Imieniny:

AferyPrawa.com

Redaktor Zdzisław Raczkowski ujawnia niekompetencje funkcjonariuszy władzy...
http://Jooble.org
Najczęściej czytane:
Najczęściej komentowane:





Pogoda
Money.pl - Kliknij po więcej
26 stycznia 2021
Źródło: MeteoGroup
Polskie prawo czy polskie prawie! Barwy Bezprawia

opublikowano: 26-10-2010

AFERY PRAWA MOBBING W ZESPOLE SZKÓL NR 6 W LUBLINIE

Lublin - zdeprawowana szkoła w której zamiast dyrektora Zbigniewa Kowalskiego rządzą uczniowie. Mobbing w Zespole Szkół nr 6 w Lublinie.

Szanowni Państwo!
Zwracam się z prośbą o pomoc w sprawie prawnej , gdyż w mojej sprawie odbywa się przed sądem pracy w Lublinie już trzeci rok. Sprawa dotyczy bezprawnego zwolnienia mnie z pracy w szkole w czasie zwolnienia lekarskiego oraz mobbingu.

Na wstępie chciałbym w skrócie nakreślić sytuację w pracy.
Otóż przepracowałem w szkole przeszło 21 lat bezpośrednio przy tablicy. Pracę tą lubiłem i wykonywałem z pasją. Lecz w latach 2000 zacząłem dyrektorowi nie odpowiadać za posiadanie własnego zdania oraz głosowanie w 2003 roku przeciwko przedłużeniu na kolejne 5 lat kadencji p. Z. Kowalskiemu (głosowanie odbyło się w sposób jawny). Od tego czasu mścił się niesamowicie nad moją osobą.

W szkole za panowania dyr. Z Kowalskiego brak było jakiejkolwiek dyscypliny. Panowały tam rządy szkolnej łobuzerii , która podporządkowała sobie dyrekcję szkoły oraz zastraszyła nauczycieli. Szkoła ta niczego nie uczyła i nikogo nie wychowywała a raczej rozwydrzona młodzież wychowywała (podporządkowała) sobie swoich nauczycieli. Uczniowie przychodzili na lekcję pijani i ustawiali nauczycieli. W nauczycieli rzucano różnymi przedmiotami, gaszono światło, obrażano, opluwano, zamykano nauczycieli na zapleczach aby siedzieli cicho.

Nie mogłem na to dłużej patrzeć i postanowiłem napisać do lubelskiej posłanki LPR p. G .Masłowskiej, która skierowała to pismo do lubelskiego kuratorium. List ten wysłałem na 3 dni przed opublikowaniem przez media wydarzeń w toruńskim technikum, gdzie uczniowie zakładali nauczycielowi kosz na głowę. Po liście przybyła do szkoły dyletancka i ignorancka wizytatorka ( nie przepracowała ani godziny w szkole) p. H. Mulawa i spotkała się z dyr. Kowalskim aby uzgodnić co ma napisać . Ze mną się nie spotkała wcale. Po tej wizycie p. poseł G. Masłowska dostarczyła mi odpowiedź, w którym
przedstawiła, że wszystko to co dzieje się w szkole jest wyrazem emocjonalnych odczuć o wykonywanej pracy. Tacy to dyletanci pracują w nadzorze pedagogicznym.

W naszej szkole za to ,że demaskowałem bezstresowe metody wychowawcze oraz panującą sytuację nie byłem nagradzany nagrodami , nie dano mi awansu zawodowego na nauczyciela dyplomowanego, nie dopuszczano mnie do głosu na radach pedagogicznych. W obecności dyrekcji , dyżurujących nauczycieli oraz pracowników byłem wyzywany przez uczniów publicznie i głośno w czasie przerw typu "ty
ch....ju". Dyrekcja i nauczyciele kompletnie nie reagowali. A uczniowie bezkarnie wyżywali się na mnie , gdyż wiedzieli że nic im się nie stanie. W czasie lekcji rzucano we mnie różnymi przedmiotami typu gumowe końcówki od krzeseł, długopisy i jabłka. Sytuacja ta trwała 3-5 lat.
Nawet 10.02.05 roku przyszedł na lekcję pijany zataczający się uczeń i zaczął mnie wyzywać , grozić ,że mnie zapierdoli krzesłem, przejedzie na
mieście samochodem .Wszystko to odbywało się na oczach 10 jego kolegów.
Usunąłem go z klasy i poprosiłem przechodzącą panią pedagog, aby zaprowadzić go do dyrektora za pijaństwo i awanturowanie się. Ale pani ta umożliwiła ucieczkę ze szkoły temu dorosłemu łobuzowi. Spokojnie pobrał buty i kurtkę i pomimo ochrony wyszedł sobie. Na drugi dzień dyr. Z.Kowalski wezwał mnie i oświadczył, że sprawę kieruje do komisji dyscyplinarnej za naruszenie nietykalności osobistej ucznia (pijanego podtrzymałem kolanem aby nie upadł). Komisja dyscyplinarna umorzyła w stosunku do mnie to postępowanie wbrew oczekiwaniom tego zdegenerowanego dyrektora. Nauczyciele byli zastraszeni, a poza tym bali się dyrektora i rodziców, że sobie nie radzą. Uczniowie śmiali się ,że oni wychowują sobie nauczycieli a nie odwrotnie. Dyrekcja
pomimo moich uwag nic nie robiła. Dyrektor czekał spokojnie kiedy się wykończę psychicznie.

Zacząłem sprawy nagłaśniać. Pisałem do "Rzeczpospolitej", kuratorium oświaty, wydziału oświaty UM, Rzecznika Praw Obywatelskich ,MEN-u, parlamentarzystów lubelskich, Inspekcji Pracy. Ale dopiero po tych pismach wyobraziłem sobie, że są to instytucje fasadowe do utrzymania wygodnych posad i dobrych apanaży.
"Rzeczpospolita" ze względu na polityczna poprawność nawet się tym nie zajęła. RPO zajmuje się tylko sprawami jeśli dotyczą ksenofobii i antysemityzmu. Kurator polecał mi przeprowadzać ciekawe eksperymenty (plon ich eksperymentów w szkole to wszyscy doświadczają na swojej skórze) i iść na szkolenie do walki z agresją, a uczniowie "róbta co chceta". To tylko zupełny ignorant może tak radzić.
Zdrowie moje stawało się coraz gorsze. Stawałem się agresywny, drażliwy, bardzo znerwicowany, niechętny wszelkim instytucjom, rozczarowany postawą kolegów.

Po moich bezowocnych i daremnych staraniach postanowiłem sprawę skierować do lubelskiej prokuratury, w dniu 10.01.2005. Ale nasza dyrekcja tam też miała dojścia, gdyż pracowała tam księgowa, która przeszła tam z naszej szkoły. Po niepełnym przesłuchaniu mnie ( miano dokończyć w innym terminie) oraz przesłuchaniu uczniów , z którymi byłem skonfliktowany oraz nauczycieli wskazanych przez dyrektora sprawę umorzono. Uczniowie , którzy wyżywali się na mnie do niczego się nie przyznali. Chociaż niektórzy przyznali, że rzucano we mnie gdy stałem odwrócony do tablicy. A nauczyciele zaś nic nie widzieli a tylko słyszeli od innych ,że mnie wyzywano. Prokuratura w piśmie o umorzeniu sprawy napisała tak cytuję:
- Rzucanie w nauczyciela przedmiotami typu: kulki, końcówki krzeseł, długopisy choć jest wysoce naganne ale ze względu na gabaryty nie wywiązuje znamion przestępstwa.
A więc mogą dalej rzucać, chyba ze przejdą na noże bo nawet jakby strzelali to też nie ma przestępstwa bo gabaryty pocisku są mniejsze niż gumowe końcówki krzeseł.

Postanowiłem udać się z tą sprawą do Ministerstwa Sprawiedliwości i w dniu 8.03.2006 roku w wydziale skarg i wniosków przyjęła mnie pani sędzia, która po wysłuchaniu mojej sprawy stwierdziła z całkowitym tupetem , butą człowieka stojącego ponad prawem oraz
bizantyjską arogancją ,że uczniowie mieli prawo do takiego sposobu weryfikacji a więc szykanowania i znęcania się .Ciekawe gdybym ja tą panią w ten sposób zweryfikował to z całą pewnością znalazłyby się na mnie przepisy aby mnie surowo ukarać z powodu naruszenia godności osobistej lub nietykalności cielesnej ale wg tej aroganckiej przedstawicielki wymiaru sprawiedliwości ja to nie mam godności i nie podlegam ochronie prawnej. Tacy to ludzie i o takiej etyce tam pracują w tych ministerstwach. Zupełny szok upadkiem moralnym instytucji tego państwa.

Zanim jeszcze komisja dyscyplinarna ds. nauczycieli wydała wyrok (za to że nie dałem się zabić pijanemu dorosłemu łobuzowi) w dniu 16.05.2005 roku dyr. Z. Kowalski będąc na zwolnieniu lekarskim wręczył mi wypowiedzenie . Dokonał tego pomimo 21 letniego stażu oraz pełnych kwalifikacjach nauczyciela mianowanego od teoretycznych przedmiotów zawodowych oraz informatyki. Pozostawił przy pracy nauczycieli o mniejszych kwalifikacjach (kontraktowych) oraz o mniejszym stażu. Nawet nie dał mi prawa do rocznego urlopu na poratowanie zdrowia. Gdy zwróciłem się o taki urlop to zakpił sobie i dał mi na okres wakacji (wtedy to i tak mam wolne) pomimo ,że aż 7 osób wysłał na taki urlop.
Zlikwidował mój etat pozostawiając na etacie panią po pracach ręcznych i studiach podyplomowych. Ja, który uczyłem kilkanaście różnych przedmiotów zostałem zwolniony bo byłem niewygodny jeszcze przed rozstrzygnięciem komisji dyscyplinarnej (uwolniła mnie od zarzutów).
Przedmiotów zawodowych nauczali nauczyciele bezwzględnie mu lojalni oraz inżynierowie z zakładów pracy, którzy przychodzili sobie dorobić.
Ja i moja 5-osobowa (niepracująca żona i czworo dzieci) rodzina została pozbawiona wszelkich środków do życia.

W maju 2005 roku skierowałem te sprawy do sądu pracy w Lublinie.
Pierwsza rozprawa zaczęła się w grudniu 2005 roku. i trwa do dziś.
Przesłuchano z dwudziestu świadków nauczycieli jak i innych. Sytuacja moja została opisana w "Naszym dzienniku" z dnia 21-22.01.2006 roku w artykule pt. "Niewygodny, bo chciał uczyć".
Sąd lubelski okazał się nieobiektywny, gdyż wyraźnie jest po stronie pozwanego. Pan Z. Kowalski ma nawet pełnomocnika z kuratorium oświaty. Świadkowie Z. Kowalskiego zeznają pod czujnym jego okiem, który jest dla nich pracodawcą i decyduje o ich zatrudnieniu i przydzielanych nagrodach. Ja mam prawnika darmowego, który został mi przydzielony na moja prośbę przez NSZZ, a więc pracą się nie hańbi.
Mój prawnik twierdzi, że sąd nie zgodzi się na ujawnienie listę nagród przydzielonych w latach 2000-2005 oraz listę nagród zeznających nauczycieli i pracowników w latach 2005-2008. Przecież ci ludzie twierdzą ,że tylko słyszeli o znęcaniu nad moją osobą ale nie widzieli co jest ewidentnym kłamstwem Ale ci ludzie boją się o utratę pracy z powodu tego mściwego osobnika.
I tu mam pytanie - czy mogę wystąpić o taką listę i czy sąd winien zobowiązać pozwanego do sporządzenia tej listy?

Nagrody w naszej szkole dostawały tylko lizusy p. Z. Kowalskiego i to regularnie co roku. Analiza tej listy dużo wniesie. Poza tym istnieje podejrzenie, że Z. Kowalski mógł nagradzać nauczycieli za zgodne z jego oczekiwaniami zeznania świadków. Sąd nie dopuścił również jednego świadka ,którego chciałem wezwać. Na dopuścił to na żądanie strony przeciwnej, która twierdziła że i tak niczego nowego ten świadek nie wniesie. Świadkiem tym była nauczycielka j. angielskiego , która pracowała ze mną i była
szykanowana przez młodzież. Dwa razy złożyłem skargę na pracę sądu do przewodniczącego sądu ale reakcja była prawie żadna z powodu nie dopuszczenia tego świadka oraz przewlekłości. Na okoliczność utraty zdrowia w wyniku znęcania się psychicznego i fizycznego przez uczniów na żądanie mojego prawnika zasięgnięto opinii biegłych psychiatry i psychologa. Biegły psychiatra p. Małgorzata Bołba jest pracownikiem Szpitala Neuropsychiatrycznego w Lublinie. Badanie przeprowadziła
20.03.2007 roku Na samym początku ojciec wypisywanej córki wręczył jej w dowód wdzięczności prezent w postaci reklamówki z zawartością w mojej obecności. Była to sytuacja niezręczna dla mnie, gdyż sprawiała wrażenie żeby też potrafić się odpowiednio zachować. Na samym początku badania wytworzyła niemiłą atmosferę do współpracy oskarżając mnie o obrażanie ludzi. To przecież mnie obrażano bezkarnie i z przyzwoleniem dyrekcji ale chyba obowiązuje tu zasada złodzieja , który przyłapany na
gorącym uczynku krzyczy "łapaj złodzieja". Przedstawiła mnie w swojej opinii jako osobę dogmatyczną., nieelastyczną, wręcz skłonną do tyranizowania otoczenia, osobowość nieprawidłowa oraz sztywna i chłodna. Sam nie wiem z jakich źródeł czerpała te informacje , gdyż w dokumentacji medycznej i sądowej tego nie ma. Ale już całkowitym
absurdem jest stwierdzenie w końcowej opinii mające znamiona antynaukowych też cytuję: - Nie ma podstaw do przyjęcia , iż w wyniku rozwiązania w 2006 roku stosunku pracy czy wcześniejszych warunków w miejscu pracy u badanego wystąpił rozstrój zdrowia, o jakim mowa w artykule 94§ 3 kodeksu pracy. Nie stwierdza się u niego uszczerbku na zdrowiu psychicznym.

Opinia psychologiczna pani Beaty Ledwoch była przeciwieństwem tej opinii. Badanie to trwało 2.5 godziny a nie jak ww. psychiatry 20 minut. Zakwestionowałem tą opinie psychiatryczną i prosiłem sąd o przeprowadzenie dodatkowego badania. Sąd przychylił się do tego wniosku z powodu rozbieżności opinii ale strona pozwana wystąpiła z wnioskiem o dodatkowe badania psychologiczne jak niekorzystne dla niej.
Badanie psychiatryczne zlecono przeprowadzić koledze pani M. Bołby lekarzowi pracującemu na tym samym oddziale tego samego szpitala w Lublinie.p. Markowi Mastalerzowi. Pan ten podobnie jak jego koleżanka w czasie dłuższym (2 godziny) zrobił to samo aby potwierdzić spostrzeżenia swojej koleżanki. Zrobił ze mnie czarny charakter tylko dlatego ,że zawsze broniłem prawdy i godności swojej. Ci ludzie sprawiają wrażenie zrobienia wszystkiego na zamówienie nawet napisania nieprawdy. Dużo rzeczy nieprawdziwych przypisuje mi. Jego koleżanka stwierdziła w sądzie, że ona nie bierze pod uwagę opinii pacjentów. W końcowej opinii pisze:
- U opiniowanego nie stwierdza się trwałego uszczerbku ani długotrwałego uszczerbku na zdrowiu psychicznym w związku z wypowiedzeniem z pracy w 2006 roku ani z wcześniejszymi warunkami w pracy: u badanego dominują rysy zaburzonej osobowości, nie mające związku z tą sytuacją. Cechy zaburzeń adaptacyjnych , które można u niego rozpoznawać, mają drugoplanowe znaczenie dla kształtowania się stanu psychicznego opiniowanego i są przede wszystkim pochodna czynników wewnętrznych , a nie zewnętrznych.
Dla tych ludzi zostałem potraktowany jak słup betonowy, któremu nawet kilkuletnie znęcanie psychiczne i fizyczne nie zaszkodzi i ci ludzie skończyli medycynę. A czy istnieje jakaś osobowość, któremu to nie zaszkodzi?
Proszę mi podpowiedzieć co ja mam z tymi bzdurnym i nieprawdziwymi opiniami począć?

Ostatnie posiedzenie sądu było w sierpniu teraz odbędzie się 26.02.08. To już trzeci rok czekam na sprawiedliwość czy wypowiedzenie w dniu 16.05.05 było zasadne czy nie.
Czy to nie jest sabotaż i olewanie obywatela (a może my jesteśmy niewolnikami dla nich). Ja nawet w małej części nie mam takich praw i przywilejów jakie oni mają . Proszę jak długo to jeszcze potrwa i co mam czynić , gdyż nie stać mnie na wynajęcie prawnika hojnie opłacanego. A czy wygranie jakiejś sprawy powinno zależeć od zasobności kieszeni człowieka. Wtedy po co te procesy. Wystarczy wpłacić haracz i po sprawie. A biedacy wtedy nie będą nigdy przychodzić do sądu i zawracać głowę mając głupia nadzieje o równości wszystkich wobec prawa.

Bardzo proszę o poradę Państwa co mam dalej począć.

Czytelnik

Polecam sprawy poruszane w działach:
SĄDY PROKURATURA ADWOKATURA
POLITYKA PRAWO INTERWENCJE - sprawy czytelników

Tematy w dziale dla inteligentnych:
ARTYKUŁY - tematy do przemyślenia z cyklu: POLITYKA - PIENIĄDZ - WŁADZA

"AFERY PRAWA" - Niezależne Czasopismo Internetowe www.aferyprawa.com
Stowarzyszenia Ochrony Praw Obywatelskich
Zespół redakcyjny: Zdzisław Raczkowski, Witold Ligezowski, Małgorzata Madziar, Emilia Cenacewicz, Krzysztof Maciąg, Zygfryd Wilk, Bogdan Goczyński, Zygmunt Jan Prusiński oraz wielu sympatyków SOPO

uwagi i wnioski proszę wysyłać na adres: afery@poczta.fm
redakcja@aferyprawa.com
Dziękujemy za przysłane teksty opinie i informacje.

WSZYSTKICH INFORMUJĘ ŻE WOLNOŚĆ WYPOWIEDZI I SWOBODA WYRAŻANIA SWOICH POGLĄDÓW JEST ZAGWARANTOWANA ART 54 KONSTYTUCJI RZECZYPOSPOLITEJ POLSKIEJ.

zdzichu

Komentarze internautów:

Komentowanie nie jest już możliwe.