Imieniny:

AferyPrawa.com

Redaktor Zdzisław Raczkowski ujawnia niekompetencje funkcjonariuszy władzy...
http://Jooble.org
Najczęściej czytane:
Najczęściej komentowane:





Pogoda
Money.pl - Kliknij po więcej
15 kwietnia 2021
Źródło: MeteoGroup
Polskie prawo czy polskie prawie! Barwy Bezprawia

opublikowano: 26-10-2010

AFERY PRAWA NIEBEZPIECZNE TEMATY

Zebrane przez redakcję "kwity na Mietka W."
Mieczysław Wachowski - "szara" eminencja Wałęsy? szef kancelarii przezydenta Lecha Wałęsy w latach 1990 - 1995, został zatrzymany 15.09.05 przez funkcjonariuszy Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego - poinformował o tym rzecznik łódzkiej delegatury ABW mjr Wojciech Barański. 
Na razie postawiono mu zarzut przestępstwa płatnej protekcji, ale to raczej za mało, nie wszystko, no i tak nagłe dziwne działanie skorumpowanych organów (nie)sprawiedliwości ? - czyżby "przygotowanie podłoża" dla nowej władzy? 
Wszak wszystko wskazuje, że Kaczyńscy pokonają PO i Tuska i ostro zabiorę się za schizofreniczne organy... cóż, poparcie starej już,  i niecałej 10mln "Solidarności" i TV Trwam Ojca  Rydzyka daje Kaczyńskiemu wyraĽną przewagę na prowincji, ...a kto wierzy żydowskim sfabrykowanym sondażom w Warszawie? - chyba nawet sami Żydzi nie wierzą w taki cud. 

Wachowski urodził się w 1950 roku w Bydgoszczy.
Absolwent Technikum Elektryczno-Mechanicznego. Dwa lata studiów w Wyższej Szkole Morskiej w Gdyni.
We wrześniu 1980 roku został osobistym kierowcą Lecha Wałęsy. Szybko zdobył zaufanie Wałęsy i został przyjacielem domu przywódcy "Solidarności". Wkrótce z kierowcy awansował na asystenta przewodniczącego związku i w tym charakterze organizował pracę sekretariatu Wałęsy. Internowany w czasie stanu wojennego, szybko wyszedł na wolność. Znów pojawił się w najbliższym otoczeniu Wałęsy i współorganizował jego pierwszą kampanię wyborczą. W latach 1990-93 sprawował urząd sekretarza stanu, następnie był ministrem stanu. W tym czasie uważany był za jedną z najbardziej wpływowych osób w państwie. Po zdymisjonowaniu w 1995 roku, odszedł z polityki, ale jak widać działał dalej "zza pleców".
Mieczysław Wachowski to chyba najbardziej tajemnicza postać najnowszej historii Polski. Przed ponad 10 laty zniknął z życia publicznego. Teraz znów się pojawia...

Zatrzymanie Wachowskiego - jak ustalił reporter RMF - ma związek z tzw. sprawą braci Gałkiewiczów. Przypomnijmy, Andrzej i Zbigniew Gałkiewiczowie od lat znajdują się w czołówce listy najbogatszych Polaków (ich majątek szacuje się na ok. 300 mln złotych).
Bracia Gałkiewiczowie wybudowali w Rzgowie największe hale targowe w Europie. Jednak urzędnicy zaczęli podważać legalność budowy, co więcej pojawiła się nawet groĽna ich wyrzucenia. Wówczas pomoc w załatwieniu sprawy mieli zaoferować politycy; Gałkiewiczowie wręczali pieniądze nie tylko rządzącym wówczas działaczom Sojuszu.
I tu pojawia się postać Wachowskiego i jego adwokata (także zatrzymanego). MężczyĽni mieli dostać od Gałkiewiczów gigantyczną łapówkę. Mówi się nawet o milionie złotych. W zamian za to hala Gałkiewiczów miała uniknąć wyburzenia.

"Kwity" na Wachowskiego :-) 

Oprócz sprawy braci Gałkiewiczów są i inne, w których pojawia się nazwisko byłego ministra Wałęsy. Postać Wachowskiego wymieniana jest zwłaszcza przy okazji sprawy ułaskawieniem szefa gangu pruszkowskiego Andrzeja Zielińskiego ps. Słowik, z którym robił wiele interesów. To wciąż niewyjaśniona kwestia z początku lat 90.

* Wachowski pomagał w przemycie narkotyków?
Ale jest jeszcze trzecia – najświeższa historia. Ostatnio RMF ujawnił, że były szef kancelarii Lecha Wałęsy mógł być zamieszany w gigantyczny przemyt narkotyków. Świadek w Nowym Jorku, z którym rozmawiali reporterzy RMF, twierdził, że na początku 2000 roku gang pruszkowski chciał przemycić do Polski z Ameryki Łacińskiej kilkaset ton kokainy. Osobą, która miała wszystko zorganizować, był ponoć „Słowik”. Ochraniać maił go właśnie Wachowski. Narkotyki miały docierać do Polski na pokładzie jachtów, którymi pływał były minister Wałęsy.

* Ale to poczatek, Wachowski miał także pomagać w odzyskiwaniu zarekwirowanych przez policję aut sprowadzonych jako mienie przesiedleńcze. W tym przypadku łapówki mieli dostawać oprócz niego także celnicy i prokuratorzy.

* Wobec Wachowskiego wysuwano też z różnych stron zarzuty, że za łapówkę spowodował ułaskawienie w latach 90. przez prezydenta Lecha Wałęsę gangstera z gangu pruszkowskiego Andrzeja Zielińskiego, "Słowika". Wachowski temu zaprzeczał, a prokuratura nie ustaliła, kto z ówczesnej Kancelarii Prezydenta przyjął łapówkę za to ułaskawienie.

* Osoba Wachowskiego pojawia się również w kontekście zarzutów o złożenie fałszywych zeznań przed prokuraturą w Piasecznie. Jego nazwisko przewija się też w kilku innych niewyjaśnionych sprawach.
Jak informował w 2004 r. rzecznik Prokuratury Okręgowej w Warszawie Maciej Kujawski, przestępstwo miało polegać na tym, iż podczas przesłuchania Wachowski zaprzeczył, by otrzymał w maju 2001 r. od biznesmena z Magdalenki Sławomira M. kwotę 30 tys. dolarów za załatwienie wizy do USA i by podpisał pokwitowanie odbioru tej kwoty. "Tymczasem prokuratura ustaliła - opierając się na policyjnej opinii grafologicznej - że Wachowski podpisał takie pokwitowanie" - powiedział Kujawski.

* Nazwisko Wachowskiego pojawia się również w kontekście zarzutów o złożenie fałszywych zeznań przed prokuraturą w Piasecznie. Jego nazwisko przewija się też w kilku innych niewyjaśnionych sprawach.
Jak informował w 2004 r. rzecznik Prokuratury Okręgowej w Warszawie Maciej Kujawski, przestępstwo miało polegać na tym, iż podczas przesłuchania Wachowski zaprzeczył, by otrzymał w maju 2001 r. od biznesmena z Magdalenki Sławomira M. kwotę 30 tys. dolarów za załatwienie wizy do USA i by podpisał pokwitowanie odbioru tej kwoty. "Tymczasem prokuratura ustaliła - opierając się na policyjnej opinii grafologicznej - że Wachowski podpisał takie pokwitowanie" - powiedział Kujawski.

Czy Mieczysław Wachowski uczestniczył w międzynarodowym narkobiznesie? - śledztwo dziennikarzy "Wprost" i TVP 1, oraz Tomasz Butkiewicz, Jarosław Jakimczyk

Mieczysław Wachowski, został zatrzymany 15.września rano przez funkcjonariuszy Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego w swoim domu w Piasecznie pod Warszawą. Jak wynika z relacji Radia RMF FM, które rozmawiało ze świadkiem zatrzymania b. ministra, "parę minut po szóstej do drzwi Mieczysława W. zapukali funkcjonariusze. Było ich trzech, a samo przeszukanie trwało trzy godziny". Oprócz Wachowskiego zatrzymany został współpracujący z nim adwokat Jerzy P. Jemu prokuratura postawiła zarzut pomocnictwa przy płatnej protekcji.
Jak poinformowała rzeczniczka łódzkiej prokuratury apelacyjnej Małgorzata Glapska-Dutkiewicz, obydwu zatrzymanym grozi kara do 3 lat więzienia. "Z powodu zagrożenia taką właśnie karą, prokuratura nie będzie wnioskować o areszt" - powiedziała rzeczniczka.
Zatrzymanie ma związek z prowadzonym od sierpnia ubiegłego roku przez ABW pod nadzorem łódzkiej prokuratury apelacyjnej śledztwem w sprawie przyjmowania korzyści majątkowych i powoływania się na wpływy. Śledztwo zostało wszczęte po doniesieniu dwóch znanych biznesmenów z podłódzkiego Rzgowa - braci Gałkiewiczów, właścicieli hal targowych. Doniesienie braci Gałkiewiczów związane było również ze sprawą sponsorowania przez nich sportowej spółki SPN Widzew SSA.
W związku z tym śledztwem kilka miesięcy temu zatrzymano już trzy osoby: dwóch byłych działaczy SLD - b. wiceprezydenta Łodzi Marka K. i radnego Tomasza R., a także b. zastępcę Mazowieckiego Inspektora Nadzoru Budowlanego Tomasza S. Dwóm pierwszym postawiono zarzuty przyjęcia w 2002 roku od rzgowskich przedsiębiorców 50 tys. zł w zamian za "zachowanie sprzeczne z obowiązującym prawem". Jak twierdzili biznesmeni, kwota ta miała być przeznaczona na kampanię wyborczą kandydata SLD na prezydenta miasta.
Z kolei Tomasz S. jest podejrzany o powoływanie się na wpływy w instytucjach, w których pracował, oraz wyłudzenie w 2003 r. od tych samych przedsiębiorców 3 tys. zł i żądanie od nich 1 mln zł. Cała trójka trafiła do aresztu. Po kilku dniach działacze Sojuszu opuścili areszt za kaucją.

AKTUALNOŚCI

Do sensacyjnych zeznań świadków ujawniających bliskie związki polskich polityków z narkobiznesem dotarli reporterzy "Wprost" oraz programu "Misja specjalna" TVP 1. Zeznania zostały złożone przed amerykańskimi służbami antynarkotykowymi (Drug Enforcement Administration - DEA) oraz prokuratorem z krakowskiej prokuratury apelacyjnej. - Podejrzani, składając wyjaśnienia do protokołu, rzeczywiście obciążyli grupę osób publicznych, w tym Mieczysława W. Wyjaśnienia te są szczegółowo weryfikowane przez prokuraturę. Śledztwo dotyczy okresu od 1997 r. do początków roku 2001, ale może objąć też póĽniejsze lata - potwierdził "Wprost" Bogusław Słupik, prokurator apelacyjny w Krakowie.

Polscy łącznicy
Agenci DEA, prowadząc operacje przeciwko kartelom przemycającym narkotyki, pozyskali dwóch świadków (wypowiedĽ jednego pokazała kilka tygodni temu telewizja TVN w programie "Superwizjer"). Złożyli oni obszerne zeznania, w których pojawiają się nazwiska znanych polskich osobistości. Miały one być zaangażowane w narkotykowe interesy na wielką skalę. Pierwsze informacje od skruszonych przestępców współpracujących z DEA na temat polskich polityków związanych z narkobiznesem trafiły do organów ścigania w Krakowie w 2004 r. W marcu 2005 r. doszło do przesłuchań świadków DEA - polski prokurator Marek WoĽniak oraz oficerowie Centralnego Biura Śledczego przeprowadzili je w USA oraz w jednej z europejskich stolic.
Nie możemy ujawnić danych świadków, bo są oni objęci specjalnym amerykańskim programem ochrony. Możemy powiedzieć, że w latach 90. zajmowali się biznesem, a głównie organizowali przywóz do Polski tzw. mienia przesiedleńczego. Zgodnie z polskim prawem mienie osób przybywających do kraju na pobyt stały lub powracających z czasowego pobytu jest zwolnione od cła. Biznesmeni ci wykorzystywali prawo o mieniu przesiedleńczym do sprowadzania do Polski bez cła amerykańskich samochodów. Kiedy interes samochodowy przestał być opłacalny, zajęli się narkobiznesem. Przez Polskę biegły w tym czasie szlaki tranzytu narkotyków. Docierały one do naszych portów morskich, które nie były tak szczelnie pilnowane jak Rotterdam, Kadyks, Hawr czy Hamburg, a stamtąd drogą lądową trafiały do Niemiec i Holandii. Obydwaj świadkowie DEA zajmowali się przerzutem narkotyków przez Atlantyk.

Możliwości Wachowskiego
Według zeznań świadków amerykańskich służb, Mieczysław Wachowski, był jedną z najważniejszych osób w polskim narkobiznesie. Przypomnijmy, że do połowy lat 90. Wachowski był dyrektorem gabinetu prezydenta Lecha Wałęsy. Jeden ze świadków DEA zeznał: "Na początku lat 90., prawdopodobnie było to w 1991 r., dowiedziałem się od kierujących światem przestępczym wybrzeża Nikosia [nieżyjący już Nikodem Skotarczak] i Szwarcenegera [także nieżyjący już Wiesław Kokłowski] w czasie jednego ze spotkań towarzyskich, że handel kokainą był zmonopolizowany przez Mieczysława Wachowskiego. Byłem zdziwiony, że on ma takie możliwości, ale Nikoś i Szwarceneger zapewnili mnie, że faktycznie przekazuje on im kokainę".
Sprawdzając informacje o polskich wątkach w śledztwach prowadzonych przez DEA, reporterzy "Wprost" i TVP 1 spotkali się na terenie Niemiec z wysokim urzędnikiem amerykańskiej administracji. - Rzeczywiście prowadzimy śledztwa, w których pojawiają się nazwiska polskich polityków - powiedział dziennikarzom "Wprost" i TVP 1. Pytany o polskich świadków stwierdził, że są osobami wiarygodnymi, bo pomogli w rozbiciu kilku zorganizowanych grup przestępczych. - Wiarygodność wyjaśnień tych podejrzanych potwierdziły inne materiały procesowe. Dość powiedzieć, że sąd, który wielokrotnie oceniał przecież materiał procesowy, zastosował areszt tymczasowy wobec ośmiu innych podejrzanych - mówi prokurator Marek WoĽniak, który przesłuchiwał za granicą świadków pozyskanych przez DEA.
Jeden ze świadków organizował międzynarodowy narkobiznes najpierw dla "Pruszkowa, a potem dla gangu mokotowskiego stworzonego przez Andrzeja Horycha, ps. Korek (przebywa w areszcie).

Słowik & Wachowski
Jedną z najważniejszych postaci polskiego świata przestępczego, która pojawia się w zeznaniach świadków DEA przesłuchiwanych przez polskiego prokuratora w obecności amerykańskich agentów specjalnych, jest Andrzej Zieliński vel Andrzej Banasiak, znany jako Słowik. Był on jednym z najważniejszych ludzi "Pruszkowa". Jeden ze świadków zeznał, że w 2000 r. Słowik przygotowywał przemyt kokainy na jachcie płynącym do Polski z Wysp Bahama. Świadek opowiada, że Słowik zapewnił organizatorów przerzutu, iż pomaga mu Mieczysław Wachowski. Za kupno ośmiuset kilogramów kokainy (w Ameryce Południowej), która miała być ukryta na jachcie, odpowiadał właśnie świadek DEA. Za pośrednictwo miał otrzymać 300 tys. dolarów. Z polskiej strony w szmugiel kokainy zaangażował się też Bolo (Zygmunt RaĽniak), jeden z bossów tzw. starego "Pruszkowa". Świadek zeznał, że Mieczysław Wachowski miał się zająć najbardziej ryzykowną fazą operacji - przerzutem narkotyków do Polski drogą morską. - Ja już to tysiące razy opowiadałem. Do znudzenia. Zrobiłem konferencję prasową niedawno, gdzie powiedziałem: nie znam, nie znałem - odpowiedział "Wprost" Wachowski, pytany o znajomość ze Słowikiem. - Nie ułaskawiłem Słowika, nie wziąłem dolarów za wizę, nie knułem z Mazurem, nie szmuglowałem narkotyków - dodaje.
"Andrzeja Zielińskiego uważałem za wiarygodnego, gdyż faktycznie w tamtym czasie dysponował dużymi ilościami kokainy, był ułaskawiony przez prezydenta Wałęsę przy udziale Mieczysława Wachowskiego, a ówczesne środowisko przestępcze potwierdziło mi, że faktycznie istnieją przestępcze układy między Andrzejem Zielińskim a Mieczysławem Wachowskim" - mówił świadek podczas przesłuchania. Twierdził także, iż Wachowski pomagał również przestępcom w odzyskaniu zarekwirowanych przez organy ścigania samochodów sprowadzanych jako fikcyjne mienie przesiedleńcze. Rozliczeniem zobowiązań związanych z przemytem aut był m.in. wart 2 mln dolarów obraz mistrza flamandzkiego baroku Antona van Dycka. Obaj świadkowie zeznali, że obraz przekazano za pośrednictwem znanego rajdowca Leszka K.
Drugi ze świadków przesłuchiwanych przez amerykańskich agentów antynarkotykowych oraz polskiego prokuratora zeznał: "Wspomniani wyżej ludzie [wymienił kilka nazwisk z półświatka] powiedzieli mi, że Andrzej Zieliński (Słowik) nie obawiał się przetransportowania do Polski drogą morską tak wielkiej ilości kokainy, gdyż miał na swoich usługach Mieczysława Wachowskiego". Dopytywany przez śledczych świadek, który rozpoznał Wachowskiego na okazanych mu planszach ze zdjęciami, potwierdził: "Jeszcze raz stwierdzam, że Andrzej Zieliński miał w ręku Mieczysława Wachowskiego, który wykonywał wszystkie jego polecenia". I dodał: "Rozpoznaję Mieczysława Wachowskiego, z którym wspólnie (...) byliśmy na imprezie towarzyskiej w jakiejś willi pod Warszawą z udziałem `dziewczynek`". Świadek zeznał, że na tej samej imprezie obecny był Edward Mazur, polonijny biznesmen, poszukiwany obecnie międzynarodowym listem gończym w związku z zarzutem zlecenia zabójstwa gen. Marka Papały.

Wachowski na Karaibach
Agenci DEA ustalili, że do przemytu 800 kg kokainy dla Słowika i Bola (przy pomocy Wachowskiego) ostatecznie nie doszło, gdyż nie dogadano się co do kwoty zaliczki na zakup narkotyków. Polska prokuratura ustaliła jednak kulisy przygotowań do tej operacji. "Słowik powiedział, abym te 800 kg kokainy dostarczył na Bahama, przy czym port z dokładnym miejscem i danymi odbiorcy przekażą mi póĽniej. Ja zapytałem, kto pokryje mi moją stratę w przypadku wpadki tego transportu i zatrzymania kokainy przez organy ścigania. Na moje pytanie Słowik stwierdził, że nie ma takiej możliwości, aby ten transport kokainy wpadł, gdyż przywiezie go do Polski z Bahamów jachtem Mieczysław Wachowski" - zeznał świadek. I dodał, że wedle jego wiedzy Wachowski już wcześniej uczestniczył w przerzucaniu narkotyków podczas rejsów żeglarskich.
Wachowski po odejściu z polityki w drugiej połowie lat 90. oddał się swej dawnej pasji, czyli żeglarstwu. Uczestniczył m.in. w głośnym rejsie jachtu ZHP "Zawisza Czarny" na zlot skautów w Chile w 1998 r. (prokuratorzy powiedzieli nam, że przerzut 800 kg kokainy był przygotowywany mniej więcej w tym czasie). Spytaliśmy Mieczysława Wachowskiego, czy na jakimkolwiek jachcie pływał do Ameryki Łacińskiej bądĽ na Karaiby. - Przybiliśmy do portu w Valparaiso. PoĽniej popłynęliśmy wokół przylądka Horn dwa razy i ja chyba z Uchuaya po drugim opłynięciu wracałem do kraju z ekipą. To jest proste, bo to jest w dzienniku [pokładowym] opisane. Kiedy zaokrętowano, kiedy wyokrętowano. Kto jeszcze zaokrętowany był, kto leciał. I to był ten jedyny raz - mówi "Wprost" Mieczysław Wachowski. Bez względu na to, co twierdzi Wachowski, krakowska prokuratura będzie przesłuchiwała uczestników rejsów z jego udziałem, na przykład Krzysztofa Rogalę, współpracownika i przyjaciela prezydenta Kwaśniewskiego.

Kto załatwił ułaskawienie Słowika?
Jeśli świadkowie przesłuchiwani przez agentów DEA i krakowskiego prokuratora Marka WoĽniaka mówią prawdę, być może już wkrótce wyjaśni się zagadka ułaskawiania Słowika przez prezydenta Lecha Wałęsę w 1993 r. Według zeznań, do których dotarliśmy, Słowik załatwił ułaskawienie za 150 tys. dolarów. Prokuraturze nie udało się ustalić, kto stał za ułaskawieniem gangstera, choć od lutego 2001 r. dysponowała zeznaniami Masy, świadka koronnego, który pogrążył gang pruszkowski. Masa opowiedział o bankiecie, który w 1995 r. Słowik wydał w podwarszawskiej restauracji Niespodzianka. Byli tam najważniejsi gangsterzy z grupy pruszkowskiej. "Piliśmy za zdrowie osób, którym Słowik zawdzięczał ułaskawienie, między innymi wśród tych osób (...) był ówczesny [minister] prezydenta Wałęsy - zeznał w 2001 r. Masa. Mówił też, że "Słowik chwalił się, iż jego ułaskawienie załatwili Wachowski wraz z Falandyszem [Lechem, ministrem z kancelarii Wałęsy]". - Materiały dotyczące ułaskawienia Słowika znajdują się w aktach prowadzonego przez nas śledztwa. Są weryfikowane tak jak każdy dowód - mówi Marek WoĽniak.
Prokuratura ustala, czy wiedza o narkotykowych interesach "Pruszkowa" oraz znanych osobistości ze świata polityki i byłych tajnych służb PRL, m.in. o operacji wspomnianej przez świadków DEA, nie była przyczyną wydania wyroku na gen. Marka Papałę. Jedna z hipotez śledztwa zakłada, że tak było. Gdyby się to potwierdziło, byłoby to dopełnienie obrazu polskiej mafii i kulis funkcjonowania III RP, które ujawniły m.in. sejmowe komisje śledcze.

Nie widać końca w procesie Wachowskiego z Kaczyńskim 
Bogdan Wróblewski 19-05-2005 
Nagła niedyspozycja prezydenta Lecha Kaczyńskiego. Proces o zniesławienie wytoczony mu przez Mieczysława Wachowskiego odroczony. Maleją szanse, że sprawę uda się rozpoznać przed wyborami
Wachowski, były sekretarz stanu w kancelarii prezydenta Lecha Wałęsy, przed trzema laty wystąpił z prywatnym aktem oskarżenia. Pretekstem były słowa Kaczyńskiego w wywiadzie radiowym. Ówczesny minister sprawiedliwości nazwał Wachowskiego "wielokrotnym przestępcą". Kaczyński do dziś podtrzymuje to zdanie. Uważa przede wszystkim, że według słownika i w potocznym rozumieniu przestępca to ktoś, kto łamie prawo. I wylicza liczne "grzechy" byłego ministra stanu z lat minionych. 
Warszawski sąd rejonowy sprawą zajął się w sierpniu 2004 r. Po pół roku proces musiał rozpocząć się od początku. Do wczoraj nie przesłuchano ani jednego świadka. A wczoraj sąd zebrał się po raz kolejny po to, by się rozejść. Tym razem przyczyną była "nagła niedyspozycja" prezydenta Kaczyńskiego. Już w środę czuł się Ľle. Wczoraj miał lecieć do Wilna z oficjalną wizytą (proces i tak by się nie odbył), ale z powodów zdrowotnych nie wsiadł do samolotu. 
Mimo protestów pełnomocnika Wachowskiego - "pan Kaczyński zmierza do przedłużenia tego postępowania, mieliśmy już w tej sprawie wszystko - choroby, niestawiennictwa, niezawiadomienia" - sąd odroczył kontynuowanie procesu na drugą połowę czerwca ("bo sąd ma urlop"). 
Ewentualna przegrana Kaczyńskiego mogłaby oznaczać koniec jego prezydentury w stolicy. Wszystko wskazuje, że przed rozstrzygnięciem sądu odbędą się wybory - co najpewniej przekreśli możliwość rozstrzygnięcia sprawy ze względu na immunitet."Nie ma to jak tabloidy - one wypatrzą (prawie) wszystko.

Karol Manys w "SE" (z 20 kwietnia 2005 r.) informuje o dziwnym spotkaniu Marka Ungiera (do niedawna osoby nr 2 w Kancelarii Aleksandra Kwaśniewskiego) z Mieczysławem Wachowskim (onegdaj osoby nr 2 w Kancelarii Lecha Wałęsy):
"Wygląda na to, że pojednanie prezydentów Lecha Wałęsy (62 l.) i Aleksandra Kwaśniewskiego (51 l.) ma trwalsze podstawy, niż się komukolwiek może wydawać. Dlaczego? Bo zausznicy prezydentów spotykają się na kawie.
Wtorek. Dochodzi godzina 11.00. Do ekskluzywnego warszawskiego hotelu Hyatt wchodzi Mieczysław Wachowski. Za prezydenta Wałęsy był numerem dwa w Polsce. Chwilę póĽniej w tym samym miejscu pojawia się Marek Ungier. On z kolei jeszcze niedawno był numerem dwa w Kancelarii Prezydenta Kwaśniewskiego. Przypadek? Nie! Panowie są umówieni. Witają się i zamawiają kawę. Sprawiają wrażenie, jakby się świetnie znali i spotykali od dawna. Przez prawie godzinę prowadzą ożywioną rozmowę. Obaj są po niej wyraĽnie zadowoleni. 
O czym tak rozmawiali? Tego nie chcą zdradzić. Są wyraĽnie zaskoczeni, że ich przyłapaliśmy. 
- Dajcie żyć - rzuca tylko na odchodnym Mieczysław Wachowski i podaje Ungierowi rękę na pożegnanie. - Spotkaliśmy się, bo kulturalni ludzie powinni się czasem spotykać - to z kolei Marek Ungier. 
"Wiceprezydent" Marek Ungier (52 l.) 
Szara eminencja Pałacu Prezydenckiego. 
W politycznych kręgach mówiło się o nim "wiceprezydent". Był niemal wszechmocny. Jego kłopoty zaczęły się, gdy zaczęły się problemy SLD. Stracił fotel, gdy okazało się, że interesuje się nim prokuratura i kłopoty z prawem ma jego syn. 
"Kapciowy" Mieczysław Wachowski (55 l.) 
Szara eminencja Kancelarii Prezydenta Wałęsy. Wtajemniczeni twierdzą, że bez Miecia prezydent nie podjął żadnej decyzji. To wtedy pojawiło się słynne "kto nie z Mieciem, tego zmieciem", które najlepiej oddawało, jak potężne były jego wpływy. Mówiło się o nim - "kapciowy". Tuż przed wyborami w 1995 r. prezydent Wałęsa wyrzucił go z pracy. Mimo to obaj nadal się przyjaĽnią". 

Trochę historii
W sierpniu 1980 roku, trzeciego dnia strajku w Stoczni Gdańskiej, Wałęsa nie wpuścił na salę obrad Andrzeja Gwiazdy, głównego architekta tamtych zdarzeń. Jak powiedział p. Andrzej przez głośniki tylko usłyszeli, że Wałęsa podpisał porozumienie z dyrektorem stoczni po czym oznajmił, że to koniec strajku i zaraz zaczął śpiewać “Jeszcze Polska nie zginęła”. Bogdan Lis, bliski współpracownik Gwiazdy z Elmoru i współzałożyciel Międzyzakładowego Komitetu Strajkowego uważa, że Wałęsa doskonale wiedział co robi, prąc do zakończenia strajku ze wszystkich sił. Przecież osobiście, przez głośniki, nakłaniał robotników do opuszczenia stoczni. Jeżeli komukolwiek wtedy zależało na szybkim ugaszeniu strajku to tylko PZPR, choć nie koniecznie Służbie Bezpieczeństwa. 

Wspomina Ania Walentynowicz, 
... święta Solidarności: “kiedy weszłam na salę obrad, zorientowałam się, że Wałęsa sam, bez jakichkolwiek konsultacji, odwołał strajk. Poczułam się wtedy jak zbity pies.” Wtedy też po raz pierwszy ktoś krzyknął głośno w kierunku Wałęsy: “zdrada”. Na szczęście Alina Pieńkowska wraz z A. Walentynowicz zdołały zatrzymać cześć opuszczających już stocznię robotników. 

Po pomyślnym zakończeniu strajków w całej Polsce, powstała Krajowa Komisja Zakładowa NSZZ Solidarność z siedzibą w Gdańsku. Tam też, zaraz na początku jej działalności, zgłosił się pewien taksówkarz o nazwisku Mieczysław Wachowski. Powiedział, że chciałby przysłużyć się sprawie i chętnie by woził przewodniczącego Wałęsę swoim samochodem na co zresztą tenże ochoczo wyraził zgodę. Niemniej, już po kilku dniach członkowie Komisji Krajowej zostali poinformowani, że mają do czynienia z kapitanem Służby Bezpieczeństwa, o czym natychmiast poinformowano Wałęsę. Ten zaś w odpowiedzi oświadczył, że Wachowski będzie jego szoferem tak czy inaczej, nawet jeśli będzie musiał płacić mu z własnej kieszeni. I tak też się stało. Jak była rola Wachowskiego przy boku prezydenta Polski, nie trudno się domyślić. Moim zdaniem, Służba Bezpieczeństwa nie tyle nie dowierzała Wałęsie ile wiedziała dokładnie, jakie są jego możliwości intelektualne i w związku z tym musiała mieć koło niego kogoś, kto by miał na niego oko. 

W 1992 roku Jan Parys, szef Ministerstwa Obrony Narodowej, zdymisjonował wice-admirała Piotra Kołodziejczyka. Chodziło o reorganizację armii i stopniowe usuwanie z niej starych generałów, szkolonych w Moskwie, co do których mogło istnieć podejrzenie, że są lojalni tylko w stosunku do dawnych, sowieckich układów. Poza tym wiadomo było, iż pewna część wyższych oficerów Ludowego Wojska Polskiego była agentami KGB i jako tacy mogą być szantażem zmuszani do dalszej współpracy. To posunięcie J. Parysa spowodowało gwałtowny sprzeciw prezydenta Wałęsy, który wraz z post-komunistami wystąpił w obronie Kołodziejczyka. Jak potwierdził to sam J. Parys, od tego czasu rozpoczęły się wspólne naciski na rząd Jana Olszewskiego ze strony kancelarii prezydenta i ex-bolszewików, skupionych w Sojuszu Lewicy. Chodziło oczywiście o jego jak najszybsze usunięcie z rządu. I wkrótce tak też się stało. Nie ulega też najmniejszej wątpliwości, że to tylko Rosja mogła być wtedy zainteresowana pozostawieniem Kołodziejczyka u steru Polskiej armii. Jan Parys, jedyny człowiek który próbował zreorganizować Polskie wojsko, musiał odejść. Po nim nastał Janusz Onyszkiewicz, były KOR-owiec, jeden z najbardziej niekompetentnych ministrów ale w zdumiewający sposób “długowieczny”. Chyba jedynym powodem do chwały Onyszkiewicza może być tylko to, że był on najlepszym alpinistą wśród Polskich polityków. Natomiast nie sądzę, żeby był najlepszym politykiem wśród alpinistów. 

W tym samym 1992 roku Rosjanie dążyli do zamiany swych baz woskowych w Polsce na tzw. joint venture z Polakami. Nie trzeba było być specjalnie bystrym by wiedzieć, że dawałoby im to szansę na pozostawienie struktur wywiadowczych, zaplecza dla działań KGB oraz raz na zawsze sankcjonowałoby to obecność dużych grup Rosjan na Polskiej ziemi. Rząd Jana Olszewskiego kategorycznie odrzucił tę propozycję, co znowu spotkało się z ostrym sprzeciwem prezydenta Wałęsy. Targi w tej sprawie pomiędzy kancelarią prezydencką a Radą Ministrów trwały dość długo i nie trudno chyba domyśleć się z jakiego powodu L. Wałęsa chciał tych spółek z Rosjanami.

Natomiast bodajże najbrudniejszą robotę wykonał ten półpiśmienny prezydent Polski 4 czerwca 1992 roku. Wtedy to, na wniosek sejmu, Antoni Macierewicz, minister spraw wewnętrznych, przedstawił listę tajnych współpracowników SB, członków parlamentu. Poseł Kazimierz Świtoń oznajmił wówczas publicznie, iż na liście agentów Służby Bezpieczeństwa znajduje się także Lech Wałęsa, zakodowany jako tajny współpracownik “Bolek”. I wtedy stała się rzecz dziwna. W przypływie paniki Wałęsa przyznał, że podpisał 3 czy 4 papiery w grudniu 1970 roku i jasnym było, że te dokumenty to było zobowiązanie się do współpracy z SB . Niemniej nie dość, że to przyznanie się do winy nigdy nie zostało opublikowane w mediach, to w około dwie godziny póĽniej ukazało się inne oświadczenie prezydenta, w którym zapierał się wszystkiego i jednocześnie zarzucał Macierewiczowi, iż sfabrykował listę. Jednocześnie Lech Wałęsa zwrócił się do sejmu z wnioskiem o natychmiastowe odwołanie pierwszego od 47 lat w miarę patriotycznego rządu Polskiego. Wiedział też dobrze, że pod jego wnioskiem podpiszą się liderzy post-komunistów, ludowcy z Pawlakiem na czele, Konfederacja Polski Niepodległej z Moczulskim, który zresztą też był na liście agentów oraz Unia Demokratyczna z Tadeuszem Mazowieckim jako przewodniczącym. W takim układzie sił polityczno-mafijnych, na oczach całej Polski i w ciągu jednej nocy, Lech Wałęsa wykończył rząd Jana Olszewskiego tylko dlatego, że zaczynał on dawać nadzieję na dekomunizację, podstawową uczciwość polityczną oraz sprawiedliwość społeczną. Jasna sprawa, że taki rozwój sytuacji godziłby bezpośrednio w agentów SB. 

Jak kilkakrotnie potwierdził to publicznie Lech Kaczyński, w pewnym czasie bliski współpracownik Wałęsy i szef Biura Bezpieczeństwa Narodowego w latach 1990 – 91, “Lechu” od początku postawił na dawny układ komunistyczny, na SB-eckie powiązania. Mam też nagraną na taśmie wideo wypowiedĽ L. Kaczyńskiego, gdzie mówi on o tym, iż mało kto wiedział ale prezydent utrzymywał stałe kontakty z byłymi wysokimi oficerami SB, z kontrwywiadem wojskowym, który wtedy był przecież kontrolowany przez KGB. Spotkania te miał zawsze organizować Mieczysław Wachowski. Drogi Lecha Kaczyńskiego i Wałęsy ostatecznie rozeszły się, gdy po puczu Janajewa w Moskwie, prezydent zwrócił się oficjalnie do Jaruzelskiego i Kiszczaka z prośbą o konsultacje. Oczywiście obaj byli “czynownicy” sowieccy doradzali wysłanie depeszy gratulacyjnej do Janajewa, zatwardziałego komunisty. Ponoć Wałęsa nie zdążył z pocztą, kiedy okazało się, że Jelcyn wygrał wewnętrzne porachunki w Moskwie. Wiadomo też, że w trakcie puczu Janajewa, Wachowski nie opuszczał swego szefa na krok ani w dzień ani w nocy. 

Innym ciekawym przyczynkiem historycznym z tamtych czasów jest sprawa przemówienia, jakie Wałęsa wygłosił w Brukseli, w siedzibie NATO. Wcześniej, w Polsce, uzgodniono, że znajdzie się w nim jasna wykładnia stosunków Polsko - Rosyjskich, opartych głównie na poszanowaniu wzajemnej suwerenności. Otóż w swoim przemówieniu Wałęsa pominął tę kwestię a póĽniej okazało się, że to właśnie Wachowski wykreślił mu ją z gotowego już skryptu. Ano, kapitan SB w tym czasie był ważniejszy od prezydenta Polski razem do kupy wziętego z rządem. Nie wykluczone, że powodem takiej sytuacji był fakt, iż ten kapitan SB wiedział dokładnie gdzie jest teczka “Bolka”, która w jakiś tajemniczy sposób zniknęła z archiwów MSWiA. 

Waldemar Łysiak powiedział kiedyś, że: “Dołęga-Mostowicz (autor Nikodema Dyzmy) był wielkim prorokiem, bowiem cała książkę poświęcił L. Wałęsie i to na wiele lat przed jego urodzeniem”. Napisał też W. Łysiak w 1993 roku list otwarty, zaadresowany do lokatora Belwederu: “Namiętność do przebywania w światłach rampy, umiejętność zrzucania z szachownicy pionków, biegłość w czarowaniu mową-trawą o własnym posłannictwie i w tasowaniu kart „z rękawa”, wreszcie nielojalność wobec ludzi, a stałość w noszeniu Bogurodzicy przy klapie – to za mało, aby być mężem stanu i prezydentem państwa”. W jeszcze innym liście otwartym Anna Walentynowicz wzywała Lecha Wałęsę do ujawnienia prawdy o jego kontaktach ze Służbą Bezpieczeństwa, o tym, że nie przeskoczył muru Stoczni Gdańskiej, tylko został dowieziony tam motorówką Marynarki Wojennej. Domagała się też od niego powiedzenia całej prawdy o orgiach seksualnych, organizowanych mu w Belwederze przez “kapciowego” Wachowskiego. Oczywiście, na żaden z tych listów Lech Wałęsa nie odpowiedział. 

Nie od rzeczy będzie tu też przypomnienie, że planowany przyjazd W. Jaruzelskiego, Cz. Kiszczaka, L. Wałęsy oraz kilku innych zdrajców narodu Polskiego na konferencję zorganizowaną przez University of Michigan w dniach 7 – 10 kwietnia 1999 roku nie nastąpił. Stało się tak w wyniku zdecydowanej akcji Polonii Amerykańskiej pod hasłem „NOT WELCOME”. 

Z tej samej Ameryki inny przykład. Otóż po czerwcowym zamachu stanu, którego ofiarą padł gabinet J. Olszewskiego, z USA wyszedł komunikat, podpisany przez Edwarda Fijałkowskiego, byłego przewodniczącego Obywatelskiego Komitetu Wyborczego Lecha Wałęsy. Z tegoż komunikatu dowiadujemy się, że Wałęsa kompletnie stracił zaufanie amerykańskiej Polonii, która wzywa go, by jako zdrajca natychmiast złożył swój urząd. 

W świetle tego wszystkiego, co tu dotychczas napisałem, jako igraszkę ze sprawiedliwością można uznać ułaskawienie przez prezydenta Wałęsę mafijnego bossa w Polsce, nijakiego Andrzeja Zielińskiego „Słowika”, jednego z szefów wyjątkowo brutalnej mafii pruszkowskiej. 

Oczywiście, zawsze pozostaje pytanie, czy Lech Wałęsa to słynny już „Bolek”, tajny współpracownik Służby Bezpieczeństwa, jako, że teczki ze stosownymi dokumentami jak dotąd nie ujawniono. Osobiście sądzę, że to nie ma w tej chwili najmniejszego znaczenia. Obecną, tragiczną sytuację Polski na wszystkich frontach, zawdzięczamy między innymi Lechowi Wałęsie i nie ma w tej sprawie najmniejszych wątpliwości. Wałęsa odegrał taka samą rolę, jaką swego czasu grał niejaki Bolesław Bierut, agent NKWD, wyjątkowo podła kreatura. On też przez pierwszych kilka lat udawał bezpartyjnego polityka i nawet publicznie pokazywał się na Mszach Świętych. Chodziło oczywiście o wyprowadzenie w pole społeczeństwa aż do czasu, kiedy bolszewicki uchwyt na polskim gardle będzie wystarczająco mocny. I są tu dwie szkoły czy też dwa różne punkty widzenia na ten temat. Jedna z nich twierdzi, że Wałęsa wraz z resztą KOR-owskiej mafii plus ex-bolszewicy Polski zdradzić nie mogli bo od początku byli naszymi wrogami. Żeby coś lub kogoś zdradzić, trzeba najpierw być po ich stronie. Natomiast ja osobiście skłaniam się ku drugiej szkole, która mówi, że jeśli ktoś wychował się na polskiej ziemi to ma wobec niej jakiś podstawowy dług wdzięczności. Dlatego uważam, że miejsce tych ludzi jest poniżej robaków, żyjących w brudzie szamba. Dlatego też tak bardzo wstrząsnęła mną wiadomość, że Wałęsa ma być goszczony na ziemi australijskiej przez naszych rodaków. 
Nie ulega też wątpliwości, że w historii Polski było wielu zdrajców i nie jesteśmy pod tym względem ani gorsi ani lepsi niż reszta świata. Ale chyba nie ma takiego drugiego kraju, gdzie półpiśmienny chłop zostałby prezydentem, dostał nagrodę Nobla, sprowadził moralność polityczną do poziomu wojskowej latryny, zniszczył narodowy patriotyzm i na dodatek teraz ma własny Instytut. Dlatego czasem w środku nocy budzi mnie myśl, która nie chce odejść: ile czasu jeszcze musi upłynąć zanim Najjaśniejsza Rzeczpospolita w końcu podĽwignie się z kolan i wreszcie uprzątnie nasz Polski dom z brudów. 
Zbyszek Koreywo

Czy to jeszcze zaszłości spod "okrągłego stołu", czy już nowa jakość? 
W każdym razie symbioza zastanawiająca: kto jest teraz z kim i przeciwko komu...
Monika Olejnik: Panie profesorze, czy myśli pan, że minister sprawiedliwości Lech Kaczyński współpracuje z ?Trybuną??
Lech Falandysz: Trudno mi powiedzieć. Ja mam dowód na to, że umyślnie spowodował jako sprawca kierowniczy, bo nie twierdzę, że własnoręcznie gdzieś coś nosił przeciek do jednej z redakcji gazet tej jego informacji procesowej, o której napomykał w programach telewizyjnych
Monika Olejnik: Ale nie wymienił nazwisk. Te nazwiska, a właściwie inicjały wymieniła wczorajsza ?Trybuna?, mówiąc o tym, że ?Masa? sypie urzędników kancelarii prezydenta Wałęsy twierdzi, że Lech F. i Mieczysław W. wzięli po 150 tysięcy dolarów za pomoc w ułaskawieniu ?Słowika?.
Lech Falandysz: Tak, ale ja o przecieku tej treści wiedziałem już dzień wcześniej. To było w innej redakcji, wcale nie w ?Trybunie?, ale treść tego przecieku była właśnie taka. Ja bym nie reagował, gdyby nie to, że wiem, iż to Ministerstwo Sprawiedliwości spowodowało ten przeciek. Po drugie, były takie sugestie. Pan minister Kaczyński mówił
Monika Olejnik: Ale pretensje powinien pan mieć do ?Trybuny?, a nie do ministra Kaczyńskiego, bo on nie mówił ?Lech F.? ani ?Mieczysław W.?.
Lech Falandysz: To nic, ale ja wiem, że on to przekazał. Niech pani zrozumie
Monika Olejnik: Kim jest pana świadek?
Lech Falandysz: Ja nie będę mówił w mediach o swoich dowodach. Pan Kaczyński, jak ma jakiś dowód, o którym coś tam sączy, smęci, to póĽniej, wiedząc, że ten dowód jest słaby na ten temat też możemy za chwilę poteoretyzować dopuszcza go do mediów. A ja wiem jedno, i to jest dla mnie rzecz najważniejsza
Monika Olejnik: A pana kolega Mieczysław Wachowski też odstraszał ludzi?
Lech Falandysz: Nie wiem, o tym trzeba rozmawiać z Mieczysławem, ja nie jestem sędzią. 
Monika Olejnik: Chciałam zaprosić pana Wachowskiego tutaj do studia obiecał, że przyjdzie, ale potem się z tego wycofał i powiedział, cytuję
Lech Falandysz: Mieczysław to jest inny człowiek, ja jestem inny człowiek. Trudno mi oceniać ludzi, ja mówię za siebie. Jeżeli człowiek się znajduje w takiej sytuacji, że ludzie już zaczynają coś klepać, bo po to była ta informacja przez pana ministra sterowana, żeby ubrudzić mnie błotem; jeżeli to dotyka człowieka, który, jak mówię, wręcz odstrasza ludzi mnie się nie zdarzyło, żeby ktokolwiek mnie skojarzył z jakąś ofertą korupcyjną to jest dla mnie szczególnie dotkliwe. I ja będę ścigał ministra Kaczyńskiego za przestępstwo, bo on działa z jakąś grupą ludzi jak sam powiedział, najsprawniejszych prokuratorów którym się wydaje, że im wszystko wolno i wszystko mogą zrobić. Teraz to będzie tłumaczył. 
Monika Olejnik: A dlaczego, jak pan myśli?
Lech Falandysz: To prosta sprawa, moim zdaniem. Też pozwolę sobie poteoretyzować. Otóż jestem przekonany, że gdy pan minister Kaczyński dostał władzę, wielką władzę minister sprawiedliwości i prokurator generalny to pomyślał sobie
Monika Olejnik: Ale ja przypomnę, panie profesorze, że pan też się wyprowadził z kancelarii pana prezydenta i chyba tym flecistą też był wtedy Mieczysław Wachowski.
Lech Falandysz: Ja to byłem jeden mały szczurek i ja sam to zrobiłem, z własnej woli, bo akurat zawiodłem prezydenta w pewnej operacji prawno-politycznej. A minister Kaczyński ma zadawnione pretensje, więc pomyślał sobie
Monika Olejnik: Czyli myśli pan, że ktoś podpowiedział temu świadkowi koronnemu, żeby to powiedział?
Lech Falandysz: Oczywiście, powiem nawet więcej
Monika Olejnik: Panie profesorze, ale to jest ciężkie oskarżenie wobec ministra Kaczyńskiego. Uważa pan, że to minister Kaczyński sprokurował całą sprawę i podpowiedział ?Masie?, co ma mówić?
Lech Falandysz: Nie minister Kaczyński własnoręcznie, tylko ekipa najsprawniejszych prokuratorów. Po to jest ta ekipa, żeby jak to się mówi panu ministrowi robić dobrze, to są ludzie bardzo doświadczeni, oni wiedzą... 
Monika Olejnik: Ale czy działali z jego inspiracji, tak pan uważa?
Lech Falandysz: Tego to ja już nie wiem, bo ja nie siedzę w gabinecie ministra Kaczyńskiego ani nie słucham ich rozmów, ale to tak wygląda po prostu. Co będę mógł udowodnić, to udowodnię. Wszystkiego się nigdy nie udowodni, bo to są gabinety, to jest polityka. Pani najlepiej wie, że w polityce ilość zdarzeń kryminalnych jest nie mniejsza niż w normalnej populacji, a myślę, że nie mniejsza niż w słynnych miastach Pruszków i Wołomin.
Monika Olejnik: Pamięta pan to słynne zdanie Lecha Wałęsy, który powiedział
Lech Falandysz: Wie pani, trudno mi powiedzieć, dlaczego prezydent tak zareagował. Uważam, że akcja pana ministra jest skierowana jednak przeciwko prezydentowi Wałęsie, bo to jest główny cel zaszkodzenie pośrednio jemu, przez zaszkodzenie urzędowi czy ludziom. To jest dla niego sukces, takie mam wrażenie.
Monika Olejnik: Ale po co minister Kaczyński ma szkodzić Lechowi Wałęsie?
Lech Falandysz: Jak to po co?
Monika Olejnik: Proszę powiedzieć.
Lech Falandysz: Nie zna pani uczucia zemsty, najzwyklejszego w świecie?
Monika Olejnik: Nie sądzę, żeby Lech Kaczyński był mściwy.
Lech Falandysz: Myśli pani? No to ja nie wiem, to nie bawmy się w psychoanalizę czy w psychologię. Może jest, może nie jest jak mówię, jest to hipoteza. 
Monika Olejnik: W każdym razie jest świetnie oceniany przez opinię publiczną, ma wysokie notowania, 67 procent zaufania. 
Lech Falandysz: To bardzo dobrze, oczywiście, tylko niestety minister trochę opinię publiczną oszukuje, bo robi wielki huk, że oto zwalcza przestępczość i poprawi ludziom bezpieczeństwo. Nie poprawi, bo tymi środkami nie da się poprawić, zmiana kodeksu to rzecz najłatwiejsza, ale ona żadnych bezpośrednich skutków nie przynosi, wielokrotnie to mówiłem.
Monika Olejnik: Ale robi porządki w sądach, w prokuraturze, panie profesorze.
Lech Falandysz: Robi porządki, tak, tak, dobrze, niech robi. Robi nawet porządki tego typu, że próbuje oskarżać niewinnych ludzi o jakieś świńskie rzeczy, i tu już zaczyna popełniać przestępstwo. Bo jeśli chodzi o mnie, to ja mu wprost zarzucam przestępstwo i ja to po prostu sformalizuję, to znaczy napiszę, na czym polega to przestępstwo. Jest tylko taki kłopot, że to dostanie prokurator prokuratury rejonowej zawiadomienie o przestępstwie swojego wielkiego szefa. Ciekawe, co z tym zrobi, tak się zastanawiam, ciekawe, co z tym zrobi. Ale powiedzmy, że prokuratura może się bać, jeszcze przynajmniej przez jakiś czas, cokolwiek czynić w tej sprawie przeciwko swojemu szefowi. Natomiast co do sądów to jestem większym optymistą, bo sądy mogą pana ministra nie kochać za bardzo. Jak pójdę do sądu z prywatnym aktem oskarżenia czy z powództwem cywilnym, to te sprawy mogą być nadspodziewanie szybko załatwione, bo sędziowie mogą mieć w tym zainteresowanie.
Monika Olejnik: Minister Kaczyński mówi tak, cytuję za ?Trybuną?
Lech Falandysz: To jest typowy styl ministra Kaczyńskiego gadanie tego typu. Kogoś się lekko opluje, a póĽniej się mówi
Monika Olejnik: Ale ja będę broniła cały czas ministra sprawiedliwości, pozwoli pan, bo jednak on nie wypowiedział nazwisk panów.
Lech Falandysz: No to ja mówię raz jeszcze
Monika Olejnik: A czy jest dowód na to, że wysłali do prasy?
Lech Falandysz: Proszę pani, wysłali. Nie wiem, czy pocztą, czy faksem, czy w inny sposób to jest sprawa procesowa. Dowód na to jest, niestety, i dlatego tylko reaguję. Po pierwsze, wiem, że nie mam z tym nic wspólnego, że to jest koszmarne świństwo, a po drugie, wiem, że on działa kryminalnie. To cóż ja mogę zrobić? Niezależnie od jego dokonań i miłości opinii publicznej, jest to człowiek niewiarygodny. Ja nie mam do niego pretensji, niech sobie robi, co chce, ale nie może w sposób kryminalny postępować przeciwko mnie. 
Monika Olejnik: Ale co to znaczy
Lech Falandysz: Kryminalny, czyli przestępczy. Prokurator generalny, który coś plecie o jakimś śledztwie, a póĽniej przekazuje główny dowód swojego śledztwa mediom, dopuszcza się poważnego przestępstwa, mianowicie przestępstwa ujawnienia bez zezwolenia materiałów śledztwa, w dodatku fałszywych. Bo jeśli pójdziemy o krok dalej, to okaże się, że jego ekipa to wszystko sprokurowała. To są ewidentnie fałszywe dowody, słabe i fałszywe, a ponieważ są słabe i fałszywe, to lepiej je przekazać do mediów, opluć człowieka, a ponieważ ludzie są bardzo czuli, to oczywiście powiedzą
Monika Olejnik: A może pana dowód jest słaby i fałszywy, panie profesorze?
Lech Falandysz: To się okaże, czy słaby. Fałszywy na pewno nie jest, natomiast czy słaby, to się okaże. 
Monika Olejnik: Pan minister zapowiada śledztwo w sprawie przecieku.
Lech Falandysz: No to niech śledzi. On już tyle śledztw rozpoczął, że się pogubi.
Monika Olejnik: Ale minister właśnie zapowiada śledztwo w tej sprawie, skąd ta informacja znalazła się w ?Trybunie?.
Lech Falandysz: To bardzo dobrze, bo pan minister zaczyna rozpoczynać śledztwa jakby przeciwko sobie. To mu nawet prezydent Wałęsa radził, żeby przeciwko sobie wszczął śledztwo, bo w tygodniku ?Nie? czy w jakiejś tam książce ktoś pomawiał jego i jego brata o przyjmowanie korzyści majątkowych. I na to minister opowiada
Monika Olejnik: Dobrze, ale czy uważa pan, że jeżeli jest taka sprawa, to minister nie powinien się w ogóle nią zajmować?
Lech Falandysz: Niech się zajmuje, tylko w sposób przyzwoity, zgodnie z prawem. Jeżeli on to sprokurował, to popełnił przestępstwo na granicy zbrodni, natomiast jeżeli istotnie jest tak, że w owej sprawie ułaskawienia ktoś rzeczywiście bez żadnych nacisków powiedział, na przykład ten świadek koronny, że dano jakieś pieniądze to trzeba to badać. Tylko że przyzwoitymi metodami szukać dowodów, a nie wysyłać to do mediów. Dla mnie natomiast, człowieka, do którego jeszcze raz powtarzam nikt się nawet zbliżyć nie mógł i nie może nadal z tego typu ofertą, jest to szczególnie dziwaczne.
Monika Olejnik: Panie profesorze, ręczy pan za siebie i za Mieczysława Wachowskiego?
Lech Falandysz: Muszę ręczyć za Mieczysława Wachowskiego, bo to jest kwestia wizerunku urzędu prezydenckiego, to jest wyższy interes. Co do siebie mam pewność absolutną. Powiem pani jeszcze jedną rzecz
Monika Olejnik: A czy to nie jest spiskowa teoria?
Lech Falandysz: Nie wiem, ja tylko mówię, że wielu ludzi by się cieszyło, gdyby to się udało, bo byłoby im jakby lżej. Jestem jednak absolutnie pewien, że ministrowi Kaczyńskiemu ta akcja się nie uda, a ktoś jeszcze będzie za to odpowiadał. Nie wiem, czy on, ale się cieszę, że jest dzisiaj orzeczenie Trybunału Konstytucyjnego... 
Monika Olejnik: Właśnie, że minister może odpowiadać przed sądem.
Lech Falandysz: Tak, bo oni myśleli, ci ministrowie, że są ponad prawem pisałem o tym wielokrotnie bo mają Trybunał Stanu. Okazuje się, że nieprawda, że będą jak normalni ludzie odpowiadali przed sądem. To wielka rzecz, takie orzeczenie, bo ministrowie od dzisiaj nie będą się czuli bezkarni. Sam mam w swoich sprawach chyba z pięciu ministrów pod oskarżeniem, teraz będzie szósty, więc bardzo się cieszę.

Wachowski pomagał w przemycie narkotyków do Polski?
Poniedziałek, 6 czerwca 2005, 07:00
Mieczysław Wachowski występował na Wybrzeżu jako persona, która siedzi w narkotykach - mówi dziennikarzom RMF skruszony gangster; dziś współpracujący z amerykańskimi służbami antynarkotykowymi. Wachowski zaprzecza. 

Mężczyzna, do którego w Stanach Zjednoczonych dotarli nasi reporterzy, mówi wprost o powiązaniach byłego szefa Kancelarii Prezydenciej Lecha Wałęsy z gangami narkotykowymi. 

Wachowski występował na Wybrzeżu jako persona, która siedzi w narkotykach. Wiedziałem to od ludzi bardzo mocno siedzących w narkotykach (…) jak „Schwarzenegger”, z którym się przyjaĽniłem, jak Nikodem Skotarczak, „Nikoś”, jak „Jurand”. Ci ludzie byli zorientowani, kto i jak trzyma na Wybrzeżu narkotyki.

Wysoki urzędnik państwowy zamieszany w przemyt kokainy (3 czerwca 2005)
Były gangster opowiedział nam o transporcie 800 kg kokainy, który zamówił u niego „Słowik”, jeden z gangsterów pruszkowskich. Towar miał zostać przewieziony z wysp Bahama do Polski. 
Mówił, że droga jest pewna, że towar nie wpadnie, ponieważ za tę drogę odpowiada jeden z poważnych ludzi w Polsce. Tu muszę wymienić nazwisko Mieczysława Wachowskiego. Z ust „Słowika” padło, że Mietek – jak to się mówi – załatwi transport bezpieczny do Gdyni. Opowiedział, jak to mniej więcej będzie wyglądało. Amerykańcy oficerowie z rządowej agencji antynarkotykowej DEA twierdzą, że informator jest bardzo wiarygodny i w jego relację można wierzyć 
Wg naszych informacji, prokuratorzy dysponują zeznaniami innego skruszonego gangstera, który potwierdza wersję naszego informatora. Sprawą zajmuje się Prokuratura Apelacyjna w Krakowie. Prokuratura Apelacyjna w Krakowie posiada już szereg informacji potwierdzających tego rodzaju fakty. Ale oprócz tego nazwiska pojawia się szereg innych osób, które mniej lub bardziej znane są polskiej opinii publicznej - mówi prok. Włodzimierz Krzywicki. 
Prokuratorzy cały czas weryfikują materiał. Może to potrwać nawet kilka miesięcy. Ale już teraz wiadomo, że narkotykowi bossowie nie działali w próżni; musiał im pomagać im ktoś bardzo wysoko postawiony. Mieczysław Wachowski wszystkiemu zaprzeczył. Informacje byłych gangsterów skwitował śmiechem...

Wygląda na to, że wyrok sądu uznający, że Lech Kaczyński swoją wypowiedzią, iż Mieczysław Wachowski jest "wielokrotnym przestępcą" naruszył dobra osobiste byłego szefa kancelarii Lecha Wałęsy, był przedwczesny i po prostu "załatwiony". Kolejny dowód "pomroczności intelektualnej" i korupcji w polskich sądach?

PS. 
Kończąc ten artykuł, dowiaduję się że Wachowski, jak każdy z GTW - choćby wiecznie wiecznie schorowany Lew Rywin - znowu jest zwolniony. Śmieszne (czytaj impotentne) są te nasze organy władzy. Potrafią tylko prześladować działalność redaktora Z. Raczkowskiego, dlatego że opisuje prawdę?

Nowe publikacje o tematyce aferalnej i korupcyjnej z cyklu "NIEBEZPIECZNE TEMATY" 
Co może jeszcze zrobić III RPRL (bezustannie żydowska) w swym agonalnym stanie? 
Mistyka żydowskich finansów - czy "makler" Włodzimierz Cimoszewicz korzystał z poufnych informacji giełdowych?
TECZKA CIMOSZEWICZA - tylko jakiś tam kit? - kiedy skończy się pobłażliwość społeczeństwa dla sprzedawczyków z PZPR?
WŁODZIMIERZ CIMOSZEWICZ? [alians: Goldstein, alians Timoszko]

ALEKSANDER KWAŚNIEWSKI - JAKI PREZYDENT, TAKIE PAŃSTWO
KIM NAPRAWDĘ JEST PREZYDENT R.P.???? ALEKSANDER KWAŚNIEWSKI, CZY MOŻE STOLZMAN???
NIEZNANE FAKTY Z ŻYCIA KWAŚNIEWSKIEGO - KOLEJNA AFERA SLD?
"CZY JOLANTA KWAŚNIEWSKA  MA SZANSE  ZOSTAĆ PREZYDENTEM RZECZPOSPOLITEJ???"
czy jej fundacja "pierze pieniądze?" ,
- został tylko krzyż narodu polskiego? - Judaizm, czyli "Jak rozpoznać Żyda" i  Jedwabne tylko dla Żydów?    
TAJNE - JAWNE TAJEMNICE PAŃSTWOWE? - raport o działalności pułkownika Władimira Ałganowa z KGB w sprawach: Prezydenta RP Aleksandra Kwaśniewskiego, Premiera Józefa Oleksego i Leszka Millera, szefa MSWiA oraz Ministra Spraw Zagranicznych Włodzimierza Cimoszewicza, Ministra Skarbu Wiesława Kaczmarka, oraz biznesmena Jana Kulczyka.
  witryna OBYWATELSKIE NIEPOSŁUSZEŃSTWO 

tym samym dochodzimy do setna sprawy, czy "Raportu o stanie sądownictwa polskiego"

Zapraszamy wszystkich sędziów, prokuratorów, adwokatów, polityków i resztę urzędniczego "badziewia" zamieszanego we wszelkie oszustwa do ogólnopolskiej "czarnej listy Raczkowskiego"... 
miłego towarzystwa wzajemnej  adoracji ...

www.aferyprawa.com - Niezależne Wydawnictwo Internetowe "AFERY - KORUPCJA - BEZPRAWIE" Ogólnopolskiego Ruchu Praw Obywatelskich 
i Walki z Korupcją.
prowadzi: (-)  ZDZISŁAW RACZKOWSKI.
Dziękuję za przysłane teksty opinie i informacje. 
    uwagi i wnioski proszę wysyłać na adres: Z.Raczkowski@aferyprawa.com 

WSZYSTKICH SĘDZIÓW INFORMUJĘ ŻE PROWADZENIE STRON PUBLICYSTYCZNYCH
JEST W ZGODZIE z  Art. 54 KONSTYTUCJI RZECZYPOSPOLITEJ POLSKIEJ 
1 - Każdemu zapewnia się wolność wyrażania swoich poglądów oraz pozyskiwania i rozpowszechniania informacji. 
2 - Cenzura prewencyjna środków społecznego przekazu oraz koncesjonowanie prasy są zakazane.
ponadto Art. 31.3
Ograniczenia w zakresie korzystania z konstytucyjnych wolności i praw mogą być ustanawiane tylko w ustawie i tylko wtedy, gdy są konieczne w demokratycznym państwie dla jego bezpieczeństwa lub porządku publicznego, bądĽ dla ochrony środowiska, zdrowia i moralności publicznej, albo wolności i praw innych osób. Ograniczenia te nie mogą naruszać istoty wolności i praw.

zdzichu

Komentarze internautów:

Komentowanie nie jest już możliwe.