Imieniny:

AferyPrawa.com

Redaktor Zdzisław Raczkowski ujawnia niekompetencje funkcjonariuszy władzy...
http://Jooble.org
Najczęściej czytane:
Najczęściej komentowane:



Pogoda
Money.pl - Kliknij po więcej
20 sierpnia 2014
Źródło: MeteoGroup
Polskie prawo czy polskie prawie! Barwy Bezprawia

opublikowano: 26-10-2010

AFERY PRAWA OSZUSTWA ADWOKATÓW, RANKING KANCELARII MACENASI HAŁTURY ODSZKODOWANIE OD ADWOKATA

Błędy lekarskie to codzienność w polskich szpitalach. Kiedy polscy lekarze wzorem zachodnich kolegów zaczną odpowiadać za zabicie, lub zmarnowanie życia człowieka?

W Polsce statystycznie dochodzi do 20 tys. błędów lekarskich rocznie, tylko kilka procent takich spraw trafia do sądów. Jeszcze mniejszy procent lekarzy zostaje ukaranych, a poszkodowani dostają odszkodowania.
Brakuje przede wszystkim systemu monitorowania błędów medycznych. Rada Europy proponuje więc wprowadzenie elektronicznego rejestru, do którego można by je anonimowo zgłaszać takie przypadki. Informacje mógłby zgłaszać każdy świadek nieprawidłowości np. w trakcie leczenia, wykonywania operacji czy aplikacji leku. Zdaniem Aleksandry Piątek, rzecznika praw pacjenta Narodowego Funduszu Zdrowia, stworzenie takiego rejestru to dobry pomysł.
Na razie rolę tą próbują pełnić interenetowe "czarne listy".

Wina - słowo nieznane

- Wszystko miało przebiegać szybko i bez żadnych komplikacji. Lekarze obiecywali mi, że dwa dni po laparoskopowym usunięciu pęcherzyka żółciowego będę mogła wrócić do domu - wspomina Alicja N., pacjentka tarnowskiego szpitala im. E. Szczeklika.
W listopadzie 2005 roku pani Alicja doznała ataku tzw. kolki żółciowej. Przeprowadzone w styczniu 2006 roku badanie usg. pozwoliło postawić diagnozę: kamica żółciowa wewnątrzpęcherzykowa.
29 stycznia pacjentka znalazła się w szpitalu, gdzie rozpoznano: kamicę pęcherzyka żółciowego, podejrzenie kamicy przewodu żółciowego wspólnego i stan po żółtaczce typu B. Dzień później wykonano planowy zabieg usunięcia pęcherzyka żółciowego metodą laparoskopową.
- Po operacji czułam się bardzo źle. Miałam wymioty i nudności - dodaje N.
Wykonano kolejne badanie usg. i wykryto: przewód żółciowy wspólny poszerzony do 1,3 cm.
6 lutego lekarze zdecydowali o przewiezieniu chorej do bardziej nowoczesnej placówki, jaką jest szpital im. św. Łukasza, gdzie wykonano badanie kontrastowe dróg żółciowych, w wyniku którego rozpoznano: jatrogenne uszkodzenie przewodu żółciowego. Pacjentka wróciła do szpitala im. Szczeklika, gdzie zaszła konieczność przeprowadzenia operacji naprawczej, tym razem polegającej na otwarciu jamy brzusznej. Na dalsze leczenie chora została przewieziona do Centralnego Szpitala Klinicznego Akademii Medycznej w Warszawie. Tam przeprowadzono kolejną operację, podczas której założono protezę dróg żółciowych.
Za doznane krzywdy i utratę zdrowia Alicja N. postanowiła domagać się odszkodowania.
(...) Stanowisko w sprawie ewentualnej winy szpitala za zaistniałe zdarzenie zostanie przedstawione na wniosek ubezpieczyciela - odpowiedział pacjentce dyrektor szpitala Marcin Kuta.

Była szkoda, trzeba płacić

Pod koniec kwietnia w pozwie N. sprecyzowała swoje roszczenia, żądając od szpitala 200 tys. zł odszkodowania i zadośćuczynienia oraz renty w wysokości 600 zł miesięcznie.
- Ta sprawa nie jest tak jednoznaczna, jak twierdzi pacjentka, niemniej byliśmy gotowi załatwić ją na drodze ugody. Jednak pani N. wolała skierować pozew i teraz wszystko zależy od decyzji niezwisłego sądu - mówi Teresa Dańczak, radca prawny szpitala.
Niezależnie od procesu cywilnego pacjentka złożyła skargę do okręgowego rzecznika odpowiedzialności zawodowej Okręgowej Izby Lekarskiej w Tarnowie.
Rzecznik powołał biegłego.
W opinii sporządzonej przez dr. Stanisława Dziurzyńskiego, specjalistę chirurgii ogólnej, czytamy:
(...) Na pytanie Okręgowego rzecznika odpowiedzialności zawodowej O.I.L. W Tarnowie: czy popełniono błąd lekarski podczas zabiegu wycięcia pęcherzyka żółciowego metodą laparoskopową, odpowiadam - tak. Moim zdaniem ten błąd był wynikiem anomalii anatomicznych dotyczących dróg żółciowych, nierozpoznanych w czasie operacji. Uszkodzenie dróg żółciowych podczas laparoskopowego wycięcia pęcherzyka żółciowego zdarza się w niewielkim odsetku nawet w najlepszych ośrodkach chirurgicznych. Równocześnie nadmieniam, że powikłanie to zostało w porę wykryte (...). Postępowanie medyczne od momentu wykrycia uszkodzenia przewodu żółciowego było prowadzone konsekwentnie, w szybkim tempie i oceniam je jako prawidłowe.

Od lekarza nie można wymagać nieomylności

28 czerwca 2007 roku rzecznik odpowiedzialności zawodowej wydał postępowanie o umorzeniu postępowania wyjaśniającego.
(...) Faktem jest popełnienie błędu lekarskiego przez lekarza, który wykonał zabieg (...) - czytamy w uzasadnieniu. - Jednak Okręgowy Rzecznik Odpowiedzialności Zawodowej przychyla się do tej definicji błędu lekarskiego, która rozumiana jest w literaturze prawniczej i lekarskiej jako postępowanie sprzeczne z uznanymi zasadami wiedzy medycznej i gdzie niezbędny jest obiektywny bądź subiektywny element winy (...). W tej sprawie (...) mamy do czynienia z szeroko pojętym tzw. błędem technicznym (...). Od lekarza nie można wymagać nieomylności (...). Okręgowy Rzecznik Odpowiedzialności Zawodowej nie może zgodzić się z zarzutem skarżącej, że cyt.: "okoliczności jednoznacznie wskazują, iż w przebiegu leczenia popełniono zawiniony błąd lekarski". Rzecznik Odpowiedzialności Zawodowej O.I.L. w Tarnowie. Lek. med. Marek Chrobak.

Dawno już nie czytałem równie pokrętnego uzasadnienia takiej decyzji. To kolejny, pewnie tysięczny dowód na to, że sądy lekarskie, a wraz z nimi instytucje rzecznika odpowiedzialności zawodowej należy jak najszybciej zlikwidować. Analizując setki orzeczeń i postanowień tych ciał, można dojść do wniosku, że naczelnym zadaniem samorządu lekarskiego nie jest "sprawowanie pieczy nad należytym i sumiennym wykonywaniem zawodu", lecz zapewnienie lekarzom zawodowej bezkarności.

(Nie)winni lekarze?

W grudniu 2006 na stronach portalu iThink.pl pani Anny K. opisała swoją przejmującą historię. Dopiero te publikacje wpłynęły na reakcję Ministerstwa Zdrowia. Sprawy potoczyły się jednak nieoczekiwanie.

Jaki był początek?

Wszystko zaczęło się 8 lat temu w szpitalu Św. Wojciecha Adalberta w Gdańsku Zaspie. Pani Anna K. trafiła na oddział w 26 tygodniu ciąży. Przebywała tam 3 tygodnie. Oskar przyszedł na świat przez cesarskie cięcie. Przyznano mu 6 punktów w skali Apgar. W piątej minucie został zaintubowany.
Pani Anna K. świadomie wybrała szpital w Gdańsku Zaspie ponieważ sam szpital nadał sobie miano specjalistycznego, spełniającego odpowiednie i wymagane procedury opieki nad wcześniakami.
Oskar ważył 1400 gramów. Po kilku minutach życia doszło do niedotlenienia mózgu, na skutek którego chłopiec doznał czterokończynowego spastycznego porażenia mózgowego. Według pani Anny szpital złamał procedury postępowania z dziećmi przedwcześnie narodzonymi, których jako szpital specjalistyczny nie powinien zaniechać, zważywszy na to, że lekarze wiedzieli, że będzie to dziecko rodzone przedterminowo.

Cały spór toczy się o transport dziecka na Oddział Intensywnej Terapii. W tym celu lekarka przyjmująca poród powinna posłużyć się inkubatorem, tego jednak nie zrobiła. Przeniosła dziecko na rękach, korytarzem liczącym ok. 100 – 150 metrów. Owinięte ono było jedynie w pieluszkę lub kocyk [tu nieścisłość terminów]. Pani Anna powołuje się na autorytet prof. M. Kornackiej, która publikuje w Pulsie Medycyny wytyczne dotyczące opieki nad dzieckiem przedwcześnie narodzonym. Prof. Kornacka zwraca szczególnie uwagę na niezbędność inkubatora i zabezpieczenie temperatury ciała dziecka.

Dlaczego sprawa bulwersuje?

Według pani Anny K. sprawa jest szczególnie bulwersująca, ponieważ mimo rzeczowych argumentów wymiar sprawiedliwości nie reaguje. Winą za to, jak sama mówi: „jest zmowa środowiska lekarskiego”.
Pierwszą sprawę przeciwko szpitalowi pani Anna K. wniosła do Sądu Okręgowego w Gdańsku Oliwie. Sprawę przegrała. Złożyła apelację, która została odrzucona. Następne pani Anna K. złożyła kasację w Sądzie Najwyższym. Kasacja nie została przyjęta bez uzasadnienia.
Pani Anna K. napisała do Ministerstwa Zdrowia, skierowała pismo do Podsekretarza Stanu Jarosława P., z prośbą o zbadanie sprawy. Ten wszczął postępowanie wyjaśniające.
O ocenę poproszono konsultanta krajowego, eksperta w dziedzinie neonatologii, z którego opinii wynikało, że: „obowiązujące procedury transportu noworodków w szpitalu Gdańsk Zaspa są realizowane przez doświadczony zespół specjalistów neonatologów, ten sam, który bierze udział w resuscytacji i transporcie zarówno wewnętrznym jak i zewnętrznym w sposób właściwy przy użyciu nowoczesnego sprzętu i aparatury”.
a
„Niestandardowy transport Pani dziecka, był wynikiem szczególnych okoliczności, tj. trwającego w czasie Pani porodu remontu Oddziału, który uniemożliwiał użycie inkubatora”. Czytamy w liście od Jarosława Pinkasa.

Pani Anna utrzymuje, że żadnego remontu szpitala - przynajmniej na oddziale położniczym - w tym czasie nie było.
Ponadto Anna K. dotarła do protokołów zeznań doktor Aliny B. S. przyjmującej poród. Według poszkodowanej zeznania udzielane Prokuraturze, Sądowi Cywilnemu i Rzecznikowi Lekarskiemu w Gdańsku (czyli trzy różne zeznania) zasadniczo się od siebie różną.
Z protokołu zeznania świadka z Komendy Miejskiej policji w Gdańsku wynika, że dr Alina B. S. zeznała iż „dnia 25.09 1999 roku sala operacyjna nie była wyposażona w inkubator transportowy ponieważ Oddział Neonatologii nie był w takowy w ogóle wyposażony.”

W Sądzie Cywilnym pani dr zeznała, że „na sali porodowej są przygotowane dwa inkubatory otwarte jako standardowe wyposażenie sali operacyjnej i porodowej (…). Jest dostępny tlen, inkubator jest włączony i ogrzany do właściwej temperatury. W ramach narodzin powoda procedury te zostały zachowane, w szczególności iż cięcie cesarskie nie nastąpiło w trybie nagłym.”
Z tego samego protokołu zeznań dowiadujemy się jeszcze, że „Inkubator transportowy dostarczany jest na salę i dziecko przekładane jest z inkubatora otwartego bezpośrednio na sali”. Natomiast Rzecznikowi Lekarskiemu w Gdańsku dr zeznaje, że „ w tym czasie nie dysponowaliśmy inkubatorem do transportu wewnętrznego. Posiadamy inkubator transportowy do karetki N.”

Pani Anna doszła do wniosku, że takie trzy różnie zeznania poddają w wątpliwość wiarygodność świadka i złożyła zawiadomieni o popełnieniu przestępstwa do prokuratury w Gdańsku Oliwie.
Pani Anna K. wniosła zawiadomienie do Prokuratury i Gdańsku Oliwie i do Ministerstwa Sprawiedliwości o podejrzeniu popełnienia przestępstwa, również przeciwko Jarosławowi P., któremu zarzuca, że nie dopełnił on należycie swoich obowiązków i mówił nie prawdę, tłumacząc, że inkubator do transportu jej dziecka nie był użyty z powody trwania rzekomego remontu.
5 lipca 2006 roku Prokurator Rejonowy Warszawa Śródmieście-Północ „postanowił wszcząć śledztwo w sprawie przekroczenia uprawnień i niedopełnienia obowiązków przez Podsekretarza Stanu w Ministerstwie Zdrowia – Jarosława P., tj. o przestępstwa z art. 231 § 1 kk.” Uzasadniając, że „zebrany w sprawie materiał dowodowy uprawdopodabnia fakt zaistnienia przestępstwa”.

Pani Anna jest całą sprawą bardzo poruszona. Po pierwsze dlatego, że trwa już ona tyle lat, a po drugie, że w Polsce nie ma instancji, która rzetelnie powinna się tym zająć.
W swojej dociekliwości dotarła również do materiałów dla świadczeniodawców usług medycznych pt. „Standardy świadczenia usług medycznych NEONATOLOGIA” – wydanych przez Ministerstwo Zdrowia i Opieki Społecznej (Warszawa 1999). Z których wynika, że:
„Oddziały II i III poziomu opieki perinatalnej świadczą usługi w zakresie transportu noworodka” [szpital św. Wojciecha należy do II oddziału]
„Transportowi podlegają noworodki z rozpoznaniem (podejrzeniem) wg klasyfikacji międzynarodowej ICD10 ze szczególnym uwzględnieniem następujących jednostek chorobowych:
I. Niewydolność oddechowa wymagająca sztucznej wentylacji
a) Zespół zaburzeń oddychania [ w tą wytyczną wpisuje się dziecko pani Anny K.]
(…)"
oraz
"Blok porodowy, oddział położniczy i oddział noworodkowy powinny mieć między sobą bezpośrednie połączenie, które nie powinny się krzyżować z innymi traktami komunikacyjnymi szpitala."
Z tego samego dokumentu dowiadujemy się, że szpital powinien być wyposażony w:
"a) zestaw do reanimacji noworodka wraz z niezbędnymi lekami
b) inkubator transportowy z respiratorem do wentylacji IMV
(...)"

Pani Anna nie rozumie dlaczego wymiar sprawiedliwości jest głuchy i nie przyjmuje jej rzeczowych argumentów.
W obecnej chwili jedna sprawa pani Anny K. przeciwko szpitalowi toczy się w Prokuraturze w Gdańsku Oliwie. Kolejne postępowanie wszczęła prokuratura w Warszawie przeciwko Jarosławowi P.
Pani Anna wniosła skargę również do Strasburga.
Pobudki jakimi kieruje się pani Anna K. wydają się być szczere. „ Nie chcę, aby spotkało to kolejne matki. Codzienne rano budzę się i patrzę na moje niepełnosprawne dziecko. Widzę jak każdego dnia zmaga się ze swoją chorobą, a ludzie którzy są temu winni pozostają bezkarni”.
Walka Pani Anny wydaje się bezskuteczna. Przykładem bezowocności jej działań jest tragiczny przypadek Joanny Z., której dziecko zmarło w kwietniu 2007 roku. Pani Joanna Z. również pisała do Podsekretarza Stanu w Ministerstwie Zdrowia Jarosława P. z apelem o przyjrzenie się praktykom lekarzy w szpitalu św. Wojciecha w Gdańsku. W swoim liście do ministra ubolewa nad fatalną opieką jaką „otoczył” ją i jej dziecko personel szpitala, które w efekcie zmarło.
Na list pani Joanna Z. nie uzyskała odpowiedz.

Ale może być inaczej.

Wyrok jest, na pieniądze trzeba poczekać

Sąd zasądził blisko 700 tysięcy złotych odszkodowania i zadośćuczynienia Małgorzacie Korzennej, która po porodzie zapadła w śpiączkę. Szpital w Kolbuszowej ma wypłacać jej także dwa tysiące comiesięcznej renty. Niestety wyrok zapadł dopiero po trzech latach procesu. Nie wiadomo kiedy pieniądze trafią do poszkodowanej bo procedura sądowa jeszcze się nie zakończyła.

Pani Małgorzata Korzenny w czerwcu 2003 roku urodziła córkę w szpitalu w Kolbuszowej. Poród odbył się w nocy. Pani Małgorzata była prywatną pacjentką ówczesnego zastępcy ordynatora oddziału położniczego. Lekarz nie miał wtedy dyżuru, jednak zalecił dyżurującej wtedy anestezjolog podanie pacjentce znieczulenia zewnątrzoponowego. Gdy po porodzie pani Małgorzata znalazła się poza salą porodową straciła przytomność, a potem zapadła w śpiączkę. Dzięki troskliwej opiece rodziny i codziennej rehabilitacji jest stan się nie pogorszył, udaje się uniknąć odleżyn i zaniku mięśni. Bliscy pani Małgorzaty nadal liczą że kobieta w końcu obudzi się ze śpiączki, ale nadzieję że wróci do normalnego życia już stracili.
- Potrzebujemy pieniędzy na codzienną opiekę, na opłacenie rehabilitanta, leków, odżywek. Potrzebne jest nowe łóżko, sprzęt do rehabilitacji - mówi Andrzej Korzenny.

W 2003 roku w imieniu żony wytoczył proces szpitalowi i lekarzom z Kolbuszowej. Domagał się 500 tysięcy złotych zadośćuczynienia i 156 tys. złotych odszkodowania oraz 2 tysięcy złotych renty oraz zasądzenia kosztów sądowych. Sprawa ciągnęła się tak długo, bo najpierw sąd żądał od będącej w śpiączce kobiety żeby osobiście podpisała pełnomocnictwa dla męża i adwokata. Potem rodzina miała kłopoty z uzyskaniem zwolnienia od opłat sądowych. Gdy proces wreszcie ruszył trzeba było blisko 1,5 roku czekać na opinię biegłych.
Sąd uznał, że w szpitalu doszło do zaniedbań organizacyjnych i w całości uznał roszczenia pani Małgorzaty. Ale to wcale nie oznacza, że Korzenni dostaną wkrótce zasądzone odszkodowanie - Oczywiście, że zamierzamy się odwołać. Kwota, którą zasądził sąd do wypłaty to są pieniądze jakie otrzymujemy na miesięczne utrzymanie czterech oddziałów szpitalnych. W 2003 roku szpital był ubezpieczony na 200 tysięcy złotych - wyjaśnia Zbigniew Strzelczyk dyrektor szpitala w Kolbuszowej. Dyrektor uważa, że szpital już został dotkliwie ukarany. - Straciliśmy co najmniej milion złotych, bo po nagłośnieniu tej sprawy pacjentki nie chciały rodzić w naszym szpitalu, oddział położniczy świecił pustkami - mówi Strzelczyk. Po wypadku pani Korzennej, w szpitalu w Kolbuszowej lekarze nie mogą wykonywać zabiegów poza dyżurami.
Wniesienie apelacji spowoduje, że na kolejne orzeczenie sądu państwo Korzenni będą musieli jeszcze poczekać.

Co zrobi ministerstwo?

Czy Ministerstwo Sprawiedliwości ma zamiar zmienić przepisy prawa tak, żeby pacjenci poszkodowani z powodu błędów w sztuce lekarskiej nie musieli latami czekać na odszkodowania, niezbędne w dalszym ratowaniu zdrowia i życia?

Paweł Wilkoszewski, asystent ministra sprawiedliwości Zbigniewa Ziobro: - Niestety specyfika spraw związanych z odszkodowaniami za błędy w sztuce lekarskiej jest taka, że procesy są długotrwałe. Ministerstwo nie przewiduje zmian w przepisach, które dotyczyłyby by tylko tych spraw. Przygotowuje natomiast projekt zmian w kodeksie postępowania cywilnego, mający na celu uproszczenie procedur i przyspieszenie procesów cywilnych. Można mieć nadzieję , że sprawy związane z odszkodwaniami medycznymi będą się toczyły szybciej.


Linki do wcześniejszych publikacji Pani Anny K:

Wyemigrowaliśmy z Polski do Niemiec, by zapewnić opiekę niepełnosprawnemu dziecku

Ministerstwo Zdrowia wini szpital za nieszczęście mojego dziecka

Biegli lekarze tylko omylni czy skorumpowani? - Czy można autorytatywnie stwierdzić, że każde dziecko urodzone przedwcześnie będzie wykazywało niedorozwój umysłowy?

W tym temacie:

Błąd lekarski, zaniedbanie czy przypadek - dlaczego doszło do śmierci pacjenta w obecności lekarza ?

Lekarz to tylko człowiek, podobnie jak sędzia - a więc omylny. Dlaczego lekarze robią pomyłki i nie są w stanie (podobnie jak sędziowie) przyznać się do swych błędów?

Co z tą odpowiedzialnością lekarską za popełnione "błędy w sztuce medycznej"? - mówi Adam Sandauer Prezes Stowarzyszenia Pacjentow Primum Non Nocere

BŁĘDY LEKARSKIE Odpowiedzialność lekarska...? - czym to się je?, jak ukrywa?...

Nagrywanie posiedzeń sądowych - czy sędzia może odmówić ? - z cyklu patologie systemu sądownictwa. Tylko wpadka niekompetentnej blondynki? Iwona Paczosa - sędzia z Sanoka.

Zbigniew Ziobro - najpopularniejszy minister w oczach społeczeństwa, największa zmora polskiej palestry prawniczej i środowiska sędziowskiego. Czy w polskim sądownictwie prawo będzie znaczyło PRAWO?

Polecam sprawy poruszane w działach:
SĄDY PROKURATURA ADWOKATURA
POLITYKA PRAWO INTERWENCJE - sprawy czytelników

Tematy w dziale dla inteligentnych:
ARTYKUŁY - tematy do przemyślenia z cyklu: POLITYKA - PIENIĄDZ - WŁADZA

"AFERY PRAWA" - Niezależne Czasopismo Internetowe www.aferyprawa.com
Stowarzyszenia Ochrony Praw Obywatelskich
Zespół redakcyjny: Zdzisław Raczkowski, Witold Ligezowski, Małgorzata Madziar, Krzysztof Maciąg, Zygfryd Wilk, Bogdan Goczyński, Zygmunt Jan Prusiński oraz wielu sympatyków SOPO

uwagi i wnioski proszę wysyłać na adres: afery@poczta.fm
redakcja@aferyprawa.com
Dziękujemy za przysłane teksty opinie i informacje.

WSZYSTKICH INFORMUJĘ ŻE WOLNOŚĆ WYPOWIEDZI I SWOBODA WYRAŻANIA SWOICH POGLĄDÓW JEST ZAGWARANTOWANA ART 54 KONSTYTUCJI RZECZYPOSPOLITEJ POLSKIEJ.

zdzichu

Komentarze internautów:

 
~elitka
14-06-2012 / 01:06
juz jest 32lata jak mi zrobiono zabieg usuniecia kamieni z woreczka zolciowego mialam 4 operacje naprawcze z czego mam wstawione plastyczne drogi zolciowe teraz mam przeskorny drenaz drog zolciowych poniewaz zrobil sie zrost i ropien nikt za to nie odpowiedzial nawet na leki mnie nie stac bo zamala renta 560 zl miesiecznie cierpie jak fizycznie i psychicznie maz mnie zostawil jestem sama chora biedna i stara bez zadnej pomocy ani opieki prosze o pomoc .....nie wiem co juz mam zrobic ratunku!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!
~elunia880
11-03-2012 / 07:03
mam uszkodzone drogi zolciowe 31 lat temu 4 operacje naprawcze mam wstawiony przeskorny drenaz 1rok juz nosze go ZUS zabral mi grupe inwalidzka ani leczenia konkretnego ani odszkodowania za blad lekarski ze wzgledu przedawnienia gdzie sie udac o pomoc ?pomozcie Elzbieta