledzić cała sprawę - sędzia na wstępie przyjmuje fałszywe zeznanie, a potem działa zgodnie z logiką i sztuką prawniczą, niestety - początkowy jego błąd wypaczył cały proces i jego wyrok. Nie powołał biegłego, nie zawiesił procesu na czas zwolnienia lekarskiego (po zawale) i po prostu wydał wyrok, do tego tajny, bowiem nie powiadomiono pozwanego o wyroku. Można byłoby zadać pytanie - komu ma służyć wydawanie tajnego wyroku? Jeśli w ten sposób pracują polskie sądy, to co może przeciętny obywatel myśleć o innych wyrokach zapadających w naszych sądach?

Tenże przyjazny funkcjonariusz państwowy prowadził proces, mimo półrocznego zwolnienia pozwanego, choć informacje na ten temat miał na bieżąco (pierwsza rozprawa odbyła się kilka dni po zawale, kolejna podczas pobytu w sanatorium, zaś o terminie wyroku i jego wydaniu, po prostu, ów szlachetny rycerz Temidy nie powiadomił pozwanego).

O wyroku obywatel demokratycznego i niemal wzorowo zarządzanego państwa, dowiedział się po... 120 dniach (tuż przed pierwszą sprawą w obrządku karnym i to nie od sądu, ale od innej szlachetnej postaci naszego prawniczego światka - od mecenasa sławnej pisarki, na... korytarzu polskiego sądu.

Oczywiście, szlachetny sąd RP nie dopuszcza do apelacji, bowiem wniosek o to wpłynął zbyt późno i solidnie wykształceni sędziowie apelacyjnego sądu parokrotnie oświadczali (po uiszczeniu odpowiednich opłat), że apelacja jest niemożliwa z powodu niedotrzymania terminu. Oczywiście, owi inteligenci nie potrafią odpowiedzieć – a w jaki sposób pozwany miał dotrzymać terminu, skoro sądowi skąpcy pożałowali paru złotych na znaczki, których nie przykleili do koperty zawierającej wszystkie potrzebne informacje i nie powiadomili zainteresowanej osoby (natomiast poinformowali tylko drugą stronę!)...

Gdyby głupota potrafiła latać (to początek cytatu ze znanego czechosłowackiego serialu)... A mawiamy "czeski film". Może powinniśmy mawiać również "polski sąd”?

To że polski sąd działa w sposób skandaliczny, to jedna sprawa, ale najciekawsze jest porównanie – francuski realizator nie ma sprawy sądowej za ujawnienie wizerunku jakże kulturalnego (z wydziału kultury) naszego rodaka, norweski telewidz nie ma sprawy sadowej, choć podsłuchał i bez zgody zainteresowanych umieścił zapis w internecie, natomiast polski sąd wydaje wyrok skazujący dziennikarza, który zacytował (aby w sposób przykładowy omówić język studentów, absolwentów oraz - jak się okazuje - również doktorantów) parę pikantnych żarcików i to bez podania danych osobowych, jednak mecenas pisarki uznał, że samo podanie branży, w której działa jego mandantka już jest przesadnym ujawnieniem danych i naraża ją na zwichnięcie kariery.

To co powiedzieć o urzędniku, którego ujrzała cała Polska – jak jego dalsza kariera wyglądać będzie w urzędzie miasta? A sędzia popełnił błąd – zamiast ukarać pisarkę za zniesławienia i fałszerstwo, wydał wyrok na dziennikarza, który ujawnił menelskie zachowanie użytkowników NK, w tym pisarki. Komisja etyki Uniwersytetu Gdańskiego (tam pisarka doktoryzuje się) nie rozpatrzy sprawy, bowiem (jak wyjaśniono) czyny były popełnione poza murami uczelni. Rzeszowski urząd był bardziej stanowczy i jednak nie zastosował podobnego wyjaśnienia, a przecież mógłby rozumować identycznie jak nadmorscy profesorowie.

 Kopie z menelskimi wypowiedziami doktorantki i innych żartownisiów otrzymały wysokie urzędy państwowe już na początku 2009 roku, ale żaden z nich nie zainteresował się sprawą. Kiedy zginął policjant Andrzej Struj, to podnoszono, że tych młodzieńców (zabójców) nikt dobrze nie wychował i że nikt na czas nie zwrócił im uwagi. Opisywana sytuacja, jakże kuriozalna i żenująca dla polskiej Temidy - doskonale wpisuje się w coraz powszechniejsze chuligaństwo. Sąd zamiast stanąć po stronie zniesławianego dziennikarza, stanął po stronie zła, z którym powinien walczyć, bowiem w tym celu został powołany!

Polski wymiar sprawiedliwości nie dopatruje się tutaj braku profesjonalizmu ani braku bezstronności i uczciwości i nie uznaje, że brak powiadomienia o wyroku jest wystarczającym powodem, aby powtórzyć proces. Nie uważa także, że fałszywe zeznanie pisarki, która wprowadziła sędziego w błąd, jest dodatkowym powodem, aby proces powtórzyć.

Trudno powiedzieć, czy we Francji i w Norwegii mógłby odbyć się taki proces jak w Gdańsku, ale wydaje się, że dyletantów w normalnych państwach jest jakby mniej, niż w Polsce. U nas postawiono zarzuty dziennikarzowi (i wydano wyrok!), który w artykułach ujawnił menelstwo panoszące się na forach i to bez podania pełnych danych osobowych!

Z poważaniem

Mirosław Naleziński

Zabawy dowcipnej doktorantki i absolwentki Uniwersytetu Gdańskiego na forum NaszaKlasa ma ocenić Komisja Etyki UG

Panie Prezesie Sądu Okręgowego w Gdańsku, czy nie wie Pan, że  „Winę należy udowodnić”? - Mirosław Naleziński

Komentarze internautów:

Komentowanie nie jest już możliwe.

~Mirnal
27-06-2014 / 12:40
Otrzymałem prawomocne i niezaskarżalne postanowienie SO w Gdańsku Wydział V Karny Odwoławczy z 23 kwietnia 2014, z którego wynika, że subiektywne odczucie przykrości pisarki M. Chomuszko nie może być przesłanką do prowadzenia procesu o czyn z art. 212 par. 2 Kk - sąd nie dopatrzył się znamion czynu zabronionego z mojej strony. Sąd stwierdził, że "oświadczenia oskarżonego prywatnego wyrażały prawo do krytyki wobec określonych twierdzeń oskarżycielki prywatnej". To po kiego ta ogólnie szanowana i podziwiana dama dała sprawę do Temidy? Nie miała co robić w wolnym czasie? Mogłaby więcej książek napisać i być przydatniejsza naszej Ojczyźnie. Nadmieniam o tym, bowiem pisarka życzyła sobie w sądzie (na piśmie), aby publikować wyroki dotyczące jej sprawy. Niestety, sąd nie zajął się pomówieniem mnie przez pisarkę, że pisałem jako nieznany J. Kawalec oraz zignorował wątek nt. fałszerstwa podpisu gdańskiej pisarki.
~stalkman
20-04-2011 / 21:16
zarzut stalkowania to calkiem ciekawy zarzut. Pewnie będzie to pierwsza głośna sprawa w tej dziedzinie i w internecie. Pisarka przejdzie do historii i to dzięki sobie, bo sama ją nagłaśnia. To rzadki przypadek, aby złodziej śliwek nagłaśniał sadownika, który cwaniakowi rękę przetrącił podczas szabrowania owoców. z pewnością z tych śliwek wysmażone zostaną kolejne artykuły.
~gość
11-04-2011 / 16:16
tak, zgadzam się. To jest stalking w najczystszym wydaniu. Teksty o tej Pani czytam już na Aferach od dobrego roku. Czytałem też wyjaśnienia jakie się pojawiły jakiś czas temu. Zgadzam się z poprzednikiem. Panie Naleziński to co Pan robi to jest okropne. Powinien Pan być za to ukarany. Dziwię się że administrator popiera te Pańskie bądź co bądź przestępcze działania. Stalking zdaje się jest już w Polsce karalny.
~internauta
11-04-2011 / 10:50
to co pan robi panie Naleziński TO JEST STALKOWANIE. Podłe, bezduszne, oprate na kłamstwach, manipulacjach STALKOWANIE!!!!!!!!!
~Polak
06-04-2011 / 22:15
Panie ~MNaleziński > Myślę że jest nas POTĘŻNA ilość tylko "MUSIMY POLICZYĆ SIĘ NA NOWO " jak to niegdyś powiedziała ś.p. Ania Walentynowicz , myślę że nadszedł czas abyśmy dokończyli dzieła Ani ,ks. Jerzego i innych .Tylko tym razem bez BOLKÓW !!!
~MNaleziński
06-04-2011 / 21:02
Oczywiście ten tekst wysłałem do prezesa SO w Gdańsku, aby nikt nie posądził mnie o jakieś sekretne i niejawne działania, choćby o stalkowanie. Ciągle liczę na to, że pisarka wycofa się z tej awantury i że sprawiedliwość zwycięży. ************** Panie Prezesie. Oto mój kolejny artykuł - tym razem porównanie prawa dotyczącego ujawniania niegodnych postaw w mediach. Należy się tylko dziwić, dlaczego Pański sędzia, p. W. Midziak, stanął po stronie pisarki M. Chomuszko, choć miał sporo dowodów na jej nieetyczną działalność (parokrotnie mnie zniesławiała i sfałszowała podpis).
~Polak
06-04-2011 / 18:26
Jak długo będziemy we własnym Kraju tylko WYROBNIKAMI i "CIEMNĄ MASĄ" ??? Obuć się,obuć Narodzie mój , dopóki jeszcze masz siłę pójść w bój !!! Powstańmy by przestał już dręczyć nas WRÓG !!! Powstańmy by Ojciec ,Dziad ,i Pradziad w mogile w spokoju spoczywać mógł !!! Filmy które powinny dać każdemu do myślenia . Jeśli czujesz że masz jeszcze siły i hart ducha ,zadzwoń ,i organizujmy się , ale tak na poważnie , a nie ( a... to i tak nic z tego ) . Mój nr. tel. 514747273 www.youtube.com/watch?v=4-P1zA0Ew4U&feature=BF&list=PL0BE70BDBB1199E >>>www.youtube.com/watch?v=6vLUfu8KlzM&feature=relmfu >>>www.youtube.com/watch?v=Dsok8aEoxxc >>www.youtube.com/watch?v=Ga4oE3xC9ak&feature=related > Prześlij dalej .