Imieniny:

AferyPrawa.com

Redaktor Zdzisław Raczkowski ujawnia niekompetencje funkcjonariuszy władzy...
http://Jooble.org
Najczęściej czytane:
Najczęściej komentowane:





Pogoda
Money.pl - Kliknij po więcej
19 października 2020
Źródło: MeteoGroup
Polskie prawo czy polskie prawie! Barwy Bezprawia

opublikowano: 08-02-2011

Coraz więcej nazwisk w internecie  Mirosław Naleziński

    Umorzono postępowanie ws. konfliktu (październik 2010 na Wydziale Humanistycznym UMCS) pomiędzy wykładowczyniami, podczas którego prof. Jedynak powiedziała (podobno) do dr Zawanowskiej - "Ty Żydówo!". Według dyscyplinarnego rzecznika nie ma dowodów na to, że takie słowa padły, mimo że oświadczenia w tej sprawie złożyło kilku studentów.
    Incydent na UMCS opisywały lokalne media, ponadto sprawą tą zajmowała się także prokuratora, która badała, czy nie doszło do przestępstwa publicznego znieważenia osoby z powodu jej przynależności narodowej, etnicznej lub wyznaniowej, za co grozi kara do trzech lat więzienia, jednak prokurator ocenił, że do przestępstwa nie doszło i odmówił wszczęcia śledztwa w tej sprawie (ustalono m.in., że wykładowczyni, do której miały być kierowane słowa "Ty Żydówo!", nie jest narodowości żydowskiej).
    Umorzenie przez rzecznika dyscyplinarnego postępowania wyjaśniającego oznacza, że wobec prof. Jedynak nie zostanie wszczęte postępowanie dyscyplinarne (od nagany po usunięcie z uczelni). 

Tyle lokalne, choć głośne, wydarzenia zaistniałe (albo i nie) w Lublinie a opisywane przez wiele mediów. Inne, mniej nagłośnione (głównie przez portal AferyPrawa), wydarzenie, to hece w wykonaniu pisarki dr Magdaleny Chomuszko, absolwentki Uniwersytetu Gdańskiego.
    Pani ta zainstalowała się na portalu Nasza Klasa, na którym prowadziła nie tylko uczone dysputy, ale także wpisywała frywolne żarciki i zmagała się z dwoma użytkownikami - z Jackiem Kawalcem oraz z Mirosławem Nalezińskim, natomiast dobrze pisywało się jej z innymi użytkownikami, którzy zamieszczali dowcipy całkowicie niezgodne z regulaminem NK - wulgarne, rasistowskie, seksistowskie, antygejowskie i obrażające uczucia religijne. Pani doktor (obecnie chyba jeszcze doktorantka UG) nie żałowała sobie w ostatnich trzech kategoriach.
    Kiedy poważniej zirytowała się na Jacka Kawalca, to w swoim komentarzu zacytowała jego tekst, po czym jego dane świadomie zamieniła z klawiatury na "Mirosław Nalezińśki" (z błędem!) dopuszczając się fałszerstwa! Ponadto na portalu NK oraz Salon24 parokrotnie publikowała swoje konfabulacje, że Naleziński i Kawalec to jedna i ta sama osoba. Nawet dość starannie opracowała (wespół ze swoimi, oddanymi sprawie, przyjaciółmi) obszerny dowód (zwany przez nią dedukcyjnym), z którego ma wynikać, że Naleziński zarejestrował się jako Kawalec i obrażał ją w internecie pod dwoma postaciami.


    Kiedy Naleziński opisał wybrane przaśne żarciki, w tym dr Chomuszko, oraz jej fałszerstwo i pomówienia (że ma dwa, a nawet trzy, konta!), to pani ta publicznie ogłosiła, że idzie do swojego prawnika i że zgłosi tę sprawę do właściwych organów.
    I uczyniła to! Właśnie mijają dwa lata, kiedy to pani doktor powiadomiła policję oraz dwa gdańskie sądy, że to ona czuje się zniesławiona i że to jej cześć została narażona na szwank. Jej mecenas podnosi - jakże w patetyczny sposób - że każdy człowiek ma niezbywalne prawo do zachowania godności, ale (jak wynika to z jego pism) wyklucza z tego zbioru... Nalezińskiego (bowiem on z pewnością nie zasługuje na ten luksus w oczach tego prawnika). Że też ów mecenas, znając przecież wyczyny pisarki, nie odradził jej kursowania po sądach? A wyjeżdżanie z tym prawem do godności, to już szczyt arogancji i hipokryzji, kiedy to nie kto inny, ale jego klientka popełnia czyny karalne!
    Cała grupa skupiona wokół doktorantki jest do dzisiaj przekonana, że Naleziński miał dodatkowe konto zarejestrowane na niejakiego Kawalca, z którego ją obrażał - owo stadko można zapytać o dowolnej porze dnia i nocy, a napisze oszczerstwa w rodzaju: "Naleziński, ty przecież doskonale wiesz, że pisałeś z drugiego konta!" (patrz S24, EIOBA oraz AferyPrawa). Ciekawe, czy sprawiedliwa Temida poprosi tych wszystkich dżentelmenów przed swoje oblicze i wyciągnie stosowne konsekwencje?


    Czym kierował się mecenas, kiedy żądał 20 tysięcy złotych dla swej znajomej klientki, dr Chomuszko, której wyczyny opisał red. Naleziński na portalu Salon24 (bez podania jej nazwiska w artykule)? A opisał jej przaśne dowcipy zamieszczane w najwulgarniejszym wątku NaszaKlasa. Owa akademicka a doktoryzująca się nauczycielka i pisarka - zgodnie z kodeksem etyki - powinna walczyć z takimi sprośnościami oraz - zgodnie z regulaminem NK - nie powinna w ogóle zamieszczać seksistowskich i antygejowskich kawałów pośród całkiem wulgarnych. I mimo że jej nazwisko w artykułach nie pojawiało się, to mecenasowi i tego było aż nadto - uważał, że jej inicjały i branża jej twórczości, są tak łatwe do zidentyfikowania, że należą się tej pani te - niemałe w końcu - pieniądze i że artykuły na jej temat powinny być skasowane z internetu oraz że należy ją przeprosić za wszelkie krzywdy i sugestie, nawet takie, których tam nie było (np. pijaństwo i niemoralne prowadzenie - gdzież ten sędzia to wszystko był dostrzegł?).
    Mecenas zignorował wszystkie materiały, które otrzymał na temat jego mandantki, a było tego całkiem sporo. Od dwóch lat ta pani zeznaje po sądach (a jej anonimowi zwolennicy wypisują na rozmaitych portalach owe kłamstwa, będące zniesławieniami, nie przebierając zresztą w słowach) swoje wymyślne bzdury. Sądy (w tym apelacyjny) mają wszystkie materiały z obu stron, jednak (tak to wygląda) niezbyt zależy im na poznaniu faktów, bowiem zajęte są cyzelowaniem przepisów, zatem tracą impet w dociekaniu prawdy.
    Pierwszy proces (cywilny) zakończył się dość szybko (podczas półrocznego zwolnienia lekarskiego pozwanego), na którym to procesie nie było go ani razu (półroczna absencja, w tym sanatorium) - wydano wyrok skazujący, bowiem sędzia uznał fałszerstwo (przyznała się do zamiany nazwisk!) pisarki Chomuszko za omyłkę (sic!) oraz po prostu zbagatelizował (sic!) oświadczenie Nalezińskiego, że miał tylko jedno konto zarejestrowane na swoje nazwisko, zatem dość harmonijnie i logicznie przeszedł do najważniejszej konkluzji, czyli że to... on jest winien. Temu energicznemu sędziemu nie starczyło już werwy, aby powiadomić zainteresowanego wyrokiem, o którym dowiedział się dopiero tuż przed inauguracyjną... drugą rozprawą (tym razem karną), w... 4 (sic!) miesiące po wydaniu wyroku! Co oburzające w unijnym państwie prawa - apelacja jest zablokowana z powodów tyle oczywistych, co kuriozalnych, bowiem minęły wszystkie możliwe terminy i nie ma w Polsce mądrego, kto mógłby ten problem rozwikłać zgodnie z zasadami elementarnej logiki!


    Czy znane są inne przypadki, kiedy osoba kłamiąca, zniesławiająca i fałszująca idzie do sądu jako pokrzywdzona i robi na jednoosobowym składzie tak przekonujące wrażenie, że ten błyskawicznie (jak na nasze warunki) wydaje wyrok bez widzenia się z pozwanym i odrzucając jego pisma oraz dowody w sprawie? Gdzie równość wobec prawa? Czy kompromitacją gdańskiego Sądu Okręgowego zajmie się Ministerstwo Sprawiedliwości, aby przeanalizować wszystkie błędy popełnione przez sędziego, którego tak łatwo wprowadziła w błąd pani doktor swoimi konfabulacjami? Inaczej - jak to było możliwe, aby dać wiarę walecznej pisarce i skazać niekaranego obywatela bez jego wysłuchania i bez poważnego potraktowania dowodów?!
    W przeciwieństwie do UMCS, władze UG, uznały, że w ogóle sprawą się nie zajmą, bowiem doktorantka działała na portalu NaszaKlasa niejako poza uczelnią, zatem kodeks etyki jej nie dotyczy (sic!). Zresztą w obu przypadkach (lubelski i gdański) skutek jest podobny - nic się nie stało! Uczelnia, z którą związana jest pani doktor, nie będzie rozpatrywać jej niecnej działalności, bowiem... poczynała sobie ona poza jej murami.
    Ciekawe, w jaki sposób sądy potraktowałyby zagadnienie, gdyby zamiast pisarki, na NK produkował się ksiądz lub oficer wojska albo policji? Gdyby o procesach dowiedziały się co bardziej znane media, to nie pozostawiłyby na nich suchej nitki, natomiast zwierzchnicy pewnie także by uważali, że skoro folgowali sobie po służbie...
    Ani policja, ani sądy nie są w stanie stwierdzić kto ma rację i nawet chyba się do tego nie przyłożyły, skoro nie zbadały tajemniczego drugiego użytkownika, którego pisarka wzięła za Nalezińskiego. Podczas okupacji wszelkie tego typu pomyłki bywały tragiczne dla osób, które fałszywie zostawały wskazane przez "nadgorliwych" obywateli. W jaki sposób osoby te miałyby walczyć o swoje dobre imię (wojna trwała 5 lat), skoro przez 2 lata nasze organa nie są w stanie poznać prawdy? A przecież jaka jest różnica w liczbie spraw i w możliwościach, w tym technicznych - wówczas i na początku XXI wieku?


    Ostatnio także głośno o worze orderów, którymi obdzielił naszych rodaków prezydent Komorowski. Jeden krzyż (kawalerski) otrzymał sędzia Zbigniew Pannert za "wybitne zasługi w działalności publicznej na rzecz sądownictwa". Dociekliwi dziennikarze dotarli do informacji, że podczas stanu wojennego stał on po niewłaściwej stronie, sporządzając dwa akty oskarżenia: za wywieszenia na płocie antyrządowej ulotki oraz za wywieszenie flagi "Solidarności" - ów uhonorowany prawnik, żądał po trzy lata więzienia dla sprawców tych czynów, które przyczyniły się do upadku komuny. Czy można informować społeczeństwo o takich zamierzchłych sprawach? Czy sędzia nie czuje dyskomfortu? A jego rodzina jest zachwycona? A czy o sprawie doktorantki nie można pisać, że kłamie i sfałszowała podpis? Kto ma o tym decydować?

    23 stycznia 2011 niektóre media podają wypowiedź jednej z wdów - "Rząd Tuska posłał na śmierć prezydenta Kaczyńskiego" a nawet - "Tusk posłał na śmierć prezydenta Kaczyńskiego". Czy jest to publiczne pomówienie? I jakiej rangi!
    Przy okazji - podczas ostatnich sejmowych debat, zwroty opozycyjnych polityków wobec premiera Tuska były skandaliczne - jakiż ładunek zniesławień, i co? A marszałek Niesiołowski ze swoim wyłącznikiem mikrofonu - to kolejny skandal! Na jakich wzorcach ma opierać społeczeństwo swoje wypowiedzi i zachowania? Hipokryzja prawa w Polsce? Polityk może publicznie pytać o rzekome nadużywanie alkoholu przez prezydenta, zaś bloger nie może omówić fałszerstwa i kłamstw doktorantki? Czyż nie zatracono właściwych proporcji, panie sędzio z Gdańska?
    A gdański sąd zajmuje się trzeciorzędną dla sprawiedliwości sprawą - czy Naleziński pomówił Chomuszko opisując jej żarciki, kłamstwa i fałszerstwo? A w którym niby miejscu ją pomówił? Skomentował przecież jej tekściki, które sama dobrowolnie zamieściła, zatem które złamał paragrafy? Mało tego - jeden z zarzutów, to wyjęcie z kontekstu żartów i niekompletne ich zamieszczenie - czyżby sędzia sugerował, że należałoby opublikować wszystkie żarty pani doktor i to pośród innych, wulgarniejszych, dowcipów, aby był zachowany bardziej obiektywny klimat wesołej dyskusji?
    Czy w innych państwach zajmują się takimi bzdetami? W sumie to nawet i słusznie, że sąd zajął się tą aferą, jednak powinien zbadać ją dogłębniej, czyli najpierw powinien skazać panią za zniesławienia i fałszerstwo, a potem - jeśli zdoła oddzielić teksty obu autorów, uznawanych przez pisarkę za jedną osobę (sic!) - dopiero Temida powinna rozpatrywać winę tego pana ciąganego od miesięcy po sądach. A może Temida wpadnie na pomysł znalezienia pana Kawalca? A może zamieści ogłoszenie, że jeśli się dobrowolnie zgłosi, to otrzyma pewną gratyfikację i list żelazny, dzięki czemu udowodni pani doktor, jak bardzo się pomyliła, wskazując palcem na niewinnego człowieka?

    Były europoseł, Marcin Libicki, domaga się w sądzie od gazety "Polska Głos Wielkopolski" ponad 4 mln zł za naruszenie dóbr osobistych i za utraconą pensję europarlamentarzysty. Informacje ujawniane na łamach tego dziennika spowodowały rezygnację z umieszczenia Libickiego na liście kandydatów PiS. Sąd uznał, że ówczesny poseł złożył zgodne z prawdą oświadczenie lustracyjne oraz że nie był świadomym współpracownikiem organów bezpieczeństwa państwa, natomiast redakcja PGW twierdzi, że publikacje gazety były oparte na dokumentach historycznych oraz wypowiedziach ekspertów. I kto ma rację?
    Jeśli gazeta zrujnowała komuś życie w polityce na podstawie nieprawdziwych wieści, to zapłaci aż taką żądaną kwotę? Czy media mogą podawać niesprawdzone dane albo całkiem wymyślone? W przypadku prezydenta Kwaśniewskiego podawano pewne fakty rzekomo zaistniałe w Polsce, natomiast on wówczas był poza granicami naszego kraju (oczywiście, można dyskutować, czy powinien być prezydentem RP, czy nie, ale prawda powinna być badana niezależnie od politycznych opcji!). Czy dochowano rzetelności podczas zbierania danych, czy chciano zdobyć rozgłos (i czytelników!) kosztem (teraz) posła i (wówczas) prezydenta?
    Kiedy media zaczną płacić solidne zadośćuczynienia za publikacje niesprawdzonych lub wręcz zmyślanych wieści? No i jak to się ma do wyroku w sprawie doktorantki - dlaczego jednoosobowo sąd uznał jej racje, nie zaś dziennikarza? I nawet go nie powiadomił o swoim wyroku! A swoją robotę spaprał tak dokumentnie, że zamiast skazać pisarkę za kłamstwa i fałszerstwo, to skazał dziennikarza za omówienie jej wyczynów! I tego skandalu nikt w Gdańsku ani w Warszawie nie chce wyjaśnić? Żaden prawnik z wysokiego urzędu państwowego nie ma zamiaru zbadać tej, kompromitującej polską Temidę, sprawy? To trzeba wysłać ten przykład poza granice, aby zajęto się sprawą na poważnie?

    Kilkanaście dni temu media ostro pojechały smykiem po nazwiskach, kiedy ujawniły, że Akademia Muzyczna nie popisała się organizując dwa konkursy w Katedrze Instrumentów Smyczkowych.
    Czytamy - "Pani Anna Ceglińska gra na skrzypcach. Skończyła łódzką Akademię Muzyczną. W zeszłym roku stanęła do konkursu na asystenta w katedrze, której kierownikiem jest prof. Izabela Ceglińska, matka pani Anny. Konkurs wygrali muzycy z większymi sukcesami, nawet międzynarodowymi". Co zrobiła uczelnia? Ogłosiła... kolejny konkurs na to samo stanowisko (sic!). Komisja zebrała się ponownie i tym razem wynik dla młodszej z pań był... pomyślny. Nepotyzm?
    No cóż, sprawa, jakich wiele w Polsce i na świecie, ale żeby od razu szkalować kobiety po nazwiskach? Jak czują się ich rodziny? Nazwisko nie jest powszechnie noszone i niektórzy pewnie zaprzeczają, że oni nie z tych Ceglińskich albo uważają, że to polskie standardy, zatem o co chodzi krytykom?

    Od wczoraj media żyją świeżą (jak ryby pani Pitery) sensacją, która obiega kraj pod nazwą "spółdzielnia Grabarczyka" - ów ukwiecony w Sejmie minister (od fatalnie kursujących pociągów) załatwił posadki swoim znajomym ze studiów i z Łodzi, i to do tego stopnia, że media przekazały zestawienie sporządzone przez SLD, określając je jako "Lista 40 kolesi ministra Grabarczyka". Ciekawe, co uczyni premier Tusk, zważywszy, że swoją partyjną "siostrę", prof. Zytę Gilowską, wykreślił z serca i z partyjnego miejsca za znacznie błahsze przewinienie? Bo pani Pitera (zasłynęła z walki o zwrot nieuprawnionych wydatków ponoszonych przez posłów na pojedyncze ryby) już chyba niczego tu nie wymyśli? No i co z publicznie zniesławionymi osobami, których nazwiska są na liście? O nich można pisać, ale o dr Chomuszko już nie można? A te osoby zostały zatrudnione, jednak nie popełniły przestępstwa, natomiast pisarka sfałszowała podpis (przyznała się!) i parokrotnie zniesławiała niewinną osobę, którą pomyliła z kimś innym! I co na to polska Temida, która ma tak wielu znawców prawa i to o sporych pensjach płaconych im z uzbieranych podatków?
    Opisywanej doktorantce oraz sądowi, należy zadedykować historię z Wielkiej Brytanii (też polecieli po pełnych danych osobowych - takie widać czasy).

    Wymiar sprawiedliwości z wielką atencją traktuje wszelkie doniesienia na temat seksualnej przemocy wobec kobiet. Ubocznym wytworem takiego stanu rzeczy stały się liczne fałszywe oskarżenia pań wobec panów. Poniższy przykład niech będzie nauczką dla pani, która zdecydowała się wprowadzić wyspiarski sąd w błąd i niech inne cwane niewiasty zastanowią się, nim oskarżą kogoś, nie mając pewności albo działając z innych pobudek.
    Kilka miesięcy temu do pewnego młodzieńca zawitała policja. Został zgarnięty na posterunek, gdzie poinformowano, że jest podejrzany o dokonanie gwałtu na swojej byłej dziewczynie, Amandzie Bradley. Dopiero po długim śledztwie okazało się (i panienka się przyznała!), że chciała ona zabawić się ze swoim ekschłopakiem, ale potem powiadomiła swojego kolejnego adoratora, że doznała uszczerbku na swym honorze, a ten kazał jej zawiadomić policję - i tak to się zaczęło. Gdy ustalono, że rzekomy gwałciciel jest niewinny, zarzuty postawiono krętaczce. Sąd skazał ją na rok więzienia za rzucanie fałszywych oskarżeń. Sędzia nawet nie ukrywał, że ta, całkiem surowa, kara ma być przykładem dla innych intrygantek.

    Póki co, inż. Naleziński oczekuje na publiczne przeprosiny na łamach NaszaKlasa, Salon24 oraz na innych portalach, za to, że dr Chomuszko konfabulowała, iż to on miał dodatkowe konta na NK. Czeka także na wyjaśnienie - dlaczego sfałszowała podpis w komentarzu i to aż tak nieudolnie (bo z błędem!)? Inni nauczyciele z pewnością (i może rodzice zbłąkanych studentów?) zechcą się dowiedzieć, dlaczego wychowawczyni młodzieży nie zwracała uwagi na wulgarny język stosowany przez młodych ludzi, choć właśnie to ona powinna ich powstrzymywać przed pisaniem wulgariów, niejako z racji swego zawodowego posłannictwa. Policjanta Struja zabiło dwóch młodzieńców, bo ani rodzice, ani nauczyciele, ani ludzie na ulicy nie zwracali im uwagi na niestosowne zachowania, kiedy jeszcze były one mniej ekstremalne.
    Mało tego, pani doktor od dwóch lat oświadcza na wszelkich szczeblach władzy (kiedy ją tylko zapytać), że NIGDY nie napisała żadnego pikantnego żartu, mimo że każdy może sobie poczytać jej tekściki w internecie. I że sędzia gdańskiego sądu dał się wprowadzić w błąd fałszywymi zeznaniami przez tę trójmiejską intelektualistkę? Mając tyle dowodów i oświadczenie pozwanego, że miał tylko jedno konto na NK? Niesamowite! I że jej znajomy mecenas nie potrafił odwieść jej od składania wizyt po sądach? Jakież to nieprofesjonalne z jego strony!
    Jeśli komuś się wydaje, że ktoś przezeń nielubiany zarejestrował się pod innym nazwiskiem i złośliwie go postponuje, jeśli ktoś wypisuje pikantne dowcipy a potem wszystkim wmawia (także sądom!), że on NIGDY tego nie czynił, jeśli ktoś fałszuje i kłamie w internecie oraz po forach rozsyła swoje konfabulacje, że pewna osoba ma parę kont oraz jeśli taki ktoś porusza organy ścigania, bowiem jest przekonany, że to on jest obrażany, zaś nie dostrzega swoich przewin (np. zniesławianie i fałszerstwo), to takie zwidy, konfabulacje i dezinformacje należałoby nazwać chomuszkami. Na cześć Stanisława Barei mamy barejki (np. talerze przymocowane do barowego stołu z łyżkami na łańcuchu), zaś na cześć Pitavala mamy pitawale (zbiory sprawozdań ze słynnych rozpraw sądowych). Polszczyzna będzie miała kolejny eponim - chomuszki.
    Czy jakieś wnioski zostaną wyciągnięte przez polską Temidę wobec trójmiejskiej pani doktor i jej przyjaciół? Czy pani Chomuszko zdaje sobie sprawę, że za rozpowszechnianie kłamstw w internecie (za zniesławienie w wirtualnej przestrzeni już w Polsce było parę procesów) oraz za fałszerstwo, grozi w Polsce spora kara?

    Z ostatniej chwili. Media informują, że dziennikarz Łukasz Kasprowicz został skazany za teksty zamieszczane na swoim blogu, w których krytykował burmistrza Mosiny - Zofię Springer. Został skazany na 10 miesięcy ograniczenia wolności, 300 godzin prac społecznych i zakaz wykonywania zawodu przez rok. Ma wpłacić 500 zł na cele społeczne, opublikować przeprosiny w prasie i zapłacić koszty procesu. Surowy wyrok sądu krytykuje Helsińska Fundacja Praw Człowieka. Wyrok nie jest prawomocny i skazany zapowiada odwołanie.
    Pan Kasprowicz w ciętych słowach krytykował panią Springer, która poczuła się znieważona i wytoczyła dziennikarzowi proces. Domaga się również 10 tysięcy zł odszkodowania. Niestety, nie podano przykładowych zarzutów, zatem trudno ocenić ostrość dziennikarskich sformułowań. Nie ustosunkowano się także do tekstów - czy zawierały prawdę, czy fałsz albo domysły i spekulacje.
    Tu jednak dziennikarz miał pełną wiedzę na temat terminu zapadnięcia wyroku i o jego treści, czego nie można powiedzieć na temat sprawy w Gdańsku. Nad Motławą pisarka przyznała się do fałszerstwa, zaś dziennikarz oświadczył, że ma jedno konto, jednak sąd opowiedział się po niewłaściwej stronie, a ponadto nie poinformował o wyroku, blokując możliwość apelacji.
    Okazuje się, że Kasprowicza wspiera Helsińska Fundacja Praw Człowieka: "Zakaz wykonywania zawodu jest sprzeczny z gwarancjami wolności słowa i orzeczeniami Europejskiego Trybunału Praw Człowieka, zaś internet to agora myśli i ma swój specyficzny język"  twierdzi Dominika Bychawska z fundacji, która przyglądała się rozprawom dziennikarza. Według niej, Kasprowicza niesłusznie skazano, bowiem publikacje zamieszczał na swoim blogu, a nie w gazecie. Czy polskie sądy odróżniają publikacje medialne (np. prasa) od dyskusji na forach oraz od blogów? A czy potrafią rozpoznać zniesławienie w internecie oraz fałszerstwo, czy jednak przekracza to możliwości jednoosobowego sądu?

Mirosław Naleziński, Gdynia
www.mirnal.neostrada.pl

Polska cenzura ponad oszustwami Mirosław Naleziński

O pikantnych dowcipach, których NIGDY nie było...

Zabawy dowcipnej doktorantki i absolwentki Uniwersytetu Gdańskiego na forum NaszaKlasa ma ocenić Komisja Etyki UG

Dlaczego Temida wierzy kłamcom? Ile jest wart dedukcyjny dowód pisarki M.Chomuszko? - odpowiedź na dowód

DONALD TUSK - PRAWDZIWE OBLICZE
www.youtube.com
TO JEST CAŁY ON!

Komentarze internautów:

Komentowanie nie jest już możliwe.

~logik
11-02-2011 / 10:36
Panie, każdemu zdarza się puścić pawia. Byłoby nieeleganckie pisać, że pani (pan, my, wy, oni) puściła ptaka. Skandalem byłoby, gdyby ktoś zaznawał pod przysięgą albo wysyłał pisma z oświadczeniem, że pawia nie puścił, natomiast mielibyśmy fotki, że puścił. I o to biega, szanowny Gościu… No cóż, są ludzie, którzy nie pojmują podstawowych zasad logiki. Cały świat opowiada dowcipy, ale nikt nie pisze, że ich nie opowiada, skoro opowiada. I tu pisarka powinna dostać dyplom za łgarstwo… Tyle w temacie, Gościu. Caly świat chodzi(ł) na wagary, ale co myśleć o pacanie, który twierdzi, że nigdy nie był na wagarach, ale koledzy ze szkoły mają fotki z pobytu na wagarach?
~gość
11-02-2011 / 09:58
Panie Naleziński, to co się wydaje Panu prawdą wcale nie musi nią być. I o tym pisał Panu prawdziwy sędzia. Ale Pan jest tak zakręcony swoją wersją, że nie słyszy co się do Pana mówi i nic Pan nie rozumie. Czym innym jest fakt, a czym innym jest subiektywna ocena tego faktu. To, że Panu jakieś dowcipy wydały się pikantne to nie oznacza że takie były. A swoją drogą to jeszcze nie spotkałem takiego drania jak Pan, który prześladowałby kobietę za to, że powiedziała jakiś dowcip. Cały świat opowiada dowcipy! A to, że Pan miał dwa konta na NK to jest 100% pewne. Dla mnie dowód przedstawiony tutaj pod jednym z Pana tekstów nie pozostawia wątpliwości. Popieram Panią Magdalenę, trzymam za nią kciuki i życzę Panu, aby spotkało Pana to, na co Pan sobie zapracował.
~MNaleziński
10-02-2011 / 18:44
No cóż, dziękuję prawdziwemu sędziemu. Widzi Pan – nie mam zamiaru wydać ani złotówki na prawników. Mnie wystarczy najzwyklejsza prawda i jeśli to jest niewystarczające w Polsce, to masz Pan odpowiedź na temat stanu polskiej Temidy. Nie wiem, co sędzia oglądał i co badał (nie było mnie na rozprawach, bowiem pierwsza odbyła się kilka dni po zawale, druga pod koniec pobytu w sanatorium, zaś o ogłoszeniu wyroku nawet mnie nie poinformowano) – miał zeznanie pani i moje oświadczenie, które się wzajemnie wykluczały. Z tym że pani była i jest pewna, że miałem dwa konta i rzetelny sędzia przyjął, że ona ma rację, zatem jej fałszerstwo automatycznie uznał za omyłkę, zaś moje oświadczenie praktycznie wyrzucił do kosza, bowiem gdyby uznał, że nie miałem dod. konta, to by tę panią pogonił. Jednym słowem – sędzia niesymetrycznie ocenił zdania dwóch obywateli. Nie dał sprawy do zbadania przez biegłych. Nie wiadomo, na jakiej podstawie wydał wyrok, bo nie wskazał paluchem wypowiedzi przestępczych. Zatem – sąd w III RP wydał wyrok na faceta, którego uznał za autora wypowiedzi z innego konta, których on jednak nie napisał. Czyli – liczba i umiejętności adwokatów są tu wybitnie symboliczne, bowiem oni nie ocenialiby prawdy, lecz jedynie użeraliby się z przepisami. Mądrzejszy i bardziej rzutki adwokat by wygrał. A ja nie chcę, aby wygrał mądrzejszy. Ja wiem, że miałem i mam jedno konto, zatem pisarka po pierwsze sfałszowała podpis, po drugie – wielokrotnie i publicznie kłamała, że mam 2-3 konta, nazwała mnie „ohydnym”. Do tego złamała regulamin NK oraz kodeks etyki UG. No i skłamała, że nigdy nie napisała pikantnego żartu. To ostatnie można sprawdzić i ocenić wiarygodność jej wypowiedzi. Ponadto twierdziła na początku, że miałem 3 konta, a teraz chyba zeszła do dwóch, zatem to drugie matactwo tej pani. Także można przejrzeć wypowiedzi JK i moje; pierwszy lepszy psycholog lub grafolog (jeśli jest od pisma z klawiatury) snadnie udowodni, że oba style pisania nie należą do jednej osoby. Jeśli jest Pan prawdziwym sędzią, to chyba zależy Panu na sprawiedliwym wyroku, nie zaś toczeniu elokwentnych dyskusji. Zatem – czy żaden argument nie przekonuje Pana, że ta pani konfabuluje? Ja wiem, że miałem jedno konto (a ona jest pewna, że miałem) i mogę dać każdy pieniądz. Ile Pan postawiłby w honorowym zakładzie, że jednak piszę nieprawdę? Powiem Panu – nie da Pan ani złotówki, bowiem jako anonim niczym Pan nie ryzykuje. W razie przegranej i tak by Pan się nie ujawnił. I to jest piękne w dyskusjach pomiędzy anonimem i nieanonimem.
~prawdziwy sędzia
10-02-2011 / 12:07
Robi Pan poważny błąd odnosząc swoją sprawę do innych przypadków. Z doświadczenia wiem, że każdy przypadek traktuje się indywidualnie przy ocenie przestępstwa. Różne są okoliczności. Czasami wykorzystuje się interpretacje wyroków podobnych spraw, ale w części interpretacji prawnej. Nie mam zamiaru wdawać się z Panem w dyskusje, więc proszę przeczytać moją opinię i swoje uwago zachować dla siebie. Albo Pan skorzysta z tego co tu powiem, albo nie. To jest tylko Pana wybór.Mnie nie interesuje Pana zdanie, ja nie jestem sędzią w Pana sprawie. Powyższy tekst jest jawnym poniżaniem obywatela. Musi Pan mieć MOCNE dowody na swoje stwierdzenia, jeśli będzie się Pan chciał wybronić przed wyrokiem skazującym. Z tego co się zorientowałem, otrzymał Pan jasną i jednoznaczną informację w postaci wyroku sądu cywilnego, że Pana dowody niczego nie dowodzą. Musi Pan wiedzieć, że sąd zawsze bada wnikliwie czy opinie są faktami, mogącymi być dowodami w sprawie, czy tylko subiektywną oceną osoby. Nie jest prawdą to co Pan wypisuje, że sąd odrzuca jakieś pisma, sąd ocenia czy wniesione pisma mają wartość dowodu. Czytając Pana teksty (ten i podane linki), dostrzegam bardzo dużo takich Pana opinii, gdzie Pan beztrosko sobie coś stwierdza, absolutnie nie przejmując się tym, że to są tylko Pana subiektywne oceny, które nie mające nic wspólnego z faktami. Radziłbym Panu przygotować się na najgorsze. Popieram Panią Magdalenę. Chciałbym być bezstronny, ale Pan nie daje żadnego wyboru. Mam nieodparte wrażenie, że Pan igra z ogniem. Nie życzę Panu spełnienia wróżby prawnika, ale jednak zalecam Panu bardzo poważne potraktowanie sprawy. Czy Pan wspiera się adwokatem? Jeśli nie, to gorąco zalecam poszukanie pomocy u dobrego adwokata.
~MNaleziński
10-02-2011 / 07:36
Jak rozumiem, Jakub Tomczak, wg Pana, także nie może nic w internecie pisać krytycznego na temat Temidy i konkretnych osób, ktore zawaliły mu zycie, bo ma wyrok (i to brytyjski). Każda z omawianych przez niego osób może go podać do sądu o pomówienie. Dobrze, że choć Pan dodał - * Ja osobiście za taki tekst - jeśli nie posiada Pan dowodów na swoje stwierdzenia - wydał bym maksymalny wyrok*, co dało mi jednak pewną szansę. i cień nadziei... A przy okazji - o jakie dowody chodzi? Że nie miałem dod. konta, z ktorego posponowałem pisarkę? Czy, że pani sfałszowała podpis? A może, że (nie)napisała żadnego pikantnego żartu? To rozgorzeje dyskusja, co jest pikantnym dowcipem - jeden żart pani oceni, że nie jest pikantny, zaś ktoś go oceni jako wulgarny. A co Pan sądzi "w tym temacie"? Napisała taki, czy nie napisała? Bo to kolejne kłamstwo pisarki. Ciekawe, co sąd niezawisły a sprawiedliwy na takie łgarstwo?
~prawnik
09-02-2011 / 17:23
Jeśli ma Pan toczący się proces karny o zniesławienie, jeśli przegrał Pan proces cywilny o naruszanie dóbr osobistych, to właśnie tym tekstem załatwia Pan sobie wyrok w sprawie karnej. Ja osobiście za taki tekst - jeśli nie posiada Pan dowodów na swoje stwierdzenia - wydał bym maksymalny wyrok przewidziany w tym KK, a mianowicie 2 lata pozbawienia wolności. Z racji Pana wyjątkowo złej woli, oraz nie zastosowania się do prawomocnego wyroku sądu cywilnego, wyrok zasądziłbym bez zawieszenia. W Pana przypadku trudno doszukać się taryfy ulgowej za to co Pan robi. Dołożyłbym również grzywnę za uporczywe zniesławianie nie tylko osoby, ale również sędziego i prawnika. Zasądziłbym nawiązkę dla pokrzywdzonej przez Pana osoby w wysokości dokładnie takiej jaką nie przyznał sąd cywilny uznając wówczas, że oszczędzi tego Panu. Także Panie Naleziński, absolutnie nie wierzę Panu, że Sąd cywilny wydał wyrok z kapelusza. Jestem w 100% pewien, że miał pełne podstawy uznać, że pańskie publikacje o pokrzywdzonej osobie są kłamstwami, pomówieniami i oczernianiem. Moim zdaniem mówiąc kolokwialnie ma Pan przekichane.
~orto
08-02-2011 / 22:33
A kto to sobie jaja robi z Donalda na YT? Czy to tak można?
~alfons
08-02-2011 / 16:18
a czy w tej sprawie zasięgano opinii sławnego prof. Miodka z Wrocławia szczególnie, że ostatnio......... cdn