Imieniny:

AferyPrawa.com

Redaktor Zdzisław Raczkowski ujawnia niekompetencje funkcjonariuszy władzy...
http://Jooble.org
Najczęściej czytane:
Najczęściej komentowane:





Pogoda
Money.pl - Kliknij po więcej
6 grudnia 2020
Źródło: MeteoGroup
Polskie prawo czy polskie prawie! Barwy Bezprawia

opublikowano: 08-02-2011

Dziennikarz to ryzykowna profesja - Świdnica, ukarać dziennikarza AFER PRAWA? - tylko stronnicze i niekompletne postępowanie SSR Elżbiety Frączak ?

RAPORT POZARZĄDOWEJ ORGANIZACJI 

Aż 529 dziennikarzy zostało zabitych w ciągu ostatnich pięciu lat w czasie wykonywaniu swoich obowiązków zawodowych - ogłosiła w Genewie dziennikarska organizacja pozarządowa. Najwięcej dziennikarzy - 127 - zostało zabitych w ciągu tych pięciu lat w Iraku, 59 - na Filipinach i 47 - w Meksyku.
W mijającym roku regionem najbardziej niebezpiecznym dla dziennikarzy była Ameryka Łacińska: życie straciło tam 35 spośród 105 dziennikarzy zabitych na całym świecie.
Najwięcej przedstawicieli tego zawodu - 14 - straciło życie w Meksyku - głównie z rąk mafii narkotykowych, dziewięciu - w Hondurasie. Tyle samo zginęło w tym roku w Iraku.
W Europie niebezpieczna była Rosja - zostało tam zabitych w tym roku pięcioro dziennikarzy.
Aktualnie giną dziennikarze relacjonujący konflikt egipski.

Chronić dziennikarzy

Powstała przed pięciu laty dziennikarska organizacja pozarządowa, która w poniedziałek ogłosiła w Genewie te liczby, nosi nazwę "Kampania na rzecz Emblematu Prasowego".
Jak oświadczyła przewodnicząca organizacji Hedayat Abdel Nabi, zabiega ona o uchwalenie międzynarodowego ustawodawstwa, które chroniłoby dziennikarzy w trakcie wykonywania ich zawodu.
mac/mtom/k

 Misja społeczna dziennikarzy w dostępie do informacji  publicznej 
Dziennikarstwo śledcze jest elementem komunikowania społecznego, które informuje opinię publiczną o niezwykle istotnych dla całego kraju wydarzeniach. Podejmując trudne tematy, za pomocą mediów realizuje misję społeczną – otwiera wiele zamkniętych drzwi i ust. 
Dziennikarz śledczy pojawia się wtedy kiedy w danym przypadku zaistnieje uzasadniony zarzut odnośnie działania władzy bądź innych organów państwowych w danym kraju demokratycznym.
..

Ładnie to brzmi w teorii, a jak jest w rzeczywistości?
Redaktor Z. Raczkowski dbając o godność Sądu (czyli budynku? :-) interwencyjnie przedstawia funkcjonariuszowi prokuratury opinię (za którą nie wziął ani grosza - wartą min. 1000zł) aby niekompetentna sędzia E. Frączak nie wypisywała głupstw  - tekst: Interwencja dziennikarzy AFER PRAWA - nielogiczny, bezsensowny, czyli bajkowy akt oskarżenia spłodzony przez funkcjonariusza Annę Zielińską-Rybak z Prokuratury Rejonowej w Świdnicy. - co zostało przesłane do P.O. Zgodnie z tradycją Prokuratura Okręgowa przesłała opinię do Sądu Rejonowego w Świdnicy celem cyt. ewentualnego wykorzystania w prowadzonym postępowaniu karnym - i sędzia E. Frączak wykorzystała publiczną opinię do ukarania redaktora Z. Raczkowskiego kara grzywny 1000zł niby za naruszenie powagi sądu???
My nie czujemy się winni, nie boimy sie nagrywania, piszemy prawdę, tak wiec zażalenie na nieproceduralne postępowanie urzędnika publikujemy ku przestrodze innych skorumpowanych funkcjonariuszy i urzędników sądowych.

Sanok 07.02.20011r.

 SĄD OKRĘGOWY W ŚWIDNICY
za pośrednictwem
Sądu Rejonowego II Wydział Karny
ul. Różana 2  58-100 ŚWIDNICA
 

ZAŻALENIE  

Sygn. akt. II K 665/06
Sprawa Jolanty i Ryszarda T.  

Dotyczy:
Ukarania Redaktora Naczelnego czasopisma internetowego AFERY PRAWA Zdzisława Raczkowskiego karą porządkową grzywny w wysokości  1000,- ( tysiąc  złotych ) na podstawie art.49§ 1 UPS.

 

ZASKARŻAM  

Postanowienie urzędnika sądowego Elżbiety Frączak – pracownika Sądu Rejonowego w Świdnicy w całości –

 z uwagi na niezgodne z prawdą i faktami zastosowanie kary jak też  nieproceduralność takiego postępowania sądowego w stosunku do publikacji medialnej.  

WNOSZĘ  

- O uniewinnienie mnie od zarzutu naruszaniu powagi Sądu i kary pieniężnej.

 z ostrożności procesowej 

- o przeprowadzenie dochodzenia przez Sąd Okręgowy z zeznań świadków rozprawy z dnia 15.12.2010r celem udokumentowania faktycznego przebiegu zdarzenia.  

UZASADNIENIE  

        Rozprawę z dnia 02 lutego 2011 roku  przeciwko państwu T. przewodnicząca rozpoczęła od ukarania mnie  karą grzywny i wyrzuceniem dziennikarzy AFER PRAWA z sali sądowej - w związku z ich wnioskiem o nagrywanie rozprawy - co jest potwierdzone w protokole sprawy. Dla dziennikarzy sam fakt, że sędzia odmawia nagrywania jest już dowodem jego stronniczości – wszak ten sędzia, który nie ma nic do ukrycia  nie zabrania nagrywania rozprawy dziennikarzom – zwłaszcza, że sprawa nie dotyczyła małoletnich dzieci ani  problemów wagi państwowej.

         W słownym uzasadnieniu ukarania (postanowienia z uzasadnieniem nie otrzymałem) podano, iż rażąco naruszyłem powagę sądu poprzez napisanie opinii w sprawie oraz sformułowaniami na  rozprawie w dniu 15 grudnia 2010 roku.

Na rozprawie w dniu 15-12-2010 roku nie zabierałem głosu, natomiast bezprawne wyrzucenie dziennikarzy w dniu 02-02-211 r. zostało zgłoszone do Przewodniczącej Wydziału Karnego i dziennikarka Helena Fleszar mogła ponownie  po przerwie wejść na salę rozpraw co potwierdza nieproceduralne postępowanie urzędnika sądowego E. Frączak.           

          Dnia 15 grudnia 2010r dziennikarze AFER PRAWA Zdzisław Raczkowski i Helena Fleszar faktycznie przebywali jako widownia na rozprawie Jolanty i Ryszarda Taranek w Sądzie Rejonowym w Świdnicy z związku z zawiadomieniem Redakcji, że funkcjonariusz prokuratury Anna Zielińska-Rybak z Prokuratury Rejonowej w Świdnicy wystosowała sprzeczne z naukową wiedzą i doświadczeniem życiowym oskarżenie cyt: O to że, ...działając wspólnie i w porozumieniu sprowadzili bezpośrednie niebezpieczeństwo zdarzenia, które zagroziło życiu lub zdrowiu wielu osób w budynku mieszkalnym... w ten sposób, że... zamontowali piec CO ogrzewając swoje mieszkanie, którego eksploatacja powodowała wydzielanie się w budynku i lokalach mieszkalnych tlenku węgla, czym narazili w/w osoby na bezpośrednie niebezpieczeństwo utraty życia bądź ciężkiego uszczerbku na zdrowiu, tj. o czyn z art. 164 par.1 kk.

Jednak  W ŻADEN SPOSÓB DZIENNIKARZE NIE ZAKŁÓCILI POWAGI SĄDU – ten fakt zanegował nawet adwokat oskarżonych sprostowaniem do protokołu na kolejnym posiedzeniu w dniu 02.02.20011r.  

       O tym, że żadnego zakłócania rozprawy w dniu 15.12.2010r przez Z. Raczkowskiego nie było dowodzą  też przedstawione fakty:   

1/ Sędzia E. Frączak nie ukarała Z. Raczkowskiego na posiedzeniu w dniu 15.12.  – a tylko tak  można stosować Art. 49. [Kara porządkowa] § 1. USP cyt: W razie naruszenia powagi, spokoju lub porządku czynności sądowych albo ubliżenia sądowi, innemu organowi państwowemu lub osobom biorącym udział w sprawie, sąd może ukarać winnego karą porządkową grzywny w wysokości do 10 000 złotych lub karą pozbawienia wolności do czternastu dni. – jeżeli w tym dniu nie było kary to znaczy, że nie było  naruszenia powagi i spokoju podczas rozprawy!!!  

2/ Wpis do protokołu z dnia 15.12. 2010r – sędzia dokonała po zamknięciu rozprawy i wyjściu stron cyt: W tym miejscu obecny redaktor oświadcza, że z zawodu jest inżynierem budownictwa i dlatego wie, że rozszczelnienie bada się przy podłodze i słuchanie takich bzdur jest ośmieszaniem się Sądu i Wymiaru Sprawiedliwości – Raczkowski nie jest inżynierem budowlanym tylko materiałoznawcą - i tak zawsze podaje w zapytaniu o swoje wykształcenie - nie myli się co do swego wykształcenia, tak więc sędzia E. Frączak stwierdziła nieprawdę. Nie brał też udziału w badaniach komina i na ten temat nie wyrażał żadnej opinii, ponieważ akurat w tym temacie nie był zorientowany, A NIE ORZEKA W SPRAWACH NA KTÓRYCH SIĘ NIE ZNA. Rzeczą normalną jest, że po sprawie ludzie wymieniają się uwagami. Jeżeli sędzia podsłuchała cześć rozmowy między dziennikarzami to z pewnością nie może być to  pretekstem do wyznaczenia kary na kolejnym posiedzeniu sądowym. Wszak wystarczy jeden dzień spóźnienia i w sądzie sprawa zostaje odrzucona. Jakim prawem sędzia dopisuje do protokołu swoje subiektywne odczucia po zamknięciu rozprawy i z ponad miesięcznym opóźnieniem karze dziennikarza ?.  

3/ Dlaczego sędzia nieproceduralnie mści się na dziennikarzu i zastrasza karą wyjaśnia dalsza cześć jej wypowiedzi z dnia 02.02.2011r – w związku z zamieszczeniem na forum internetowym artykułu rażąco naruszającego powagę Sądu. – tu należy Sądowi zwrócić uwagę, że tekst opiniowany przez fachowców który ukazał się w czasopiśmie miał na celu zwrócić uwagę sędziemu aby pochopnie, wbrew wiedzy i logice nie wydawał wyroku, miał na celu ochronę godności sądu oraz wyjaśnić jak z punktu widzenia nauki  wygląda spór. W artykule w żaden sposób nie krytykowano sądu i postępowania sędziego. Oczywiście, dla medialnego efektu i popularności użyto luźnych dywagacji, ale  w porównaniu z wypowiedziami Niesiołowskiego, czy Palikota nasze sformułowania są naprawdę delikatne i nikogo nie obrażają.

Dowodem jest fakt, że sędzia nie była w stanie podać w swym subiektywnym osądzie żadnych potwierdzonych faktów nagannego zachowania się dziennikarzy, które naruszałyby powagę Sądu Rejonowego w Świdnicy.  

       Jednocześnie dziennikarze AFER PRAWA ( w trybie działania śledczego) mając zarejestrowane zachowanie urzędnika sądowego E. Frączak – są w stanie przekazać ( w dowodach dla sądu dyscyplinarnego) jej niegodne i nieetyczne zachowanie jako sędziego – która nie tylko zmieniała wpisy w protokole poza rozprawą - ale przez stronnicze postępowanie na sali sądowej – przeinaczanie, sugerowanie odpowiedzi, oraz nieprotokołowanie istotnych wypowiedzi strony oskarżonej i świadków – manipulowała faktami w sprawie oraz  zastraszała krzykiem i groźbami publiczność oraz dziennikarzy.  

        Reasumując – prawo o ustroju sądów powszechnych nie daje żadnych podstaw do nakładania w trybie jego przepisów kar za treści publikacji zamieszczonych w internecie, czy gdziekolwiek poza sądem. Jest rzeczą niedopuszczalną w państwie prawa, aby sąd „wyłapywał” sobie niekorzystne dla niego publikacje w prasie czy internecie i samowolnie, bez aktu oskarżenia karał za ich treść. Gdyby dopuścić taką praktykę, sędziowie mogliby dowolnie, bez aktu oskarżenia karać kogokolwiek, kto wyraziłby nieprzychylne opinie pod adresem sądu czy uczestników postępowania. Byłoby to niesłychane rozszerzenie porządkowej władzy sędziego i karanie bez aktu oskarżenia za zachowanie mające miejsce poza sądem. Takim zachowaniem dochodzimy do inkwizycyjnej władzy sędziego !!!  

        Dlatego wnoszę jak na wstępie.

ZR


Dziennikarze "Wprost" do więzienia za przeciek smoleński?

Będzie postępowanie w sprawie wycieku materiałów ze śledztwa w sprawie katastrofy smoleńskiej. Według śledczych dziennikarze tygodnika "Wprost", który je opublikował, zdobyli kopie akt śledztwa bezprawnie.

Według informacji zamieszczonej na stronie internetowej Naczelnej Prokuratury Wojskowej będzie też drugie postępowanie. Do dwóch lat więzienia grozi według art. 241 Kodeksu karnego za rozpowszechnianie bez zezwolenia wiadomości z postępowania przygotowawczego. A według prokuratury dziennikarze tygodnika najpierw weszli bezprawnie w posiadanie kopii akt śledztwa, a potem zacytowali ich fragmenty bez zgody prowadzącego postępowanie prokuratora.

- Opublikowanie niezweryfikowanych jednoznacznie, wybranych ustaleń śledztwa, nie tylko w sposób negatywny rzutuje na jego bieg, czy też dezinformuje opinię publiczną, ale może być także rozpatrywane przez pryzmat naruszenia praw pokrzywdzonych - dóbr osobistych rodzin ofiar katastrofy smoleńskiej - zaznaczyli prokuratorzy. Jak dodali "zawarte w artykule niektóre stwierdzenia stanowią de facto wskazanie osób rzekomo winnych katastrofy, jeszcze przed zakończeniem pracy organów Państwa, ustawowo powołanych do zbadania sprawy".

Z opinii: Akta nie "wyciekają" same. Ktoś w prokuraturze je udostępnił i to on jest winien (ewentualnego) przestępstwa. Karanie dziennikarzy za niechlujność i niedbałość prokuratorskiego nadzoru nad śledztwem to zastanawiający idiotyzm. Ten, kto coś takiego proponuje nie ma najwidoczniej pojęcia jaka jest rola prasy w demokratycznym państwie.
Dziennikarze mają prawo informować społeczeństwo o tym o czym powzięli informacje. Są sługami społeczeństwa. Władze mogą wyciągać wnioski do swoich organów, że ujawniły. Ale nigdy do dziennikarzy. Dotyczy to również organów ścigania.
Społeczeństwu należy się informacja o Smoleńsku.


Środki masowej dezinformacji - Rozmowa z Rafałem Ziemkiewiczem

Jak rozumie pan pojęcie wolnych mediów, czyli mediów niezależnych?

Trzeba by się wdać w filozoficzne rozważanie, co to jest wolność i czy w ogóle istnieje wolność stuprocentowa. Moim zdaniem nie można zdefiniować całkowitej wolności, gdyż człowiek musi przecież być jakimiś zasadami skrępowany. Tak więc wolność mediów nie jest stanem zerojedynkowym – można ją raczej mierzyć procentowo. Myślę, że media amerykańskie są wolne w około 50%, media zachodnioeuropejskie, powiedzmy, w 30%, polskie, powiedziałbym, w przedziale 10-15%. Jeszcze dwa lata temu powiedziałbym że w 20%, jednak uważam, że ten zakres wolności w polskich mediach zmniejszył się w ostatnim okresie.
                

Problemów jest kilka. Chodzi nie tylko o podporządkowanie mediów władzy politycznej, na co się przeważnie zwraca uwagę i o czym się wie (wiele można by mówić o tym, że władza wydaje koncesje, władza uczestniczy w rozmaitych przedsięwzięciach, rozdaje na nie pieniądze, szefowie mediów są częścią establishmentu, pojawiają się na bankietach, w sztabach wyborczych, co w gruncie rzeczy nie jest tajemnicą). Ale jest drugi problem, tj. podporządkowanie biznesowi. Media w zdecydowanej większości żyją z reklam, a to znaczy, że reklamodawcy decydują, czy dane medium dostanie pieniądze, czy nie, a reklamodawcy w kraju o małym udziale wolnego rynku w mechanizmach gospodarczych nie kierują się logiką rynkową, tzn. niekoniecznie dają reklamy tam, gdzie one najlepiej działają. Wiedzą doskonale, że chodzi tu raczej o rodzaj wpływu na media. Jest szczególnie to niebezpieczne w takim kraju jak, nasz czy inne kraje postkomunistyczne, gdzie władza daje pieniądze, a pieniądze dają władzę. Bo kiedy dochodzi do połączenia władzy politycznej z pieniędzmi, to w tym momencie media są pod szczególnie silnym naciskiem. Alternatywą może być stan, w którym media nie są podporządkowane, ale same próbują tworzyć wielkie grupy medialne. Trzecim elementem, związanym z brakiem niezależności mediów, są sami ich właściciele, ponieważ prawie już nie ma na świecie mediów, które są małe, niezależne, a jeżeli takie istnieją, to są niszowe, marginalne. Te, które mają największy wpływ, to oczywiście media elektroniczne – one zawsze należą do jakichś wielkich grup medialnych, a te wielkie grupy same stały się albo narzędziem, albo ośrodkiem władzy, czyli jednym z podmiotów gry politycznej.
 
Właściwie w rozwiniętych krajach zachodnich faktycznie nie mamy już do czynienia z systemem partii politycznych, które walczą o władzę, gdyż to jest teatr cieni, który widzimy gołym okiem. Rzeczywista walka odbywa się pomiędzy konglomeratami, „czebolami”, mówiąc językiem koreańskim, które obejmują partie polityczną, grupę finansową-biznesową i grupę medialna. U nas możemy obserwować, jak próbują się kleić takie grupy łączące biznes, media (które są biznesem) i partię polityczną (która też jest w jakiś sposób biznesem) i dopiero takie podmioty naprawdę walczą o władzę. Praktyka ustroju demokratycznego odbiega od teorii również w krajach zachodnich, a my, niestety, tym śladem podążamy. Ja na to spoglądam z pozycji szarego współpracownika mediów. W moim wypadku zachowanie niezależności zależy od szeregu bardzo różnych czynników, wśród których nieostatnim jest zwykłe szczęście, gdzie się trafi. Jednak, tak jak w każdym innym zawodzie, jedni mają kręgosłup, inni go nie mają, jedni są w miejscu, gdzie im łatwiej się rozprostować, inni znajdują się pod takim ciśnieniem, że im kręgosłupy pękają.

Czy w Polsce oprócz niezależnych dziennikarzy są jakieś wolne, niezależne media?
 

– Są media w większym i mniejszym stopniu wolne, ale uchylę się od wymieniania listy najbardziej wolnych i najbardziej zniewolonych mediów. Sądzę, że każdy widz, słuchacz i czytelnik jest w stanie to wskazać. Natomiast niewątpliwie widzimy wyraźnie, że media są narzędziem sprawowania władzy w Polsce, są elementem systemu władzy – zwłaszcza dotyczy to tych mediów, które działają na podświadomość ludzką, czyli mediów elektronicznych. Albowiem, wbrew złudzeniu polityków, którym się wydaje, że kontrolują przekaz medialny, jeżeli mają wpływ na sposób zredagowania wiadomości telewizyjnych czy programów publicystycznych, 90% przekazu który warunkuje w jakiś sposób ludzie zachowania, to przekaz który idzie przez rozmaite Tańce z gwiazdami, talk-show, seriale i tego typu produkcje. Oczywiście, na szczęście, jak dotąd nie opanowano w 100% sztuki manipulowania ludźmi za pośrednictwem tych bodźców, bo gdyby tak było, to mięlibyśmy już globalne cesarstwo z jednym kierownictwem. Jednak manipulatorzy ćwiczą tutaj rozmaite sztuczki, które czasem się udają lepiej, a czasem gorzej.

Jak ocenia pan rolę Rady Radiofonii w ograniczaniu wolności mediów w Polsce?
 

– Rada Radiofonii do tego właśnie służy, aby ograniczać wolność mediów. Jedynym powodem, dla którego została powołana, jest polityczne rozdzielanie koncesji i trzeba podkreślić, że polską specyfiką jest to, iż od samego początku budowania III RP media były traktowane jako jedno z ważniejszych narzędzi sprawowania władzy, w związku z czym znajdowały się pod bardzo ścisłą kontrolą polityczną. Ta kontrola trochę się rozluźniła po aferze Rywina i w pierwszej połowie dekady po roku 2000. Dzięki temu, że nastąpiło pewne pęknięcie i do władzy doszła grupa „oszołomów”, jak to się mówi, nastąpiło względne spluralizowanie mediów. Teza uporczywie powtarzana przez ludzi z kręgu Adama Michnika, że ci, którzy nie są z ich orkiestry, są z nominowani politycznie, jest tezą wyjątkowo pełną hipokryzji i draństwa, ponieważ warto przypomnieć, że Adam Michnik został redaktorem naczelnym gazety z nominacji politycznej. Ta gazeta powstała z nominacji politycznej, radia prywatne powstały z nominacji politycznej i w drodze szwindla prawnego spowodowano, że RMF i Radio Zet zajęły ponad połowę rynku i są na nim nie do ruszenia. Telewizje prywatne zostały rozdane przez ciało polityczne według politycznego klucza. Wszystkie media w Polsce powstały z nominacji politycznej. Ten stan rzeczy establishmentowi medialnemu odpowiada, nie pasuje mu tylko to, że wskutek tego, iż przez chwilę w polityce znaczyły coś osoby spoza ich środowiska, to w części mediów pojawiły się takie ciała obce, które teraz oni by bardzo chętnie otorbili i wyrzucili z tego świata. Na razie się nie udaje, ale oczywiście w momencie, gdy pełnię władzy sprawuje jedna partia, ta perspektywa staje się realna.

Jaki może być wpływ agentury w mediach, czyli na ile dziennikarze są sterowani przez obecne służby specjalne?
 

– To jest temat rzeka i nie jestem w stanie odpowiedzieć na to prosto, zwłaszcza że, po pierwsze, wszelkiego agentury to jest strefa cienia. Po drugie, w mediach splatają się bardzo różne wpływy, bo media realizują rozmaite przedsięwzięcia i dotykają rozmaitych interesów na bardzo różnym poziomie. Rozmaite środowiska próbują się mediami posłużyć, poczynając od prostych przekrętów typu wywołanie paniki giełdowej albo wpływanie na kurs akcji poprzez puszczenie „szczura medialnego”, że dana spółka ma dołować albo rosnąć, aż po rozmaite cele polityczne, cele ideologiczne. Istnieją rozmaite lobby, które chcą sobie załatwić na przykład to, żeby media były życzliwsze i promowały ideę homoseksualizmu jako odmienności, a nie perwersji seksualnej itd., itd.… Tych interesów jest wiele, przy czym większość z nich ma charakter bardzo doraźny i cząstkowy. Zresztą z mediami jest tak samo, jak z systemem państwa. Nie wierzę w istnienie jednego układu, który gdzieś tam kontroluje wszystko w państwie, bo takich układów jest bardzo wiele, gdyż przychodzą rozmaite mafie ze swoimi potrzebami. Jedna mafia np. chce przekręcić ileś tam milionów na różnicy między gazem do celów transportowych a gazem do celów opalania i załatwia sobie ustawę, która różnicuje akcyzę w zależności od przeznaczenia gazu, chociaż na gazie nie jest napisane, czy on jest on do samochodu czy do butli, bo zresztą nie ma na czym napisać – i już można na tym kręcić miliony. Zostańmy przy tym jednym przykładzie. Czy teraz można powiedzieć, że ta mafia rządzi Polską? Zasadniczo nie, bo poza tym jednym przekrętem ona nie ma żadnych innych interesów i jej nie obchodzi, co się w Polsce dzieje. Ale z drugiej strony można rzec tak: poszła do Sejmu, znalazła kogo trzeba, dała komu trzeba tyle, ile trzeba i załatwiła sobie taką ustawę, a przecież takich mafii i takich interesów są dziesiątki. Podobnie jest z mediami. Przychodzą rozmaici ludzie, którzy, jeśli wiedzą, do kogo trafić i znają kogoś, kto ich skieruje do właściwych osób, to sobie załatwiają rozmaite rzeczy. Tak więc to, co do ludzi ostatecznie dociera, jest wypadkową zwykłej chęci zarobienia pieniędzy (która nie zawsze jest najważniejsza), nacisków politycznych (które nie zawsze są skuteczne), nacisków lobbystycznych, które są skuteczne w różnym stopniu, a często zwykłego przypadku. Często też się gdzieś trafi po drodze jakiś uczciwy człowiek, który wrzuci do przekazu medialnego coś zgodnego ze swoim sumieniem.

Czy w Europie rozpocznie się cenzura Internetu pod pozorem walki z ksenofobią, pedofilią czy terroryzmem?
 

– Ja już dawno temu spierałem się z takim naiwnym entuzjazmem ludzi, którzy twierdzili że Internet jest dziedziną absolutnej wolności. Przypominałem, że w średniowieczu tak samo mówiono, kiedy się pojawiły prasy drukarskie – też sądzono, że to jest horrendalna sprawa, bo każdy, kto sobie wyskrobie parę klocków z literkami, będzie mógł upowszechniać dowolne treści. Potem się okazało, że, owszem, można dzieła cenzurować, palić, aresztować drukarzy itd. Z Internetem nie jest inaczej i Chińczycy udowodnili, że można go całkowicie zablokować. Jest to tylko kwestia odpowiednich środków technicznych, przeznaczenia na to odpowiednich pieniędzy, zatrudnienia właściwej liczby cenzorów. Teraz zresztą jest to prostsze, skoro Amerykanie mają system Eschelon, który podsłuchuje jakieś 70% rozmów telefonicznych na świecie i komputerowo wyłapuje z nich te, które mogą być znaczące, przesyłając je do człowieka, który je analizuje – bo przecież nie dałoby się zatrudnić tylu ludzi do słuchania tego wszystkiego. W takiej sytuacji jasne jest, że tym bardziej można w ten sposób monitorować i ruch w Internecie, a robi się to oczywiście po coś. Problem polega na tym, że, jak na razie, o ile mi wiadomo, ta sfera wirtualna daleko prześcignęła ustawodawstwo. Oczywiście, jakaś forma kontroli narzuca się w imię dobrze pojętego interesu społecznego, nie można pozwolić, żeby terroryści całkowicie bezkarnie się posługiwali Internetem, żeby się nim posługiwali rozmaici zboczeńcy. Natomiast technologia daleko przerosła prawo i właściwie nie wiadomo teraz, kto i w jaki sposób miałby się zajmować kontrolowaniem treści w Internecie, co powoduje, że ktoś to robi na pewno „na dziko” pod swoim kątem.

A wierzy pan, że dziennikarze w końcu staną się dziennikarzami, a nie tylko komentatorami, prezenterami?
 

Jest bardzo wiele różnych powinności związanych z zawodem dziennikarza. Są dziennikarze newsowi, są dziennikarze-komentatorzy, dziennikarze śledczy, są wreszcie dziennikarze, którzy nie są żadnymi dziennikarzami, tylko pracują w rozrywce i na Zachodzie by ich nazwano entertainers, a u nas, nie wiem dlaczego, zalicza się ich do dziennikarstwa. Najważniejsze jest jednak to, że tak jak w każdym innym zawodzie, są dziennikarze uczciwi i nieuczciwi, są mądrzy i są głupi, są ci, którym się chce, i ci, którym się zupełnie nie chce, tacy, dla których liczą się pewne wartości, a także tacy, którzy chcą po prostu zrobić karierę. W tej chwili trudno mi znaleźć jakikolwiek wspólny mianownik, który by pozwalał powiedzieć cokolwiek o polskich dziennikarzach w ogóle. Myślę, że w Polsce w tym zawodzie pracują generalnie ludzie mało kompetentni – ale w sumie dlaczego dziennikarstwo miałoby być wyjątkiem.

Kiedy w mediach zagości prawda?
 

Gości od czasu do czasu. Problem polega na tym, że przeciętnemu człowiekowi bez przygotowania trudno ją wyłapać, bo jeśli mamy włączony przekaźnik, który nam średnio daje 15% prawdy, 15% nieprawdy i 70% zupełnie nic nieznaczącego kitu, to odróżnienie jednego od drugiego jest prawdziwą sztuką. Problem polega na tym, by odróżnić prawdę od nieprawdy i to, co ważne, od tego, co zupełnie nieważne, i co jest zwykłym zamulaniem uwagi widza, słuchacza i czytelnika.
 
Dziękuję bardzo za rozmowę.

Autor artykułu: Józef Kowalski
www.niezalezna.pl

Komentarze internautów:

Komentowanie nie jest już możliwe.

~gojpolaczek
09-02-2011 / 13:36
Rząd zgubił 20 mld !!! i z Narodowego Banku również!~Co goju polaczku pan Tusk i Komorowski wyru. ..li cię i okradli ? Idź głosój dalej na PO a i chałupę ci zabiorą a niemieckie i żydowskie banki skórę ci z głowy ściągną i na ulicy zostawią. To było do przewidzenia że jak jedna banda dorwie się do władzy to chulaj dusza piekła nie ma . A co z aferami ? Czy chociaż jedna skończyła się zakończeniem i odzyskaniem kasy. NIE. !!!
~gość
09-02-2011 / 12:27
Myślę ze za stan sądownictwa i prokuratury odpowiedzialne są również uczelnie wydające dyplomy głąbom nie mającym zielonego pojecia o prawie, posiadającym za to uklady i znajomości. Za postepowania niezgodne z prawem powinien ponosic również odpowiedzialność ten kto takiemu idiocie wydal dyplom.
~Anka
09-02-2011 / 11:39
No przecież sędzia się nie przyzna, że jest głupia jak but...