Imieniny:

AferyPrawa.com

Redaktor Zdzisław Raczkowski ujawnia niekompetencje funkcjonariuszy władzy...
http://Jooble.org
Najczęściej czytane:
Najczęściej komentowane:





Pogoda
Money.pl - Kliknij po więcej
6 grudnia 2019
Źródło: MeteoGroup
Polskie prawo czy polskie prawie! Barwy Bezprawia

opublikowano: 26-10-2010

AFERY PRAWO MIROSŁAW NALEZIŃSKI BŁĘDY I WPADKI KACZKI DZIENNIKARSKIE W GAZETACH I TVP TVN POLSAT

Media w Polsce i na świecie - sierpniowy cykl krytyczno-informacyjny Mirosława Nalezińskiego

www.mirnal.neostrada.pl

Transkontynentalny akwedukt
Jeśli położymy kulisty przedmiot na gramofonowej płycie, to po włączeniu mechanizmu starodawnego odtwarzacza muzycznego, zauważymy, że owo obłe ciało snadnie spadnie z czarnej płyty. Dzisiejsza młodzież pewnie nie pamięta takich urządzeń, zatem powinna uwierzyć na słowo. Na karuzeli każdy chyba krążył i dzięki solidnym łańcuchom lub linom, nie odleciał zbyt daleko od osi obrotu - znakomita większość orbitujących bezpiecznie wraca na twardą ziemię po wyłączeniu urządzenia.
Gdyby na dużej obracającej się płycie ułożyć odpowiednio ukształtowaną rurę (odchylającą się przeciwnie do ruchu obrotowego płyty), zaś początek rury zanurzyć w basenie umieszczonym w osi obrotu... Czy po napełnieniu rury cieczą, mielibyśmy urządzenie pompujące? Czy ciecz przemieszczałaby się od środka układu na zewnątrz?
A gdyby na sporym globusie (o osi ustawionej pionowo) spiralnie rozłożyć rurociąg, także opozycyjnie odchylający się w stosunku do obrotowego kierunku bryły, przy czym początek rurociągu byłby zanurzony w zbiorniku z wodą na górnym biegunie owego modelu, zaś koniec byłby skierowany stycznie do równika? Czy po zalaniu wodą, ciecz ta wypływałaby z końca spiralnie ułożonego wodociągu? Płynęłaby samoistnie nawet w przypadku wyłączonego napędu obracającego globus - pod wpływem siły ciężkości, wszak urządzenie z globusem stałoby na ziemi naszej Ziemi. Po odwróceniu globusa (wlot rurociągu w położeniu bieguna dolnego), oczywiście woda nie płynęłaby przy wyłączonym napędzie wprawiającym globus w ruch. Po rozpędzeniu układu bryły z rurociągiem powyżej pewnej jednostajnej prędkości, woda zaczęłaby wypływać na równiku globusa. Gdyby oś kuli ustawić w położeniu poziomym, również obserwowalibyśmy wypływ wody.
Gdybyśmy w tych trzech położeniach zmierzyli zużycie energii elektrycznej (po osiągnięciu jednakowej prędkości obrotowej) oraz masę wody (a przy okazji jej prędkość przepływu) w czasie jednej minuty, to z kilku równań moglibyśmy wyznaczyć energię zużytą przez silnik oraz przekładnię, energię tarcia łożysk, energię oporu powietrza oraz energię oporu cieczy wewnątrz rurociągu. W równaniu przy pierwszym położeniu, energia potencjalna masy wody przepływającej przez minutę, byłaby po przeciwnej stronie, niż w drugim położeniu, natomiast w trzecim - równałaby się zeru, ale w takim przypadku należałoby ułożyć wodociąg w kształcie spirali zataczającej kąt 360 stopni. Aby wypływająca woda nie zakłócała wyników, należałoby ją wewnątrz globusa pompować z wylotu do zbiornika przy wlocie (w układzie zamkniętym), ale poprzez układ pompowy zasilany z innego źródła. Dzięki temu masa układu byłaby stała, natomiast licznik zużycia energii elektrycznej układu obracającego globus nie uwzględniałby przetaczania wody wewnątrz globusa. Aby rurociąg nie stwarzał dodatkowego oporu powietrza, należałoby go ukryć wewnątrz modelu globu.
Obliczenia można przeprowadzać dla wariantów - jednakowa prędkość obrotowa globusa lub jednakowa prędkość przepływu wody w rurociągu. Można także zmieniać średnicę rury oraz gładkość jej wewnętrznej powierzchni. Opisano problem do przemyślenia raczej przez studentów, aby pokazać pewien model, na którym można testować teorię. Można również przyjąć program komputerowy, który mógłby odwzorować model tego globusa, ale w większym wymiarze, na przykład naszej... planety.
Dlaczego? Bowiem należałoby zastanowić się nad budową transkontynentalnego rurociągu (o parometrowej średnicy) z wodą słodką, która byłaby pobierana z dowolnej północnorosyjskiej rzeki. Linia wodociągu odchylałaby się w kierunku południowo-zachodnim, zaś zakończenie rurociągu znajdowałby się w Afryce, przy czym wzdłuż niego byłyby usytuowane pośrednie odbiory wody (na suchych obszarach).
Ciekawe - jak długo płynęłaby woda od miejsca poboru do ostatniego ujścia oraz z jaką prędkością byłaby uprzejma to czynić? Raczej należałoby pomagać jej płynąć, czy przeciwnie - można byłoby ją zaprząc do wytwarzania energii elektrycznej? O ile zwolniłaby nasza poczciwa Ziemia swoją prędkość obrotową z powodu eksploatacji omówionego rurociągu?

Śmiertelne pasje
Na początku sierpnia 2008 doszło do największej tragedii w Himalajach - kilkunastu wspinaczy zginęło śmiercią pasjonata a bohatera. Fora (jak zwykle w takich przypadkach) podzieliły się na zwolenników i przeciwników zdobywców gór.
Kolumba można uznać za bohatera, bowiem mimo przeciwności losu, jako pasjonat żeglarstwa i jako maniakalny odkrywca, był uprzejmy odkryć Amerykę dla starej Europy (niektórzy jednak nie uznają go za odkrywcę Nowego Świata). Gdyby zginął podczas pierwszej wyprawy, nikt dzisiaj o nim by nie pamiętał, zaś ówcześni władcy, którzy zainwestowali w jego podróż - dozgonnie wyrzucaliby sobie wyrzucenie pieniędzy.
Od kilkunastu lat, kiedy tylko zbliża się lato, media apelują o rozwagę, aby towarzyszyła młodzieńcom skaczącym na główkę w niepewne akweny. Corocznie wielu wysportowanych i inteligentnych młodzieńców zostaje kalekami, ich życie (i rodzin) jest zrujnowane, część tonie. Dlaczego to czynią? Odwieczna chęć zaimponowania płci odmiennej oraz utwierdzenie słabszych kolegów w ich kompleksach. Taki współczesny dobór naturalny i taka pasja. Najlepiej wysportowani i najodważniejsi mają największe szanse u pań obserwujących ich starania. Dawniej organizowano walki rycerzy na zamkowych dziedzińcach.
Także latem, na szosy wysypują się motocykle zwane ścigaczami, dosiadane przez współczesnych kawalerów a rycerzy, którzy zamiast ogierów i zbroi mają superszybkie pojazdy i stosowne kombinezony oraz kaski. Corocznie ginie cały zastęp takich odważnych pasjonatów, mimo ostrzeżeń, mimo policyjnych pościgów. Jeżdżą pojedynczo, grupami, na tylnym kole, przemykają pomiędzy samochodami, przekraczają dozwoloną prędkość i wpadają na inne pojazdy, których kierowcy się zagapili albo po prostu nie mogli ich zauważyć z powodu nadmiernej prędkości kawalerów naszych meandrycznych dróg.
Parę dni temu, mimo pogodowych ostrzeżeń, z portów wypłynęły załogi małych jachtów i podczas sztormu zostały wezwane jednostki ratownictwa morskiego. Podano wysokie koszty akcji oraz skrytykowano kapitanów za mało profesjonalne zachowanie i lekceważenie pogodowych ostrzeżeń. Wodne wilki - "A co mi szczury lądowe będą psuć urlop" (kiedy na pokładzie koledzy oraz panie, którym trzeba przecież zaimponować). Wywyższanie się, rywalizacja. Dobór naturalny trwa od zawsze.
No i wspomniani na początku himalaiści. Kiedy zdobywali jako pierwsi szczyty, byli bohaterami narodowymi. Nikt nie zważał na straty - liczyło się jedno: być pierwszym. Któż nie pamięta naszej Wandy Rutkiewicz, która jako pierwsza osoba z Polski weszła 23 czerwca 1986 roku na K2 a wcześniej, bo 16 października 1978, jako pierwszy Polak i Europejka zdobyła Mount Everest (tego dnia Karol Wojtyła został wybrany papieżem; zginęła po paru latach w wieku 49 lat podczas kolejnej a swej ostatniej wyprawy). Któż się nie wzruszał tymi niewątpliwymi osiągnięciami w ówczesnych szarych czasach? Ale z górami jest podobnie jak z nowymi lądami - wszystko zostało zdobyte, zatem sens bohaterstwa jest coraz mniejszy. Ponadto coraz więcej zdobywców wyrusza w góry bez starannego przygotowania i w celach komercyjnych, niemal jak na wycieczki. Na forach wręcz panuje przekonanie, że każdego (za pieniądze) można wnieść na wszystkie szczyty świata...
Pierwsi omówieni skoczkowie, to najmłodsza i najuboższa grupa. Tym chętniej po niej wszyscy jeżdżą krytycznym piórem. Jeśli już ktoś szczęśliwie przebrnie przez skoki na głowę (nie zabije się, tudzież dożywotnio nie osiądzie na wózku), to przesiada się na motocykle albo jachty. Ściganie się po szosach powoduje jednak wyższy poziom adrenaliny, niż jachty. Większa mobilność, szybkość, częstość zmian sytuacji, w tym balansujących na krawędzi przepisów i życia. No i więcej obserwatorów - krytycznych a dzielnych kolegów, ślamazarnych a zbulwersowanych piechurów i kierowców oraz (jakże często) ośmieszanych policjantów, starających się okiełznać ten żywioł oraz spozierających niewiast na dzielnych motocyklistów. Im więcej zakazów, tym bardziej to rajcuje posiadaczy ścigaczy i zaprzyjaźnionych widzów.
Najwyższa półka (także skalna), to jednak wspinacze wysokogórscy. Zwykle znani z nazwisk i to nie tylko wąskiej własnej grupie pasjonatów. Bodaj najstarsi spośród omawianych grup (no, podobnie wiekowo może z żeglarzami, jednak tymi bardziej doświadczonymi). Ponadto opanowani, spokojni, solidarni, często o dużym życiowym doświadczeniu (także zawodowym), niemal dostojni. Tam, wysoko w górach, ludzie o przeciwnych cechach nie mieliby szans. Idą w góry i... giną. Giną bezlitośnie tępieni przez żywioł nieczuły na ich sławę i dostojeństwo. Giną równie głupio, jak ćmy zmagające się z płomieniem.
Z jednej strony, w ramach omawiania kolejnej rocznicy stanu wojennego, wyliczamy - ilu to rodaków zginęło podczas obalania komuny, co ma podkreślać jej barbarzyński charakter. Z drugiej zaś strony, (dobrowolne!) wyprawy w góry mają bodaj największy udział śmiertelnych wypadków w sferze wyczynowych sportów, czyli największe ryzyko utraty życia jest wśród tych pasjonatów! Kiedy tylko liczba ofiar pasjonatów przewyższy liczbę poległych bohaterów, proponowałbym uroczyście odsłonić pomnik z zaznaczeniem tego szokującego faktu.
Pasja? A jakaż to pasja każe iść w góry z dużym prawdopodobieństwem utraty życia? To żołnierze wyjeżdżają do Azji na militarne akcje i mają większe szanse przeżycia! A słyszał ktoś, aby jechali tam z powodu pasji? Jednak ich śmierć ma rzeczywiste albo symboliczne znaczenie. Ich danina nie idzie na marne. A śmierć himalaisty?
O paradoksie - żołnierze mają niejako wpisane wielkie ryzyko a jednak rządy wycofują swe kontyngenty z powodu strat i protestów społecznych. Czy ktoś słyszał, aby jakiś rząd zakazał swym obywatelom wspinania się po górach? W ostatnich latach zginęło w górach paru polskich księży, także pasjonatów. Mieli jedno życie (oprócz ważniejszego w zanadrzu) i mogli je złożyć w ofierze w godniejszej sprawie - choćby pomoc chorym w biedakrajach. Kilkanaście dni wcześniej, pewna holenderska alpinistka straciła podczas wyprawy trzech synów i męża. Z powodu pasji? Może przed wyjściem z domu, owi Holendrzy powinni podpisać w urzędzie różne oświadczenia, to może ostudzono by ich zapał, na tyle, że dzisiaj by żyli, choć w przeświadczeniu pozbawienia ich z wolności do decyzji. Najwyraźniej coraz bogatsze społeczeństwa wysyłają coraz liczniejsze zastępy pasjonatów w góry. Jeśli ktoś zginie, to przecież na swoje niejako życzenie, zaś postronnym ludkom nic złego się nie dzieje (bo ich tam nie ma!) w przeciwieństwie do gawroszy na motorach, którzy jednak mają kolizje z innymi uczestnikami ruchu drogowego. Zresztą właśnie dlatego państwo rękami policji próbuje walczyć z nimi, podczas gdy ze wspinaczami nikt nie walczy.
Na forach sporo jest o pasji. Jeśli ktoś ujawnia, że jest krytycznie nastawiony do osób zdobywających szczyty, to zaraz jest wyzywany od leni, grubasów, nieudaczników i dyletantów. No i podkreślają całkowity brak uznania dla czyjejś pasji. A ja się pytam - jakaż to pasja każe swe żony i dzieci wtłaczać we wdowieństwo i sieroctwo? To egoizm stawiany na równi z pasją? Przecież te bliskie osoby będą musiały borykać się z trudami znojnego życia i to ze świadomością, że mężowie nie zginęli za jakąś wielką sprawę. Proszę wyjaśnić dzieciom, że ich ojcowie (rzadziej matki) zginęli z powodu... pasji. Z powodu ich pasji często w góry idą ratownicy ryzykując swoje życie i także giną! Ktoś powie - zapłacili wysokie składki ubezpieczeniowe, to pomoc musi iść. Zatem przelicznie pieniędzy ważnych pasjonatów na życie ratowników? A jeśli nie ubezpieczyli się?
Przecież można by na drogach ustalić, że każdy może jechać z dowolną prędkością - w końcu to jego prywatna sprawa, czy przeżyje. Można kazać ryzykantom podpisywać oświadczenia i ustalać podniesione składki ubezpieczeniowe, wszak koszty leczenia i pokrywania strat materialnych rosną z kwadratem wyciskanej prędkości, zatem i te opłaty powinny lawinowo wzrastać. Oczywiście, podczas manewrowania na szosach, kiedy przemykają chyłkiem inni użytkownicy, owi potencjalni samobójcy powinni ściśle dostosowywać się do znaków drogowych.
Dlaczego państwo zabrania jazdy bez założonych pasów bezpieczeństwa, ale nie zabrania wspinania się po górach? Brak konsekwencji? Przecież w obu przypadkach to wolny obywatel podejmuje decyzję i igra ze śmiercią! W obu przypadkach traci tylko ów obywatel i jego rodzina. A można urządzać zawody we wspinaniu się po wieżach energetycznych wysokiego napięcia? Czym to różni się od wspinaczki wysokogórskiej? Można by zorganizować program o wielkiej oglądalności - wysoko ponad rzeką przechodzą ochotnicy po przewodach elektrycznych, które są podłączane do wysokiego napięcia. Impuls ze śmiertelną dawką byłby podawany losowo przez komputer. Przejście trwałoby 10 minut, zaś impulsy byłyby wysyłane co średnio np. 60 minut. Komu by się udało, to dostawałby milion złotych (z reklam i komórkowych przesyłek), w przypadku porażenia, ów milion otrzymywałaby ukochana rodzina, oczywiście natychmiast, podczas tego znakomitego programu. W ramach dysponowania swoim życiem, śmiałkom wolno byłoby wycofać się z konkursu podczas przeprawy, jednak za takie skrewienie, czyli zeskoczenie ze znacznej wysokości w nurt wzburzonej rzeki, otrzymywaliby jedynie nagrodę pocieszenia (w przypadku odratowania) lub rodzina dostałaby tylko pół miliona złotych (w przypadku nie tyle upadku, co zejścia).
Rozejrzyjmy się... Dwa pylony energetyczne w Jiangyin (Chiny), które podtrzymują linię wysokiego napięcia nad rzeką Jangcy. Mają wysokość prawie 350 metrów i są najwyższymi słupami energetycznymi na świecie. Przewody zawieszone miedzy dwoma słupami mają 2300 metrów długości i przewodzą prąd o napięciu 500 kV. Może one? Prawdopodobieństwo porażenia byłoby ustalane na bieżąco podczas dokładnego monitorowania i prowadzenia statystyk wysokogórskich śmiertelnych wypadków.
Kolumb Kolumbem, ale gdyby dzisiaj masowo pasjonaci przepływali oceany na średniowiecznych korabiach i co dziesiąty statek szedłby na dno z pasjonatami, to jakie komentarze byłyby zamieszczane na forach? A czym się to różni od wypraw w najwyższe góry?
I jeszcze jedno - pośród najwyższych szczytów giną pierwszorzędni cudzoziemcy oraz drugorzędni tubylcy. Pierwsi podawani są z nazwisk i odnotowują ich czołówki gazet, czasami ich dane bywają nazwami ulic, drugich wspomina się tylko jako osoby towarzyszące. Pierwsi giną z nudów i w oparach pasji, drudzy giną, bo to jest dla nich często jedyna forma zarobkowania. Pierwsi za pasję płacą drugim za trud. Jest różnica pomiędzy kierowcą pasjonatem, który po swej pracy dla przyjemności szarżuje szosami odczuwając działanie adrenaliny a zawodowym kierowcą, który w znoju przewozi potrzebne społeczeństwu dobra. Jest także różnica pomiędzy ginącym pilotem doświadczalnym, strażakiem, ratownikiem, lekarzem walczącym z epidemią a śmiercią pasjonata, który nic nie dał światu a mógł i powinien.
Dlaczego społeczeństwo powinno być przeciwne takim pasjom (skoki, pościgi, wyprawy i inne ekstremalne sporty)? Ponieważ owi bezsensownie ginący ludzi, są o wyższej wartości dla społeczeństwa niż przeciętna (jakkolwiek byśmy tę daną obliczali). To ludzie przedsiębiorczy, pomysłowi, rzetelni, odważni i najczęściej uczciwi, zatem przedstawiają większą wartość, niż przeciętni obywatele. Utrata takich rodaków, to często niepowetowana strata. Oni mogliby wiele jeszcze uczynić dla rodziny, ojczyzny i świata. Zbyt wcześnie odchodzą. To po prostu marnotrawstwo wartościowego życia i w ten sposób należy wszystkim "bohaterom" oraz ich rodzinom przedstawiać ich pasje i zniechęcać ich do śmiertelnego sposobu na życie!
W internecie jest sporo filmików z wypadków drogowych z udziałem piratów drogowych. Nie ma nic o piratach górskich. Proponuję, aby prezydent RP odznaczał wdowy po wszystkich piratach i przeznaczał renty specjalne dla sierot, niezależnie od rodzaju "bohaterskiej" śmierci.
Gdyby oszacować wszystkie osiągnięcia, których już nie dokonają rodacy, bowiem zginęli podczas zauroczenia pasją, to byłyby to wartości rzędu setek milionów złotych rocznie. Jeśli szacuje się - jakie straty ma społeczeństwo z powodu alkoholizmu, papierosów czy narkotyków, to dlaczego nie poruszać w dyskusjach innych uzależnień, na których tracimy? No i ten nieprzeliczalny ból i rozpacz rodzin. Pasja to często śmiertelny nałóg! Wyzywanie na pojedynek przez innego człowieka jest zakazane. Kiedy zakazane będzie wyzwanie przez żywioł i szafowanie swoim życiem oraz narażanie rodzin na cierpienie?

Nasze święto a napoleon

W połowie miesiąca czytamy dziennik.pl - u góry: piątek 15 sierpnia 2008 r. Imieniny: Marii, napoleona, Stelii. Dokładnie ten sam błąd ma kilka portali, zatem pod znakiem zapytania stoi mechanizm ustalania imion i ich pisowni oraz system kontroli w aspekcie "zarażania" tymi samymi usterkami innych portali...
Stelia to bardzo rzadkie imię i nie należy mylić ze Stellą, natomiast w dniu, kiedy obchodzimy nasze wielkie święto nie sposób jest pisać Napoleon, wszak imię to (postrzegane zwłaszcza przez Francuzów jako wielkie) tego dnia niegodne jest dużej litery i prawidłowo zostało sprowadzone do parteru przez dziennik.pl oraz inne, zaprzyjaźnione redakcje... Miejmy nadzieję, że nasi nadsekwańscy przyjaciele z wyrozumiałością podejdą do spostponowania ich wodza. Zrozumiałbym - adolf, ale napoleon? Czyżby ktoś uznał, że bohater z Korsyki miał zbyt dużo krwi na rękach?
W ten wielki świąteczny dzień, w kościołach poświęcono szczególną uwagę ziołom, owocom i warzywom, które zostały poświęcone przez kapłanów. Stosowanie kropidła nie jest takie proste - jeśli nie ma unijnego atestu albo kapłan jest zbyt energiczny, to po pierwszym święceniu większa porcja wody odrywa się i pozostaje za kropidłem oraz... leci na ministranta i na osoby nieopodal zgromadzone, przy czym ksiądz jest jedyną osobą w kościele, która tego nie widzi, bowiem jest zajęty kolejnym namierzaniem i rytualnym gestem, zaś z końca kropidła odrywa się coraz mniej cieczy, prawdopodobnie w postępie geometrycznym, zatem przy siódmym wymachu zgromadzony lud złakniony jest kropli bardziej niż kania dżdżu. Jeśli jego kolega albo ministrant nie zwrócą mu uwagi na ten problem lub nie przeczyta na tym forum, to następnym razem sytuacja się powtórzy...
Kiedy u nas święto, to nie zapominajmy, że w innych miejscach na świecie trwa wojna, zwłaszcza że datą i istotą swą, dzień 15 sierpnia nawiązuje do czasu wojny. Wojny to bardzo poważne i tragiczne zjawiska i nie należy dworować sobie z nich, zwłaszcza z bieżących. Oto 12 sierpnia 2008 toczy się jeszcze wojna w Gruzji i na ekranie przesuwają się obrazy zniszczonych budynków i ulic, filmowane z jadącego auta. Komentator ze studia TVN24 zwraca się do Tomasza Kanika (odważnego korespondenta ryzykującego życiem na Kaukazie) - "Tomku, słyszę jakieś strzały i wybuchy. Co tam się u was dzieje?". Na to pan Tomasz ze stoickim spokojem i przesadną szczerością - "Nie, to tylko nasz stary rozklekotany moskwicz tak hałasuje po wybojach".

Niepoprawny "Yacht Klub STAL Gdynia"
Wybrałem się ze spanielem Karmelem na spacer po Gdyni i społem przypatrywaliśmy się wszelkim obwieszczeniom i banerom pod kątem ich poprawności językowej. Bodaj wszystkie materiały reklamujące wakacyjne wydarzenia kulturalne na Skwerze Kościuszki oraz na Bulwarze Nadmorskim były opisane w ten sposób, czyli w błędny! Większość portali poświęconych Gdyni oraz planów naszego pięknego miasta, również obfituje w błędy tego typu - Skwer Kościuszki oraz Bulwar Nadmorski (dwa lata temu chochlik niemiłosiernie pobuszował nawet po plakiecie upamiętniającej wizytę missek, które pomogły zasadzić setkę rajskich jabłoni). Ponieważ jestem zwolennikiem wspomnianej (jednak obecnie niepoprawnej) pisowni (patrz http://www.mirnal.neostrada.pl/ulstocz.html), przeto z sympatią fotografuję błędnie opisane afisze i zamieszczam na forach, aby przekonać Radę Języka Polskiego do zmiany reguł w omawianym zakresie.
Na jakże ciężką próbę był narażony układ optyczno-elektroniczny fotograficznej aparatury, która zadrżała na widok napisu od lat "zdobiącego" budynek słynnego gdyńskiego jachtklubu nieopodal Skweru Kościuszki?! Otóż na elewacji widać nazwę Yacht Klub "Stal" Gdynia.
5 sierpnia 2008 napisałem do klubu elektroniczny list (e-mail, mejl, emajl) -
Proszę Państwa!
Czy istnieje rozsądne wytłumaczenie, dlaczego fragment nazwy gdyńskiego jachtklubu ustalono na "Yacht Klub"? Pierwsze słowo wygląda na angielskie*, jednak drugie raczej na polskie*.
Z poważaniem
Mirosław Naleziński
* - choć pewnie nie tylko

Nie otrzymałem odpowiedzi (sezon żeglarski w pełni), natomiast może któryś z Czytelników zna wyjaśnienie opisanego problemu? Ponadto jestem zaniepokojony i rozczarowany - wszak tę dziwną nazwę przez lata widziały tysiące tubylców i turystów, w tym poloniści, prawnicy, tłumacze, wytrawni dyskutanci oraz maturzyści. I co? Dla mnie to po prostu niepojęte, aby nazwa składała się z mieszaniny wyrazów dwóch języków (np. Polish Telewizja). Kto wpadł na pomysł takiej nazwy i kto ją zaaprobował? No i dlaczego nikt skutecznie nie zaoponował?
Innym takim dziwactwem jest słowo zamieszczane w naszych słownikach - bizneswomen. Także stewardesa jest dziwnym wyrazem, bowiem nie jest ani angielskim terminem, (choć każą nam wymawiać z angielska), ani polskim (wszak nie ma zgodności pisowni z wymową). Jeśli piszemy stewardesa, to powinniśmy wymawiać [stewardesa], jeśli natomiast chcemy wymawiać [stjuardesa], to powinniśmy pisać stiuardesa.
Zgodnie z naszym wyczuciem językowym, popartym uchwałą o języku polskim, nazwa tego klubu powinna brzmieć Jachtklub "Stal" Gdynia, ewentualnie Jacht Klub "Stal" Gdynia (od biedy, bowiem poprawniej - Klub Jachtowy "Stal" Gdynia). Mógłby również zwać się Yacht Club "Stal" Gdynia lub nawet Yacht Club "Steel" Gdynia, jednak nie byłoby to ani po polsku, ani zgodne z ustawą o języku polskim (patrz http://www.mirnal.neostrada.pl/teleeksp.html), ale przynajmniej nie mielibyśmy językowego dysonansu. Jeśli Sejm w preambule ustawy patetycznie zapisał, że język polski stanowi podstawowy element narodowej tożsamości oraz uznał ochronę języka polskiego za obowiązek wszystkich organów i instytucji publicznych RP i powinność jej obywateli, to egzotyczna (atrakcyjniejsza?) nazwa powinna zostać zmieniona. W przeciwnym przypadku Ustawę o języku polskim można będzie uznać za czcze pisanie na modny temat ochrony naszego języka. Kolejny raz prawo rozmija się z życiem - czyżby ustawa była na pokaz i nic z niej praktycznego nie wynikało?
Mam wrażenie, że piesek przy niektórych błędach miał większe parcie i tylna nóżka mu się jakby energiczniej zadzierała, ale może to dlatego, że dłużej (do znudzenia) debatowaliśmy nad niektórymi tekstami...

Solidarność społeczna
Od paru dni szaleją w Polsce trąby powietrzne, niespotykane u nas do niedawna. To efekt zmiany klimatu. I mamy rozpacz ludzi, którzy tracą swój majątek w parę minut. Ubezpieczenia to totolotek - albo ubezpieczyciel ma zyski, albo ma straty. W przypadku wielkich naturalnych i terrorystycznych katastrof to Państwo powinno być ubezpieczycielem i poręczycielem. Ze społecznego punktu widzenia jest wielką rozrzutnością ubezpieczanie wszystkich budynków, statków, samolotów od nieszczęść wszelakich. Czy ktoś policzył owe koszty (operacje finansowe, sprzęt komputerowy, zakup i eksploatacja lokali, płace pracowników oraz wszelkie składki)? Wszak owi pracownicy mogliby realizować się w sferze produkcji lub innych usługach. Chyba że uznamy tę formę zatrudnienia jako sposób na zmniejszenie zjawiska bezrobocia.
A ilekroć zdarza się, że ubezpieczyliśmy się od 99 nieszczęść, zaś dopadła nas ta setna plaga i �szlachetny" ubezpieczyciel uzbrojony w wypasionych prawników daje nam figę z makiem, dowodząc braku zapisu "lub czasopisma".
Składki ubezpieczeniowe byłyby pobierane jako odpowiednie dopłaty do cen towarów oraz jako nieznacznie powiększony podatek od dochodów. Po katastrofie budowlanej, lotniczej, morskiej, po powodzi, trzęsieniu ziemi, epidemii itd. oraz po terrorystycznym zamachu, odszkodowania byłyby wypłacane przez Państwo. Wysokość odszkodowań byłaby proporcjonalna do zgłaszanych opodatkowanych dochodów, przy zagwarantowaniu pewnego minimum. Tak bodaj należy rozumieć nowoczesną solidarność społeczną.
Znacznie taniej (i bez zbędnych formalności) jest wypłacać odszkodowania za wykazaną stratę, niźli prowadzić miliony umów ubezpieczeniowych. Na szczeblu Sejmu należałoby to omówić, przeliczyć i podjąć społecznie mądre decyzje. Ale czy ubezpieczeniowe lobby przełknie tę żabę. Czy pogodzi się z utratą miliardów złotych?
Społeczeństwo oczekuje na sprawnie funkcjonujący system ubezpieczeniowy dotyczący ogółu osób zamieszkujących Polskę. System powinien być zrozumiały, naturalny, przyjazny i prosty, a jednocześnie nie powinien zajmować tysięcy urzędników zawierających umowy, archiwizujących i... kombinujących.
Rząd podawałby codziennie w internecie bieżący stan składek społecznych oraz kwoty wypłacane po klęskach i tragediach (wypadki, akty terrorystyczne). Po większych kataklizmach podatki byłyby podniesione o ułamek promila na pewien czas, zaś po uregulowaniu odszkodowań, obniżano by opodatkowanie. Zmiana systemu nie spowodowałaby likwidacji dotychczasowych instytucji ubezpieczeniowych. Niech sobie egzystują i zapisują obywateli chętnych do zakładania polis na dotychczasowych zasadach. Wprowadzony system byłby obligatoryjny, zaś istniejący - fakultatywny. W razie poniesienia szkody, ubezpieczenia byłyby wypłacane na podstawie wszystkich zawartych umów oraz na podstawie proponowanego niniejszego a bezumownego systemu.
Gdyby nieco podnieść podatki (od płac lub cen), o mały promilek, to rocznie byłby do dyspozycji co najmniej miliard złotych na wypłaty odszkodowań za straty podczas wichrów, powodzi, pożarów, katastrof i ewentualnych aktów terrorystycznych.
Obecnie w społeczeństwie panuje przeświadczenie, że rolnicy unikają ubezpieczeń, zaś po tragedii wyciągają ręce do Państwa. Gdyby wprowadzić omawiany system, to rolnicy byliby aktywnymi uczestnikami akcji nawet dokładnie... nie wiedząc o tym. A po katastrofie nikt by nie żebrał - odszkodowania należałyby się wszystkim uczestnikom dramatu i to obligatoryjnie. Wszyscy rodacy mieliby zagwarantowane minimum odszkodowania, zaś obecnie nazywa się to zapomogą, przy której medialne punkty zbierają państwowi notable. A może o to głównie chodzi?
W mediach podano, że aby ubezpieczyć dom wartości 300 tys. zł, należy wpłacać 16 zł/mies. Przy powszechnym solidarnościowym systemie, bez zbędnych biurokratycznej infrastruktury, zapewne byłby to koszt 2-3 razy niższy oraz byłby... niezauważalny i nieodczuwalny.
Gdyby uczestnikami solidarnościowego systemu były także firmy, to bez zbędnych a długotrwałych procesów byłyby wypłacane odszkodowania i renty rodzinom ofiar zatopionego promu "Heweliusz" (1993), zniszczonego bloku mieszkalnego w Gdańsku (1995), zawalonej hali wystawowej w Katowicach (2006), spalonego autobusu pod Grenoble (2007). A tak - obserwowaliśmy żenujące sceny zbiórek społecznych albo wieloletnie procesy, co nie przydawało Polsce przyjaznego imażu.

Bezprawne przetrzymanie pasażera w samolocie

Czy pasażer ma prawo opuścić samolot w przypadku znacznego opóźnienia lub z powodu obawy o swoje życie?

Należy zmodyfikować przepisy zabraniające liniom lotniczym wypuszczania pasażerów z samolotów przebywających na płycie lotniska a nawet już na pasie startowym. Podobno to od łaski pilota zależy, czy pasażer zgłaszający chęć wyjścia z uskrzydlonej rury, może to uczynić. Oczywiście, nie każdy moment kołowania przed startem nadaje się do wyjścia. Grozi to zresztą paniką i ogólnym zniechęceniem klientów linii lotniczych do latania.
Jednak bywają szczególne sytuacje, choćby wydarzenia poprzedzające katastrofę samolotu hiszpańskich linii lotniczych Spanair. Okazuje się bowiem, że przegląd trwał dość długo i cała podróż była znacznie opóźniona. Czy pasażer miał prawo wyjść z samolotu, ponieważ uznał, że umowa o przelot nie spełniła jego nadziei, że jest niebezpieczna sytuacja, że jego podróż jest zbytnio opóźniona, że odlot w rozważanym przypadku już nie ma sensu? A czy ma prawo być przesądny i z tego powodu chcieć wysiąść?
Okazuje się, że na pokładzie był co najmniej jeden pasażer, który telefonicznie rozmawiał z żoną przed powtórnym startem. Uzgodnili, że postara się wysiąść. Jednak załoga mu na to nie pozwoliła. Pasażer zginął. Zginął, bowiem nie poszanowano jego woli! A media podają, że takich przypadków było kilka. Jeśli potwierdzi się ten wątek, to prawnicy będą mieć trudny orzech do zgryzienia.
Ponieważ obywatele demokratycznych państw coraz bardziej do serca sobie biorą dosłowne pojęcie wolności (a nie wyimaginowane przez bojowników o wolność), przeto powstaje pytanie o swobodę dokonania wyboru podczas zaistniałej sytuacji.
Dlaczego osoba awanturująca się i zakłócająca lot zostaje wysadzona z samolotu częstokroć podczas pozaplanowego przyziemienia na (zwykle) najbliższym lotnisku, zaś osoba spokojna (ale na przykład przesądna) - nie może? Pierwsza wbrew swej woli jest wydawana w ręce policji, druga wbrew swej woli jest wieziona i... więziona. Tak - więziona, bowiem przetrzymywanie obywatela wbrew jego woli jest karalnym uwięzieniem! A powód jest oczywisty - nieposłuszny pijak zapłacił i nie musimy mu oddawać wniesionej opłaty, nieposłuszny zaś przekora zapłacił i będzie ubiegać się o zwrot pieniędzy albo co gorsza - skorzysta z usług konkurencyjnego przewoźnika. Cóż to oznacza? Że pijak i chuligan mają większe prawa, niż spokojny obywatel, który słusznie zirytował się na przewoźnika i chce uznać umowę o przelot za nieważną z winy linii lotniczych?
Czy pasażer ma prawo odmówić wejścia na pokład samolotu, jeśli się okaże, że podstawiono inny model, niż się spodziewał? Nie ten wiek, typ, linia lotnicza, marna opinia? Jakie prawa ma zatem pasażer po wykupieniu biletu?
Można to sobie wyobrazić następująco... Opóźniony samolot stoi na płycie, mechanicy naprawiają usterki, pojazd ma opóźnienie co najmniej godzinne i załoga pyta (bo taki powinien być zapis w regulaminie) - "Czy ktoś z Państwa ma zamiar opuścić samolot z uwagi na nasze kłopoty? Odlatujemy za kwadrans".
Jeśli ktoś się zgłasza, podjeżdżają schody. I nie dlatego, że ktoś się boi (nikt tego nie musi udowadniać, choć oczywiście i ten powód jest zasadny). Ale na przykład właściciel firmy miał lecieć na kontrolę do filii i chce zrezygnować, bowiem już tego dnia nie zdąży wykonać zadania a ma zamiar polecieć nazajutrz. Ma prawo? (Inna sprawa, że będzie kolejny problem, jeśli ten klient linii zginie właśnie nazajutrz, ale takie problemy to specjalność naszej cywilizacji...). Może być problem z bagażem, ale w końcu co jest nosem w ruchu lotniczym a co tabakierką?!
Nie mogę się oprzeć konstatacji, że gdyby w Madrycie jakiś pasażer z furią rzucił się na stewardesę i zostałby wyniesiony z metalowej pułapki, to by dzisiaj żył... Los jednak wysłał ostrzeżenie - były problemy techniczne i chyba je niezupełnie wyeliminowano.
A teraz, po tej tragicznej katastrofie? Osoby przesądne częściej będą chcieć opuścić samolot wspominając właśnie ten wypadek. Czy mają do tego prawo? Co na to RPO?
Przy okazji chciałbym zasygnalizować, że kierowcy drogowych pojazdów transportu publicznego w podobny sposób łamią prawo obywatela do swobody. Otóż w przypadku długotrwałych korków drogowych nie wypuszczają pasażerów pomiędzy przystankami, powołując się na przepisy swoich firm. Na nic prośby i żądania, aby otworzyli drzwi, także podczas upałów. Musi dojść do zasłabnięcia lub większego nieszczęścia, aby zmieniono nieprzyjazne przepisy? Czy pasażer jest towarem, z którym się nie dyskutuje? Któremu można ograniczyć swobodę dokonywania wyboru?
No i najważniejsza kwestia, do rozpatrzenia przez prawników (także przez Rzecznika Praw Obywatelskich) - czy czasowe przetrzymanie pasażerów w pojeździe wbrew ich woli jest zgodne z prawem? Nie wyobrażam sobie, aby kierowca w demokratycznym a przyjaznym państwie odmówił otwarcia drzwi podczas zablokowania ruchu autobusu, a jednak to nagminna praktyka!

Art. 31.1. Wolność człowieka podlega ochronie prawnej.
Art. 31.2. Każdy jest obowiązany szanować wolności i prawa innych. Nikogo nie wolno zmuszać do czynienia tego, czego prawo mu nie nakazuje.
Art. 31.3. Ograniczenia w zakresie korzystania z konstytucyjnych wolności i praw mogą być ustanawiane tylko w ustawie i tylko wtedy, gdy są konieczne w demokratycznym państwie dla jego bezpieczeństwa lub porządku publicznego, bądź dla ochrony środowiska, zdrowia i moralności publicznej, albo wolności i praw innych osób. Ograniczenia te nie mogą naruszać istoty wolności i praw.

Czy na podstawie powyższych artykułów Konstytucji 1997 można żądać zmiany przepisów niższej rangi, a dotyczących przewozu pasażerów środkami transportu publicznego, w szczególności samolotami oraz autobusami? Obywatel nie może być przetrzymywany w jakimkolwiek miejscu bez jego zgody, chyba że jest to konieczne dla jego bezpieczeństwa (albo innych osób), jednak ograniczenia nie mogą naruszać istoty wolności.
Szanowni pasażerowie! Jeśli sobie wywalczymy omawiane uprawnienia i będziemy z nich korzystać, to wprawdzie utrudnimy życie liniom lotniczym, jednak wpłynie to na zdecydowane polepszenie jakości usług linii lotniczych, bowiem rezygnujący z lotu pasażerowie zmobilizują przewoźnika do staranniejszej kontroli samolotów, aby nie zbankrutować z powodu zmniejszenia wpływów ze sprzedaży biletów. Tego czynnika postraszenia spedytora nie ma, niestety, w miejskich liniach autobusowych, bowiem najczęściej nie ma tu... konkurencji.
Jeśli potwierdzą się doniesienia o niewypuszczeniu kilku pasażerów z samolotu pomiędzy dwoma nieudanym startami, to byłby to ewidentny przykład ograniczania praw obywatelskich, natomiast ich rodziny powinny otrzymać odszkodowania o podwyższonej kwocie z oczywistych a podanych powodów! Powyższy problem został wysłany także do Rzecznika Praw Obywatelskich, ponieważ opisane przykłady nagminnie zdarzają się na terenie Unii Europejskiej i korzystnie byłoby znać wykładnię w tej materii.
PS Podobno dochodzi do bodaj bardziej absurdalnych przypadków - jeśli pasażer leci z punktu A do B, aby stamtąd dostać się do punktu C, natomiast z jakiegokolwiek powodu samolot awaryjnie ląduje w punkcie C, to zainteresowany tym miejscem pasażer nie jest wypuszczany, lecz musi odlecieć do punktu B, czyli do planowanego miejsca dolotu...

Ekskluzywny wywiad dla polskiej TV

29 sierpnia 2008, na czerwonym pasku monitora, przewijała się ważna informacja - "Saakaszwili udzielił ekskluzywnego wywiadu TNV24. Prezydent Gruzji udzielił 1. wywiadu polskiej TV" (zdanie to zmieniono na "1. wywiad Saakaszwilego po wybuchu wojny dla polskiej TV"). "Powtórka ekskluzywnego wywiadu po godzinie 9:00 w TVN24" (bez kropki na końcu wiadomości).

Na początek omówienie owego zapisu - niefortunnie prezentuje się jedynka z kropką jako liczebnik "pierwszy"; byłoby właściwiej napisać "udzielił pierwszego wywiadu" oraz "Pierwszy wywiad". No i cóż to jest "polska TV"? Kiedyś ten skrót oznaczał firmę "Telewizja Polska", która po przełamaniu monopolu przyjęła skrót TVP. Ponieważ litery v* nie ma w polskim alfabecie, zatem omawiana firma powinna mieć skrót TP albo (aby nie mylić z Telekomunikacją Polską) - TWP. Jeśli jednak chodzi w tekście o jakąkolwiek telewizję (polską lub obcą), to należy opisywać bezskrótowo (gdyby wywiad był dla dowolnego polskiego radia, to nie napisano by - "udzielił pierwszego wywiadu dla polskiego R"). Zresztą w wyrazie "telewizja" nie ma litery v! Ponadto to słowo nie powinno być w takim zdaniu w ogóle skracane! Wyraz "telefon" skracamy jako "tel.", ale tylko przed numerem! Przecież nie piszemy - "Kupiłem nowy tel., jednak ma wadę".

"Inny słownik języka polskiego", wyd. 2000: ekskluzywny - dostępny tylko dla ludzi bogatych lub mających wysoką pozycję społeczną. "Słownik wyrazów obcych" Kopalińskiego: ekskluzywny - odgradzający się od otoczenia albo od osób spoza pewnego kręgu; elitarny.

Dawniej ekskluzywne były wytworne, jednak konkretne i namacalne towary zwane obecnie modniej produktami (czyli przedmioty oraz usługi) - zegarki, auta, jachty, hotele, sklepy, zestawy (np. kosmetyczne) i... panie oraz usługi na najwyższym poziomie w rozmaitych branżach. Ekskluzywni wyjątkowo (i wyjątkowi) bywają także... panowie - Google notują: ekskluzywni klienci**, striptizerzy, deweloperzy oraz producenci (a to oznacza, że już nie tylko produkty są w ten sposób określane, ale również ich wytwórcy). Mamy także Warszawskie Przedsiębiorstwo Geodezyjne S.A.*** (powinno być SA), które reklamują swoich pracowników - "ekskluzywni geodeci", sugerując... "miłe i dyskretne triangulacje także w mieszkaniu klientki". Nie wiadomo, dlaczego nie zachęcają rolników, górników, czy pilotów do swych geodezyjnych czynności zachętą "miłe i dyskretne triangulacje, także na polu, przodku, fotelu klienta"? Że "miłe", to oczywiste, ale "dyskretne"? Przecież to jawne sygnalizowanie, że obejdzie się bez faktur i fiskus znowu straci. Może jakaś kontrola, wszak budżet ciągle pustawy... Okazuje się, że to jacyś dowcipnisie zrobili tej firmie psikusa dopisując frywolne teksty (fotomontaż).

Ekskluzywne produkty (w tym mieszczą się namacalne konkretne przedmioty wykonane ręką ludzką, przy zastosowaniu prostej lub skomplikowanej techniki i zwykle są one opodatkowalne, jednak również konkretne i macalne dzieła ludzkiej sztuki nieręcznej o działalności, niestety, nieopodatkowalnej. Od pewnego czasu słyszymy o ekskluzywnych magazynach (czasopisma) oraz (właśnie) o wywiadach (to w ramach usług, czyli niematerialnych produktów). A to z aktorką, a to z piosenkarzem, no i pora na polityka i to walczącego z molochem niezupełnie na glinianych nogach. Wywiad prowadzony był po angielsku, co już stawia go na ekskluzywnej półce (w krajach nieangielskojęzycznych), wszak wywiady po polsku z naszymi politykami trudno zaliczyć do ekskluzywnych (każde takie wytworne określenie spowodowałoby uśmieszki i niewybredne komentarze na forach).

Jeśli wywiad był ekskluzywny (elitarny), to chyba w znaczeniu wyjątkowego i jedynego dostępu wspomnianej telestacji, wszak był przeznaczony dla możliwie największej widowni, co jednak przeczy (dawnemu już?) określeniu "ekskluzywny". Zapewne obserwujemy rozszerzenie znaczenia omawianego słowa, zatem w słownikach powinny znaleźć się kolejne przykłady. Ekskluzywne zegarki są dla wąskiej grupy społecznej, w przeciwieństwie do ekskluzywnych wywiadów a to oznacza, że w demokracji każdy znajdzie coś ekskluzywnego, choć ci "wężsi" mają i zegarki, i wywiady, zaś ci "szersi" tylko... wywiady. I demokracja chyba nigdy nie będzie ekskluzywna - pozostanie przaśna.

I tak dobrze, że nie zatytułowano - "Exclusivna intervia dla Polish TV"...

Istnieje sporo wyrazów obcych, które nie mają dobrych polskich odpowiedników. Jeśli jesteśmy nowoczesnymi Polakami i patriotami, to dbajmy o język ojczysty... Jeśli znasz polski odpowiednik, pisz po polsku!!!

Co do wywiadu - był prowadzony wszechstronnie i na pewno przybliżył Polakom sprawy Gruzji, która stała się nam bliższa.

* - Rada Języka Polskiego zdecydowanie opowiada się przeciw nadaniu dziecku imienia Victoria. Jak bowiem wynika z "Zaleceń dla urzędów stanu cywilnego dotyczących nadawania imion dzieciom obywatelstwa polskiego i narodowości polskiej", imiona powinny zawierać litery należące do polskiego alfabetu. Tymczasem litera v nie należy do polskiego alfabetu, literze c, zaś w imieniu Victoria odpowiada głoska [k], a nie - jak w polskim systemie - [c]. Używanie w polszczyźnie imienia Victoria nie ma żadnego uzasadnienia, tym bardziej, że istnieje jego polski odpowiednik - Wiktoria.

Co wynika z powyższej opinii? Że skoro mamy polskie słowo telewizja, to nie możemy stosować obcego wyrazu television (tv). Jeśli litery q, v, x nie należą do polskiego alfabetu, to nie ma polskich wyrazów zawierających te litery! I co na to Ustawa o języku polskim?

** - pewien uczynny rodak ogłasza się: "chcę dać pracę w Berlinie (znajomość języka niemieckiego nie jest wymagana) - szukam atrakcyjnych dziewczyn, dowolny czas pracy, miła atmosfera, pełna ochrona, ekskluzywni klienci, dobre zarobki 250 euro dziennie, możliwość zakwaterowania", jednak czyżby ów szlachetny młodzian nie wiedział, że popełnia wykroczenie, wszak w Unii nie można dyskryminować płci podczas naboru do warsztatów pracy?

*** - na portalu firmy można znaleźć geograficzną perełkę - "W dniach 23.06. - 07.07.2008r. Warszawskie Przedsiębiorstwo Geodezyjne S.A. gościło 2-osobową delegację z Tadjikistanu". Czyżby nazwa "Tadżykistan" była niewłaściwa? I nie można było napisać "dwuosobową" (zyskano jeden znak!)?

Mirosław Naleziński , Gdynia
www.mirnal.neostrada.pl


AKTUALNOŚCI SIERPNIOWE MIROSŁAWA NALEZIŃSKIEGO

AKTUALNOŚCI czerwcowe MIROSŁAWA NALEZIŃSKIEGO

AKTUALNOŚCI kwietniowe MIROSŁAWA NALEZIŃSKIEGO

AKTUALNOŚCI marcowe 2008 MIROSŁAWA NALEZIŃSKIEGO

AKTUALNOŚCI lutowe 2008 MIROSŁAWA NALEZIŃSKIEGO

AKTUALNOŚCI styczniowe 2008 MIROSŁAWA NALEZIŃSKIEGO

PUBLIKACJE MIRKA w 2007r
AKTUALNOŚCI grudniowe 2008 MIROSŁAWA NALEZIŃSKIEGO
AKTUALNOŚCI
listopadowe 2007 MIROSŁAWA NALEZIŃSKIEGO
AKTUALNOŚCI
październikowe 2007 MIROSŁAWA NALEZIŃSKIEGO
AKTUALNOŚCI
wrześniowe 2007 MIROSŁAWA NALEZIŃSKIEGO
AKTUALNOŚCI
sierpniowe 2007 MIROSŁAWA NALEZIŃSKIEGO
AKTUALNOŚCI
lipcowe 2007 MIROSŁAWA NALEZIŃSKIEGO
AKTUALNOŚCI czerwcowe 2007 MIROSŁAWA NALEZIŃSKIEGO
AKTUALNOŚCI majowe 2007 MIROSŁAWA NALEZIŃSKIEGO
AKTUALNOŚCI kwiecień 2007 MIROSŁAWA NALEZIŃSKIEGO
AKTUALNOŚCI
marzec 2007 MIROSŁAWA NALEZIŃSKIEGO
AKTUALNOŚCI luty 2007 MIROSŁAWA NALEZIŃSKIEGO
AKTUALNOŚCI styczeń 2007 MIROSŁAWA NALEZIŃSKIEGO

PUBLIKACJE MIRKA w 2006r
AKTUALNOŚCI GRUDZIEŃ MIROSŁAW NALEZIŃSKI

AKTUALNOŚCI LISTOPADOWE MIROSŁAW NALEZIŃSKI
AKTUALNOŚCI PAŹDZIERNIKOWY MIROSŁAW NALEZIŃSKI
AKTUALNOŚCI SIERPNIOWE MIROSŁAW NALEZIŃSKI
AKTUALNOŚCI LIPCOWE MIROSŁAW NALEZIŃSKI
AKTUALNOŚCI MAJOWE MIROSŁAW NALEZIŃSKIEGI
AKTUALNOŚCI KWIETNIOWE MIROSŁAW NALEZIŃSKI
AKTUALNOŚCI MARCOWE MIROSŁAW NALEZIŃSKI
AKTUALNOŚCI LUTOWE MIROSŁAW NALEZIŃSKI
AKTUALNOŚCI STYCZNIOWE MIROSŁAW NALEZIŃSKI

i przechodzimy na 2005r
AKTUALNOŚCI GRUDNIOWE MIROSŁAW NALEZIŃSKI
AKTUALNOŚCI LISTOPADOWE MIROSŁAW NALEZIŃSKI
AKTUALNOŚCI PAŹDZIERNIKOWY MIROSŁAW NALEZIŃSKI
AKTUALNOŚCI WRZEŚNIOWE MIROSŁAW NALEZIŃSKI
AKTUALNOŚCI SIERPNIOWE MIROSŁAW NALEZIŃSKI
AKTUALNOŚCI CZERWCOWE MIROSŁAW NALEZIŃSKI
AKTUALNOŚCI MAJOWE MIROSŁAW NALEZIŃSKI
AKTUALNOŚCI KWIETNIOWE MIROSŁAW NALEZIŃSKI

ARTYKUŁY - tematy do przemyślenia
i wiele innych w kolejnych działach wydawnictwa:
SĄDY PROKURATURA ADWOKATURA
POLITYKA PRAWO INTERWENCJE - sprawy czytelników

"AFERY PRAWA" - Niezależne Czasopismo Internetowe www.aferyprawa.com
Stowarzyszenia Ochrony Praw Obywatelskich
Zespół redakcyjny: Zdzisław Raczkowski, Witold Ligezowski, Małgorzata Madziar, Zygfryd Wilk, Bogdan Goczyński, Zygmunt Jan Prusiński i sympatycy SOPO

uwagi i wnioski proszę wysyłać na adres: afery@poczta.fm
redakcja@aferyprawa.com
Dziękujemy za przysłane teksty opinie i informacje.

WSZYSTKICH INFORMUJĘ ŻE WOLNOŚĆ WYPOWIEDZI I SWOBODA WYRAŻANIA SWOICH POGLĄDÓW JEST ZAGWARANTOWANA ART 54 KONSTYTUCJI RZECZYPOSPOLITEJ POLSKIEJ.

zdzichu

Komentarze internautów:

Komentowanie nie jest już możliwe.