Imieniny:

AferyPrawa.com

Redaktor Zdzisław Raczkowski ujawnia niekompetencje funkcjonariuszy władzy...
http://Jooble.org
Najczęściej czytane:
Najczęściej komentowane:





Pogoda
Money.pl - Kliknij po więcej
6 sierpnia 2020
Źródło: MeteoGroup
Polskie prawo czy polskie prawie! Barwy Bezprawia

opublikowano: 28-12-2010

Lublin, Białystok, Krosno... nepotyzm w sądach - tam się łamie PRAWO.

Kolejna aferę sądową ujawnil blog poświecony lubelskiemu sądownictwu. Można go znaleźć pod adresem: www.summumius.wordpress.com
Blog zatytułowano "Summum Ius Summa Iniuria" - z łaciny "szczyt praw to szczyt bezprawia".

Zaczęło się od naboru. Etatów było 30, w tym trzy dla informatyków a pozostałe dla urzędników zajmujących m.in. obsługą sekretariatów. Ministerstwo sprawiedliwości znalazło pieniądze na zatrudnienie nowych pracowników, bo rozwija sąd elektroniczny, który działa w Lublinie od stycznia i obsługuje całą Polskę (formalnie jest jednym z wydziałów SR, zajmuje się prostymi pozwami - choćby o niezapłacone rachunki za komórki). Od początku jego działalności wpłynęło do niego już 500 tys. spraw. Dlatego część doświadczonych pracowników zostanie przeniesiona do e-sądu, by wzmocnić go kadrowo. Nowe etaty zostaną wykorzystane w wydziałach sądu rejonowego. 
Etat urzędniczy to stosunkowo niewielka pensja - ok. 1,85 tys. zł brutto miesięcznie. Po roku urzędnik zdaje test i jeśli wynik egzaminu jest pozytywny, sąd oferuje mu stałe zatrudnienie. Zainteresowanie naborem było ogromne. Zgłosiło się 530 osób. Nabór niedawno się zakończył. 
Przeanalizowaliśmy listę 27 osób, które sąd chce zatrudnić - jest na jego stronie internetowej.

Ustaliliśmy, że sześć spośród nich to krewni i członkowie rodzin lubelskich sędziów, pracowników sądu.

A więc po kolei.

* Wkrótce w sądzie prace rozpocznie mąż Wiesławy Zwierz, kierowniczki finansowej sądu rejonowego. Emerytowany podpułkownik wojska polskiego, były szef wojskowej komisji uzupełnień w Lublinie. Od 30 września w rezerwie, ma 53 lata. Ale czy emeryt może zajmować stanowisko?
- Jest dobrze wykształcony - podkreśla pani kierownik. (akurat ;-)
- A po odejściu z wojska nikt mu nigdzie nie zaproponował pracy. A przepraszam, czy osoba w tym wieku już nie ma prawa do pracy? Oczywiście, znam prezesa sądu rejonowego, szefa komisji konkursowej, pracuję tu w końcu od ośmiu lat. Ale nie miało to żadnego znaczenia dla przyjęcia mojego męża. Tu zadecydowały tylko kwalifikacje.

* Na liście znalazł się syn Jarosława Dąbrowskiego, sędziego Sądu Okręgowego w Lublinie.

- Uważam, że to stanowisko jest znacznie poniżej aspiracji młodego, zdolnego i dobrze wykształcone człowieka - mówi o synu pan sędzia. 
- Ale wiadomo jaki w Lublinie jest rynek pracy. Syn skończył europeistykę. Matka, ojciec i dziadek są prawnikami, więc uznał, że wystarczy już tej profesji w rodzinie. Oczywiście, że w żaden sposób nie ingerowałem w konkurs.
Zdaniem sędziego Dąbrowskiego fakt, że na liście roi się od dzieci pracowników wymiaru sprawiedliwości, nie świadczy o nepotyźmie.

* - Proszę nie wymagać ode mnie komentarza w tej sprawie - mówi Grażyna Lipianin, sędzia Sądu Okręgowego, której syn wywalczył etat. 
- Skończył prawo, jest na pierwszym roku aplikacji radcowskiej. Wolałabym aby panowie z nim nie rozmawiali. Nie miałam nic wspólnego z tym konkursem.

* - Brat jest świeżo po studiach prawniczych. Zabrakło mu dwóch, trzech punktów aby dostać się na aplikację - tłumaczy Łukasz Obłoza, przewodniczący jednego z wydziałów w sądzie rejonowym. Krewniak sędziego Obłozy również jest w grupie 27 osób z naboru. 
- Nie miałem nawet informacji, kto jest w komisji konkursowej (przewodniczył jej - przypomnijmy - Mariusz Tchórzewski, prezes sądu czyli przełożony Łukasza Obłozy).

* - Chyba nie chodzi o to, kto jest kim, ale o wynik rozmowy kwalifikacyjnej - uważa kierowniczka jednego z sekretariatów w sądzie okręgowym. Nabór przeszła jej córka. - Ona jest związana z sądem rejonowym już kilka lat. Pracuje tam na zastępstwach w jednym z wydziałów.
Córka: - Potrzebowałam umowy o pracę i dlatego się zgłosiłam. Mam wykształcenie wyższe. Jakie konkretnie? To nie jest kwestia, która powinna pana interesować.

* - Potwierdzam - mówi Arkadiusz Opoka, kierownik oddziału informatycznego sądu rejonowego.

cytaty: "Gazeta": - Siostra? Córka?

Więcej... http://lublin.gazeta.pl/lublin/1,48724,8800470,Blog_o_nepotyzmie_w_sadzie__Prezes_sadu_ostrzega.html#ixzz19RgJroip

Ale najbardziej spodobał się nam humorystyczny ton blogierów na ten temat nowo przyjętych pracowników:

Pan Zwierz Zbigniew, punktów 33, jest mężem naszej kochanej kierownik finansowej. Na wasze usta cisną się zapewne dwa pytania.

Czy przeszedł on trzeci etap? Odpowiadamy: tak, zwycięsko przebrnął drugi etap i pokonawszy konkurencję zasilił on szeregi pracowników Sądu Rejonowego w Lublinie (którego kierownikiem, jeszcze raz powtórzmy, jest jego osobista żona). Oczywiście pokonawszy konkurencję uczciwie. (w tym miejscu przerwaliśmy pisanie i po wytarzaniu się ze śmiechu jak hieny po kilku minutach podjęliśmy je dalej)

Drugim pytaniem jest zapewne: a co z opisywanym synem pani Zwierzowej? Odpowiadamy: również pracuje w SR w Lublinie.

Przyznajemy, iż na początku do głowy nam nie przyszło, iż można w takim tempie upychać członków swojej rodziny w sądzie. 
Dlatego też kojarząc młodego Zwierza jako zatrudnionego poza konkursem błędnie uznaliśmy, iż po prostu próbuje się on „ulegalnić”. Nic bardziej mylnego. Latorośl pracuje już sobie spokojnie, konkurs zaś pozwolił na wciągnięcie na pokład kolejnego członka rodziny.

Mamy więc teraz w sądzie Mamę Zwierza, Tatę Zwierza i Synka Zwierza. Oczywiście Mamie Zwierzowej doradzamy nie zatrzymywać się. Fajnie byłoby doczekać się jeszcze Wnuka Zwierza albo np. Synowej Zwierzyny. Oczywiście wszyscy na rozmowie wypadną kwitnąco – w końcu prezes Tchórzewski jako szef komisji nie widzi nic złego w tym, że sam jest kolegą Mamy Zwierza zaś pozostałą część komisji stanowią jego i jej podwładni. Daje to możliwość obiektywnego i klarownego doboru kadr.

Cóż, jak mawiali na studiach, clara non sunt interpretanda.

Z sędziowskiego bloga dowiadujemy się też o innych przekrętach rekrutacyjnych

Sąd w Lublinie i 15 % pracownika gratis? - Summum Ius Summa Iniuria

Napisaliśmy o radości jaka zapanowała w rodzinie Zwierzów (choć nie ustrzegliśmy się pomyłki, ale o tym w jednej z kolejnych wpisów). Kiedy wysyłaliśmy artykuł, BIP Sądu Rejonowego w Lublinie zawierał tylko informację o wynikach 2 etapu. Wtedy zdaliśmy sobie sprawę, że coś nie gra. Bo my przecież od jakichś 3 tygodni widzimy w sądzie nowych ludzi! Co by znaczyło, że albo w ramach rekrutacji dopuszczono kandydatów do pracy w ramach crash testu albo też sąd w Lublinie ma jakieś etaty, o których głośno nie mówi.

Sytuacja niby jest jasna. Prezes Tchórzewski dostał 30 ekstra etatów. Na taką samą liczbę ogłoszono konkurs. W sądzie pojawili się jednak dodatkowi pracownicy, co oznacza, że Mariusz trafił na jakąś promocję w ministerstwie. „Tylko u nas na jesieni dostajesz 30 etatów – dodatkowe 15% dorzucamy gratis!”. 
Normalnie Wielka Wyprz.

Wdrożyliśmy śledztwo i ustaliliśmy, że owe dodatkowe osoby zostały przez naszego prezesa zatrudnione… na zlecenie. A więc, co oczywiste, poza stosunkiem pracy. Czyli bez urlopów, zwolnień i pełnych składek ZUS. Co równie oczywiste – bez konkursu.

Przyznajemy, że jesteśmy pod wrażeniem. Tego jak dobry jest to pomysł i jak kiepsko został wykonany.

Dlaczego dobry? Świetnym posunięciem było puszczenie części etatów w formie jawnej do spodu. Rzuciło się na to ponad 400 kandydatów. O etatach na zlecenie nie wiedział natomiast nikt, oczywiście poza osobami które wiedzieć miały. Nikt o nie nie pytał, bo wszyscy zajęli się konkursem. Nie sposób dowiedzieć się na jakiej podstawie przeprowadzono drugą rekrutację, jak wybrano kandydatów i na podstawie jakich przepisów prezes Tchórzewski odstąpił od stosowania ustawy o pracownikach sądów i prokuratury. Po prostu nie przyjęły się w Lublinie?? 
Wykonanie uważamy za to za fuszerkę – to niezgranie czasowe jest po prostu straszne! Jak tak można? Gdyby „zleceni” przyszli równo z „pracownikami” może byśmy niczego nie zauważyli?

Nie bylibyśmy sobą gdybyśmy nie przypomnieli, że w ramach swojej właściwości to właśnie Sąd Rejonowy w Lublinie zajmuje się ganianiem pracodawców (karnym i cywilnym) za „zatrudnianie na zlecenie”. Jak w trakcie rozprawy cywilnej okaże się, że rzekomy „zlecony” robił to, co pracownik (np. będąc podwładnym kierownika sekretariatu w godzinach pracy sądu robił to, co sekretarze sądowi) ma jak w banku, że wyjdzie z wyrokiem zamieniającym mu zlecenie w umowę o pracę i świadectwem pracy. Państwo też dopilnuje, aby pracodawca zapłacił zaległe składki na ZUS a i czasami ścignie karnie za łamanie praw pracowniczych.

Oczywiście wiadomo, idzie podział sądu. Ale jak sprawdziliśmy w przepisach jest zarówno umowa na czas określony jak i na wykonanie umówionej pracy. Ciekawi nas tylko, czy w tej sytuacji SR w Lublinie zmieni swój stosunek do pracodawców i przestanie ich ścigać za zatrudnianie na zlecenie. W końcu skoro sąd tak robi to pewnie można, a że jest kryzys to oszczędzać trzeba.

 Ale najciekawszy jest finał tej afery lubelskiej.

Okazuje się, że nic nie jest tak dobre dla kariery jak zostanie bohaterem naszego artykułu . W zamieszaniu które spowodowały publikacje nasze oraz lubelskiej Gazety Wyborczej (które jakiś niecny redaktor wrzuca co i rusz na główną stronę gazeta.pl) podniosły się głosy, aby prezesa SR w Lublinie odwołać.

Ponieważ nasze środowisko dba o dobre imię wymiaru sprawiedliwości i potrafi się samodzielnie oczyścić, wymyślono salomonowe rozwiązanie: degradacja przez awans.

Sędzia Tchórzewski nie będzie już prezesem SR w Lublinie. Jest to prawda. Choć zasadniczo jej połowa. Ale to jest ta lepsza połowa, która winna była przebić się do mediów. Druga część jest taka, iż prezes przestaje być prezesem, bo awansuje do Sądu Okręgowego. W tym miejscu gratulacje należą się nam, autorom. To my przyspieszyliśmy karierę prezesa o dobre 3 lata. W normalnej sytuacji na stałą delegację mógłby on liczyć dopiero po normalnym zakończeniu kadencji. Tylko dzięki blogowi ze wszystkim się pospieszono.

Tutaj pojawiają się dwa pytania:

1) Czy w związku z powyższym możemy liczyć na dowody wdzięczności prezesa w postaci alkoholu i czekoladek (za kwiatki dziękujemy, nikt nie ma w domu królika)? Gdzie i kiedy moglibyśmy je odebrać?

2) Czy ktoś z czytelników bloga chciałby, abyśmy go obsmarowali na naszych łamach? Jak widać jesteśmy medium która daje kopa w karierze z siłą, która spowodowałaby załamanie nerwowe nawet Roberto Carlosa. A już na pewno atak paniki u Ikera Casillasa. Nie jest to nasz jedyny sukces.

Do góry idzie także Łukasz Obłoza, będący kolejnym bohaterem artykułów naszych i GW. Niewątpliwie będzie on ciekawym wiceprezesem. Jest to jedyna osoba w sądzie która najwyraźniej wyznaje zasadę kompletnego fuga mundi do poziomu graniczącego z autyzmem oraz, najprawdopodobniej, nie posługuje się komputerem...

http://summumius.wordpress.com/

O nepotyzmie panującym w sądach białostockich pisaliśmy juz wcześniej w tekście pt. 

Sędziowska ośmiornica - Mamo, tato ja też chcę być sędzią - rodzinne układy sądowe są wszechwładne. 
Na 28 sędziów apelacyjnych w Białymstoku 13 ma dziecko lub krewnego w sądzie, a niektórzy aż po dwie osoby

O tzw. rodzinnym sądownictwie w Krośnie, Sanoku, Brzozowie czy Rzeszowie, gdzie np. synek Dziewulski w Sanoku wydaje stronnicze postanowienie a jego tatuś w Krośnie "przyklepuje"  wiele razy pisaliśmy... 
FAKT - Z NEPOTYZMEM W POLSKICH SĄDACH SPOTYKAMY SIĘ STALE I WSZĘDZIE - WSZAK RODZINNA TRADYCJA "TOGOWANIA"  TO NIEZBĘDNIK DLA ZALICZENIA PRAWNICZYCH APLIKACJI - OBCY WON OD CHLEWU SĄDOWEGO I ŻŁOBU...

NIK o naborze na stanowiska urzędnicze

Trzy czwarte samorządów źle przeprowadza nabory urzędników. Ustalenia Najwyższej Izby Kontroli wskazują, że większość robi to celowo – świadomie majstruje przy procedurach konkursowych i manipuluje wynikami – tak, by stanowiska dostawali „sami swoi”.

Najwyższa Izba Kontroli ujawniła nieprawidłowości w przeprowadzaniu naboru na stanowiska urzędnicze w 34 urzędach spośród 45 skontrolowanych (75%). Negatywnie oceniono 4 jednostki, w których naruszenie procedur miało wpływ na wyniki naborów. Kontrolerzy wykryli szereg przypadków naruszania procedur: od prostych uchybień formalnych aż po znaczące nieprawidłowości, które wprost wskazywały na manipulowanie naborem.

Ustalanie kryteriów

Aby sprawy obywateli były jak najlepiej i jak najszybciej załatwiane, w urzędach powinni pracować świetnie wykształceni, kompetentni urzędnicy. Aby to osiągnąć wprowadzono obowiązek zatrudniania na wolnych stanowiskach osób wyłonionych w drodze otwartych i konkurencyjnych naborów. Fakty ustalone przez kontrolerów pokazują jednak, że praktyka jest inna: aby pozostać w zgodzie z prawem, a osiągnąć swój cel, czyli zatrudnić „swojego” część urzędów stwarzała pozory przeprowadzania konkursów. Rozpoczynano całą procedurę, ale jednocześnie formułowano kryteria nieadekwatne do zadań realizowanych na danym stanowisku, wyraźnie przygotowane „pod konkretnych kandydatów”. W efekcie np. do wydziału współpracy z zagranicą przyjmowano osobę, która nie znała żadnego języka obcego (przy współpracy z sześcioma miastami partnerskimi), a w dziale audytu wyżej punktowano zaświadczenie wydawane przez nikomu nieznaną, niepubliczną instytucję niż zaświadczenie Ministra Finansów o zdanym państwowym egzaminie na audytora wewnętrznego. Niejednokrotnie stosowano także praktykę zaniżania wymagań, pomijając w ogłoszeniach często oczywiste kryteria tak, by umożliwić kandydowanie na dane stanowisko konkretnej osobie, która ewidentnie kryteriów nie spełniała (w ten sposób np. na stanowisku ds. informacji niejawnych można było zatrudnić osobę bez poświadczenia bezpieczeństwa).

Nierówne traktowanie kandydatów

Pomocne w zatrudnianiu „swoich” kandydatów w urzędach były także:

  • wyższe punktowanie wybranych osób - takich, które przy uczciwym podliczeniu głosów nie mogły wygrać, ponieważ nie spełniały kryteriów,
  • nierzetelna weryfikacja danych i dokumentów - praktyka szczególnie powszechna - stwierdzona aż w 30 proc urzędów: obniżano punktację za rzekomy brak faktycznie dostarczonych dokumentów, dając fory kandydatom, którzy przegraliby przy uczciwym podliczeniu punktacji (w 1 wypadku z tego powodu nie dopuszczono kandydata do kolejnego etapu),
  • odstępowanie przez komisje konkursowe od sformułowanych wcześniej wymagań (dzięki temu np. wiceszefem centrum zarządzania kryzysowego mogła zostać osoba po pedagogice kulturalno-oświatowej, pomimo że 5 innych osób spełniało pierwotne warunki).

Obchodzenie konkursów

W 7 skontrolowanych urzędach (na 45) kontrolerzy ujawnili praktykę zatrudniania wbrew prawu urzędników na podstawie umów cywilnoprawnych (umów o dzieło lub zlecenia). Było to oczywiste łamanie ustawy o pracownikach samorządowych, zgodnie z którą można ich zatrudniać tylko na zasadzie wyboru, powołania lub umowy o pracę. Przekraczając przepisy pracodawcy mogli zatrudniać wybrane osoby, unikając konieczności przeprowadzania konkursów. Dodatkowo pozbywali się także innych obowiązków, związanych z prawowitym (legalnym) zatrudnieniem, dot. m.in. urlopów zdrowotnych i wypoczynkowych pracowników. Pozyskane w ten sposób osoby wykonywały oczywiście typowe czynności urzędnicze w siedzibie urzędu i pod nadzorem przełożonego - łamano więc przy tej okazji także fundamentalną zasadę prawa pracy: równe prawa pracowników, wykonujących te same obowiązki.

Zdarzały się także przypadki jawnego ignorowania obowiązku przeprowadzania otwartego konkursu. Nielegalnie, czyli z pominięciem obowiązującej procedury w 2009 r. w skontrolowanych jednostkach zatrudniono 24 osoby (najwięcej - 13 - osób w Urzędzie Miasta Bochni). Pominięcie procedury konkursowej uzasadniano m.in. koniecznością dotrzymania umów zawartych z urzędami pracy (w których gwarantowano określonym osobom zatrudnienie) i „zasadami racjonalności”.

Ustawa „z furtką”

NIK zwraca też uwagę, że art. 12 ustawy o pracownikach samorządowych, w którym zastosowano zamiennie terminy pracownik samorządowy i urzędnik (bez koniecznego rozróżnienia tych pojęć) w obecnym brzmieniu pozwala w prosty sposób w ramach tej samej jednostki awansować pracownika urzędu (np. gońca lub asystenta) na urzędnika w ramach tzw. naboru wewnętrznego, bez żadnych procedur konkursowych (przy przenoszeniu między jednostkami już ta zasada nie obowiązuje). NIK zwróciła się do MSWiA o rozważenie zmiany zapisu i likwidację furtki, umożliwiającej „błyskawiczne” awansowanie.

W ponad połowie skontrolowanych urzędów (56%) odnotowano uchybienia o charakterze formalnym: dotyczyły one przede wszystkim niepełnej treści ogłoszeń o naborach, niedochowania terminów publikacji ogłoszeń o naborach lub o ich wynikach, a także odstępstwa od obowiązkowej treści ogłoszeń.

Komentarze internautów:

Komentowanie nie jest już możliwe.

~diabelski anioł
05-01-2011 / 11:22
sfrucie się do papieża NIEMCA o pomoc.
~Układ
05-01-2011 / 11:13
jak na razie to do dzisiaj nie wyjaśniliśta wypadków lotniczych. z Ann Jantar - Kopernik. Radom płk Marchelewski Żelazny, Radom Su 27 , MI 18 Konstancin Miler/ Jakubowska, Mirosławiec, Iskra Okęcie defilada, i najważniejszej z TU154 M. I nigdy tego nie wyjaśnicie.
~Pawnik
05-01-2011 / 11:09
i co gojpol... dobrze ustawiliśmy finansowo naszą kastę.
~bajabongo
02-01-2011 / 12:20
do pawnika (chyba - prawnika) i do mundurowego. Często się pisze i słyszy że kasty prok-sędziowskie to święte krowy a wedłu g moich odczuć to po prostu rogate bydło na wzór i podobieństwo tego z piekła rodem . A co do wypowiedzi tych dwóch oszołomów to niech sobie nie myślą że będą do nas strzelać bezkarnie bo jak się postaramy to na pomoc nam biednym polaczkom przyjdzie alkaida a ta się nie ceregieli z takimi dupkami jak wy a i z tą się nie da wygrać jak z wrogiem którego się zna. Tak więc siedźcie na dupach bierzcie kasę z naszych podatków bandziory i do spotkania w oczy cwaniaczki ukrywające się pod wymyślonymi ksywami. Tchórz był i zostanie tchórzem na wieki wieków amen.
~gojpolaczek
02-01-2011 / 11:52
Jarosław Kaczyński czeka na wielki wstrząs ----- i Bez wstrząsu widać rządy PO - partii oszustów- po chociażby wzroście cen , podatków itp. Ale mały goj polaczek tego nie widzi jak mu się kieszenie opróżnia pod pretekstem dziury budżetowej. Dziura budżetowa powstaje tylko i wyłącznie z grabierczej polityki płacowej w parlamencie i sądownictwie. Jak może być dobrze skoro byle pierdzący w stołek sędzia zarabia 30 razy tyle co renta (600 zł) i 15 razy tyle co przeciętny człowiek (1000) i ok. 4-5 razy tyle co średnia krajowa(3850) nota bene kto oprócz kasty zarabia tę średnią krajową? gojpolaczek
~Nicolo
01-01-2011 / 11:29
Do Ciekawego - w tym co napisałes jest sporo racji, a czy pracujesz w opisywanym miejscu?
~MUUU ndurowy
31-12-2010 / 18:01
Peter jesteś mądry, inteligentny. Cieszę się że rozumiecie moją prowokacje, prowokację do samodzielnego/ logicznego/ strategicznego myślenia. Jeszcze raz dzięki, że ludzie Twojego POkroju tu się znaleźli i logicznie myślą . O takich jak Ty walczyłem/ walczę i będę walczył. Rebeliant POlityczny
~Janusz Górzyński
31-12-2010 / 10:56
Przyjmijmy taką sytuację, że działa firma budowlana, która ma obowiązek wyremontować dom, ale jeden z pracowników przynosi ze sobą sprzęt i burzy ściany, które miał wytynkować. Inwestor zwraca się do niego z pretensjami, że ten człowiek robi coś innego niż wynika z przydzielonego mu zadania. A na to dyrektor firmy odpowiada TO JEST PANA ZDANIE! ON JEST NIEZWISłY NA SWOIM STANOWISKU!!! Myślę, że w czasach rozwoju kultury idiotów należy wnioskować o to, aby każdy obywatel miał immunitet od wszystkiego i swojego komornika, swoją policję, i wszystko swoje!!! Immunitet dla wszystkich!!! Wszyscy są równi wobec prawa! KAZDY MA PRAWO DO SWEGO ZDANIA I SWEGO PRAWA!!!! Chcemy prawa i totalnej ekspansji kultury idiotów!!! Chcemy, że PieS Sama została marszałkiem kne-Sejmu. Mamy dość ludzkiego szczekania!!! NIECH SZCZEKAJA PSY!!! Niech wszyscy mają swoje zdanie! Zwierzęta też!!!! :)))))
~Peter
31-12-2010 / 07:00
Podoba mi się MUUU ndurowy, bo choć on taki mundurowy jak większość ludzi w Polsce, to niestety napisał prawdę o jednych i drugich.
~Jan
30-12-2010 / 21:33
Te ,muuundurowy marzysz sobie ? Będziem strzelac?! Ty najwyzej mozesz strzelac własną d... puszczajac baki