Imieniny:

AferyPrawa.com

Redaktor Zdzisław Raczkowski ujawnia niekompetencje funkcjonariuszy władzy...
http://Jooble.org
Najczęściej czytane:
Najczęściej komentowane:





Pogoda
Money.pl - Kliknij po więcej
19 października 2020
Źródło: MeteoGroup
Polskie prawo czy polskie prawie! Barwy Bezprawia

opublikowano: 16-01-2011

Polska cenzura ponad oszustwami Mirosław Naleziński

    Ile można w Polsce dostać za oszustwo przy teleturnieju? Niejaki Michał F. (na Zachodzie również znane są podobne przypadki, ale tam publikują pełne dane takich oszustów) za wyłudzenie od TVN ok. 20 tys. zł otrzymał 3 lata w... zawieszeniu oraz... 600 zł grzywny. W Polsce po prostu opłaca się być oszustem.
    A ile można dostać za opisanie nieetycznego (a nawet przestępczego) zachowania doktorantki trójmiejskiego uniwersytetu? Pewna taka pani zamieszczała na (bez)klasowym portalu różne przaśne dowcipy, choć teksty innych żartownisiów były tam znacznie wulgarniejsze. Poszydziła sobie także z przysięgi studenckiej, a kiedy ktoś ją zaczął obrażać, to uznała, że to inny - już wcześniej udzielający się - użytkownik, zarejestrował się dodatkowo pod fikcyjnymi danymi. I kiedy jeden z nich omówił w swoim artykule parę dowcipów na innym portalu (bez podania nazwiska), zaś drugi ją postponował na dotychczasowym forum, to pani ta, już na obu portalach, "na całego" wypisywała swoje "odkrywcze" głupoty (choć przecież taka mądra niejako z definicji - w końcu absolwentka i doktorantka UG!), że ci obaj, to w istocie ten sam, jeden facet.
    Ponieważ poczuła się urażona, udała się do swojego prawnika, na komisariat i do dwóch sądów (sprawa cywilna i karna). Zażyczyła sobie skasowania wszystkich tekstów, które ją krytykowały, przeprosin za tę krytykę i... 20 tys. zł zadośćuczynienia. Tu nawet widzimy kwotowe podobieństwa obu spraw.
    Sędzia wydał wyrok bez powiadomienia pozwanego o terminie, podczas jego rehabilitacji po zawale. Nakazał mu zapłacić niemal 1000 zł (telewizyjny oszust zapłacił tylko 600 zł), przeprosić nawiedzoną pisarkę i skasować artykuły z całego internetu na jej temat. A dlaczego? Bowiem ów sędzia uznał kłamstwo doktorantki za prawdę i zamiast ją skazać za zniesławienia i fałszerstwo (do którego zresztą się przyznała, choć oczywiście nadal uważa, że jedna osoba miała dwa konta i to są owe zwidy nawiedzonej osoby), to za winnego uznał gościa wskazanego przez tę panią. Ponadto sędzia niewłaściwie odczytał polskie (w sumie dość proste) słowa i uznał, że pozwany w nieuzasadniony sposób sponiewierał ową trójmiejską autorkę poczytnych ksiąg komputerowo-księgowych. Doczytał się on, mianowicie, że pisarce zarzucono zamieszczanie wulgarnych żartów, alkoholizm oraz kiepskie prowadzenie (się, nie auta).
    W jakim celu ustalane są kodeksy etyczne obowiązujące na uczelniach? Aby wykazać się realizacją ambitnie nakreślonych planów? Pewnie tak, bowiem władze Uniwersytetu Gdańskiego uznały, że ich doktorantka działała poza uczelnią, zatem kodeks etyki jej nie obejmuje. Aby było zabawniej - kilka tygodni temu było głośno o dwóch Amerykanach, którzy poszli na panienki, a kiedy policja ich tajemnicę wyjawiła, to tamtejsze uniwersyteckie władze jakoś nie argumentowały, że sprawa dotyczy pozauczelnianych żądz tych panów, bowiem natychmiast mieli poważne kłopoty w swoim koledżu.
    Nasze uniwersyteckie władze ponadto poradziły, że jeśli ktoś czuje się zniesławiony przez tę doktorantkę, to przecież może sprawę oddać do sądu. Prawda, jakie to proste? Jeśli ktoś miał kiedykolwiek sprawę w polskim sądzie, to mniej więcej wie, jak długo ciągną się takie sprawy, a jeśli sąd popełni błąd na początku karkołomnej walki o sprawiedliwość, to potem bardzo trudno jest zmienić stanowisko niezawisłego sędziego, choćby dlatego, że ucierpiałby jego, i całej polskiej Temidy, autorytet.
    Reasumując - polska uczelnia uznała, że nie będzie oceniać etyki doktorantki, która popierała twórcę portalowego wątku z najobrzydliwszymi dowcipami, zamieszczała pikantne żarciki na forum, która w żywe oczy kłamie, iż takich dowcipów NIGDY nie pisała, która wspierała akademicką młodzież wpisującą obrzydliwe kawały, choć powinna je zwalczać, która szydziła z przysięgi studenckiej oraz która podała do dwóch sądów pewnego obywatela, bowiem miała omamy, że miał dodatkowe konta na inne nazwiska, z których to kont ją obrażał, rozpowszechniała kłamstwa na ten temat, zniesławiała go i sfałszowała podpis, a do tego złożyła fałszywe zaznanie przed sądem, fatalnie wprowadzając Temidę w błąd, co spowodowało wydanie kuriozalnego wyroku, podczas procesu, który w dziedzinie internetowego zniesławienia zapewne przejdzie do historii jako jeden z bardziej kompromitujących nasze sądownictwo. Można sobie jedynie wyobrazić, jakie konsekwencje wyciągnęłaby amerykańska uczelnia wobec takiej "etycznej" doktorantki, gdyby opisane hece miały miejsce za oceanem.
    Tak czy owak, sprawa trójmiejskiej pisarki, której przywidziało się, że osoba przez nią wskazana miała dodatkowe konta, została całkowicie spartolona przez gdańskiego sędziego, który wydał wyrok skazujący i który uznał jej zeznania za wiarygodne, zaś jej fałszerstwo określił jako (sic!) omyłkę, czym zapewnił sobie trwałe miejsce w annałach jako kolejny przykład prawniczej "logiki" i "rzetelności", a ponadto wykazał się kiepską znajomością języka ojczystego. Gdyby jego interpretację prawa zastosować do polskich dziennikarzy, to większość z nich miałyby wyroki i Polska byłaby zaliczona w poczet paru najbardziej zacofanych państw świata w informacyjnej branży.
    Najwyraźniej ten sędzia nie wie, na czym polega swoboda komentowania postępków osób zaliczanych do warstwy społecznej zwanej inteligencją, kiedy to sobie przedstawiciel tejże warstwy pozwala na niegodne zachowanie na społecznościowym portalu, zaś sąd - zamiast uznać prawo dziennikarza do krytycznego komentowania takiej osoby - nie tylko nakłada kaganiec, ale wręcz karze, co jest dowodem na istnienie cenzury i to sądowej.
    I sędzia zamiast skarcić taką frywolną osobę, karze obywatela, który próbuje walczyć z internetowymi bezeceństwami, a do tego - w jakże dziecinny sposób - daje się nabrać na fałszywe zeznania osoby faktycznie winnej. Ten przykład musi być przedstawiony przedstawicielom polskiej Temidy i to z wyższej półki, bowiem na lokalnym i zaskorupiałym poziomie, trudno wymagać od jednego gdańskiego sędziego, aby obalił wyrok wydany przez innego sędziego, i to być może przez jego kolegę.
    Gdyby pierwszy sędzia, który spaprał sprawę w procesie cywilnym, poświęcił nieco więcej swej uwagi i talentu na dociekanie prawdy, to pisarka już na pierwszym posiedzeniu zostałaby oskarżona o wielokrotne kłamstwa i sfałszowanie podpisu, ale temu "roztropnemu" panu do głowy nie przyszło, że to ta aż tak elokwentna, elegancka i znakomita pisarka mogła być autorką pomówień i fałszerstwa, i że to ona powinna mieć poważną sprawę w sądzie o fałszerstwo i zniesławianie.
    Każdy przestępca może odwołać się od wyroku w ramach apelacji? Chyba jest to gwarantowane w polskim i unijnym prawie. Jednak ów dziennikarz został pozbawiony tego przywileju, bowiem sąd ani nie poinformował go o planowanym terminie wydania wyroku, ani o wydaniu tegoż wyroku, ani nie pouczył, że można się od niego odwołać, co spowodowało minięcie wszelkich terminów przewidzianych w apelacyjnej procedurze.
    I jak wypada porównanie obu spraw? Każdy może ocenić, za co w Polsce można być niemal uniewinnionym (tak, bo ów wyrok za telewizyjne oszustwo to prawie uniewinnienie!), a za co można być rzeczywiście ukaranym. Proszę porównać wysokości kar w obu omawianych przypadkach - telewizyjnego oszusta, który przyznał się do winy i internetowego krytyka, którego fałszywie posądzono o znieważanie z innego konta. 

Mirosław Naleziński, Gdynia
www.mirnal.neostrada.pl

O pikantnych dowcipach, których NIGDY nie było...

Zabawy dowcipnej doktorantki i absolwentki Uniwersytetu Gdańskiego na forum NaszaKlasa ma ocenić Komisja Etyki UG

Dlaczego Temida wierzy kłamcom? Ile jest wart dedukcyjny dowód pisarki M.Chomuszko? - odpowiedź na dowód

 

Komentarze internautów:

Komentowanie nie jest już możliwe.

~o
17-01-2011 / 05:01
Sproboj przywrocic termin na wniesienie apelacji twierdzac, ze sad Cie nie pouczyl.