Imieniny:

AferyPrawa.com

Redaktor Zdzisław Raczkowski ujawnia niekompetencje funkcjonariuszy władzy...
http://Jooble.org
Najczęściej czytane:
Najczęściej komentowane:





Pogoda
Money.pl - Kliknij po więcej
5 grudnia 2019
Źródło: MeteoGroup
Polskie prawo czy polskie prawie! Barwy Bezprawia

opublikowano: 26-10-2010

AFERY KORUPCJA BEZPRAWIE MIROSŁAW NALEZIŃSKI

Medialne wpadki - grudniowy cykl krytyczny Mirosława Nalezińskiego...

www.mirnal.neostrada.pl  

Ofiarze i GwiaĽdzie - Dziennik Bałtycki (2 grudnia 2005)
Policja zbada wiatrówkę, z której postrzelony został 15-latek. Specjaliści sprawdzą, czy mają do czynienia z bronią.
Skoro notce dano tytuł Wiatrówka czy broń, to fachowcy nie mogą zbadać wiatrówki, wszak właśnie to jest przedmiotem badań. Inna sprawa - dlaczego wiatrówkę nie uznaje się za broń, skoro scyzorykiem można...
Wiatrówka powinna wyrzucać śrut z mocą 15 juli i prędkością do 260 m/sek.
O, tutaj roi się od błędów - należałoby powtórzyć z (z prędkością) oraz od lat jednostką prędkości jest m/s, ale te błędy to jedynie michałki. Poważne błędy to - (jeśli nie nawiązano do lipca w języku angielskim) jednak 15 dżuli oraz (oczywiście) nie chodzi tu o moc, ale o energię. Oba te błędy określane są przez złośliwców jako... szkolne. Polskie przepisy mówią, że wiatrówka (bez specjalnego pozwolenia na jej posiadanie) może pociskowi nadawać energię kinetyczną do 17 J (dżuli).

Kurier 3 (9 grudnia 2005) - Siekierą zadał ofiarze ciosy w głowę i zabrał portfel.
Bodaj wszystkie słowniki podają - koń/końmi (nie koniami!). Ale w stosunku do ludzi (przenośnia) oraz o programach komputerowych, jednak - z koniami. Zatem propozycja pisania o ofiarze (tragicznie poszkodowany człowiek; nie o ofierze) i o gwiaĽdzie (słynna osoba; nie o gwieĽdzie) nawiązuje do przykładu z końmi/koniami. I cóż z tego, skoro poloniści nie zaakceptowali mojej propozycji sprzed kilku lat, a dziennikarze stosują ją wyłącznie przez... pomyłkę.
Powinniśmy zatem pisać - Znakomitej gwi
aĽdzie muzyki młodzieżowej towarzyszyły tłumy fanów. Ofiarze wypadku nie udzielono pierwszej pomocy. Jeśli gwiazdą lub ofiarą jest zwierzę lub inny rzeczownik żywotny o konkretnym imieniu, to również dopuszczalne byłoby użycie proponowanej formy. Powyższa zasada powinna być także stosowana w przypadku, kiedy wspomniany ulubieniec ma na imię Gwiazda lub Ofiara oraz stosowana wobec ludzi o takich nazwiskach.

WeĽmy piły we własne ręce - Interia (11 grudnia 2005).
Edward WoĽniak z Sulęcina wciąż walczy z przydrożnymi drzewami. Tym razem wystosował apel na ten temat do Ministra Sprawiedliwości Zbigniewa Ziobro. Zwraca się w nim z prośbą o interwencję w związku z - jego zdaniem - nieprzestrzeganiem przepisów chroniących życie ludzkie, przed zagrożeniami jakie tworzą drzewa rosnące przy drogach publicznych.
Tegoż dnia w nocy wyemitowano dokumentalny film o katastrofie pod Gdańskiem 2 maja 1994. Zginęły wówczas 32 osoby. Koszmarny film. Czy był kiedykolwiek i gdziekolwiek tragiczniejszy wypadek pojedynczego autobusu po wjechaniu na przydrożne drzewo? Ci ludzi żyliby do dzisiaj (jak i my; pomijając oczywiście póĽniejsze losy), gdyby nie owo pechowe drzewo! Kierowca nie mógł uniknąć wypadku (pękło ogumienie). W ostatnim kursie zabierał do wozu wszystkich chętnych i jeśli dobro może być złem wynagrodzone, to mamy właściwy a okropny przykład. Jeśli ktokolwiek często jeĽdził PKS-em, to wie, że kierowcy mogliby nie brać wielu pasażerów z powodu przeciążenia, ale usłyszeliby wiele złorzeczeń pod własnym adresem, a i dyrekcja długo nie trzymałaby w pracy zbyt gorliwego a regulaminowego pracownika. Zresztą, dobrze utrzymany autobus powinien bezpiecznie jeĽdzić mimo znacznego przeciążenia.
Ongiś znany polityk zachęcał rodaków, aby brali sprawy we własne ręce. Co uczyniłaby (szeroko pojęta) władza, gdyby zdesperowani użytkownicy dróg chwycili piły tarczowe w dłonie i ruszyli na przydrożne drzewa kładąc je pokotem? Po nagłośnieniu sprawy (i ośmieszeniu Polski w Unii przez nasze media) problem w końcu załatwiono by pozytywnie, a kilku ludzi nie ginęłoby codziennie w zderzeniu z tymi wielkimi roślinami!
Kilka dni temu NIK ogłosiła, że jedynie co setny metr naszych dróg spełnia normy unijne. Kiedy NIK poinformuje, że za śmierć paru ludzi (dziennie!) odpowiada konkretny urząd? Kiedyś "Dziennik Bałtycki" podjął próbę znalezienia winnych za brak autostrad i także wskazywano na wielką liczbę ofiar ginących w wypadkach drogowych na beznadziejnych naszych szosach. Niestety, na próbie się skończyło.
Parę lat temu, po tragicznej powodzi, ustalono urzędników odpowiedzialnych za brak właściwej reakcji - za zaniedbania w dziedzinie ochrony życia mieszkańców (w świetle obowiązujących przepisów). Czyli można ustalić winnych w urzędniczych sprawach uchodzących do tej pory za całkowicie bezkarne. A jeśli ranni oraz rodziny śmiertelnych ofiar masowo będą wykazywać brak właściwego działania (nie)odpowiedzialnych urzędników za stan dróg? A jeśli przy okazji będą procesować się o wysokie odszkodowania? Wystarczyłoby udowodnić, że roślinny powód tragedii nie spełnia już obowiązujących polskich przepisów (o odległości od szosy). A co stanowią przepisy unijne, których ważność została rozpostarta na nowe kraje UE? Przeciwnicy wycinki przydrożnego drzewostanu także podnoszą wysokie koszty usuwania niebezpiecznych drzew. Zatem, dla dobra proponowanej akcji, niezbędne jest wydanie kilku wyroków przyznających znaczne odszkodowania, co w rachunku ekonomicznym wskaże na właściwe rozwiązanie sprawy, skoro trudno przeliczyć wartość życia. Zresztą - czy towarzystwa ubezpieczeniowe nie mogą ujawnić całkowitej wartości odszkodowań wypłacanych za zabitych, rannych i za uszkodzone mienie? A może obniżenie kwoty odszkodowań nie jest dla nich korzystne? Jeśli zmniejszy się liczba tragicznych wypadków, to również kwota pobieranych składek zmaleje (w warunkach rozwiniętej konkurencji). A jakie straty ponosi gospodarka narodowa z powodu zwolnień lekarskich, zaś resort zdrowia z powodu kosztownego leczenia?
Oponenci pomysłu p. WoĽniaka podnoszą estetyczne i przyrodnicze walory urokliwych drzew oraz eksponują winę poszkodowanych. Niewątpliwie, drzewa są ozdobą, a kiedyś był nawet wymóg zadrzewiania dróg (ukrywanie przez wrogimi lotnikami przemieszczania się wojsk), jednak czasy znakomicie się zmieniły - auta są szybsze, jest ich znacznie więcej, a groĽba wojny (odpukać!) - zażegnana. Nawet setki drzew nie są warte ceny krwi płaconej przez użytkowników dróg, a przecież za każde wycięte można posadzić dwa nowe drzewka w innym miejscu. Unia zapewne poprze inicjatywę i to nie tylko oklaskami. Ponadto, co zauważyli już zwolennicy idei p. Edwarda - zamiast wszechobecnych twardych pni, należałoby szosy obsadzać miękkimi krzewami - i bezpieczniejsze, i równie zielone, i także dotleniają nasze otoczenie. Jakoś nikt z miłośników przyrody nie postuluje wpuszczenia dzikich zwierząt na tereny miast i wsi, a przecież kiedyś nasi przodkowie rozprawili się z nimi w bardziej drastyczny sposób. Kierowców należałoby także poprosić o opinię w sprawie rozwijania sieci autostrad - ich budowa zniszczy piękną przyrodę w bezpośrednim sąsiedztwie (mniej drzew, łąk, pól, zwierząt).
I jeszcze gdyby na drzewach ginęły wyłącznie osoby nieodpowiedzialne, ale wspomniana katastrofa przypomina, że większość ofiar to zupełnie niewinni ludzie. A etyczny aspekt - czy za błąd w sztuce prowadzenia samochodu, właściwą karą jest śmierć?


Gwałt na służbie - Nowy Dzień (15 grudnia 2005)
Prezydent Iranu Ahmadineżad oświadczył podczas wiecu - Holokaust to sfabrykowany mit. Zaproponował przeniesienie państwa żydowskiego "do Europy, Stanów Zjednoczonych, Kanady czy nawet na Alaskę". Kilka dni temu stwierdził, że jeśli Niemcy i Austria czują się winne masakry Żydów podczas II wojny światowej, niech wydzielą miejsce dla państwa żydowskiego na swym terytorium.
No tak, ten prezydent od pewnego czasu miewa oryginalne pomysły (ambasador Brytów* również pisuje ciekawe teksty, ni to dowcipy, ni to noty dyplomatyczne; można się obrażać, ale czy w wątku o zatrudnieniu naszych rodaków na Wyspach Brytyjskich w aspekcie bezrobocia w Polsce, napisał nieprawdę?). Jednak irańska głowa państwa słaba jest z logiki, wszak Alaska należy do USA, a mało rozsądne wypowiedzi byłyby także w rodzaju - pojadę do Królewii* (inaczej Obwód Kaliningradzki*, nie obwód kaliningradzki) albo do Rosji, kupię ziemię w Polsce albo na Wolinie,
Przy okazji owych niemieckojęzycznych państw - w naszym języku mają się one do siebie jak wół do karety, jednak w oryginale ongiś były bardzo ze sobą związane - Reich/Österreich., a ciekawostką jest, że bodaj to jedyny taki językowo-geograficzny przypadek, że dwa sąsiadujące państwa posługują się jednakowym językiem urzędowym, który nie został narzucony kolonialnymi metodami, i który występuje wyłącznie w tych państwach (nie licząc małego Lichtensztajnu* i Szwajcarii, która ma parę języków urzędowych), przy czym nazwa tego języka wywodzi się od nazwy jednego z tych państw.

Amerykanka ma wykonać swój pierwszy samodzielny skok ze spadochronem. Nie dość, że pierwszy, to jeszcze topless, bo na rzecz organizacji charytatywnej walczącej z rakiem piersi.
Boję się pomyśleć, w jakim stroju skoczyłby jej rodak, gdyby zbierał datki na walkę z rakiem prostaty... Pewnie wystąpiłby w odzieniu antytoples (przykusa koszulka, odwrotny toples; toples* - właściwsza nazwa sposobu noszenia się - w naszym języku, nie topless).
Dziewczynie nie otworzył się spadochron i z prędkością ok. 80 km na godzinę spadła głową prosto o [raczej na] asfaltową drogę. Mimo to przeżyła! Niemożliwe? Całe zdarzenie zarejestrowano na taśmie wideo. Podczas upadku straciła 6 zębów, połamała kości czaszki. W czasie operacji lekarze wyjęli jej oko, ale udało się je wsadzić na miejsce. W trakcie badań lekarze odkryli, że dziewczyna jest w ciąży! - Jak tylko wydobrzeję, wracam do skakania - zapewnia Shayna.
Czyż takie wypadki nie są cudami? A może część cudów bywa szczęśliwym zbiegiem okoliczności (wypadki, uzdrowienia)? Może chodziło o 80 mil na godzinę, bowiem upadek już z kilkunastu pięter to prędkość większa niż 100 km/h.
Ta niewiarygodna historia wydarzyła się w Misourii. Owszem, gdyby stan miał nazwę Misouria, jednak piszemy Missouri i nie odmieniamy. Jeśli zmienimy nazwę na Mizuria, to wówczas możemy napisać - Mizurzy i Mizurki (mieszkańcy Mizurii) kultywują swe oryginalne mizurskie obyczaje.

Prokuratura postawiła zarzuty b. rektorowi Państwowej Wyższej Szkoły Zawodowej. W latach 2000-05 miał on przyjąć niemal 100 tys. zł łapówek. W zamian ułatwiał zamknięcie przewodu doktorskiego, zdawanie egzaminów, a nawet przyjęcia na studia bez matury.
Człowiek orkiestra, choć to nie szkoła dla muzyków. Zamknął przewód (doktorski) a teraz za nim zamkną solidne wrota. Jeśli potwierdzą się zarzuty, to interesująca będzie moralna ocena owego rektora - jak na tak wysokim szczeblu można brać kasę za tego typu usługi? Jak zdemoralizowana musi być część polskich profesorskich elit (wszak to nie jedyny skandaliczny przykład z ostatnich lat)? 

W Ostrowi wymienią Papieża, bo jest brzydki - tytuł artykułu (pomnik JPII zostanie rozebrany, bo się rozpada; typowo komercyjny tytuł, aby zachęcić czytelnika do przeczytania, nawet kosztem świadomego wprowadzenia w błąd - przecież nie chodzi o papieża, ale o rzeĽbę!). Ciekawa deklinacja nazwy miasta - (ta) Ostrów Mazowiecka (do/ku Ostrowi Mazowieckiej), natomiast łatwiejsze są nazwy Ostrów Lubelski oraz Ostrów Wielkopolski (do Ostrowa Lubelskiego oraz do Ostrowa Wielkopolskiego), choć celownik jest trudnawy (ku Ostrowowi Lubelskiemu oraz ku Ostrowowi Wielkopolskiemu).

Czterech lat więzienia domaga się prokuratura dla byłego dzielnicowego, który jest oskarżony o gwałt na służbie.
Jednak Polska - mimo szalejącego bezrobocia - jest krajem ludzi sukcesu, skoro policjantów stać na służbę. Dla dobra sprawy nie podano - czy policjant spostponował młodą guwernantkę (niektórzy nie zaliczają jej do służby), czy nobliwego majordomusa. I słusznie - co kogo obchodzą preferencje seksualne podejrzanego, który przecież podejrzał służbę nim z nią zgrzeszył.

Dwa i pół miesiąca temu Brazylijka Raquel Pacheco była dziewczyną na telefon, dziś jest najpopularniejszą pisarką w swoim kraju.
Na telefon, nie na kalendarze? Być chłopcem na posyłki albo dziewczyną na telefon - oto nierówność wynikająca z podziału na płcie. Wspólnym mianownikiem wynikającym z postępu technicznego będzie dziewczyna i chłopak na emajla*, jednak przy dotychczasowych obowiązkach (pierwsza w domyśle - na telefon, drugi - na posyłki).
W największym katolickim kraju na świecie jest medialną gwiazdą. Zanim napisała książkę, prowadziła bardzo popularnego bloga.
Męski biernik zastawia pułapki - owszem, gdyby prowadziła samochód blog marki *Blog* albo psa Bloga, a tutaj jednak prowadziła bardzo popularny blog. Także prowadzić ciekawy blok/cykl (nie ciekawego bloka/cykla), choć prowadzić bloka/cykla marki *Blok/Cykl* oraz kota Bloka/Cykla.

Na ostatniej stronie o innym, także bardzo katolickim kraju - W miejscowości Brody Poznańskie ksiądz wpadł na pomysł, żeby postawić figurkę Matki Boskiej Brzemiennej. Ale niektórzy zaszumieli: - Zgorszenie. Najświętsza Panienka z bębnem.
Obok dowcip fotograficzny z brodą - niemal były prezydent podczas całowania (ustami Siwca) pięknej ziemi kaliskiej.

Nie tylko ładne i zaradne Brazylijki robią interesy w Ameryce w pozaintelektualnej branży - Edyta Górniak wzięła udział w sesji dla "Playboya". Pikantne zdjęcia powstały na Jamajce. O publikacji wypowiedział się redaktor Księżyk. "Nabożne" nazwisko (bez obrazy, panie redaktorze!) nieco tonuje zbyt śmiałe fotograficzne obrazy prezentowane w kolejnych numerach. Słowo zdjęcie (fotka) doskonale obrazuje czynność pań, wykonywaną tuż przed uwiecznieniem interesujących imaży/imażów (obrazów, wizerunków; nie tych image'y/image'ów, a tak podają pseudopolskie słowniki!), którymi kiedyś (na stare lata) będą się wzruszać wespół z dziećmi i wnukami, a póki co wymienią ulotne wdzięki, otrzymane od Natury, na banknoty o równowartości sporych konkretów, zwykle betonowych (~konkret to w paru językach beton) mieszkań.
Także w dziale sportowym owej gazety znajdziemy wątek brazylijsko-religijny; w tytule:
Mam swoje powody, by nie wierzyć, że Brazylijczycy zbawią Pogoń i polską ligę. Może to z Brazylią powinniśmy wchodzić w układy, a nie z UE i nie z USA...

List biskupów do polskich pracodawców, w którym apelują o lepsze traktowanie pracujących rodziców. Poruszono także problem pracy w niedzielę - Pracownik nie jest i nie może być uważany wyłącznie za siłę roboczą. To są matki i ojcowie, żony i mężowie, którym trzeba zagwarantować najbardziej elementarne prawo do życia rodzinnego i małżeńskiego.
Dawniej władza świecka apelowała do ludu pracy o wzmożony wysiłek w walce o światowy pokój i socjalizm (jednak nie zdążono wybudować wszystkim rodakom socjalistycznych betonowych pokojów przed upadkiem mało konkretnych idei), a teraz władza kościelna próbuje skokietować kapitalistów miłością do bliĽnich, na których owi burżuje dorabiają się, traktując jak inne (mniej żywotne) środki produkcji. Sympatyczny apel, jednak różnice klasowe się powiększają... W niedzielę wyzyskiwacz stanie w kościele obok robotnika i co najwyżej przekażą sobie znak pokoju...

Petersburg stolicą Obwodu Leningradzkiego 
W ostatnim zdaniu artykułu - Powiało atomową grozą (Dziennik Bałtycki, 17 grudnia 2005), powiało także słowiańskim językowym bałaganem -
Siłownia, na którą przypada połowa produkcji energii elektrycznej w uprzemysłowionym obwodzie leningradzkim, leży nad Zatoką Fińską, około 80 km od Petersburga.
Kto dziwniejszy? Rosjanie zmienili wprawdzie nazwę miasta, ale pozostawili rewolucyjną nazwę obwodu, zaś Polacy przyjęli dziwne zasady pisania rozmaitych obiektów geograficznych - dlaczego aż Zatoka Fińska, ale tylko obwód leningradzki? Jeśli Sâo Tomé jest stolicą Wysp Świętego Tomasza i Książęcej, to Petersburg jest stolicą Obwodu Leningradzkiego. Dlaczego nazwa wysp miałaby być pisana dostojniej niż nazwa obwodu, skoro oba geograficzne podmioty mają własne stolice? Dlaczego aż Wybrzeże Kości Słoniowej, Wybrzeże Gdańskie (także Wybrzeże Szczecińskie), a nawet "samo" Wybrzeże tudzież Trójmiasto, lecz jedynie województwo gdańskie oraz województwo pomorskie? Dlaczego jakiekolwiek większe bajoro (to nie o owej zatoce) mamy opisywać podwójnie wielkimi literami, zaś wielki szmat ziemi o konkretnych granicach administracyjnych (i o milionach mieszkańców oraz z administracją) mamy opisywać podwójnie małymi literami? Ale to nie wszystko, co wymyślili nasi poloniści - taki plac Kaszubski nakazują pisywać od małej i od wielkiej litery! A przecież, i logiczniej, i łatwiej byłoby pisać wszystkie nazwy geograficzne (podanego typu) od wielkich liter.
Jak to wygląda - gubernator obwodu leningradzkiego w Gdyni, wojewoda województwa zachodniopomorskiego w Brukseli, ale kierownik Stacji Inseminacyjnej w Klewkach?!
Nazwy mogące istnieć bez pierwszego członu (morze Bałtyk, jezioro Mamry, państwo Polska) pozostają (oczywiście!) bez zmian. 

Gwałt na służbie
Prezydent Iranu Ahmadineżad oświadczył podczas wiecu - Holokaust to sfabrykowany mit. Zaproponował przeniesienie państwa żydowskiego "do Europy, Stanów Zjednoczonych, Kanady czy nawet na Alaskę". Kilka dni temu stwierdził, że jeśli Niemcy i Austria czują się winne masakry Żydów podczas II wojny światowej, niech wydzielą miejsce dla państwa żydowskiego na swym terytorium. - Nowy Dzień (15 grudnia 2005).
No tak, ten prezydent od pewnego czasu miewa oryginalne pomysły (ambasador Brytów* również pisuje ciekawe teksty, ni to dowcipy, ni to noty dyplomatyczne; można się obrażać, ale czy w wątku o zatrudnieniu naszych rodaków na Wyspach Brytyjskich w aspekcie bezrobocia w Polsce, napisał nieprawdę?). Jednak irańska głowa państwa słaba jest z logiki, wszak Alaska należy do USA, a mało rozsądne wypowiedzi byłyby także w rodzaju - pojadę do Królewii* (inaczej Obwód Kaliningradzki*, nie obwód kaliningradzki) albo do Rosji, kupię ziemię w Polsce albo na Wolinie,
Przy okazji owych niemieckojęzycznych państw - w naszym języku mają się one do siebie jak wół do karety, jednak w oryginale ongiś były bardzo ze sobą związane - Reich/Österreich., a ciekawostką jest, że bodaj to jedyny taki językowo-geograficzny przypadek, że dwa sąsiadujące państwa posługują się jednakowym językiem urzędowym, który nie został narzucony kolonialnymi metodami, i który występuje wyłącznie w tych państwach (nie licząc małego Lichtensztajnu* i Szwajcarii, która ma parę języków urzędowych), przy czym nazwa tego języka wywodzi się od nazwy jednego z tych państw.

Wadliwa Temida
Rumscy policjanci zatrzymali 24-letniego mężczyznę, który rozpowszechniał za pośrednictwem Internetu pornograficzne zdjęcia dzieci. Sam nie fotografował, jedynie wyszukiwał w sieci zdjęcia z pornografią dziecięcą i umieszczał je na swojej stronie internetowej. Grozi mu do 10 lat więzienia. - Dziennik Bałtycki (20 grudnia 2005). 
Czyli co - nie krzywdził dzieci, jedynie wybierał z sieci zdjęcia, które powinny być kasowane przez właściwe kontrolne organa? Oczywiście, jest to pewne zboczenie, ale raczej kwalifikujące się do pouczenia, pomocy i leczenia, a nie od razu - do więzienia. Równie dobrze można byłoby ścigać dewiantów, którzy zamieszczają makabryczne zdjęcia z egzekucji lub z konkursów na bicie (sic!)
rekordów z udziałem kilkuset nieplastykowych* ludzkich wyciorów i jednej niegumowej ludzkiej lali (a jak władze miasta protestują, to organizatorzy odwołują się do praw człowieka - "Człowiek" coraz rzadziej pobrzmiewa dumnie...). 
Kto ustala, co jest dewiacją, a co nie? Sejm, Senat? Sławni psychoterapeuci? Policja jedynie ściga czyny uznawane za przestępstwa. Większym zboczeniem jest udział w turnieju niż zbieranie fotek. Nieszczęśliwych dziwaków jest coraz więcej - 21 grudnia Elton John "poślubił" swego nałożnika* dowodząc, że na pewne odstępstwa nie tylko przymyka się oczy, ale już są wręcz propagowane
(marsze, protesty, petycje) i stopniowo legalizowane (choćby ów "ślub", czy adopcja), zaś eskalacja żądań spotyka się z coraz większą, nie tylko pobłażliwością tzw. postępowych obywateli ("światowcy"), ale niemal z zachętą z tej strony. GroĽniejsi i nieodpowiedzialni dziwacy to politycy zatwierdzający nienaturalne prawa, często myślący jak większość normalnych obywateli, ale bojący się uznania za nienowoczesnych, zaściankowych prowincjonałów. 
A gdyby nie rozpowszechniał a jedynie posiadał w domowych zbiorach fotki wykonane przez innych? Kiedyś w Polsce można było posiadać dolary, choć handlowanie nimi było zabronione. Co to znaczy "rozpowszechniał"? Udostępniał za darmo i nikogo nie zmuszał do oglądania? Podobnie czynią kioski oferujące świerszczyki, ale nie zmuszające do zakupu. I są to legalne pisma, kioskarki mają na nich niezły utarg (ale swoim chłopom wara od tej literetury "pięknej"!).
Owszem, "aktorkami" są pełnoletnie panny, choć wobec siania zgorszenia wśród ludu - jeśli jeszcze można go czymś zgorszyć - jakie ma to znaczenie, czy "występuje" wyrośnięta czternastka, zdziecinniała osiemnastka, czy zrutyniała sześćdziesiątka? Mam nadzieję, że w euforii walki ze zboczeniami, właściwe władze dostrzegą różnicę pomiędzy łamaniem prawa a zbieraniem dowodów patologii, nawet jeśli samo kolekcjonowanie może być uznane za dewiację. Przecież te wszystkie "aktorki" są bardziej zboczone niż ów zakompleksiony młodzian, ale granica legalności przebiega nie podług moralnych ocen, lecz prawnych, a prawo mamy "światowe", zaś moralność równie upadłą. 
Jakże silni (psychologicznie i pod kątem zboczeń) muszą być funkcjonariusze przeglądający internetową sieć! Zbierają tysiące fotek i archiwizują.
Oczywiście, nie mogą pokazywać swoim kolegom (spoza wydziału), bo wówczas podlegaliby identycznej karze (jak opisany młodzian) za rozpowszechnianie niemoralnych a nielegalnych zdjęć. Jednak muszą mieć szkolenia, na których przeglądają przykłady uchodzące za dopuszczalne oraz przekraczające granice prawa. Po latach służbowego oglądactwa pewnie nadają się do lecznictwa
zamkniętego. 

Tuż poniżej - 15-letni Mateusz przyznał się do użycia noża podczas sobotniego napadu w Starogardzie Gd., w skutek którego zginął 47-letni mężczyzna, a jego 22-letni syn został ranny. Sprawcom za udział w bójce ze skutkiem śmiertelnym
grozi do 10 lat pozbawienia wolności. 

Znowu groĽba dychy... Właściwie to niemal wszystkie przestępstwa powinny być zagrożone dychą. Dawniej w Sowietach były popularne dychy i ćwiary, czyli 10 i 25 lat (z tych optymistycznych, bo przeżyciowych kar). Najważniejsza różnica - obywatele Kraju Rad zwykle dostawali (rad nie rad, stąd zapewne nazwa tego największego państwowego tworu...) owe wyroki (i cieszyli się, bo mogli dostać
najwyższy), zaś w postradzieckiej Polsce, zwykle dostają umorzenia, ułaskawienia, zawieszenia; no (przy gorszych układach) parę lat z możliwością wyjścia w połowie odsiadki. Parę miesięcy temu, policjantom grożono bodaj dychą za wzięcie w łapę po dysze (10 zł)... Parę tygodni temu, bandyci mający na sumieniu porwania, gwałty i pobicia, dostali poniżej piątki. A całkiem niedawno, zwolniono do domu kryminalistę, bo sąd uznał, że nie będzie mataczył... Skoro przyznał się do winy, to co ma do rzeczy mataczenie czy niemataczenie? Powinien siedzieć z zaliczeniem aresztu! Prawników mamy zboczonych przez mamonę - afery w sądach i na wydziałach prawa uczelni to jedynie wierzchołek góry lodowej! 
Zatem - zamiast pisać, ile komu grozi, niech prasowy fachowiec napisze, ile on typuje za owo przestępstwo, a my się zdamy na jego intuicję. Albowiem czytanie, że wszystkim grozi dycha, staje się nudne - nikt tyle nie siedzi, no może co dziesiąty. Równie dobrze redaktor może napisać, że za dwa lata podatki zostaną zmniejszone o 1,5%. Rokrocznie ujętych zostaje kilkadziesiąt tysięcy
zaprawionych (ale nie w rajdowych bojach) kierowców (w tym posłowie, księża, policjanci, prawnicy), a dziennikarze piszą - grozi im do 2 lat. I cóż z tego?
Siedzą największe i najbiedniejsze łajzy. Reszta "jakoś" to (niesiedzenie) załatwia, czym kompromituje naszą Temidę. Niech napiszą po nazwisku - Iksiński dostał 1,5 roku i przepadek samochodu (lub równowartości, jeśli auto nie jest jego). A przy wyjściu z pudła - Iksiński wyszedł po roku (wcześniej, bo dobrze się sprawował, czyli nie pił w celi i nie prowadził w stanie wskazującym nawet rowerka trójkołowego, bo na tak małej powierzchni niczym innym nie dawało się jeĽdzić). Bez konkretów to zwykłe ględzenie! 

Na innej stronie - Na 3 lata więzienia skazał sąd 38-letniego policjanta oskarżonego o zgwałcenie kobiety, do której przyszedł z interwencją. Ma też jej zapłacić 8 tysięcy złotych zadośćuczynienia. 
Gdyby był bardziej eltonowaty*, to mógłby zgwałcić niekobietę... Ciekawe, czy gwałt równoimienny jest zagrożony wyższym wyrokiem, czy już wprowadzono konstytucyjną równość? Mógłby też dać upust emocjom przy nakładach kilkadziesiąt razy mniejszych, jednak zapewne znudziły mu się tanie brania. Musiałby jednak uważać na błąd ześlizgu, który popełnił nasz europoseł w Brukseli. Określenie
"interwencja" zyskuje nowe znaczenie - ja tylko niosę pomoc ("Seksmisja") i jakaż niewdzięczność wspieranej obywatelki... 
Zanim poszkodowana formalnie zawiadomiła o przestępstwie, funkcjonariusz wystąpił o natychmiastowe zwolnienie ze służby, uzyskał na to zgodę przełożonych i przeszedł na policyjną emeryturę. 
O, pomału rysuje się jakieś logiczne działanie obywatela reprezentującego władzę... Dziewczyna zapewne zgłosiła wcześniej sprawę, ale uczyniła to nieformalnie albo w sposób uznany za nieoficjalny. Facet szybko dostarczył prośbę o zwolnienie ze służby, a szef wzorowemu pracownikowi poszedł natychmiast na rękę, wszak 38 lat to dla policjanta wiek akuratny do wbicia się w bambosze. 
I w związku z tym - darmowa porada dla policjantów, którzy osiągnęli wiek młodzieżowo-emerytalny. Do osiągnięcia owej zaczarowanej granicy wiekowej prowadzimy się wyjątkowo pruderyjnie albo przynajmniej w miarę przyzwoicie. Po osiągnięciu dojrzałości wypoczynkowej, piszemy prośbę o zwolnienie ze służby, wykazując wszystkie swoje zasługi i prosząc o natychmiastowe pożegnanie z
mundurowymi kolegami. Jednak nie wpisujemy daty, zaś pismo składamy u swego sympatycznego przełożonego (który przecież też z niejednego pieca jadał i doskonale zna meandry trudnego życia funkcjonariusza) albo w sejfie walecznego mundurowego związku zawodowego (wszystko co ludzkie nie jest działaczom obce).
Pracujemy, a właściwie służymy społeczeństwu pomocą, radą oraz interwencjami, a pismo z lekka żółknie. Do czasu... Kiedyś (w końcu ileż razy może nam szczęście sprzyjać) jednak noga (tudzież inna - jak w tym przypadku - część ciała) nam się powija i ktoś składa doniesienie na naszą nieetyczną działalność. Koledzy (wszak także mogą być kiedyś w potrzebie) pokrzywdzoną osobę traktują niezbyt przyjaĽnie, doszukując się rozmaitych uchybień (brak daty albo brak dowodu osobistego), zatem nie mogą przyjąć zawiadomienia o przestępstwie (zrozumcie - oni społeczeństwu bardzo chcą służyć pomocą, ale zgodnie z procedurami; nie przyjmą formalnego doniesienia, jeśli długopis im się wypisał, kalka wsiąkła albo czcionka wypadła ze starej enerdowskiej maszyny do pisania). Jednocześnie (na znak swego kamrata) odkurzają wniosek o przejście na zasłużoną emeryturę,
wpisując właściwą datę, a następnie obowiązuje procedura opisana w notce. 
Emerytura przysługiwała mu po ponad piętnastu latach pracy (a pracował w policji od 18 lat). Uniknął w ten sposób postępowania dyscyplinarnego. 
Gdyby najpierw przyjęto formalne zgłoszenie, to wszelkie socjalne przywileje osiągnięte ciężką służbą, byłyby utracone, każdy szef wie, że to zbyt nieludzkie... I teraz, szanowny Czytelniku, poznajesz kulisy działania nie tylko zwykłego policjanta, nie tylko jego szefa i związku zawodowego, ale i całego państwowego systemu, który powinien stać na straży ładu, porządku i etyki społecznej, a w tej (i w podobnych przypadkach) sytuacji, w doskonały sposób ów system zaprzecza owym ideom, do których przestrzegania został stworzony!
"Interweniujący" policjant został skazany na 3 lata więzienia, ale zasłużoną emeryturę (poniżej czterdziestki!) będzie otrzymywać (przynajmniej z niej powinien opłacać darmowy wikt i opierunek). Takie przywileje posiada nowa demokratyczna Policja kilkanaście lat po zmianach. Zmianach? Ale czego się można spodziewać w państwie, w którym drobny cwaniak idzie natychmiast do pudła za
podrobienie legitymacji, aby korzystać z ulgi, zaś minister zostaje ułaskawiony, mimo że naraził życie współkolegów walczących z bezprawiem? Biedny i nieznany - żaden adwokat nie wstawił się za nim; zamożny i znany - najważniejszy kolega się upomniał. Choćby ten przykład pokazuje przepaść pomiędzy praktyczną (w życiu) a deklarowaną (w tekście) wartością Konstytucji 1997. Każdy polski student uczy się, zaś robotnik, policjant i minister już wiedzą, że wartość ustawy zasadniczej zależy od znajomości z kolesiami, a nie od obiektywnej Temidy. 

PS Obok komendy miejskiej Policji ocieplono i otynkowano budynek. Nikt nie pomyślał, aby dolny pas pomalować specjalną farbą albo przynajmniej na inny kolor. Po paru dniach na elewacji nasmarowano wielkimi literami JEBAĆ POLICJĘ oraz parę innych podobnych wezwań czy apeli. Żaden mieszkaniec, ani właściciel budynku, nie próbował zamalować choćby jednego słowa. Codziennie przechodzą tamtędy funkcjonariusze Policji oraz przejeżdżają patrole. Nikomu to nie przeszkadza? Przez parę miesięcy? Pewnie policjanci w tym czasie wolą przeglądać internetowe fotki i wyłapywać wirtualnych dewiantów, zatem nie mają czasu na walkę z gryzmolącymi zboczeńcami na murach pod bokiem i okiem komendy... Co jest bardziej szkodliwe dla uczniów - wulgaryzmy na ekranach czy na ich domach? Czy Policja nie czuje się ośmieszona takimi napisami? Gdzie autorytet? Najciemniej pod latarnią. No i gdzie rodzice (ale to zupełnie inny temat)? Niedawno (o rzut beretem od opisanej komendy), wybudowano kolejny a nowoczesny budynek komendy dzielnicowej. W tym rejonie nawet pies nie powinien podnosić nogi bez komendy, takie panuje tam zagęszczenie stróżów prawa... 
* - moje językowe propozycje 


Mirosław Naleziński, Gdynia

AKTUALNOŚCI LISTOPADOWE MIROSŁAWA NALEZIŃSKIEGIAKTUALNOŚCI PAŹDZIERNIKOWY MIROSŁAWA NALEZIŃSKIEGI
AKTUALNOŚCI WRZEŚNIOWE MIROSŁAWA NALEZIŃSKIEGI
AKTUALNOŚCI SIERPNIOWE MIROSŁAWA NALEZIŃSKIEGI
AKTUALNOŚCI CZERWCOWE MIROSŁAWA NALEZIŃSKIEGI
AKTUALNOŚCI MAJOWE MIROSŁAWA NALEZIŃSKIEGI
AKTUALNOŚCI KWIETNIOWE MIROSŁAWA NALEZIŃSKIEGO

Podobne tematy znajdziesz w dziale:  ARTYKUŁY - tematy do przemyślenia

Niezależne Czasopismo Internetowe 
"AFERY - KORUPCJA - BEZPRAWIE" 
Ogólnopolskiego Ruchu Praw Obywatelskich 
i Walki z Korupcją.
prowadzi: (-)  ZDZISŁAW RACZKOWSKI
Dziękuję za przysłane teksty opinie i informacje. 
www.aferyprawa.com  

    uwagi i wnioski proszę wysyłać na adres: Z.Raczkowski@aferyprawa.com 

WSZYSTKICH SĘDZIÓW INFORMUJĘ ŻE PROWADZENIE STRON PUBLICYSTYCZNYCH
JEST W ZGODZIE z  Art. 54 KONSTYTUCJI RZECZYPOSPOLITEJ POLSKIEJ 
1 - Każdemu zapewnia się wolność wyrażania swoich poglądów oraz pozyskiwania i rozpowszechniania informacji. 
2 - Cenzura prewencyjna środków społecznego przekazu oraz koncesjonowanie prasy są zakazane.
ponadto Art. 31.3
Ograniczenia w zakresie korzystania z konstytucyjnych wolności i praw mogą być ustanawiane tylko w ustawie i tylko wtedy, gdy są konieczne w demokratycznym państwie dla jego bezpieczeństwa lub porządku publicznego, bądĽ dla ochrony środowiska, zdrowia i moralności publicznej, albo wolności i praw innych osób. Ograniczenia te nie mogą naruszać istoty wolności i praw.
 

zdzichu

Komentarze internautów:

Komentowanie nie jest już możliwe.

~Bonongwe
24-12-2014 / 06:55
All of these articles have saved me a lot of heasechad." rel="nofollow">sgdgmim.com">heasechad.