Imieniny:

AferyPrawa.com

Redaktor Zdzisław Raczkowski ujawnia niekompetencje funkcjonariuszy władzy...
http://Jooble.org
Najczęściej czytane:
Najczęściej komentowane:





Pogoda
Money.pl - Kliknij po więcej
6 grudnia 2020
Źródło: MeteoGroup
Polskie prawo czy polskie prawie! Barwy Bezprawia

opublikowano: 26-10-2010

DOWCIPY O ŻYDACH
- czyli jak widzą siebie, albo jak ich widzi ich reszta świata...
motto strony: Żydzi przestali kłamać

Żydzi są wielkimi optymistami: jeszcze nie wiedzą jaki chuj wyrośnie, a już obcinają kawałek...

Siedzi Żydówka na ławce w parku, a w piaskownicy bawią się jej mali synkowie. Dosiada się druga pani i mówi: "jakie ładne dzieci, ile maja latek?" a mama na to z wyniosłą mina: sędzia ma trzy latka, a mecenas dwa...
Przybiegł Mosze do apteki, a tam kolejka. Stanął na kopcu i zaczął z cicha, a potem coraz głośniej zawodził: - Aj, aj, a ona leży i czeka, i czeka... 
Ludzie się zlitowali i go przepuścili. Mosze stanął przy okienku i mówi: - Prezerwatywe poproszę...

Spotykają się Moniek z Ickiem. Moniek pyta: słyszałem Icus, ze teraz chodzisz z ta mała Salcia, no i jak tam ona? Icek:  naprawdę jest bardzo fajna tylko, wiesz, ma taki mały defekt, ona śmierdzi potem...
Na co Moniek: nie przejmuj się Icus, to nic, moja Rachelka to śmierdzi i przedtem i potem..
Umarł bogaty Żyd. W swoim testamencie zapisał, że chce być pochowany razem ze swoimi pieniędzmi. Rodzinie się to jednak nie spodobało. Poszli więc do adwokata, ale adwokat orzekł, że taka jest wola zmarłego i trzeba go z tymi pieniędzmi pochować i koniec. Pakują więc pieniądze do trumny, pakują... ale miejsca za mało w trumnie. Kupili więc taka wielką trumnę i pakują te pieniądze, pakują... W końcu weszło wszystko. Pojechali z tą trumną na cmentarz, a tu się okazuje, że trumna nie wejdzie do grobu i trzeba większą działkę kupić. Ale nie ma takich wielkich działek na cmentarzu. Poszli więc do rabina po pomoc, a rabin mówi: 
- O wy durne Żydy, trzeba było od razu do mnie z tymi pieniędzmi przyjść! Ja bym mu czek wypisał. 

Przyszedł Żyd, któremu urodził się syn do rabina i pyta: 
- Rabbi, rabbi, powiedz mi, co on będzie? 
- Ja nie mogę ci powiedzieć, co on będzie, ale jak będzie miał siedem lat, to połóż mu na stół pinćdziesiąt złoty, kieliszek wódki i Biblię. Jeśli weźmie pińćdziesiąt złoty, to znaczy, że będzie biznesmen, jak wódkę, to pijak. Jeśli zaś Biblię, to on będzie rabbi. 
Jak mu nakazał rabin, tak też Żyd zrobił. Przybiega potem roztrzęsiony do rabina i mówi: 
- Rabbi, powiedz co on będzie. Pieniądze wziął i schował za pazuchę, wódkę wypił na miejscu a Biblię pod pachę... 
- O, to już wiem, co on będzie! On będzie... ksiądz katolicki! 
Jojne już dwa dni nic nie jadł, nie ma pieniędzy. Wchodzi do restauracji, siada przy stoliku, podchodzi kelner. Jojne pyta :-Ile kosztuje porcja duszonej wątróbki?-15 zł-mówi kelner-A ile kosztuje sos i chleb do wątróbki?- Chleb i sos dajemy gratis.-To proszę mi podać kromkę chleba i porcję sosu!!! 

Icek dostał zaproszenie do krewnego w Niemczech, ale boi się jechać ze względu na neofaszystów. Pyta przyjaciela:
-Powiedz mi Jojne, czy ja wyglądam na  Żyda?      -Nie-mówi Jojne- ty wyglądasz jak czech.
-Jak Czech?- Przecież mówię: jak czech Żydów razem wziętych!!!! 
Mosiek, ty jesteś jak lis! 
Ze względu na moja przebiegłość, Salcie? 
Nie, ze względu na ta Twoja miękka kita ...

Dwóch żydowskich kupców ustala u adwokata warunki zawarcia spółki. Negocjacje trwają bardzo długo, dyskutują bowiem nad każdym najdrobniejszym szczegółem. W końcu adwokat spisuje pod ich dyktando kilometrową umowę. Wspólnicy żegnają się z adwokatem i wychodzą. Po kilkunastu minutach znowu zjawiają się w biurze adwokata. Ten - mocno tym zdziwiony - pyta: - "Co się stało?" - "Panie mecenasie" - mówią wspólnicy jeden przez drugiego - "zapomnieliśmy o najważniejszym punkcie umowy. Ma on brzmieć tak: W przypadku bankructwa spółki obaj wspólnicy dzielą się po połowie czystym zyskiem."
Przykład talmudycznej logiki na udowodnienie tezy, ze czas to dozorca: 
Czas to pieniądz, pieniądz to grunt, grunt to ziemia, ziemia to matka, matka to anioł, anioł to stróż a stróż - to dozorca...

Raz pewna Żydówka z Hebronu 
Biust miała jak para melonów, 
Lecz gdym chciał je ująć, żachnęła się, mówiąc: 
"Weź łapy! To nie jest dla gojów".
Icek spotyka panią Salcię (w której się od dawna kocha) i mówi: 
- Pani Salcie! Pani mąż wyjechał w delegację, może ja bym do pani przyszedł wieczorkiem na kolacyjkę ze śniadankiem - nie będzie się pani czuła samotna... 
Na co pani Salcia z oburzeniem: 
- Ależ panie Icek! Ja nie jestem kobietą lekkich obyczajów! 
- Ależ pani Salcie! Któż tu mówi o pieniądzach?

 

Przychodzi biedny Żyd do synagogi, i zaczyna się modlić. Mówi: "Panie jedyny, spraw abym miał w życiu choć odrobinę szczęścia....abym tak czasem znalazł 5...może 10 złotych..." 
Za nim podchodzi drugi Żyd, puka w ramie biednego i mówi szeptem: "Panie! Masz tu stówkę i spadaj....bo my tu o poważne sumy się modlimy!"
Mosiek, Ty mnie powiedz czy to prawda, ze ty jesteś ateista, ze ty już w Boga nie wierzysz ? 
M.: Pewnie, ze jestem ateista, kto by w takie głupoty wierzył ? 
Icek.: To czemu mi tego wczoraj nie powiedziałeś ? 
M.: Cos Ty?, Icek, takie rzeczy w Szabas opowiadać ?

 

Katastrofa samochodowa, zderzają się dwa samochody frontalnie. Z samochodów pozostaje tylko kupa złomu ale kierowcom - rabin i ksiądz - 
nic się nie stało poza paroma siniakami i zadrapaniami. 
Ksiądz " To musi być znak od Boga!" 
Rabin "Na pewno dał znak, ze powinniśmy pogrzebać waśnie pomiędzy dwoma wielkimi religiami. Na to musimy wypić." Rabin wyciąga piersiówkę, odkręca butelkę i podaje ja księdzu. 
Ten wypija kilka łyków i oddaje rabinowi z powrotem. 
Rabin zakręca butelkę i ja chowa. "A ty ?" pyta ksiądz? "A ja? "mówi na to rabin - "A ja dzwonie teraz na policje."
Siedzi w przedziale pociągu rabin i ksiądz. 
Ksiądz, jak to ksiądz - wcina bułkę z szynka. 
- Co? religia nie pozwala - szyneczka niekoszerna. A to bardzo dobre. 
Przy pożegnaniu rabin: 
Pozdrowienia dla szanownej małżonki księdza ! 
???????? 
Co ? religia nie pozwala, a to bardzo dobre....

 

Salcie przychodzi do Rebego, że chce się rozwieść. 
- Jakiż to powód moja salcie? - pyta Rebe. 
- Mój mąż ma brzydkie nazwisko. 
- A jak się nazywa? 
- Lampe! 
Salcie dostała rozwód. Po kilku tygodniach przychodzi do Rebego w sprawie ślubu. Rebe wziął księgę by zanotować datę i pyta Salcie o nazwisko narzeczonego. 
- Lampe! 
- Salcie - mówi Rebe, - ja tu czegoś nie rozumiem. Dopiero co rozwiodłaś się z Lampe, z powodu brzydkiego nazwiska a teraz wychodzisz z powrotem za Lampe? 
- Bo tamto było Lampe wiszące, a to jest Lampe stojące.
Dzwoni telefon u Szmula i glos mówi: 
'Szmul, Twoja Salcie się puszcza" 
"A kto mówi?" 
"Całe miasto" 
"Us, takie miasto, dwie ulice na krzyż"...

 

Moniek spotyka Icka: 
- Wiesz, idę sobie wczoraj wieczorem, a tu zza węgła wyskakuje bandyta z rewolwerem i mówi " pieniądze albo śmierć" 
- no i co zrobiłeś ? 
- a co miąłem robić ? stałem i śmierdziałem...
Różnica pomiędzy restauracja europejska a izraelska jest taka, ze w europejskiej widzi się jak ludzie jedzą i słyszy jak rozmawiają a w izraelskiej to się słyszy jak jędza i widzi jak rozmawiają...

 

Wpada młody człowiek do lekarza i krzyczy: 
- Panie doktorze! Proszę mnie prędko wykastrować! 
- Co pan, panie wygaduje? 
- Powiedziałem, proszę mnie prędko wykastrować! 
- Ależ przecież pan jest taki młody! 
- Powiedziałem i więcej nie będę się powtarzać! 
Zrezygnowany lekarz, w końcu podał narkozę, przeprowadził zabieg i ze smutkiem czeka na ocknienie swego pacjenta. Po godzinie, widząc, ze ten zaczyna przytomnie, pyta: 
- Jak się pan czuje? 
- Nawet dosyć dobrze, dziękuje. 
- Czy mógłby pan mi powiedzieć, dlaczego kazał się pan wykastrować? 
- Wie pan, panie doktorze, jutro żenię się z Żydówką. 
- To może chciał się pan dać obrzeżać? 
- A co ja powiedziałem!!!!?

Spotyka rabin księdza w przedziale kolejowym. Jadą, jadą, w końcu zaczynają rozmowę. Rabin pyta: 
- A u was to jak jest w tej hierarchii? Jest się księdzem i co dalej? 
- No, można zostać biskupem, a nawet papieżem... 
- Aha, a co potem? 
- No, nic, papież to najwyższe stanowisko. 
- I dalej już nic? 
- Nic, a co, Bogiem ma zostać? Przecież to niemożliwe! 
- No, u nas się jednemu udało...  

Okolica Krynicy. Ścieżką polną przechadza się rabbi w towarzystwie szamesa. Nagle z chłopskiej zagrody wybiega duży pies i zaczyna straszliwie ujadać. Cadyk podwija poły chałata i pędzi co sił w nogach w stronę uzdrowiska. 
- Rabbi - stara się go uspokoić szames - i po co my właściwie uciekamy? Przecież Talmud powiada, że pies nie dotknie zębami uczonego człowieka. 
- To prawda - odpowiada cadyk nie zwalniając biegu - Ale czy pies czyta Talmud? 

MISTYKA ŻYDOWSKICH FINANSÓW 
Osoby: Goldberg i Rapaport 

GOLDBERG: Dzień dobry panu, panie Rapaport. 
RAPAPORT: Jak ja pana widzę u siebie, to już o "dzień dobry" nie może być mowy. (wyłącza gramofon) 
GOLDBERG: Kiedy ja pana rozumiem... 
RAPAPORT: Ale jak pan tu jest, to siadaj pan. Jak pan tu wszedł? Służąca nie powiedziała panu, że mnie nie ma w domu? 
GOLDBERG: Powiedziała, moja służąca też czasem mówi, że mnie nie ma, jak jestem. 
RAPAPORT: Patrz pan, jak ta służba nauczyła się kłamać? 
GOLDBERG: A jak byś pan nie był w domu, to ona by przecież też powiedziała, że pana nie ma, co za różnica?! 
RAPAPORT: Swoją drogą!... 
GOLDBERG: Panie Rapaport, pan mnie oddaje pieniądze czy nie? 
RAPAPORT: Wiele jestem panu winien? 
GOLDBERG: Osiemset. 
RAPAPORT: Ładna sumka. 
GOLDBERG: W razie pan oddaje to ładna, nawet bardzo ładna. W razie mnie nie oddaje nie jest taka ładna. Otóż ja się pana zapytowywuję jeden z ostatnich razów: czy pan mnie oddaje moje osiemset złotych? 
RAPAPORT: Naturalnie, że oddaję. 
GOLDBERG: Czy pan mi nie może odpowiedzieć po ludzku? 
RAPAPORT: Przecież mówię panu od pół roku, że nie mam pieniędzy. 
GOLDBERG: To co ja mam robić? 
RAPAPORT: Upominać się! 
GOLDBERG: Co mi to pomoże? 
RAPAPORT: Nic! 
GOLDBERG: Szanowny panie Rapaport. Przecież pan rozumie, że osiemset złotych to nie jest suma, której można nie oddać. Można nie oddać dziesięć złotych. Jak się jest bardzo wielki łobuz, to można nie oddać dwudziestu złotych, ale od stu złotych w górę każdy dług się robi honorowy. Pan to rozumie, przecież pan jest kupiec. 
RAPAPORT: Panie Goldberg szanowny, ja mam inny pogląd na tę sprawę. Dla mnie osiemset złotych to jest właśnie suma, której nie można oddać. Oddać można dziesięć złotych. Jak się jest bardzo lekkomyślnym, to można oddać dwadzieścia złotych. Ale od stu złotych w górę to każdy dług staje się fikcyjny! Pan to wie! Przecież pan jest kupiec. 
GOLDBERG: Słodki panie Rapaport, więc ja się pana pytam, co ja mam robić? 
RAPAPORT: To ja się pana zapytam co innego, ale pan mi daje słowo honoru, że pan mnie odpowie całą prawdę! 
GOLDBERG: Oficerskie słowo honoru. 
RAPAPORT: Ja wolę kupieckie. 
GOLDBERG: Niech będzie kupieckie. 
RAPAPORT: Otóż pan przychodzi do mnie, że bym panu oddał osiemset złotych. Dajmy na to ja wstaję, podchodzę do kasy i... powiedzmy, wyciągam osiemset złotych i, przypuśćmy, panu je daję. To co by pan o mnie pomyślał? 
GOLDBERG: Ech!... panie Rapaport! 
RAPAPORT: Kotuchna! Słowo pan dałeś! Pomyślałbyś pan, że jestem a myszygene kopf? 
GOLDBERG: No, zaraz a myszygene!... 
RAPAPORT: Pomyślałbyś pan tak? Tak czy nie! 
GOLDBERG: Tak!... 
RAPAPORT: Dziękuję panu! 
GOLDBERG: Złocisty panie Rapaport. Teoretycznie pan jest kryty, ale w praktyce pan nie ma racji. Pan mnie musi oddać! 
RAPAPORT: Dla samego oddania? 
GOLDBERG: Nie! Ja jestem winien Gutmanowi osiemset złotych! 
RAPAPORT: Gutman może poczekać! 
GOLDBERG: Gutman nie może poczekać, bo jego dusi Rajtman. 
RAPAPORT: Rajtman też zaczeka. 
GOLDBERG: Rajtman absolutnie nie zaczeka bo on jest winien Maliniakowi. 
RAPAPORT: Maliniak też może poczekać. Chociaż nie, Maliniak nie może czekać. 
GOLDBERG: Dlaczego? 
RAPAPORT: Bo on jest winien mnie, a ja nie mogę czekać. 
GOLDBERG: Pan nie może czekać? 
RAPAPORT: Bo przecież pan chce, żebym panu oddał osiemset złotych, a ja ich nie mam. Bo ja pożyczyłem Maliniakowi, Maliniak Rajtmanowi, Rajtman Gutmanowi, Gutman pożyczył panu, a pan mnie, nikt ich nie wydał, bo każdy drugiemu pożyczył i nikt ich nie ma. To ja się pana pytam, gdzie się podziały te osiemset złotych? 
GOLDBERG: A czy ja wiem?! 
RAPAPORT: O, widzi pan, to jest ta mistyka finansów. I stąd się wziął ten cały kryzys ogólnoświatowy! 
GOLDBERG: Nie rozumiem. 
RAPAPORT: Ja panu wytłumaczę. Ameryka pożyczyła Anglii, Anglia Niemcom, Niemcy pożyczyli do Włoch, Włochy pożyczyli Szwajcarii, Szwajcaria pożyczyła Francji, Francja pożyczyła Anglii, a Anglia pożyczyła Ameryce! 
GOLDBERG: To kto ma te pieniądze? 
RAPAPORT: Teoretycznie wychodzi, że myśmy powinni mieć te pieniądze. 
GOLDBERG: Co myśmy`? 
RAPAPORT: Bo myśmy nikomu nie pożyczyli i nam nikt nie pożyczył. Sytuacja jest bez wyjścia! 
GOLDBERG: Ja mam jedno wyjście. 
RAPAPORT: Jakie? 
GOLDBERG: Przez drzwi, do domu! 
RAPAPORT: Widzisz pan, panie Goldberg. Nareszcie dorósł pan do sytuacji. Przyjdź pan kiedyś znowu się upomnieć porozmawiamy 
GOLDBERG: Najlepiej nie zastać pana w domu. 
RAPAPORT: Niech pan się nie obawia. Jak tylko będę miał pierwsze pieniądze, to zaraz pana zawiadomię przez służbę, że mnie nie ma w domu. Nie do zobaczenia się z panem, pa! 
GOLDBERG: Pa. 
RAPAPORT: Pa! Paszoł won!

Przychodzi Salcia do Jankiela i mówi: 
- Jankiel będziemy mieli dziecko. 
- Salcie, jak to!? Ja mam 65 lat, ty masz 25 lat, od dwóch lat ja cię kocham miłość platoniczna, a ty przychodzisz do mnie i mówisz, że będziemy mieli dziecko!? 
- Jankiel, Pan Bóg nas pobłogosławił, będziemy mieli syna i damy mu na imię Samuel. 
Jankiel jakoś nie bardzo w to uwierzył, goni do rabina i mówi: 
-Rebe, co się dzieje! Ja mam 65 lat, Salcie 25 lat, od dwóch lat ja ją kocham miłość platoniczna, a ona przychodzi mi do mnie i mówi, że będziemy mieli dziecko! 
- Jankiel, ty się uspokój - mówi rabe - ja miałem kiedyś przyjaciela, on pojechał na safari do Afryki, ale zapomniał strzelby, zamiast strzelby wziął parasol. W pewnym momencie zza krzaków wybiega lew, mój przyjaciel otwiera parasol, w tym momencie pada strzał, lew nie żyje. 
- To nie możliwe - mówi Jankiel - ktoś musiał strzelić z boku.. 
- No właśnie - odpowiada rabin.

Był sobie Gdańsk a w nim była synagoga, wielką nawet zwana. 
17 grudnia 1938 roku zebranie ogólne Żydów gdańskich udzieliło zgody na sprzedaż synagogi za 300 000 guldenów ówczesnym władzom miejskim. Wyznawcy Jahwe sprzedali (pod presją, co prawda) towar wyznawcom Hitlera, po czym wzbogacili swoimi osobami Palestynę i Amerykę. 
Hitlerowskie władze Gdańska 2 maja 1939 zaczęly synagogę rozbierać ze skutkiem pozytywnym i trwałym. 
Nadszedł marzec 1945 kiedy to dzikie hordy sowieckich sołdatów "wyzwoliły" miasto, przez trzy dni w nagrodę paląc gwałcąc i rabując. Tysiącletnie miasto przestało istnieć. 
Po kilkudziesięciu latach Polakom udało się miasto odbudować. 
I wtedy, w latach 90-tych, grupa koszernych cwaniaków założyła w Gdańsku gminę wyznaniową (minen trzeba było dowozić, bo miejscowego nie stało!) i złożyła wniosek o odszkodowanie. 
Z mocy politycznie słusznej i durnej do imentu, przyjętej w 1997 ustawy o stosunku państwa do gmin wyznaniowych żydowskich odszkodowanie takie PRZYZNANO!!! 
Niemiec kupił i zburzył, Rusek spalił a Polak Żydowi zapłacił


 
A na koniec dla poszkodowanych przez schorowane organy polskiej (nie) sprawiedliwości 
dowcipy o blondynkach - najlepiej dla sędzin... dowcipne rysunki  10 przykazań prawników + modlitwa...
"walczący z wilkami???"  - takie sobie dywagacje.......  
"porcja dekalog leniwego prawnika, aforyzmy o prawie... 

www.aferyprawa.com - Niezależne Wydawnictwo Internetowe "AFERY KORUPCJA BEZPRAWIE" Ogólnopolskiego Ruchu Praw Obywatelskich i Walki z Korupcją.
prowadzi: (-)  ZDZISŁAW RACZKOWSKI.
Dziękuję za przysłane opinie i informacje. 
    uwagi i wnioski proszę wysyłać na adres: Z.Raczkowski@aferyprawa.com 

zdzichu

Komentarze internautów:

Komentowanie nie jest już możliwe.