Imieniny:

AferyPrawa.com

Redaktor Zdzisław Raczkowski ujawnia niekompetencje funkcjonariuszy władzy...
http://Jooble.org
Najczęściej czytane:
Najczęściej komentowane:





Pogoda
Money.pl - Kliknij po więcej
19 lipca 2018
Źródło: MeteoGroup
Polskie prawo czy polskie prawie! Barwy Bezprawia

opublikowano: 13-01-2011

Jelenia góra - tylko niekompetencja asesor Anny Surowiak?  Zażalenie pokrzywdzonego na postanowienie prokuratora w sprawie umorzeniu śledztwa dot. błędu lekarskiego.

Problem sądownictwa i niekompetencji funkcjonariuszy prokuratury, którym karze się osądzać sprawy w tematach o których nie mają żadnej wiedzy stale poruszamy w tekstach AFER PRAWA.  Ostatnio poruszaliśmy w tym temacie np. Interwencja dziennikarzy AFER PRAWA - nielogiczny, bezsensowny, czyli bajkowy akt oskarżenia spłodzony przez funkcjonariusza Annę Zielińską-Rybak z Prokuratury Rejonowej w Świdnicy.
Efekty szeregu wpadek, niekompetencji i błędów funkcjonariuszy dziennikarze dokumentują zwykle tylko w takich medialnych sprawach jak np. zabójstwo Olewnika, sprawa generała Papały,  czy zamachu na Prezydenta Polski Lecha Kaczyńskiego - jednak trzeba wziąć pod uwagę, że ok. 90% spraw dowodzących niekompetencji urzędników sądowych i funkcjonariuszy prokuratury dotyczy tzw. "obywateli bez układów" i nie ma szans "ujrzenia światła dziennego",  ponieważ skargi na urzędników władzy lądują zwykle w koszach na śmiecie, a w najlepszych przypadkach w piwnicznych archiwach narażonych zawsze na zalanie sądowymi fekaliami :-)

 Z powodu korporacyjnych układów w zasadzie zwykły pracujący obywatel nie ma szans wygrania z takimi instytucjami jak ZUS, PZU, Urząd Skarbowy, wszelkie banki, korporacje prawnicze - które zawsze obronią swoich - czyli z urzędowymi pasożytami - tj. osobami które nie wyrabiają dóbr (w przeciwieństwie do robotnika, producenta i rolnika) za to niezwykle zachłannie wszelkie dobra konsumują kosztem pracującego i opłacającego haracz podatkowy społeczeństwa.

Nie ma ludzi nieomylnych, jednak ten kto zrobi błąd z reguły ponosi konsekwencje swojej pomyłki. Fachowiec musi poprawić fuszerkę, handlowiec uznać wadę zareklamowanego towaru...itd. TYLKO SĘDZIA I PROKURATOR NIE ODPOWIADAJĄ ZA SWOJE BŁĘDY KTÓRE MAJĄ NIERAZ KOLOSALNE ZNACZENIE NA ŻYCIE INNYCH LUDZI... niestety...

W tej hierarchii co komu uchodzi płazem, a za co zostaje się ukaranym osobną grupę stanowią lekarze. Wiadomo, lekarz, jak każdy inny specjalista uczy się na błędach. Problem w tym, że cieknący kran można bez specjalnych konsekwencji wielokrotnie naprawiać, a błąd lekarski może skończyć się trwałym kalectwem albo zejściem śmiertelnym pacjenta.  Zanim lekarz zostanie tzw. dobrym fachowcem - (niestety, ale statystycznie najwięcej ludzi umiera w szpitalach) - najpierw musi uśmiercić co najmniej kilku pacjentów. 
Co z lekarzem któremu przydarzy się tzw. "błąd w sztuce"?  W 99% uchodzi mu to "na sucho" (nie licząc sumienia), ponieważ błąd lekarski zwala się zwyczajowo na pacjenta (za późno przyszedł, sam sobie zaszył tampon, albo nie zdezynfekował należycie sali czy narzędzi) albo...? na Boga.  

PROBLEM W TYM, ŻE BŁĄD LEKARSKI POWINIEN WYKAZAĆ INNY LEKARZ... a wiadomo, w tym zawodzie, podobnie jak wśród "togowców" jest wymuszona tzw. "solidarność zawodowa" - wszak każdy popełnia błąd - dzisiaj ty mnie wybronisz przed odpowiedzialnością, jutro ja ciebie...  
No jest jeszcze niuans - lekarz nie ma immunitetu i na błąd lekarski można więc na niego złożyć zawiadomienie do prokuratury - a wtedy oceną błędu lekarskiego zajmie się jakiś niekumaty w tym temacie medycznym asesor prokuratury.... 
Dlaczego asesor a nie bardziej doświadczony prokurator? - ponieważ aby dostać się do kliki "bosskich" niezależnych i nieodpowiedzialnych togowych trzeba być przestępcą. W tej sitwie każdy na każdego "ma haki". Dlatego niedoświadczonemu asesorkowi daje się sprawy w której np. ewidentny aferzysta powinien  dostać karę, a przyszły "togowiec" żeby się "wkupić w układ" ma " w sprawie (aferze) łeb ukręcić"... 
...i po dochodzimy do setna sprawy :-)

Prokurator Rejonowy w Jeleniej Górze Adam Kurzydło  został zawiadomiony "o uzasadnionym podejrzeniu popełnienia przestępstwa z art. 303 k.p.k. w zw. z art. 49 § 1 k.p.k.  , którego mógł się dopuścić lekarz medycyny - Pan Piotr Kwiatuszewski, w ten sposób, że:  
I.    
w dniu 1 września 2009 roku w Jeleniej Górze wykonując obowiązki chirurga dziecięcego w Szpitalu Wojewódzkim przy ulicy Ogińskiego, zbagatelizował i niewłaściwie zdiagnozował przypadek urazowo – chorobowy małoletniego, sześciomiesięcznego Jana M., u którego wystąpił i dawał objawy krwiak podczaszkowy, a następnie, pomimo ewidentnie nasilających się objawów zagrażających życiu i zdrowiu dziecka, nie zastosował należytych i wystarczających oraz dynamicznych środków medycznych i czynności pomocy, służących do ratowania zdrowia dziecka, w następstwie czego małoletni narażony był na bezpośrednie niebezpieczeństwo utraty życia, a doznał ciężkiego uszkodzenia ciała w postaci niedowładu lewej strony ciała oraz niedowidzenia, z zaznaczeniem, iż pozostałe cechy chorobowe pozostające w związku ze zdarzeniem mogą zostać zdiagnozowane wraz z rozwojem fizycznym małoletniego,
-
żądając wszczęcia i przeprowadzenie w niniejszej sprawie postępowania karnego, celem realizacji celów procedury karnej wskazanych w art. 2 § 1 k.p.k.
 

W skrócie: ojciec zjawia się w szpitalu ponieważ dziecko uderzyło się w głowę - lekarz stwierdza, że to tylko guz i nie robi żadnych specjalistycznych badań - efekt - po kilku godzinach dziecko traci przytomność i zostaje kaleką. Czyja jest odpowiedzialność? - najlepiej winę zwalić na ojca ponieważ nie dopilnowal dziecka... tylko po co w takim razie są lekarze?
Sprawę dostaje niedoświadczona i niekompetentna, czyli "mierna ale wierna" asesor Prokuratury Rejonowej w Jeleniej Górze Anna Surowiak - która z układów umarza postępowanie w sprawie popełnienia błędu w sztuce przez lekarza P. Kwiatuszewskiego - nazwisko podajemy celem ostrzeżenia i zachowania ostrożności przez innych pacjentów tego lekarza - taka jest rola społeczna dziennikarza śledczego.

Błędy jakie popełniła asesor A. Surowiak  wynikają z zażalenie pokrzywdzonego na postanowienie Prokuratora Rejonowego w Jeleniej Górze o umorzeniu śledztwa.

Wnoszę zażalenie na postanowienie Prokuratora Rejonowego w Jeleniej Górze z 21 grudnia 2010 roku o umorzeniu śledztwa, o sygnaturze akt 3Ds.3 31/09/S, w sprawie zaistniałych w dniu 21 września 2009 roku czynów narażenia na bezpośrednie niebezpieczeństwo utraty zdrowia małoletniego Jana M., które powstały w związku z obsługą medyczną jego obrażeń ciała przez personel Szpitala Wojewódzkiego w Jeleniej Górze.

UZASADNIENIE

Nie zgadzam się z decyzją o Umorzeniu postępowania ponieważ, już sama treść uzasadnienia postanowienia o umorzeniu wskazuje na winę lekarza.

 W treści uzasadnienia umorzenia (str. 5 wers 31) Asesor prokuratury , powołując się na opinię biegłych jednoznacznie wskazuje na winę lekarza i potwierdza , ze okoliczności powstania urazu były cyt. „niejasne”, a lekarz winien skierować dziecko: cyt. „do szpitala celem obserwacji i ewentualnego przeprowadzenia badań obrazowych (rtg, TK), z uwagi na wiek dziecka”. Jednoznacznie wynika z tego, że lekarz popełnił błąd i naraził dziecko na bezpośrednie niebezpieczeństwo utraty zdrowia.  Ponadto biegli w swojej opinii  (w pkt.  2  str. 13 opinii biegłych) wyraźnie powiedzieli, ze cyt: „postępowanie tego lekarza spowodowało przeniesienie pacjenta ze stanu niebezpiecznego w stan jeszcze bardziej niebezpieczny” oraz, że (tamże pkt. 3 str. 13) cyt: „zaistniała zwłoka zwiększyła stopień niebezpieczeństwa, na jakie narażone było dziecko”.
Na te fragmenty opinii powołuje się również Asesor prokuratury i cytuje je (str. 6 wers 1-5 Postanowienia o umorzeniu śledztwa).

Nie zgadzam się z opinią dot. związku przyczynowo-skutkowego lek. Piotra Kwiatuszewskiego, a narażeniem na bezpośrednie niebezpieczeństwo utraty życia lub ciężkiego uszczerbku na zdrowiu, wskazującą, iż cyt: „ następstwa urazu, nawet w przypadku natychmiastowego przyjęcia dziecka do szpitala i tak by powstały” (str. 6 wers  29-30 Treść postanowienia o umorzeniu śledztwa).

Po pierwsze po konsultacji neurochirurgicznej w Szpitalu im. T. Marciniaka we Wrocławiu Pan Profesor Jan Godziński stwierdził, że krwiak uciskał zbyt długo tą część mózgu, w której znajdują się ośrodki ruchu i wzroku. Następstwem zbyt długiego oczekiwania na operację jest nieodwracalne uszkodzenie mózgu w częściach odpowiedzialnych za ruch i wzrok. Strefy te były niedotlenione zbyt długo , żeby mogły jeszcze funkcjonować, zostały nieodwracalnie uszkodzone. Tak więc  następstwa urazu, w przypadku natychmiastowej pomocy byłyby nieporównanie mniejsze, a z pewnością nie doszłoby do nieodwracalnego obumarcia części mózgu, w wyniku zbyt długiego okresu niedokrwienia. Dalsza zwłoka w czasie spowodowałaby albo zgon wskutek anemizacji, albo zgon wskutek krwawienia i ucisku krwiaka na mózg, gdzie pień mózgu zostałby wciśnięty i nastąpiłby zgon.  Tak więc zaistniała zwłoka i stan pacjenta pozostają z ścisłym związku przyczynowo-skutkowym.  

Po drugie to postępowanie lekarza spowodowało, że dziecko zostało przeniesione ze stanu niebezpiecznego w jeszcze bardziej niebezpieczny, a dokładnie w stan zagrożenia życia! Następstwem w/w urazu była anemizacja dziecka w wyniku krwawienia wewnątrzczaszkowego, aż do stanu w którym dziecko było umierające i TYLKO dzięki szybkiej interwencji lekarzy we Wrocławiu Jaś został uratowany.

Na powyższe wskazują badania krwi ze szpitala w Jeleniej Górze oraz we Wrocławiu z dnia 01.09-2009. Już z samych wyników badań krwi widać, że nieudzielenie natychmiastowej pomocy i zaistniała zwłoka naraziły dziecko na utratę życia. W momencie przyjęcia dziecka na OIOM we Wrocławiu lekarz anestezjolog dziwił się , że cyt: „ z takimi wynikami badań krwi to dziecko jeszcze żyje”.

Zostałam zapytana, czy zdaję sobie sprawę, że po tak długim czasie dziecko jest w stanie skrajnej anemii i szanse na przeżycie tej operacji, w sytuacji skrajnej anemii  organizmu dziecka, są nikłe. Anestezjolog uważał , że jest to bardzo nieodpowiedzialne, że dziecko dopiero po 10 godzinach od urazu trafiło na OIOM i jak się wyraził cyt: „złote 6 godzin dawno minęło”.
Zostałam zapytana cyt: „gdzie Pani była do tej pory?”. W odpowiedzi anestezjolog usłyszał, że ostatnie 6 godzin (od 12.30) byłam w szpitalu w Jeleniej Górze.

Mając powyższe na uwadze należy stwierdzić, że zaistniała zwłoka i nieudzielenie pomocy w godzinach rannych miały zdecydowany wpływ na zdrowie i życie Jasia M., a wręcz decydowały o jego przeżyciu. Oprócz opinii anestezjologa uznanego szpitala, również wskazują na to porównane wartości tylko dwóch współczynników krwi, które to z godziny na godzinę drastycznie spadały. Tak więc związek przyczynowo-skutkowy lek. Piotra Kwiatuszewskiego, a narażeniem na bezpośrednie niebezpieczeństwo utraty życia jest bardzo ścisły.  

Należy podkreślić , że w wyniku nieprawidłowego postępowania lekarza i nieuzasadnionej zwłoki Jan Maksymczuk doznał trwałego uszczerbku na zdrowiu i został zaliczony do osób niepełnosprawnych (orzeczenie o niepełnosprawności z dn. 17.02.2009 w aktach )

Dziecko ma opóźnienia rozwojowe, dot. w szczególności tych ośrodków w mózgu, które zostały trwale uszkodzone. Wyraźnie obrazuje to Karta informacyjna z leczenia ośrodku Rehabilitacyjnym w Zgorzelcu (w aktach).

Dziecko w wieku 11miesięcy  cyt:
„Mowa na poziomie 12 miesięcy
Koordynacja wzrokowo-ruchowa na poziomie 8 miesięcy
Rozwój społeczny na poziomie 12 miesięcy”

Mając powyższe na uwadze należy stwierdzić, że zarówno zachowanie lekarza naraziło na niebezpieczeństwo utraty życia i ciężkiego uszczerbku na zdrowiu Jana M., jak również istniał związek przyczynowo-skutkowy pomiędzy skutkiem a postępowaniem lekarza.

Jak sama pani Asesor przyznaje  cyt: „ sami biegli wskazali dziecko od chwili urazu, a zatem od wczesnych godzin rannych w dniu 01 września 2009 roku było narażone na niebezpieczeństwo utraty życia i zdrowia, a zaniechanie jego hospitalizacji w godzinach przedpołudniowych przeniosło dziecko ze stanu niebezpiecznego w jeszcze bardziej niebezpieczny.”

Również związek przyczynowo-skutkowy lek. Piotra Kwiatuszewskiego, a narażeniem na bezpośrednie niebezpieczeństwo utraty życia jest bardzo ścisły, ponieważ następstwem zbyt długiego oczekiwania na operację jest nieodwracalne uszkodzenie mózgu w częściach odpowiedzialnych za ruch i wzrok. Tak więc powstały skutek w postaci samego krwiaka nadtwardówkowego i tak by nastąpił, ale  następstwa urazu należy rozumieć szerzej tj. uszkodzenie mózgu ,które to w przypadku natychmiastowej pomocy byłoby nieporównanie mniejsze, a z pewnością nie doszłoby do nieodwracalnego obumarcia części mózgu, w wyniku zbyt długiego okresu niedokrwienia. Właściwym i najważniejszym skutkiem dla tego dziecka, mającym wpływ na jego dalsze życie,  było uszkodzenie ośrodków wzroku i ruchu w mózgu, do których by nie doszło, gdyby interwencja chirurgiczna miała miejsce wcześniej.

Analizując wątek przyczynowo-skutkowy należy podkreślić, ze postępowanie lekarza pozostaje w ścisłym związku z narażeniem na utratę życia Jana M. Zaniechanie hospitalizacji w godzinach przedpołudniowych  skutkowało pogłębiającą się anemizacją dziecka, która  to prowadziła do nieuchronnej śmierci dziecka. To, że lekarz nie odpowiada z art. 155 k.k. zawdzięczamy specjalistom ze szpitala im. Marciniaka, ale zwłoka w czasie i postępowanie doktora Kwiatuszewskiego pozostają w ścisłym związku z narażeniem na utratę życia Jana M.

Również postępowanie lekarza wg  prokuratury i biegłych nie było prawidłowe (str. 8 wers 3-8 postanowienia o umorzeniu) cyt: „bowiem, jak uznali lekarz ten winien był przyjąć dziecko na oddział szpitala z uwagi na: rozpoznanie kliniczne, wiek dziecka oraz niejasne okoliczności mechanizmu powstania urazu”. Są to aż 3 przesłanki, które postulują za zaniechaną hospitalizacją dziecka. 

Pani asesor analizuje w postanowieniu tylko jedna z nich, ostatnią: niejasne okoliczności, które to dla lekarza również były niejednoznaczne. Skąd lekarz mógł mieć pewność, że wydarzenia były właśnie takie , jak w relacji ojca, zwłaszcza że rozpoznanie kliniczne i rozmiar urazu  były, w opinii biegłych, w kompletnym dysonansie   z relacją ojca. (str.  12 pkt. 1 opinii biegłych). Analiza Pani asesor ewidentnie ukazuje brak profesjonalizmu lekarza, który polega głównie na relacji ojca, a nie na przesłankach wymienionych w opinii biegłych, tj. rozpoznanie kliniczne, wiek dziecka. Sama Pani asesor pisze, że cyt: „wskazać tu należy, iż 6-miesięczne dziecko nie mówi, a zatem nie jest w stanie samo wyartykułować mechanizmu powstania doznanych obrażeń. Dlatego też lekarz przystępując do badania, poza badaniem fizykalnym, mógł jedynie polegać na relacji ojca.” Lekarz w tej sytuacji powinien upewnić się , że dziecku nic się nie stało i skierować je na obserwację, na co wskazali biegli dwukrotnie: w pisemnej opinii oraz składając ustną opinię w dn. 26.11.2010 roku.

Z kolei odnosząc się do zachowania personelu medycznego  SP ZOZ Szpitala Wojewódzkiego w Jeleniej Górze w godzinach popołudniowych, można mieć wiele zastrzeżeń, co do postępowania personelu, którego zachowanie zwiększało niebezpieczeństwo narażenia życia i zdrowia Jana M. Już samo przyjęcie na izbie pozostawiało  wiele do życzenia. Przyjechałam z nieprzytomnym dzieckiem, a lek B. Świsłocki, przyjmujący   Jana tylko popatrzył z góry jak leży w foteliku. Dziecko było nieprzytomne z rozszerzoną prawą źrenicą, co zgłaszałam dwukrotnie: telefonicznie i na izbie przyjęć, ale żaden lekarz  nie był przygotowany , żeby zająć się dzieckiem, mimo iż już od ok. godz. 12.00 szpital wiedział, że taki pacjent: nieprzytomne dziecko z urazem głowy jest w drodze do szpitala. Zamiast skierować nas bezpośrednio do lekarza, do przychodni, w tym samym budynku, skierowano nas na oddział, gdzie czekaliśmy aż lekarz Piotr Kwiatuszewski przyjdzie.
Zaznaczam , że personel medyczny cały czas wiedział, ze dziecko jest co najmniej od 12.00 nieprzytomne, i że miało uraz głowy ok. godz. 8.00, tzn. 5 godzin wcześniej.

Nie chodzi tylko i wyłącznie o czekanie na tomograf komputerowy przez 25 minut, ale chodzi o to, że badanie to wykonano dopiero po 2,5 godz. , tj. 150minut od momentu, gdy personel już wiedział, że szpital ma pacjenta 6-ciomiesięczne dziecko po urazie głowy, z ewidentnymi objawami krwawienia wewnątrzczaszkowego (poszerzona źrenica oka, anemizacja, utrata przytomności). Po telefonicznej konsultacji ze szpitalem usłyszałam cyt: „proszę NATYCHMIAST przyjechać do szpitala! Sprawa jest bardzo poważna!” Ta rozmowa odbyła się już ok. godz. 12.00. personel szpitala wiedząc, że ma takiego pacjenta, działał opieszale, a zwłoka ta niepodważalnie  zwiększała niebezpieczeństwo utraty życia i zdrowia Jana M., tak więc wybiórcze analizowanie wydarzeń przez Panią asesor, takich jak oczekiwanie na tomograf przez 25 min, jest półprawdą, bo wprawdzie czekaliśmy przed drzwiami TK 25minut, ale  rzeczywiste oczekiwanie na TK (od momentu gdy personel wiedział o krwotoku i anemizacji dziecka) wynosiło 150min. Zewnętrzne symptomy krwawienia były bardzo jednoznaczne (anemizacja, poszerzona jedna źrenica, utrata przytomności) zwłaszcza dla chirurga i bez badań krwi i TK każdy podrzędny internista byłby w stanie stwierdzić krwawienie wewnętrzne. Są to słowa personelu med. ze szpitala im. Marciniaka. Ta opinia,  jak i opinia anestezjologa, cytowana wyżej w  zażaleniu, świadczą o ścisłym związku opieszałego postępowania i lekceważenia pacjenta poprzez personel medyczny, co narażało bezpośrednio Jana M. na utratę życia i zdrowia. Wg opinii biegłych cyt: „każda nieuzasadniona zwłoka ujemnie wpływa na stan zdrowia pacjenta” (tamże str. 14 pkt 7), więc jak wytłumaczyć badanie TK po 2,5 godz. od informacji o pacjencie z potencjalnym krwawieniem wewnętrznym, czego symptomy były bardzo jednoznaczne?

Czy takiego samego pacjenta  z karetki nieprzytomnego, z poszerzoną jedna źrenicą, stawia się w kąt i każe mu czekać 2,5 godziny na TK? W jeleniogórskim szpitalu, chyba tak? A wszystko  z adnotacją PILNE! Więc pytam co znaczy PILNE wg norm medycznych? Czy spędzone 4 godziny w szpitalu jeleniogórskim nie miały wpływu na pogarszanie się zdrowia Jana M.?  Owszem miały ! Kluczowe badanie TK zajęło z tych 4 godzin 10 minut, a co z pozostałymi 140 minutami? Należy pamiętać, że wg opinii biegłych cyt: „każda nieuzasadniona zwłoka ujemnie wpływa na stan zdrowia pacjenta”. Tak więc czym uzasadnić zmarnowane 140 minut życia dziecka?

Kolejny zarzut, odnoszący się do wyboru środka transportu do Wrocławia, jest zasadny, ponieważ zgodnie z tym co napisali biegli w swojej opinii cyt: „zabieg operacyjny powinien być wykonany jak najprędzej. Każda nieuzasadniona zwłoka jest niewskazana, ponieważ ujemnie wpływa na stan zdrowia pacjenta” (tamże  str. 14 pkt. 7). Wynik badania TK znany był ok. godz. 14.30, gdyby lek. Piotr Kwiatuszewski zamówił helikopter , dziecko trafiłoby ok. godz. 15.30-16.00 na OIOM w Szpitalu Marciniaka we Wrocławiu, tzn. 3 godziny wcześniej. Tym samym lekarz w sposób nieuzasadniony  narażał dziecko i wprowadził w stan zagrożenia życia. Nadmienię , że szpital posiada lądowisko dla helikopterów, a helikopter wykwalifikowany personel medyczny, tak więc transport mógłby odbyć się szybko i sprawnie w ciagu 1-1,5 godziny. Niestety Jan Maksymczuk trafił do szpitala we Wrocławiu dopiero ok. 18.30, tj. 3 godziny później, bo lek. Piotr Kwiatuszewski nawet nie chciał spróbować zadzwonić po helikopter, tym samym narażając życie i zdrowie Jana M. Jak uzasadnić 3-godzinną zwłokę w sytuacji gdy dziecko jest umierające, a  helikopter stoi bezczynnie, bo lekarz nawet nie próbuje zadzwonić.

Uważam, że należy także przesłuchać personel szpitala im. Marciniaka we Wrocławiu, zwłaszcza neurochirurgów, wśród których są także biegli sądowi i uznane w świecie nazwiska w dziedzinie chirurgii. Ci wysoce wykwalifikowani specjaliści znają jak nikt inny ten przypadek i ich zeznania mogłyby wiele wnieść do sprawy.

Uważam, że należy także przesłuchać personel szpitala im. Marciniaka we Wrocławiu, zwłaszcza neurochirurgów, wśród których są także biegli sądowi i uznane w świecie nazwiska w dziedzinie chirurgii. Takie osoby jak neurochirurg dr Adam Kurza, który koordynował prace chirurgów podczas operacji w dniu 01 września 2009 roku, a także p.o. dr hab. n. med. Jan Godziński, który jest ordynatorem oddziału i uznanym w świecie specjalistą z zakresu chirurgii, powinny KONIECZNIE wypowiedzieć się w kwestiach  interesujących prokuraturę. Ci wysoce wykwalifikowani specjaliści znają jak nikt inny ten przypadek i ich zeznania mogłyby wiele wnieść do sprawy. Niestety prokuratura zaniechała  przesłuchania najważniejszych osób w tej sprawie: lekarza koordynującego operację , anestezjologa asystującego przy operacji w dniu 01 września, a także Pana Ordynatora, oraz lekarza pediatry, St. Asystent pani Barbary Czyszczoń-Kwaśnik, która opiekowała się Janem M. podczas pobytu w szpitalu. Należało przesłuchać przynajmniej tych 4 specjalistów ze szpitala we Wrocławiu, ponieważ  zarówno w dzień operacji jak i potem przez miesiąc pobytu dziecka w szpitalu we Wrocławiu mieli oni kontakt z dzieckiem i najtrafniej mogliby ocenić sytuację, bo mieli oni całokształt zajścia i jego tragicznych następstw, a nie tylko wybiórczo traktowaliby podniesione przez prokuraturę kwestie. Ten wysoce wykwalifikowany personel mógłby ocenić postępowanie  lek Piotra Kwiatuszewskiego oraz personelu med. jeleniogórskiego szpitala nie tylko od strony medycznej, fachowej, ale także prawnej, ponieważ wśród tych specjalistów są biegli sądowi.

Prokuratura oparła całe śledztwo na zeznaniach personelu ze szpitala w Jeleniej Górze, który miał bardzo krótki kontakt z dzieckiem, zaledwie kilka godzin, a zostały pominięte osoby, które widziały i operowały dziecko w dniu 01 września 2009 roku, mogłyby one najtrafniej ocenić stan dziecka i konsekwencje wynikłe z wcześniejszego postępowania. Także osoby, które zarówno w dniu 01 września jak i w następnych dniach były odpowiedzialne za Jana M. i sprawowały nad nim opiekę przez miesiąc pobytu w szpitalu nie zostały przesłuchane.

Mając na uwadze powyższe należy jednoznacznie stwierdzić, że decyzja prokuratury jest krzywdząca ponieważ nie uwzględnia wszystkich okoliczności zdarzenia, a oparta jest tylko i wyłącznie na wybiórczych faktach, których interpretacja ma niewiele wspólnego z całym zajściem, wziąwszy pod uwagę całą sprawę.

Materiał dowodowy jest niepełny i należy go uzupełnić o zeznania najważniejszych  świadków – personel szpitala we Wrocławiu. Także opinia biegłych wymaga doprecyzowania dla tego właśnie przypadku, a nie ogólnego spekulowania, które to daje możliwość różnej interpretacji. Opinia musi być jednoznaczna i wyczerpująco odpowiadać na podniesione kwestie.

Niestety dotychczasowa praca prokuratury nie wyczerpała wszystkich możliwości wyjaśnienia tej sprawy, a wiele kwestii, o których wspomniałam wcześniej w ogóle nie zostało podniesionych. Dlatego decyzję o umorzeniu uważam za krzywdzącą, zwłaszcza że lekarzowi, który już miał sprawę w prokuraturze o błąd lekarski, a który to na tzw. „warunku” popełnia kolejny błąd, bo traktuje dzieci sztampowo, rutynowo i nie chce mu się wgłębiać w każdy konkretny przypadek, należy dokładnie patrzeć na ręce. Jaś M. żyje, ale gdyby nie decyzje lekarzy i szybka interwencja we Wrocławiu, umarłby. To jest konkluzja całej tej sprawy. Czy musi jakieś dziecko umrzeć, aby prawo, które powinno chronić małych i słabych, działało jak należy?  Takich spraw nie można traktować wybiórczo, ale trzeba patrzeć na całokształt, także sprawy lek Piotra Kwiatuszewskiego należy tak traktować, bo lekarz podobnie Jak sędzia, prokurator to zawody zaufania publicznego, a to zobowiązuje do rzetelnej, wnikliwej pracy, której zarówno lekarzowi jak i prokuratorowi zabrakło.

Proszę o uwzględnienie zażalenia, które oprócz zarzutów do pracy prokuratury zawiera ogólny zarys okoliczności towarzyszących, które to winny być uwzględnione dla dobra sprawy.

Katarzyna M.

PS.
Redakcja świadomie kolejny raz naraża się na zemstę lekarza i bezkarnych togowców, którzy daleko w d... mają PRAWO i tzw. etykę - patrz: BIAŁYSTOK - DOWODY SKORUMPOWANIA SSR ANNY KAMIŃSKIEJ - przez niedopuszczenie do zbadania w jakim stopniu doszło do błędu w sztuce lekarskiej przez Waldemara Kuczyńskiego w jego prywatnej Klinice Leczenia Niepłodności Małżeńskiej "Kriobank"
nie damy jednak się zastraszyć i dalej będziemy pełnili swą społeczną informacyjną dziennikarską misję.

Komentarze internautów:

Komentowanie nie jest już możliwe.

~katarzyna m
26-04-2011 / 16:35
Panie Zdzisławie prosiłam Pana żeby Pan ściągnął ten artykuł, ale Pan lekceważy moje prośby. Proszę to zrobić w ciągu 2 dni
~nino
13-03-2011 / 15:37
Cała prokurarura jeleniogórska tak działa a w tym właśnie pani Surowiak i inni. Kim jest asesor? Nikim ! Wszyscy asesorzy chcą awansować na prokuratorów, ale tego mogą dokonać tylko na ukręceniu właśnie takich spraw dla dobra palestry albo na wybiciu się na jakiś aferalnych sprawach , które są prowadzone po macoszemu i wybiórczo żeby tylko osiągnąć swój cel
~PIS klak mundurowy
14-01-2011 / 11:05
A pamiętacie w tym sądzie rozstrzelano podczas rozprawy kilku podsądnych. Wówczas Akcja odbicia zakładników POwiodła się dzięki protokolantce P Alinie D. ( spuściła łomot oskarżonemu który usiłował wsiąść ją za żywą tarczę celując z broni i szarpiąc ją za włosy) W nagrodę szef tego sądu zwolnił ją z pracy . P Alina po kilku latach procesu została przywrócona do pracy. Szefem sądu z tego co pamiętam był niejaki Kuźnicki. Zobaczcie na historię zawodowo układowo biznesową jego dzieci. Czekamy na książkę p. Aliny.
~pikus 2
14-01-2011 / 10:59
a korzenie Matejuka KGP?
~pikus
14-01-2011 / 10:58
a czy czasami firma windykacyjna KRUK nie ma z jeleniej g swoich korzeni jak Szmajdziński, Kaucz, Ciosek,