Do manipulacji społeczeństwem i jego dezinformacją za pomocą mediów sympatyzujących z Donaldem Tuskiem i Bronisławem Komorowskim już się przyzwyczailiśmy. To zło groźne, ale rozpoznane i na razie w odwrocie – vide: znakomita kampania internetowa Jarosława Kaczyńskiego.

Wygląda jednak na to, że wybory prezydenckie są tak niezmiernie ważne dla PO, istnym „być albo nie żyć”, że pierwszy raz od roku 1989 r. partia rządząca, coraz mniej wierząc w wygraną swojego pupila, postanowiła dopuścić się manipulacji prawnych.
Manipulacji o wiele groźniejszych niż medialne.
Pierwsza, to nagłośnione wczoraj przez TVP dostrajanie ordynacji wyborczej do target PO. Platforma pamięta, że wybory w 2007 r. wygrała dzięki niesłychanej mobilizacji propagandowej do podwyższenia frekwencji wyborczej i nakłonienie do udziału ludzi młodych, zamożnych i lubiących się bawić, czyli swoich biernych politycznie zwolenników. Dziś poprawieniu frekwencji wśród tych wyborców ma poprawić nagła zmiana zasad przeprowadzenia wyborów prezydenckich, przez wprowadzenie możliwości odbierania „zaświadczeń o prawie do głosowania” bezpośredni od komisji wyborczej w I turze. W ten sposób, bez wysiłku i łażenia po urzędach, osoby planujące wyjazd na wakacje na początku lipca, dostaną możliwość głosowania w II turze w miejscu swojego wypoczynku. Platforma ma wszystkie atuty by taką zmianę przeprowadzić błyskawicznie: Marszałka Sejmu, większość w parlamencie, większość w senacie i p.o. Prezydenta, który takiej ustawy na pewno nie zawetuje. A, że nieelegancko, nieetycznie i brzydko to pachnie? A, że jest to złamanie wykładni Sądu Najwyższego, iż zmian w Ordynacji mozna dokonywac najpóźniej na pół roku przed wyborami? TVN i GW przedstawią to zupełnie inaczej, a "elity" zbagatelizują. Należy chyba się cieszyć, że przy takich możliwościach PO nie podkręca ordynacji jeszcze bardziej, np. przez wprowadzenie możliwości głosowania per procura.
Druga manipulacja jest jednak o wiele groźniejsza, ponieważ stanowi bezpośrednie złamanie Konstytucji RP przez przychylny Komorowskiemu MSZ. Na tą sprawę zwrócili wczoraj uwagę Niepoprawni.pl; chodzi o uniemożliwienie starej części Polonii zagranicznej, głosowania na Jarosława Kaczyńskiego, który jest tam niezwykle popularny.
Otóż: W komunikacie wyborczym, zamieszczonym przez placówki dyplomatyczne RP czytamy:
"Warunkiem ujęcia w spisie wyborców oraz wzięcia udziału w głosowaniu jest posiadanie przez wyborcę zamieszkałego na stałe za granicą lub przebywającego czasowo za granicą ważnego polskiego paszportu."
(wytłuszczenie w komunikacie).
Jest to w oczywisty sposób sprzeczne z Konstytucją RP, która w
rozdziale II, art. 62 pkt 1 wyraźnie stwierdza, że:
"Obywatel polski ma prawo udziału w referendum oraz prawo wybierania
Prezydenta Rzeczypospolitej, posłów, senatorów i przedstawicieli do
organów samorządu terytorialnego, jeśli najpóźniej w dniu głosowania
kończy 18 lat."
Poświadczeniem posiadania polskiego obywatelstwa jest wydany oficjalnie dokument przez organy RP, którym - poza granicami kraju - jest paszport.
Nie ma przy tym znaczenia czy paszport ów utracił ważność czy nie. W myśl art 32 Konstytucji RP "nikt nie może zostać pozbawiony obywatelstwa" a zatem przepisy te łamią w sposób szczególny postanowienia Konstytucji.
Miliony osób w szeroko rozumianej Polonii na całym świecie, które posiadają nieważne paszporty polskie, lecz je posiadają, jako obywatele RP zostały w ten sposób pozbawione prawa głosowania, nie dotyczy to jednak tzw. „Londyńczyków”, czyli świeżej emigracji zarobkowej, kursujących samolotami pomiędzy Polską a Anglią i na pewno posiadających ważne paszporty. Ale to zrozumiałe,” Londyn” wciąż jest uznawany za przyczółek PO.
W tej sytuacji chciałbym prosić niezależnych dziennikarzy o nagłośnienie sprawy i zmuszenie MSZ-tu do zmiany stanowiska i zaprzestania łamania Konstytucji.
Przy tej ostatniej sprawie drobiazgiem jest nadużycie Komorowskiego z powoływaniem ni z gruszki, ni z pietruszki i bez zaistnienia konstytucyjnej potrzeby Rady Bezpieczeństwa Narodowego i wciąganie do tego ciała swoich kontrkandydatów oraz poprawianie frekwencji za granicą (oczywiście dla Polaków z ważnym paszportem) przez otwieranie ad hoc dodatkowych placówek dyplomatycznych.
To niesłychanie groźne zjawiska i wskazujące na stopień determinacji do wygrania wyborów przez obóz polityczny Tuska, nawet, jeśli miałoby się to wiązać z zarzutem „drukowania” wyników. Powyższe manipulacje prawne wykraczają poważnie poza sferę dobrych obyczajów w demokracji i rażąco łamią zasady współżycia społecznego – dlatego też, choć wcześniej się z tego śmiałem, dziś coraz poważniej traktuję możliwość, iż może dojść do próby fałszerstwa wyborczego na korzyść Bronisława Komorowskiego.
Wszystkich dziennikarzy, blogerów, komentatorów i czytelników, którym bliska jest idea państwa prawa, proszę o przyglądanie się wszelkim dziwnym ruchom dotyczącym prawa wyborczego, organizacji i przebiegu wyborów, sprawdzenie się na listach, a najlepiej zgłoszenie się, jako „mężowie zaufania” do komisji liczącej głosy.