Imieniny:

AferyPrawa.com

Redaktor Zdzisław Raczkowski ujawnia niekompetencje funkcjonariuszy władzy...
http://Jooble.org
Najczęściej czytane:
Najczęściej komentowane:





Pogoda
Money.pl - Kliknij po więcej
21 lutego 2020
Źródło: MeteoGroup
Polskie prawo czy polskie prawie! Barwy Bezprawia

opublikowano: 26-10-2010

AFERY PRAWA OSZUSTWA PRYWATYZACYJNE RZĄDZĄCYCH

SABOTAŻ, DYWERSJA CZY BAŁAGAN? - PRYWATYZACYJNE OKRADANIE POLSKIEGO NARODU - z cyklu przekręty nie tylko platformersów... Zbigniew Lipiński

Zagrabić, co jeszcze niezagrabione - CZĘŚĆ III (ostatnia)

Piętnaście przedsiębiorstw PKS Ministerstwo Skarbu Państwa (MSP) przeznaczyło do „prywatyzacji”. Jest to 12 zakładów z województwa mazowieckiego oraz przedsiębiorstwa z Radomska, Żywca i Pszczyny. Ministerstwo Sprzedaży Polski „pracuje” także nad pozbyciem się udziałów Skarbu Państwa w POLBUS-PKS SP. z o.o. Oczywiście, komunikacja samochodowa nie musi pozostawać w rękach państwowych (w przeciwieństwie do PKP, które mają charakter strategiczny), rzecz jednak w tym, by PKS przeszła w ręce polskie. Tymczasem MSP sprzedało zagranicznej firmie Veolia Transport Polska udziały PKS w pięciu miastach Polski.

W ostatnim odcinku z tego cyklu prezentujemy ostatnie aspekty dobijania polskiej własności.

Prywatyzacyjny falstart

Jak na razie, „prywatyzacyjny” debiut większych przedsiębiorstw wypadł fatalnie, co nota bene świadczy o kompetencjach ekonomicznych ekipy Donalda Tuska. Rzucone na giełdę akcje „Azotów” tarnowskich spadły na łeb, na szyję, bo o 18%. Cena emisyjna wynosiła 19,5 zł, a akcje sprzedano po 15,99 zł. Z zaplanowanych 307,5 mln zł spółka otrzymała zaledwie 295 mln zł. Według analityków powodami spadku ceny akcji są m.in. zawyżenie ceny akcji oraz dopuszczenie do obrotu akcji pracowniczych. Prezes „Azotówrobi dobrą minę do złej gry zapewniając, że brakujące środki zostaną „bez problemu uzupełnione z innych źródeł”, bo - jak zapewnia - „wyniki pierwszego półrocza będą wyższe niż oczekiwano”.

Do debiutu giełdowego są szykowane też Zakłady Azotowe „Kędzierzyn”, a do 2011 r. mają zostać sprzedane m.in. Huta „Łabędy”, Huta „Bolesław” w Bukowinie, Przedsiębiorstwo Wydawnicze „Rzeczpospolita”, Elektromontaż i Stomil z Poznania oraz kielecka „Prema”.

Na dzień 3 lub 4 sierpnia zaplanowano rozpoczęcie wyprzedaży „ENEA” - firmy zajmującej się przesyłem i dystrybucją energii elektrycznej. Termin ten jednak jest zagrożony ponieważ nie dotarły raporty analityczne dotyczące spółki. Natomiast MSP, mimo fatalnej sytuacji na giełdzie, nie chce przekładać terminów debiutu Enei, PGE i Bogdanki. „Te spółki potrzebują kapitału, a mamy sygnały o zainteresowaniu nimi inwestorów. Nie ma więc sensu czekać w nieskończoność na powtórkę sytuacji na GPW [Giełda Papierów Wartościowych - red.] sprzed kilku lub kilkunastu miesięcy” - „wyjaśnia” minister skarbu państwa Aleksander Grad.

Jak wiadomo, PSL było dotąd co najmniej wstrzemięźliwe odnośnie do tzw. prywatyzacji. Przypomnijmy, że Waldemar Pawlak, będąc premierem rządu SLD-PSL utworzonego w 1993, jak mógł tak wstrzymywał wyprzedaż majątku narodowego i za to m.in. zapłacił stanowiskiem szefa rządu. Teraz postawa ludowców zmieniła się diametralnie. Gra między PO a PSL idzie nie o to czy wyprzedać resztki „sreber rodowych”, ale kto będzie to czynił oraz o podział wpływów w Skarbie Państwa, w radach nadzorczych, zarządach oraz instytucjach finansowych. I na tym tylko tle może dojść do perturbacji w koalicji. Tak w każdym razie utrzymuje autor ciekawego artykułu „Czy zarządzanie państwowymi spółkami i prywatyzacja skłócą PO z PSL” zamieszczonym w „Gazecie Finansowej”. Autor, Jarosław Jakimczyk, utrzymuje, że „ludowcy, gdy interes tego wymaga, potrafią być liberałami w zarządzaniu majątkiem państwowym”.

Aby obłaskawić ludowców, platformersi dali im więcej stanowisk niż wynikałoby z parytetu otrzymanych głosów i to wcale niebagatelnych. Tak więc nadzór nad sektorem energetyczno-paliwowym w Ministerstwie Gospodarki objął Eugeniusz Postolski z PSL jako podsekretarz stanu, a offset i obrót specjalny b. doradca Pawlaka - Dariusz Bogdan. Oprócz tego sekretarzem stanu ds. Polonii w MSZ został Jan Borkowski. Równie poważne stanowisko otrzymał Jan Bury, który w Ministerstwie Skarbu odpowiada za energetykę i farmację. Z kolei nominację na podsekretarza stanu w MON otrzymał Zenon Kosiniak-Kamysz, który zajmuje się tam zamówieniami publicznymi i modernizacją armii. „To już nie tylko prosty podział stołków, wynikający z parytetu miejsc wpisanego do umowy koalicyjnej” - komentuje Jakimczyk. W zamian ludowcy zgodzili się na wybór Andrzeja Klesyka na stanowisko prezesa PZU, zaufanym Alicji Kornasiewicz, która w rządzie Jerzego Buzka stanowiła wraz z Leszkiem Balcerowiczem zgrany tandem „prywatyzacyjny”. Nominacja ta, zauważa autor, „oznacza implicite, że rolę eminance grise gabinetu Donalda Tuska odgrywa Balcerowicz”. Warto zauważyć iż odgrywająca kluczową rolę w grupie PZU spółka PZU Asset Management kierowana jest przez Andrzeja Lado - bliskiego współpracownika Cezarego Stypułowskiego prezesa PZU w czasach rządu Marka Belki. Toteż Ladko „posłusznie wykonuje dyspozycje nowego zwierzchnictwa związanego z dawną Unią Wolności” - czytamy w „Gazecie Finansowej”. Ze swej strony Asset powołał do Rady Nadzorczej PKO BP Jerzego Osiatyńskiego - ministra finansów w rządzie Hanny Suchockiej z ramienia UW. Instytucje te nadzoruje Michał Chyczewski - człowiek Balcerowicza, a za takiego uchodzi również zasiadający w Radzie Nadzorczej PKO BP - prof. Jan Bossak. W Radzie Banku znajdują się też ludzie Jana Krzysztofa Bieleckiego, który od lat przyjaźni się z Tuskiem. Natomiast PSL umieściło w Radzie Romana Sobeckiego b. doradcę wicepremiera i ministra skarbu Mirosława Pietrewicza. PO nie chce, by ludowcy zdominowali branżę energetyki i dlatego Tusk rozwiązał zespół ds. bezpieczeństwa energetycznego państwa, kierowany przez Pawlaka, i sam się postawił na jego czele. Niemniej - twierdzi autor artykułu - „dopóki PO ma w zanadrzu mniej lub bardziej lukratywne posady dla zaspokojenia roszczeń działaczy PSL, dopóty rokowania koalicji nie będą złe”.

Protestów jest niewiele, są słabe, a niekiedy - np. w przypadku PiS - mają charakter dwuznaczny. „POsezonowa wyprzedaż majątku skarbu państwa” - grzmiał w kwietniu br. Klub PiS. Wiceprzewodnicząca sejmowej Komisji Finansów Publicznych - Aleksandra Natalli-Świat zarzuciła ekipie rządzącej, że zamiast reform, np. finansów publicznych, sprzedaje majątek narodowy, a taka polityka doprowadzi do sytuacji, w której zabraknie polskich podmiotów posiadających zdolność wpływu na polski rynek finansowy. Z drugiej strony ta sama posłanka twierdzi, że „na sprzedaż powinny trafić prawie wszystkie spółki, gdzie Skarb Państwa ma udziały, poza tymi, które mogą mieć dla Polski kluczowe znaczenie, np. firmy z sektora energetycznego. Ponadto Natalli-Świat sprzeciwiała się sprzedaży BGŻ, ponieważ wartość tego banku będzie rosła, więc… należałoby go sprzedać za dwa trzy lata. Protest to, przyznajmy dwuznaczny.

Inny poseł, D. Jackiewicz ostrzegał przed wyprzedażą energetyki ponieważ doprowadzi to do całkowitej utraty wpływu na ceny energii. Marek Suski zwrócił uwagę na możliwość utraty pracy przez zatrudnionych w spółkach przeznaczonych do „prywatyzacji”. Ale i on nie był jednoznaczny, gdyż - jak zaznaczył - nie powinno się odstępować od sprzedaży poprzez giełdę. Co więcej, swój protest przeciw sprzedaży tarnowskich „Azotów” uzasadniał tym, że głównymi nabywcami będą firmy państwowe „Ciech” i PGNiG. Czyli mamy do czynienia z klasycznym sporem o metodę wyprzedaży majątku narodowego, a nie o zasadę zachowania własności w rękach polskich.

„Jeżeli my raz sprzedamy i zyskamy nawet te 30 mld złotych, to pytanie, co będzie dalej i skąd będziemy brać środki. Bo kolejne zyski tych przedsiębiorstw będą już należały do prywatnych właścicieli” - mówił Andrzej Lepper, lider Samoobrony. Jego zdaniem żadnej firmy wskazanej przez rząd do prywatyzacji nie należy sprzedawać: One bardzo dobrze działają, mają duże zyski, więc czego my chcemy? Chyba, że zrobimy tak, jak z Polskimi Hutami Stali, gdzie „Hindusi” przejęli huty warte 6 mld za 6 mln złotych. Dodał też: „Najpierw należy rozliczyć te prywatyzacje, które były w Polsce przez te kilkanaście lat, wyjaśnić nieprawidłowości, rozliczyć winnych. Komisje specjalne - do spraw prywatyzacji miały powstać”. Racja, miały powstać, ale rządzący PiS nie spieszył się z ich powołaniem.

Naród bez własności

Jeżeli PO wraz z PSL zrealizują swoje zamiary wyprzedaży, Polacy zostaną bezapelacyjnie narodem bez własności. Dodajmy uczciwie, przy kompletnej obojętności społeczeństwa, któremu zdrowy rozsądek polityczny oraz tożsamość narodową wyprały TVP, TVN i „Gazeta Wyborcza”, by wymienić tylko najważniejsze „przekaziory” oligarchii rządzącej Polską. Pozostaną w rękach polskich sklepiki z żywnością kasowane przez zagraniczne supermarkety, nieliczne zakłady rzemieślnicze, no i firmy kierowane przez „polskich” oligarchów, którzy majątek zdobyli z reguły w okolicznościach niejasnych. Są oni sprzężeni z układem władzy oraz kapitałem zagranicznym, a niektórzy z nich sami biorą udział w tzw. prywatyzacji. To kapitał kompradorski. A nieliczne polskie firmy i tak ledwo dają sobie radę przy obciążeniach biurokratycznych, niezliczonych kontrolach, i brakiem kredytów bankowych, gdyż bankowość polska została oddana w pacht bankom zagranicznym. A one nie kwapią się ze wspieraniem polskiej przedsiębiorczości.

Wyprzedaż majątku narodowego obecnie, podobnie jak uprzednio, odbywa się w myśl dwóch reguł. Pierwsza - pod nóż idą firmy dobrze prosperujące; i tak np. z grupy PKP sprzedaje się dwie dochodowe spółki - „Intercity” i „Polcargo”. (Przypomnę, że te same spółki zamierzało sprzedać - Prawo i Sprawiedliwość, gdy było przy władzy.) Druga reguła polega na rzucaniu na rynek w jednym czasie wielu firm, czemu towarzyszy ogłaszanie „urbi et orbi”, ile państwo zamierza na wyprzedaży zyskać. W myśl prawa popytu i podaży wartość takich firm maleje. Doskonale wiedzą o tym organizatorzy tego zdradzieckiego procederu. To przecież zagraniczne koncerny mają zyskać, a nie Państwo Polskie. Akcji tej towarzyszy bredzenie o wyższości własności prywatnej nad państwową. A przecież przedwojenne zakłady państwowe funkcjonowały bardzo dobrze. Również dzisiaj wiele z nich daje sobie z powodzeniem radę.

Tzw. prywatyzacja odbywa się pod dyktando wielkich korporacji międzynarodowych i Unii Europejskiej. Ale za jej organizowanie są odpowiedzialni polskojęzyczni politycy mieniący się prawicą lub lewicą. Pozostają oni bowiem nie na usługach interesu polskiego, ale realizują obce antypolskie interesy. W świecie interesu, każdy chce kupić najtaniej i sprzedać najdrożej. Winni są ci, którzy ogałacają Polaków z ich własności poprzez tzw. prywatyzację. Jest to po prostu zdrada stanu. Ale w dzisiejszej Polsce zdrada nie podlega karze, bo to przecież zdrajcy tworzyli III RP dla siebie, nie dla Polaków. Reszta spełniała rolę - w najlepszym razie - pożytecznych idiotów.

Zbigniew Lipiński, (Myśl Polska - Nr 27-28)

Polecam sprawy poruszane w działach:
SĄDY PROKURATURA ADWOKATURA
POLITYKA PRAWO INTERWENCJE - sprawy czytelników

Tematy w dziale dla inteligentnych:
ARTYKUŁY - tematy do przemyślenia z cyklu: POLITYKA - PIENIĄDZ - WŁADZA

"AFERY PRAWA"
Niezależne Czasopismo Internetowe www.aferyprawa.com
redagowane przez dziennikarzy AP i sympatyków z całego świata których celem jest PRAWO, PRAWDA SPRAWIEDLIWOŚĆ DOSTĘP DO INFORMACJI
ORAZ DOBRO CZŁOWIEKA

uwagi i wnioski proszę wysyłać na adres: afery@poczta.fm - Polska
redakcja@aferyprawa.com
Dziękujemy za przysłane teksty opinie i informacje.

WSZYSTKICH INFORMUJĘ ŻE WOLNOŚĆ WYPOWIEDZI I SWOBODA WYRAŻANIA SWOICH POGLĄDÓW JEST ZAGWARANTOWANA ART 54 KONSTYTUCJI RZECZYPOSPOLITEJ POLSKIEJ.

zdzichu

Komentarze internautów:

Komentowanie nie jest już możliwe.