Imieniny:

AferyPrawa.com

Redaktor Zdzisław Raczkowski ujawnia niekompetencje funkcjonariuszy władzy...
http://Jooble.org
Najczęściej czytane:
Najczęściej komentowane:





Pogoda
Money.pl - Kliknij po więcej
15 lipca 2020
Źródło: MeteoGroup
Polskie prawo czy polskie prawie! Barwy Bezprawia

opublikowano: 26-10-2010

Inżyniera społeczna – parytety w demokracji

Wszystko, co mówi mężczyzna o kobietach, jest podejrzane – ponieważ jest wtedy sędzią i stroną. Mam jednak nieodparte wrażenie, że sędzia właśnie się zmienił, ponieważ wielu mężczyzn popiera feminizm (czują się winni?), a jeśli nie dla feminizmu, to dla jego wybranych postulatów, np. dla instytucjonalnych rozwiązań w sprawie równości płac i dostępu do stanowisk. Francuskie władze uradziły były niedawno, że połowa miejsc w zarządach firm i spółek ma być obsadzana przez kobiety. Pomysł uchodzącej za konserwatystów partii prezydenta Francji, Sarkozy’ego („parytet w biznesie”).
Ciekawe, ale po kolei.

Czas otworzyć usta i trochę postrzelać w kierunku politycznej poprawności. Sędzia zmieni się na niekorzyść mężczyzn, ponieważ to oni poniosą koszta pomysłów podobnych do tych prezydenta Francji i jego partii.

BIZNES I NATURA PŁCI

Pomijając homoseksualistów, których wcale nie jest tak dużo, jak się powszechnie sądzi, mężczyźni czują pociąg do kobiet, a kobiety do mężczyzn. Mężczyzna dla drugiego mężczyzny jest konkurencją, rywalem, przeciwnikiem w walce o lepsze „zasoby ”kobiet. Analogicznie rzecz ma się z kobietą. Zatem „feminizm” z gruntu rzeczy jest buntem przeciwko samej naturze. Dlaczego tak się dzieje, wyjaśnia mechanizm identyfikacji oraz zwykła pauperyzacja. Aby zdobyć poparcie wśród większej ilości ludzi, należy poszukać wspólnej dla nich płaszczyzny i do niej się odwołać. Tymczasem im bardziej rozpatrujemy życie jednostki, tym więcej różnic zauważamy. Punkty wspólne leżą zatem bliżej ogólnej (zwierzęcej? powierzchownej? prostszej?) natury człowieka, jej fundamentalnych cech („niska płaszczyzna”). Taką cechą jest właśnie płeć.

Kryteria, jakimi mężczyzna w swoim środowisku miałby przyjąć, aby sprzyjać dyskryminacji kobiet, są takie, iż kobieta jest słabsza, ma słabszą siłę przebicia i towarzyszy jej intelektualny debet odziedziczony po okresie dyskryminacji kulturowej. Uderza się więc w naturę mężczyzny, jako silniejszego. Tymczasem ten aspekt należy rozumieć zupełnie odwrotnie. Mężczyzna w swoim środowisku nie będzie dążył do dyskryminacji kobiet, tylko do dyskryminacji konkurentów, ponieważ rywalizuje z nim o zasoby „lepszych gatunkowo” kobiet. Będzie dążył do podniesienia swojej wartości poprzez denominację konkurentów. Jeśli tak nie jest, to oznacza, że ogólne odwoływanie się do natury i kulturowej dyskryminacji nie ma sensu.

Wolne społeczeństwo samo decyduje o pozycji kobiet. Pracy dla kobiet, np. w manufakturowych przędzalniach, zaczęło przybywać właśnie w okresie dzikiego, XIX-wiecznego kapitalizmu. To, że w fabryce ubrań czy papierosów płacono mniej, jest wynikiem tego, że ciężkie prace fizyczne w kopalniach i hutach dostarczały produktów oraz (pre)fabrykatów potrzebnych ówczesnym gospodarkom bardziej niż dobra typowo konsumpcyjne, jakimi były odzież i papierosy. Dzisiaj popyt na ubrania jest większy, przez co i zawody w branży produkcji i sprzedaży mogą być opłacane wyżej niż w kopalniach i hutach.

eterum

Rys. Szymon Loduchowski/Prokapitalizm.pl

Kobiety wskoczyły zresztą do większości męskich zawodów na czas I Wojny Światowej, co jest argumentem przeciwko „zajęciu” fizycznych zawodów przez mężczyzn. Ot, okazało się że kobiety mogą pracować tam, gdzie mężczyźni. Zapominamy tu o jednej rzeczy: Mianowicie, mężczyźni zostali odesłani do jeszcze cięższego zajęcia, jakim była wojna. Środek ciężkości społecznej równowagi (jeśli w ogóle można mówić o równowadze w czasie wojny) nie zmienił się. Zapomniano też, że wiele gospodarek w trakcie lub bezpośrednio po I WŚ przeżyły załamanie, a wobec braku pracy podczas Wielkiego Kryzysu kobiety szybko wróciły do „tradycyjnych zajęć”.

Jeśli rekord na 100 metrów mężczyzn jest lepszy niż ten sam rekord na 100 metrów kobiet, powinno to wystarczyć za argument, dlaczego mężczyźni są odsyłani do cięższych zajęć. Porównajmy wydajność górnika-mężczyzny i górnika-kobiety i zobaczmy, kto np. przerzuci więcej węgla do wagonu. Jest to ten sam powód, dlaczego były dżokej nie będzie podnosił ciężarów. Nie mówi się z tego powodu o „dyskryminacji byłych dżokejów”. Na wolnym rynku to właściciel kopalni ma prawo oceniać, kto nadaje się bardziej do fedrowania i przerzucania węgla. Jeśli zignoruje babochłopa silniejszego/wydajniejszego od wszystkich mężczyzn na zakładzie, zrobi to na swoją własną szkodę.

Zauważmy jedno: wojna, jedno z zaprzeczeń wolnego rynku (czasami koniecznego, by w dalszej perspektywie ten wolny rynek utrzymać), utorowało drogę kobiecie do uzyskania praw politycznych. Może dlatego nie powinno nas dziwić, gdy feministki popierają rozwiązania inżynierii społecznej, jak choćby „parytety biznesowe”. W końcu zaczęło się wojną, więc trzeba ją kontynuować. Sam zresztą fakt, że „mężczyźni wywołują wojny” jest wręcz nadużywany w zwykłych dyskusjach na temat płci. Być może to zbieg okoliczności, że feminizm i jego postulaty (popierane także przez nie-feministki) szukają oparcia w państwie, skoro pierwsze ich sukcesy były związane właśnie z państwem (które to państwo przyznały też prawa polityczne).

Wolne społeczeństwo (albo „wolny rynek” – obojętnie) przestrzegające praw negatywnych (prawa do ochrony życia i mienia) bez pomocy państwa zadecyduje o statusie mężczyzn i kobiet. Wolny rynek nie patrzy na to, czy jesteś kobietą, mężczyzną, białym, czarnym czy żółtym, czy jesteś mleczarzem czy bankierem, czy urodziłeś się w szlacheckiej rodzinie tudzież w rodzinie drobnych handlarzy złomem. Niektórzy mają lepszą pozycję startową, ale na to nikt nie ma wpływu – nadmorskie miejscowości posiadają więcej możliwości niż mają ich Berberowie koczujący po pustyni.

Wolny rynek, konglomerat dobrowolnych umów, nieuzupełniany o faworyzujące przepisy, jest najwyższym sędzią i to on decyduje o rozdziale środków. Rozważmy hipotetyczną sytuację, w której kobiety zarabiają o złotówkę mniej od mężczyzn. Żeby tę różnicę wyrównać, trzeba będzie zabrać mężczyznom (via państwo przez podatki, via firmy prywatne przez podwyższone ceny).

Zarobki kobiet = 699k

Zarobki mężczyzn = 701k

Zarobki kobiet po parytecie pensji = 700k

Zarobki mężczyzn po ww. korekcie = 700k

Koszty wprowadzenia parytetu = 2k/pensja *

Zarobki kobiet/mężczyzn netto po korekcie = 698k

* ponieważ na straży przepisu będą stać opłacani przez państwo urzędnicy, a część firm poniesie straty. Rozważmy dwa przypadki:

1) w prywatnym przedszkolu, gdzie pracuje 20 kobiet i 3 mężczyzn (w dodatku jeden to woźny, a drugi kucharz) w radzie zakładowej zasiada 5 kobiet. Z zebraniem choćby 5 męskich pracowników jest problem, gdyż w tym przedszkolu pracuje ich tylko 3. Czy firma będzie musiała zatrudnić dodatkowych 2 mężczyzn, a w radzie zasiądą ci, co z samym wychowywaniem nie mają wiele wspólnego?

2) analogicznie w kopalni, gdzie pracuje 20 górników i 5 sekretarek. Zakładowa rada liczy 10 osób. Czy 5 sekretarek powinno mieć tyle do gadania, ile 5 doświadczonych w sprawach kopalni górników?

Ponadto, „biznesowy” parytet pociąga za sobą koszty szkodliwe temu, komu miały służyć. Pomijając biologiczno-psychologiczną niedorzeczność w założeniu, iż mężczyźni dyskryminują kobiety, także w aspekcie ekonomicznym „wyrównywanie” jest niekorzystne względem (choćby i losowego i relatywnie niekorzystnego) działania wolnego rynku.

Pracodawca, który nie zatrudnia za odpowiednią cenę wykwalifikowanego pracownika (pracowniczkę), szkodzi sam sobie.

Produktywność średnia 9 pracowników w firmie A: 1.20

Produktywność średnia 9 pracowników w firmie B: 1.19

Produktywność maksymalna* pracowniczki Anna: 1.50

Produktywność firmy A po zatrudnieniu Anny: 1.23

Produktywność firmy B po zatrudnieniu Anny: 1.22

· Tylko przy maksymalnej pensji Anna będzie maksymalnie wydajna w pracy.

· Zarobki Anny będą, jak każdego pracownika, wyznaczane przez granicę, za jaką ani firma A, ani firma B nie będzie mogła /chciała przekroczyć. Otrzymując dwie oferty pracy Anna wybierze (przyjmijmy) tą z korzystniejszymi dla niej warunkami. Jeśli będzie to firma B, to zyska przewagę nad firmą A (mimo, iż była słabsza przed zatrudnieniem Anny).

Wniosek nie jest zbyt odkrywczy, ale prawdziwy: Jeśli Anna, lub jakikolwiek pracownik, zamierza uzyskać wyższy zarobek, musi się odznaczać wyższą atrakcyjnością dla pracodawcy, którą ten oszacowuje na podstawie kwalifikacji, doświadczenia i całej podaży identycznej pracy na rynku. I owszem, kobiety, które odniosły sukces, zrobiły to bez pomocy parytetów, dzięki własnym umiejętnościom, doświadczeniu i wytrwałości. Osobowość tych kobiet często nie różni się od osobowości odnoszących sukces mężczyzn, co tylko dowodzi tezy, że wolny rynek nie zwraca uwagi na płeć i każdego traktuje nomen omen równo.

POLITYKA I DEMOKRACJA

Ciężko zmierzyć polityczne kwalifikacje za pomocą cen i współczynników, sprawa politycznego parytetu (połowa miejsc w gremiach wybieranych drogą demokratyczną) i jego szkodliwości nie byłaby tak wyostrzona, gdyby nie parytet biznesowy. Z tego miejsca wypadałoby nawet podziękować Francuzom i Francuzkom, że robią coś tak niedorzecznego – tylko drogą eksperymentów można wykazać szkodliwość i pożyteczność danych rozwiązań.

Parytet w polityce jest niewątpliwie niedorzeczny. Jego wprowadzenie np. w Polsce łączy się z ordynacją wyborczą, gdzie listy wyborcze ustalane są przez prezesów partii politycznych. W wypadku JOW (Jednomandatowe Okręgi Wyborcze) bądź MOW (Mieszana Ordynacja Wyborcza) problem ten znika i właśnie tutaj trzeba poszukać rozwiązania, a nie kręcić młynem na około. Mimo to - w obecnym systemie istnieje inne wyjście dla kobiet: przyłączanie się tylko do tych partii, które stosują wewnętrzne „parytety polityczne”.

Pod dywan zamieciono wyborczą klęskę Partii Kobiet (0,2%) i nie wskazano tego jako oczywistej klęski myśli parytetowej. Najwyraźniej wśród kobiet nie było solidarności, aby wygrać wybory (kobiet jest więcej niż mężczyzn!) głosując na „swoją” partię.

Podziały w polityce idą wzdłuż ideologii i prerogatyw działania danych partii. Innymi słowy, o składzie nie decyduje porozumienie mężczyzn-socjalistów i mężczyzn-konserwatystów, tylko przynależność partyjna. Także kobiety-politycy nie są zuniformizowaną grupą i mają różne cele i poglądy. Oczywiście, jest to nie do przełknięcia dla feministek i zwolenniczek ich niektórych postulatów, które zarzucają kobietom „brak solidarności z własną płcią” i „głupotę, gdyż nie widzą własnej korzyści z wprowadzenia parytetów”. Widać, że motywem nie jest wyrównywanie szans, ale odnoszenie korzyści.

Przyjmując dla wielu utopijne założenia demokracji, to wyborca decyduje, kogo wybiera. Obojętne jest mu, czy wybrany to kobieta, czy mężczyzna. Ważne, by kandydat przekonał elektorat, choćby samym jestestwem, że warto na niego zagłosować. Gdyby kobiety znalazły jedną jedyną kandydatkę i zagłosowały jak nomen omen jeden mąż na nią, to ich kandydatka wygrałaby wybory (kobiet jest więcej niż mężczyzn). Skoro tak się nie dzieje, to znaczy, iż parytety polityczne nie mają sensu. Jak do demokracji ma się sztuczna korekta demokratycznego głosowania? Rozważmy pewien przypadek:

Wprowadzono parytety polityczne na wybory do Rady Miejskiej miasta XYZ. Liczba uprawnionych do głosowania to 500.000 dorosłych. Wybiera się 20 radnych, 10 kobiet i 10 mężczyzn.

· Kandydat Tomasz uzyskał 10 tys. głosów, co plasuje go na miejscu 11 wśród wybieranych mężczyzn. Ponieważ tylko 10 mężczyzn ma prawo wejść do Rady Miasta XYZ.

· Tak rozkładają się na płcie głosy kandydata Tomasza: 7 tys. od kobiet, 3 tys. od mężczyzn. Kandydat Tomas jest wysokim, przystojnym, dobrze ubranym brunetem i obiecał kobietom darmowe przedszkola i dłuższy zasiłek macierzyński, toteż zyskał sobie dużą większą sympatię kobiet niż mężczyzn.

· Kandydatka Anna uzyskała 8 tys. głosów, co plasuje ją wśród wybranych radnych-kobiet. Dla wyjaskrawienia przyjmijmy, że zajęła 10., ostatnie premiowane elekcją miejsce.

· Rozkład głosów na kandydatkę Annę przedstawia się tak: 4 tys. głosów od kobiet, 4 tys. od mężczyzn. Mimo mniejszej ogólnej ilości głosów, jak i mniejszej ilości głosów od samych kobiet, to Anna, a nie Tomasz, zostanie radnym miejskim w XYZ.

Wynika na to, że w imię politycznego parytetu zignorowano (!) wybór 8.000 wyborców-kobiet, które mogły oczekiwać korzyści z wyboru kandydata Tomasza, aby korzyść odniosła 1 (lub nawet 10) kobiet wybranych na radnych.

Oczywiście, inżynierzy społeczni o tym wiedzą i dlatego proponują wprowadzenie podwójnej listy wyborczej. Na jednej kobiety, na drugiej mężczyźni. To rozwiązuje problem dyskryminacji głosów, ale wypacza całkowicie ideę wolnego wyboru. Rozważmy kolejny przypadek:

W mieście XYZ wprowadzono podwójną listę wyborczą z parytetem. W mieście wyjątkowo wysokie poparcie posiada Partia Bananów i Pomarańczy (w skrócie BiP), która rozrzutem ideowym przypomina partię w systemie dwupartyjnym. Wysuwa ona kandydatów Tomasza i Pawła oraz kandydatki Annę i Esterę.

· W sondażu ulicznym przeprowadzonym na wszystkich mieszkańcach XYZ wśród kobiet wygrał zdecydowanie Tomasz (z powodów wyżej wymienionych). Drugie miejsce zajął Paweł, ceniony w mieście XYZ ginekolog, do którego kobiety czują zaufanie. Dopiero 3 i 4 miejsce w sondażach zajmuje Anna, a czwarte Estera. Reputacja Anny wśród kobiet nie jest najlepsza – podniosła ona opłaty za miejskie przedszkola i obcięła świadczenia z tytułu macierzyństwa. Z kolei Estera jest „spadochroniarką” przybyłą do miasta XYZ dopiero rok temu, przez co wyborcy nie znają, bądź nie ufają jej.

· Partia BiP zdobywa dwa fotele radnych. Z uwagi na parytet dostają się tylko Tomasz i Anna, mimo, iż sondaż doskonale pokazał, że kobiety-wyborcy preferują Pawła przed Anną.

· Anna kontynuuje politykę, której nie życzyłyby sobie kobiety, i która nie miałaby miejsca, gdyby wyborcy-kobiety mogły wybrać Pawła przed Anną. Nie jest to jednak możliwe z powodu wypaczonego systemu podwójnej listy wyborczej z parytetem.

Oczywiście, powyższy przypadek posiada jedną wadę – w wyniku wewnętrznych demokratycznych wyborów na obu listach powinny zjawić się osoby, które będą miały największe poważanie wśród wyborców. Niestety, partie, nieważne, czy kierowane „autorytarnie” przez prezesów, czy demokratycznie lub poprzez rady i oddziały, tracą motywację do tego potrzebną właśnie z momentem wprowadzenia podwójnej listy. Skoro najlepszym możliwym kandydatem na liście żeńskiej jest Anna, to i tak zostanie wniesiona na listę i to zostanie ona wybrana przed Pawłem wbrew woli kobiet, ponieważ inne kandydatki mają jeszcze słabszy potencjał.

Podwójna lista wyborcza kamufluje mankamenty parytetu. Dlatego należy przypuszczać, że w takiej formie będzie on wprowadzany wszędzie, gdzie partie polityczne zwietrzając możliwość zdobycia dodatkowych ok. 10% zaczną taki parytet obiecywać. Pozostałych ok. 90% sprawa parytetu nie będzie obchodzić, bo to nie wyeliminuje ich kandydatów z obiegu wyborczego i nie odbierze im całkowitej szansy na zwycięstwo (tylko okroi ją o 50%). Skutki:

· Połowa kandydatów zostaje wybrana większością głosów. Oznacza to, że dla ponad 50% wyborców wprowadzenie parytetu jest sprawą obojętną, ponieważ ich kandydaci i tak „wygrają”.

· Druga połowa kandydatów (a i kandydatek, bo kto powiedział, że w Radzie Miasta XYZ nie może zasiadać 100% kobiet?), która „odpadła” w wyniku parytetu, jest wybrana mniejszością głosów.

Powyższy schemat jest wytłumaczeniem wszystkich sukcesów lewicy, która wybiera sobie target - zwolennicy aborcji, homoseksualiści, kobiety, biedniejsi (celowo nie „biedni”), związki zawodowe, następnie obiecuje im korzyść. Koszt ekonomiczny lub społeczny faworyzowania danej grupy nie jest zbytnio odczuwany, ponieważ rozkłada się on równomiernie na wszystkich wyborców, a przy okazji samych wyborów jedna grupa wydaje się być niezależnym od innych bytem. Rzecz „rozchodzi się po kościach”.

Siła przyciągania wyborców rośnie, gdy grupy nakładają się na siebie. Dowód na skuteczność taktyki „atomizowanego kolektywu” opisał Hans Hermann Hoppe w swoich książkach. Wskazał on na to, iż w miarę rozszerzania praw politycznych, wzrastał odsetek głosów oddanych na partie socjalistyczne.

Wiedzą o tym francuscy konserwatyści i dlatego próbują w rozpaczliwy sposób przejąć „teren” zabrany przez lewicę. Jest to swojego rodzaju ironiczny paradoks. Bismarck, konserwatysta, wprowadził system ubezpieczeń społecznych z obawy przed narastającą popularnością demokracji i lewicy (kiedyś te pojęcia były prawie zamienne). Dzisiaj konserwatyści, w strachu przed 50,4% wyborców (kobietami) wprowadzają parytety. W demokracji nie ma wyboru – jak mus to mus. Demokracja jest nierozerwalnie związana z zaawansowaną inżynierią społeczną. Partie, w strachu przed powodzeniem pomysłów innych partii, przyjmują taktykę „wyprzedzającego uderzenia’ i same wprowadzają idee częstokroć z własną ideologią sprzeczną.

Aby w sprawie parytetów płci, jak i w całej demokracji, partia ideowa mogła osiągnąć sukces potrzebne są dwa sploty okoliczności

· Partia złożona z wytrwałych ideowców, forsująca wyłącznie jako skonsolidowane środowisko każdą zmianę przybliżającą do wyznawanych ideałów.

· Ujawnienie olbrzymich społecznych kosztów, jakie niosą się z realizacji postulatów „atomizowanego kolektywu”, które stają się niemożliwe do udźwignięcia przez kolejne „demokratyczne” partie.

Bo kto wejdzie w mechanizm partii demokratycznej, ten już nie wyjdzie żywy. Będzie musiał poddać się presji i wprowadzać parytety czy inne bezeceństwa. Dlatego chociaż sam system może być demokratyczny, to działająca w nim partia nieuginająca się żądaniom grup nacisku i nieszukająca poklasku u targetów, taka być nie może. I to jest credo dla konserwatystów.

Kamil Kisiel

Tematy w dziale dla inteligentnych:
ARTYKUŁY - do przemyślenia z cyklu: POLITYKA - PIENIĄDZ - WŁADZA

Polecam sprawy poruszane w działach:
SĄDY PROKURATURA ADWOKATURA
POLITYKA PRAWO INTERWENCJE - sprawy czytelników

"AFERY PRAWA"
Niezależne Czasopismo Internetowe www.aferyprawa.com
redagowane przez dziennikarzy AP i sympatyków z całego świata których celem jest PRAWO, PRAWDA SPRAWIEDLIWOŚĆ DOSTĘP DO INFORMACJI ORAZ DOBRO CZŁOWIEKA

uwagi i wnioski proszę wysyłać na adres: afery@poczta.fm - Polska
aferyprawa@gmail.com
Dziękujemy za przysłane teksty opinie i informacje.

WSZYSTKICH INFORMUJĘ ŻE WOLNOŚĆ WYPOWIEDZI I SWOBODA WYRAŻANIA SWOICH POGLĄDÓW JEST ZAGWARANTOWANA ART 54 KONSTYTUCJI RZECZYPOSPOLITEJ POLSKIEJ.

zdzichu

Komentarze internautów:

Komentowanie nie jest już możliwe.