Imieniny:

AferyPrawa.com

Redaktor Zdzisław Raczkowski ujawnia niekompetencje funkcjonariuszy władzy...
http://Jooble.org
Najczęściej czytane:
Najczęściej komentowane:





Pogoda
Money.pl - Kliknij po więcej
5 grudnia 2019
Źródło: MeteoGroup
Polskie prawo czy polskie prawie! Barwy Bezprawia

opublikowano: 12-04-2012

Głupczyce - śmiertelny wypadek samochodowy, czy młoda sędzia Bernardeta Zwolińska jest w stanie ocenić błędy w opiniach biegłych Wacława Jurajda i Marcina Wacławek oraz nielogiczne postanowienie prokuratora Artura Piela?

W założeniu biegli sądowi mają pomóc sędziemu w rozstrzygnięciu problemów  w sprawach wymagających wiedzy technicznej, medycznej, księgowej... a praktycznie we wszystkich dziedzinach życia, ponieważ humanistyczne wykształcenie prawnika jest tak kiepskie, że tak naprawdę to sędzia na niczym się nie zna. Wynika to z faktu, że prawo tak jak historia - dwie istotne dziedziny na studiach prawniczych - nie mają nic wspólnego z wiedzą naukowa i logiką, a ponadto historia jest stale fałszowana w zależności od zapotrzebowań politycznych, a przepisy prawa zmieniane w zależności od opcji rządzących.  
Można powiedzieć, że kodeksy prawne tworzone są na objętość, czyli mają pełno dziur prawniczych niczym ser szwajcarski do wykorzystania dla aferzystów, a jednocześnie dla podniesienia wagi szprycuje się je niczym szynkę woda z soją dla ukarania wszystkich niepokornych szukających sprawiedliwości w sądach i logiki w wydanych orzeczeniach. 

Wracając do biegłych sądowych, którzy są osobami wykształconymi z konkretną ścisłą wiedzą  - dlaczego w jednej sprawie tak łatwo uzyskać kilka wzajemnie sprzecznych opinii biegłych? - czyżby nauka, prawa fizyki i chemii też dawały się zmieniać wg. zapotrzebowań? 
Haa, niejeden władca chciałby tego, ale prawa fizyki są nieubłagalne, żadne dyrektywy i zmiany papierkowe nie są w stanie praw przyrody zmienić, żadne orzeczenie sędziego w stylu 2+2=22  nie zmieni matematyki ani żaden nakaz nie spowoduje, że woda zacznie płynąc pod górkę.    

Teatralne spektakle sądowe wzięły swój początek i scenerię od obrządków religijnych, gdzie ubiór i scenariusz przedstawienia  na wywrzeć odpowiednie wrażenie (np. trwogę) na grzesznikach, czy przestępcach. Sędzia, władca totalitarny, bez odpowiedzialności za swe orzeczenia, niejednokrotnie uważający się za boga życia i śmierci ma wydać wyrok, tak jak tu w sprawie wypadku samochodowego, tak naprawdę nie mając "zielonego pojęcia" (sama to stwierdziła) - ma "dać wiarę" jednemu biegłemu sądowemu lub drugiemu. Ma opcje co najmniej dwie:  uznać winę zmarłego, który nie ma jak się obronić, lub sprawcy wypadku który wszystko robi żeby nie być skazanym....
A my dodajemy kolejną wersję wydarzeń do rozpatrzenia przez Sąd - wersję opartą na wiedzy i doświadczeniach praktycznych ponad 30-letniego kierowcy, dziennikarza śledczego, który kilkanaście razy rocznie przemierza Polskę wzdłuż i wszerz od Sanoka do Szczecina, od Jeleniej Góry do Białegostoku, krążąc stale na trasach Kraków - Wrocław- Poznań - Warszawa. 

Po naszej analizie przedstawiamy sytuację.

Bartłomiej służbowym Renault miał jeszcze tylko jedną sprawę załatwić na koniec pracy. Jechał stosunkowo mało ruchliwą drogą Królowe - Kietlicze. 
Przed nim jechał Mercedes który wlókł się za autobusem PKS. Teren niezabudowany, dozwolona prędkość 90km/h, autobus (jak biegli sprawdzili)  jechał ze średnią prędkością 70km/h. Akurat będąc na górce Bartłomiej zauważył, że ma prostą drogę i ponad 2 km nie widać żadnego pojazdu jadącego w przeciwnym kierunku. Ponieważ Mercedes nie sygnalizował chęci wyprzedzania autobusu mając tak sporą rezerwę zdecydował się na wyprzedzenie obydwu pojazdów. Włączył kierunkowskaz i zjechał na lewy pas ruchu. W momencie kiedy mijał Mercedesa kierowca tego samochodu zajechał mu drogę - jak zeznał chciał sprawdzić czy może autobus wyprzedzić - nie upewniając sie jednocześnie, czy sam nie jest wyprzedzany. Bartłomiej chcąc uniknąć kolizji gwałtownie zahamował i zjechał aż na lewe pobocze drogi - dowodzą tego ślady hamowania na poboczu. Przestraszony piskiem opon kierowca Mercedesa też odruchowo zahamował i z powrotem schował się za autobusem. Kilkadziesiąt metrów kierowcy jechali grzecznie za sobą (przerwane ślady hamowania) i Bartłomiej doszedł do wniosku, że teraz już może spokojnie wyprzedzać. Jednocześnie do takiego samego wniosku doszedł kierowca Mercedesa i dalej bez sygnalizowania zmiany pasa wysunął się ponad metr na lewy pas blokując pas jazdy Bartłomieja. Tym razem chcąc uniknąć zderzenia kierowca gwałtownie skręcił w prawą wolną stronę... droga szybko się skończyła...pechowo trafił i uderzył w drzewo...

Jak pisze biegły Rzeczoznawca Techniki Motoryzacyjnej Ruchu Drogowego Maszyn i Urządzeń mgr inż. Marcin Wacławek (RS 000902) :
( ) zgodnie z Kodeksem drogowym: Kierujący pojazdem jest obowiązany przed wyprzedzeniem upewnić się w szczególności, czy:
1/ ma odpowiednią widoczność i dostateczne miejsce bez wyprzedzania bez utrudniania komukolwiek ruchu;
2/ kierujący, jadący za nim nie rozpoczął wyprzedzania; 
3/ kierujący, jadący przed nim na tym samym pasie ruchu, nie zasygnalizował zamiaru wyprzedzania innego pojazdu, zmiany kierunku jazdy lub zmiany pasa ruchu.

Już tylko z tego wstępu ewidentnie i jednoznacznie wynika, że za wypadek winę ponosi kierowca Mercedesa: nie upewnił się że jest wyprzedzany i nie zasygnalizował zmiany pasa do czego sam się przyznał, oraz jak wynika przede wszystkim z zeznań kierowcy autobusu - tylko kierowca Renaulta miał włączony kierunkowskaz. 

Biegły M. Wacławek niekompetentnie przyjął dwa warianty wypadku. 
1/ Kiedy kierowca Mercedesa wychylając się zza autobusu na prostej drodze ma widoczność do przodu bez przekraczania osi jezdni - co ewidentnie jest błędnym założeniem. Autobus ma na tyle duże gabaryty, że taka opcja w ogóle nie wchodzi w rachubę. Trzeba co najmniej metr się wychylić żeby uzyskać jakąś widoczność. Co innego pojazd jadący za nim - jemu wystarcza pół metra dla oceny sytuacji. W tym założeniu biegły też popełnił kolejny błąd - założył, że autobus jechał z prędkością 70km/h - a  samochody za nim (przynajmniej Renault) z prędkością 110km.h  - i co jechały nad autobusem czy przenikały się w innej przestrzeni czasoprzestrzennej? W korku jedzie się z jednakową prędkością, tak więc wszystkie samochody miały podobne prędkości o  której decydował kierowca autobusu. Opcja że prowadzący jedzie z prędkością 70km/h, a tuż za nim już 110km/h jest nierealna z przyczyn fizycznych. Oczywiste, że prędkość podczas wyprzedzania jest większa, ale w efekcie autobus przecież nie został wyprzedzony, czyli  nikt nie osiągnął prędkości ponaddźwiękowej. Można domniemywać, że gdyby faktycznie kierowca Renaulta miał taką prędkość to bez wypadku odbyłoby się wyprzedzenie, niestety, pechowo dla niego nie przekroczył nawet dozwolonej prędkości 90km/h. 
A już całkiem bajkowy jest opis ostatnich metrów: kierujący samochodem Renault rozpoczął gwałtowne hamowanie zjechał z drogi na lewe pobocze stracił panowanie nad pojazdem, przy prędkości 70-80km/h zwolnił hamulec skręcając jednocześnie w prawą stronę i nie panując nad pojazdem w poślizgu bocznym co obrazują ślady znoszenia prawidłowo zabezpieczone na jezdni przejeżdża na przeciwległy pas ruchu, a następnie przejeżdżając przez pobocze i rów uderza w drzewo. Po pierwsze, nie ma opcji że zbliżając się do przeszkody, dla uniknięcia zderzenia puszczamy hamulec - nie da się tego zrobić, ratując życie instynktownie hamulec wciskamy w podłogę do końca, do wyhamowania albo do zderzenia, po drugie opcja ślizgania się pojazdu na suchej drodze bez hamowania przy takiej prędkości nie istnieje. Z tego wynika, że albo biegły M. Wacławek jest przebiegły i mataczy, albo jest bardzo kiepskim kierowcą a więc nie powinien być biegłym w takich sprawach.   

2/ W opcji drugiej jednak przebiegły M. Wacławek dopuszcza, że kierowca Mercedesa chcąc zobaczyć czy może wyprzedzić autobus jednak musiał przekroczyć oś jezdni zajeżdżając drogę kierowcy Renaulta czym zmusił go do gwałtownego hamowania i zjazdu na gruntowe pobocze drogi. Jednak dalej nie jest w stanie podać dlaczego traci panowanie nad pojazdem 107m dalej i uderza w drzewo po odwrotnej stronie drogi. z prędkością tylko 45-55km/h.  Nie wyjaśnia też dlaczego jadąc z prędkością 110-120km/ h nie mógł fizycznie wyprzedzić autobusu jadącego 60-70km/h  Jakoś kiepsko z logiką... Przebiegły Wacławek nie wykazał skąd wziął prędkość 110km/h (chyba z układów) podsumowując swoje bajkowe wywody: W przedmiotowym wariancie niesygnalizowane wjechanie na przeciwległy pas stanowi niewątpliwie przyczynienie się do zdarzenia co nie zmienia jednak faktu, że kierujący pojazdem Renault poruszał się z niedozwoloną prędkością, źle ocenił sytuację panującą na drodze nie zapanował nad pojazdem doprowadzając do wypadku czego to nie mógł niewątpliwie uniknąć dostosowując prędkość do warunków panujących na drodze, istniejących ograniczeń oraz zachowując niezbędną określoną przepisami ruchu drogowego dla manewru wyprzedzania zasadę zachowania szczególnej ostrożności. - proste, umarły nie ma głosu, a że kiepsko z logicznym myśleniem? - przecież sędzia nie zna się, nikt go nie uczył logiki tak więc przyjmie każdy kit...

Dyplomatycznie przebiegły Marcin Wacławek z Lubecka wybranie wariantów wypadku zostawił niekompetentnemu sądowi z Głupczyc...

Podobne, a nawet jeszcze lepsze bajki wypisał przebiegły Wacław Jurajda z Opola. 
Na podstawie jego opinii śledztwo w sprawie wypadku ze skutkiem śmiertelnym umorzył prokurator Artur Piela z Prokuratury Rejonowej w Głupczycach. 
Cóż, wiedza prokuratorska nawet jako kierowcy jak widać jest na tyle kiepska, że "daje wiarę" nawet abstrakcyjnym wymysłom biegłych.

cdn.

Zapraszamy do Sądu Rejonowego w Głupczycach ul. Kochanowskiego 1 w dniu 18.04.2012r na godz. 12.00.

MY TAM BĘDZIEMY
AP

Polecam sprawy poruszane w działach:
SĄDY PROKURATURA ADWOKATURA
POLITYKA PRAWO INTERWENCJE - sprawy czytelników

Tematy w dziale dla inteligentnych:
ARTYKUŁY - tematy do przemyślenia z cyklu: POLITYKA - PIENIĄDZ - WŁADZA

"AFERY PRAWA" - Niezależne Czasopismo Internetowe redagowane jest przez dziennikarzy AP i sympatyków z całego świata których celem jest PRAWO, PRAWDA SPRAWIEDLIWOŚĆ DOSTĘP DO INFORMACJI ORAZ DOBRO CZŁOWIEKA

uwagi i wnioski proszę wysyłać na adres:
afery@poczta.fm
- Polska

aferyprawa@gmail.com

Dziękujemy za przysłane teksty opinie i informacje.

WSZYSTKICH INFORMUJĘ ŻE WOLNOŚĆ WYPOWIEDZI I SWOBODA WYRAŻANIA SWOICH POGLĄDÓW JEST ZAGWARANTOWANA ART 54 KONSTYTUCJI RZECZYPOSPOLITEJ POLSKIEJ.
Ograniczenia w zakresie korzystania z konstytucyjnych wolności i praw mogą być ustanawiane tylko w ustawie i tylko wtedy, gdy są konieczne w demokratycznym państwie dla jego bezpieczeństwa lub porządku publicznego, bądź dla ochrony środowiska, zdrowia i moralności publicznej, albo wolności i praw innych osób. Ograniczenia te nie mogą naruszać istoty wolności i praw.
1 - Każdemu zapewnia się wolność wyrażania swoich poglądów oraz pozyskiwania i rozpowszechniania informacji. 
2 - Cenzura prewencyjna środków społecznego przekazu oraz koncesjonowanie prasy są zakazane.

Komentarze internautów:

Komentowanie nie jest już możliwe.

~Koń
24-06-2015 / 18:27
PIELA i wszystko jasne.
~maro
10-05-2012 / 15:20
I to się nazywa sprawiedliwość? Jak mamy ufać sądowi, policji? To co oni wyprawiają to albo są naprawdę tępi albo skorumpowani bo innej możliwości nie widzę. Sędzia, biegli po studiach a jakże wykształceni myślą że papierek wszystko załatwi, mogliby ruszyć mózgami a nie zrzucić winę na ofiarę pójść na łatwiznę.
~Matylda
10-05-2012 / 11:18
Kolejny absurd naszego wymiaru sprawiedliwości. Najprościej jest zrzucić winę na zmarłego (ofiarę wypadku)- nie ma jak się obronić. Pan z Mercedesa – nikt nie chce być karany- chciałabym mieć taki wzrok jak ten Pan, który WSZYSTKO WIDZI, nawet gdy wielki autobus zakrywa mu „pół świata”. Największy absurd tej sprawy to stwierdzenie sędziego, która nie ma "zielonego pojęcia" (sama to stwierdziła- patrz art.). Wiem, ktoś może powiedzieć „łapię za słówka”, ale ta Pani sprawuje ważne stanowisko w naszym wymiarze sprawiedliwości i powinna zważać słowa (te akurat w tym wypadku nie pasują)