Imieniny:

AferyPrawa.com

Redaktor Zdzisław Raczkowski ujawnia niekompetencje funkcjonariuszy władzy...
http://Jooble.org
Najczęściej czytane:
Najczęściej komentowane:





Pogoda
Money.pl - Kliknij po więcej
13 grudnia 2019
Źródło: MeteoGroup
Polskie prawo czy polskie prawie! Barwy Bezprawia

opublikowano: 26-10-2010

AFERY PRAWA MIROSŁAW NALEZIŃSKI

Medialne wpadki - wrześniowy cykl krytyczny Mirosława Nalezińskiego...

Mięśniak kontra pedały - Angora (18 września 2005)
W nonszalancko prowadzonym Przeglądzie tygodnia czytamy - Mięśniak wygrał z gejami. Gubernator Kalifornii zawetował ustawę zezwalającą na zawieranie małżeństw przez osoby tej samej płci. Powołał się na plebiscyt, w którym mieszkańcy stanu zdecydowali, że "małżeństwo to związek mężczyzny i kobiety".
Redaktor nazwał słynnego aktora mięśniakiem, choć on go pewnie nie nazwał pismakiem. Nie starczyło mu odwagi na zamianę wyrazu gej na pedał, bowiem czytelnicy lubią ostrych dziennikarzy, którzy żartują z polityków albo ich znieważają, natomiast owa zamiana zalatuje dyskryminacją, na którą szczególnie uczuleni są konstytucyjni prawnicy. Z mięśniaka można się pośmiać, ale za pedała można mieć sprawę... Przy okazji - słownik angielsko-polski (i odwrotnie) Onetu ma angielskie słowo gay (m.in. radosny, rozwiązły, homoseksualista; czyżby w angielskojęzycznym świecie dostrzeżono jakieś podobieństwa pomiędzy tymi znaczeniami?), natomiast nie ma polskiego słowa gej (cudze chwalicie, swego nie znacie). Może będziemy mawiać gejowe na radosne wydarzenia w naszym kolorowym, wesołym i nieco rozwiązłym życiu? Ale gejowo było na prywatce... Czy filozofom śniło się kiedyś, że na styku tysiącleci gawiedĽ będzie roztrząsać w plebiscycie definicję małżeństwa? Pewnie najznakomitsi uczeni pederaści starożytnej Grecji zdawali sobie sprawę, że są odmieńcami, może paru z nich było z tego lekko zadowolonych (jednak nie ich rodziny), ale z pewnością żaden z nich nie podważał znaczenia małżeństwo...

24 września TVN24 informuje - Tysiące Meksykanów ucieka z Texasu do północnych stanów Meksyku przed huraganem Rita. 
Niektóre słowniki podają Meksykan. Nie sprecyzowano - czy nielegalni przybysze wracają do ojczyzny, czy to obywatele USA pochodzenia meksykańskiego. Pewnie nie ma to wielkiego znaczenia, ale gdyby dziesiątki Polaków wyjeżdżało ze Stanów do Polski, to takie pytanie byłoby zasadne... Oczywiście, polska nazwa tego stanu to Teksas (czyżby klawiszowiec wrócił z wielkiego świata i nie zna nazw geograficznych w naszym języku? Gdyby nie napisano o eksodusie (nie exodusie jak podają "polskie" słowniki) do północnej części Meksyku, to telewidzowie mogliby pomyśleć, że do południowej? Gdyby wyjeżdżano do Kanady, to wyjaśniono by, że do południowej... Jeśli uciekają nie przed huraganem Ritą, ale przed huraganem Rita, to może jednak rada miasta Gdynia (nie rada miasta Gdyni), burmistrz miasta Nowy Jork (nie burmistrz miasta Nowego Jorku), w stanie Teksas (nie w stanie Teksasie)?
Ponadto - 12. paĽdziernika rozpoczynają się Targi Pracy. Rozumiem, że nie można zatrudnić mistrza ortografii (kłopoty finansowe telestacji), ale któż to pisze kropki w datach?! Przecież nie jest to finezyjny błąd, ale abecadło korekty!

A 25 (bez kropki!) września dwa wielkie wydarzenia. Tym razem stacja TVP1 "błysnęła" na pasku u dołu ekranu - Polskie siatkarki obroniły Mistrzostwo Europy. W finale pokonały Włochy 3:1.
Oczywiście, że "jedynie" mistrzostwo. I pokonały Włoszki (skoro polskie siatkarki). Albo W finale pokonaliśmy (my, Polacy) Włochów, albo W finale Polska pokonała Włochy. Mistrzostwa znakomite dla nas, ale irytujące było znikanie bieżącego stanu meczu (jeśli ktoś zmieniał programy albo musiał oderwać się od odbiornika na parę chwil, to nie mógł doczekać się ujawnienia tabliczki z wynikami, które organizator zawodów w(y)łączał sobie a muzom.
I druga gafa - w pierwszych sondażach po wyborach podano, że dwie partie (mając jednakowe procentowe notowania) miałyby niejednakowe obsady w Sejmie (różnica 12 osób). Po kilkunastu cyklach zorientowano się w błędzie i skasowano stany osobowe, pozostawiając jedynie udziały procentowe.

BojaĽliwi redaktorzy - Fakt (15 września 2005)
Odważna zazwyczaj gazeta (choćby krytyka Kalwasa - Ministrem sprawiedliwości był Pan [cóż za wyszukana elegancja] beznadziejnym) jednak tchórzliwie podaje informację o spektakularnej ucieczce rodaka.
Krzysztof N. zadarł z prawem w 1988 r. Jadąc po pijaku spowodował śmiertelny wypadek. Sąd skazał go na 3,5 roku więzienia w zawieszeniu [już dawniej Temida miała coś z głową i ferowała śmieszne wyroki...]. Rok póĽniej za rozbój dostał 2,5 roku i w ten sposób uzbierało się 6 lat. Miał stawić się w więzieniu, by je odsiedzieć, ale zniknął [no tak, zawiadomili go pewnie, że pościel zmieniono a celę wywietrzono, zaproszono na dłuższą wizytę, ale gościu i tak olał polską (więzienną) gościnność...]. Wpadł w poniedziałek na lotnisku, gdy szykował się do odlotu do Dortmundu. Zamiast wrócić do rodziny, miał trafić do aresztu, ale brakowało klauzuli wykonalności wyroku. W czasie oczekiwania na dokument...
Co tu jeszcze dodać? Kiedy urzędnicy wystawiali klauzulę, zapewne zgodną z ISO i pod egidą unijnych praw człowieka, facet wyrwał się policjantowi, pobił go i uciekł w sinawą dal. To tyle o nieudolności policji w aspekcie groteski owej egidy.
Jednak czepiam się dziennikarzy omawianej gazety. Otóż oni okazują się równie naiwni, a do tego głupawo przestrzegają prawa, nazbyt ostrożnie, bowiem zamieścili zdjęcie z opaską na oczach oraz parokrotnie wymienili dane przestępcy, ale jako... Krzysztofa N. Z jednej strony śmieją się z okpionej policji, z drugiej - przyznają, że facet ścigany jest listem gończym, zatem dlaczego sami czynią możliwie wszystko, aby utrudnić ujęcie zbiega. Gazety mogłyby pełnić rolę afiszów, które kiedyś rozwieszano (zwłaszcza na Dzikim Zachodzie), aby sprawniej oczyszczać społeczeństwo z mętów wszelakich. Nie były wówczas nagłaśniane prawa człowieka i wymyślne sposoby ochrony danych osobowych, zatem na afiszach ukazywano poszukiwane facjaty w pełnych krasach (na ile poligraficzna technika pozwalała...) i cokolwiek jednak były one podpisywane pełnymi nazwiskami. Niestety, nasi redaktorzy tak się boją polskich sądów, które skazałyby zbyt odważnych poszukiwaczy uciekinierów (za ujawnienie danych osób poszukiwanych?!), że nie mają zamiaru ryzykować kilkusetzłotowych grzywien ani kilkudniowych odsiadek w zawieszeniu. I marnują papier oraz farbę - zdjęcia i podpisy są niekompletne, bowiem zamazane, zatem nie spełniają oczekiwanej roli listów gończych, znanych nam z filmów o prawych kowbojach w lewych wczesnokapitalistycznych czasach.
Co ciekawe - gdyby gazeta miała dziwny kaprys podania pełnych danych, ale dzień przed ujęciem przestępcy, to... mogłaby to uczynić, bowiem nasze chore polskie prawo nie zezwala dekonspirować ujętych osób (tak twierdzą media), ponieważ taką mamy interpretację ochrony ich godności. No, ale tutaj jednak polscy gryzipiórcy całkowicie się sfrajerowali - opisali faceta, który jednak ponownie uciekł, zatem cóż stało na przeszkodzie zdjęcia ocznej opaski ze zdjęcia?
Ostatnio śmiesznie było z Wachowskim (w sprawie niejawności danych) - telestacje całkowicie się pogubiły. A to podawano nazwisko a na pasku u dołu ekranu były jedynie inicjały albo odwrotnie; także pewne media podawały pełne dane, inne niepełne, a nawet - te same stacje przekazywały owe wieści dwoma wspomnianymi sposobami. Śmiechy na małym ekranie. Zresztą pojawiają się równie często jak długie weekendy - co parę miesięcy cała Polska śmieje się z redaktorów odczytujących inicjały osób powszechnie znanych. I co - czy Wachowski (tudzież inna sława) wytoczył komukolwiek proces o ujawnienie wysoce szlachetnych danych osobowych?
Od dziecka wpaja się nam, Polakom, że jesteśmy dzielnym narodem, ale gdyby ktoś nieznający naszej historii miał nas oceniać po dziennikarskiej odwadze w mediach...

Czy Temida jest łaskawa tylko wobec zmotoryzowanych pijaków? Nie, nieopodal czytamy notatkę Lekarki pomagały bandytom.
Parę lat w zawieszeniu otrzymały panie wykonujące zawód szczególnego zaufania - w zamian za łapówki chętnie wymyślały przestępcom różne choroby, aby ci unikali kar więzienia. Wysłano kolejny sygnał do inteligentnej warstwy społeczeństwa - bierz w łapę i nie przejmuj się karami, które są jawną zachętą do popełniania podobnych przestępstw przez zachłanne elity. Porażający jest brak kontroli - przecież choć jedna wyrywkowa kontrola ujawniłaby proceder i znacznie wcześniej przerwałaby smutne pasmo pobierania gratyfikacji od półświatka przez (pracującą) inteligencję. Przy okazji - podwójny moralny upadek, bowiem lekarz współpracujący z przestępcą, to ponadto klasowe upokorzenie, chyba że w wielu przypadkach przestępcy prezentują już wyższą klasę niż lekarze, ale to już kolejny powód do mocniejszego przeżywania owej degrengolady... Zawieszenia wykonalności kary nie odstraszają, wręcz przeciwnie. A może decydują także czynniki humanitarno-ekonomiczne? Czyżby należało zamknąć z tego powodu niemal wszystkich sędziów, celników, lekarzy, instruktorów, kontrolerów? Ile by to kosztowało? Nareszcie by solidnie drgnęło w budownictwie. Szkoda, że w... więziennym.

Nawet 10 lat więzienia grozi naczelnikowi urzędu skarbowego, który podejrzany jest o branie kolosalnych łapówek (rzędu 2,5 mln zł) w zamian za odraczanie podatków za handel paliwem. 
O, tutaj warto było załatwiać podejrzane sprawy za takie pieniądze. Frajerami są policjanci, którzy odstępując od czynności służbowych przy dyskretnie uchylonej kieszeni, tracą pracę i grożą im podobne wyroki (ale za pobór 50 zł!). Podobne wyroki powinni otrzymać przełożeni naczelnika, którym nie chciało się kontrolować podległych pracowników. Ale ilu podatników miało kłopoty za kilkudziesięciozłotowe pomyłki graniczące z zarzutami malwersacji? Pamiętamy również o pewnej nauczycielce, która pomyliła numer ewidencyjny w zeznaniu podatkowym - grożono jej kilkoma pensjami grzywny. Jednakże wobec naczelników skarbowych i kandydatów na prezydentów, wykazujemy sporą dozę wyrozumiałości.

Wiatr zerwał dach budynku, którego drewniana konstrukcja tak namokła, że zawaliła się pod własnym ciężarem. (Angora (18 września 2005)
Brak w tym logiki - albo wiatr zerwał ten dach, albo zawalił się pod ciężarem. I to nie pod własnym, ale z wodą, która weń wniknęła. Pewnie błąd tłumaczenia artykułu z prasy światowej.

Po tajfunie Nabi znaleziono martwą Japonkę. Kobieta najprawdopodobniej wypadła z pokładu statku, który dobijając do portu, targany był silnymi podmuchami wiatru. Najpierw poinformowano, że śmierć nastąpiła wskutek tajfunu, póĽniej jednak stwierdzono, że kobieta wypadła ze statku przypadkowo.
Jeśli usłyszymy, że podczas zsyłki Polaków na Sybir tysiące naszych rodaków zmarło w chorobie albo z zimna (bo nie mieli ciepłej odzieży), to także wytłumaczmy sobie "po japońsku" - oni zginęli przypadkowo, wszak byli w podróży... Porażająca logika! Aby obniżyć straty?
Wstrzymano setki lotów, pociągi i przeprawy promowe, zablokowano autostrady, a setki podróżujących zostało uziemionych.
To ostatnie słowo jest przekładem z japońskiego na polski poprzez angielski? Jeśli nawiązuje do samolotów, to powinno być zastosowane zaraz po wątku lotniczym; jednak w tej konfiguracji trąca młodzieżową mową, a to (wobec tragedii) nie jest na miejscu. Raczej (skoro wstrzymano setki lotów) - pociągów i przepraw promowych. Setki unieruchomionych pasażerów zrobiłyby wrażenie w Lichtensztajnie/Lichtensztynie (tak powinno być po polsku, skoro już niemal wszystkie europejskie nazwy państw zostały spolszczone), ale w Japonii? Chyba że uziemienie oznacza zasypanie obsuwającą się ziemią (w co jednak wątpię).
Gdy tajfun przesunął się na północ od Noto Peninsula na Morze Japońskie... Raczej półwysep Noto, skoro jednak nie Japan Sea. Chyba że zagraniczne gazety wymieniają nasz uroczy Półwysep Helski (w ten właśnie polski sposób)...
Mirosław Naleziński, Gdynia
www.mirnal.neostrada.pl    

AKTUALNOŚCI SIERPNIOWE MIROSŁAWA NALEZIŃSKIEGI
AKTUALNOŚCI CZERWCOWE MIROSŁAWA NALEZIŃSKIEGI
AKTUALNOŚCI MAJOWE MIROSŁAWA NALEZIŃSKIEGI
AKTUALNOŚCI KWIETNIOWE MIROSŁAWA NALEZIŃSKIEGO

 "Raport o stanie sądownictwa polskiego" - zapraszamy wszystkich sędziów, prokuratorów, adwokatów, polityków i resztę urzędniczego "badziewia" zamieszanego we wszelkie oszustwa do ogólnopolskiej "czarnej listy Raczkowskiego"... 
miłego towarzystwa wzajemnej  adoracji ...

www.aferyprawa.com - Niezależne Wydawnictwo Internetowe "AFERY - KORUPCJA - BEZPRAWIE" Ogólnopolskiego Ruchu Praw Obywatelskich 
i Walki z Korupcją.
prowadzi: (-)  ZDZISŁAW RACZKOWSKI.
Dziękuję za przysłane teksty opinie i informacje. 
    uwagi i wnioski proszę wysyłać na adres: Z.Raczkowski@aferyprawa.com 

WSZYSTKICH SĘDZIÓW INFORMUJĘ ŻE PROWADZENIE STRON PUBLICYSTYCZNYCH
JEST W ZGODZIE z  Art. 54 KONSTYTUCJI RZECZYPOSPOLITEJ POLSKIEJ 
1 - Każdemu zapewnia się wolność wyrażania swoich poglądów oraz pozyskiwania i rozpowszechniania informacji. 
2 - Cenzura prewencyjna środków społecznego przekazu oraz koncesjonowanie prasy są zakazane.
ponadto Art. 31.3
Ograniczenia w zakresie korzystania z konstytucyjnych wolności i praw mogą być ustanawiane tylko w ustawie i tylko wtedy, gdy są konieczne w demokratycznym państwie dla jego bezpieczeństwa lub porządku publicznego, bądĽ dla ochrony środowiska, zdrowia i moralności publicznej, albo wolności i praw innych osób. Ograniczenia te nie mogą naruszać istoty wolności i praw.

 

zdzichu

Komentarze internautów:

Komentowanie nie jest już możliwe.