Imieniny:

AferyPrawa.com

Redaktor Zdzisław Raczkowski ujawnia niekompetencje funkcjonariuszy władzy...
http://Jooble.org
Najczęściej czytane:
Najczęściej komentowane:





Pogoda
Money.pl - Kliknij po więcej
5 grudnia 2019
Źródło: MeteoGroup
Polskie prawo czy polskie prawie! Barwy Bezprawia

opublikowano: 28-09-2012

Mec. Kolankiewicz i sędzia Midziak – oszuści albo dyletanci. Anatomia sądowego przekrętu (24 września 2012)

Kiedy nagłośniono skandal Amber Gold na tle łagodnego traktowania prezesa tego parabanku przez polski wymiar sprawiedliwości, zwłaszcza na Pomorzu, kiedy sygnalizowano niejasny udział Sądu Okręgowego w Gdańsku i kiedy sprowokowano (jednak w sposób nieelegancki) jego prezesa, Ryszarda Milewskiego, kiedy omówiono jego niefrasobliwość (jednak przesadzono z uchybieniami), to postanowiłem jeszcze raz przeanalizować sprawę prowadzoną przez ten sąd (spr. IC692/09).

Dokładna analiza pozwala postawić bardzo odważną i poważną tezę – mecenas zmanipulował pozew (po prostu haniebnie w nim pogrzebał, zmieniając tekst!), zaś sędzia w swej ufności i infantylności, przyprawionej nieumiejętnym czytaniem tekstu oraz zaskakującymi brakami w logice, wydał zdumiewający wyrok oparty na sfałszowanym pozwie. Wespół wysmażyli kuriozalny (wręcz idiotyczny) wyrok skazujący obywatela nigdy nie notowanego.

Zapewne wszyscy pamiętamy czasy szkolne, kiedy to podczas lekcji z języka polskiego dokonywaliśmy analizy wiersza (albo innego literackiego dzieła). Można było oczywiście wybiegać artystycznie w rozmaitych kierunkach i dowodzić, że autor miał - lub mógł mieć - na myśli całkiem coś innego, niż powszechnie się sądzi, ale to były artystyczne działania, niewpływające na losy szkolnych dyskutantów.

W niniejszym opracowaniu zaproponuję analizę tekstu pozwu, który został złożony w Sądzie Okręgowym w Gdańsku (spr. IC692/09) przez mec. Karola Kolankiewicza, reprezentującego pisarkę, p. Magdalenę Chomuszko, a rozpatrywanego przez sędziego Wojciecha Midziaka.

Proszę zwrócić uwagę na rozbieżności tekstowe pomiędzy oryginałem (moim tekstem) a cytatem (w większości nie ma różnic, nie licząc wyrwania z ogólniejszego kontekstu, co oczywiście zwykle ma znaczenie), ale najbardziej zadziwiająca jest perfidia, polegająca na sugerowaniu sądowi pewnych określeń, które w oryginale w ogóle nie zostały zapisane! To ma oczywiste znamiona przestępstwa, bowiem jest to fałszowanie dokumentu w celu wygrania procesu i chęci uzyskania również niemałego odszkodowania (tu – 20 tys. zł).

Właściwe instytucje powinny zapoznać się z niniejszym materiałem, aby poznać anatomię fałszerstwa dokonanego pod sztandarem Temidy i w ramach walki o sprawiedliwość – oryginalnie wygląda owo dążenie do sprawiedliwości w wydaniu sędziego i (zwłaszcza) mecenasa powódki.

Niniejszym załączam Pozew przeciwko mnie, Wyrok oraz Uzasadnienie wyroku. Omówienie dotyczy Pozwu (oznaczone jako P), Wyroku (W) oraz Uzasadnienia wyroku (U).

Czym kierował się mec. Kolankiewicz, że sporządził Pozew? Przeanalizujmy jego tekst i zastanówmy się, jakie to moje fragmenty uzasadniają domaganie się w wyroku przeprosin, skasowania moich artykułów z internetu oraz 20 000 zł dla jego mandantki?

Proszę Państwa - mecenas albo dokonał oszustwa, albo jest dyletantem, bowiem pozmieniał moje zarzuty albo świadomie (oszustwo), albo nieświadomie (dyletanctwo). Sprawę powinna wyjaśnić odpowiednia izba adwokacka. Podobnie postąpił sędzia – przyjął zmanipulowane fragmenty za faktycznie napisane przeze mnie i uczynił to albo świadomie (oszustwo), albo nieświadomie (dyletanctwo). Sprawę powinna wyjaśnić odpowiednia rada sądownictwa.

Sędzia Midziak popełnił błąd – gdyby sądził Polaków za eksterminację ludności niemieckiej pod koniec wojny bez rozważania i zbadania wcześniejszych zbrodni Niemców na naszych obywatelach, to takie uchybienie logice byłoby uznane za skandaliczną pomyłkę, a właśnie taką popełnił ten sędzia! Nie wziął pod uwagę, że (to drugie porównanie) wprawdzie złodziej oberwał po łapach kijem, ale wcześniej wlazł do cudzego sadu i ogołocił go z owoców. Skazanie sadownika zamiast owocokrada, to jednak spore nieporozumienie. Czy takich sędziów nam rzeczywiście trzeba?

Minister sprawiedliwości, Jarosław Gowin, dostrzegł, że w Polsce istnieje jakaś temidowa sitwa. Nie podejrzewam tych dwóch panów o przynależność do takiej formacji, jednak można byłoby ich zaliczyć do jakiejś pomorskiej sitewki mniejszego kalibru – należałoby zapoznać się z pozostałymi pozwami i wyrokami w wykonaniu obu gdańskich prawników, bowiem mało prawdopodobne jest, aby do zaprezentowanego manipulowania/ dyletanctwa doszło wyłącznie w jednej (niniejszej) sprawie.

Wnoszę o uznanie, że mec. Kolankiewicz oraz sędzia Midziak bezprawnie zażądali skasowania czterech moich artykułów, wykazali się brakiem profesjonalizmu, nieznajomością prawa prasowego, nie uznali mojego prawa do subiektywnej oceny działań innego obywatela w dopuszczalnym paśmie tolerancji, nie uznali mojego obywatelskiego prawa do walki z patologiami, błędnie zinterpretowali owe teksty, zignorowali fałszerstwo pisarki i jej pomówienia, że pisałem jako AZ oraz JK. Sądzę, że gdyby wśród studentów prawa zainscenizować wymyślony proces w tej sprawie, to nie popełniliby aż tylu błędów…

Mimo że sędzia Midziak niejednokrotnie zaznaczał/oceniał w Uzasadnieniu wyroku „okoliczność bezsporna”, to zarówno on, pisarka Chomuszko oraz mec. Kolankiewicz skłamali i nadal zapewne będą wprowadzać w błąd, jeśli postępowanie będzie kontynuowane, co już kompromituje polską Temidę i jej leniwych rycerzy (w tym stołecznych), którzy powinni zbadać tę sprawę, w szczególności przedstawiany infantylny dowód pisarki na to, że pisałem jako Kawalec (również mogliby skorzystać z wariografu i grafologów porównujących teksty dwóch różnych osób).

Ile jest wart wyrok oparty na kłamstwach?


P1. Na str.1 adwokat pisarki ułożył tekst proponowanych przeprosin, które powinienem złożyć (publicznie) w internecie, a z których wynika, że zarzuciłem pisarce zachowania obelżywe i wulgarne. Nie przeproszę tej pani, ponieważ nie postawiłem jej takich zarzutów, zatem mecenas kłamie. Nie przeproszę również za zarzut, że zachowywała się nieuprzejmie i niegodnie, bo nadal tak uważam i można to łatwo sprawdzić, zatem sędzia chyba nie był dysponowany, twierdząc, że pisarce nie można było zarzucić takich zachowań. Powinienem przeprosić także za zarzut, że pisarka nakłaniała innych użytkowników do niewłaściwego zachowania, ale nie mogę znaleźć tekstu potwierdzającego taką tezę, więc także nie przeproszę; po prostu – nie zarzucałem nakłaniania, zatem nie mogę przeprosić za coś, czego nie wytykałem pisarce.

Zgadzam się natomiast z uwagą, że zamieściłem cytaty pisarki bez jej zgody, ale jeśli ktokolwiek chce krytycznie omówić pewne zjawiska, czyny albo wypowiedzi, to nie będzie występować o zgodę, bo jej nie otrzyma, zatem zarzut jest tyle infantylny, co absurdalny. Proszę zapoznać się z ogólnie dostępnymi krytycznymi materiałami ukazywanymi (codziennie!) w programach interwencyjnych i dowiedzieć się, ile zgód otrzymali realizatorzy na omawianie wydarzeń albo na zacytowanie tekstów, zatem za to rzekome uchybienie również nie przeproszę.

Proszę zauważyć, że nie ma u nas praktyki polegającej na występowaniu do osoby, którą mamy zamiar skrytykować, o pozwolenie na krytyczne omówienie jej tekstów zamieszczonych w internecie, prasie, czy wypowiedzi w radiu lub telewizji, a nawet rozmów podsłuchanych albo nagranych w sposób podstępny, czyli mało elegancki (i tu rzeczywiście można byłoby mieć moralne wątpliwości).

Owszem, bywają sytuacje, kiedy mamy do czynienia z prowokacją dziennikarską balansującą na granicy prawa, a nawet wykraczającą poza tę granicę (np. sensacyjna prowokacja kompromitująca prezesa gdańskiego sądu, czyli sądu, którego niniejszym omawiam sprawę - IC692/09).

Nie przeproszę także za skrócenie niektórych wypowiedzi pisarki, co podobno zmieniło kontekst, bowiem nie uważam, aby cytowanie wszystkich tekstów pisarki (z uwagi na ich długość) było niezbędne, gdyż znacznie wydłużyłoby to mój cały tekst, przez co byłby zbyt rozwlekły.

Natomiast publicznie przeproszę pisarkę za owo skrócenie, jeśli tylko powołany specjalista uzna, że powinienem zamieścić pełny tekst pisarki w miejscu, w którym go skróciłem i chętnie ponownie opracuję taki tekst o pisarce już bez skrótów.

Mam także oświadczyć, że wyrażam ubolewanie z powodu wyrządzonej pisarce krzywdy, co jest niemożliwe, bowiem to pisarka wcześniej (niż opisywane moje rzekome uchybienia jej czci) dokonała fałszerstwa mojego podpisu oraz wielokrotnie pomawiała mnie i do tej pory uważa (tak zeznaje w sądach), że pisałem na portalu NaszaKlasa jako nieznany mi J. Kawalec, zatem to pierwej pisarka powinna wyrazić ubolewanie z powodu wyrządzonej mi krzywdy. Jeśli Temida chce być uczciwa, to powinna zarządzić właściwą kolejność wyrażania ubolewań, aby nie była posądzona o stronniczość i aby nadal się nie ośmieszała.


P2. Na str. 2 zażądano skasowania czterech moich artykułów: „Poniżenie twórcy na własne życzenie”, „Czy łatwo jest wyprowadzić prawnika w pole?”, „Jak na portalu zarobić 20 tysięcy złotych?” oraz „Fałszerstwo trójmiejskiego pisarza” i oświadczam, że nie uczynię tego, bowiem do tej pory żaden specjalista nie wykazał, że one zniesławiają pisarkę. Więcej –biegła w podobnej sprawie (VIIIK155/10 – Sąd Rejonowy w Gdańsku) nie uznała tych artykułów za przestępcze, zaś sąd uniewinnił mnie od popełnienia zarzucanego mi czynu i nie uznał za niezbędne, aby je skasować z internetu (jednak mecenas i pisarka złożyli apelację, zatem będzie dalszy ciąg tego kuriozum).

Co ciekawe, niektóre z tych tekstów zostały napisane (w ramach obrony koniecznej, niejako w afekcie) po otrzymaniu przez mnie Ostatecznego przedsądowego wezwania, natomiast mec. Kolankiewiczowi zarzuciłem ongiś – i to potwierdzam dzisiaj - skrajną amatorszczyznę, kiedy to na podstawie moich tekstów napisanych w styczniu i lutym 2009 zagroził postępowaniem sądowym – na ich podstawie zażądał przeprosin, skasowania tych paru tekstów i wpłacenia w ciągu tygodnia na konto 20 tys. zł.

Aby wykazać dyletanctwo mecenasa, należałoby analizować jedynie moje teksty napisane przed postraszeniem mnie wspomnianym ostatecznym wezwaniem, ale próba poszerzenia zbioru w ramach apelacji dowodzi jego ignorancji i ciekawe, czy sąd da się namówić na rozpatrywanie kolejnych moich artykułów, które zostały napisane PO wniesieniu pozwu w sprawie cywilnej IC692/09, a zwłaszcza PO zapadnięciu kompromitującego wyroku 18 grudnia 2009, o którym dowiedziałem się w... kwietniu 2010.


P3. Na str. 3 adwokat cytuje „Od pewnego czasu...”, w którym wmawia sądowi, że zarzuciłem pisarce „wulgarny przekaz słowny” – a niby w którym miejscu? Ponownie kłamie. Ponadto uważa, że nie wskazałem, że wątek dotyczy dowcipów, a przecież w cytacie podałem link, który prowadzi nas wprost na wątek zatytułowany „Najdowcipniejszy z wątków”, który można odwiedzać do dzisiaj, zatem zarzut jest chybiony. Ponadto mecenas sam popełnił manipulację (a mnie zarzuca wyrywanie z kontekstów i to jest prostacki przejaw hipokryzji), bowiem ostatnie zdanie cytatu („Pewna pani…”) zamieścił bez akapitu, przez co szwindel staje się bardziej oczywisty, lecz przez sąd niezauważony (jak wiele innych mecenaśnych minięć się z prawdą).

Ponieważ ten pierwszy mój tekst jest krótki, więc pozwolę sobie na pełny cytat i każdy może ocenić, czy pisarka miała istotnie powód, aby straszyć mnie policją i swoim (jak to opisała) prawnikiem.

Oto notka „Pyszne dowcipy na forum Politechniki Gdańskiej (Nasza Klasa)” z 30 stycznia2009 -


Od pewnego czasu obserwuję forum Politechniki Gdańskiej na słynnym portalu NK -

http://nasza-klasa.pl/school/60802/forum/145.


Dowcipy są tam iście powalające i walają się tam setkami. Uwalane są bodaj wszystkimi możliwymi „łacińsko-kuchennymi” wulgaryzmami. Nadzwyczaj czynnymi „twórcami politechnicznego piśmiennictwa” są studenci oraz absolwenci PG, w tym panny, panie, kobiety i niewiasty wszelakiego autoramentu.


Pewna pani (MCh) w średnim wieku pisze (nie po raz pierwszy w ten deseń) –


*Jak mezczyzna bierze prysznic

5. jeszcze raz sie drapie, teraz po jajach

6. wacha palce, upajajac sie meskim zapachem

8. smarcze w reke, i tak sie spłucze

9. myje rowek i jednoczesnie pierdzi

10. puszczajac baki, cieszy sie jak to dziwnie pod natryskiem brzmi*


Na co lekko protestuje JK -

*hehe... gratuluję pani partnera i dobrego smaku :P*,

co spotyka sie z ostrą nagonką paru osób -

*koleś, jesteś tu zbędny, psujesz powietrze*,

*JK, a dlaczego ty taki "ukryty"? i dlaczego wchodzisz na forum PG? Nie masz zadnych kolegow? ani kolezanek? Moze masz przynajmniej psa?*,

*pewnie ma tylko wszy*.


Co na to przysięga studencka? Wprawdzie dotyczy ona tylko studentów, ale za to jak brzmi dumnie (i górnolotnie!) -

Wstępując do wspólnoty akademickiej

Politechniki Gdańskiej ślubuję uroczyście:

zdobywać wytrwale wiedzę i umiejętności oraz kształcić umysł i charakter do twórczej i odpowiedzialnej pracy zawodowej,

przestrzegać regulaminu studiów, zasad współżycia i tradycji akademickiej;

postępować godnie i uczciwie oraz mieć na względzie dobre imię Politechniki Gdańskiej.


Dobre imię Politechniki Gdańskiej? A co to jest? Pewnie przysięga jest tzw. wypełniaczem, czyli tradycyjnym wydarzeniem powtarzanym od lat, „rzeczą”, która już dzisiaj nie ma żadnego znaczenia - ani dla studentów, ani dla absolwentów, ani dla władz PG (brak zainteresowania, w jaki sposób żacy spędzają wolny czas, przynosząc PG rozgłos w polskojęzycznym wirtualnym świecie)...

PS Określenie „pyszne” pasuje tu jak ulał, zwłaszcza w nawiązaniu do pkt. 5-10...


Cóż dałoby zacytowanie pełnego dowcipu? I w którym miejscu zarzuciłem pisarce wulgaryzm? Proszę o rzeczową odpowiedź, zwłaszcza że sędzia nakazał skasowanie tego tekstu z internetu (a przecież nie napisałem nieprawdy i nie podałem pełnych danych osobowych). Jest to notka, jakich tysiące codziennie jest zamieszczanych w internecie (w różnych językach), nie łamała - moim zdaniem - prawa prasowego i nie naruszała niczyjej czci w stopniu uzasadniającym odwoływanie się do art. 212 Kk. Więcej – jest to jedna z bardziej kulturalnych a krytycznych notek, które ukazują się w polskim internecie.

Subiektywne odczuwanie dyskomfortu przez jakiegokolwiek obywatela (tu przez pisarkę) dowodzi jedynie, że nie jest przygotowany do dyskutowania na internetowych forach, gdzie wielu naszych rodaków polemizuje w sposób wykluczający ich z grona tzw. kulturalnych ludzi. Zapoznając się (a tę możliwość miał i ma mec. Kolankiewicz oraz sędzia Midziak) z wypowiedziami pisarki, moimi i innych użytkowników, można ocenić poziom kultury tych trzech zbiorów i nie wydaje się, aby Naleziński (bez Kawalca, którym nie był i nie jest) miał komentarze o najniższych lotach.


P4. Na str. 3 mecenas cytuje mój komentarz z 31 stycznia 2009 - „Można sobie poczytać inne wątki, w których piszę na NK (PG) oraz inni studenci i absolwenci, w tym p. Magda Ch*******-P******** (mch)”, w którym istotnie podałem pełne dane pisarki, jednak zapomniał dodać, że komentarz jest poza artykułem oraz że po paru godzinach został skasowany przez admina, zatem sprawy niemal od początku nie było. Ponadto zapomniał dodać, że 5 dni wcześniej pisarka sfałszowała mój podpis oraz że 4 dni wcześniej na portalu NK upubliczniła link

http://web.archive.org/web/20080124132244/http://www.mirnal.neostrada.pl/ ,

zaś 3 dni wcześniej opublikowała link

http://web.archive.org/web/20080121084557/www.mirnal.neostrada.pl/otmiasto.html , które to linki prowadzą wprost do moich danych spoza tego portalu i ujawniają moje poglądy spoza NK, do czego pisarki przecież nie upoważniłem, zatem jej oburzenie trąca hipokryzją. No i na parę godzin przed ujawnieniem jej danych na S24 wpisała – „A to jest kolejny ‘wspaniały’ felieton p. MN http://mirnal .salon24.pl/383280.html Jeszcze macie jakieś wątpliwości że JK i MN to dwie różne osoby? przeczytajcie jak tam kłamie i przekręca fakty...”, o czym mecenas dziwnym zbiegiem okoliczności nic nie napisał, a przecież to właśnie pomówienie przeważyło i spowodowało moją ostrą ripostę. Bez fałszerstwa i pomówienia nie zamieściłbym ani jednej notki na temat pisarki!

Jednak niezawisły sędzia przeoczył ten wątek. A pisarka tak wówczas, jak do tej pory (wystarczy ją zapytać) kłamie, zeznając, że pisałem jako inna osoba. I tacy ludzie łażą po sądach i wygrywają sprawy?! Ale taką mamy polską Temidę – miejmy nadzieje, że tacy prawnicy, jak mecenas i sędzia, są w mniejszości, ale to skandal, który powinien być wyjaśniony przez niezepsute jeszcze instytucje!


P5. Na str. 3 mecenas zamieścił okrojony mój cytat, drugi z 31 stycznia 2009, zaś wyrwanie fragmentu z kontekstu całkowicie sędziego mogło wprowadzić w błąd. Oto okrojona wersja mecenasa, który sam (sic!) postawił mi zarzut... wyrywania fragmentów tekstu, przez co zmieniać miał się kontekst –

{początek notatki}

{poniższy fragment został zacytowany przez mecenasa}

Pani MCh namieszała w NK i wczoraj... zlikwidowała swoje konto

{powyższy fragment został zacytowany przez mecenasa}


{poniższy fragment został pominięty przez mecenasa}

, ale nim to zrobiła, to prześledźmy, jak zareagowała p. Magda, kiedy zaproponowałem, aby studenci przestrzegali przysięgi studenckiej... Otóż -

*A ja proponuję jeszcze zacytować przysięgę wojskową, harcerską, ślubowanie pierwszoklasistów.. i w tym kontekście skargi wysłać do jednostek wojskowych, do podstawówek, do drużyn harcerskich.. no i oczywiście kopie do Ministerstwa Oświaty.. i Ministerstwa Obrony*

A kiedy nijaki KM napisał -

*Panie Miroslawie... mowilem cos... spadamy, bo nam w koncu w pie..dol spuszcza.*

to jak reaguje nasza etyczna p. Magda?

Cytuje KM dopisując -

*:))))))) *

I

{powyższy fragment został pominięty przez mecenasa}


{poniższy fragment został zacytowany przez mecenasa}

nie jest to jedyny przykład podłączania się pod wulgarne wypowiedzi a nawet pogróżki, przy czym p. Magda nie jest jakąś „młodzieńczą” studentką, ale osobą w okolicach 50-tki

{powyższy fragment został zacytowany przez mecenasa}


{poniższy fragment został pominięty przez mecenasa}

, od której jednak można wymagać więcej, niż od nieukształtowanej młodzieży, zwłaszcza że p. Magda

{powyższy fragment został pominięty przez mecenasa}


{poniższy fragment został zacytowany przez mecenasa}

jest autorką książki (całe szczęście, że o księgowości, a nie o dzieciach lub o młodzieży, bo to byłby dopiero skandal, gdyby ujawnić wszystkie mądrości p. Magdy).

{powyższy fragment został zacytowany przez mecenasa}

{koniec notatki}


Jest to tendencyjne zafałszowanie tekstu, na podstawie którego ów zacny mecenas chce uzyskać wyrok skazujący… A przecież pominięte uśmieszki naszej pisarki można zinterpretować jako podłączanie się pod wulgarne wypowiedzi, a nawet pod pogróżki, czyż nie? Przynajmniej ja tak je oceniłem i wielu rodaków także by je tak oceniło.

Pierwsze cięcie tekstu ma znamiona kryminalne (jako ewidentna manipulacja), bowiem całkowicie zniekształca moją wypowiedź, a ponadto utracony jest sens gramatyczny tekstu.

W komentarzu tego cytatu, mecenas pozwolił sobie na kolejne zmanipulowanie – „Ponownie zarzucił jej wulgarne słownictwo”. W którym zdaniu zauważył ten zarzut ów dyletant? Zarzuciłem jedynie podłączanie się pod wulgarne wypowiedzi, czyli pisanie pośród przaśnych żartów innych użytkowników. Jeśli ktoś idzie za transparentem „Precz z carem” albo za rzucającymi kamieniami w carskich zwolenników, to się podłącza, czyli można uznać, że podobnie myśli, lecz przecież ani nie niesie haseł, ani niczym nie rzuca. Pisarka podłączała się pod agresywne i wulgarne teksty, jednak bezpośrednio nie popierała ich autorów, ale także ich nie potępiała!

Jeśli ktoś jest kopany przez chuligana, a jego menelowaci koledzy nie reagują, to rodzina ofiary może mieć pretensje do nich, że nie próbowali zaoponować, choć przecież oni nie popierali wprost chuligana, jednakowoż wyraźnie nie nawoływali do zaprzestania bicia. Pisarka nie reagowała, kiedy gawrosze sypali wulgaryzmami, grozili i sugerowali pobicie mnie i to są fakty bezsporne, bo nie ma ani jednego przykładu na obywatelską postawę tej pani. Mało tego – pisarka dopisała uśmieszki (tendencyjnie pominięte przez mecenasa), które można zinterpretować jako aprobatę dla autora tej zacytowanej wypowiedzi i okraszonej jednoznacznymi sygnałami sympatii/poparcia dla niej.

Po wycięciu tekstu nijak zresztą nie można z zamieszczonych paru zdań wywieść jakichkolwiek inkryminowanych zarzutów.


P6. Na str. 4 mecenas cytuje mój tekst z 1 lutego 2009 - „Pani mch sama i dobrowolnie weszła na S24 […] Ale jak weszła na S24? Z kłamstwem na internetowych ustach! […] Policja może się zainteresować pogróżkami na NaszaKlasa, w których czynnie i zachęcająco brała udział pani mch”.

Oto cytaty pisarki sprzed 1 lutego -

Kiedy niejaki MKB wpisał - „Ma byc wesoło ? to ja mam dobry pomysł znajdzmy pana MN który jest wnerwiajacy wywieźmy go do lasu. Tam przywiążemy go golego do drzewa obsmarujemy miodem i kijem rozgrzebiemy mrowisko poczym {ymilodreips – wspak}:D Ale bedzie wesoło”, to pisarka po paru minutach dodaje - „A to też jest śmieszne?

http://www.szwedzki.eu/johny/2009-01-05_001131.jpg” (teraz link jest nieaktualny), po czym inna dama dodaje (cytując frazę o miodzie i mrowisku) - „Buhaha xD Dobre hahaha ;D Jak dla mnie wręcz bomba :D Nie no, dawno się tak nie smiałam :D”.

Czyż nie ma tu psychozy zagrożenia i współuczestnictwa w pogróżkach obu pań, w tym pisarki? A jak to inaczej rozumieć?

Inny użytkownik napisał do mnie - „Wiesz pan co panie MN....kiś sie pan sam w tym gownie ktores pan tu narobil....jako moderator.....ja mam w dupie takie forum z cymbalem chcacym grac pierwsze skrzypce. Normalnie zal spuscic z woda w kiblu bo rura moglaby sie udlaiwc takim śmierdzielem”, a ciekawostką jest to, że pisarka zwracała się do tego egzaltowanego intelektualisty per Michale, czym opowiadała się po stronie rozwydrzonej młodzieży (do mnie wszak nie zwracała się per Mirosławie). Jeśli ktoś podczas hipotetycznej dyskusji zwróciłby się do Hitlera „Adolfie”, a do Churchilla – „jest pan ohydny” (albo odwrotnie – „Winstonie”/„jest pan ohydny”), to jak taki dyskutant byłby oceniony przez historię? A tak właśnie zwracała się pisarka do mnie i do owego Michała.

Przy okazji jeden z wielu żarcików (pikantne mogą być całkiem dowcipne, ale wulgarne a prymitywne są po prostu bezsensowne) tego młodzieńca, z którym pisarka była na ty (ze mną nie była) –

[…] położył się na plaży i wypoczywa. Zagadnęła wnet go niewiasta. […] - Może mnie pan dymnie? - Nie staje mi. […] Wpadł pudelek i zaczął lizać Stefanowi {ajuhc}, aż mu stanął! Puknął Stefan damę i odszedł.[…]. Wyjmuje z szafki śmietanę Stefan, oblewa {ajuhc} i krzyczy: - Reksio! Podbiega Reks, pies podwórzowy. Popatrzył, popatrzył i jeb... odgryzł Stefanowi {ajuhc} […]”.

I mimo że ta młodzież klnie, pisuje prymitywne a wulgarne kawały oraz obraża użytkowników, czym łamie regulamin NK, zaś mnie dodatkowo grozi linczem, pisarka zaskakuje swoją szczerością, pisząc – „Ale ja się poddaję.. mam dość! Stokroć wolę rozmawiać z młodzieżą niż z takimi dojrzałymi jak Pan” i wcale nie reaguje na tego typu wybryki!

A jakaż to jest ta młodzież, z którą stokrotnie woli pisarka rozmawiać, niż ze mną? Oto po paru minutach niejaki PT – zacytował mnie – „Art. 54. 1. Każdemu zapewnia się wolność wyrażania swoich poglądów oraz pozyskiwania i rozpowszechniania informacji.[…]”, dodając – „więc {JALADREIPYW}! bo zaczynasz mnie drażnić :-)”. Pozazdrościć pisarce, doktorantce i wykładowczyni wyboru! Co na to Komisja Etyki UG?

Autorem najdowcipniejszego wątku na portalu NK (który okazał się najwulgarniejszy) jest p. Mieczysław P. W wyniku głosowania urządzonego przez użytkowników, zostałem pozbawiony funkcji moderatora i zastąpił mnie sam autor. Co ciekawe - pisarka głosowała na forum za zdjęciem mnie z tej funkcji. Co pisarka sądzi o tym panu? Ano przeczytajmy – „Panie Moderatorze, byliśmy, jesteśmy i będziemy z Panem. Jak to zabawnie ktoś napisał kto nie z Mieciem tego zmieciem :) Pozdrawiam”.

A kiedy po półgodzinie jej kolega melduje – „Magdo, jam ci to, nie chwalac sie, napisal. dodam jeszcze, ze kto z Mieciem wojuje, od Miecia ginie […]”, pisarka po chwili przyjaźnie ripostuje - „Super! powinno być w wątku dowcipne :)”. Super z niej intelektualistka, nieprawdaż? A jaki to szlachetny wzór dla młodzieży bywającej na jej wykładach? A jaki dla przyszłych doktorantów?

Ponieważ grożono mi linczem i czułem zagrożenie (były pytania o miejsce pracy i proponowano ustawkę), zaś kolega pisarki napisał, że kto z autorem wątku wojuje, to ginie, co rozweseliło pisarkę, to w jaki sposób można interpretować tę wymianę poglądów? To nie jest podgrzewanie nastrojów do chuligańskich czynów? Atmosfera wówczas była paralinczowa! Sędzia sobie czytał w bezpiecznym sądzie przestawione dowody i nie czuł zagrożenia, jednak w styczniu i w lutym 2009 nie była to dla mnie bezpieczna sytuacja. Proszę przeczytać wszystkie wypowiedzi młodzieży, z którą wolała pisywać pisarka.

Nazajutrz student MP napisał do mnie na forum – „Palnij się w łeb... W tamtym wątku mają być same kawały a nie twoje chore wypowiedzi...” a niejaki KM wpisał – „Panie Miroslawie... mowilem cos... spadamy, bo nam w koncu w pie..dol spuszcza”, co wywołało już wcześniej omówione uśmieszki naszej kulturalnej gdańskiej pisarki.

Jakby tego było jeszcze mało, to pisarka dorzuca - ”a ja dodam zamknąć, zawiązać, obciążyć kamieniami, wrzucić do morza (jak grę Jumanji).. :) może NIGDY nie wróci”. Jak rozumieć tę wypowiedź? Jako przejaw sympatii? A może dobrego wychowania? A może jest to dowód na to, że pisarka „nie była niegrzeczna” wobec mnie (jak uznał sędzia)?

A co do kłamstw (mecenas w komentarzu tego tekstu dostrzegł mój zarzut pisania nieprawdy), to chwilę po tym tekście napisałem (co jednak pominął ów „obiektywny” prawnik) –

Droga Policjo - pani mch kłamie i pomawia pisząc wyżej, że

*by nie było wątpliwości MN=JK=AZ to są te same osoby*.

Może zatem Policja zbada tę sprawę, bowiem powyższe to kłamstwo i oszczerstwo. Pani mch powinna publicznie to zdementować i przeprosić! Parę dni temu zgłosiłem adminowi NK, aby zbadał sprawę i zdementował na łamach NK, ale zagrzebali głowy jak strusie - żadnej odpowiedzi. Zaraz im zgłoszę kolejny raz”. Czyli od samego początku podnosiłem ewidentne kłamstwa (pomówienie) pisarki, nie zaś „od jakiegoś późniejszego czasu”, jak sugerują zwolennicy pisarki w internecie.


P7. Na str. 4 i 5 mecenas cytuje wybrane fragmenty notki pt. „Poniżenie twórcy w opinii publicznej?” z 5 oraz 6 lutego 2009 –

{początek artykułu}

Pewna pani (nazwijmy ją MCh-P) przez parę miesięcy produkowała się na forum Politechniki Gdańskiej www.nasza-klasa.pl pisując tamże na wątku poświęconemu żartom pod wielce atrakcyjną nazwą „Najdowcipniejszy z wątków”.

Kiedy zainspirowany tą twórczością, postanowiłem przenieść (jako dziennikarz obywatelski) na www.salon24.pl co ciekawsze żarciki kilkorga najpracowitszych osób (jednak przez grzeczność podpisywałem je tylko inicjałami), pani ta zauważyła efekty swojej działalności na obcym sobie forum, zreflektowała się i oprotestowała dalsze kolportowanie dowcipów w rodzaju - http://nasza-klasa.pl/school/60802/forum/145?page=197 (polecam zwłaszcza czwarty od dołu na tej stronie). Nagle dostrzegła swój medialny błąd i zaczęła zacierać ślady swej nieeleganckiej działalności

{powyższy fragment został zacytowany przez mecenasa}


{poniższy fragment został pominięty przez mecenasa}

- zlikwidowała swoje konto (jednak teksty... pozostały) i zagroziła na S24, że naśle na mnie Policję i swojego prawnika. Prawnik okazał się skuteczny - artykuł zdjęto z Salon24. Co ciekawe, cytaty na NaszaKlasa mają tę interesującą właściwość, że nie są z nich całkowicie usuwane dane osobowe (pod skasowaną fotką znika wprawdzie imię i nazwisko, które są zastąpione przez informację „Konto usunięte”, jednak w cytatach poczynionych tamże przez inne osoby można znaleźć dane cytowanego autora, choć on już zlikwidował konto; można to uznać za błąd w procedurach NK i pewnie zostanie to kiedyś zmienione).

Przy okazji powstaje problem prawny - czy Adam Mickiewicz mógłby zaprotestować przeciwko zamieszczaniu na internetowym forum w Rosji swoich sonetów, które opublikował już na forum w Szwajcarii? Czy Juliusz Słowacki mógłby skrytykować Mistrza na innym forum, cytując choćby fragmenty sonetów? No bo jak omawiać pewne zjawiska językowe, literackie, matematyczne, etyczne, społeczne, czy ekonomiczne bez zacytowania osób ofiarnie pisujących na rozmaitych forach? Dlaczego twórca udzielający się na forum A chce nasyłać Policję na krytyka albo fana działalności owego twórcy na forum B? Czy autor zamieszczający teksty na forum A może mieć pretensje, że ktoś jego cytuje na forum B bez jego zgody (komentując głębokie lub płytkie wartości dorobku)?

Na czym tu polega pomawianie twórcy, czy nawet poniżanie (bowiem taki zarzut stawia pani Magda)? Czytelników p. Magdzie znakomicie przybędzie, jeśli obok forum A będzie można zapoznać się z poglądami p. MCh-P również na forum B, przy czym na tym drugim można zapoznać się ze streszczeniem twórczości autorki oraz z oceną wyrażoną kulturalnym językiem, co nie jest charakterystyczne dla wielu portali. Przecież ja napisałem setki artykułów i każdy kto zechce może je omawiać na swoich portalach, byle nie fałszował oryginalnych wpisów. Wszak każdy bierze odpowiedzialność za swoje poglądy i swoje opinie.

To raczej niepodawanie (zatajanie) danych osobowych autorów tekstów jest zabronione w świetle prawa autorskiego... Ja nie mam nic przeciwko, aby ktoś zamieścił mój artykuł i go omówił (nawet krytycznie), bowiem biorę odpowiedzialność za moje teksty. Niestety, wielu użytkowników pisuje różne mądrości i... bzdety firmując je swoimi nazwiskami lub nikami, ale po pewnym czasie zapewne wstydzą się swych dokonań i mają pretensje nie do siebie, ale do osób omawiających poruszane tematy. Niewątpliwie lepiej mają anonimi, bowiem za parę lat trudno będzie przyporządkować im znalezione w internecie poglądy; więcej ryzykują osoby podpisujące się prawdziwymi danymi lub osoby wprawdzie ukryte pod nikami, jednak identyfikowalne.

{powyższy fragment został pominięty przez mecenasa}


{poniższy fragment został zacytowany przez mecenasa}

Co ciekawe, owa pani jest typową hipokrytką

{powyższy fragment został zacytowany przez mecenasa}


{poniższy fragment został pominięty przez mecenasa}

- na NaszaKlasa jeździ po moim nazwisku jak po łysej kobyle, rozpowszechnia ponadto nieprawdę, że założyłem sobie kilka kont, z których obmawiam tamtejsze szlachetne a obywatelskie towarzystwo i przyczyniła się do zablokowania tamże mojego konta (po wyjaśnieniu, że od tygodnia nie dokonałem tam ani jednego wpisu, admin NK odblokował je) - http://nasza-klasa.pl/school/60802/forum/396?page=10; zatem owa pani zarzuca mi dokładnie to, co sama tam czyni, z tym że ja mam do niej pretensje wyłącznie w zakresie wypisywania kłamstwa, że rzekomo piszę na NK z paru kont. Ponadto na NK omawiane są (także przez ...prawomyślną p. Magdę) moje różne teksty z innych portali i jakoś to tam uchodzi. Natomiast na S24 to jest surowo wzbronione...

{powyższy fragment został pominięty przez mecenasa}


{poniższy fragment został zacytowany przez mecenasa}

Moderator S24 natychmiast reaguje na protesty prawnika p. Magdy, natomiast jego odpowiednik na NK nie dostrzega problemu, choć dopiero to tamże leci mięsiwo i pomówienia, w czym aktywnie uczestniczyła p. Magda (popierała młodych a nowoczesnych twórców w ich wojowniczym toczeniu dyskusji nt. śmiałego języka i interpretacji przysięgi studenckiej).

{powyższy fragment został zacytowany przez mecenasa}


{poniższy fragment został pominięty przez mecenasa}

Oto przepisy, na które powoływał się prawnik praworządnej p. Magdy, a które przekonały admina S24 do skasowania wątków nawiązujących do twórczości tej pani...

Art. 212. § 1. Kto pomawia inną osobę, grupę osób, instytucję, osobę prawną lub jednostkę organizacyjną nie mającą osobowości prawnej o takie postępowanie lub właściwości, które mogą poniżyć ją w opinii publicznej lub narazić na utratę zaufania potrzebnego dla danego stanowiska, zawodu lub rodzaju działalności, podlega grzywnie, karze ograniczenia albo pozbawienia wolności do roku.

§ 2. Jeżeli sprawca dopuszcza się czynu określonego w § 1 za pomocą środków masowego komunikowania, podlega grzywnie, karze ograniczenia wolności albo pozbawienia wolności do lat 2.

{powyższy fragment został pominięty przez mecenasa}


{poniższy fragment został zacytowany przez mecenasa}

Zacytowałem jej najpikantniejsze kawały i ustosunkowałem się do nich.

{powyższy fragment został zacytowany przez mecenasa}


{poniższy fragment został pominięty przez mecenasa}

Jeśli ktoś publicznie zamieszcza teksty, to musi się liczyć z ich omówieniem, także na innych forach. Jeśli ktoś zamawia piwo, to musi się liczyć, że zinterpretują to jako rzymski salut. Jeśli ktoś dokonuje nagrania ubliżania nauczycielowi i zamieszcza w internecie, to czy na podstawie poniżej zacytowanego prawa, może nasyłać Policję na użytkownika, że ten ośmielił się upublicznić jego dokonania?

Kto zna wykładnię omawianego problemu? Kto jest winien - autor skandalu, czy krytyk zjawiska? Dobra osobiste obywatela, który sam o swoją renomę kiepsko dba na (publicznym!) forum A kontra wolność słowa obywatela z forum B. Twórca dobrowolnie zamieszcza teksty, komentator zaś je dobrowolnie cytuje i komentuje. Przecież po to również wynaleziono internet i fora.

Może niech autorzy sami zadbają o swoją godność w sposób uniemożliwiający jej ośmieszanie przez osoby trzecie i procesowanie się z powodu rzekomego poniżania lub narażania na utratę zaufania publicznego? Sądy mają i bez tego sporo do zrobienia - po cóż im dodawać roboty z powodu własnej niefrasobliwości?

W latach wojny również okupanci dochodzili do wniosku (kiedy grunt im zaczął palić się pod nogami), że należy niszczyć ślady swej niegodnej działalności, ale czy to oznacza, że nie mamy prawa wyciągać ukrytych w sztolniach, jeziorach, wrakach śladów ich poczynań? A może ich prawnicy mają prawo wygrażać się, że za poniżanie w opinii publicznej osób żałujących swej działalności należy demaskatorów pociągać do odpowiedzialności karnej?

{powyższy fragment został pominięty przez mecenasa}


{poniższy fragment został zacytowany przez mecenasa}

PS Pani Magda jest autorką wydanej książki z dziedziny księgowości komputerowej i powinna znać prawo autorskie. Straszenie Policją jest bezprawne w opisanej sytuacji.

{koniec artykułu}


Czy widoczne są manipulacje mecenasa, polegające na pomijaniu wybranych fragmentów mojego tekstu? W komentarzu ponadto ubolewa, że poprzez link czytelnicy mogą dotrzeć do danych pisarki (zamieściłem tylko inicjały), ale przecież jej wypowiedzi na NK były wpisywane przez nią dobrowolnie, po polsku (bez zastosowania tajemnego szyfru) i każdy mógł zapoznać się z jej profilem, czyli pełnymi danymi osobowymi i poglądami oraz żarcikami. Każdy mieszkaniec Ziemi, władający naszym językiem (Australia, Syberia, USA, RPA) mógł skopiować teksty pisarki i omówić je na dowolnym portalu na świecie, zarówno w języku polskim, jak i obcym. O co więc tu chodzi?

Przecież pisarka też podała kilka moich linków prowadzących poza NK i co? Ona mogła, ja zaś nie? A przecież ona uczyniła to wcześniej (nim ja to uczyniłem!). I to nie jest hipokryzja? A okrojony tekst właśnie wyjaśnia kwestie poruszane przez mecenasa – hipokryzję pisarki i jej kłamstwa. Mecenas zauważa, że zarzuciłem niewłaściwe zachowanie jego mandantce, ale jeśli pewne jej działania nie były właściwe (a moim zdaniem nie były), to nie miałem prawa tego omówić w kulturalny sposób?


P8. Na str. 5 mecenas cytuje wybrane fragmenty notki pt. „Czy łatwo jest wyprowadzić prawnika w pole?” z 26 kwietnia 2009 –

{początek artykułu}

{poniższy fragment został pominięty przez mecenasa}

Mecenas Kolankiewicz nie dysponuje pełną dokumentacją zamieszczoną na NK zarówno przez mandantkę (pierwszy raz widzę to słowo), jak również przez pozostałe osoby, które być może również zgłoszą się do Niego w charakterze przyszłych mandantów, przeto zamieszczę możliwie pełne zapisy zamieszczanych wypowiedzi studentów oraz absolwentów PG, które to wpisy są jeszcze w większej części dostępne na NK albo zostały już wykasowane i są tylko w archiwum NK.

Pan Kolankiewicz na stronie swojej kancelarii http://www.adwokatkolankiewicz.pl/index.html zamieścił motto (wręcz sentencję), które robi wrażenie.

Oto ów absorbujący tekst –

Wiedza prawnicza jest znajomością spraw boskich i ludzkich, rozumieniem tego, co słuszne i co niesłuszne.

W skomplikowanych czasach niewiarygodnie trudno poruszać się w gąszczu ciągle zmieniających się przepisów. Już starożytni mawiali, że prawo przychodzi z pomocą tylko osobom czujnym i starannym.

Świadczę kompleksowe usługi prawne dla klientów indywidualnych i klientów korporacyjnych zarówno w formie jednorazowych porad, jak i stałego zlecenia. Wieloletnie doświadczenie wyniesione z sali sądowej pozwala mi na szybsze i pełniejsze uświadomienie potrzeb każdego Klienta.

Szczegółowa oferta została zamieszczona na dalszych stronach.

Karol Kolankiewicz [podpis]

Panie Mecenasie! Rozpoczął Pan patetycznie, od spraw boskich i od próby ogarnięcia pojęcia (nie)słuszności, a ponieważ żyć z czegoś trzeba, to - niczym starożytni (uważali, że wszystkie drogi prowadzą do Rzymu) - w ostatnim akapicie słusznie doszedł był Pan do sedna swojego przesłania, do oferty.

Wziął Pan robotę tylko dlatego, że p. Magda była u Pana wcześniej niż ja i przedstawiła swoje argumenty (gdybym to ja był u Pana przed nią, to na podstawie moich dokumentów wystąpiłby Pan do niej o bardziej niebotyczną kwotę). Pan zaś, niczym dobry chrześcijanin, postanowił jej pomóc, nie bacząc nawet na kontrargumenty drugiej strony. Czy tak się godzi? Gąszcz gąszczem, ale każdy student prawa, nawet stalinowski, powinien choć udawać, że go interesuje zdanie nie tylko własnego klienta. Pani Magda wprowadziła Pana w błąd i dał jej Pan wiarę. Owa pani występowała z kilkunastoma współautorami na forach NK PG i działy się tam rozmaite rzeczy, które większości się podobały, choć nie były zgodne z regulaminem NK. Mnie - jako dziennikarzowi - nie podobały się niektóre tematy i postanowiłem (w swej naiwności, jak się okazało), że spróbuję nieco to całe towarzystwo uszlachetnić.

Przeciętny człowiek rumieni się, kiedy zostanie przyłapany na przyklejeniu przeżutej gumy pod blat stołu. Opisałem taki przypadek w wykonaniu pisarki a wykładowczyni, która jednak zamiast zarumienić się i zmienić zachowanie (a przynajmniej udawać, że nic się nie stało), to oburzyła się i przekonała Pana, że została dotkliwie przeze mnie obrażona. A czymże ją obraziłem, skoro taką gumę przykleiła, zaś ja zdążyłem ten fakt zarejestrować? Ponadto nie podałem pełnych danych tej pani (choć mógłbym), jedynie inicjały i sprawa powinna rozmydlić się pośród milionów informacji w internecie. Oczywiście - owa guma to jedynie porównanie; sprawa dotyczy kawałów określonego rodzaju oraz wymiany zdań pomiędzy uczestnikami dyskusji, często całkiem niskiego lotu, co każdy z Czytelników będzie mógł ocenić.

Dowiaduję się, że Pan, taki staranny prawnik, znakomicie poruszający się w prawniczym gąszczu, bywalec wielu sal sądowych, z wyniesionym bogatym doświadczeniem, otóż Pan dał wiarę tej niewieście i zawinszował Pan dla niej dwadzieścia tysięcy złotych... Bez sprawdzenia informacji drugiej strony?! A skąd Pan wie, co jest słuszne, a co niesłuszne? I jak do tego ma się znajomość spraw boskich? Czy Pan starannie przemyślał te górnolotne mądrości, czy tylko „ot, tak sobie” je zamieścił?

Pana mandantka miała tak obfitą twórczość, że nawet nie ominęła w dowcipach ciekawego problemu posiadania serca (i innych podrobów) przez prawników –

A ja uważam, że najłatwiejsi do zoperowania są prawnicy. Nie mają serca, nie mają kręgosłupa, nie mają jaj, a głowę i tyłek można bez problemów zamienić miejscami”. Oczywiście, to tylko żart. Ludziska sobie żartują już ze wszystkiego - nawet Temidy specjalnie nie uszanują... Ale jak ktoś skrytykuje takich dowcipasów, to zaraz lecą do najlepszych kancelarii... Jak trwoga, to do Boga, zatem najlepiej do prawnika powołującego się na sprawy boskie...

W dziennikarskim artykule „Poniżenie twórcy na własne życzenie” proszę wskazać, że zarzucam pani Magdzie wulgarne zachowanie. Napisałem jedynie „Zacytowałem jej najpikantniejsze kawały i ustosunkowałem się do nich”. Jeśli jednak Pan aż tak poważnie stawia sprawę, to pozwalam sobie na cytaty z portalu NK w wykonaniu także p. MCh. Każdy zatem będzie mógł przeczytać i ocenić poziom dowcipów i oburzenie p. Magdy oraz stopień jej wulgaryzacji.

Zapisałem się na forum NK PG, bowiem uważałem, że z ludźmi kulturalnymi będzie można sobie pożartować, nawet pikantnie, wszak nie jestem obyczajowym ortodoksą. Wyobrażałem sobie, że tam nie ma studentów, raczej dojrzali ludzie. W szczególności przekonał mnie tytuł wątku o dowcipach. To, co tam „ujrzałem”, to wprost wołało o pomstę do nieba. Menelowate kawały rodem z najgorszego rynsztoku. Pisane przez studentów i absolwentów (i w ramach emancypacji - a jakże - przez nasze „wytworne damy”). Co dostojniejsze wprawdzie nie rzucały mięsem, jednak krytykowały osoby, które czuły się urażone nie tylko samymi dowcipami, ale i obelgami kierowanymi przez internetowych chuliganów. Próby dyskusji i zmiany mięsnego profilu spotkały się z szyderstwem i obrzucaniem błotem. Owszem, podczas dyskusji, bywałem nieznośny, jednak nikogo nie obrażałem, nim nie zostałem nazwany trolem, grafomanem, psycholem (że meliniarskich odzywek tu nam zaoszczędzę), a jeśli komuś nawet dawałem odpór, to jako ripostę i z pewnością nikogo wulgarnie nie określałem.

Dochowałem wszelkiej staranności w dziennikarskim działaniu - uczestniczyłem w dyskusjach nie przekraczając wyraźnej granicy, która dla innych nie istniała, zbierałem kopie „dzieł i dziełek”, przekazywałem zarzuty adminowi NK (w tym łamanie regulaminu), informowałem związek studentów oraz władze PG o twórczości studentów i o sprzeniewierzaniu się przysiędze studenckiej.

Po wielokrotnej interwencji u admina zaproponowano mi przyjęcie funkcji moderatora. Wykasowałem wiele najwulgarniejszych tekstów. Kiedy współtwórcy wątku zorientowali się, że jestem moderatorem, to wznowili obelżywe słownictwo w stosunku do mnie, grozili pobiciem oraz złożyli zbiorowe doniesienie do admina, że nie chcą mnie jako moderatora. A ponieważ p. Magda twierdziła, że inny autor na forum (Jacek K.), to również ja (na drugim rzekomo zarejestrowanym koncie), to nawet na kilka dni zablokowano moje konto. Zgłaszałem do admina oraz do p. Magdy, że jej spostrzeżenia nie są prawdziwe i że to pomówienia, ale nie ma tam tak dobrego prawnika jak Pan, bowiem już p. Magda miałaby wezwanie do zapłaty wielokrotnie wyższej kwoty. Inni określali mnie jako grafomana, w „mało dyplomatyczny sposób prosili” mnie o opuszczenie forum oraz - jak wspomniałem - grozili. No, gdybym znał Pana wcześniej, to wezwania opiewałyby na setki tysięcy złotych...

W końcu zorganizowano żenujące głosowanie, aby mnie wymienić (jako moderatora) na obecnego opiekuna i pomysłodawcę wątku o zachęcającej nazwie „Najdowcipniejszy z wątków”. Zapewniam, że jest co poczytać! I proponuję zrobić kopie, bowiem w końcu admin skasuje ten najpoczytniejszy dział pośród inteligencji technicznej PG (ponad 3 tys. kawałów, w tym setki powalających walającym się mięsem). Jeśli odwołuje się Pan na swej witrynie istotnie do wartości boskich, to proponuję tam nie zaglądać, chyba że wyłącznie w ramach zawodowej pasji.

Reasumując - z posiadanych przeze mnie kopii wynika, że

{powyższy fragment został pominięty przez mecenasa}


{poniższy fragment został zacytowany przez mecenasa}

Pańska mandantka na forum NK PG:

- zamieszczała pikantne dowcipy pośród tekstów wulgarnych, sprzecznych z regulaminem NK;

- szydziła z przysięgi studenckiej;

- tolerowała wulgarne słownictwo w stosunku do osób krytykujących zachowanie się menelowatych dyskutantów;

- nie protestowała, kiedy zamieszczano dowcipy rasistowskie oraz wulgarne i kiedy kierowano pogróżki w stronę osób walczących o wyższą jakość forum;

- rozpowszechniała nieprawdę, że niżej podpisany założył konto na drugie nazwisko (Jacka K.) i złożyła doniesienie do admina, co spowodowało zablokowanie mojego konta (nim sprawa się wyjaśniła);

- zachęcała wszystkich (w tym politechniczną chuliganerię) do złożenia wniosku o odebranie mi funkcji moderatora (co uczyniono);

- podczas głosowania o pozbawienie mnie funkcji moderatora, opowiedziała się po stronie osób, które w obelżywy (a nawet chuligański - grożono mi pobiciem)

{powyższy fragment został zacytowany przez mecenasa}


{poniższy fragment został pominięty przez mecenasa}

sposób zachowywały się na forum,

{powyższy fragment został pominięty przez mecenasa}


{poniższy fragment został zacytowany przez mecenasa}

a to oznacza, że Pańska mandantka stanęła po stronie Zła i chce jeszcze na tym zarobić, co wydaje się (przynajmniej na pierwszy rzut oka - bowiem w Polsce już nic nie może zdziwić) całkiem nieetyczne...

Pani MCh skasowała swoje konto i uważa swoje wpisy za niebyłe, jednak część kopii właśnie do Pana przesyłam celem zapoznania się z zakresem kłamstwa, jakiego dopuściła się klientka i zrozumie Pan zakres manipulacji, jakim Pan uległ.

{powyższy fragment został zacytowany przez mecenasa}


{poniższy fragment został pominięty przez mecenasa}

Wielu ludzi chlapie, co im ślina na język przyniesie, zapominając o obrzydliwej technice uwieczniającej ich wyczyny - mało to takich afer pośród naszych elit? A gdyby nie skasowała swojego konta, to przecież każdy użytkownik NK mógłby zapoznać się z jej pisarstwem i jakoś to jej nie przeszkadzało? Mógłby sporządzić kopie i uczynić dokładnie to, co ja - opracować dzieło na miarę Zyzaka. Przecież prawdopodobieństwo zapoznania się z twórczością na NK jest znacznie wyższe, niż na podstawie moich notek, bowiem ja podaję jedynie inicjały, zaś na NK p. MCh nie wstydziła się ani swoich danych osobowych, ani swego wizerunku (fotografia). Cóż zatem się stało, że wówczas pisarka się nie wstydziła (za darmo), zaś teraz się wstydzi (i żąda 20 tys. zł)? Materiały publikowane przez MCh na NK mógł zarejestrować każdy (nawet dziecko) i edytować na dowolnym portalu w ramach omówienia dowolnego zjawiska społecznego.

Przypominam, że każdy obywatel (w tym dziennikarz) ma prawo do opisywania patologii społecznych i do krytyki negatywnych zjawisk, co powinno podnieść standardy naszego społeczeństwa. Jako dziennikarz www.aferyprawa.com dopełniłem szczególnej staranności podczas opracowania tematu. Tamże są publikowane wypowiedzi politechnicznego kwiatu inteligencji polskiej (kwiaty polskie?), a to może oznaczać, że zdobędzie Pan mandantów o wartości nie 20 tys. zł, ale nawet dwóch milionów złotych. W naszym kraju można krytykować nie tylko prezydenta, rząd i posłów, ale także pisarki i wykładowczynie.

Oświadczam, że wszystkie posiadane przez mnie materiały zostały skopiowane bez jakiejkolwiek ingerencji w zapis danych osobowych, czasu (daty) i treści.

PS Chciałbym podziękować paru osobom, które dzielnie popierały mnie w walce o wyższą jakość forum NK PG, w szczególności p. Andrzejowi P.

{powyższy fragment został pominięty przez mecenasa}

{koniec artykułu}


Ten artykuł napisałem po otrzymaniu od mecenasa Ostatecznego przedsądowego wezwania pod koniec kwietnia 2009 w ramach riposty na to bezczelne wezwanie. I jeśli dowodzę, że mecenas nie jest profesjonalistą, to proszę zwrócić uwagę na to, że żądanie 20 tys. zł nadesłał przed napisaniem powyższego mojego artykułu i sąd nie powinien w ogóle brać tego tekstu pod uwagę, zaś właściwe instytucje powinny dostrzec bezprawność żądań wysuwanych wobec mnie przez pisarkę i przez jej adwokata przed końcem kwietnia 2009.

W komentarzu mecenas zauważa, że obraziłem powódkę. A czymże ją obraziłem? Wszystko, co napisałem jest prawdą, zatem gdzie tu obraza pisarki?

Pikanterii sprawie dodaje fakt, że ten hipokryta w swojej reklamowej sentencji nawiązuje do spraw boskich, co nie przeszkadza mu zamieniać moich „słabszych” określeń na „mocniejsze” nibysynonimy. Wstyd dla tak religijnego prawnika, wszak to fałszerstwo i grzech! Jeśli ktoś wpisuje „9000 zł” zamiast „6000 zł” albo „ty kretynie!” zamiast „ty patafianie!” celem uzyskania korzystnego dla niego wyroku, to przecież jest to właśnie fałszerstwo!


P9. Na str. 5 mecenas cytuje wybrane fragmenty notki pt. „Jak na portalu zarobić 20 tysięcy złotych?” z 28 kwietnia 2009 –

{początek artykułu}

{poniższy fragment został zacytowany przez mecenasa}

Na początek należy zarejestrować się na jednym z najpopularniejszych portali, zamieścić swoje dane i okrasić je swoją fotką. Trzeba założyć albo skorzystać z już założonego wątku, najlepiej nietuzinkowego, wręcz kontrowersyjnego, np. „Najbardziej trunkowy z wątków”.

{powyższy fragment został zacytowany przez mecenasa}


{poniższy fragment został pominięty przez mecenasa}

Trzeba wmieszać się w zgromadzenie innych użytkowników, co nie jest trudne, zważywszy, że niemal wszyscy opowiadają o chlaniu oraz o innych czynnościach towarzyszących tej czynności.

{powyższy fragment został pominięty przez mecenasa}


{poniższy fragment został zacytowany przez mecenasa}

Dodatkowo okrasza się to wszystko zdjęciami z libacji oraz przaśnymi dowcipami, które niejako ściśle z pijaństwem się wiążą.

{powyższy fragment został zacytowany przez mecenasa}


{poniższy fragment został pominięty przez mecenasa}

Nic to, że większość tekstów i fotek jest sprzeczna z regulaminem danego portalu - już dawno admin nie zwraca uwagi na prawne uchybienia, bowiem ani nie nadążyłby z kasowaniem setek wypowiedzi i skanów, ani też nie zostałby zbytnio pochwalony za przesadyzm przez właściciela portalu, który jednak jest z jakichś powodów zainteresowany zwiększaniem popularności na forach, a przecież czepialstwo i przesadne trzymanie się regulaminów powoduje spadek zainteresowania znakomitą częścią społeczeństwa, która akurat lubi sobie pociągnąć z gwinta.

Od czasu do czasu na takie forum wpadnie (jak mucha w pajęczą sieć) jakiś mądrala a naiwniak, który spróbuje nawiązać kontakt ze starymi wygami ruchu trunkowego. Taki coś chlapnie, wymądrzy się, zwróci uwagę; krótko pisząc - od razu zamelinowanej tamże większości „koneserów” jawi się, że jest przypadkową łajzą niewiedzącą o co na tym forum tak naprawdę chodzi.

Z początku nawet taki naiwniak zasygnalizuje adminowi, że większość tekstów jest zamieszczana niezgodnie z regulaminem, co (wobec nawału roboty) zakończy się propozycją moderowania wpisów przez owego naiwniaka. Ponieważ towarzycho nie zapisało się na najbardziej „wytrawny” wątek, aby dyskutować o bycie i niebycie, ale aby rozważać "picie i niepicie" (nie tylko w aspekcie napojów), przeto pospolite ruszenie zwołuje się i pisze zbiorowe doniesienie na niedobrego moderatora, co admin konstatuje - skoro większość (demokracja!) sobie życzy, to skreślmy mądralińskiego z funkcji moderatora.

Oczywiście, wszelkie wymiany zdań są okraszane typowymi łacińskimi (odmiana kuchenna) okrzykami, wezwaniem do ustawki, połajankami, a jeśli ktoś odważniejszy opowie się za byłym już moderatorem, to także jest skończony pośród ryku śmiechów, przekleństw i obelg. Żadnego wrażenia nie robi nawet sugestia – „kochani, przecież pisujecie tutaj pod własnymi danymi osobowymi i zamieszczacie swoje autentyczne zdjęcia, że przecież przynosicie wstyd uczelni, której ponadto sygnalizujecie, że przysięgę studencką macie pod plecami, że w końcu ktoś to może skopiować i napisać interesujący artykuł o części polskiego społeczeństwa albo ktoś może przypadkiem wejść na to forum i ujrzeć wasze inne (nieznane im do tej pory) oblicze, a ponadto (w przypadku pogróżek) może być taki materiał przekazany do prokuratury lub na waszą uczelnię”. Żadnego zastanowienia – „a pisz sobie i kopiuj!”.

No to sobie ktoś kopiuje i omawia temat na innym portalu...

I tu następuje zwrot akcji. Otóż zawsze jakiś pisarz, kolejarz, czy urzędnik lub wykładowca opamięta się i szybko kasuje swoje konto. Łudzi się albo jest przekonany, że śladu jego działalności nie ma. Na innym portalu znajduje swoje wypowiedzi (pogróżki, wulgaria, pomówienia oraz fotki z walającymi się butelkami określonego autoramentu) i mimo że autor piszący kolejną pracę opartą na metodologii słynnego Zyzaka (a onże miał dobre uniwersyteckie wsparcie w swych dociekaniach) chce zrobić podobną karierę i uzyskać za swoje rewelacje wyższy stopień naukowy, tenże przykładowy pisarz nagle zaczyna myśleć o swojej godności i udaje się do renomowanej kancelarii adwokackiej. Tam przedstawia prawnikowi swój punkt widzenia i skarży się na wszystko, co go boli, niczym była dziewica, która w sezonie urzędowała w Las Vegas, powróciła do swego miasteczka i chce podać do sądu każdego, kto opowiada o jej wyczynach, a którymi to sama chełpiła się po drugiej stronie oceanu na forum „Najbardziej upadłe panienki”.

Cóż czyni urzędnik polskiej Temidy, który jest przekonany przez takiego pisarza, że padł ofiarą spisku? Ano taki dżentelmen (wzór cnót prawniczych) sporządza pismo oraz wysyła je do mądrali listem poleconym z potwierdzeniem odbioru. A tam już nie ma śladu atmosfery pijackiego chuchu, lecz mamy jakieś finansowe i kosmiczne żądania...

Działając w imieniu Pisarza wzywam Pana do zaniechania naruszania Jego dobrego imienia i czci za pomocą dokonywania wpisów na rozmaitych stronach internetowych. Głoszone przez Pana twierdzenia, sformułowane opinie i wskazane fakty nie zostały oparte na prawdzie i w sposób dotkliwy naruszają dobre imię i prawo do prywatności mojego Mandanta, tak niezbędne dla wykonywania działalności twórczej w dziedzinie nauczania i pisarstwa. Informuję Pana, iż dobro osobiste jakim jest dobre imię i nienaganna opinia osoby publicznej, jakim jest wykładowca i pisarz, bezsprzecznie podlega ochronie przewidzianej w Kodeksie cywilnym. Naruszając więc dobra osobiste mojego Mandanta, naraża się Pan na odpowiedzialność zarówno cywilną, jak i karną.

W celu usunięcia skutków dokonanego naruszenia dobrego imienia Pisarza, wzywam Pana, aby w nieprzekraczalnym terminie 7 dni od daty otrzymania niniejszego pisma:

1. Usunął wpisy na wszystkich portalach, odnoszące się do Pisarza;

2. W formie wpisu na wszystkich portalach, złożył oświadczenie następującej treści:

Niniejszym Mądrala przeprasza Pisarza za użycie na niniejszym forum zwrotów sugerujących niewłaściwe zachowanie się Pisarza. Nie jest prawdą jakoby Pisarz zachowywał się niegodnie, nieuprzejmie, złośliwie bądź wulgarnie. Nieprawdziwe jest twierdzenie, aby sam chlał oraz namawiał innych użytkowników do konsumpcji alkoholu graniczącego z jego permanentnym nadużywaniem. Nadto - przytaczane przez mnie fragmenty niektórych Jego wypowiedzi zostały wyrwane z kontekstu (pomiędzy kolejnymi upojeniami) - bez Jego zgody - przez co utraciły swój pierwotny sens. Użyte przeze mnie sformułowania czy sugestie nie zostały oparte na prawdziwych zdarzeniach.

3. Dokonał zapłaty kwoty 20 000 zł tytułem zadośćuczynienia za wyrządzoną mojemu Mandantowi szkodę niematerialną spowodowaną naruszeniem dobra osobistego na wskazany numer rachunku bankowego Kancelarii Adwokackiej: [...].

Wzywam Pana również do poinformowania - w formie pisemnej - o dacie przeprowadzenia powyższych czynności i przedłożenia stosownego dowodu ich dokonania. W przeciwnym wypadku zmuszony będę, w imieniu i na rzecz Pisarza, wystąpić na drogę sądową z odpowiednim powództwem, co spowoduje po Pana stronie dodatkowe wydatki (opłaty sądowe, koszty zastępstwa procesowego).

O, i taki tekst wstawia pan prawnik w 20 lat po obaleniu komuny, przy czym nawet nie zapoznał się z materiałami dowodzącymi, że

{powyższy fragment został pominięty przez mecenasa}


{poniższy fragment został zacytowany przez mecenasa}

Pisarz ostro popijał (o czym sam pisał na forum), że robił sobie fotki w barze (i to nie mlecznym), że - obok wędlin klasycznych - po forum latało mięsiwo określonego a podłego gatunku. Jak widać, dobry prawnik nawet z kurtyzany zrobi dziewicę i jeszcze każe zapłacić klientom za potwarz, choć oni wielokrotnie zapłacili jej za podplecze...

{powyższy fragment został zacytowany przez mecenasa}


{poniższy fragment został pominięty przez mecenasa}

Dlaczego mecenas apeluje o zaniechania naruszania dobrego imienia i czci, kiedy to sam zainteresowany nie dbał o swoje dobre imię i cześć? Dlaczego zakłada, że podane informacje nie są oparte na prawdzie, skoro nawet nie zwrócił się po zapisy posiadane przez drugą stronę? Dlaczego nie interesują go pomówienia Pisarza na szkodę Mądrali? Czy w taki sposób działa nowoczesny prawnik - kto pierwszy dobiegnie do mecenasa, to ma sprokurowane pismo o kasę?

Kiedy już zwiedziało się całe towarzystwo od kielicha o szykującej się kasie dla Pisarza, to snadnie również pokasowało swoje konta i udało się drogą przez niego przetartą, do coraz sławniejszego polskiego prawnika, który wystawia rachunek naiwnemu Mądrali już nie na 20 tysiączków, ale na dwa melony.

Kto mecenasowi dał prawo do oznajmienia, że „wskazane fakty nie zostały oparte na prawdzie”, skoro nawet nie zapoznał się z dowodami drugiej strony? Nawet nie zapytał, czy takie istnieją, zatem nawet nie wie, że są do wglądu! Przecież to jaskrawy przykład braku profesjonalizmu!

{powyższy fragment został pominięty przez mecenasa}

{koniec artykułu}


Proszę Państwa – tu manipulacja mecenasa (i niekumatość sędziego!) sięgnęła zenitu. Przede wszystkim na podstawie tego artykułu sąd wydał wyrok skazujący, a przecież w artykule nie wymieniono ani danych osobowych pisarki, ani tytułów jej dzieł. Nawet płeć się nie zgadza, zatem - na jakiej podstawie inteligentny i niezawisły sędzia w praworządnym sądzie III RP przyjął, że ten artykuł dotyczy pisarki? Całkowity brak logiki i brak kompetencji! I tacy ludzie jak mecenas oraz sędzia rujnują mi życie, przyjmując że mój tekst dotyczy pisarki, że ją obraża i na tej podstawie mam prawomocny wyrok, jestem notowany i – w razie niewykonania idiotycznego wyroku – polski wymiar sprawiedliwości grozi mi grzywną do 100 tys. zł?!

Czy tacy ludzie mają prawo do wykonywania swego zawodu, skoro ani nie znają podstaw logiki, ani nie wiedzą, co jest, a co nie jest zniesławieniem? A do tego nie wiedzą, co dziennikarz może publikować w ramach prawa prasowego? I co – sędzia Midziak jest niezawisły i wszystko może? Nawet wydawać wyroki na podstawie swej nieprofesjonalnej, amatorskiej interpretacji?

Mecenas sugeruje sądowi – „Tą publikacją pozwany stawia zarzut niewłaściwego zachowania się, w tym nadużywania alkoholu (pijaństwa) przez powódkę”. Gdzie? W którym miejscu postawiłem w tym tekście zarzut pijaństwa pisarce, niedouczony mecenasie a kłamco? Przecież ten tekst, wprawdzie oparto na urzędowym tekście niedowarzonego prawnika, nie dotyczy jednakowoż to pisarki! Przecież opisano w nim jakiegoś anonimowego faceta! I sąd przyjmuje ten nieuprawniony zarzut do swej informacji i wydaje wyrok? I nakazuje zdjęcie tego artykułu z internetu? Skandal w wykonaniu polskiego wymiaru sprawiedliwości!


P10. Na str. 5 mecenas cytuje wybrane fragmenty notki pt. „Fałszerstwo trójmiejskiego pisarza” z 4 maja 2009 –

{początek artykułu}

{poniższy fragment został pominięty przez mecenasa}

Kiedy młodzież studencka pozwalała sobie na przekraczanie zwyczajowych barier uznawanych powszechnie (pewnie jednak przed zaistnieniem internetu) za nieprzekraczalne, postanowiłem poinformować wychowawców tej młodzieży o błędach wychowawczych, które ktoś jednak popełnił. Ale pewna młoda dama - Aleksandra W., zamiast się zarumienić, postanowiła... sama założyć wątek „Niewłaściwe zachowanie - kto wychował taką młodzież?”

http://nasza-klasa.pl/school/60802/forum/403 - można sobie przejrzeć te materiały (są do dzisiaj, czyli co najmniej do 3 maja 2009) i ocenić, a to niniejszego naiwnego, który się jeszcze łudzi, że młodzież jest lepsza, niż wielu sądzi, a to ową młodzież (a przynajmniej jej część), ale także stanowisko pewnej pisarki.

Oczywiście, można dyskutować, czy ktokolwiek ze starszego pokolenia może krytykować młodzież za jej zachowanie, można uznać, że powinniśmy machnąć na to ręką i się nie wtrącać, bo cóż to nas obchodzi. OK - pewnie niepotrzebnie przejąłem się rolą i całą tą młodzieżową degrengoladą. No cóż, stało się...

{powyższy fragment został pominięty przez mecenasa}


{poniższy fragment został zacytowany przez mecenasa}

Kiedy pisałem artykuł „Poniżenie twórcy na własne życzenie” (6 lutego 2009) omawiający działania pani MCh, nie wiedziałem, że jest pisarką (choć wiedziałem, że napisała książkę z dziedziny księgowości) i nie wiedziałem, że jest wykładowcą na uczelni.

{powyższy fragment został zacytowany przez mecenasa}


{poniższy fragment został pominięty przez mecenasa}

O tych dwóch szanowanych funkcjach dowiedziałem się z pisma mec. K. Kolankiewicza, który w jej imieniu zażądał przeprosin i dwudziestu tysięcy złotych. W lutym nie miałem zamiaru rozwijać tematu i ujawniać dalszej dyskusji, ponieważ nie przynosi chwały bodaj żadnemu dyskutantowi, jednak teraz zostałem do tego zmuszony przez pisarkę (księgową a wykładowczynię) oraz przez mecenasa, który nie widział żadnych kontrargumentów, zatem wobec poważnych zarzutów i powodowany wyższą koniecznością (oddzielenie prawdy, fałszu i ustalenie pomówień) - postanowiłem upublicznić problem.

No więc spójrzmy na reakcję (skoro już mecenas ujawnił jej wysokie funkcje społeczne) coraz sławniejszej pisarki, która zaczyna ostro („ohydny donosiciel” to do mnie), ale cała dyskusja jest prowadzona ze sporymi emocjami...

Magda Ch.-P. - 26.01.2009 18:52
„A to ohydny donosiciel! ale to jest do niego podobne”.

Do głosu dochodzi kontrowersyjny dyskutant -
Jacek K. - 26.01.2009 18:57
Na wstępie cytuje -
Aleksandra W. napisała:
oto treść wiadomości która Pan Naleziński wysłał do mojej byłej P. wychowawczyni z liceum: ...”.
dodając -
„Donoszenie tutaj na kapusia niczym ciebie od niego nie odróżnia :P
a jak wyskoczysz z uczelni, to po liceum może być nie wesoło z pracą ...”.

Sławek Sz. - 26.01.2009 19:01
„Ten koleś ma po prostu równo nasrane we łbie :)”.

Teraz wkracza „nasza” (trójmiejska), jakże wrażliwa pisarka obwieszczając... (jakby to napisać, aby nie zostać pozwanym?) kłamstwo -
Magda Ch.-P. - 26.01.2009 19:04
„K., wszyscy wiemy że to ta sama osoba co Naleziński. Sądzę, ze teraz pan przesadził..
Ola miała 335 znajomych, przez pana usunęła konto.. ludzie odchodzą z tego forum przez pana panie MN. W życiu nie spotkałam kogoś tak ... ohydnego jak pan..”.

Jacek K. - 26.01.2009 19:22
„Nie jestem pan MN i szczerze mówiąc brzydzę się donosicielstwem, jak chyba większość i to właśnie z tego powodu niepoważna Olcia usuneła swoje konto :P”.

Magda Ch.-P. - 26.01.2009 19:49
„a ja proponuję abyście to opisali do administratora nk..”.

Jacek K. - 26.01.2009 20:09
„Pani Magdo, prosze samemu opisać, a nie podjudzać studencików, którzy jednak mają trochę do stracenia i płacą potem za to niepotrzebymi nerwami.
Można też zameldować dzielnicowemu, albo koniowi na Helu :P”.

No i dochodzi do kuriozalnej a skandalicznej sytuacji, kiedy pisarka fałszuje wpis! Jest to pierwszy i jedyny znany mi przypadek. Wówczas nie wiedziałem, że jest to osoba niejako z definicji szanowana przez społeczeństwo. Mecenas otworzył mi oczy, ale w jakim świetle stawia to tę panią? Panie Mecenasie - czyżby Pan wiedział, że Pańska mandantka sfałszowała wpis na forum? (Oczywiście, że nie wiedział).

Magda Ch.-P. - 26.01.2009 20:20
Tu wyjaśnienie - jeśli klikniemy w przycisk „Cytuj”, program automatycznie kopiuje wypowiedź dowolnej osoby, wpisując jednocześnie jej dane osobowe. I nie wolno w cytacie oraz w danych osobowych majstrować! Jednakże p. Magda cytując Jacka K. z godz. 20:09, posunęła się do fałszerstwa polegającego na zmianie jego danych na moje nazwisko! I to z błędem w pisowni! Za takie sfałszowanie powinna być wykluczona z NK! No i w jakim świetle stawia to ją przed Temidą, do której się zwraca? Oto ten sfałszowany cytat z „przekręconym” moim nazwiskiem -
„Mirosław Nalezińśki napisał(a):
Pani Magdo, prosze samemu opisać, a nie podjudzać studencików, którzy jednak mają trochę do stracenia i płacą potem za to niepotrzebymi nerwami.
Można też zameldować dzielnicowemu, albo koniowi na Helu :P”.
I dopisuje komentarz do powyższego sfałszowanego wpisu (zmieniła nazwisko Jacek K. na moje i to nieudolnie) -
„Ja już opisałam administracji pańskie zachowanie, teraz proponuję młodzieży zrobić to samo. Miarka się przebrała i mam nadzieję że to będzie pański koniec na tym forum”.

Oczywiście złożyła doniesienie do admina NK opisując moje zachowanie (ciekawe jakie; może kiedyś admin to ujawni?) oraz sugestię, że Jacek K. i Mirosław Naleziński to jedna i ta sama osoba. No i admin zablokował mi konto na parę dni, zanim sprawa się wyjaśniła, zwłaszcza że młodzież (do której apeluje uczciwa pisarka) jakże ochoczo i gremialnie odpowiedziała na jej apel. A podobno tylko wpisywała wyważone komentarze...

Jacek K. - 26.01.2009 20:43
„hehe... czy pani propozycja uprzejmego donosu nie jest dla naszej młodzieży aby nazbyt łaskawa? :P”.

Do głosu dochodzi jeszcze pewien okrętowiec wspomagający zagraniczny przemysł, zaś tutaj się wygraża -
Krzysztof M. - 26.01.2009 20:45
„A ja mysle, ze mam jeszcze dosc znajomych w branzy okretowej w Polsce, zapewniam was, ze wkrotce dotre do szefow pana MN. Juz sprawdzilem, znamy sie. Jestem naprawde zbulwersowany tym, co tu sie dzialo. Zarty sie skonczyly, panie MN”.

Mirosław Naleziński - 26.01.2009 20:54
„Wystarczy przejrzeć moje wpisy i Wasze. Na każdy kulturalny wpis z mojej strony, rzucało się stado z niewybrednymi epitetami. Doprowadzaliście do sytuacji, kiedy na Wasz impertynencki wpis do mnie w końcu nie wytrzymywałem i próbowałem ostrzej zareagować - no to wówczas dopiero była afera, a przecież to ledwo namiastka Waszych umiejętności.
Chcecie pisać do admina - piszcie. Ale ja przedstawię działanie takiej choćby MCh, która w dyskusjach zwykle podjudzała do chamskiego zachowania”.

Na pogróżki Krzysztofa M. odpowiada -
Jacek K. - 26.01.2009 20:55
„hehe... brawo! Pana donos na pewno będzie najlepszy ze wszystkich! Oto jaki kwiat może wyrosnąć z naszej młodziezy... :P”.

Mirosław Naleziński - 26.01.2009 20:56
„Jeszcze mamy tutaj uciekinierów z tonącego okrętu. Siedzą sobie za granicą i grożą. Przyjedźcie tutaj budować Nową Polskę, a nie pyskujecie zza granicy!”.

A pisarka obraża się na donosy/doniesienia (jeśli zgłoszenia nas dotyczą, to donosy, jeśli my zgłaszamy, to doniesienia), choć sama przed chwilą apelowała o to samo...
Magda Ch.-P. - 26.01.2009 20:58
„i na mnie też pan donosił? Obrzydlistwo!”.

Mirosław Naleziński - 26.01.2009 21:21
„Coś moderator nie panuje nad sytuacją - skasował mój poprzedni post. A co tam było takiego niekulturalnego?
Zatem powtarzam - przez takie podjudzające osobniczki jak Pani MCh, młodzież czuła się zachęcona, zwłaszcza ta wrażliwsza. Zamiast Pani oponować przeciw chamstwu i obelgom, to Pani jeszcze cytowała te bezeceństwa dopisując w ramach swoich komentów jakieś idiotyczne a rozsierdzające uwagi.
Osoby starsze i niezaliczające się do młodzieży powinny mądrze tu radzić, nawet jeśli kogoś nie znoszą. Pani wpisy to dowód na jątrzenie i zachęcanie do rozróby. To dowód na trolowanie z Pani strony. Wystarczy je zebrać i wysłać celem oceny. Wstyd! To Pani tutaj częściowo odpowiada za wychowanie tych młodszych! I Pani powinna świecić przykładem na forum PG!”.

Magda Ch.-P. - 26.01.2009 21:03
„Pana wpisy nie mają nic wspólnego z kulturą..”.

Zbigniew P. - 26.01.2009 21:06
„Ten facet jest młody duchem.
bo tylko tacy są przekonani ze naprawią Świat”.

Magda Ch.-P. - 26.01.2009 21:11
„Gdyby tacy mieli naprawiać świat to mielibyśmy już IV wojnę światową.. przykładem to forum..
Prośba do moderatora, aby nie usuwał tego wątku.. tutaj widać prawdziwą twarz pana MN..”.
Istotnie - nie usunął i możemy sobie obejrzeć prawdziwe twarze nie tylko MN (niestety, p. MCh skasowała swoją sympatyczną twarz z NK)...

Magda Ch.-P. - 26.01.2009 21:19
„Na forum było spokojnie.. ta sama młodzież którą pan tak miesza z błotem wyzywając od "menelstwa" rozmawiała miło i przyjemnie.. nikt się nie kłócił.. małe spory były wyjaśniane szybko i grzecznie. Nie był potrzebny żaden moderator... pojawił się pan Naleziński.. i od tego momentu wszyscy są źli: młodzież, kobiety (nazywane przez pana babami), moderator jest zły.. zaczęło się grzebanie po profilach i wysyłanie do znajomych obrzydliwych donosów.. i to jest to pana kulturalne zachowanie???”.
Rzeczywiście, z ową młodzieżą pisarka znalazła wspólny język - ani słowa krytyki. Pełna symbioza... Każdy może ocenić kulturę dyskutantów oraz „kto z kim trzyma” oraz „kto kogo popiera”.

Mirosław Naleziński - 26.01.2009 21:31
„Ani razu kobiety nie nazwałem babą. Teraz to zrobiłem po raz pierwszy i to wyłącznie tylko w stosunku do Pani, p. MCh.
Ponieważ moderator skasował mi tę wypowiedź (a jakie ja zostawiałem? gdybym takie kasował, to by niczego nie było), to zamieniłem babę na osobniczkę.
I powtarzam - niczego Pani nie doradziła młodzieży mądrego a mogła Pani choć raz ograniczyć ich wyskoki. Mam Pani wszystkie wypowiedzi zachęcające do błaznowania i do ośmieszania mnie. To wyjątkowo złośliwa, niewychowawcza i trolowata działalność.
Być może było miło i koszmarnie nim tu się zapisałem. Dokonałem paru wpisów, komuś się nie podobały, bo ktoś (ja) coś skrytykował i wyraził zdumienie, no i zaczęło się. Oczywiście, że gdybym wiedział jak się to rozwinie, to nie traciłbym czasu - od razu bym powiadomił admina i Politechnikę Gdańską, że ktoś profanuje jej dobre imię. Ale ja myślałem, że moje argumenty Was przekonają. Były może 2-3 osoby, które nawet zaczęły mnie popierać, ale potem paru rozbijaczy z młodzieżówki doszło i sprawa przyjęła beznadziejny kierunek.
Ale najgorsze w tym wszystkim nasze damy (?) z Polski - zamiast po macierzyńsku opanować sytuację, to dolewały oliwy do ognia. Wstyd!”.

Magda Ch.-P. - 26.01.2009 21:39
„A pan dalej nie widzi swojej winy.. dalej uważa pan że jest pan zbawcą? nic dla pana nie znaczy ze wszyscy są po drugiej stronie barykady?”.

Bartłomiej Ś. - 26.01.2009 21:43
„Nie wszyscy, uważam że obie strony popełniły błędy(to że zaśmiecano wątek z dowcipami spamem trudno mi przeboleć). Bynajmniej nie spoczywam za żadną ze stron barykady.
I sądze że znajdzie się więcej ludzi o mieszanych uczuciach”.

Magda Ch.-P. - 26.01.2009 21:49
„przecież to nie jest wątek z dowcipami. Jest to wątek na temat donosu jaki wysłał pan Nalezinski na jedną z forumowiczek, w efekcie czego usunęła konto z nk.. i w tym to wątku okazało się, że na wiele innych osób również donosił”.

Pisarka jednak zapomina, że NK wzywa swoich użytkowników do zgłaszania niegodnego (wulgaria, wyzwiska, groźby) zachowywania się użytkownika, czyli w przypadku łamania Regulaminu NK. Od kiedy to działanie na rzecz społeczności oraz regulaminu jest donosicielstwem?

Mirosław Naleziński - 26.01.2009 21:55
„Trafnie Pani to określiła - próbuję zbawić to forum od paru tygodni. Pośród kilkudziesięciu postów pewnie jest parę, z których nie jestem dumny, ale fakt, że nikt (oprócz 2-3 osób) nie poparł moich starań, aby szło ku lepszemu, a ponadto fakt, iż znakomita większość dokopuje mi tutaj z każdej strony, dowodzi, że ta moja mała misję jest zakończona i przegrana. Jeśli admin będzie chciał to przekażę mu wpisy, jeśli PG to także. Szkoda, że Pani ani słowem nie wyraziła dezaprobaty dla paru „dżentelmenów”. Z pewnością by się to inaczej potoczyło. Ale Pani się uparła, aby dokopać nawet jeśli gdzieś kołatało u Pani, że jednak MN ma jakąś rację. Ale Pani nie wykonała ani jednego najmniejszego gestu zrozumienia dla moich zmagań. Postanowiła Pani całkowicie dowalić, no i mamy taki układ, w który zabrnęliśmy.
Niejednokrotnie dyskusje już wygaszały się, ale zwykle ktoś odgrzebywał stare cytaty i zaczynało się ponownie kotłować. Bez sensu. Nie dojdziemy tu do porozumienia. Ja i Pani (ja jako starsze pokolenie; Pani jako pośrednie, ale nie widzę wieku - ukryty) nie zadbaliśmy o właściwe wychowanie na tym małym skrawku.
Ma Pani rację - jestem zdumiony taką przewagą ludzi, którzy się ze mną nie zgadzają. To istotnie trzeba byłoby zbadać. Może ktoś kiedyś przeanalizuje, czy ja raczej byłem nawiedzony, czy to reszta straciła zmysł rozróżniania dobro/zło (na tych niższych registrach)”.

Magda Ch.-P. - 26.01.2009 22:05
„Nie mam takiej siły, aby moje słowa miałyby coś zmienić. Nigdy nie poprę nikogo (bez względu na wiek) kto wprowadza zamęt. Nie rozumiem niestety pana zmagań. Dla mnie pan cały czas prowokował i w zamian otrzymywał to, o co się pan prosił. To wszystko”.
Pani Magda oczywiście nie prowokowała losu, czego dowodem jest ten cały zapis...

Mirosław Naleziński - 26.01.2009 22:09 cytuje p. Magdę -
„Pana wpisy nie mają nic wspólnego z kulturą..”
i dodaje -
„O, to kolejny sposób na konwersację. Opisany w podręcznikach jako forma trolowania.
Podobnie było z Olcią Wu, która (kiedy napisałem – ‘myślę, że...’) elegancko i trolowato podsumowała (cytat z pamięci) – ‘myślenie to niewłaściwe słowo’. Albo podczas dyskusji - do mnie, do starego: ‘na głupotę nie ma lekarstwa’.
Powtarzam, gdyby Pani lekko choć przytłumiała ‘mięsne dania’, to jestem przekonany, że ani p. Marcin, ani p. Ola by nie mieli takich niegrzecznych uwag. Jednak ja zawsze pisałem per ‘Pan(i) lub Ty’, chyba że ktoś zmieniał tę formułę a i to nie zawsze. Przejrzyjcie posty”.

Mirosław Naleziński - 26.01.2009 22:12 ponownie cytuje p. Magdę -
„Dla mnie pan cały czas prowokował i w zamian otrzymywał to, o co się pan prosił. To wszystko”.
dodając -
„To rozmaicie rozumiemy to słowo. Prowokatorem pewnie także był jegomość z Nazaretu, bowiem smędził, krytykował i pouczał. No i dostało Mu się. Gdyby pisał w internecie, to także by ogłoszono go trollem”.

Powracam do wątku sfałszowania zapisu -
Mirosław Naleziński - 26.01.2009 22:16
Magda Ch. (P) napisała:
Mirosław Nalezińśki napisał:
„Pani Magdo, prosze samemu opisać, a nie podjudzać studencików, którzy jednak mają trochę do stracenia i płacą potem za to niepotrzebymi nerwami.
Można też zameldować dzielnicowemu, albo koniowi na Helu :P”.
„Ja już opisałam administracji pańskie zachowanie, teraz proponuję młodzieży zrobić to samo. Miarka się przebrała i mam nadzieję że to będzie pański koniec na tym forum.”
Na co ja -
„To nie mój wpis. Sfałszowała Pani wpisując błędnie nazwisko. Za to może być ban.
Ponadto - MN i JK to dwie osoby”.

Wykładowczyni omija ten poważny zarzut fałszerstwa, ale za to wraca do tematu jegomościa z Nazaretu -
Magda Ch.-P. - 26.01.2009 22:17
„Proszę się opanować.. dobrze? to nie był żaden ‘jegomość’.. i bardzo daleko panu do Niego.. nie mam ochoty już z panem więcej rozmawiać
żegnam”.

Mirosław Naleziński - 26.01.2009 22:27
„A co w tym wyrazie złego? Pan, Master, Lord? Daleko mi oczywiście, ale Pani jeszcze dalej. Mogę Pani przesłać wszystkie nasze dyskusje, które udało mi się skopiować i oceni Pani kto jest za Dobrem, kto za Złem. Moje wypowiedzi dla mojej rodziny byłyby lekko frustrujące, ale Pani teksty (i stanowisko oraz osoby, które Pani popierała), to doprawdy byłyby powalające, chyba że reszta Pani Rodziny ma podobne podejście do moralności co i Pani.
Zresztą - skąd Pani wie, o kim napisałem? Napisałem o pewnym jegomościu z Nazaretu. Tam było wielu mężczyzn, w tym paru pouczających. Zatem - czy Pani nie przesadza, bo to już jest histeria! Niech Pani nie nadinterpretuje!
Pa!”.
Okazuje się, że nie muszę kopiować, bowiem nadal są one na NK...

Oto kontynuacja dyskusji z jakże miłą młodzieżą, którą to tak bardzo ceni omawiana pisarka -
Michal Ż. - 26.01.2009 23:25
„Nalezinski,jak czujesz sie Jesusem to zglos sie do lekarza pierwszego kontaktu i mu to powiedz.Sadze ze skieruje cie w odpowiednim kierunku.Mysle ze w latach PRL-u bylbys dobrym kandydatem na TW lub ubeka.Zmarnowales chyba zyciowa szanse.Duzo dales tym,ktorzy wpisali cie na liste znajomych?Dla mnie nadal jestes wszą (trole moglyby mnie zlinczowac za porownanie cie do nich),a poza tym dostales to o co sie prosiles od samego poczatku.Chetnie dodam cie do listy znajomych abys mogl nasmarowac troche skarg do moich znajomych,ale za efekty miej pozniej pretensje do samego siebie....nie zapomnij sie na koniec sam ukrzyzowac”.

Miło zaczął, ale szczerość zakończenia nie przynosi chluby PG -
Radosław P. - 26.01.2009 23:55
„Mireczku, zbawco i proroku, mentorze w jednej osobie. Powiem Ci szczerze, że wyzwalasz we mnie tyle negatywnych emocji, że ostatnio mój trening na siłowni był dwukrotnie dłuższy, mam nadzieję, że Cię nigdy nie spotkam w realu, bo bym Ci szczerze przypierdolił !”.

Mirosław Naleziński - 26.01.2009 23:58
„OK - przekonaliście mnie Panowie!
Szkoda czasu mojego (i pewnie Waszego).
Nie mam zamiaru ciągnąć sprawy w nieskończoność.
Miesiąc starczy. Czołem! Stadionem mi tu zalatuje.
Kogo choć trochę przekonałem, to pozdrawiam.
Z resztą nie będę już dyskutować, bo w parę minut zwarta drużyna się stawiła i jest gotowa do kolejnej pyskówki.
Wracajcie zatem bez przeszkód na swój ulubiony wątek, bo chyba tam się poznaliśmy. Tam najlepiej się niektórzy czuli”.

Z wypowiedzią Radosława P. („Mireczku, [...] szczerze przypierdolił !”) solidaryzuje się polski inżynier z Danii (jak to niektórzy rodacy porozrzucani po świecie pałają chęcią wzajemnego popierania się, szkoda jednak, że w nie najlepszej sprawie) -
Krzysztof M. - 27.01.2009 07:16
„ja tez!!!”.

Na zakończenie dyskusji pozwala sobie zabrać głos (a właściwie pismo) „nasza” pisarka -

Magda Ch.-P. - 27.01.2009 09:29
„Po raz ostatni pozwalam sobie na uwagę.. ale to tylko po to, aby dopełnić wizerunku pana MN.. na samym dole jego własnej strony:
http://web.archive.org/web/20080124132244/http://www.mirnal.neostrada.pl/
napisał:
„Redakcja 'Życia Warszawy' została wykreślona z książki adresowej po emajlu (4 stycznia 2006) ze swoją stanowczą prośbą - Prosimy o zaniechanie przysyłania nam Pańskich tekstów. Nie jesteśmy zainteresowani ich publikacją, ani też analizą, czym określiła swój stosunek do nadsyłanych tekstów przez obywateli RP”.
Wg pana MN Redakcja Życia Warszawy również jest zła, bo nie chce czytać analizować i drukować jego tekstów. Komentarz jest po prostu rozbrajający: nie chcą czytać jego tekstów (nie dziwi mnie to) to oznacza, że mają taki wstrętny lekceważący stosunek do wszystkich obywateli RP. Nie wiem jak inni, ale ja sobie serdecznie nie życzę, aby pan MN wypowiadał się w moim imieniu, a już na pewno nie podpisuję się pod żadnym jego tekstem”.

Która to powyższym komentarzem grzebie nadzieję na uzyskanie 20 tys. zł, bowiem zarzuciła mi publikowanie linków do jej wypowiedzi, zaś sama to tutaj uczyniła.

{powyższy fragment został pominięty przez mecenasa}


{poniższy fragment został zacytowany przez mecenasa}

A co z wiarygodnością pani wykładowczyni? Nie podpisuje się pod żadnym moim artykułem (a napisałem ich kilkaset), choć ich oczywiście... nie przeczytała. Trzeba mieć wyjątkowy tupet, aby nie zapoznając się z twórczością wybranego autora, negatywnie oceniać wszystkie jego teksty... Zapewne jej książki są znacznie ciekawsze... W swoich artykułach piętnuję zło, zatem jeśli pisarka nie zgadza się z żadnym moim tekstem, to...

A może teraz, po ujawnieniu powyższych zapisów i przy mojej wiedzy, że pani MCh.-P jest (czego nie wiedziałem w lutym) wziętą pisarką i lubianą przez młodzież wykładowczynią, mecenas podwyższy kwotę do 100 tys. zł?

{powyższy fragment został zacytowany przez mecenasa}


{poniższy fragment został pominięty przez mecenasa}

Nie zapominajmy jednak, że pisarka pozwoliła sobie na:
- pomówienie, że ja i Jacek K. to jedna osoba,
- sfałszowanie cytatu i danych osobowych jego autora,
- zablokowanie mojego konta u admina (na parę dni) powołując się na nieprawdziwe dane.

Zauważmy także, z jakimi osobami najlepiej dyskutuje się trójmiejskiej pisarce... Z kim znajduje wspólny język?

Jeśli ktoś nie ma zaufania do powyższego zapisu, może zajrzeć do nieco obszerniejszego źródła –

http://nasza-klasa.pl/school/60802/forum/403

Przy okazji można zapoznać się z interpretacją tekstu „Nie jesteśmy zainteresowani ich publikacją, ani też analizą, czym określiła swój stosunek do nadsyłanych tekstów przez obywateli RP” przez pisarkę, która przeczytała to po swojemu – „Redakcja Życia Warszawy również jest zła, bo nie chce czytać analizować i drukować jego tekstów. Komentarz jest po prostu rozbrajający: nie chcą czytać jego tekstów (nie dziwi mnie to) to oznacza, że mają taki wstrętny lekceważący stosunek do wszystkich obywateli RP”. Daleko idąca interpretacja! No i nie napisała (może nie wie?), że są jednak redakcje, które chcą czytać, a nawet zamieszczają artykuły autora krytykowanego przez pisarkę.

{koniec artykułu}


Mecenas w komentarzu napisał, że postawiłem pisarce zarzut braku wiarygodności. Na jakiej podstawie? Zapytałem – „A co z wiarygodnością pani wykładowczyni?” i genialny mecenas na tej podstawie skierował do sądu sugestię, że postawiłem zarzut braku wiarygodności? Nieprawdopodobne! Jeśli byłby talibańskim sędzią, to pytanie „Czy istnieje Bóg?”, zmieniłby na zarzut „oskarżony twierdzi, że nie ma Boga!”? Przecież to hochsztaplerstwo!

Tamże postawił zarzut - „chęć uzyskania korzyści jego [moim] kosztem oraz fałszerstwo”. Czyżby ten profesjonalista wywiódł te korzyści na podstawie retorycznego pytania - „[że teraz] mecenas podwyższy kwotę do 100 tys. zł?”? Niewiarygodne! A zarzut fałszerstwa podtrzymuję, bowiem pisarka zamieniła nazwiska na portalu NK, zatem popełniła fałszerstwo! I nad czym się tu zastanawiać? Po prostu należało ukarać pisarkę za ten czyn, a nie markować pracę sądu w 2009!


P11. Na str. 6 mecenas relacjonuje, że pisarka zgłaszała adminom naruszanie jej dóbr osobistych i że większość z nich kasowała teksty z portali. Ba, ale oni kasowali je niezgodnie z prawem prasowym, bowiem na jakiej podstawie to czynili? Bo pisarce się wydawało, że moje artykuły mają znamiona przestępstwa? Gdyby uznać jej racje, to większość krytycznych telewizyjnych i radiowych programów oraz prasowych i internetowych artykułów powinna być kasowana! Po prostu – tercet (pisarka, mecenas i sędzia) nie ma pojęcia o prawie prasowym; oni nie wiedzą, o czym dziennikarze mogą pisać, a o czym nie mogą!


P12. I dalej, na str. 6, mecenas skarży się, że nie ustosunkowałem się do jego żądania zaprzestania naruszania dobrego imienia pisarki oraz do wpłaty 20 tys. zł. Ten pan, to chyba jakiś niedzisiejszy – nie ma pojęcia o zakresie dziennikarskich publikacji i jeszcze chce równowartości ponad 6 tys. dolarów? Może powinien zająć się inną dziedziną prawa? Z takimi umiejętnościami zmieniania w pozwie tekstów oryginalnych (a to jest fałszerstwo i oszustwo!), to powinien otrzymać co najmniej naganę od kolegów z wojewódzkiej rady adwokackiej.

Skarży się, że moje teksty nie zniknęły ze wszystkich portali. A na co liczył? Że światli admini skasują moje teksty napisane rzetelnie i na temat tylko dlatego, że jakaś przewrażliwiona pisarka sobie tego zażyczyła? Przynajmniej oni nie są hipokrytami – gdyby usunęli moje teksty, to musieliby skasować większość artykułów ze swoich portali i cóż by tam pozostało! Są rzetelni i uczciwi, zatem pozostawili moje artykuły, jako napisane zgodnie z dziennikarską etyką.


P13. Na str. 6 mecenas wstawia – niczym dobry szklarz - kit typu „dobra osobiste człowieka”, zapominając, że to pisarka jako pierwsza naruszyła moje dobra, podając linki do zewnętrznych stron, fałszując podpis i pomawiając mnie, że pisałem jako Kawalec oraz jakiś AZ. Kłamała i kłamie do dzisiaj (wycofała się z tego AZ, za co do dzisiaj nie przeprosiła!), ale mecenas broni jej dóbr osobistych oraz podnosi temat prawa do szacunku i do godności osobistej – czyż to nie jakaś groteska? A otrzymał ode mnie wszystkie kopie z wyczynami użytkowników NK, w tym moje i pisarki. I co – nie dostrzegł żadnego niegodnego czynu ze strony swej mandantki? A co z moim prawem do godności i szacunku? Taki błyskotliwy prawnik, a dostrzega prawo do godności tylko jednej strony konfliktu? Hipokryzja!

Pisarka poswawoliła sobie na publicznym portalu, pofałszowała, pozniesławiała, powyzywała od ohydnych i poleciała do swojego prawnika, aby bronił jej dobrego imienia. No nie – to są jakieś żarty w III RP?! I sędzia to widzi i co - nic?


P14. Na str. 7 pisze – „W swoich publikacjach pozwany jednoznacznie wskazywał jakoby powódka zachowywała się niewłaściwie, haniebnie”. Czyżby kolejne oszustwo mecenasa? Haniebne zachowanie? Gdzie opisałem pisarkę w ten sposób? A sędzia to czyta i „kupuje”? Oko mu nawet nie drgnie – nie protestuje? Fałszerz! Jeśli w Danzigu w 1942 byli tacy sędziowie, jak w Gdańsku w 2012, to nie dziwota, że procesy były szybkie i ustawiane (bowiem. osoby skazane były natychmiast ustawiane pod murem)!

Mecenas także sugeruje, że portal NK służył do zamieszczania żartobliwych treści, które (wg niego) nie obrażały niczyich uczuć. Czyżby ów prawnik nie dostał ode mnie informacji, że tamże były zamieszczane nie tylko wulgarne treści, ale i rasistowskie i że wielokrotnie interweniowałem u admina, dzięki czemu pokasowano szereg żenujących dowcipów, a potem uczyniono mnie moderatorem? Przecież mecenas o tym wie, a pisze nieprawdę (kłamie!), że nie obrażały niczyich uczuć. Zresztą niejaki Kawalec zamieścił obrzydliwy dowcip adresowany wprost do pisarki (o pani i o kutrze rybackim), co przeczy tezie mecenasa, a ponadto ten kawał poszedł na moje konto, bowiem paru nawiedzeńców, w tym pisarka, do tej pory uważają, że jestem Kawalcem, co jest perfidną karalną insynuacją!


P15. Również na str. 7 mecenas uznaje za zasadną krytykę, która nie powinna być obraźliwa i zniesławiająca. Całkowicie się zgadzam z tą tezą, zatem czy mogłem opisać pomawianie mnie przez pisarkę, że jestem Kawalcem i jej fałszerstwo na portalu NK, czy nie mogłem, bo już nie rozumiem, czy można krytykować osoby, lecz ich nie postponować? Cóż zatem mogłem uczynić, jeśli pisarka sfałszowała podpis, pomówiła mnie i wyzwała od ohydnych? Zamieść pod dywanik dla dobra Uniwersytetu Gdańskiego, którego ta pani jest doktorantką? Które moje zdania były obraźliwe a nieprawdziwe?


P16. Także na str. 7 mecenas skarży się, że zamieszczałem żarciki pisarki, ale okrojone, co – wg niego – poniżało jego klientkę. Czyżby pisarka była usatysfakcjonowana, gdybym teraz ponownie opublikował moje artykuły z jej dowcipami, ale już w pełnej wersji? Każdy ma inny próg poniżenia, ale gdyby wszyscy nasi rodacy, którzy zostali skrytykowani przez media, zgłosili się do mec. Kolankiewicza, to mielibyśmy masę pozwów na bazie poniżenia, bo codziennie czytam kilka „poniżających” kogoś artykułów, widzę takież programy interwencyjne, a nawet podczas dyskusji („gadające głowy”) co chwilę ktoś kogoś poniża.

Mecenas także stwierdza – „postawienie przez pozwanego zarzutów nieprawdziwych, naruszających dobre imię powódki jest działaniem bezprawnym” i z tym zgadzam się w całej rozciągłości! Ale co zrobić z zarzutami prawdziwymi (fałszerstwo oraz pomówienie, że pisałem pod innymi danymi)? Czy ujawnienie tych przestępstw narusza dobre imię pisarki? A teraz, po spartolonym procesie, można dodatkowo omawiać te przestępstwa na tle nieudolności sędziego?

Ja rozumiem, że są ludzie, którzy czują dyskomfort, kiedy ich ktoś krytykuje, ale co ma zrobić zaszczuty przez Temidę obywatel, który zamiast sprawiedliwości znalazł tam wyrok skazujący i ma kontakty z komornikami?

Co mnie obchodzi czyjeś dobre imię, skoro mojego nikt nie uszanował na tak poważnym urzędzie i w tej samej sprawie? Mecenas ponownie wpisuje zarzut pijaństwa, którego nigdy nie postawiłem pisarce, zatem oszukuje Temidę, wiec jest oszustem. Także sugeruje zarzut wulgarności, choć go nie postawiłem, a wielu ludzi – bo to jest opinia subiektywna – mogłoby uznać, że jednak pisarka zamieściła wulgarne dowcipy, czyli ten prawnik ponownie kłamie.


P17. Na str. 8 mecenas spostrzega, że „prawo nie definiuje winy”. Informuje, że pisarka mogłaby zrezygnować z zadośćuczynienia. Ale dlaczego miałbym skasować artykuły omawiające tę panią, skoro są one oparte na prawdzie? Czy zmuszanie dziennikarza, aby skasował artykuł na dany temat jest etyczne? Kobiecie się przywidziało, że pisałem jako Kawalec, i pomówiła mnie oraz sfałszowała podpis. I o czym tu dyskutować? Trzeba przeprosić w internecie, a nie wymądrzać się, czy prawo definiuje pojęcie winy. Zamiast spekulować o winie na tle prawa, niech mecenas pofilozofuje na temat „co powinna uczynić pisarka, kiedy Temida w końcu weźmie się za robotę i dowiedzie, że nie pisałem jako Kawalec” i co sama Temida powinna w tej sytuacji uczynić?

Mecenas dziwi się, że po otrzymaniu ultimatum z żądaniem wpłaty 20 tys. zł w ciągu tygodnia (podał numer konta), pisarka została potraktowana jeszcze gorzej. A czego się ta pani spodziewała? Że nie dość, iż sfałszowała mój podpis i pomówiła mnie o wulgarne zachowania (pod piórem Kawalca), to dostanie w zamian kasę? Mecenasie, na to faktycznie liczyliście? Nie jesteście przypadkiem współautorami jakiegoś kabaretu?


P18. Na str. 9 mecenas jednak wraca do poprzedniej kwoty (20 000 zł) i uważa, że kara nie powinna być symboliczna. I tu także z nim się zgadzam, zatem jaką kwotę proponuje ów mecenas dla mnie – jaką kwotą pisarka powinna mi zadośćuczynić za fałszerstwo i pomówienie, aby wysoki standard reprezentowany przez tego prawnika był utrzymany i aby sam się nie posądził o hipokryzję?


P19. Także na str. 9 mecenas opisuje zasługi pisarki i jej aktualne zadania wykonywane na rzecz społeczeństwa. Próbuje przekonać sąd, że to ma wielkie znaczenie dla sprawy, ale co mnie obchodzą dokonania tej pani, skoro popełniła wobec mnie przestępstwa? Może być nawet papieżem albo przynajmniej jego kamerdynerem – skoro popełniła przewiny, to powinna za nie odpowiadać, niezależnie od jej zasług. A jeśli Temida uzależnia karę od pozycji społecznej, to mamy kolejną hipokryzję i to systemową.

Tamże mecenas konstatuje, że bardzo istotna jest reputacja wykładowczyni, czyli pisarki, która może ponieść szwank, jeśli świat dowie się o wyczynach typu pogróżki. A cóż to za hipokryzja – nie mamy pisać o przestępstwach pisarki, bo wydawcy książek i inni kontrahenci się dowiedzą? To pani nie wzięła pod uwagę faktu, że każdy (wydawca, rektor UG, rodzice studentów) może wejść na NK i skopiować wypowiedzi młodzieży i pisarki oraz to nagłośnić?

Wystarczy prześledzić teksty zamieszczone przez pisarkę a umieszczone pośród komentarzy innych użytkowników, aby uznać, że nie była osobą, która walczyła z wulgaryzmami i nie walczyła z osobami podżegającymi do chuligańskich czynów. Oczywiście, jest różnica pomiędzy biciem kogoś a obserwowaniem i niereagowaniem na bicie, ale właśnie mniej więcej to zarzuciłem pisarce – że podgrzewała atmosferę niechęci i tolerowała wulgaria, a jeśli było inaczej, to proszę mecenasa o podanie stosownych cytatów, w których jego mandantka gani dyskutantów nadużywających wulgaryzmów albo gani osoby grożące mi pobiciem. Zapewniam, że nie znajdzie takich, natomiast wypowiedzi pisarki w aspekcie menelskich zachowań są jednak zaskakujące i zastanawiające, jak na wykładowczynię i doktorantkę renomowanej uczelni.

Mecenas także porusza sprawę kłopotów pisarki ze zdrowiem na tle nerwowym, a czy interesuje go to, że działania pisarki i jego samego przyczyniły się do mojego zawału, bajpasów i wielomiesięcznej rehabilitacji? Że – aby bronić swego dobrego imienia – muszę zamieszczać kolejne artykuły na temat pomyłki sądowej Sądu Okręgowego w Gdańsku (IC692/09), bo wyrok jest prawomocny, sędzia Midziak niezawisły, jego szef a prezes Milewski (potwierdzający tę niezawisłość w pismach do mnie i podważający ją w kontaktach z domniemanym przedstawicielem rządu), zaś ja powinienem... przeprosić pisarkę, a tego nie uczynię, bo nie mam za co przepraszać fałszerki a pomówczyni, zaś wykonawczy sąd grozi karami finansowymi za niewykonanie wyroku. Kto przerwie to dziadowskie koło polskiej Temidy? Koło oparte na zwidach pisarki, na nieprofesjonalizmie i oszustwie mecenasa, na indolencji sędziego i na hipokryzji prezesa?


P20. Mecenas na str. 9 słusznie reasumuje – „Osobie, której dobra naruszono, przysługuje prawo do uzyskania przeprosin w takiej formule, w jakiej doszło do naruszenia”. Lepiej nie mógł tego ująć, zatem oczekuję od pisarki przeprosin na portalu NaszaKlasa i Salon24 za to, że pomówiła mnie publicznie na obu portalach, iż jestem Kawalcem oraz za sfałszowanie podpisu na NK. Jeśli nie jest hipokrytką i chce być uważana nadal za uczciwą osobę, to powinna to uczynić.




W1. W wyroku ogłoszonym 18 grudnia 2009 bez mojej obecności, bowiem po przedostatniej rozprawie nie poinformowano mnie o terminie planowanego jego ogłoszenia, przy czym nie byłem ani razu w sądzie w tej sprawie, gdyż byłem przekonany, że sędzia Midziak zapoznał się starannie z moimi dowodami świadczącymi, że pisarka sfałszowała podpis i że nie była kryształowa postacią działającą na portalu NaszaKlasa, a ponadto że przyjął do wiadomości moje oświadczenie, że nie pisałam na NK jako nieznany mi J. Kawalec.


W2. Sędzia Midziak nakazał przeproszenie pisarki za – „użycie zwrotów sugerujących Jej niewłaściwe zachowanie się wobec Niego, aby zachowywała się niegodnie, nieuprzejmie, obelżywie, bądź wulgarnie”. Oświadczam zatem, że sędzia Midziak kłamie, bowiem nie zarzucałem pisarce zachowań obelżywych i wulgarnych. Kłamie także, bowiem pisarka miała kilka niegodnych i nieuprzejmych zachowań wobec mnie, zatem wyrok jest oparty na kłamstwie i nie jest wykonalny!


W3. Sędzia Midziak uznał za „nieprawdziwe twierdzenie, aby nakłaniała innych użytkowników do takiego niewłaściwego zachowania”, zatem i tu mija się z prawdą, bowiem nie zarzucałem pisarce takiego nakłaniania, lecz że jedynie podłączała się do pogróżek.


W4. Sędzia Midziak uznał, że „fragmenty niektórych Jej wypowiedzi zostały pozbawione kontekstu, przez co utraciły swój pierwotny sens”, co nie odpowiada prawdzie, natomiast to pisarka dwukrotnie wyzwała mnie od ohydnych, zasugerowała chorobę psychiczną, sfałszowała podpis i parokrotnie upubliczniła swoje majaczenia, że pisałem jako nieznany mi J. Kawalec, zatem jakie fragmenty sędzia miał na myśli (nie przytoczono żadnych przykładów)?


W5. Sędzia Midziak uznał, że wypowiedzi pisarki „zostały umieszczone bez Jej zgody” i to jest bodaj jedyna prawda wyjawiona przez sędziego. Za to jednak także nie przeproszę pisarki, bowiem żaden dziennikarz nie prosi o zgodę na zamieszczenie krytyki omawianej osoby z oczywistych względów – żadna nie wyrazi na to zgody.


W6. Sędzia Midziak uznał, że powinienem oznajmić – „oświadczam, że ubolewam z powodu wyrządzonej Pani Magdalenie Chomuszko krzywdy”. Ponieważ ta pani jako pierwsza wyrządziła mi krzywdę poprzez sfałszowanie podpisu, pomówienie, że jestem Kawalcem, który m.in. napisał na cześć pisarki obrzydliwy dowcip, wyzwała mnie od ohydnych i zasugerowała chorobę psychiczną, przeto to ja oczekuję od tej pani przeprosin za czyny, których sędzia Midziak nie raczył zauważyć.


W7. Sędzia Midziak nakazał, abym usunął cztery moje artykuły z przestrzeni internetowej, jednak tego nie uczynię, bowiem wyrok został oparty na pozwie o sfałszowanych elementach a ponadto żaden z tych artykułów nie został uznany za przestępczy przez biegłą powołaną przez Sąd Rejonowy w Gdańsku (spr. VIIIK155/10).




U1. Na str. 1 powtórzono szereg elementów z wyroku, zatem zostaną one tu pominięte.


U2. Na tejże stronie wspomniano, że pisarka zażądała zadośćuczynienia 20 tys. zł z odsetkami i zwrot kosztów procesu, uzasadniając, że zajmuje się konsultacjami i że pisze książki (w branży komputerowej). Stwierdzono, że „zarzucałem powódce hipokryzję, używanie wulgarnego słownictwa, brak wiarygodności, fałszerstwo, a także nakłanianie do pogróżek”.

Oświadczam, że autor Uzasadnienia jest kłamcą, bowiem nie zarzucałem stosowania wulgarnego słownictwa i nakłaniania do pogróżek, natomiast istotnie zarzuciłem fałszerstwo podpisu, co jest przecież prawdą, bowiem sama pisarka przyznała, że zamieniła nazwiska w podpisie, zatem przestępstwo jest ewidentne, zaś sędzia chyba jest ślepcem, skoro tego nie zauważył. Potwierdzam zarzut hipokryzji i w osobnym opracowaniu mogę to obszernie wyjaśnić.


U3. Faktycznie, na str. 2 opisano, że 21 kwietnia 2009 pisarka postawiła ultimatum (w Ostatecznym przedsądowym wezwaniu) – jeśli nie skasuję moich artykułów poświęconych jej wyczynom na NK, nie przeproszę za rzekome jej krzywdy i nie wpłacę w ciągu tygodnia 20 tys. zł na podane bankowe konto, to ona wystąpi na drogę sądową z odpowiednim powództwem.


U4. Sędzia dostrzegł, że w odpowiedzi wniosłem o oddalenie powództwa, bowiem pisarka pomówiła mnie o posiadanie 3 kont na portalu NK, podczas gdy posiadałem tylko jedno i że dopuściła się fałszerstwa mojego podpisu oraz że zamieściła seksistowski i wulgarny dowcip. Tu znowu skłamał, bowiem zarzuciłem tej pani pikantny żart, nie zaś wulgarny.

Sędzia powtórzył za mną, że żadnej wypowiedzi pisarki nie zniekształciłem, że skopiowałem i omówiłem i że mógł to uczynić każdy, nie tylko ja. Zaznaczył, że skoro pisarka zamieszczała linki do moich artykułów spoza NK, to ja także mogłem to uczynić wobec pisarki.

Sędzia nawet idealnie wyeksponował problem – „Pozwany twierdził ponadto, że jeśli ktoś jest hipokrytą, kłamcą i fałszerzem, z mocy Konstytucji każdemu obywatelowi i dziennikarzowi obywatelskiemu przysługuje prawo o tym pisać”. Tym kimś, według mnie, jest pisarka. I co ciekawe – po kilku latach zmagań z ogłupiałą Temidą, potwierdzam tę opinię, która – gdyby sędzia gruntownie zbadał wątek z fałszerstwem i kłamstwami – byłaby decydującym argumentem do ukarania pisarki. I tu sędzia zaprzepaścił bodaj ostatnią okazję uratowania sprawiedliwego wyroku.


U5. U dołu str. 2 sędzia ustalił stan faktyczny – omówił wykształcenie pisarki i zlecenie na napisanie dwóch książek o komputerowej tematyce oraz że oboje byliśmy uczestnikami portalu NK.

Niestety, na str. 3 sędzia skłamał (i to na podstawie kłamliwego pozwu) – „zarzucił [to o mnie] jej wulgarne słownictwo” 30 stycznia 2009 na portalu Salon24. Na jakiej podstawie sędzia przyjął ten zarzut za prawdziwy? Bo adwokat tak napisał w pozwie? I za nim powtórzył to kłamstwo?

Istotnie, napisałem – „Dowcipy są tam iście powalające i walają się tam setkami. Uwalane są bodaj wszystkimi możliwymi ‘łacińsko-kuchennymi’ wulgaryzmami” a potem – w nowym akapicie - cytuję dowcip pisarki o drapaniu męskich jaj i o bączkach, przy czym pierwsze oczywiście nie nawiązywały do ornitologii, drugie zaś nie dotyczyły owadów i w którym miejscu sędzia dostrzegł zarzut wulgaryzmu, zwłaszcza że w innych miejscach pisałem jedynie o jej pikantnych kawałach (nie wulgarnych!).

Sędzia ma inklinacje do dowodzenia wcześniej założonej tezy – że zarzuciłem pisarce wpisywanie wulgariów, lecz niczego takiego literalnie nie ma w moich tekstach. Mało tego – gdybym nawet uznał, że pisarka jednak pisywała wulgarne kawałki, to też żaden sędzia nie może podważyć takiej opinii, bowiem - w ocenie wielu ludzi - te jej żarciki były właśnie wulgarne! Ale to nie wszystko – pisarka rozsyłała emajle do adminów pisząc, że NIGDY nie napisała nawet pikantnego dowcipu na NK, a żeby było jeszcze dowcipniej, to w Sądzie Rejonowym w Gdańsku (VIIIK155/10) powtórzyła to pod przysięgą, a to oznacza, że ta pani ewidentnie kłamie!

Nieco niżej sędzia uznał, że 31 stycznia 2009 zarzuciłem pisarce „wulgarne słownictwo oraz używanie pogróżek”. I tu również mija się z prawdą - napisałem jedynie, że „podłączała się pod wulgarne wypowiedzi a nawet pogróżki” i to wcześniej omówiłem i nadal to potwierdzam, jednakże nie zarzuciłem jej stosowania wulgarnego słownictwa!


U6. Na str. 3 sędzia napisał, że 1 lutego 2009 sugerowałem, iż powódka na portalu NK „zachęca innych do kierowania pogróżek przeciwko niemu oraz mówienia nieprawdy”. Sprawę pogróżek można dokładnie prześledzić w moich artykułach i ocenić, w jakim stopniu pisarka hamowała zapędy rozwydrzonej młodzieży (a dokładniej - żadnym słowem nie hamowała!), natomiast nie zarzuciłem wówczas mówienia nieprawdy, ale wręcz zarzuciłem tej pani kłamstwo! Przecież kłamliwie mnie pomówiła parokrotnie w internecie, że pisałem jako Kawalec, co jest wierutną bzdurą!


U7. Na tej samej stronie sędzia nadmienił, że 5 lutego 2009 nazwałem pisarkę hipokrytką. No coś niesamowitego – tę fałszerkę i kłamczuchę nazwałem hipokrytką i się obraziła? I sędzia jej uwierzył, nie mnie? Mogę sporządzić listę jej postępków trącających hipokryzją. Tuż poniżej sędzia wspomniał mój artykuł pt. „Poniżenie twórcy na własne życzenie” z 6 lutego 2009, w którym zarzuciłem pisarce „hipokryzję i niewłaściwe, charakteryzujące się wulgarnością zachowanie”. Gdzie ten kłamca dopatrzył się zarzutu wulgarności? Napisałem – „Zacytowałem jej najpikantniejsze kawały”, skąd zatem on wziął ten ostrzejszy zarzut?! No oszust albo dyletant! I sam przyznaje, że nie podano danych osobowych pisarki, jedynie link do profilu. I co się takiego stało, że podałem ten link? Przecież i bez tego linku każdy mógł sobie poczytać twórczość tej pani – to nie była jakaś tajemnica! Każdy mógł tam świadomie albo przypadkowo zajrzeć, także wydawca albo rektor. Sędzia uważa, że przestępstwo popełnia osoba omawiająca cytat i linkująca do cytatu i autora? Skąd go wziął gdański sąd?


U8. Na str. 3 sędzia wspomniał, że 26 kwietnia 2009 zamieściłem artykuł „Czy łatwo jest wyprowadzić prawnika w pole” i że tam zarzuciłem pisarce „wulgarne słownictwo, kłamstwo oraz szyderstwa”. Ponownie sędzia kłamie! Napisałem, że pisarka „zamieszczała pikantne żarty pośród tekstów wulgarnych” oraz „tolerowała wulgarne słownictwo”, zatem dlaczego ten gdański prawnik kłamie?!

Napisałem, że pisarka kłamie, pisząc, że założyłem konto na J. Kawalca i o co chodzi sędziemu? Zarzuciłem kłamstwo i nadal twierdzę, że pisarka od lat kłamie, że pisałem jako Kawalec – nie można pisać prawdy o kłamstwie tej pani?

No i oczywiście oceniłem, że pisarka szydziła z przysięgi studenckiej i jak rozumiem, sędzia Midziak całym swoim honorem zaręczy, że nie mam racji? To niech wykaże, że nie można było w taki sposób odebrać wypowiedzi pisarki. To już prawdziwe kuriozum – sąd zajmuje się zarzutem szyderstwa? Komedia? Za zarzucenie szyderstwa zostałem skazany prawomocnym wyrokiem?


U9. Na str. 3 sędzia nadmienił, że 28 kwietnia 2009 umieściłem artykuł „Jak na portalu zarobić 20 tys. zł?”, w którym rzekomo zarzuciłem pisarce „niewłaściwe prowadzenie się, w tym nadużywanie alkoholu”. Tu sędzia Midziak sięgnął szczytu swej wątpliwej inteligencji – gdzie on doczytał się, że artykuł dotyczy pisarki? Tam opisano pewnego anonimowego pisarza, który żadną miarą nie przypomina pisarki, ani pod względem płci, tudzież urody oraz ilości spożywanych trunków.

Sędzia dał się nabrać na mecenaśne kłamliwe sugestie zamieszczone w pozwie i popełnił ten sam szkolny błąd, co adwokat – jeśli ktokolwiek napisze tekst oparty na podstawie otrzymanej korespondencji jakiegokolwiek urzędnika (skarbowego, celnego, ministerialnego, czy mecenaśnego – jak w tym przypadku), to wszelkie stworzone powieści czy filmy nie mogą być uznane, że zniesławiają takiego urzędnika (lub postać opisywaną w jego piśmie) tylko dlatego, że sobie pożartowano z niego w takim dziele.

Ale to są podstawy logicznego myślenia, jakże - jak widać – obce w naszych sądowych gmachach. Proszę wskazać polskiego autora skeczu, książki czy filmu, którego skazano, bo ośmieszył w swej komedii jakiegoś urzędowego łosia (lub osobę przez niego omówioną), który spłodził jakieś durnowate pismo albo przepis – nawet w gierkowskiej komunie nie było takiego przypadku!

Każdy może napisać utwór ośmieszający prezydenta, premiera, a nawet papieża (a co dopiero lokalnego mecenasa), jeśli tenże sporządzi jakikolwiek tekst, który – zdaniem autora – jest śmieszny, bezsensowny, czy zdumiewający i nie musi się nawet tłumaczyć, dlaczego taki utwór popełnił. Nikt nie powinien go nawet pytać – „a dlaczego to napisałeś?”. To kolejna kompromitacja gdańskiego sędziego!

Powtarzam – każdy autor może sobie pisać w wolnym kraju na dowolne tematy, zwłaszcza jeśli nie wymienia żadnych nazwisk. Może nawet wymyślać fabułę albo inne szczegóły, jak to uczynił Orson Welles, adaptując „Wojnę światów” Herberta George’a Wellsa, która przez radiowych słuchaczy została odebrana jako reportaż o prawdziwej inwazji Marsjan na Ziemię, co wzbudziło wielką panikę.


U10. Na str. 3 i 4 sędzia wspomniał, że 4 maja 2009 w artykule „Fałszerstwo trójmiejskiego pisarza” postawiłem pisarce „zarzuty braku wiarygodności, fałszerstwa i chęci uzyskania korzyści”. Ponieważ pisarka oświadczyła publicznie, że „nie podpisuje się pod żadnym moim artykułem” (a napisałem ich kilkaset), to przecież ich wszystkich nie przeczytała, zatem jej wiarygodność w tym przypadku jest niewielka – czyżby takie oświadczenie było karalnym przestępstwem?

Czyżby obywatel nie miał prawa napisać, że ktoś jest niewiarygodny, jeśli uważa, że nie jest wiarygodny? Czy na postawie niniejszego opracowania nie mogę napisać, że „sędzia Midziak nie jest wiarygodny i nie powinien prowadzić spraw o zniesławienie, bo nie wykazał się profesjonalizmem w mojej sprawie”? Przecież to będzie łatwe do udowodnienia, jeśli tylko sędzia zechce się procesować o rzekome pomówienie.

Nie bardzo wiadomo, który zacytowany fragment pozwu dotyczy „chęci uzyskania korzyści”, ale prawdopodobnie chodzi o ultimatum – jeśli nie przeproszę i nie wpłacę 20 tys. zł w ciągu tygodnia, to wpłynie pozew do sądu. Każde domaganie się odszkodowania (słusznego lub niesłusznego) można uznać za chęć uzyskania korzyści, bowiem jest to obiektywna ocena czynności – nie jest to jakiś zarzut. Dyskusyjna może być słuszność takiego żądania, a niniejsze opracowanie chyba dowodzi, że ani mecenas Kolankiewicz, ani sędzia Midziak nie są przekonujący, zatem żądanie nawet złotówki można byłoby uznać za chęć uzyskania korzyści (i to niesłusznie!).

Po różnych tragediach rodziny ofiar występują o odszkodowania i widuję wiele opinii na ten temat – od skrajnie negatywnych do całkowicie popierających, zatem w wolnym kraju nie można omawiać takich problemów w sposób przecież kulturalny?

W omawianym fragmencie również „przeoczono” fragment omawiający fałszerstwo pisarki, zatem nawet nie wiadomo, na jakiej podstawie sędzia uznał ten zarzut, niemniej potwierdzam – pisarka sfałszowała mój podpis, zamieniając nazwisko „Kawalec” na moje i to wpisane z... błędem. Po prostu pani w ferworze swego szaleństwa, bazującego na zwidach, że jestem także Kawalcem, wpisała moje nazwisko jako... „Nalezińśki”. A ponieważ nigdy nie pisałem jako ów Kawalec, to pisarka zarówno sfałszowała podpis, jak również pomówiła mnie publicznie o posiadanie drugiego konta (z którego ją rzekomo postponowałem), a ponieważ to jest główny powód konfliktu, przeto pisarka jest winna swej (także mecenasa, sędziego oraz polskiego wymiaru sprawiedliwości) kompromitacji i to jest „okoliczność bezsporna”.


U11. Na str. 4 sędzia informuje, że na niektórych portalach znajdują się omawiane moje 4 artykuły, na innych je zdjęto, a na jeszcze innych pojawiły się. A w jaki sposób można walczyć z głupotą, kłamstwami, oszustwami i dyletanctwem Temidy? Jedynie poprzez zamieszczanie krytyki na rozmaitych portalach. Nie każdy admin boi się pogróżek pisarki, adwokata czy sądów, bowiem wielu z nich zna prawo prasowe i doskonale wiedzą, co można publikować w internecie.

A opublikowanie pozwu, wydanego wyroku oraz jego uzasadnienia, jedynie ukaże oszustwa i dyletanctwo paru omawianych osób i niekompetencje polskiej Temidy, która nie ma procedury w sytuacji, kiedy wyrok jest wydany przez niekumatego sędziego i kiedy się już uprawomocnił.

Rozpędzona temidowa machina nasyła komorników i grozi grzywną do 100 tys. zł, a tu każdy niemal ślepiec dostrzeże pasmo (najoględniej pisząc) niekompetencji.


U12. Na str. 4 sędzia pisze, że nie ustosunkowałem się do pisma z 21 kwietnia 2009, w którym pisarka wzywała mnie do zaniechania naruszania jej dobrego imienia, usunięcia wpisów urągających jej czci, opublikowania przeprosin i uiszczenia 20 tys. zł za jej krzywdy. I znowu mija się z prawdą – nie ustosunkowałem się?! Po otrzymanie tego bezczelnego pisma na dobre rozpocząłem walkę (i niejako w afekcie) o obronę swojego dobrego imienia, które zostało naruszone przez pisarkę (fałszerstwo podpisu i pomówienie o posiadanie trzech kont na NK), czego nie był łaskaw dostrzec gdański sąd. I to jest „okoliczność bezsporna”! I jakie to „dobre imię powódki” ma na myśli sędzia – czyżby nie zapoznał się ze wszystkimi jej wyczynami i ciągle ma o niej doskonałą opinię? A jakie to wpisy urągały jej wątpliwej czci, skoro były oparte na prawdzie?! Nie zamiatajmy pod dywan nieeleganckich czynów pisarki, która chce uzyskać skazujący wyrok, choć popełniła znacznie więcej przewin, niż osoba przez nią sądownie molestowana.


U13. Także na str. 4 sędzia zakomunikował, że pisarka „czuła się wysoce pokrzywdzona nieprawdziwymi zarzutami kierowanym i przez pozwanego pod jej adresem”. Tu wylazło kolejne kłamstwo sędziego (i jeszcze to opisał jako „okoliczność bezsporna”!) – wszystkie moje zarzuty są prawdziwe, a że niezawisłemu ignorantowi nie chciało się sprawdzić prawdziwości zarzutów o fałszerstwie i pomówieniu (że MN=AZ=JK), to jedynie wystawia mu fatalne świadectwo, jego sądowi, prezesowi tego sądu i całej Temidzie, ale ma przecież togowy immunitet i niczym nie musi się przejmować, jednak jeśli uważa, że został tu zniesławiony, to spotkamy się w sądzie.


U14. Na str. 4 i 5 sędzia przedstawił katalog dóbr osobistych – po niemałym lawirowaniu w końcu doszedł do sedna: „Należy przyjąć, że dobra osobiste to pewne wartości niematerialne, łączące się ściśle z jednostką ludzką”. Nie wyjaśnił jednak, czy owe genialne odkrycie dotyczy tylko pisarki, czy także mnie, ale wyrok chyba nie pozostawia żadnych złudzeń, co do niejednakowego traktowania obu stron konfliktu.

Potem jeszcze załączył wykład o czci – „Naruszenie czci może zatem nastąpić zarówno przez pomówienie o ujemne postępowanie w życiu osobistym i rodzinnym, jak i przez zarzucenie niewłaściwego postępowania w życiu zawodowym, naruszające dobre imię...”. Także poruszył problem szacunku. O, tu już sędzia w dobrym kierunku poszedł, choć można przedyskutować oryginalne „pomówienie o dodatnie postępowanie w życiu”.

Sędzia jednak nie wyjaśnił, czy pozwanego również dotyczą owe interesujące rozważania? I nie wyjaśnił istotnej tu kwestii - zarzucenie komuś niewłaściwego postępowania (a to zawsze narusza dobre imię krytykowanej osoby), które naruszyło dobre imię osoby spostponowanej jako pierwszej. Przecież pisarka jako pierwsza dokonała fałszerstwa i pomówienia, a potem dopiero spotkała się z moją ripostą i obroną (niejako) konieczną.

Należałoby się zapoznać z uprawnieniami osoby broniącej się, kiedy jednej pani zwidziało się, że ma parę kont na NK, kiedy sfałszowała ona jego podpis, kiedy wysłała żądanie przeprosin i wysokiego odszkodowania, kiedy – poprzez swojego prawnika – pozwała go do jednego sądu (sprawa cywilna IC692/09) i oskarżyła go przed obliczem drugiego (sprawa karna VIII155/10). Wątek obrony koniecznej w przypadku indolencji organów państwowych, które nie chcą albo nie mogą bronić obywatela pokrzywdzonego przez system (sitwę, sitewkę?) to osobne i – jakże ciekawe – zagadnienie. Ale jeśli adwokat ma w nosie uczciwe cytowanie zarzutów, zaś sędzia ma tamże solidne zbadanie wszystkich zasygnalizowanych wątków, to mamy Temidę, którą większość obywateli ma również w tym narządzie węchu.


U15. Na str. 6 sędzia zaserwował jeszcze dłuższy wykład – tym razem o subiektywnym odczuwaniu przez daną osobę naruszenia jej godności osobistej. I doszedł do słusznego wniosku, że o naruszeniu decyduje nie ta osoba, lecz „miernika pozwalającego na ustalenie, czy naruszona została godność takiej osoby, należy więc przede wszystkim upatrywać w tzw. opinii publicznej, która jest wyrazem poglądów powszechnie przyjętych i akceptowanych przez społeczeństwo w danym czasie i miejscu”. No więc, szanowna Temido, dlaczego nie zastosowałaś tych mądrości w stosunku do mnie, wszak to moje dobra zostały zaatakowane jako pierwsze i to nie przez kogo innego, jak przez samą pisarkę, która popełniła przestępstwa wobec mnie? I w jaki sposób zadziałała sprawiedliwość?

Co ciekawe, sędzia pisze, że „złożenie oświadczeń, które są upublicznione na stronach internetowych, do których dostęp jest obecnie praktycznie nieograniczony, może oznaczać tym samym naruszenie tego dobra osobistego”. Świetne pióro pokazał tu sędzia, ale dlaczego nie zastosował tego genialnego zapisu w stosunku do pisarki, lecz tyko do mnie? Przecież to ta pani sfałszowała i mnie pomówiła, więc jakie ma znaczenie, że krytycznie omówiłem te przestępstwa pisarki? Czyżbym nie miał do tego prawa? Łgarstwa powinny być potępione, tak w sądach, jak i poza nimi.


U16. U dołu str. 6 sędzia opisuje co, gdzie i kiedy zamieszczałem oskarżenia wobec pisarki, zaś na str. 7 przekazuje, że „Sąd uznał za zasadne twierdzenie powódki, że na skutek zamieszczania opisanych komentarzy na stronach internetowych została naruszona jej cześć”. Z tego wynika, że sędzia nie rozpatrywał rzetelnie wszystkich twierdzeń, dowodów i oświadczeń, skoro uznał za zasadne twierdzenie pisarki, natomiast moje oświadczenie (że nie pisałem jako Kawalec) po prostu zignorował.

Sędzia miał urzędowy i dobrze opłacony kaprys – pisarkę uznał za osobę wiarygodną i jej twierdzenia za zasadne (że to ja naruszyłem jej dobre imię), natomiast miał w nosie moje oświadczenie i konkluzję (że to ta pani naruszyła moje dobre imię). Miał słowo przeciwko słowu i równie dobrze mógł rzucić monetą, to wówczas przynajmniej miałbym szansę pół na pół na sprawiedliwy wyrok, ale ten sędzia przyjął wersję jednej strony, zaś olał wersję drugiej strony i uważa, że wydał sprawiedliwy wyrok. A co zrobi ten pan, jeśli w końcu leniwa Temida zbada, czy to ja kłamię, czy jednak pisarka? Przeprosi? Zaproponuje odszkodowanie płacone zresztą przez podatników?

Ale tu sędzia popełnia oburzający czyn, bowiem wpisuje kolejne kłamstwo – „rozpowszechnianie […] treści zawierających oskarżenia i pomówienia w stosunku do powódki, które nie zostały w żaden sposób potwierdzone, stanowiło naruszenie jej dóbr osobistych”. Jak to „nie zostały potwierdzone”? Przecież sama pisarka przyznała się do sfałszowania podpisu, lecz sędzia zignorował całkowicie ten wątek, choć jego obowiązkiem było to zbadać!

Jeśli pisarka twierdzi, że pisałem jako Kawalec, zaś ja oświadczyłem, że nigdy nie miałem na NK więcej niż jednego konta, to psim obowiązkiem sędziego było uczciwie zbadać – kto mówi prawdę, bowiem wydawanie wyroku na podstawie swoich domysłów i odczuć, bez oparcia się na badaniu wariografem albo bez uzyskania opinii admina NK (a do dzisiaj dysponuje wykazem logowań, jednak żadnemu togowcowi nie przyszło do głowy wystąpić o taką listę), jest jedynie dobrze opłacaną zabawą w sprawiedliwość!

A sędzia z góry założył, że to pisarka ma racje, ja zaś nie i bez zbadania dowodów wydał wyrok! Dopóki Temida nie udowodni mi, że pisałem jako Kawalec (a nie udowodni!), dopóty nie może wydać wyroku skazującego, bowiem wszelkie wykłady sędziego na temat godności osobistej i czci biorą w łeb, skoro okazałoby się, że jednak nie pisałem jako Kawalec. Cóż bowiem uczciwa Temida powinna uczynić w takim przypadku? Musiałaby unieważnić wyrok IC692/09, przeprosić mnie, może nawet wypłacić odszkodowanie, ponadto powinna skazać pisarkę za kłamstwa i fałszerstwo i namówić ja do zwrotu wszelkich kosztów poniesionych przez mnie na jej adwokata, komorników, sądów, przejazdów i za utracony czas, który poświęciłem tej idiotycznej a kuriozalnej sprawie. Ale kto dopilnuje teraz, aby sprawa została dokładnie zbadana, skoro prawda spowodowałaby nagłośnienie kolejnej kompromitacji sądu pod sławnym (i bez tego) prezesem Ryszardem Milewskim?


U17. Na str. 7 sędzia płakunia, że pisarka zajmuje się wąską dziedziną nauki, że takich specjalistów to nie mamy zbyt wiele w Polsce, że dzięki ciężkiej swej pracy znalazła uznanie kadry UG, że współpracuje z renomowanym wydawnictwem, że wydała książkę i planuje kolejne, a nawet że ma rzadkie nazwisko i łatwo ja zlokalizować w internecie. No to sędzia powinien raczej zadać tej znakomitej naszej rodaczce – „kobieto, jesteś tak wspaniałą obywatelką, o tak oryginalnym nazwisku i wielkich osiągnięciach, że chyba sam diabeł ciebie podkusił, aby wpisywać na NK takie głupoty?”. Mógłby także zaproponować zmianę zawodu i nazwiska na popularniejsze...

I dlaczego sędzia kieruje się ważnością obywatela, nie zaś sprawiedliwością? Jeśli ktoś się zapozna z jego argumentacją, to może odnieść fałszywe (chyba?) mniemanie, że obywatel niższej kondycji społecznej lub zawodowej nie zostanie sprawiedliwie osądzony, bowiem Temida zważy na swym szalkowym urządzonku nie czyny obu osób, lecz ich rangę.


U18. U dołu str. 7 sędzia zachwala pisarkę, że „cieszy się dużym poważaniem nie tylko w życiu zawodowym ,ale również prywatnym”. I wmawia mi (nie po raz pierwszy), czyli kłamie, że opisałem ją jako „osobę wręcz wulgarną, bez szacunku dla wyższych wartości, pozbawiona skrupułów w tym zakresie”. A skąd ten kłamczuch wziął takie zarzuty? Czy to normalna sądowa praktyka, bo może nie jestem na bieżąco? Natomiast potwierdzam - pozostałe opisane tam zarzuty, że pisarka dyskutowała niezupełnie w kulturalny sposób i że wzmagała napięcie pomiędzy mną a innymi użytkownikami portalu NK, podtrzymuję.

Zresztą z opisywanymi zarzutami, z poziomem kultury pisarki i ze sposobami prowadzenia dyskusji przez nią można zapoznać się w obszernej tabeli -

http://www.aferyprawa.eu/Interwencje/Zabawy-dowcipnej-doktorantki-i-absolwentki-Uniwersytetu-Gdanskiego-na-forum-NaszaKlasa-ma-ocenic-Komisja-Etyki-UG


Po co tracić czas na opisy, skoro można poczytać spontaniczne komentarze i pikantne żarciki oraz (jakże ugrzecznione) riposty zgromadzone w jednym miejscu. Może sędzia i jego zwierzchnicy zapoznają się z tymi obszernymi dowodami?


U19. Na str. 8 sędzia uznał, że żaden z zarzutów nie został wykazany, a przecież 15 i 29 listopada 2009 (byłem w sanatorium) skierowałem do sądu pisma, w których informowałem, że powódka pomówiła mnie o posiadanie trzech kont, bezprecedensowo sfałszowała wpis komentarza, zamieściła seksistowski i wulgarnawy żarcik. Wyjaśniłem sądowi, że jeśli ktokolwiek uczestniczy na internetowych portalach, powinien się liczyć z krytyką, w szczególności jeśli dopuści się kłamstwa i fałszerstwa tamże.

Zapowiedziałem tam, że będę zamieszczać w internecie swoje artykuły piętnujące powódkę do chwili, kiedy zrezygnuje ona z kuriozalnego i nieuzasadnionego powództwa (zawiniła a złożyła pozew!) i wyjaśni sądowi powody, dla których przekroczyła granice przyzwoitości i prawa (pomówienie i fałszerstwo).

Sędziemu przedstawiłem swój pogląd – „Jeśli ktokolwiek chce wykorzystywać wymiar sprawiedliwości do ochrony swojej czci, jednak wcześniej zachował się niegodnie, to powinien być publicznie napiętnowany i ukarany przez Temidę. Powódka jest sama sobie winna, bowiem pozwany zamieszcza swoje artykuły, ponieważ jest to jedyna cywilizowana a pozasądowa droga, w której można przeciwstawić się tupetowi powódki, która popełniła wykroczenia, żąda przeprosin i zadośćuczynienia, a jednocześnie dziwi się, że ktoś w ramach obrony śmie opisać cały ten skandal”.

Także zasugerowałem że „Powódka najwyraźniej cierpi na syndrom wypędzonych Niemców. Otóż ten kulturalny i inteligentny naród rozpętał wojnę, potem zaś wielce się dziwił, że spotkało go nieszczęście wysiedleń. Pretensje mają bodaj do wszystkich, ale najmniejsze do siebie...”.

Na zakończenie pisma wniosłem o oddalenie pozwu z powodu nieprzekroczenia przeze mnie zasad wolności słowa gwarantowanego przez Konstytucję 1997 oraz z powodu dokonania nieetycznych wpisów na NK przez powódkę. I wskazałem, że to ja jestem poszkodowaną stroną i to przez właśnie... pisarkę!

I jakie wnioski wyciągnął sędzia? Mnie nie uwierzył, ale twierdzenia pisarki uznał za zasadne? Nie odpisał na żadne moje pismo i nie poinformował mnie o terminie wydania wyroku i o jego ogłoszeniu, co spowodowało upłynięcie terminu ważnego dla złożenia apelacji. No to jest teraz problem. Nawet jeśli popełniłem jakiś błąd, bowiem pierwszy raz mam do czynienia z aż tak agresywnym państwem prawa, to nie zmienia istoty sprawy – to pisarka Chomuszko, mecenas Kolankiewicz oraz sędzia Midziak skłamali i dzięki kłamstwom wygrali pierwsze starcie.


U20. Na str. 8 sędzia stwierdził, że „Jak bowiem wykazało postępowanie dowodowe przeprowadzone w niniejszej sprawie, to o zachowaniu pozwanego , a nie powódki, można stwierdzić, iż było nieetyczne”. No już większej bzdury w wykonaniu sędziego III RP nie można było wymyślić – pisarka fałszuje nazwisko, pomawia mnie o bycie Kawalcem, wyzywa od ohydnych, sugeruje sprawy psychiatryczne, szydzi z przysięgi studenckiej, nie walczy z wulgaryzmami portalowych meneli, podłącza się pod pogróżki, zamieszcza seksistowski i antygejowski dowcip, a sędzia uważa, że to ja postępowałem nieetycznie?

A gdzież, szanowny sędzio, to dostrzegłeś? Jak to się stało, że widziałeś same złe moje strony i same dobre pisarki? Przejrzyj w końcu na oczy i zabierz się za profesjonalne sądzenie!

Ponadto sędzia dał do zrozumienia, że nie dopatrzył się w moich działaniach interesu społecznego, czyli uznał moją walkę z wulgariami zamieszczanymi na forum przez użytkowników, w tym niefrasobliwe działania pisarki (w tym jej tolerowanie wulgaryzmów i zamieszczanie przez nią pikantnych a niegodnych doktorantki dowcipów) nie tylko za niewłaściwą, ale wręcz szkodliwą. Pogratulować Gdańskowi takiego sędziego!


U21. U dołu str. 8 i na str. 9 sędzia poważnie pobłądził, bowiem uznał, że naruszyłem prywatność („prawo do wyłączności, odrębności, tajemnicy i samotności”), co świadczy, że nie ma pojęcia o działaniu mediów. Jeśli ktokolwiek bierze udział w publicznej internetowej dyskusji, to musi się liczyć z ripostami oraz z krytyką, w szczególności, jeśli popełnia czyny nieetyczne a zwłaszcza przestępcze(fałszerstwo i pomówienia).

Sędzia nawet uznał za bezprawne podawanie inicjałów i szczegółów działalności zawodowej! Zaznaczył, że wprawdzie pisarka umieściła swoje dane osobowe na portalu NK dobrowolnie, lecz nie można ich kopiować na innych portalach, bowiem tylko ona ma prawo nimi rozporządzać. Zagadnienie jest niewątpliwie interesujące i wymagające stanowiska na wyższym szczeblu, niż sąd okręgowy, natomiast sędzia całkowicie pominął analogiczny czyn pisarki, który wykonała wcześniej – podała linki (bez mojej zgody!) do moich poglądów wyrażonych na innych portalach, przez co okazała się hipokrytką, zaś sędzia popełnił błąd uczciwej (symetrycznej) oceny. Ponadto sędzia poważnie minął się z prawdą, że podałem jej pełne dane osobowe, bowiem było to poza artykułami (jedynie w komentarzach) i niezwłocznie zostało zdjęte przez admina Salon24, zatem ta kwestia nie powinna być w ogóle rozpatrywana przez sąd.

W czterech kwestionowanych artykułach nie ma pełnych danych osobowych pisarki i nie ma powodu, aby je zdejmować z internetu.


U22. Na str. 9 sędzia kolejny raz skłamał, że rozpowszechniałem o pisarce „nieprawdziwe informacje”. Ponownie zatem oświadczam, że pisarka sfałszowała podpis i rozpowszechniała kłamstwo, że pisałem jako Kawalec. Ponadto ponownie poruszył omawiane zagadnienie – „kierowanie w stosunku do powódki zarzutów sugerujących niewłaściwe, niegodne, wręcz wulgarne zachowanie się, mogło wywrze negatywny wpływ...” i ponownie okazał się kłamcą, bowiem nie zarzuciłem pisarce wulgarnego zachowania, natomiast potwierdzam, że pisarka zachowywała się niewłaściwie.


U23. Na str. 9 sędzia ujawnił, że „ustawodawca wprowadził zasadę domniemania bezprawności naruszeń dóbr osobistych, w związku z czym to pozwany w procesie o ochronę dóbr osobistych ma obowiązek wykazania istnienia okoliczności usprawiedliwiających to działanie...”. Ależ panie sędzio – pisarka wcześniej naruszyła moje dobra osobiste, wszak sfałszowała podpis, pomówiła mnie, że pisałem jako AZ i JK, poszydziła sobie z przysięgi studenckiej, podłączała się pod wulgarne komentarze internetowych gawroszy, pisywała seksistowskie i antygejowskie żarciki, zatem powinien pan dostrzec te sprawy, natomiast pan je po prostu zignorował – uznał pan, że nie zaistniały. Nie dostrzegł pan żadnego z tych zagadnień?!

W Polsce obowiązuje także domniemanie niewinności, ale „umiejętnie” pan ominął zagadnienie fałszerstwa i pomówienia (że pisałem jako Kawalec), „dzięki czemu” nie musiał pan przekazać tej najważniejszej kwestii biegłemu, aby ustalił, czy pisałem jako Kawalec, czy nie. I tu popełnił pan największy błąd – gdyby nie ta wpadka, to pojąłby pan, że pisarka popełniła przestępstwa na moją szkodę, że to ona powinna być sądzona przez sąd i że miałem poważne powody, aby pisać o jej czynach.

Pojąłby pan również i to, że po zapadnięciu wyroku 18 grudnia 2009, jako osoba poszkodowana przez pana i polski wymiar sprawiedliwości, mam moralne prawo opisywać tę pomyłkę sądową, do której pan przyłożył swoją nieprofesjonalną rękę. Czy namówi pan teraz Temidę, aby zbadała, że istotnie (nie)pisałem jako nieznany mi Kawalec? Czy umywa pan ręce i nie ma pan zamiaru poznać prawdy, która rozsypałaby całkowicie pański wyrok, jako całkowicie bezużyteczny?

Zresztą u dołu str. 9 sędzia przyznaje, że „pozwany uparcie twierdził, iż okoliczności przez niego podniesione są prawdziwe, w szczególności za słusznością jego postępowania miało przemawiać, iż powódka również w stosunku do niego podniesione są prawdziwe, w szczególności za słusznością jego postepowania miało przemawiać, iż powódka również w stosunku do niego zachowywała się nagannie, publikując uparcie fałszywa informację, iż ma on trzy konta na portalu NK, podczas gdy ma tylko jedno”, czyli zauważył ten problem i wystarczyło go dokładnie zbadać, aby wyszła cała prawda o kłamczusze pisarce, lecz sędzia popełnił fundamentalny błąd niegodny funkcjonariusza Temidy i bezceremonialnie wyjawił nam powód – „Warto wskazać, iż ta okoliczność pozostawała poza sferą zainteresowania Sądu w niniejszym postępowaniu”. To już prawdziwe dyletanctwo – sędzia zignorował najważniejsze powody mojego postępowania wobec pisarki. Nie dość, że kłamca, to ignorant!

A następnie sędzia dał kuriozalne wyjaśnienie, kiedy dostrzegł jednak zarzut fałszerstwa – „Pozwany twierdził również, że powódka dopuściła się wobec niego fałszerstwa, błędnie podając treść jego podpisu na forum. […] warto jedynie zwrócić uwagę, że to uchybienie powódki stanowiło jedynie jej omyłkę, do czego sama się przyznała, i choćby z tego względu nie może uzasadniać postawienie jej takiego zarzutu, jaki skierował przeciwko niej pozwany”.

No to mamy prawdziwą perełkę logiki stosowanej przez gdańskiego sędziego – uznaje fakt, że pisarka przyznała się do przerobienia nazwiska, lecz nie nazywa tego fałszerstwem, ale... omyłką! A do tego uważa, że skoro przyznała się do tego, to nie można postawić jej zarzutu. Co to jest? Togowa komedia? Jeśli ktoś okradnie lub zabije i przyzna się do tego czynu, to nie można postawić mu zarzutu (bo właśnie się przyznał)? A do tego sędzia zapomina, że mój zarzut postawiłem wiele miesięcy przed procesem, zatem nie mogłem przewidzieć, że pisarka się przyzna do postawionego zarzutu i że to przyznanie spowoduje unieważnienie zarzutu wobec pisarki. To może pisarka teraz do wszystkiego się przyzna i na mocy „prawa sędziego Midziaka” zostanie natychmiast uniewinniona? Skandal goni skandal – i tacy sędziowie orzekają w sprawach o zniesławienie?


U24. Na str. 10 sędzia stanął na stanowisku, że moje „działanie nie mieściło się w ramach ustalonego porządku prawnego”. Gdański geniusz stwierdza, że „krytyka, aby mieściła się w granicach prawa, powinna być rzeczowa i rzetelna...” oraz że „pozwany, zanim zaczął kierować w stosunku do powódki oskarżenia dotyczące jej zachowania, nie sprawdził ich rzetelności. Zarzuty te pozostawały bowiem gołosłowne i pozbawione uzasadnienia. Pozwany nie wykazał w toku procesu, aby polegały na prawdzie”.

Ależ ignorancie – wiem doskonale, że nie pisałem jako Kawalec i nie bardzo wiem, w jaki sposób mam to udowodnić – to sprawa togowej powinności, natomiast skoro nie jestem Kawalcem, to oznacza, że pisarka sfałszowała podpis i pomówiła mnie (i do dzisiaj to czyni), że pisałem jako ów obywatel. Rusz głową i wystosuj pismo do admina NK, to otrzymasz listę logowań, z której będzie jasno wynikać, że nie pisałem jako Kawalec, a jeśli nie uda się niczego wywnioskować z tej listy (bo nie widziałem jej i może niczego nie dowiedzie), to wszelkie wątpliwości powinny być interpretowane na moją korzyść, ale gdański sąd w ciemno przyznał rację pisarce, nie biorąc w ogóle mojego oświadczenia pod uwagę, co jest skandalicznym błędem proceduralnym.

Dalsze uczone wywody sędziego oparte błędnym założeniu, to już bezwartościowy bełkot.


U24. U dołu str. 10 i na str. 11 sędzia omawia sprawę oświadczeń, lecz absolutnie nie skupia się na moim, że nie pisałem jako Kawalec, zatem to pisarka powinna mnie przeprosić za pomówienie. Nie, sędzia uważa, to ja powinienem przeprosić pisarkę w podobny sposób, w jaki jej rzekomo wyrządziłem krzywdę, zatem na łamach internetu.

Zatem, togowy ignorancie prawdy – nie przeproszę pisarki, bowiem sfałszowała mój podpis i pomówiła, że jestem Kawalcem (a ten pan obrzydliwie ośmieszył tę panią w swoich żarcikach) i będę pisać o kłamstwie tej pani dopóty, dopóki Temida ogłosi, że wcześniej to pisarka popełniła przestępstwa, po czym udała się do sądów, aby walczyć o swoje „dobre imię” i to ona powinna mnie przeprosić oraz zwrócić wszelkie koszty poniesione przeze mnie w obu sprawach (cywilnej i karnej). Tego wymaga podstawowy stosunek Temidy wobec prawdy i zwykła uczciwość. I nie będzie z internetu skasowany żaden z moich czterech artykułów, bowiem przez biegłych oraz komisję etyki dziennikarskiej z pewnością nie zostaną uznane za przestępcze.


U25. Na str. 11 i 12 sędzia zajął się omawianiem zadośćuczynienia i kosztami z mojej strony, które wspaniałomyślnie nie zostały ustalone na wysokim poziomie. Można jedynie skonstatować – pisarka popełniła przestępstwa na portalach NK i S24, udała się do sądów, straciła sporo czasu i pieniędzy i ma niekończącą się togową historię opartą na swoim pieniactwie i kłamstwach oraz na kłamstwach mec. Kolankiewicza i przekłamaniach sędziego Midziaka. I przez wiele lat teraz będzie teraz wałkowana ta sprawa, aby – jeśli będzie uczciwie prowadzona – na koniec wejść do zbioru pt. „pomyłki sądowe” oraz „pieniactwa nawiedzonych rodaków”.




Niniejszym wyrażam ubolewanie, że Sąd Okręgowy w Gdańsku ma tak nieprofesjonalnego sędziego, który na podstawie pozwu zawierającego manipulacje (oszustwo lub dyletanctwo), wydał tak kuriozalny wyrok, który będzie przykładem gniota w wykonaniu sławnego pomorskiego sądu.

Jeśli mec. Kolankiewicz albo sędzia Midziak czują się pomówieni, to jestem do dyspozycji – wszelkie ich przekłamania (w razie potrzeby) będą jeszcze dokładniej omówione i opublikowane w internecie.


Mirosław Naleziński




WNIOSKI

ZESTAWIENIE

[wszystkie cytaty są autorstwa p. Magdaleny Chomuszko, chyba że zaznaczono inaczej]


Wnoszę o uznanie, że poniższe działania i wypowiedzi pisarki, doktorantki, nauczycielki akademickiej a wychowawczyni młodzieży są wobec mnie naganne:

A1. Niesłuszne i publiczne pomówienie mnie o posiadanie 1-2 dodatkowych kont na portalu NaszaKlasa jest czynem karalnym;

A2. Sfałszowanie komentarza (podpisu) na forum NK jest czynem karalnym i niegodnym wykładowcy a doktoranta Uniwersytetu Gdańskiego;

A3. Żądanie skasowania artykułu „Pyszne dowcipy na forum Politechniki Gdańskiej (Nasza Klasa)” z portalu Salon24.pl było bezprawne;

A4. Żądanie skasowania artykułu „Poniżenie twórcy na własne życzenie” z portalu Salon24 było również bezprawne;

A5. Żądanie skasowania artykułu „Czy łatwo jest wyprowadzić prawnika w pole?” z portalu Salon24 było także bezprawne;

A6. Dwukrotne określenie jako „ohydny” jest zniesławieniem;

A7. Zdanie – „A ja proponuję jeszcze zacytować przysięgę wojskową, harcerską, ślubowanie pierwszoklasistów.. i w tym kontekście skargi wysłać do jednostek wojskowych, do podstawówek, do drużyn harcerskich.. no i oczywiście kopie do Ministerstwa Oświaty.. i Ministerstwa Obrony” można uznać za szyderstwo z przysięgi studenckiej;

A8. Fragment - „MN donosi wszędzie i jeszcze się tym chwali. Na jego stronie cytuje swój list do Prezydenta Gdynii p. Szczurka, w którym informuje o złych zachowaniach (wg niego) adminów z forum ZKM w Gdyni. Poczytajcie sami..” jest kolejnym kłamstwem, bowiem nie jest prawdą, że „MN wszędzie donosi”, a na pewno list otwarty, podpisany nazwiskiem, nie jest donosem, zwłaszcza że był napisany w dobrej wierze;

A9. Zdanie – „godzi w moje dobra osobiste, sugerując że swoją postawą sama podeptałam swoją godność, co jest wg mnie szczytem manipulacji” zawiera kłamstwo („szczyt manipulacji” jest zniesławieniem – wszystkie opisane sytuacje oparto na słowie pisanym, które można łatwo zweryfikować, zatem to pisarka kolejny raz kłamie, a ponadto sama godziła w swoje dobre imię i sama narażała swą cześć na szwank poprzez pisanie zbyt rubasznych tekstow);

A10. Uśmieszki „:)))))))” zamieszczone pod zdaniem „Panie Miroslawie... mowilem cos... spadamy, bo nam w koncu w pie..dol spuszcza” można uznać za aprobatę i za podłączanie się pod wulgarną wymianę poglądów wielu użytkowników NK;

A11. Fragment – „Zlikwidowałam konto w NK, ponieważ od czasu gdy zagościł tam mirnal, poziom spadł na takie niziny, że nie mam ochoty tam przebywać.. panie mirnal.. jest pan osobą wybitnie konfliktową... aby nie było wątpliwości MN=JK=AZ to są te same osoby..” jest parokrotnym kłamstwem (nieprawda, że „po moim zagoszczeniu na NK poziom spadł na niziny”, nieprawda, że „jestem osobą wybitnie konfliktową” oraz całkowitym kłamstwem, czyli pomówieniem, jest równość inicjałów aż... trzech osób);

A12. Zdania – „A to jest kolejny 'wspaniały' felieton p. MN http://mirnal .salon24.pl/383280.html Jeszcze macie jakieś wątpliwości że JK i MN to dwie różne osoby? przeczytajcie jak tam kłamie i przekręca fakty...” to publiczne kłamstwa (rozpowszechnia fałszywą informację, że JK to ja oraz zarzuca kłamstwa i przekręcanie faktów), zatem są to pomówienia;

A13. Zdania - „Oprócz żony, dwóch synów i psa spaniela nie ma nikogo. Nikt go nie lubi, wyrzucają go z każdego forum na jakim się pojawi. Nikt nie ma ochoty słuchać jego prostackich zaczepek.. proszę Was ignorujcie go, bo nigdy się nie odczepi” są niekulturalne oraz ujawniają stan rodzinny spoza dyskusyjnego forum, natomiast określenie „nie ma nikogo poza czterema postaciami” jest kłamstwem, zaś fraza „prostackie zaczepki” jest zniesławieniem (a ponadto ponownie dowodzi, że wypowiedzi p. JK pisarka brała za moje);

A14. Zdanie - „No i dajmy już spokój i nie psujmy miłego wątku z żartami OK?” jest niewłaściwą (kuriozalną!) reakcją pedagożki na krytykę najwulgarniejszego z wątków na NK i jest jego pochwałą tudzież aprobatą dla jego założenia i dalszego istnienia;

A15. Wypowiedź do p. Andrzeja P. - „proszę również zauważyć, że było tu miło dopóki nie pojawiły się ‘mądrości’ pana MN..” jest potwierdzeniem, że nauczycielka nie dostrzegła, że najwulgarniejszy wątek jest sprzeczny z regulaminem NK oraz że teksty tam wpisywane nie są właściwą formą dialogu pomiędzy studentami a wykładowcami;

A16. Zdania - „Proszę przeczytać odpowiedzi p. MN do mnie. Zawsze niegrzeczne, wyśmiewające..” nie odpowiadają prawdzie, zwłaszcza że wszystkie wypowiedzi p. JK były traktowane przez pisarkę jako napisane przeze mnie i stąd główny powód wytoczenia dwóch procesów;

A17. Zdanie - „dlaczego ze mnie kpi pisząc że jestem kurą domową, dlaczego kpi z tego że mam gromadkę dzieci?” zostało błędnie zrozumiane przez pisarkę, bowiem nie było skierowane do niej (przyznała to w piśmie do Policji oraz w zeznaniach, natomiast do tej pory nie sprostowała swego błędu na NK);

A18. Zdanie - „Jakim prawem ocenia mnie jako matkę .. to jest po prostu chamstwo..” wynika z błędnego zrozumienia tekstu (patrz wyżej), zaś określenie „chamstwo” jest zniesławieniem;

A19. Zdanie - „nawet gdybym była kurą domową (jak to szyderczo p. MN zauważył) to nie jest powód do kpin..” dowodzi, że czyjąś wypowiedź można (choć tu błędnie zrozumianą) uznać za szyderstwo, natomiast pisarka nie uznaje prawa do określenia jej wypowiedzi nt. przysięgi studenckiej za szyderstwo, co można uznać za hipokryzję (więcej! – pisarka uważa, że może mnie oskarżać o szyderstwo, natomiast jeśli ktoś uzna jej wypowiedź za szyderstwo, to przekazuje sprawę do Sądu i Policji!);

A20. Zdanie - „czy naprawdę nie widzi Pan Panie Krzysztofie że ten człowiek nie ma pojęcia co to są zasady dobrego wychowania.. prowokuje ludzi a później ocenia.. żenada.. mam dość! słowo daję..” wynika z błędnego zrozumienia tekstu, ale przy okazji jest zniesławieniem („brak pojęcia o dobrym wychowaniu”);

A21. Ostatni fragment dowcipu - „A ja uważam, że najłatwiejsi do zoperowania są prawnicy. Nie mają serca, nie mają kręgosłupa, nie mają jaj, a głowę i tyłek można bez problemów zamienić miejscami” nie jest zbyt elegancki wobec prawników;

A22. Zdanie - „Ilość Pana wypowiedzi na forum jest wystarczającym materiałem do wyrobienia sobie zdania na temat Pana.. oraz świetnym materiałem badawczym dla psychiatry” jest obraźliwe i zniesławiające;

A23. Zdanie – „Panie Moderatorze, byliśmy, jesteśmy i będziemy z Panem. Jak to zabawnie ktoś napisał kto nie z Mieciem tego zmieciem :) Pozdrawiam” można odebrać jako pochwałę dla wulgarnego wątku i dla jego twórcy (założyciela);

A24. Zwrot do niezidentyfikowanego użytkownika NK – „Kawalec, wszyscy wiemy że to ta sama osoba co Naleziński. Sądzę, że teraz pan przesadził” jest pomówieniem i nieprawdą (wmawianie nieprawdy, wszak nie wszyscy wiedzą);

A25. Wpisywanie/podawanie nazwisk na forach (jak wyżej) jest niezgodne z netykietą (Wikipedia – „Na forach internetowych zwracamy się po niku lub imieniu, jeśli rozmówca wyraża na to zgodę; nigdy samym nazwiskiem”);

A26. Zdanie - „Jeszcze macie jakieś wątpliwości że JK i MN to dwie różne osoby? .. przeczytajcie jak tam kłamie i przekręca fakty...” jest kolejnym publicznym zniesławieniem;

A27. Zdanie - „A ja sądzę, że MN odreagowuje stresy i jako JK używa sobie na całego.. taki doktor Jekyll i Mr Hyde :).. chociaż... Jekyll to za dużo powiedziane” jest ponownym pomówieniem;

A28. Zdanie - „Pan MN czepia się wszystkiego i wszystkich, nie przestrzega żadnych zasad.. w życiu nie spotkałam się z takim zjawiskiem na żadnym forum” jest oczywistym kłamstwem (nie czepiam się wszystkiego i wszystkich) oraz zniesławieniem („nie przestrzegam żadnych zasad”);

A29. Zdanie - „Trzeba być wyjątkowym pieniaczem (czy czepiaczem - jak kto woli), aby w ofercie banku ‘kredyt dla nauczycieli’ doszukiwać się dyskryminacji. Absolwenci PG powinni mieć ścisłe umysły, a te z reguły znajdują najkrótszą drogę do trafnych wniosków :)” jest nieuprawnioną, złośliwą, podgrzewającą atmosferę dyskusji i zniesławiającą uwagą, wpisaną podczas polemiki na tematy bankowe, co nie przystoi doktorantce, która powinna dyskutować w sposób elegancki i merytoryczny na tematy, na których się zna albo uważa, że się zna;

A30. Zdanie - „Stokroć wolę rozmawiać z młodzieżą niż z takimi dojrzałymi jak Pan” stawia pisarkę po złej stronie barykady (z jednej strony jest wulgarna młodzież, z drugiej ja i parę osób, które walczą z wulgaryzmami), co można uznać za zachętę do dalszego menelskiego zachowania się tej młodzieży;

A31. Zdania - „a ja proponuję abyście to opisali do administratora nk..” także

Ja już opisałam administracji pańskie zachowanie, teraz proponuję młodzieży zrobić to samo. Miarka się przebrała i mam nadzieję że to będzie pański koniec na tym forum” oraz „Witajcie. Właśnie otrzymałam wiadomość z nk, że konto Mirosława Nalezińskiego i Jacka K. zostały zablokowane do odwołania. Dzisiaj mam spotkanie z moim prawnikiem i omówimy plan działania. Magda” potwierdzają, że pisarka jednak (a zaprzeczała!) uczestniczyła w donosach/ doniesieniach do admina;

A32. Publiczne oświadczenie - „Pana wpisy nie mają nic wspólnego z kulturą..” jest pomówieniem i wynika z błędnego przyjęcia, że jestem jednocześnie p. JK (co jest osobnym zniesławieniem);

A33. Publiczny apel - „Gdyby tacy mieli naprawiać świat to mielibyśmy już IV wojnę światową.. przykładem to forum.. Prośba do moderatora, aby nie usuwał tego wątku.. tutaj widać prawdziwą twarz pana MN..” jest zniesławieniem;

A34. Apel - „No właśnie powiedziałam, że Krzysztof ma rację, sprawę zamknąć.. a ja dodam zamknąć, zawiązać, obciążyć kamieniami, wrzucić do morza (jak grę Jumanji).. :) może NIGDY nie wróci” jest zachętą lub może być uznane za zachętę do menelskiego zachowania młodzieży;

A35. Stosowanie słów „suki” (zwłaszcza w aspekcie Boga), także potoczne gastralne czasowniki oraz frazy typu „królowa loda”, „drapanie po dupie i jajach” upoważniają do określenia takich żartów (zamieszczonych przez doktorantkę UG!) jako ‘co najmniej pikantne’, a (przez wielu rodaków) nawet jako ‘wulgarne’;

A36. Kawał (np. o prysznicu), w którym jedna płeć jest ukazana jako lepsza od drugiej, można uznać za dowcip seksistowski i przaśny;

A37. Kawał - „Bogaty w stanie upojenia alkoholowego... *podchmielony*/ Biedny w stanie upojenia alkoholowego... *pijany jak świnia*/[…] Bogaty ze zrobionym manicure... *playboy*/ Biedny ze zrobionym manicure... *pedał*/[…] Bogaty homoseksualista... *gej*/ Biedny homoseksualista... *pieprzony zboczeniec*” można uznać za dowcip antygejowski i przaśny;

A38. Kawał - „Zapytaj mamy czy oddałaby się murzynowi za milion dolarów…” z konkluzją – „Widzisz wirtualnie to mamy 3 miliony dolarów, a realnie mamy dwie dziwki i jednego pedała” można również uznać za dowcip antygejowski i przaśny;

A39. Kawał - „Zamiast we wtorek mąż wraca z delegacji w poniedziałek. Wchodzi do sypialni i widzi gołą żoną w łóżku i stojącego obok łóżka gołego, uśmiechniętego faceta w narciarskiej czapeczce na głowie. - Czekaj, ty suko - zwraca się do małżonki - później się policzymy. Potem podchodzi do uśmiechniętego gościa i pyta: - A ty, kto jesteś? Facetowi uśmiech zamiera na ustach i odpowiada: - Jestem totalnie poj****ym kretynem. - Dlaczego? – Pyta zaciekawiony taką samokrytyką mąż. - Bo wczoraj na Stadionie Dziesięciolecia zapłaciłem Ruskiemu 500” można uznać za dowcip przaśny, a nawet za wulgarny;

A40. Kawał - „Kobieta zabawia się z kochankiem, ale nagle słyszy, że jej mąż otwiera zamek w drzwiach. Kobieta w strachu:/ - Boże, cofnij czas o godzinę!/ Słyszy głos z nieba: / - Dobrze, ale kiedyś utoniesz./ Kobieta się zgadza. Mąż się nie dowiedział, a ona ciągle unikała wody./ Pewnego dnia wygrała wycieczkę na Karaiby. Obawiała się, ale postanowiła zaryzykować. Podczas rejsu nastąpił sztorm. Wtedy kobieta przerażona krzyknęła:/ - Boże, chyba nie pozwolisz umrzeć razem ze mną tym 300 niewinnym kobietom!/ - Niewinnym? Od roku was, dziwki, zbierałem w jedno miejsce” można uznać za dowcip obrażający uczucia religijne;

A41. Zdanie - „publikuje na mój temat różne nieprawdziwe informacje, przedstawiające mnie jako osobę zdegenerowaną, amoralną i niekulturalną” nie znajduje potwierdzenia w tekstach autora (powód - niewłaściwe interpretowanie tekstu przez doktorantkę i jej mecenasa);

A42. Wyjaśnienie - „konto na NK zlikwidowałam tylko i wyłącznie z powodu opublikowania moich danych na innym portalu” należy uznać za mało wiarygodne, bowiem jakiż to intelektualista kasuje swoje konto tylko dlatego, że ktoś jego wypowiedzi krytycznie (ale kulturalnie) omówił na innym portalu;

A43. Wszelkie zarzuty stawiane przed nadesłaniem ‘Ostatecznego przedsądowego wezwania’ (kwiecień 2009) były bezprawne i były spowodowane przewrażliwieniem pisarki oraz błędną interpretacją faktów i tekstów;

A44. Nie ma rozsądnych podstaw (poza podejrzeniem o pieniactwo), aby przyjąć za zasadne wystosowanie ‘Ostatecznego przedsądowego wezwania’ z powodu opublikowania paru tekstów przeze mnie przed otrzymaniem tego wezwania (zadośćuczynienie 20 tys. zł, żądanie przeprosin, żądanie skasowania artykułów - jeśli odrzucimy fałszywe założenie, że miałem więcej niż jedno konto, to jakież przestępstwo popełniłem przed 21 kwietnia 2009?);

A45. Żądanie 20 tys. zł z niejasnych a błahych powodów, należy uznać za amatorszczyznę mecenasa oraz/lub za próbę bezprawnego zastraszenia;

A46. Nie ma także podstaw, aby przyjąć za zasadne żądanie zdjęcie późniejszych artykułów opublikowanych przeze mnie (w ramach samoobrony) po otrzymaniu tego wezwania, czyli po 21 kwietnia 2009;

A47. Pisarka tłumiła krytykę w mediach, co podlega grzywnie albo karze ograniczenia wolności (art. 44 prawa prasowego z 1984);

A48. Skoro pisarka omawiała na NK moje poglądy spoza tego portalu, to domaganie się kary za podobny oraz symetryczny (a późniejszy!) czyn, jest przejawem hipokryzji;

A49. Skoro pisarka zadała sobie trud przeszukania internetowego archiwum - zamieszcza link (ujawniając moje poglądy spoza NK i nazwisko), cytuje skasowaną przeze mnie uwagę z mojej strony (spoza NK!) oraz komentuje ją – „Wg pana MN Redakcja Życia Warszawy również jest zła, bo nie chce czytać, analizować i drukować jego tekstów. Komentarz jest po prostu rozbrajający: nie chcą czytać jego tekstów (nie dziwi mnie to) to oznacza, że mają taki wstrętny lekceważący stosunek do wszystkich obywateli RP. Nie wiem jak inni, ale ja sobie serdecznie nie życzę, aby pan MN wypowiadał się w moim imieniu, a już na pewno nie podpisuję się pod żadnym jego tekstem”, to miałem prawo do symetrycznej riposty, co uczyniłem w artykule „Pyszne dowcipy na forum Politechniki Gdańskiej (Nasza Klasa)” na portalu Salon24;

A50. Powyższy cytat mam prawo zamieścić na swoim blogu jako jego oryginalną ozdobę z pełnymi danymi autorki cytatu, czyli doktorantki UG;

A51. Skoro pisarka może wypowiadać się w internecie na dowolne tematy (jak skomentowała zarzut „a już na pewno nie podpisuję się pod żadnym jego tekstem" bez przeczytania większości z moich artykułów), zatem należy uznać (na zasadzie wzajemności), że można skrytykować jej książki bez potrzeby nawet ich otwierania, zaś w przypadku zakwestionowania tej tezy, należałoby uznać, że jej protest jest kolejnym przejawem hipokryzji z jej strony;

A52. Żądanie skasowania danych osobowych pisarki pod powyższym cytatem (na mojej stronie głównej) oraz groźba – „Proszę natychmiast usunąć moje dane (imię, nazwisko i nazwisko panieńskie) z Pańskiej strony. Nie wyraziłam zgody na publikowanie moich danych przez Pana, a wręcz przeciwnie po raz kolejny wyrażam swój stanowczy sprzeciw. Ostrzegam Pana, że brak reakcji z Pana strony na moje żądanie będzie wykorzystane przeciwko Panu w procesie” są bezprawne i można uznać je za kolejny przejaw hipokryzji (przecież tę wypowiedź świadomie zamieściła na publicznym forum NK pod swoim wizerunkiem i podpisem);

A53. Należy uznać, że żądania pisarki, aby skasować jej wypowiedzi i omówienia z internetu, są nie tylko bezprawne, ale ją ośmieszające, bowiem wyobraźmy sobie dowolnego innego pisarza, poetę albo polityka, który stawia podobne żądania;

A54. Deprecjonowanie całej mojej twórczości bez zapoznania się ze wszystkimi artykułami jest działaniem nieetycznym, wręcz złośliwym, co nie przystoi doktorantce UG i co jest ponadto sprzeczne z kodeksami etyki;

A55. Brak jakiejkolwiek reakcji na wulgarny język żartów oraz komentarzy zamieszczonych przez studentów i absolwentów, w tym znajomych pisarki (ani razu nie zareagowała, choć jako wykładowca uczelni miała taki obowiązek) jest wysoce naganne i niezgodne z jakimikolwiek kodeksami etyki;

A56. Jeśli pisarka nie jest hipokrytką, to powinna odblokować swoje konto na NK, aby wszystkie jej teksty były widoczne wraz z jej pełnymi danymi i aby każdy jej student, zwierzchnik, kontrahent, Policja oraz Sąd, zarówno entuzjasta, jak i krytyk, mógł przeczytać bez żadnych problemów to, co ja cytuję z dużymi kłopotami (przy sprzeciwie pisarki) w innym miejscu przestrzeni internetowej;

A57. Wypowiedzi, w tym żarty, doktorantki UG na NK przypominają raczej zachowanie przekupki na bazarze – z pewnością nie licują z uniwersytecką godnością.


W związku z zawiadomieniem wysłanym przez doktorantkę UG 6 marca 2009 do Policji, wnoszę o uznanie, że:

B1. Informacja pisarki – „manipulując wyrwanymi z kontekstu słowami stworzył obraźliwy tekst, który stawia mnie w złym świetle i poniża mnie” jest po części prawdziwa, bowiem istotnie stawia pisarkę w złym świetle (ale na podstawie... jej własnych komentarzy!), jednak stworzonego tekstu nie zmanipulowano (jeśli pisarka uważa, że zmanipulowano jej słowa, to niech wskaże brakujące fragmenty tekstów, które - jej zdaniem - należałoby wstawić do moich tekstów, aby przestały być ‘słowami wyrwanymi z kontekstu’);

B2. Konstatacja pisarki – „jestem osobą publiczną [...], mogę być obiektem kpin i szykan z powodu nieprawdziwych informacji” jest oczywista (wszystkie osoby, zwłaszcza publiczne, narażone są na kpienie, jeśli same swoim zachowaniem ułatwiają żartowanie z siebie – p. wszelkie programy satyryczne) oraz jest kłamstwem (nie podałem żadnych nieprawdziwych informacji);

B3. Apel pisarki – „zwracam się do organów państwa [...], aby skłoniły MN do zaprzestania zniesławiania i znieważania mojej osoby...” jest przesadzony (wręcz histeryczny!) i bezpodstawny, wszak wyjaśniłem pisarce, że o jej niegodnym zachowaniu przestanę pisywać, jeśli tylko mnie przeprosi za swoje niehonorowe występki (wg zaproponowanego Oświadczenia i sugestii podczas mediacji);

B4. Moja kwintesencja zawarta w artykule „Poniżenie twórcy w opinii publicznej” – „Może niech autorzy sami zadbają o swoją godność w sposób uniemożliwiający jej ośmieszanie przez osoby trzecie i procesowanie się z powodu rzekomego poniżania lub narażania na utratę zaufania publicznego? Sądy mają i bez tego sporo do zrobienia - po cóż im dodawać roboty z powodu własnej niefrasobliwości?” jest ponadczasowa i dotyczy wszystkich twórców, zaś pisarka określiła to podsumowanie jako „szczyt manipulacji” i ów zarzut jest kolejnym zniesławieniem;

B5. Moje spostrzeżenie kończące ww. artykuł – „W latach wojny również okupanci dochodzili do wniosku (kiedy grunt im zaczął palić się pod nogami), że należy niszczyć ślady swej niegodnej działalności, ale czy to oznacza, że nie mamy prawa wyciągać ukrytych w sztolniach, jeziorach, wrakach śladów ich poczynań? A może ich prawnicy mają prawo wygrażać się, że za poniżanie w opinii publicznej osób żałujących swej działalności należy demaskatorów pociągać do odpowiedzialności karnej?” jest natury całkowicie ogólnej (dotyczy podobnego przecież mechanizmu), które przez pisarkę zostało odebrane nazbyt pochopnie jako „komentarz rzekomo porównujący ją do okupantów”;

B6. Wolę pisarki – „Chciałabym, aby p. MN w rzeczowy sposób udowodnił, co ja takiego napisałam, że nęka mnie od stycznia 2009” oczywiście wypełniłem: naruszenie prawa - wielokrotne kłamstwo (że JK=AZ=MN) i sfałszowanie podpisu, naruszenie obyczajów - straszenie Policją i Sądem oraz naruszenie regulaminu NK - zamieszczanie przaśnych dowcipów, w tym niegodnych nauczyciela i doktoranta UG (p. tabela „Wnioski dowodowe”);

B7. Stwierdzenie pisarki – „Wszystkie teksty dotyczące mojej osoby, publikowane przez p. MN w Internecie mijają się z prawdą i nie mają nic wspólnego z rzetelnym dziennikarstwem. Niemal każde zdanie niesie zmanipulowane i nieprawdziwe treści” mija się z prawdą, bowiem wszystkie moje teksty są rzetelnie opracowane (oparte są na komentarzach pisarki) i każde zdanie niesie prawdziwą treść (należy powołać dziennikarza jako biegłego);

B8. Ocena pisarki - „6 marca 2009 zgłosiłam sprawę na Policji i taki był prawdziwy początek sprawy, a nie taki, jak to przedstawia p. MN […] z 26 kwietnia 2009” jest sugerowaniem nieprawdy - pisząc ów kwietniowy artykuł nie miałem informacji, że miesiąc wcześniej sprawa została zgłoszona na Policji (dowiedziałem się dopiero po... roku, czyli w marcu 2010!);

B9. Podsumowanie pisarki – „Wyczerpawszy wszystkie możliwe sposoby zatrzymania p. MN jestem zmuszona dochodzić swojego prawa do dobrego imienia, prywatności i spokoju na drodze sądowej” jest całkowicie błędne, bowiem doktorantka UG mogła bardzo szybko osiągnąć wymienione cele: wystarczyło przeprosić mnie za kłamstwa o wielu kontach i za fałszerstwo oraz nie przysyłać wezwania do zapłacenia 20 tys. zł – sprawa byłaby dawno załatwiona polubownie (ale zbytnia pewność siebie, odrzucenie mediacji, błędna ocena liczby moich kont jest powodem tej bezprzykładnej awantury w wykonaniu doktorantki UG).

B10. Opinia pisarki – „MN umieszczał na portalu szkalujące mnie wiadomości. Były one spreparowane w taki sposób, aby w jak największym stopniu oczernić mnie i znieważyć” nie znalazła potwierdzenia w moich artykułach, które w sposób wyważony opisywały jej nieeleganckie działania;

B11. Ocena pisarki – „MN zamieszczał również wypowiedzi różnych, często nieznanych mi osób, jako moje własne” jest nieprawdziwa i zniesławiająca.


Wnoszę ponadto o uznanie, że:

C1. Bycie pisarką i doktorantką UG, to argument na wymóg godniejszego zachowania się na społecznościowym portalu, bowiem bycie intelektualistką na wyższej uczelni to wielki obowiązek i posłannictwo (zwłaszcza wobec młodzieży);

C2. Bycie akademicką wykładowczynią na wyższej uczelni, to konieczność reprezentowania wobec studentów właściwych postaw moralnych i wskazywania im właściwych dróg, również poza murami zakładu pracy;

C3. Pisarka, wykładowczyni i doktorantka UG nie pełniła w etyczny sposób swej misyjnej roli na portalu NaszaKlasa w kształtowaniu postaw młodzieży;

C4. Artykuły skasowane z portali (np. Salon24 oraz EIOBA) mogą być zamieszczone ponownie, bowiem nie naruszają zasad etyki dziennikarskiej;

C5. Pisarka zamieszczała pikantne, przaśne a nawet wulgarnawe dowcipy, choć oświadczała i zeznawała, że nie wpisywała nawet pikantnych żartów, zatem mijała się z prawdą;

C6. Nauczycielka akademicka ANI RAZU nie pouczyła studentów, że nie powinni wulgarnie zwracać się do innych osób oraz że nie powinni zamieszczać wyjątkowo obrzydliwych żartów, co jest naruszeniem uniwersyteckiego kodeksu etyki;

C7. Administracja wyższej uczelni może być powiadomiona (także rodzice studentów) o nieetycznych działaniach jej pracownika lub doktoranta, który powinien dbać o właściwe wychowanie studentów, być dla nich wzorcem oraz powinien przestrzegać przysięgi studenckiej i kodeksu etyki;

C8 Artykuły opisujące bulwersujące zachowania studentów, absolwentów oraz pisarzy, wykładowców i nauczycieli mogą być zamieszczane w mediach;

C10. Wielu użytkowników łamało regulamin NK (zamieszczanie wulgariów i obrzucanie inwektywami) przy biernej postawie pisarki i admina NK (pisarka zlikwidowała swoje konto, ale admin do chwili obecnej nie skasował tekstów łamiących regulamin);

C11. Jako moderator, miałem prawo prosić użytkowników, aby respektowali regulamin NK, aby szanowali przysięgę studencką i aby wobec siebie stosowali przyjaźniejsze określenia (niestety, nie dało to większych rezultatów – p. tabelaryczne zestawienie dowodów), zaś prośby te nie powinny być uznane za działanie negatywne i nie powinny być podstawą do zgłoszenia adminowi żądania zmiany moderatora (pisarka poparła propozycję pozbawienia mnie funkcji moderatora!);

C12. Wysłanie postu/artykułu „Pyszne dowcipy na forum Politechniki Gdańskiej (Nasza Klasa)” (wyłącznie z inicjałami żartownisiów) do administracji Politechniki Gdańskiej oraz do kilku departamentów Ministerstwa Oświaty i Szkolnictwa Wyższego należy uznać za przejaw troski o wyższą jakość portalu NK;

C13. Jeśli pisarka stawia zarzut znacznego okrojenia jej obszernego dowcipu o prysznicu, to należy rozważyć ponowne jego zamieszczenie w wersji nieskróconej;

C14. Zawał serca (5 września 2009) oraz dalsze leczenie i rehabilitacja, w tym półroczne zwolnienie lekarskie jest rozsądnym usprawiedliwieniem nieobecności na kolejnych rozprawach procesu cywilnego (IC 692/09), zaś sam proces powinien być odroczony do zakończenia terminu zwolnienia (a przynajmniej powinna być przesłana informacji, że proces toczy się mimo zwolnienia albo że zwolnienie ma wadę prawną);

C15. Wydanie wyroku 18 grudnia 2009 (sprawa jw.) bez powiadomienia pozwanego (zarówno o terminie, jak też o wyroku!) jest poważnym uchybieniem składu sędziowskiego;

C16. Uczestniczenie w procesie mecenasa (otrzymywał wszystkie pisma informujące o stanie zdrowia i kopie zwolnień lekarskich) pisarki mimo nieobecności pozwanego jest przejawem braku adwokackiej elegancji (także naruszeniem uczciwej i honorowej gry – ang. ‘fair play’), która nakazuje wniesienie odroczenia albo poinformowania strony, że proces jednak się toczy;

C17. Jeśli ktokolwiek aktywnie uczestniczy na internetowych forach, powinien liczyć się z krytyką w internecie, w szczególności jeśli dopuści się kłamstwa i fałszerstwa tamże;

C18. Każdy obywatel ma prawo poinformować społeczeństwo, jeśli osoba publiczna (np. prawnik, ksiądz, oficer, urzędnik, nauczyciel, pisarz, wykładowca lub doktorant renomowanego uniwersytetu) dopuszcza się kłamstwa, fałszerstwa lub innego nagannego czynu i ma prawo podawać pełne dane osobowe tej osoby publicznej albo jeśli taka osoba chce być uznawana za osobę publiczną;

C19. Każdy obywatel ma prawo poinformować zwierzchnika osoby zaufania publicznego o jej niewłaściwym zachowaniu, zwłaszcza jeśli jest to pisarz, wykładowca albo doktorant elitarnego uniwersytetu (tu UG);

C20. Skasowanie swego konta na dowolnym portalu może być obiektywnie zinterpretowane jako zacieranie śladów swej (wzorowej albo nagannej) działalności;

C21. Skoro pisarka jako pierwsza ujawniła dane spoza NK (podała link do archiwum mojego blogu w Neostradzie o redakcji „Życie Warszawy”), to sama jako pierwsza wypowiedziała warunki netykiety i powinna uznać, że w ramach retorsji osoba skrytykowana może uczynić podobnie, natomiast nieprzyznanie tej osobie prawa do riposty można uznać za przejaw hipokryzji;

C22. Wytoczenie dwóch procesów i ciągłe powtarzanie (także w zeznaniach) opinii, iż „pozwany publikuje nie tylko pod swoim nazwiskiem, ale także pod fikcyjnymi nazwiskami m.in. Jacka Kawalca” jest nie tylko pomówieniem, ale można ocenić, że powódka cierpi na manię prześladowczą i/lub konfabuluje („m.in.”?!; to w końcu ile miałem dodatkowych kont na NK?);

C23. Pisarka interpretuje moje artykuły w sposób subiektywny (i jest to zrozumiałe), jednak opinię nt. artykułów mojego autorstwa powinna wyrazić Komisja Etyki Mediów;

C24. Zamieszczane artykuły omawiające (mniej lub bardziej aluzyjnie) czyny nauczycielki są napisane w sposób rzetelny i nieodbiegający od stylu innych artykułów umieszczanych w polskich mediach, które ukazują bulwersujące zachowania także pedagogów i pracowników nauki (stosowanie aluzji w artykułach i powieściach nie jest podstawą do wytaczania procesów);

C25. Niezmiernie ważna praca zawodowa i kariera pisarki nie może być argumentem przemawiającym za skasowaniem rozpatrywanych artykułów i za represjonowaniem ich autora (w telewizyjnych mediach dziennikarze wręcz poszukują co bardziej znanych osób, które zachowują się niezgodnie z etyką lub z prawem – niemal codziennie widujemy ich na ekranach);

C26. Jeśli obywatel ma rzadkie nazwisko i ciężko pracuje na swój wizerunek (jak twierdzi pisarka), to tym bardziej powinien strzec tych dóbr i nie dawać łatwych okazji dziennikarzom do podważania tych, jakże cennych, wartości. Zgodnie z Konstytucją 1997 wszyscy obywatele są równi wg prawa (posiadacze rzadkich nazwisk nie są uprzywilejowani);

C27. Wszystkie moje artykuły były opracowane zgodnie z etyką dziennikarską i nie powinny być kasowane z przestrzeni internetowej;

C28. Osoby, które w internecie powielają kłamstwo, że na portalu NK miałem konta na inne nazwiska, powinny być postawione przed wymiarem sprawiedliwości;

C29. Jeśli ktokolwiek jest obrażany publicznie, to roczny termin przedawnienia powinien być liczony od daty ostatniego zniesławienia, nie zaś od daty pierwszego;

C30. Pisarka cierpi na syndrom wypędzonych Niemców (kulturalny, pracowity i inteligentny naród rozpętał wojnę, potem zaś wielce się dziwił, że spotkało go nieszczęście wysiedleń i pretensje mają bodaj do wszystkich, ale najmniejsze do... siebie).


Wnoszę o uznanie, że emajle rozesłane przez pisarkę do adminów portali z zarzutami:

D1. Zdanie - „wszystkie teksty, jakie mirnal publikuje na mój temat są kłamstwami” jest szerzeniem nieprawdy (wszystkie?), czyli pomówieniem, natomiast wszystkie moje artykuły oparte są na udokumentowanych tekstach pisarki;

D2. Zdanie - „nie potraktował moich dowcipów dowCIPNIE, tylko przypisał mi wypowiedzi, których nigdy nie powiedziałam” jest nieprawdą, bowiem wszystkie wypowiedzi doktorantki UG (w tym pikantne żarty) zostały zamieszczone przez nią osobiście i dobrowolnie na NK;

D3. Zdanie - „pisze o moich pikantnych dowcipach, których NIGDY nie było” jest wprowadzaniem osób i instytucji w błąd, bowiem szereg żartów wpisanych przez nauczycielkę było co najmniej pikantnymi dowcipami, zaś określenie NIGDY czyni jej kłamstwo wręcz skandalicznym!;

D4. Zdanie - „w dalszym ciągu publikuje kłamliwe teksty” jest nieprawdziwe, bowiem wszystkie moje teksty oparte są na spostrzeżeniach, rozważaniach, dociekaniach i na wydarzeniach opisanych w mediach oraz oparte są na tekstach istotnie wygenerowanych przez pisarkę;

D5. Apel - „proszę go poprosić, aby przedstawił jako dowód na to co pisze na mój temat chociaż jeden mój wulgarny dowcip lub tekst” jest kuriozalny i wprowadzający (z tupetem!) Sąd w błąd, bowiem pośród załączonych w tabeli dowodów są zapisy potwierdzające zamieszczenie przez pisarkę wysoce niestosownych żartów.


Wnoszę ponadto o uznanie, że oświadczenie pisarki, iż moje teksty są pisane w podobnym stylu, co p. J. Kawalca nie jest niczym udokumentowane (jest wręcz kolejnym zniesławieniem!), bowiem:

E1. Ja pisałem staranniej, raczej bez błędów i stylistycznie poprawniej, w przeciwieństwie do p. JK;

E2. Nie używam słowa „mastaha” i nawet nie wiem, co ono oznacza;

E3. Nie używam słowa „pozajączkować” i jedynie domyślam się, co ono oznacza;

E4. Wszystkie wyrazy pochodzenia angielskiego posiadające dwa LL pisuję w formie spolszczonej z pojedynczym L (ja – „trolowanie”, p. JK – „trollowanie”);

E5. Nie stosuję (ponieważ ich... nie znam) literowych symboli/skrótów (np. P) używanych w postach, w przeciwieństwie do p. JK;

E6. Nie stosuję odzywek „hehe”, w przeciwieństwie do p. JK;

E7. Nie pisuję obrzydliwych żartów, w przeciwieństwie do p. JK.

Ponieważ w internecie istnieje kilkaset moich artykułów oraz kilkanaście tysięcy moich komentarzy (pod moim nazwiskiem oraz pod nikiem Mirnal), zatem trudno byłoby utrzymać dyscyplinę polegającą na niestosowaniu wymienionych wyrazów i na złośliwym ich stosowaniu w przypadku odgrywania rzekomej drugiej roli pod danymi osobowymi p. JK przez tylko kilka tygodni, aby (w jakim celu?!) złośliwie nękać (w sumie) mało znaną (a mnie wcale przed 2009) polską pisarkę, przeto:

E8. Nie istniały i nie istnieją żadne racjonalne powody, aby uznać, że zarejestrowałem się pod innymi danymi;

E9. Nie ma potwierdzenia z wiarygodnych źródeł (brak dowodów), że posiadałem więcej niż jedno konto na NK, zaś ja od samego początku sprawy twierdzę, że miałem i mam wyłącznie jedno konto na tym portalu.

Wobec powyższego wnoszę o uznanie, że

E10. Pisarka w sposób absurdalny i nieuprawniony oskarża mnie o posiadanie dwóch (a nawet trzech!) kont (m.in. na podstawie podobieństwa stylów!), co wynika (prawdopodobnie) z jakiejś manii prześladowczej, bowiem jej przekonanie nie jest poparte żadnym dowodem na podobieństwo (a tak twierdzi!) stylów (mojego i p. JK)

oraz - w razie wątpliwości – wnoszę o

E11. Przeprowadzenie badania niżej podpisanego przy zastosowaniu wariografu.


Wnoszę o ustalenie:

F1. Co uczyniłaby pisarka z otrzymaną kwotą 20 tys. zł, gdyby jednak ją przelano na konto pisarki?;

F2. Czy pisarka zna osoby publikujące na portalach pod pseudonimami: chrisy, dublin, moder1, toka95, petit, lion?;

F3. Kto przekonał pisarkę o fakcie posiadania przeze mnie paru kont?;

F4. Czy pisarka zamieszczałaby do tej pory swoje swawolne żarty, gdyby nie moja ingerencja w funkcjonowanie forum?;

F5. Czy pisarka bierze pod uwagę, że jednak miałem wyłącznie tylko jedno konto na NK i że jednak trzeba będzie mnie przeprosić za pomówienia i za fałszerstwo oraz za rozsyłanie emajli zawierających kłamstwa?;

F6. Czy mec. KK jest znajomym pisarki i od jak dawna? Czy mecenas pobiera wynagrodzenie od pisarki za swoją działalność wg stawek promocyjnych?;

F7. Czy mec. KK wiedział o mojej chorobie i o zwolnieniu lekarskim, które uzyskałem podczas trwania procesu cywilnego i czy na sali rozpraw (lub poza nią) podnosił temat tego zwolnienia? Czy etycznej parze (pisarce i mecenasowi) nie przeszkadzało prowadzenie procesu, mimo mojej choroby? Czy zdawali sobie sprawę, że bez mojej obecności proces nie będzie obiektywny i rzetelny? Czy wiedzieli, że o terminie ostatniej rozprawy i o wyroku nie byłem poinformowany?


Wnoszę o uznanie, że po otrzymaniu szokujących żądań zawartych w ‘Ostatecznym przedsądowym wezwaniu’:

G1. Miałem prawo (po 21 kwietnia 2009) – w ramach obrony koniecznej – publikować artykuły oparte na kłamstwie i fałszerstwie pisarki, która nie dość, że popełniła te czyny, to jeszcze z siebie robiła ofiarę, mnie zaś atakowała, dowodząc w sobie tylko znany sposób, że miałem więcej niż jedno konto, co jest wierutnym kłamstwem.

[Art. 25 KK – Nie popełnia przestępstwa, kto w obronie koniecznej odpiera bezpośredni, bezprawny atak na jakiekolwiek dobro chronione prawem.

W razie przekroczenia granic obrony koniecznej, w szczególności gdy sprawca zastosował sposób obrony niewspółmierny do niebezpieczeństwa zamachu, sąd może zastosować nadzwyczajne złagodzenie kary a nawet odstąpić od jej wymierzenia.

Nie podlega karze, kto przekracza granice obrony koniecznej pod wpływem strachu lub wzburzenia usprawiedliwionych okolicznościami zamachu.]

Wnoszę zatem również o:

G2. Przyjęcie załączonego tekstu Oświadczenia, które p. MCh powinna niezwłocznie zamieścić na portalach NaszaKlasa, Salon24, AferyPrawa, EIOBA, oraz na innych portalach, na których przedstawiała swoje wyimaginowane teorie o posiadaniu przeze mnie dodatkowych kont na NK i na których żądała od administratorów kasowania moich artykułów na podstawie tychże omampw oraz na portalach, na których czynili to samo jej zwolennicy;

G3. Zwrot kwot przelanych przez mnie na konto komornika, bowiem owe środki zostały zasądzone na podstawie szeregu błędów proceduralnych i na podstawie nieprawdziwych zeznań pisarki (o moich rzekomych a dodatkowych kontach na portalu NK) i z powodu pomyłki sądowej (wyrok z 18 grudnia 2009);

G4. Dostarczenie przez portal NaszaKlasa Wysokiemu Sądowi tekstów czterech skarg złożonych przez pisarkę na mnie oraz na p. JK, jak również aby NK przesłała teksty skarg innych użytkowników na tych dwóch panów oraz wszystkie skargi wysłane przeze mnie do NK;

G5. Uznanie, że NK powinna natychmiast (na początku 2009) wyjaśnić zarzuty posiadania przez mnie paru kont, czyli postąpić zgodnie z daną mi obietnicą szybkiego wyjaśnienia sprawy (niestety, NK do tej pory nie potrafiła wywiązać się z tej obietnicy);

G6. Uznanie, że żądanie przez Sąd przedstawienia zwolnienia lekarskiego (usprawiedliwienie niestawiennictwa) podpisanego przez lekarza sądowego (w sytuacji długiego okresu zwolnienia spowodowanego poważną chorobą i nierespektowanie dokumentów wystawionych przez szpitale lub kliniki) jest przejawem biurokracji i braku zaufania do obywatela;

G7. Uznanie, że skoro rozmaici dziennikarze mogą redagować artykuły nt. mniej lub bardziej bulwersujących zachowań osób publicznych, to również i ja mogę to czynić;

G8. Uznanie, że jeśli sam obywatel niestarannie dba o swoją renomę i godność (zarówno w internecie, jak również w realu), to trudno oczekiwać od dociekliwego dziennikarza, aby dbał o honor takiego obywatela bardziej, niż on sam;

G9. Uznanie, że jeśli pisarka kłamała publicznie o paru rzekomych moich kontach i sfałszowała mój podpis, to mam prawo publicznie o tym pisać, a jeśli jednak doktorantka UG jest przeciwnego zdania, to jest hipokrytką;

G10. Uznanie, że gdyby nie likwidacja konta na NK przez pisarkę, to wszystko wskazuje na to, iż na forum NK zamieszczałaby podobne dowcipy do dzisiaj, zatem ich niezbyt chlubny zbiór byłby obecnie parokrotnie większy (kto zatem uratował pozostałości dobrego imienia pisarki?);

G11. Uznanie, że jeśli nie akademicki nauczyciel ma walczyć z wulgaryzmami, to kto to powinien czynić na forum zdominowanym przez studentów?


19 października 2010 p. MCh przesłała emajl ze skanem, na którym ktoś ją obraża, z jednoczesnym żądaniem usunięcia wypowiedzi wpisanej rzekomo przeze mnie - „Taki komentarz świadczy tylko i wyłącznie o panu, a przy okazji utwierdza mnie w tym, że zasłużył pan sobie jak najbardziej na proces. Proszę to natychmiast usunąć. mch”.

Świadczy to o kolejnej próbie zniesławienia mnie przez tą panią, bowiem tej wypowiedzi nie zamieściłem na portalu AferyPrawa! Pisarka zastosowała pokerową metodę blefowania, podobnie zresztą, jaką zastosowała w sprawie cywilnej, z tym że sędzia wówczas wziął jej wypowiedź za wiarygodną, zaś zignorował moje oświadczenie, że na NK miałem i mam tylko jedno konto na moje nazwisko. Na podstawie owego blefu, 18 grudnia 2009 wydano skandaliczny wyrok w imieniu III RP!

Tego samego październikowego dnia, niejaki p. Chrisy (znajomy pisarki) zamieścił na Salon24 wpis adresowany do mnie – „Osoba, która napisała ten komentarz została jednoznacznie zidentyfikowana. To nie jest blef”.

Wobec powyższego wnoszę o uznanie, że:

H1. Pisarka blefuje i konfabuluje (i to wraz z osobą jej znaną!), że miałem na początku 2009 roku dwa konta również i teraz, kiedy z tupetem wmawia mi (i zapewne także Wysokiemu Sądowi, któremu z pewnością załączy skan), że „zasłużyłem sobie jak najbardziej na proces”.

Oświadczam więc, że na portalu AferyPrawa nie umieściłem inkryminowanego tekstu i nikogo nie namawiałem do jego zamieszczenia.

Wnoszę także o uznanie, że:

H2. Doktorantka UG w sposób nierzetelny, niejako po omacku, ponownie przekazuje Wysokiemu Sądowi niesprawdzone dowody, narażając siebie na ośmieszenie, Uniwersytet Gdański na dyskomfort, zaś mnie na kolejne problemy z Temidą (wszak w sprawie cywilnej właśnie tego typu jej zeznania wzięto całkiem poważnie pod uwagę!)

oraz wnoszę o:

H3. Wezwanie p. Chrisy przed oblicze Sądu w charakterze świadka.


25 października 2010 znalazłem w internecie Kodeks Etyki Nauczyciela Akademickiego Uniwersytetu Gdańskiego - http://nfamob.wordpress.com/2009/06/07/kodeks-etyki-nauczyciela-akademickiego-uniwersytetu-gdanskiego

Wnoszę przeto o uznanie, że:

H4. Pani MCh-P, jako nauczycielka akademicka i doktorantka, sprzeniewierzyła się zapisom owego Kodeksu, nawet jeśli formalnie nie jest pracownikiem UG, na którym wszakże pracuje nad doktoratem;

H5. Dopuszczenie na salę rozpraw publiczności, dziennikarzy oraz przedstawicieli ds. etyki uczelni zatrudniającej wykładowczynię oraz goszczącej u siebie doktorantkę;

H6. Uznanie, że podanie numeru i rodzaju sprawy, nazwy sądu oraz nazwisk stron, nie jest ujawnieniem szczegółów z rozprawy niejawnej.

Jednocześnie zastrzegam sobie prawo do skierowania niniejszej sprawy i wszystkich wyroków sądowych do rozpatrzenia przez właściwe władze UG a nawet ministerialne.




Zatem pisarka dopuściła się publicznego wielokrotnego kłamstwa powtarzanego od stycznia 2009 do dzisiaj (że posiadałem dwa dodatkowe konta, z których obrażałem ją jako p. JK oraz jako p. AZ). Ponadto sfałszowała podpis w komentarzu na NK. Do tego parokrotnie mnie obraziła niewybrednymi słowami oraz wmawiała Sądowi, że nie napisała żadnego pikantnego żartu. I za niegodne doktorantki czyny, powinna ponieść sprawiedliwą karę (zamieścić proponowane Oświadczenie na szeregu portali oraz wpłacenie zasądzonej kwoty).

Jeśli Sąd oraz biegli (specjaliści od etyki dziennikarskiej i od logiki języka polskiego) uznają, że w jakimkolwiek moim artykule popełniłem przestępstwo, to przeproszę tę panią, przy czym wierzę, że kolejność przepraszania będzie zgodna z kolejnością popełniania czynów zabronionych przez obie strony, o co także wnoszę (kolejność zamieszczania wpisów – proszę zapoznać się z tabelą Wnioski dowodowe, sporządzone chronologicznie).




Reasumując –

Oskarżam p. MCh o:

- wielokrotne, ciągłe (do dzisiaj) mniej lub bardziej publiczne głoszenie, że miałem dodatkowe konto na portalu NaszaKlasa, z którego obrażałem tę panią;

- sfałszowanie podpisu na portalu NK;

- szydzenie z przysięgi studenckiej, zamieszczanie przaśnych dowcipów (w tym seksistowskich, antygejowskich i obrażających uczucia religijne) oraz niezwalczanie wulgaryzmów na portalu NK, czyli o niegodną postawę (nauczycielki akademickiej i doktorantki UG) naruszającą Kodeks Etyki;

- dwukrotne zniesławienie słowem „ohydny”;

- znieważenie sugerowaniem choroby psychicznej;

- wydanie niegodnej opinii twórcy na temat cudzej twórczości „a już na pewno nie podpisuję się pod żadnym jego tekstem”;

- bezprawne żądanie skasowania artykułów z portali (tłumienie krytyki naruszające Prawo prasowe);

- odrzucenie rozsądnego porozumienia proponowanego przeze mnie przy udziale ośrodka mediacyjnego, co zwiększyło koszty procesowe poszkodowanego i Skarbu Państwa.


Wobec powyższego

wnoszę o przyjęcie projektu niżej załączonego (wzorowano się na Oświadczeniu p. MCh i jej mecenasa KK):


Oświadczenie Magdaleny Chomuszko

projekt (autor Mirosław Naleziński)


Ja, Magdalena Chomuszko, przepraszam użytkowników portalu NaszaKlasa oraz dziennikarza p. Mirosława Nalezińskiego za:

- wielokrotne pomówienie o posiadanie więcej niż jednego konta na portalu NaszaKlasa,

- sfałszowanie komentarza na NaszaKlasa, które polegało na kliknięciu opcji "cytuj" dla wpisu p. Jacka K., skasowaniu jego danych osobowych i wpisaniu w to miejsce danych osobowych p. Nalezińskiego,

- błędne wpisanie nazwiska Naleziński podczas fałszowania wpisu (Nalezińśki zamiast Naleziński),

- bezprawne powoływanie się na przepisy prawa celem spowodowania zdjęcia artykułów p. Mirosława Nalezińskiego przez adminów z kilku portali,

- wielokrotne zarzucanie kłamstw p. M. Nalezińskiemu na NaszaKlasa i Salon24 oraz w korespondencji kierowanej do adminów kilku portali,

- dwukrotne znieważanie określeniem "ohydny",

- sugerowanie choroby psychicznej,

- kpienie z przysięgi studenckiej,

- wielokrotne złamanie regulaminu NaszaKlasa poprzez zamieszczanie niestosownych dowcipów (seksistowski, antygejowski, obrażający uczucia religijne),

- wypowiedź niegodną pisarza: "a już na pewno nie podpisuję się pod żadnym jego tekstem", bowiem nie przeczytałam wszystkich kilkuset artykułów p. Mirosława Nalezińskiego, zatem z oczywistych powodów moja wypowiedź jest nieuprawniona.

Oświadczam, że ubolewam z powodu wyrządzonej Panu Mirosławowi Nalezińskiemu krzywdy.

Przepraszam również sektor szkolnictwa wyższego za nazbyt niefrasobliwe zachowanie się na portalu NaszaKlasa, które oceniam jako niegodne nauczyciela akademickiego i doktoranta UG.



Moje kolejne oświadczenie, tym razem złożone w jednym z gdańskich komisariatów policji –



Gdańsk, 30 sierpnia 2012


OŚWIADCZENIE


Niniejszym oświadczam, że na portalu NaszaKlasa miałem i mam jedno jedyne konto na swoje dane osobowe, zatem również oświadczam, że p. Magdalena Chomuszko (doktorantka, pisarka, autorka dzieła „Symfonia”) na łamach NK dopuściła się fałszerstwa podpisu oraz wielokrotnego pomówienia, że tamże pisywałem jako nieznana mi osoba, tworząca na NK jako Jacek Kawalec. Do chwili obecnej p. Chomuszko uważa, że jestem Kawalcem, co jest wierutną bzdurą. Ponadto ta pani (albo jej anonimowi sympatycy) rozpowszechniają w internecie owo kłamstwo oraz dziwaczny dowód na to, że mają rację.

Wobec powyższego wnoszę o zastosowanie przynajmniej jednego ze sposobów dowodzących, że ta pani ma jakieś urojenia. Należy zatem -

a) uzyskać wykaz logowań od admina NaszaKlasa (ma takie i czeka na dyspozycje) oraz porównać je z rzekomym dowodem i argumentacją p. Chomuszko,

b) porównać teksty moje zamieszczone na NK oraz J. Kawalca,

c) wykonać test na niżej podpisanym za pomocą wariografu, co dowiedzie, że nie pisałem jako p. Kawalec, zatem to p. Chomuszko powinna mieć sprawy sądowe o fałszerstwo i o ciągłe pomawianie.

Kosztami ekspertyz należy obciążyć osobę pomawiającą.


Za zgodność z faktami i biorąc odpowiedzialność za składanie fałszywych zeznań -

Mirosław Naleziński

Komentarze internautów:

Komentowanie nie jest już możliwe.

~Mirnal
25-06-2014 / 09:21
Otrzymałem prawomocne i niezaskarżalne postanowienie SO w Gdańsku Wydział V Karny Odwoławczy z 23 kwietnia 2014, z którego wynika, że subiektywne odczucie przykrości pisarki M. Chomuszko nie może być przesłanką do prowadzenia procesu o czyn z art. 212 par. 2 Kk - sąd nie dopatrzył się znamion czynu zabronionego z mojej strony. Sąd stwierdził, że "oświadczenia oskarżonego prywatnego wyrażały prawo do krytyki wobec określonych twierdzeń oskarżycielki prywatnej". To po kiego ta ogólnie szanowana i podziwiana dama dała sprawę do Temidy? Nie miała co robić w wolnym czasie? Mogłaby więcej książek napisać i być przydatniejsza naszej Ojczyźnie. Nadmieniam o tym, bowiem pisarka życzyła sobie w sądzie (na piśmie), aby publikować wyroki dotyczące jej sprawy.
~Mirnal
16-06-2014 / 10:39
bezstronny 03-10-2012 / 10:11 napisał - Moim zdaniem mecenas KK jest adwokatem GENIALNYM. Skoro udało mu się wygrać z kimś takim jak Naleziński (mistrz świata w kłamstwie i manipulacji) to należy mu się MEDAL! Naleziński, ja bym się bał sprawy karnej na Pana miejscu. Z takim adwokatem przeciwko sobie nie ma Pan szans. Adwokat KK jest najlepszy w 3mieście. ***** Panie bezstronny, zauważ pan, że mec. Kolankiewicz nie wygrał żadnego procesu ze mną (z wyjątkiem pierwszego, na którym mnie... nie było), a który będzie zgłoszony do SN.
~ocochodzi
26-08-2013 / 10:02
a kto ma głowę w porządku? Ty?
~Mirnal
16-10-2012 / 22:47
Michał Smolorz, polski dziennikarz wygrał w Strasburgu - Europejski Trybunał Praw Człowieka orzekł, że polskie sądy naruszyły prawo wolności wypowiedzi, każąc dziennikarzowi przeprosić jednego ze śląskich architektów za skrytykowanie w artykule jego dokonań. Trybunał orzekł, że Polska ma zapłacić dziennikarzowi 2 000 europów. Autor artykułu „Architekt i mistrz samozadowolenia” w 2004 skrytykował dokonania jednego z architektów, mającego ogromny wpływ na plan urbanistyczny w powojennych Katowicach. Zarzucił mu „radość burzenia”, a projektowanym przez niego budynkom „pospolitą brzydotę i zmurszałą estetykę bolszewizmu” i że budowle „podobają się tylko samemu architektowi i aparatczykom partyjnym”.
~asesor
15-10-2012 / 14:26
solidne opracowanie i może pisarka odniesie się do paru punktów, skoro nie chce się odnosić do wszystkich?
~observe
14-10-2012 / 23:33
o, kto to pisze o donosach? może napisz o sądowych donosach i ich sfałszowaniu
~student
14-10-2012 / 22:35
Taki ze mnie student, jak z Ciebie Chrisy - weź omów jakiś temat poruszony w ww. obszernym artykule, bo on będzie latami w Internecie. Wybroń jakieś zdanie sfałszowane przez mecenasa, bo ludzie łakną solidnej dyskusji.
~chrisy
14-10-2012 / 15:17
jaki z ciebie student stary chłopie :))) komediowo.pl/gid,15006569,img,15006611,title,Top-10-dowcipow-z-Komed proszę bierz się do roboty. Donosy rychtuj. Pierwszy do Putina.
~student
14-10-2012 / 11:24
Może jakieś konkrety zostaną omówione, bo pisanie o draństwach jest nie na miejscu. Omówiono punkt po punkcie i można omówić wybrany zarzut. Czy któryś z panów puści płazem nazwanie oszustem lub dyletantem? Sądy czekają na tego typu sensacje. A media aż się trzęsą do kolejnej afery typu prezes Ryszard M.
~chrisy
13-10-2012 / 17:02
dobrze się pan bawi? szkaluje pan ludzi, w swojej prymitywnej zemście, robi wszystko aby im zaszkodzić... brak słów.. brak słów. przyjdzie czas zapłaty, może być pan pewien i opowie pan za wszystkie swoje draństwa.