Imieniny:

AferyPrawa.com

Redaktor Zdzisław Raczkowski ujawnia niekompetencje funkcjonariuszy władzy...
http://Jooble.org
Najczęściej czytane:
Najczęściej komentowane:





Pogoda
Money.pl - Kliknij po więcej
23 stycznia 2020
Źródło: MeteoGroup
Polskie prawo czy polskie prawie! Barwy Bezprawia

opublikowano: 26-10-2010

KONTROWERSYJNY MAREK BELKA??? - czy SZYKOWANA KOLEJNA AFERA?
- tylko MILENIJNY RZĄD???

Na tych stronach kontrowersyjne postępowania prof. Marka Belki. Trzecie podejście udane, w końcu zastąpił Leszka Millera. Przecież nie wybierając go na premiera tracili tylko posłowie, na pewno nie społeczeństwo... Pada SLD - tak więc trzeba jak najszybciej podzielić "tort kasy i wpływów"  wśród kolesiów... Zaczęło się od najlepszych kęsków, czyli ORLENU I PZU...co będzie dalej w kolejce???

Marek Belka, 52 lata, profesor ekonomii.
Od lutego 1996 do lutego 1997 r. Belka był doradcą ekonomicznym prezydenta Aleksandra Kwaśniewskiego. Potem został na pół roku, do wyborów na jesieni 1997 r., ministrem finansów w rządzie premiera Włodzimierza Cimoszewicza, zastępując Grzegorza Kołodkę, który słynął z konfliktowości. Następnie wrócił na cztery lata rządów koalicji AWS-UW do doradzania prezydentowi. W 2001 r., jeszcze w trakcie kampanii do Sejmu, został pod naciskiem Kwaśniewskiego kandydatem na ministra finansów w planowanym rządzie Leszka Millera. Miller wolał Kołodkę, bo skojarzył go ze wzrostem gospodarczym za poprzedniego rządu SLD, ale Kwaśniewski się uparł na Belkę. Na kilka dni przed wyborami Belka na konferencji prasowej postraszył wyborców - zapowiedział walkę z deficytem budżetowym (ze słynną dziurą AWS-owskiego ministra finansów Jarosława Bauca). Wyjaśnił, że aby ten deficyt zasypać, będzie ciąć wydatki, zlikwiduje wspólne opodatkowanie małżonków, niewykluczone, że podniesie VAT na materiały budowlane i żywność, zracjonalizuje przyznawanie rent III grupy. Spuentował swoją konferencję prasową cytatem z Leszka Balcerowicza: "Trzeba robić swoje". SLD zmartwiało, gdy to usłyszało - z powodu cięć i powołania się na Balcerowicza. Po wyborach Belka został jednak ministrem i wicepremierem, ale i Miller, i liczni politycy SLD uważali, że ta przedwyborcza wypowiedź kosztowała ich kilka procent głosów. 
Przygotował dwa budżety - na 2002 i 2003 r. W lipcu 2002 r. podał się do dymisji - "nie chciał się kopać z koniem". Tym koniem był Leszek Miller. Został dyrektorem ds. polityki gospodarczej w Tymczasowych Władzach Koalicyjnych w Iraku. Belka ostentacyjnie podkreślał swoją niezależność od polityków i niechęć do ich ingerencji w gospodarkę. Boi się tego, co spotkało Millera?
Niechęć Belki do wszelkich wystąpień widać na bieżąco. Stara się nie wypowiadać w żadnej kontrowersyjnej sprawie państwowej. W kuluarach mówi się o nim, że jest marionetką, której sznurkami pociąga prezydent Kwaśniewski... cdn.

        Na początek, w gabinecie Belki znalazło się siedmiu ministrów z rządu Leszka Millera, w tym wicepremier, minister gospodarki Jerzy Hausner oraz ministrowie spraw zagranicznych Włodzimierz Cimoszewicz i obrony Jerzy Szmajdziński. Stanowiska zachowali też dotychczasowi szefowie resortów: finansów - Andrzej Raczko, rolnictwa i rozwoju wsi - Wojciech Olejniczak, kultury - Waldemar Dąbrowski oraz nauki i informatyzacji - Michał Kleiber.Ministrem spraw wewnętrznych i administracji - Ryszard Kalisz, skarbu - Jacek Socha, edukacji i sportu - Mirosław Sawicki, infrastruktury - Krzysztof Opawski, zdrowia - Wojciech Rudnicki, ministrem polityki społecznej - Krzysztof Pater, a ministrem środowiska - Jerzy Swatoń. Ministrem sprawiedliwości został dotychczasowy wiceszef tego resortu Marek Sadowski. Na urząd szefa Kancelarii Premiera prezydent powołał Sławomira Cytryckiego. Ilu dotrwa do końca? 

    Trwa burzliwa budowa budżetu - urwać ile się da maksymalnie dla członków SLD upadającego rządu, którzy już nie mogą liczyć na sukces w kolejnych wyborach - oczywiście kosztem pracującego i płacącego podatki  społeczeństwa. Jak razie podają do zaaprobowania rekordowe koszty utrzymania parlamentu i kancelarii prezydenckiej...

AKTUALNOŚCI  PLOTKI BAJERY RZĄDU BELKI

Rząd premiera Belki swoje porażki w polityce międzynarodowej prezentuje jako sukces. Nieudolność w bronieniu polskich interesów tłumaczy koniecznością załatwiania spraw metodami dyplomatycznymi. Najprawdopodobniej dla rządu Belki sukcesem byłoby również odrzucenie przez Sejm projektu uchwały w sprawie reparacji niemieckich dla Polski. Taki sukces polegałby na zamieceniu całej sprawy pod dywan, udawaniu, że wszystko jest w porządku, odłożeniu problemu na później albo wygłoszeniu kolejnej deklaracji o naszej woli pojednania polsko-niemieckiego w imię przyszłej współpracy i przyjaźni. Rzecz w tym, że po tamtej stronie Odry takie deklaracje już nie skutkują. Nie jest to - mówiąc językiem niemieckich polityków - właściwy kierunek działania we właściwym momencie. 
Nie ma w Republice Federalnej Niemiec woli wyrzeczenia się roszczeń wobec Polski, bo nie sprzyja temu atmosfera społeczna. 

Rząd Belki utwierdza w opinii publicznej przekonanie, że jako kraj biedny i zacofany nie jesteśmy równym partnerem dla innych, lepszych państw, nie możemy sobie pozwolić na stawianie żądań, możemy najwyżej się bronić i to niezbyt stanowczo, a najlepiej w ogóle nie podskakiwać. I nie podskakiwaliśmy. Kiedy doszło do finałowych negocjacji w sprawie podziału głosów w Unii Europejskiej, zgodziliśmy się na osłabienie naszej pozycji w Europie, co premier Belka triumfalnie ogłosił jako zwycięstwo polskich negocjatorów. Jako akt niezwykłej łaskawości koła oficjalne i część mediów przyjęły przemówienie kanclerza Gerharda Schredera wygłoszone podczas obchodów 60. rocznicy wybuchu powstania warszawskiego. Bardzo szybko okazało się, że oficjalna deklaracja kanclerza nic nie znaczy. Więcej - na drugi dzień po jej ogłoszeniu niemieccy wypędzeni ponowili swoje żądania zwrotu majątków i utworzenia w Berlinie Centrum przeciw Wypędzeniom, słusznie uznając polityczne gesty za nie mające nic wspólnego z porządkiem prawnym, a ten pozwala Pruskiemu Powiernictwu na występowanie z pozwami do polskich i międzynarodowych sądów o zadośćuczynienie za utracone mienie. 
Niemcy są narodem odnoszącym się z respektem do tych, którzy nie są potulni. 
I dlatego nigdy nie odważyli się w debacie politycznej oskarżyć Sowietów o mordy na ludności cywilnej, o gwałty i rabunek. I nie odważą się wyprodukować gry komputerowej, w której pijani sowieccy żołnierze gwałcą niemieckie dziewczęta. Rosjanie nawet przez chwilę nie dopuszczają do siebie myśli, że Niemcy mogliby zażądać od nich jakichś odszkodowań, zwrotu majątków w Królewcu albo kwestionować praworządność ich działań na froncie i po wojnie. O rzekomej napaści Polski na Niemcy w 1939 r. powstała gra komputerowa i poza nieśmiałym protestem ambasadora RP w Berlinie nic się nie dzieje. 
Polskie czynniki oficjalne nie zrobiły nic, by zapobiec szerzącej się w Niemczech propagandzie antypolskiej, która nie ogranicza się, niestety, do Związku Wypędzonych czy Preussische Treuhand. Niemcy interpretują historię na nowo i na nic zdaje się przypominanie, że nie mają racji, że to nie oni byli ofiarami, że Polska poniosła największe straty. A już całkiem śmieszne jest tłumaczenie się przed Niemcami, że nie chcieliśmy zrobić im nic złego. 
 "Nie ma pojednania bez zadośćuczynienia" - powiedział przewodniczący PiS Jarosław Kaczyński, i ma rację. I taki jest argument wypędzonych, którzy od zwrotu utraconych majątków uzależniają pomyślny proces pojednania z Polską. Kaczyński ma też rację, kiedy ostrzega, że jeżeli polski rząd nie będzie miał jasnego i twardego stanowiska w kwestii niemieckich roszczeń, to "przyjdzie dzień, kiedy będziemy do tego płacenia zmuszeni". 
Słusznie więc, podczas debaty w Sejmie zwracano uwagę, że to nie Polacy rozpoczęli targi o historyczną przeszłość i - jak stwierdził Donald Tusk - "czas, by Polacy głośno powiedzieli, że pora pokuty za takie winy, jakie były udziałem Niemiec w czasie II wojny światowej, nigdy się nie kończy". 
Z prawnego punktu widzenia III Rzesza, podpisując bezwarunkową kapitulację, zaakceptowała z góry wszystkie decyzje państw zwycięskich. Republika Federalna, jako prawny spadkobierca Niemiec hitlerowskich, wzięła na siebie wszystkie zobowiązania wynikające z tej klęski - także wobec własnych obywateli. Jeśli niemieckie roszczenia wobec Polaków czy Czechów, najsłabszych także dziś (również politycznie) członków dawnej koalicji antyhitlerowskiej, nie zostaną powstrzymane, nieuchronnie nadejdzie dzień, w którym Niemcy wystąpią do Brytyjczyków z żądaniem rekompensaty za bombardowania. 

Szef Pruskiego Powiernictwa Rudi Pawelka skonkretyzował roszczenia. - Nie chcemy pieniędzy - powiedział - my chcemy zwrotu zagrabionego mienia, naszych domów i gruntów. Obrzydliwe jest to, że zwykła pazerność jest motywowana martyrologią i krzywdą wypędzonych. Za czasów komunistycznych żaden Pawelka za żadne skarby nie chciałby wrócić do swojego domu - ze strachu. Ani tym bardziej nie wystąpiłby z roszczeniami odszkodowawczymi, też ze strachu - przed Moskwą. 
Rozmowa z Rudim Pawelką, szefem Pruskiego Powiernictwa 
Piotr Cywiński: Dlaczego Polacy nie mogą żądać odszkodowań za zniszczenia, których dokonała III Rzesza? 
Rudi Pawelka: Roszczenia Polaków są nieuprawnione. Po pierwsze - tę kwestię reguluje układ "2 + 4", a po drugie - Polska dostała po wojnie obszar ponad stu tysięcy kilometrów kwadratowych. Polska od prawie 60 lat zajmuje niemieckie tereny, a są one warte znacznie więcej niż reparacje. Naruszenie praw niemieckich wypędzonych nie może być równoważne z roszczeniami czy reparacjami, które wynikają z powojennych układów pokojowych i regulacji zawartych między dwoma państwami. 
- To w takim razie niech niemieckie państwo wypłaci odszkodowania wysiedleńcom. 
- Wszyscy się temu sprzeciwiają: rząd, chadecka opozycja i związki wypędzonych. Wypędzonym nie chodzi zresztą o pieniądze, lecz o zaleczenie ran wynikających z wygnania. A to będzie możliwe tylko wtedy, gdy uzna się naruszenie ich praw. 
- Czy Pruskie Powiernictwo domaga się odszkodowań za byłe mienie wysiedleńców? 
- Nie chcemy odszkodowań, lecz restytucji mienia. Niczego więcej nie chcemy - musimy załatwić tę sprawę w imię wspólnej przyszłości w Europie. 
- Jak ma się odbywać ta restytucja, czyli zwrot mienia? 
- Drogą sądową. Pierwsze skargi zostaną złożone na jesieni tego roku. 
- Kogo będziecie skarżyć: obecnych właścicieli majątków wysiedleńców czy państwo polskie? 
- Być może jednych i drugich. Nie będziemy składali pozwów w imieniu każdego zainteresowanego z osobna...

Tworzenie image'u premiera - po exposé wybrał się na tournée??   
    Premier Marek Belka wybrał się na dwutygodniowy urlop. Zrobił tak w niespełna dwa miesiące po uzyskaniu od Sejmu wotum zaufania. Nie odbywają się posiedzenia rządu. Tymczasem niemal wszystkie zapowiedzi z sejmowego exposé premiera pozostają zapowiedziami. Dotyczy to w szczególności obietnic złożonych przedsiębiorcom i bezrobotnym. Sejm wznawia swoje prace już w przyszłym tygodniu. Premier będzie jednak wtedy jeszcze na urlopie.  - Rzeczpospolita (18 sierpnia 2004) 
    Cóż jeżeli mamy o oficjalnym komunikacie  exposé, a nie polskie ekspoza (wykład, referat; tutaj - programowe wystąpienie premiera); to idźmy na całość i zmieńmy premiera Belke na  prime minister Beam (wersja angielska), premier ministre Barre (wersja francuska), Premierminister Balken (wersja niemiecka), czy primo ministro Trave (wersja włoska); trawestując to ostatnie, można by zrobić aluzję do pójścia na zieloną trawkę, czyli na murawkę. I to całym rządowym murem, przecież nie ławą, bo kojarzy się ona zanadto z Temidą...
   
Wagner pytany o to, co oznacza brak szefa rządu z powodu urlopu, odpowiada żartobliwie: - To nie jest tak, że państwo staje. Tramwaje jeżdżą, autobusy też, a ktoś tam strajkuje.
    Mniej żartobliwie można powiedzieć - Panie Wagner, tramwajarze powinni mieć większe poważanie, niż taki premier. Przecież bez motorniczych pojazdy nie ruszą, zaś bez wakacyjnego wodza jednak państwo funkcjonuje...
    
Z winy rządu, który na czas nie opracował autopoprawki do złożonej w Sejmie ustawy o emeryturach i rentach, prace nad nią zostały przesunięte na posiedzenie Sejmu po parlamentarnych wakacjach.
   
Postawa premiera świetnie ilustruje różnicę pomiędzy posadą państwową (choćby najwyższą) a prywatną (choćby najskromniejszą) - taki tapicer albo kioskarz bardziej się przejmuje losem swego zasmarkanego interesu, niż premier losem 40-milionowego łzawego kraju. Skandal! I jeszcze wielkie tajemnice, gdzie to on niby jest? Poufne? Bo to jego sprawa? A sprawy bezpieczeństwa kraju? A postawa jako przywódcy, jako pracownika? Ileż można stracić biorąc nieprzemyślany (politycznie) urlop?
 
    W jakich kategoriach mamy oceniać podejście premiera do wakacyjnego tematu? Jeśli traci punkty, poważanie i ośmiesza osoby, które go tam postawiły, to nie tylko siebie oraz je naraża na lekceważenie. Miliony ciężko pracujących rodaków otrzymują wskazówkę - nie przejmuj się swoją robotą, ona nie zając i nie ucieknie. To nic, że Zachód znowu nam odskoczył, ale także nic, że nowo przyjęte do UE byłe demoludy zostawiają nas w tyle. Jeśli wodze nie przejmują się swymi stanowiskami, pracą i - co niemniej ważne - opiniami szeregowców, to ci ostatni także będą szanować swą robotę w podobny sposób. Kiedy jako studenci wykonywaliśmy prace porządkowe w Stoczni im. Komuny Paryskiej w Gdyni (1973 rok), to wielu z nas, po wykonaniu zadania zechciało wylegiwać się w trawie w upalną pogodę, czekając na nowe polecenia. Stoczniowy brygadzista jednak powiedział - "Panowie, nie opalajcie się tak na widoku. Co ciężko pracujący robotnicy powiedzą, kiedy was tu zobaczą?" Miał pewnie w głowie więcej oleju i poczucia przyzwoitości niż premier RP wraz z jego dobrze opłacanymi doradcami... Wstyd! Można latami wychowywać młodzież, uczyć ich szacunku do pracy, a wystarczy jeden wybryk osoby publicznej, stawiającej wypoczynek ponad służbę, aby zniweczyć cały ów trud. Z takim oryginalnym imażem, trudno będzie przetrwać choćby tylko rok premierowania.
    Agencje przekazały ponadto - Prezydent Kwaśniewski odniósł się także do podnoszonej w ostatnich dniach przez media sprawy urlopu. "Premier Belka jest na urlopie ze względu na swoje istotne zobowiązania rodzinne i dajmy mu szansę na trochę tego prywatnego pobytu i nic tu się nie wydarzy" - podkreślił. No tak, my tu się wymądrzamy i oburzamy, a premier ma delikatne sprawy rodzinne. I znowu wyjdzie na to, że gawiedź niesłusznie się irytuje, wręcz powinna się zawstydzić, a nawet przeprosić...
    Z fizyki wiadomo, że bywają określone problemy z belką obustronnie utwierdzoną w modelu statycznie niewyznaczalnym. Belka to brzmi niemal jak kariatyda - taki filar, który podtrzymuje cały rząd i chroni go przed upadkiem. 
 Mirosław Naleziński 

Dlaczego Belka chce odwołać zarząd Orlenu?
RMF FM Poniedziałek, 7 czerwca 2004, 
Premier? Marek Belka utrzymuje, że zmiany w największej spółce paliwowej są niezbędne. Pytanie tylko, dlaczego do tych zmian ma dojść właśnie teraz?. Zdaniem prasy Belka chce przekonać opinię publiczną, że zrywa z SLD-owskimi układami polityczno-gospodarczymi. Mówi się też, że Marek Belka pokazuje w ten sposób swoją niezależność wobec prezydenta, który jak wiadomo przyjaźni się z obecnym prezesem płockiego koncernu paliwowego. Są jednak też inne teorie...
Nie jest tajemnicą, że Belka wstrzymał decyzję o fuzji Orlenu z węgierskim MOL-em, który – jak się mówi – miał być koniem trojańskim, wprowadzającym na polski rynek Rosjan. Pojawiły się informacje, że są jeszcze inni chętni – Amerykanie. Jako nowego prezesa Orlenu wymienia się kolegę Belki, doradcę amerykańskiego banku JP Morgan, dla którego dziwnym zbiegiem okoliczności pracował także obecny premier. Te informacje nie dziwią Krzysztofa Janika, szefa SLD: Bardzo możliwe. Z tego, co wiem, rząd szuka inwestora dla tej firmy. Inną sprawą jest układ, do którego musiało dojść pomiędzy prezydentem, premierem i Janem Kulczykiem, od którego de facto zależy, czy punkt „odwołanie prezesa” znajdzie się w porządku obrad rady nadzorczej Orlenu. Takie porozumienie sugeruje prof. Zyta Gilowska z Platformy Obywatelskiej. Wygląda na to, że drogą gabinetowych ustaleń Skarbu Państwa dogadał się z przedstawicielami innych akcjonariuszy. Można więc zatem przypuszczać, że chodzi tu o ostatni „skok na kasę” tego rządu. Gdy nie wiadomo, o co chodzi, zawsze chodzi o pieniądze....

 Zadanie specjalne wykonam, czyli PZU sprzedam kolegom... czyli PZU zmienia właściciela?

Desygnowany premier przedstawi cele rządu i ubierze je w nową jakość - konwencja i obyczaj towarzyszący powstaniu każdego gabinetu. A jednak już gołym okiem widać, że nie jest to rząd, który powstaje wokół zamierzeń programowych.
Wokół czego tworzony jest rząd Belki? Odpowiedzią jest sam premier - były członek rady nadzorczej Banku Millennium. Belka pełniąc misję w Iraku przestał być członkiem władz banku, a jednak to właśnie Bank Millennium okazał się tym polskim bankiem, który miał najszerzej operować na rynku irackim. Belka twierdzi, iż zapomniał o swoim byłym chlebodawcy, a wyłącznym kryterium wyboru był profesjonalizm, oferta, etc. Wynika więc,
że to Bank Millennium poszedł jak w dym za swoim byłym członkiem rady nadzorczej...
Jedyny namacalny efekt gospodarczej obecności Polski w Iraku to afera z przetargiem na samochód bojowy. Jak na militarne zaangażowanie Polski i przychylność amerykańskiej administracji to niezbyt wielkie osiągnięcie. Tworzenie finansowego konsorcjum na międzynarodowym rynku z udziałem Banku Millennium także wymagało całkiem innych umiejętności niż te dzięki którym BIG (obecnie Bank Millennium) powstał.
Drogi kandydacie na premiera! Proszę wskazać jakie sukcesy odniósł Pan, bądź poniósł porażki zarządzając w Iraku? Co tak wyróżniało Bank Millennium, że miał zostać głównym rozgrywającym spośród polskich instytucji finansowych w rozliczeniach transakcji dokonywanych w Iraku?

Drugie dno.
Komu zależy na powołaniu rządu Belki i czego oczekują osoby wspierające kandydata. Strategii i planów powoływany rząd dotychczas nie przedstawił. Być może po prostu ich nie ma. Najwyraźniej rząd o poparcie zabiega inaczej.
Jak Belka przekonuje do swojego programu, którego nigdzie nie zaprezentował? To nawet nie jest kwestia wiary w obietnice, nieznany jest sam przedmiot wiary. Jeżeli nie wiadomo o co chodzi to jak premier przekonuje niezdecydowanych?
A jednak są tacy, których Belka przekonał. EUREKO i Bank Millennium to najwięksi zwolennicy tymczasowego gabinetu.
Bank Millennium - co to jest? Bank Millennium to kolejna nazwa Banku Inicjatyw Gospodarczych BIG S.A. powstałego w 1989 roku. Założycielami banku były osoby prywatne i instytucje państwowe: Polska Poczta Telegraf i Telefon, Polska Żegluga Morska, Państwowy Zakład Ubezpieczeń PZU. Dlaczego owe państwowe przedsiębiorstwa zainwestowały w bank do spółki z osobami fizycznymi tego nie wiadomo. Wiadomo natomiast na czym BIG w chwili powstania zarabiał. Już wówczas zarabiał na PZU.

     PZU było największym depozytariuszem BIG-u. BIG pozyskane środki lokował na wyższy procent w innych bankach. Dlaczego PZU nie lokował bezpośrednio funduszy na wyższy procent lecz deponował pieniądze w BIG-u tego nie wiadomo do dzisiaj.
Bank Millennium wraz z EUREKO nabyli 30% akcji PZU za 3 mld złotych, co według niezależnych wycen stanowiło poniżej 10% wartości PZU. Ponadto Bank Millennium i EUREKO uzurpują sobie prawo do kontroli nad ubezpieczycielem. Zastąpienie Kodeksu handlowego Kodeksem spółek handlowych bezdyskusyjnie przywróciło kontrolę Skarbu Państwa nad PZU. Większościowi akcjonariusze mają bezwzględne prawo do odwołania zarządu spółki akcyjnej. Skarb Państwa posiada ponad 50% akcji PZU - tego EUREKO i Bank Millennium już nie mogą kwestionować. Właśnie dlatego Eureko i Bank Millennium tak usilnie dążą do taniego odkupienia akcji PZU od Skarbu Państwa, licząc na ofertę publiczną, w części skierowaną bezpośrednio do EUREKO i Banku Millennium.
Ciekawa to historia, gdzie bank, który powstał dzięki pieniądzom PZU za kilka lat zamierza przejąć swojego założyciela, który jest w Polsce monopolistą w zakresie ubezpieczeń majątkowych oraz ubezpieczeń na życie (PZU Życie zależne jest w 100% od PZU).
Zadanie specjalne wykonam
Bank Millennium współpracując z Belką miał przejąć lwią część operacji wykonywanych przez polskie banki w Iraku. Jednak okazało się, że nie ta wiedza i nie t umiejętności. Teraz - już jako premier - Belka ma rozwiązać konflikt pomiędzy EUREKO i Skarbem Państwa. Dla niewielkiego EUREKO przejęcie PZU to transakcja życia. Nie dziwne więc, że lobbują wszędzie i w każdy sposób.

     Lobbing EUREKO nie znalazł jednak wsparcia w instytucjach europejskich. EUREKO uprzejmie zakomunikowano, że spór z polskim Skarbem Państwa to jego prywatna sprawa. Jeżeli potrafi dowieść swoich racji to ma taką możliwość w postępowaniu sądowo-arbitrażowym. Wszelki zabiegi o sankcje i reperkusje wobec Polski nie znalazły odzewu. EUREKO jedyne co osiągnął to nagłośnienie, i to tylko w Polsce, swoich buńczucznych zapowiedzi, w tym, że spór z EUREKO może zagrozić wejściu Polski do Unii Europejskiej. Prognozy EUREKO, jak i metody ich działania okazały się nietrafione.
EUREKO i Bank Millennium doskonale zdają sobie sprawę, że transakcja zakupu akcji PZU za ułamek ich wartości może w przyszłości stać się przedmiotem karnego postępowania. Nie dziwne, że starają się grać wszelkimi sposobami, w tym metodą faktów dokonanych i dobrze ukierunkowanego poparcia.

    Główne zadanie dla którego ma zostać powołany roczny gabinet znalazło się pod opieką Jacka Sochy - Przewodniczącego Komisji Papierów Wartościowych i Giełd.
Kilkanaście dni wcześniej - jeszcze jako nie kandydat na ministra skarbu - Socha wypowiadał się na temat sporu EUREKO i Banku Millennium ze Skarbem Państwa. Socha poparł stanowisko EUREKO i Banku Millennium, czyli jak najszybsze dokończenie prywatyzacji i przeprowadzenie oferty publicznej. Właśnie o taki scenariusz zabiega EUREKO i Bank Millennium, które oczekują specjalnej oferty skierowanej dla mniejszościowych (ale "strategicznych") akcjonariuszy. Socha nie znający wzajemnych zobowiązań obu stron, ani nie posiadający wiedzy o stanie sporu wypowiada się na korzyść przeciwnika procesowego Skarbu Państwa. Jest to co najmniej nietypowe zachowanie jak na funkcjonariusza publicznego. Z całą pewnością prezentowanie przez Jacka Sochę takich opinii dyskwalifikuje go jako kandydata na ministra skarbu - osobę która ma zajmować się ...sporem EUREKO i Banku Millennium ze Skarbem Państwa. Czy minister skarbu państwa w sporze ze Skarbem Państwa ma reprezentować interesy EUREKO i Banku Millennium? To byłoby nie do pomyślenia nawet w bananowych republikach.
     Kandydat na premiera oferuje tekę ministra skarbu osobie zaangażowanej w spór prywatnej firmy ze Skarbem Państwa, tyle że osobie zaangażowanej nie po stronie Skarbu Państwa. Jeżeli premier również jest związany z tą samą spółką to może i nic dziwnego...
    Belka może powiedzieć, iż nie słyszał o takich wypowiedziach, a z Sochą o Banku Millennium i PZU ...nie miał okazji rozmawiać. Traktując rzecz z właściwą powagą trzeba powiedzieć, że działania premiera jednoznacznie wskazują na możliwość urzeczywistnienia się afery gospodarczej o skali jakiej dotychczas w Polsce nie było. Działania Belki, począwszy od jego misji w Iraku a skończywszy na formowaniu rządu powinny stać się obiektem wnikliwej analizy polskich służb specjalnych.
    Ostatnie dni potwierdzają obawy, iż roczny rząd ustawiony jest pod jedną transakcję. Socha odwołał wiceministrów skarbu, pomimo iż ministrowie mieli wstrzymać się z decyzjami do 14 maja 2004 roku, czyli głosowania wotum zaufania dla gabinetu premiera. Dlaczego to właśnie wiceministrowie skarbu państwa okazali się solą w oku, na tyle drażliwą, by łamać dopiero co wstępne deklaracje rządu! Czyżby z obawy o brak wotum zaufania dla gabinetu Belki? Tworzenie faktów dokonanych i dymisjonowanie wiceministrów z obawy przed własną dymisją to jest działanie i haniebne i oszukańcze. Panie Przewodniczący Socha, jakie zobowiązania Pan realizuje?
Jakub Sakowicz j.sakowicz@mail.com 

Art. 153. 1. W celu zapewnienia zawodowego, rzetelnego, bezstronnego i politycznie neutralnego wykonywania zadań państwa, w urzędach administracji rządowej działa korpus służby cywilnej.
                2. Prezes Rady Ministrów jest zwierzchnikiem korpusu służby cywilnej.
                                                                                        (KONSTYTUCJA RP)
 
EXPOSE PREZESA RADY MINISTRÓW MARKA BELKI

24.06.2004, Warszawa

"(...) Polityka i administracja muszą mieć jasno wydzielone pole działania. Instytucje państwa nie mogą być podporządkowane interesom poszczególnych osób, grup finansowych czy partii politycznych. Uważam za potrzebne rozszerzenie liczby stanowisk, których zajmowanie wiąże się z publikowaniem deklaracji majątkowych. Podzielam pogląd, że uzasadnione jest zmniejszenie liczebności Rad Nadzorczych Spółek Skarbu Państwa oraz podawanie do wiadomości publicznej nazwisk przedstawicieli Skarbu Państwa we wszystkich spółkach.
      Z zadowoleniem odnotowuję, że ostatnie tygodnie przyniosły niespotykany wzrost liczby konkursów na stanowiska w służbie cywilnej. W tym roku ponad tysiąc sześciuset pracowników administracji rządowej zamierza stanąć do kwalifikacji w postępowaniu na urzędnika służby cywilnej. Te sygnały pokazują, że kończy się okres udawanej służby cywilnej. Powstają nadzieje na ukształtowanie profesjonalnego korpusu urzędników rozumiejących zadania administracji i zdolnych do ich wypełniania. Uważam, że pilnie należy przeprowadzić postępowania konkursowe na najwyższe stanowiska w administracji - dyrektorów generalnych i dyrektorów departamentów w ministerstwach. Czas pomyśleć również o szerszym wykorzystaniu mechanizmu konkursowego przy obsadzaniu innych stanowisk w służbie publicznej poza służbą cywilną, w tym kierowników centralnych urzędów administracji rządowej i agencji.(...) 
     Zdaję sobie doskonale sprawę, że ten Rząd będzie mógł skutecznie pracować tylko wtedy, gdy opinia społeczna będzie aprobowała sposób jego działania. Gdy w Sejmie znajdzie się większość gotowa popierać jego przedłożenia. Zapewniam, że będę działał przy otwartej kurtynie, gotów do pragmatycznego dialogu i współpracy przy rozwiązywaniu konkretnych ważnych dla Polski i Polaków spraw.(...)"

"Służba cywilna uratowana" - krzyczały nie tak dawno tytuły prasowe o nieudanym "zamachu" na system konstruowania aparatu administracyjnego państwa. Na czym ów "zamach" miał polegać i co w istocie ratowano, to temat rozległy i wymagający dogłębnej analizy począwszy od uchwalania samej ustawy o służbie cywilnej sprzed ponad pięciu lat. Co próbuje się ratować, ukazuje opublikowany właśnie na stronach internetowych Fundacji Batorego tekst o sposobach konstruowania państwa swojaków, układów, powiązań.  
 
Przed rokiem ukazał się tam również raport o służbie cywilnej, szeroko wówczas propagowany, analizowany - przez kilka wciąż tych samych osób -  dniami i tygodniami.
Tekst obecny, opublikowany po wielu miesiącach zwłoki, pod niezauważalnym niemal hasłem o naborze urzędników do pracy w służbie cywilnej, w dwa miesiące po dyskusji -  z 16 kwietnia 2004 -  w czasie, gdy uwaga społeczeństwa skupia się na wielu innych istotnych dla kraju zdarzeniach, od początku otoczyła mgła doskonałego i konsekwentnego milczenia.
 
Również tych, którzy tak szeroko i donośnie na ten temat się dotąd wypowiadali. W innym duchu, co prawda, niż obecny tekst, może więc tu należałoby upatrywać przyczyn tej swoistej blokady informacji. Jedynie NIK zainteresowała się bliżej materiałami o znaczeniu dowodowym, ale na efekty kontroli tego obszaru przyjdzie jeszcze trochę poczekać.  
Nie ma takiej sfery życia publicznego, w którą nie ingerowałaby administracja. 
Sposób konstruowania quasi-profesjonalnego aparatu administracji rządowej przedstawiony został w dołączonym artykule "Paragrafy i kaptury". (*). Rozwinięciem jego jest opracowanie, o którym mowa wyżej. 
Strusia polityka nie zmieni faktów, a zdarzenia opisane w tym pewnego rodzaju raporcie o administracji rządowej wyjaśniać mogą poniekąd obecny stan państwa, jego sprawność funkcjonowania, lawinowo ujawniane afery korupcyjne, zapaść zaufania do władzy, absencję wyborczą. 
Bezustannie wygłaszane przez wszystkie opcje polityczne deklaracje o dążeniu do naprawy struktur państwa w opinii społecznej pozostają jedynie deklaracjami. Konsekwentne milczenie na temat jednego z najważniejszych elementów tej struktury, gdy ukazana rzeczywistość rysuje obraz jego degeneracji, zdaje się potwierdzać deklaratoryjność postaw przy unikaniu działań faktycznych. 
W sytuacji, gdy na cały kraj rozgłasza się wieści o możliwości popełniania przestępstw, polegających na ukrywaniu istotnych faktów, milczenie w tej materii, ignorowanie zdarzeń, z których część przynajmniej również może nosić cechy przestępstwa urzędniczego, tyle że na nieporównywalnie szerszą skalę i w efekcie znacznie groźniejszego zjawiska, niż pojedyncze afery i aferki, zastanawia. Komu zależy na przemilczeniu?  
A zależeć musi, skoro nawet jednego zdania informacji nie zamieściły media, które ustawicznie wypowiadały się dotąd na ten właśnie temat.  
Sprzyja temu milczeniu również i fakt, iż stosunkowo wąska grupa osób zdaje sobie dokładnie sprawę z tego, do czego tak skonstruowany system może doprowadzić i zapewne doprowadzi, byle o nim zbyt wiele nie mówić, a już na pewno nie ukazywać rzeczywistości.  
Być może utrzymywanie stanu całkowitej dowolności urzędniczych zachowań, braku jakiejkolwiek kontroli, w szczególności społecznej, leży w interesie wszystkich tych, którzy w oficjalnych wypowiedziach taki stan rzeczy napiętnują i zapowiadają z nim bezpardonową walkę.  
Wiedzieć i milczeć to nic innego, jak powszechna zgoda na staczanie się po równi pochyłej, a polityczne mityngi i wszelkie quasi-strategie antykorupcyjne jawią się niczym igrzyska dla gawiedzi.  
(*) - tekst opublikowany w dwumiesięczniku "Obywatel" Nr 3(17)2004, str. 36 oraz na wielu stronach internetowych, a m.in.: http://www.bezcenzury.net/index.php?main=article&action=view&article=115&images=thumb180
Witold Filipowicz - Warszawa
Zapraszamy sędziów i adwokatów zamieszanych w przekręty do "czarnej listy" Raczkowskiego... miłego towarzystwa wzajemnej  adoracji ... 

www.aferyprawa.com - Niezależne Wydawnictwo Internetowe "AFERY - KORUPCJA - BEZPRAWIE" Ogólnopolskiego Ruchu Praw Obywatelskich 
i Walki z Korupcją.
prowadzi: (-)  ZDZISŁAW RACZKOWSKI.
Dziękuję za przysłane teksty opinie i informacje. 
    uwagi i wnioski proszę wysyłać na adres: Z.Raczkowski@aferyprawa.com 

WSZYSTKICH SĘDZIÓW INFORMUJĘ ŻE PROWADZENIE STRON PUBLICYSTYCZNYCH
JEST W ZGODZIE z  Art. 54 KONSTYTUCJI RZECZYPOSPOLITEJ POLSKIEJ 
1 - Każdemu zapewnia się wolność wyrażania swoich poglądów oraz pozyskiwania i rozpowszechniania informacji. 
2 - Cenzura prewencyjna środków społecznego przekazu oraz koncesjonowanie prasy są zakazane.
ponadto Art. 31.3
Ograniczenia w zakresie korzystania z konstytucyjnych wolności i praw mogą być ustanawiane tylko w ustawie i tylko wtedy, gdy są konieczne w demokratycznym państwie dla jego bezpieczeństwa lub porządku publicznego, bądź dla ochrony środowiska, zdrowia i moralności publicznej, albo wolności i praw innych osób. Ograniczenia te nie mogą naruszać istoty wolności i praw.

zdzichu

Komentarze internautów:

Komentowanie nie jest już możliwe.

~Chacidy
04-01-2015 / 22:47
Damn, I wish I could think of sohetming smart like that! dvzmdjzclva.com [url=ocptxljzh.com]ocptxljzh[/url] [link=dllueld.com]dllueld[/link]
~Elena
23-12-2014 / 23:26
She is so adorable, this melts my heart. You are a hero for reusnicg" rel="nofollow">xfyoyxn.com">reusnicg her! If I could, I'd have a house full of dogs! But one is enough for now. I'm in love with your fringe boots, they're right in line with my style.