Imieniny:

AferyPrawa.com

Redaktor Zdzisław Raczkowski ujawnia niekompetencje funkcjonariuszy władzy...
http://Jooble.org
Najczęściej czytane:
Najczęściej komentowane:





Pogoda
Money.pl - Kliknij po więcej
28 października 2020
Źródło: MeteoGroup
Polskie prawo czy polskie prawie! Barwy Bezprawia

opublikowano: 21-10-2011

Sędzia Sądu Okręgowego w Jeleniej Górze Stefan Strzelecki cofnął polskie sądownictwo do czasów, gdzie sądy inaczej orzekają w sprawach Panów, a inaczej w sprawach pospólstwa...

Jako były pracownik kopalni Turów objęta byłam gwarancją zatrudnienia Porozumieniem z dnia 31.12.1999 r .przez 10 lat. Od 1 stycznia 2000 r. przeszłam do nowoutworzonej spółki Przychodni Lekarskiej „Tur –Med. Sp z oo., którą zawiązywałam na stanowisko Głównej Księgowej Później okazało się, że także Vice Prezesa ds./Finansowych (bez wynagrodzenia jako członka zarządu). Miałam pecha na stanowisko Prezesa związki wytypowały Szafrańskiego inż. mechanika maszyn odkrywkowych, który nigdy nie zarządzał nawet 5 osobową grupą. Ale był specjalistą w fałszowaniu dokumentów, ofert co było powodem konfliktów. Od maja 2002 r. byłam tylko Gł. Księgową i wtedy zaczął się intensywny mobbing. Spółka opracowany miała program restrukturyzacyjny połączenia dwóch spółek przychodni w grupie nowoutworzonego holdingu BOT .

22 grudnia 2004 r. zawarto Umowę Społeczną zgodnie z którą gwarancjami zatrudnienia objęci byli pracownicy kopalni zatrudnieni w spółce zależnej Tur-Med. Przygotowania do tego procesu polegały na powołaniu jednoosobowego Zarządu co jednoznaczne było ze zwolnieniem obecnego Vice Prezesa ( nabytek z zewnątrz – nieobjętego gwarancjami zatrudnienia) a po połączeniu Głównej Księgowej – dwie nie mogą być. Wcześniej zgłaszałam nieprawidłowości, fałszerstwa . mobbing Radzie Nadzorczej i Prezesowi Kopalni, lecz nigdy nie otrzymałam odpowiedzi, ponoć była kontrola, lecz nikt nie chciał dokumentów, które były tylko u mnie jako Głównej Księgowej.

Udzieliłam wywiadu do prasy o dyskryminacji osób wykształconych z określeniami prezesa w artykule jako bierny i nieudolny swoimi decyzjami generujący straty, co nawet dziś mogę udowodnić, tylko nikt nie chce sprawdzić/wiedzieć. Za ten artykuł zostałam zwolniona z art.52 KP jako ciężkie naruszenie obowiązków pracy przy wręczaniu ( w 30 dniu od ukazania się art.) dostałam propozycję złożenia wypowiedzenia umowy o pracę w trybie natychmiastowym z pomocą znalezienia pracy w kopalni, chodziło o gwarancje zatrudnienia. – nie złożyłam wypowiedzenia .

Przed rozprawą o przywrócenie do pracy pełnomocnik strony pozwanej złożył mi propozycję , jeśli wycofam pozew to prezes wycofa zgłoszenie w prokuraturze o fałszowanie dokumentów i podrabianie podpisu przeze mnie - odrzuciłam propozycję. Sąd I Instancji odrzucił pozew o przywrócenie do pracy i nie zmienił formy rozwiązania umowy. Sąd Okręgowy w Jeleniej Górze orzekł że zastosowanie art.52 KP jest naruszeniem prawa i zasądził odszkodowanie 3 mies. wynagrodzenia. Pracodawca wypłacił mi zasądzone odszkodowanie , kiedy wystąpiłam o odszkodowanie należne zgodnie z Umową Społeczną odmówił i wystąpił o kasację wyroku, taki wyrok dawał podstawę do roszczeń wypłaty odszkodowania z tytułu naruszenia gwarancji zatrudnienia w wysokości 259 810,00.

Prokurator wstrzymał postępowanie przeciwko mnie (7 m-cy) do zakończenia sprawy w Sądzie Pracy , a w kilka dni później otrzymałam wyrok Sądu Grodzkiego z posiedzenia niejawnego skazujący mnie na 10 miesięcy robót publicznych (bez możliwości obrony). W tym czasie pracowałam już w spółce komunalnej, do której natychmiast dotarła wiadomość o mojej karalności (pracowałam warunkowo). Tylko dzięki młodemu sędziemu, który uporczywie żądał oryginalnych dokumentów z księgowości skrupulatnie notował wypowiedzi świadków i rzetelnie przedstawił fakty w uzasadnieniu sprawa została umorzona w II instancji , w pierwszej zapewne sędzia musiał orzec - winna bez kary, taki wyrok dałby podstawę do odmowy odszkodowania.

Sąd Najwyższy oddalił wniosek strony pozwanej o kasację wyroku podtrzymując, że zastosowano art. 52 KP z naruszeniem prawa.

Niestety po wyborach samorządowych w 2006 r. w Bogatyni zmieniła się opcja i prezesem spółki komunalnej został pracownik kopalni w ramach dwuletniego urlopu bezpłatnego ze względu na gwarancje zatrudnienia. Byłam pierwszą osobą wytypowaną do zwolnienia ze względu na ukończenie 55 lat i wyliczono mi, że mogę skorzystać z przywileju przejścia na wcześniejszą emeryturę. Pozostałam bez dochodów , mimo wykształcenia magister ekonomii doświadczenia jako Główny Księgowy nie znalazłam pracy i zmuszona zostałam do przejścia na wcześniejszą emeryturę fakt ten został podniesiony przez Sąd w sprawie o odszkodowanie. Po tylu upokorzeniach wstydziłam się spotykać ludzi z kopalni, przecież zostałam zwolniona jak najgorszy pracownik, czy pijak. Musiałam wyjechać jak najdalej, gdyż dostawałam wezwania na komisariat o zniszczenie mienia Prezesa ,a doświadczyłam już jak szybko można załatwić wyrok.

Sąd I Instancji odrzucił pozew o odszkodowanie , przyznając tylko wypłatę nagrody 4 tys. wynikającej z umowy traktując pominięcie mojej osoby jako nierówne traktowanie. W uzasadnieniu powołał się na przepisy kodeksu handlowego i pisma korespondencyjnego pracownika Okręgowego Inspektora Pracy o wykreśleniu spółki zależnej z Umowy Społecznej, posiadając uzasadnienie do tego pisma i załącznik nr 1 do protokołu nr 26, z którego wynika, że nigdy nie wykreślono zobowiązania wobec byłych pracowników kopalni z w/w umowy. Pełna treść umowy została transponowana do układu zbiorowego dla pracowników kopalni. W odpowiedzi na moje pisma do prezesa kopalni nigdy nie twierdził, że spółka została wykreślona z umowy, natomiast powołał się na uzasadnienie ustne sędziego, iż kopalnia , i BOT jako gwarant nie są obowiązani do realizacji postanowienia o odszkodowaniu na rzecz pracownika .

Sąd I Instancji odrzucił wniosek o przypozwanie gwaranta BOT w Łodzi, nie uwzględnił stanowiska związków zawodowych. Przy wniesionej apelacji ten sam sędzia nie rozpatrzył mojego wniosku o częściowe zwolnienie z opłaty sądowej podając powód nie przesłanie w terminie żądanych dokumentów, mimo, że przesłałam w przypisanym terminie zgodnie z kpc.

Sąd Apelacyjny oddalił apelację przepisując uzasadnienie, potwierdzając fakt wykreślenia spółki zależnej z umowy, mimo, że w aktach znajdowała się umowa jako załącznik nr 1 do protokołu nr 26 z której wynikało, iż nigdy nie wykreślono spółki zależnej z umowy.

Sądy w orzekaniu nie uwzględniły hierarchii zdarzeń :
- wejście w życie umowy dniem 22 grudnia 2004 roku,
- moje rozwiązanie stosunku pracy z naruszeniem prawa z dniem 22 marca 2005 roku,
- pierwsze czynności transponowania postanowień do układu zbiorowego kopalni 17 listopada 2005 roku,
- pierwsze czynności transponowania zapisów umowy w spółce zależnej Tur- Med.  22 marca 2007 roku ( przepisane dosłownie).

Nie kierowały się obowiązującymi przepisami o źródłach prawa pracy,

- art. 9 Kodeksu Pracy w oparciu o ustawy

* o komercjalizacji, restrukturyzacji i prywatyzacji przedsiębiorstw,

* o związkach zawodowych art. 26 umowy kończącej spór zbiorowy.

* Uchwały Składu Siedmiu Sędziów z dnia 26 maja 2006 r. potwierdzającą, iż umowy te są źródłem prawa pracy i to pracodawca zobowiązany jest do jej realizacji, mimo, że jej nie podpisywał.

W latach 1996-1997 pisałam pracę magisterską na temat „ Holdingowy scenariusz sektora energetycznego na podstawie kopalni” co wymagało wiedzy na temat restrukturyzacji, znajomości tych ustaw i procedury dialogu społecznego. Uczestnictwo w opracowaniu nowego układu zbiorowego w spółce Tur- Med.” wymagało znajomości przepisów kodeksu pracy o układach.

Wywody sędziego były żenujące, a moja wypowiedź na temat przepisów i zapisów w umowie była bezczelnie przerywana twierdzeniem „ Sąd zna przepisy, umie czytać i interpretować umowy”. Zarówno adwokaci jak i Rzecznik Praw Obywatelskich stwierdzili, iż nie ma podstaw do wniesienia do SN o kasację w oparciu o art. 398 (ocena dowodów i faktów nie może być podstawą do kasacji), a pełnomocnik w bezradności stwierdził „ chce pani walczyć z systemem” co zaintrygowało mnie. Dziś wiem, że system ten polega na załatwieniu wyroku na szczeblu Sąd Apelacyjnego, który potwierdzi kłamliwy fakt, co uniemożliwi dojście do Sądu wyższej instancji. Zgodnie z umową gwarantem realizacji postanowień w spółkach zależnych był BOT w Łodzi przeciwko, któremu wniosłam pozew o odszkodowanie ( zgodnie z umową) lub przywrócenie do pracy z wyrównaniem wynagrodzenia.

Na pierwszej rozprawie Sąd zaproponował ugodę odszkodowania w wys. 100 tys. pełnomocnik strony pozwanej nie wyraził zgody, ja także. Zaznaczając, że sprawa ta nie liczy się. Sąd w Łodzi rozpatrzył sprawę na podstawie akt z Sądu I Instancji przeciwko pracodawcy. Sędzia ten przed przesłaniem akt odesłał (usunął) z akt moje akta osobowe i dwa układy zbiorowe do pracodawcy (po roku) sugerując, iż był w posiadaniu dowodów potwierdzających swoją tezę. Sąd w Łodzi odrzucił pozew przepisując uzasadnienie Sądu w Jeleniej Górze dodając, że BOT przedstawił porozumienie o odpowiedzialności wyłącznie korporacyjnej a nie finansowej. Porozumienie zawarto w dniu 15 czerwca 2005 roku, mnie zwolniona 22 marca 2005 r.

Wystąpiłam z apelacją, jednakże zwolniono mnie z opłaty sądowej do kwoty 7.500 zł. nie miałam tyle pieniędzy zadłużyłam się , aby wpłacić w 2008r. 20 tys. (apelacja we Wrocławiu, i I Instancja w Łodzi). Zwolniłam się z pracy za 1.200 zł. (także po godz.) bardziej intrygowało mnie poznanie do końca systemu sprawiedliwości w Polsce. Przez dwa lata występowałam do stron umowy o przesłanie potwierdzonego za zgodność z oryginałem egzemplarza umowy i jednolitego tekstu układu zbiorowego.

Zgłoszenie do Prokuratury czynu potwierdzenia z oryginałem tylko części układu zbiorowego przez pełnomocnika strony pozwanej zostało umorzone „czyny te nie są zabronione, czyli dozwolone” Sąd przyjął ten dokument jako inną wersję umowy mimo, iż na pierwszej stronie był zapis, „Załącznik nr 1 do protokołu nr 26 z dnia 17.XI.2005 r. Rzecznik Dyscyplinarny Adwokatów skargę oddalił wywodząc , że wyrok przecież jest prawomocny itp.

Do Sądu Apelacyjnego we Wrocławiu z dniem 28 grudnia 2009 r. złożyłam skargę o wznowienie postępowania zakończonego prawomocnym wyrokiem, udowadniając, że w aktach są dowody o nie wykreśleniu spółki z umowy ,a umowa potwierdzona przez pełnomocnika strony pozwanej nie jest inną wersją umowy, lecz częścią układu zbiorowego kopalni o czym świadczy zapis na pierwszej stronie. Po dwóch tygodniach otrzymałam pismo od PGE obecnego inwestora strategicznego przedstawiające stanowisko, że za realizację postanowień umowy odpowiedzialny jest przedstawiciel spółki zależnej. Pismo to natychmiast przesłałam jako pismo procesowe do Sądu Apelacyjnego odnosząc się do skargi o wznowienie postępowania.

W lutym 2010 r. otrzymałam po interwencji Federacji Związków Zawodowych Górników jednolity tekst układu zbiorowego kopalni dowodzący, że nigdy nie było żadnego wykreślenia spółki zależnej z układu zbiorowego. Z dniem 23 marca 2010 r. sporządziłam skargę na sędziego wyliczając wszystkie działania i postanowienia świadczące o stronniczości sędziego i niegodnym reprezentowaniu wymiaru sprawiedliwości dołączając otrzymane dowody potwierdzające brak znajomości obowiązujących przepisów prawa i celowe działania ze szkodą dla jednej ze stron. Skargę przesłałam do Prezesa Sądu Okręgowego w Jeleniej Górze i do Sądu Apelacyjnego we Wrocławiu.

Prezes Sądu Okręgowego odpisał, że skargę przekazał Prezesowi Sądu Apelacyjnego we Wrocławiu, który w odpowiedzi na moją skargę odpisał, że skarga o wznowienie postępowania została odrzucona z dniem 12 kwietnia 2010 r. o czym zostałam poinformowana, nie odnosząc się do zarzutów stawianych sędziemu w skardze na sędziego w postępowaniu o wypłatę odszkodowania . Przed otrzymaniem tego pisma wysłałam ponownie jednolity tekst układu zbiorowego do Sadu Apelacyjnego z pismem o uwzględnienie mojej nieobecności w czerwcu 2010 r. przy wyznaczaniu terminu o wznowienie postępowania , co uśpiło czujność urzędnika w Sądzie Apelacyjnym.

Po otrzymaniu tak zagmatwanego pisma z którego nie wynikało, która skarga została odrzucona postanowiłam jechać (ponad 600 km.), aby sprawdzić akta sprawy. Pojechałam 1 czerwca 2010 r. do Sądu Apelacyjnego . Ku mojemu zaskoczeniu czekałam pół godziny pod drzwiami na akta . Po otrzymaniu akt do wglądu stwierdziłam, że rzeczywiście skarga o wznowienie postępowania zastała odrzucona z art. 410 kpc a przecież przedstawiłam dokumenty , które otrzymałam w terminie 3 m-cy pismami procesowymi w styczniu 2010 r. w marcu dołączyłam do skargi na sędziego układ zbiorowy kopalni i Tur Med. -u, udowadniając, że żaden Sąd nie mógł być w posiadaniu porozumienia wykreślającego spółkę z umowy. Stwierdziłam, że w 50 dni po rozprawie o wznowienie akta sprawy nie były ponumerowane na potwierdzenie zażądałam ksero dwóch dokumentów, które nie wysyłałam i nie otrzymałam a pochodziły jedynie z akt sprawy. Sytuacja ta utwierdziła mnie , o manipulacji dokumentami w Sądzie , że dla Sądu nie zostały przedstawione dokumenty przesłane pismami procesowymi. Postanowienie wraz z uzasadnieniem o odrzuceniu skargi o wznowienie urzędnik sądowy wysłał na adres pełnomocnika z przed dwóch lat. W tych skargach działałam w imieniu własnym. Było to celowe, gdyż zbliżał się ostateczny termin złożenia skargi o stwierdzenie niezgodności z prawem orzeczenia zakończonego prawomocnym wyrokiem. (Pani stwierdziła, że koleżanka się pomyliła.) Przy kolejnym wglądzie do akt w dniu 6 września 2010 r. stwierdziłam, że akta sprawy są ponumerowane, ale brak dokumentów, które były kserowane w dniu 1 czerwca 2010, natomiast potwierdzenie odbioru przez byłego pełnomocnika na wszelki wypadek nie było ujęte w kolejności numeracji.

Do Sądu Apelacyjnego we Wrocławiu a także do Prezesa wniosłam zażalenie na postanowienie o odrzuceniu skargi o wznowienie. Od Prezesa Sadu Apelacyjnego otrzymałam odpowiedź, iż jest to merytoryczna polemika , na skargę nie wnosi się skargi a usunięcia dokumentów z akt nie były celowe. Oddzielnym pismem do Prezesa przedstawiłam zarzuty nieprawidłowości i działania w Sądzie Apelacyjnym nie odnosząc się słowem do merytorycznego rozstrzygnięcia sprawy, nigdy nie otrzymałam odpowiedzi . Przez ten czas usilnie szukałam mecenasa w celu złożenia skargi jako ostatecznego środka odwoławczego niestety bezskutecznie.

Sama sporządziłam Skargę o stwierdzenie niezgodności z prawem orzeczenia zakończonego prawomocnym wyrokiem i wraz z wnioskiem o zwolnienie z opłaty sądowej wynoszącej 13 tys. (z potwierdzeniem majątkowym ) a także z wnioskiem o ustanowienie pełnomocnika z urzędu przesłałam do Sądu Apelacyjnego we Wrocławiu.

Z dniem 12 listopada Sąd Apelacyjny postanowił:

· Zwolnić mnie z kosztów do kwoty 2.500 zł.

· Wniosek o ustanowienie pełnomocnika przekazać do rozpatrzenia do Sądu I instancji w Jeleniej Górze.

· Skargę odrzucić z powodu braku pełnomocnika.

W styczniu 2011 r. Sąd Okręgowy odrzucił wniosek o ustanowienie pełnomocnika z powodu dochodów większych jak minimum socjalne.

Do Sądu Okręgowego złożyłam zażalenie wnosząc o przyznanie pełnomocnika z urzędu za odpłatnością podając powód - odmowa przez mecenasów różnych powodów przedstawiając jako dowody opinię prawną oraz kilkanaście prób pozyskania mecenasa i odmowy przez Internet.

Z Sądu w Jeleniej Górze nie otrzymałam odpowiedzi , natomiast Sąd Apelacyjny we Wrocławiu odrzucił zażalenie z powodu dochodów nie odnosząc się w ogóle do wniosku o pełnomocnika z urzędu za odpłatnością (kwota 7.200 zł.) powołując się na przepisy kpc. , uzasadniając, iż emerytury moja i męża przekraczające 2 tys. zł. oraz wydatki na Internet świadczą o wysokim poziomie życia. Dlaczego urzędnicy wymiaru sprawiedliwości strajkują mając po kilkanaście tysięcy dochodu.

Sporządzoną skargę na działania w Sądzie Apelacyjnym przesłałam do :

· Krajowej Rady Sędziów odpowiedź – brak kompetencji,

· Wielokrotnie do Ministerstwa Sprawiedliwości , odpowiedź – kontrola byłaby naruszeniem konstytucji o niezawisłości sądów, rozpatruje skargi nie zakończone prawomocnym wyrokiem.

· Rzecznika Praw Obywatelskich – brak podstaw do ingerencji z art. 398

Skierowałam pismo osobiście do Ministra Sprawiedliwości, odpowiedź otrzymałam z działu skargi jak wyżej. Ustawodawca zobligował mnie do uczestnictwa pełnomocnika nie zapewniając mi możliwość pozyskania go nawet za odpłatnością.

Wszystkie instytucje wymiaru sprawiedliwości bronią konstytucyjnego prawa niezawisłości sądów, jaka instytucja chroni moje konstytucyjne prawo do rzetelnego sądu i skutecznego środka odwoławczego. Przy takim systemie sprawiedliwości w Polsce wystarczy mieć układy z sędzią prowadzącym sprawę i w Sądzie Apelacyjnym, który potwierdzi kłamliwy fakt w apelacji i poprzez manipulacje dokumentami nie dopuści do wznowienia postępowania a także do wyjścia sprawy poza okrąg Sądu Apelacyjnego do wyższej instancji.

Państwo polskie wyłudziło ode mnie ponad 30.000,00 zł. zapewniając mnie o sprawiedliwych sądach rozpatrujących sprawy zgodnie z obowiązującymi przepisami prawa.

Umowa Społeczna była i jest medialnie znana , obowiązywała i obowiązuje do dziś w niezmienionej treści, sam Premier Tusk medialnie w kampanii wyborczej zapewniał, że w procesie restrukturyzacji i przekształceń zawierane są umowy gwarancyjne zapewniające zatrudnienie. Wiceprezes gospodarki na posiedzeniu trójstronnym nakazywał i zapewniał o realizacji postanowień przez przedstawicieli pracodawców. Rząd polski walczy o demokrację na Ukrainie, Białorusi wspomaga finansowo, Ja żyję w Polsce, gdzie nie ma demokracji, wolności słowa za wywiad zostałam zwolniona z pracy i nie ma instytucji, aby wystąpić o pomoc. Tak kończą ci którzy zgłoszą nieprawidłowości i przekręty a wszelkie kontrole to fikcja.

Prezes Kopalni, który osobiście podpisywał obie umowy i był odpowiedzialny za realizacje zobowiązań wobec byłych pracowników kopalni po uprawomocnieniu się wyroków w 2008 r. został odznaczony przez Prezydenta Lecha Kaczyńskiego w 2009 r. otrzymując certyfikat Pracodawca Przyjazny Pracownikom na wniosek Związku „Solidarność” . Z powyższego wynika, że umowy te to fikcja, realizowane są postanowienia tzw. zbiorowe bronią interesu działaczy związkowych, gdyż oni zapisami w umowie gwarantują takiemu Prezesowi stanowisko w Zarządzie jako przedstawiciela pracowników. Taka współzależność wyklucza walkę o prawa indywidualnego pracownika .

Można przypuszczać, że Rząd, aby pozyskać aprobatę przekształceń spółek i instytucji bez zastrzeżeń wyraża zgodę na zawieranie umów społecznych z gwarancjami pracowniczymi ,a w przypadku ich naruszenia celowo przyzwala na manipulacje w Sądach z naruszeniem ,także przepisów prawa , w przypadku konieczności wypłaty wysokiego odszkodowania w imię troski o państwo, jako udziałowiec a spółek sektora energetycznego. Jak widać sądy mają dowolność i mogą unieważniać umowy ( w zależności od pracownika) i układów przedstawiciela pracodawcy, bez nadzoru w imię niezawisłości sądów.

Byłego Dyrektora kopalni w Turku zwolniono z naruszeniem prawa, Sąd w Koninie w 2004 r. nakazał wypłatę kwoty 263.000,00 zł. wynikającą z Porozumienia, którym Ja byłam objęta ( przed zastąpieniem go Umową Społeczną z dniem 22 grudnia 2004 r.) uzasadniając, że pracodawca obowiązany jest realizować zobowiązania wobec indywidualnych pracowników.

Jak widać polskie sądownictwo cofnęło się do czasów, gdzie sądy inaczej orzekały w sprawach Panów, a inaczej w sprawach pospólstwa.

Kolega Sędzia z tego samego Sądu Apelacyjnego nigdy obiektywnie nie rozpatrzy skargi na sędziego wniesionej przez zwykłego obywatela.

Dla ochrony niezawisłości sądów utworzono Krajową Radę Sędziów, jaka instytucja odpowiedzialna jest za godne reprezentowanie wymiaru sprawiedliwości przez urzędników sądowych, na pewno nie Prezes Sądu Apelacyjnego. Do kogo należy wnieść skargę na Prezesa tego sądu, który w przypadku nieprawidłowości powinien je usunąć wraz ze skutkami i konsekwencjami.

Ustanowiono przepis o karalności za obrazę Sądu, aby powstrzymać publiczną krytyką działań urzędników sądowych .

Kto w Polsce wystąpi w obronie mojego konstytucyjnego prawa do rzetelnego Sądu i skutecznego środka odwoławczego. W hierarchii pozostał mi jeszcze Premier i Prezydent Polski.

Przedstawiony system jest bardzo skuteczny, zmniejsza statystykę odwołań do Sądu Najwyższego, a także do Trybunału w Strasburgu, gdzie muszą być wykorzystane wszystkie instancje w Polsce.

Komu mam zadać pytanie jak żyć w tak z korumpowanym kraju, nawet w sądownictwie, kto ma walczyć z układami w Polsce. Od urzędników sądowych można dostać bezpłatną lekcje jak kombinować z dokumentami bezkarnie( w imię niezawisłości sądów.)

Nigdy nie pogodzę się z takim stanem rzeczy, muszę coś zrobić dalej szukać wsparcia, ale czy w tej sytuacji można znaleźć racjonalne wyjście?

Każdy zarzut i przedstawiony fakt mogę udowodnić na walkę najpierw z prezesem fałszerzem i kombinatorem później z sądami poświęciłam wiele lat, może ktoś chce to sprawdzić nie mam już nic do stracenia, chyba, że grzywna za naruszenie godności sądu , który według mnie nie jest godnie reprezentowany przez urzędników.

Małgorzata

Tematy w dziale dla inteligentnych:

ARTYKUŁY - do przemyślenia z cyklu: POLITYKA - PIENIĄDZ - WŁADZA

Polecam sprawy poruszane w działach:
SĄDY PROKURATURA ADWOKATURA
POLITYKA PRAWO INTERWENCJE - sprawy czytelników

"AFERY PRAWA"
Niezależne Czasopismo Internetowe redagowane przez dziennikarzy AP i sympatyków z całego świata których celem jest PRAWO, PRAWDA SPRAWIEDLIWOŚĆ DOSTĘP DO INFORMACJI
ORAZ DOBRO CZŁOWIEKA

uwagi i wnioski proszę wysyłać na adres: afery@poczta.fm
Dziękujemy za przysłane teksty opinie i informacje.

WSZYSTKICH INFORMUJĘ ŻE WOLNOŚĆ WYPOWIEDZI I SWOBODA WYRAŻANIA SWOICH POGLĄD�W JEST ZAGWARANTOWANA ART 54 KONSTYTUCJI RZECZYPOSPOLITEJ POLSKIEJ.

Komentarze internautów:

Komentowanie nie jest już możliwe.

~NBA Canotte 2016
14-05-2016 / 04:28
www.2016nbacanotte.com/ NBA Canotte 2016 www.lefenil.fr/ Chaussures NIKE www.icefandom.com/ NHL Jerseys www.06annonces.fr/ Nike Air Max pas chers www.computer-slave.fr/ Nike Air Max pas cher
~alexpand
18-02-2012 / 16:48
Spoko. Awansowanego poziomo SSA w SO Stefana Strzeleckiego który w mojej sprawie rentowej razem z moim pseudopełnomocnikiem urządził sobie kpiny - już w Sądzie Okregowym nie ma. Byc może siedzi wraz z SSA w SO Andrzejem Barczewskim na zielonej trawce lub zabrał ich do siebie Sędzia Sądu Apelacyjnego, wielki guru sekty "Najwyzszy Przekret" , sedzia z Brzegu SSA Adam Jewgraf. Na szczeście minister Gowin juz likwiduje Sąd Rejonowy w Brzegu gdzie przez 7 lat musialem oskarżyc niemal wszystkich sędziów...Bądźmy spokojni i dajmy teraz popracować naturze...i ministrowi Gowinowi...
~Kat astrof
22-10-2011 / 23:29
mam nadzieję, że do końca roku w naszym kochanym kraju przywróci się karę śmieci dedykowaną dla kolesiostwa urzędniczego ze szczególnym uwzględnieniem policjantów, prokuratorów i sędziów.
~Stan
22-10-2011 / 12:02
Tak to juz jest. Nie ma co liczyć na sprawiedliwość. Tak to w Polsce funkcjonuje. Kliki, układy, mafijne powiązania. Sędziowie nie czytaja akt, manipulują procesem i dowodami. PRZYCZYNA: Brak nadzoru społecznego nad Sądami. Sędzia powinien odpowiadać majątkowo i karnie za wyroki z naruszeniem prawa i procedur. Tak jak każdy inny człowiek który źle wykonuje swoją pracę. Należy przywrócic karę śmierci i powywieszać tych wszystkich polityków, urzędników, prokuratorów i sędziów którzy to podtrzymywali. I zrobić im proces w podobny sposób jak to obecnie wygląda w Polsce. Z góry ustaleni sędziowie. Z góry ustalone wyroki "powieszenia" i zabawa na całego. RÓWNOŚĆ WZGLĘDEM PRAWA - CZYTAJ polska BŹDZINA
~liczy rzepa
21-10-2011 / 20:39
Do Cioska Ambasador ZSRR z pretensjami albo Kuźnickich Sądownictwo i koncern....albo Matejuka KGP... a w ogóle to cieszcie się bo inni mieli gorzej: Pacyfikacja Wanat w dniu 28 lutego 1944 roku. W ieś Wanaty w gminie Łaskarzew liczyła przed spaleniem 22 zagrody i 132 mieszkańców. 21 lutego 1944 r. (w poniedziałek) do Wanat przyjechali samochodem Niemcy, prawdopodobnie na kontrolę mieszkańców. W jednym z gospodarstw Niemcy zauważyli ślady wiodące do lasu (w nocy padał śnieg). Niemców było kilkunastu, więc postanowili pójść do lasu tymi śladami. Gdy partyzanci spostrzegli, że są tropieni przez Niemców, to zaczęli się szybko oddalać w głąb lasu. (Kilku partyzantów nocowało w lej wiosce właśnie 20 lutego 1944r.) W pobliżu wsi Bączki, gdzie las był mniej gęsty partyzanci otworzyli ogień do Niemców. Sądzili bowiem, że Niemcy mogą mieć wkrótce przewagę nad nimi biorąc pod uwagę ludzi i broń. W wyniku tego zbrojnego starcia zginęło 7 Niemców, a 3 zostało rannych. Partyzanci mieli tylko jednego rannego. Szczęśliwie wycofali się z akcji i poszli dalej w las, a Niemcy wzięli furmanki ze wsi Bączki i na nie załadowali zabitych i rannych. Następnie okrężną drogą, przez Maciejowice i Sobolew, wrócili do Garwolina. Wydarzenie to na pewno było pretekstem, aby Niemcy zastosowali wobec mieszkańców Wanat zasadę odpowiedzialności zbiorowej. Decyzję o pacyfikacji właśnie Wanat Niemcy podjęli najprawdopodobniej po zapoznaniu się z zeznaniami ocalałych żandarmów. Nie ma bowiem żadnych danych o prowadzeniu jakiegokolwiek śledztwa. W tygodniu poprzedzającym pacyfikację Niemcy nie próbowali wyjaśnić zaszłych wydarzeń, w ogóle nie pojawili się we wsi. Tragedia mieszkańców Wanat nastąpiła wkrótce, bo już 28 lutego 1944 roku (w poniedziałek). Nad ranem w dniu 28 lutego Niemcy otoczyli wieś. Obstawili drogi wylotowe do sąsiednich wsi: Lewikowa, Dąbrowy i Woli Łaskarzewskiej. Rozstawione posterunki niemieckie legitymowały i zatrzymywały wszystkich, którzy chcieli wydostać się z wioski. Na jej opuszczenie zezwolono tylko mieszkańcom powołanym na roboty przymusowe do Rzeszy; 28 lutego był bowiem dniem poboru z gm. Łaskarzew-wieś. Karty poboru mieli głównie ludzie młodsi, toteż rodzicom pozwolono na towarzyszenie dzieciom do punktu zbiorowego w Łaskarzewie. Dzięki temu uniknęło śmierci 11 osób. Mieszkańcy Wanat wiedzieli o potyczce partyzantów z Niemcami w rejonie Bączek. Mężczyźni, w obawie przed represjami, ukrywali się przez cały następny tydzień w sąsiednich wioskach. Odwet nie nastąpił jednak w ciągu najbliższych kilku dni, lecz dopiero po upływie tygodnia. Wielu mieszkańców uznało już wtedy, ze minęło główne niebezpieczeństwo i powróciło do domów. Nie opuszczał ich jednak niepokój. We wsi sądzono, że jeżeli nastąpią jakieś represje, to będą one wymierzone tylko przeciw mężczyznom, na myśl im nie przyszło nawet, by Niemcy mogli stosować jakieś represje wobec kobiet i dzieci. Znając przypadki stosowania przez okupanta odpowiedzialności zbiorowej, represji obawiali się zwłaszcza ci mieszkańcy wsi, którzy byli aktywni politycznie np. Marcin Boratyński, członek kierownictwa gminnego SL "Roch" w Łaskarzewie, a także wszyscy ci, którzy współdziałali z podziemiem zbrojnym. Przypuszczali bowiem, że Niemcy mogą znać nazwiska osób współdziałających z partyzantami i że właśnie oni zostaną w pierwszej kolejności objęci wszelkimi represjami. Pozostali mieszkańcy, bierni politycznie, wywiązujący się na czas ze wszystkich zobowiązań nałożonych przez okupanta, a zwłaszcza kobiety i dzieci nie czuli się zagrożeni. Zwiększyło to tylko rozmiar zbrodni, bowiem mimo dogodnych warunków do ucieczki (w nocy), skorzystali z niej jedynie nieliczni i to sami mężczyźni. Niemcy przyjechali do wsi około 2.00 w nocy. Zatrzymali się na wschodnim krańcu wsi, od strony nieosłoniętej lasem, odcinając dostęp do wsi sąsiednich. Droga do lasu była jeszcze przez pewien czas nieobsadzona. Od chwili przybycia Niemców do wsi do momentu jej obstawienia upłynęło dosyć dużo czasu. Wykorzystało to kilku mężczyzn i zdołało opuścić wieś. Byli to między nimi: Aleksander Skoczylas, Ryszard Boratyński, Marcin Boratyński, Józef Wiśniewski, Jan Kędzior i inni. Z możliwości ucieczki mogła skorzystać prawie połowa ludności. Największe szansę mieli mieszkający tuż przy lesie. Niektóre zabudowania znajdowały się w odległości około 50 metrów od lasu. Panujące ciemności ułatwiały ucieczkę. Niemcy rozpoczęli pacyfikację wioski około godz. 8.00, gdy zrobiło się widno i cała wieś została już otoczona. Do przeprowadzenia akcji podzielili się na trzy grupy. Pierwsza grupa mordowała wszystkich obecnych w zagrodzie, druga grupa rabowała ubrania i cenniejsze przedmioty z domów oraz żywy inwentarz, żołnierze z trzeciej grupy podpalali wszystkie budynki. Po wymordowaniu wszystkich mieszkańców i zrabowaniu ich mienia Niemcy wycofali się na skraj wsi, gdzie znajdowało się dowództwo akcji. Kazimierzowi Chodkiewiczowi, sołtysowi sąsiedniej wsi Lewikowa, Niemcy polecili by dostarczył 5 furmanek w celu przewiezienia zrabowanych rzeczy do Łaskarzewa. Niemcy odjechali w godzinach popołudniowych. Pozostała po nich płonąca wieś z pomordowanymi mieszkańcami. Do późnego wieczora nikt z mieszkańców sąsiednich wiosek nie odważył się pójść do Wanat. Groza ogarnęła wszystkich, którzy widzieli płomienie i słyszeli krzyki ofiar. Uratowani różnymi sposobami nieliczni mieszkańcy wioski dopiero rankiem następnego dnia oglądali miejsca, gdzie jeszcze wczoraj były ich zagrody, bądź zagrody ich krewnych lub znajomych. Pozostały tam jedynie zgliszcza spalonych zabudowań. Zwłoki pomordowanych, właściwie szczątki zwłok, były w zasadzie nierozpoznawalne. Grzebaniem pomordowanych zajęły się ich rodziny. Zwłoki ofiar zostały pochowane we wspólnej mogile na cmentarzu w Łaskarzewie. Z mieszkańców przebywających we wsi w czasie pacyfikacji uratowały się tylko dwie osoby: Julianna Olejnik i Władysław Górzkowski. Obydwoje byli ciężko ranni. Właśnie dzięki ich zeznaniom jest znany sposób przeprowadzenia akcji pacyfikacyjnej. Do końca okupacji osoby te ukrywały się u swoich krewnych, podobnie jak i ci, którzy w tamtym dniu byli nieobecni w domu, bądź uciekli tuż po wkroczeniu Niemców, albo opuścili wieś wraz /. wyznaczonymi na roboty przymusowe do Niemiec dziećmi. W spacyfikowanych Wanatach zginęło 108 osób, w tym 47 dzieci i młodzieży w wieku od 1 miesiąca życia do 16 lat, 37 kobiet w wieku od 18 do 78 lal oraz 24 mężczyzn w wieku od 17 do 88 lat. Największy odsetek wśród zabitych stanowiły dzieci - 44.5%, a następnie osoby dorosłe, w tym kobiety 32.4% i mężczyźni -19.4%, zginęli też wszyscy starcy (powyżej 70 lat) - 3.7%. Stosując represje wobec ludności cywilnej Niemcy motywowali je potrzebą karania "bandytów" za wystąpienia przeciwko władzy niemieckiej. We wsi mieszkali głównie ludzie młodzi, w pełni wieku produkcyjnego, w większości młode małżeństwa. Średnia wieku w przedziale 18-40 wynosiła 34 lata. W stosunku do Wanat Niemcy zastosowali wszelkie możliwe metody represji. Po wymordowaniu mieszkańców i zrabowaniu cenniejszych rzeczy, podpalili wszystkie zabudowania mieszkalne i gospodarcze. Wobec tego zniszczenia w majątku trwałym wyniosły 100%. Wysokość szkody materialnej w wartości sprzed września 1939r. wynosiła około 600 000 zł. (Pierwsze szacunkowe dane opracowane przez Urząd Gminy w Łaskarzewie na polecenie Starostwa Powiatowego w Garwolinie z dn. 12.IX.1946r.) Po wojnie opracowano szczegółowy wykaz szkód spowodowanych przez pacyfikację. Za podstawę obliczeń przyjęto szacunkową wartość najlepszego gospodarstwa we wsi Wanaty w cenach z 1939 roku. Ponieważ wieś ta ze względu na położenie na glebach piaszczystych, należała do średnio zamożnych, więc wartość takiego gospoda; siwa ustalono na około 6 000 z, następnie w stosunku do lak wyliczonego wskaźnika ustalano wartość poszczególnych zagród w roku 1939. W roku 1945 sporządzono jeszcze jeden rejestr szkód indywidualnych. Jest on bardziej szczegółowy. Podaje dane o szkodach niematerialnych, stratach ruchomości, nieruchomości, ziemiopłodów i szkodach w przemyśle. Oparty został na zeznaniach mieszkańców Wanat. Zawiera dane tylko w stosunku do tych rodzin, z których pozostał choć jeden człowiek. Na uwagę zasługuje rubryka "szkody niematerialne". Przy jej opracowaniu posłużono się kwestionariuszem szkód niematerialnych, który wyszczególniał: upośledzenie fizyczne, upośledzenie umysłowe, utratę życia żywiciela. straty moralne, wysokość żądanej sumy, bądź jednorazowego odszkodowania. W Wanatach największe spośród nich były straty materialne. Wliczono tu utratę życia przez najbliższych i krewnych. Nawet spośród osób, które przeżyły tragedię, nie ocalała żadna rodzina w całości. Spośród 108 zamordowanych ludzi, trzy osoby były spoza Wanat. W tym tragic?Jiym dmJ w różny sposób ocalało 27 mieszkańców Wanat, w tym 7 kobiet i 20 mężczyzn. W pacyfikacji Wanat brali udział żandarmi z posterunków: Garwolina, Żelechowa, Sobolewa, Sobienich-Jezior i Kołbieli. Ponadto ze Starostwa Powiatowego w Garwolinie przybyły do Wanat: oddział policji specjalnej, funkcjonariusze Kryminalpolizei i Schultspolizei, oddział pomocniczej policji ukraińskiej stacjonującej w majątku Zawady obok Garwolina i funkcjonariusze policji polskiej, tzw granatowej z Garwolina. Do akcji skierowano też oddziały, które specjalnie sprowadzano poprzedniego dnia na teren powiatu garwolińskiego w związku z mającym się odbyć poborem ludności na roboty do Rzeszy. Niemcy chcieli w ten sposób zademonstrować zdolności władz okupacyjnych do użycia siły w razie wystąpienia jakiegokolwiek oporu ze strony Polaków. Prawdopodobnie Starostwo ściągnęło na powiat w nocy z 27 na 28.II około 800 żandarmów, Schupo i Ukraińców z Siedlec, Mińska Mazowieckiego, Warszawy i Rembertowa. Niemcy przysłani na teren powiatu zostali częściowo skierowani również do Wanat. Przypuszcza się, że w akcji pacyfikacyjnej wzięło udział około 300 Niemców. Około godz. 10.00 przyjechał do wsi, by osobiście nadzorować przebieg akcji, starosta powiatowy Freudenthal. Zbrodnia popełniona w Wanatach odbiła się głośnym echem w całej okolicy. Wiadomość o niej wzbudziła grozę wśród mieszkańców polskich wiosek. Obraz, który oglądali przybywający do spalonej wsi, powodował trwogę i pozostał do dziś w pamięci. Wieść o pacyfikacji szybko rozeszła się po powiecie. Pisała o niej również prasa konspiracyjna. Była to jedyna w powiecie na tak dużą skalę przeprowadzona pacyfikacja. Niemcy starali się zahamować udział i poparcie mieszkańców wsi dla partyzantów. Chcieli ich zastraszyć. Nie osiągnęli jednak zamierzonego celu. Wiosną 1944r, podobnie jak w całym kraju, również w pow. garwolińskim wzmogły działalność oddziały partyzanckie. Przykład Wanat nie spełnił założeń hitlerowców, nie wpłynął zastraszająco i demoralizująco na społeczeństwo. Tragedia Wanat nie została zapomniana po wojnie. W 1959r. odsłonięte w miejscu pacyfikacji pomnik ku czci ofiar. Po wyzwoleniu zamieszkało w wiosce 9 rodzin (przed wojną było 32). Byli to ci, którzy przeżyli pacyfikację, a po zakończeniu wojny wrócili do wsi. Borykali się z ogromnymi trudnościami, ponieważ znikąd nie otrzymali pomocy materialnej. W ciągu kolejnych lat niepodległości wieś Wanaty zmieniła się na korzyść. W 1972 roku oddano do użytku asfaltową szosę. Połączyła ona drogę międzynarodową E81 z tzw. trasę nadwiślańską. Było to ważne wydarzenie w życiu mieszkańców wioski, bowiem dotychczas korzystali z bardzo piaszczystej, polnej drogi. Wszystkie pozytywne zmiany nie zlikwidowały śladów pacyfikacji. Świadczą o niej swobodnie rosnące, przy biegnącej przez środek wioski szosie, kępy krzewów w kształcie niewielkich prostokątów. Są pozostałością dawnych przyzagrodowych sadów, bądź po prostu wyrosłymi na zgliszczach i ruinach dzikimi krzakami. Obecnie w Wanatach jest 11 zagród, w których mieszka 14 rodzin. Wioska liczy 42 mieszkańców, którzy zajmują się rolnictwem i rzemiosłem. Ludzie są bardzo pracowici i żyją sobie dostatnio. nauczycielka historii