Imieniny:

AferyPrawa.com

Redaktor Zdzisław Raczkowski ujawnia niekompetencje funkcjonariuszy władzy...
http://Jooble.org
Najczęściej czytane:
Najczęściej komentowane:





Pogoda
Money.pl - Kliknij po więcej
5 grudnia 2019
Źródło: MeteoGroup
Polskie prawo czy polskie prawie! Barwy Bezprawia

opublikowano: 26-10-2010

AFERY KORUPCJA BEZPRAWIE ISO - SZCZYT GŁUPOTY

ISO (International Organization for Standardization - to niby po polsku Międzynarodowa Organizacja Normalizacyjna) czyli MON - to sieć krajowych organizacji normalizacyjnych, to sieć wzajemnych zależności, matactwa i głupoty - tak wynika z listu przysłanego do redakcji.

Mam wiele materiałów o przekrętach jakie widziałem w moich wszystkich firmach, 
ja to zapisywałem szczególnie jeśli dotyczyło także mnie. Bo to boli bardzo, 
kiedy młodemu magistrowi wykradane są patenty i cały dorobek i jest to sprzedawane 
za "psi grosz" gdzieś na  antypodach przez "niby szefa" zgodnie z "niby iso".
A co do ISO w wykonaniu kilku firm, to przesyłam kilka śmiesznych i strasznych kawałów.
Do dziś jestem kawalerem, bo albo byłem w rozjazdach, albo płacili grosze, 
albo nie było szans rozwoju, albo byłem bezrobotny, jak teraz. 
I jak słyszę o ”becikowym” to po prostu nic nie mowie. 

Z poważaniem  dla czytelników

Dywagacja z życia wzięte...

Było to w tych czasach, kiedy w firmie panoszyło się tzw. wdrażanie ISO , które było tak tandetnie wprowadzane, że nigdy nikomu nic dobrego nie przyniosło oprócz chwilowo paru groszy więcej w kieszeni Szefa ze sprzedanych wyrobów, co jednak było znakomicie kompensowane przez koszty
audytów, certyfikatów, ton papieru, tonera, wielu set straconych roboczogodzin itp. głupot.

Na pewno ISO to przyniosło:
- chwilową złudę poprawy jakości u klienta
- czyste sumienie dla Szefa bo COŚ robił przecie
- nadzieje na lepsze u załogi
- zatrudnienie dla dziesiątek pacanów nie nadających się do niczego prócz biurowej pracy bezmózgich, tępych urzędasów

Jak każdego dnia podążałem więc z ISO-wymi idiotycznymi papierami z których nic nigdy nie wynikało (ale takie Szefowie chcieli i takie mieli). Gdyby bowiem były szczegółowe i coś z nich
wynikało, od razu wyszłoby na jaw niechlujstwo , brak kompetencji i odpowiedzialności jakiegoś krewnego ważnej persony w firmie.
Obecnie zaś te papierzyska, będąc właśnie ogólnym stekiem pobożnych życzeń pełniły taką tylko rolę, że w ogóle były, więc żaden tzw. Audytor nie mógł się doczepić, że ich nie ma.
Jak co dzień czułem się więc jak zbędna RZECZ, którą każdy z właścicieli może przestawić, szturchać, odsyłać między sobą.
Ostatnią zaś funkcją jaką się od RZECZY będzie wymagało jest myślenie. Nie mówiąc już o myśleniu inżynierskim.

Idę i niechcący ( och, pardon ! ) myślę, bo mój szósty zmysł nie wyczuł żadnego z Audytorów ani Kierowników w odległości pół kilometra, więc włączyło mi się normalnie paraliżowane przy
każdej rozmowie z nimi tzw. zdroworozsądkowe myślenie.
Byłem już w 10 miejscach, pozostało jeszcze 5. Zebrałem 50 podpisów. A to dopiero kilka spraw, a tychże mam jeszcze ze 3 razy tyle.
Pomyślałem, że mam takie zaległości, że trzech ludzi nie dałoby rady zrobić tego wszystkiego zgodnie z absurdalnymi procedurami.

Oczywiście, gdyby zrobić to po ludzku i gdyby nikt nie przeszkadzał i dał jeszcze uposażenie na ten cel uwinąłbym się w tydzień. Ba !
Nawet w parę dni ! Wiedziałem to i dlatego spróbował nawet kiedyś przyjść do pracy po kryjomu na urlopie, ale oni nie chcieli aby tak bezstresowo wyglądała moja praca. Może myśleli, że przez to wykazuję, że jest ona Ľle zorganizowana. Albo, co gorsza, nie zależało im już ani na mnie, ani na tym, żeby robota była zrobiona tylko na tym, żeby stale mieć pretekst do szturchania i opędzania...

Gdybym chciał wypłynąć na "wolną wodę" czyli znaleĽć wreszcie czas na rzetelne, a nie z doskoku zajęcie się prawdziwymi badaniami wyrobów i zapoznanie z nowoczesnymi technologiami - musiałbym uporządkować te papiery, normy i sprawy związane z ISO.
Każda z nich jest niedokończona, bo zawsze gdzieś jest jakaś duperela lub kruczek który ja wiem jak prosto rozwiązać, ale podobno nie mam uprawnień a nawet jak je mam to szef mi mówi, że
nie mam uprawnień bo od tego są inni albo jest to niezgodne z którąś-tam SWIETNˇ procedurą ISO. Pomyślałem, że jakoś zawsze lesery i obiboki chowają się za święte obrazy...

Nie wolno też nikomu powiedzieć, że nie mam środków ani możliwości na działanie rzeczywiście zgodne z ISO, bo moje Szefy zawsze znajdą nowe rozwiązanie. Takie, że gorsze znaleĽć trudno, tj.
takie, które zajmuje 10 razy tyle czasu niż to co jest do tej pory.
Tak więc najlepiej nie pytać już o nic i tylko przewalać te papiery z kupy na kupę, z kupy na kupę, a to wszystko na _upę.

Pomyślałem jeszcze, że przed zakichanym ISO nasz młody dział poświęcał na badania i wdrożenia ponad 60 % czasu ( był to rekord w porównaniu z państwowymi firmami ! ) a w trakcie i po wdrożeniu ISO już tylko 10-15 % czasu. Reszta czasu była marnowana na zastanawianie się, w której rubryce co ma zapisać nieudaczny, tępy i bez pojęcia o robocie niejeden znajomy szefa, albo na wpisywanie różnych niepotrzebnych danych w idiotyczne rubryki wymyślone przez niego. Potrzebne DLA MNIE dane i parametry i tak miałem zawsze zapisane W SWOICH skoroszytach i materiałach tak, aby w sposób szybki i pewny bezpośrednio do nich dotrzeć.

Na zachodzie ISO też trochę obciążało, ale ono funkcjonowało tak, że każdy miał we krwi ten system, więc na dobrą sprawę i na dłuższą metę usprawniało to pracę w firmie.
Każdy wiedział co robi i za co odpowiada. Daną dziedziną zajmował się nie jakiś palant ale FACHOWIEC w swojej dziedzinie, który znał się na rzeczy i wiedział, co robi. A jak nie wiedział, TO PYTAŁ SZEFA, KTÓRY SIĘ NIE OBRAŻAŁ O ZAPYTANIE, bo był fachowcem jeszcze lepszym.
TAM Szef miał być i zwykle był alfą i omegą, żył firmą, jej badaniami, osiągnięciami, rynkowymi wyrobami, cenił starającego się pracownika i widział, czego chciał a nie co 3 godziny zmieniał zdanie.

Pomyślałem, że u nas Szefów albo nigdy nie ma, albo oni sami nie wiedzą, czego chcą, albo się na tym nie znają więc bywa, że chcą rzeczy niemożliwych (!), albo nie ma pieniędzy lub czasu, żeby
opracować wyrób rzetelnie albo wreszcie KAŻDY MÓWI CO INNEGO.
Spece od ISO usiłowali więc zrobić tak, żeby procedury SAME (!!!) myślały i podejmowały ważne decyzje !!! To było nieznośne.
Na własnych plecach czułem, że BYŁO TO NONSENSEM KARDYNALNYM.

Im bardziej wykształcony człowiek z nimi pracował, tym więcej widział bzdur i tym szybciej był wyrzucany z pracy przez niedouczonych 'szefów'. Występuje gdzieniegdzie w procedurach
stwierdzenia, że ' tą czynność powinna robić osoba KOMPETENTNA ' w jednym z działów kazał WYMAZAĆ Audytor ISO, w drugim kazał to WYKREŚLIĆ sam SZEF DZIAŁU, w końcu PREZES nakazał to zewsząd WYRZUCIĆ. Bo oczywistym było, że najbardziej kompetentny jest on sam, jak Batiuszka Car, a przyjmuje sobie kogo chce, więc jak superkompetentny przyjmuje kompetentnych TO PO CO TO PISAĆ !!!

U nas nie przyjęto do ISO nikogo nowego, dano to inżynierom, którzy i tak mieli już swojej głupawej roboty po dziurki w nosie.
DOŁOŻONO wiec do obowiązków DODATKOWO owe PSEUDO-ISO. Przez to, niechybnie, albo jakość, albo wydajność pracy, albo jedno i drugie musiały spaść i tak się też po cichu działo. Ale,
oczywiście, przy dĽwięku fanfar nie wolno było nawet o tym PISNˇĆ!

Wyliczyłem, że nawet gdybym to wszystko chciał sam porządnie dokończyć ale WEDŁUG PROCEDUR PSEUDO-ISO, bez przeszkadzania i ciągłego dokładania mi roboty to musiałbym tyrać NAPRAWDĘ, 2-3 miesiące na dwie zmiany non-stop.
Dopiero wtedy mógłbym zajść się badaniami nowych wyrobów.

Tak sobie rozmyślałem idąc z tymi idiotycznymi papierami po tej prywatnej, kiedyś młodej i prężnej firmie, co też znowu idiotycznego "nowego" wymyśliły moje Szefy. Ha ! Nie wiem co to będzie, ale
na pewno będzie to coś tak SAKRAMENCKO pokręconego, że choćbym myślał tydzień nie wymyśliłbym tego !
Nawet po paru piwach, Ľle spędzonej nocy, snach – horrorach nie miałbym tak pokręcone w głowie żeby takie coś wymyślić.
Ano, zobaczymy. Jeszcze minuta, wchodzę do budynku.
Za chwilę się dowiem... O ! Idzie właśnie pan D... Tragedia!

A:- Dzień dobry ! (W myślach: spylać póki czas z jego oczu zanim coś sobie przypomni albo wpadnie na coś głupiego !).
D:- Dzień dobry ! A !... Czy gotowe już są te nowe wyroby ?
A:- Tak... To znaczy receptury są... (a w myślach: do duszy, aleś sam takie chciał palanciku i nie dałeś nic w nich zmienić).
D:- Dobrze. Ile już mamy zrobione ?
A:- Laborantki robią na skalę ćwierćtechniczną (tzn. po 10 kg).
Tylko ta wytrzymałość... Strasznie kruche te wyroby !
D:- No to dać ftalan ! To poprawi !
A:- (w myśli: geniusz za 5 groszy) Ja już próbowałem różnych metod,
te też, ale to nic nie daje, bo ten wyjściowy komponent jest, jakby to powiedzieć, słaby...
D:- Żywica jest dobra, to jest ścisły odpowiednik polskiej. Jak już wyroby będą gotowe, to niech pan prześle natychmiast przez BOK !
A:- Przez co ?!
D:- W ramach ISO powstało nowe Biuro Obsługi Klienta. Odtąd nie pan będziesz kontaktował się z odbiorca, tylko oni. Dasz im pan wszystkie namiary, telefony, parametry. Tak będzie szybciej !
A:- Do tej pory to ja dzwoniłem do faceta i pytałem go, jakie chce parametry, wydawało mi się że to jest najlepsze i najszybsze...
D:- Ale teraz są zatrudnieni od tego ludzie. Od kontaktów z klientami.
Niech pan działa. I niech się pan pospieszy ! Klient czeka !

Ten BOK powstał w innym wydziale firmy. Żeby wynieść próbki z laboratorium za bramę a potem do BOK trzeba było mieć świstki z upoważnieniem szefa, którego jednak nigdy nie było.
Logistyka była, ale tylko na papierze. Też zawsze zajęta.
Telefonicznie nie mogłem tych fajansów z BOK'u popędzić ani nawet zainteresować, zawsze się wykręcali, zż oni nie od tego.
Nie było mowy, żeby przysłali samochód, bo go nie mieli.
Strąciłem tylko pół dnia.
Wkurzyłem się więc, wziąłem swojego malucha, załadowałem puszki, wykradłem firmowy wyrób przez firmowa bramę (sic !) i zawiozłem do drugiego oddziału firmy.
Maluchem wjechać nie mogłem, wiec wniosłem je ręcznie. Dobre sobie, 3x10 kg ! Do tego momentu wszystko szło (niby) dobrze do chwili, gdy dwóch nierobów z BOK zapytało mnie o papiery na ten próbny wyrób.
- Oprócz krótkiej instrukcji i podstawowych parametrów nie mam żadnych, bo to jest laboratoryjna produkcja - mówię.
- Zostawię je u was i to wy macie je dostarczyć klientowi.
- Ale my nie możemy tu trzymać próbnych wyrobów. Poza tym te opisy i tak zaraz zaginą. Najlepiej, zanieś pan to wszystko do Laboratorium !
- Właśnie z niego jadę ! D. mówił, ze klient musi dostać je najpóĽniej pojutrze.
- No to trzeba załatwić następny papier na wywóz stad, bo my nie możemy sami nic wywozić. Poza tym nie możemy ich tu trzymać, bo nie ma też żadnego dokumentu skąd się tu wzięły !
- Jak to ?! (w myślach: k.... m..) Przecież współpraca z klientami polega na dostarczaniu im m. in. towarów na zamówienie !
- Nieee... My udzielamy jedynie informacji o wyrobach...
- Ale dostałem prikaz aby to poszło właśnie przez was ! (W myślach: o, następni frajerzy, nieroby, pierdzistołki, ludzie od niczego).
- Taaak ? A kto go wydal ?
- D !
- Nam nic nie mówił. Najlepiej jakby złożył pisemne oświadczenie...
- Tego już za wiele. Działam z upoważnienia D., zaraz załatwię u któregoś z szefów papier na wywóz i wyrób ma trafić do klienta !
- No dobra, dobra, tylko załatw papier. Masz jakiś numer telefonu ?
- Tak, mam komórkę, adres i numer do klienta. A oto mój numer.
- O, jaki kierunkowy ! Klient gdzieś pod Poznaniem !
- No właśnie, dlatego to jest dla was, bo wy lepiej wiecie ode mnie kiedy który kierowca jedzie w którą stronę !
- Tego też nie wiemy bo to sprawa Działu Logistyki a nie Biura Obsługi Klienta.
- Ale Dział Logistyki nie zajmuje się takimi małymi sprawami.
- Ale my nie mamy samochodu !
- To idę do tego Działu Logistyki zapytać o samochód !
- Proszę bardzo, ale myślę, że chwile ci to zajmie. Z tego co słyszałem, auto do Poznania jedzie dopiero za tydzień.
- To powiem D. że klient dostanie za tydzień. Idę zanieść tam te wyroby razem z opisami !
- Nieee... Czekaj pan... ( widocznie uzmysłowił sobie, że w ten sposób cały BOK wyjdzie na śmierdzących leni ).
- Daj pan tu te wszystkie papiery, a my to już załatwimy !
- OK. Zostawiam - powiedziałem z wielka ulga, a w myślach dodałem: ( już to widzę, jutro w grudniu popołudniu, obiboki , matacze i bejdoki...)

D. zapytał mnie, co z tym wyrobem. Jak się dowiedział, że wyjedzie najwcześniej za tydzień, to o mało co nie wpadł w furie. Kazał mi popędzać BOK'owców na ile się da, oczywiście i mnie się oberwało.

Wobec tego nie powiedziałem mu już nawet o tym, że BOK-owcy PRAWIE NA PEWNO nie przeczytali ulotki, że wyrobu nie wolno schładzać poniżej +1°C, a jest kwiecień i w nocy bywają przymrozki.

Nie mówiłem mu, że gdy się do nich mówi, to jakby grochem o ścianę, wszystko chcą mieć na piśmie a potem i tak nie czytają tego albo czytają i czepiają się po 5 razy jednego słowa przez cały dzień.

Nie mówiłem mu, żeby go nie irytować dodatkowo, że użyłem taśmy klejącej kupionej po drodze do pracy (za swoje pieniądze) żeby wstawić te puszki w tekturowe pudełka (znalezione także po drodze do pracy) żeby WYRÓB BYĆ MOŻE NIE PRZEMARZŁ.

Myślę sobie: sam bym to załatwił 10 razy szybciej i lepiej.
Jak zadzwoni klient z pytaniami, to i tak skierują go do mnie.
Ale nie. To byłoby za dobrze. Oni sami mnie zapytają o szczegóły techniczne, a że na technice się znają tyle co kura na pieprzu to tak zniekształcą parametry, Ľle zapiszą, że przez miesiąc się nie
wyznam. Typowa zabawa w głuchy telefon, i tak będę musiał na końcu zadzwonić sam do zamawiającego. Po jaka cholerę mi tacy pośrednicy ?!
Po cholerę mi taki szef, co mnie spowalnia zamiast przyśpieszać ?
On tylko popędzać umie, tuman jeden. Ale nigdy nie zrobi nic, żeby robota ruszyła, nigdy nie pomoże konkretnie. Tych z BOK'u nie ochrzani, bo to są znajomi Prezesa. Poza tym jemu tez nie chce się w to babrać, skoro ma mnie. No to już wszystko jasne.
Nic tylko sobie w łeb strzelić...

To jest tak: tracimy 90 % czasu i pieniędzy na pośredników i innych tępaków, na niepotrzebne papiery i procedury, na czekanie niewiadomo na co, a te 10% co zostaje daje mi przełożony jako mój czas, w którym mam obsłużyć 5-ciu klientów, przebadać 10 nowych wyrobów, zrobić 100 kalkulacji, dopilnować 5 laborantek, wysłać 20 faksów, zaprojektować 5 nowych wyrobów, zadbać o materiały do laboratorium, (jak to zrobić, skoro czeka się najmniej miesiąc, bo mnie samemu nie wolno nic kupić a wypełnianie papierów w N-egzemplarzach trwa ??
A potem i tak muszę tłumaczyć się z każdego zakupu ).

A teraz jeszcze do tego to nadęte ISO i księżycowe procedury które ktoś specjalnie tak skomplikował żeby było chyba wiadomo, za co wziął pieniądze. W tym harmidrze nie ma czasu na myślenie !
Myślenie jest karalne ! Zauważyłem, że przełożeni się strasznie wkurzali, kiedy widzieli, że usiłuję myśleć.  Według nich miałem działać tak jak oni - automatycznie.
Zaś z głównymi szefami też nie było dyskusji, bo im się wydawało, że to oni mieli monopol na myślenie i w ogóle WSZYSTKO WIEDZˇ.
A jeśli pytali o coś, to o same bzdury. Kiedyś np. był jakiś Gość z zachodniej firmy. Rozmowa była 15 minut o pogodzie.
Gdy ja pytałem Gościa o jakiś konkretny parametr czy koszt to... SZEF mnie łajał, że NIE WYPADA O TO PYTAĆ albo usłyszałem  odpowiedz: TO KIEDY INDZIEJ. NIE TERAZ. Albo: TO TAJEMNICA !
Zawsze w takiej sytuacji myślałem tylko, jak najszybciej wyjść z biura bo czułem się zażenowany, zniesmaczony, ogłupiały i wdeptany w ziemię razem z moją teorią, wiedzą i praktyką.

Cała historia z wyrobem skończyła się tak, jak było do przewidzenia.
Klient wziął po dwóch (!) tygodniach za darmo (no jasne, reklama !) całkiem spore próbki i już o nim nie usłyszałem. Widocznie kazali mu dzwonić do BOK'u, wiec się po max. dwóch razach wkurzył. Każdy by się wkurzył... Ja bym mu zrobił z chęcią te parametry co chciał, ale musiałbym się przeciwstawić szefowi (z miejsca zmieniłbym spoiwo i w ogóle koncepcje wyrobu), znajomym Prezesa z BOK'u (którym nic nigdy się nie chciało, bo po co), przedstawicielom ISO (bo wg ich procedur odnośnie nowych wyrobów - ŻADEN NOWY WYRÓB nie powinien był powstać wcześniej niż za rok !) i w ogóle panującym w firmie złym zwyczajom i całkowicie nieformalnym praktykom.
Musiałbym być przeciwko wszystkim i wszystkiemu, na dodatek z rękami związanymi ISO, które ich, jako WYŻSZYCH, nie dotyczyło.
To kosztowałoby bardzo wiele nerwów, wyrzeczeń i PRACY PO PRACY.
Czy warto za 7 dolarów dziennie ? Chyba nie.

Znowu sobie pomyślałem: - taki prościutki wyrób, oparty na wodnej dyspersji z paroma niezbyt trafnie dobranymi dodatkami.
Prawie 50 % wody, której nie opłaca się wozić, wiadomo, że nawet jakby klient to wziął to transport wyjdzie drożej od wyrobu.
Ale jakiś cymbał tym kierował i brał za to pieniądze.
Kiedy kazali mi wkalkulować DOKŁADNE koszty transportu (po co ?!) to ponad tydzień straciłem na łażenie po różnych działach  i kanciapach, aby się dowiedzieć jak to liczyć. Bezskutecznie.
Zresztą, czy to należy do obowiązków chemika-organika ?!
Ja już na oko widzę, że się nie opłaci i żadne dokładności tu nie pomogą. Żeby panować nad bałaganem trzeba trafnie szacować, czyli myśleć, przybliżać. To jest to, czego zawsze wszędzie brakuje.
Nie da się napompować koła według tej czy tamtej procedury jak ma dziurę w dętce albo wentyl nie trzyma.
O poważnych sprawach, np. o warzelni żywic modyfikowanych, reaktorach, syntezach, mówiono jeszcze w roku 1994 i 1995, nieco w 1996, może 2 słowa w 1997 roku. A w 1998 było już cichutko...
No jasne, Zachód miał już lepsze wyroby a nasi chcieli skopiować to, co znali sprzed 25 lat. Nie przyszło im do głowy, że będąc syntetykiem - organikiem mógłbym ulepszyć te wyroby i przebić
konkurencje. No, to kupujmy dalej wszystko za granica, dolewajmy wody czy benzyny, rozcieńczajmy tak, żeby zawsze mieć 15 % zysku i szukajmy frajerów większych od nas.
GOOD LUCK !
TO ma nawet swoja nazwę na Zachodzie: polski rozgardiasz.

Z TAKICH OTO POWODÓW WOLNY RYNEK OZNACZAĆ MUSIAŁ:
ŚMIERĆ 60% POLSKICH FIRM.

A koniec zapowiadane dowcipy ISO :-)
 
- Czemu firmy które mają ISO nagle przestają się rozwijać ?
- A widziałeś kiedyś, żeby walec wygrał w rajdzie Monte-Carlo?
- A ja wiem jak zrobić żeby walec wygrał w rajdzie w Ardenach!
- No jak ?
- Trzeba ustawić walce jeden obok drugiego na drodze i nie dać 
  się wyprzedzić samochodom ! A jeszcze lepiej dorobić im lufy,
  gąsienice i rzucać gwoĽdzie na drogę do tyłu.
- Dlaczego ISO nie przynosi spodziewanych korzyści ?
- A czemu Słoń nie lata ?

 

- Czy "Maluchem" można wyprzedzić Opla ?
- Można.  Zepsutego.
- Czym zwykle kończą się Audyty ISO ?
- Stwierdzeniem, że Szefostwo jest niezgodne z ISO.
- Czemu ciągle ISO przegrywa na wolnym rynku ?
- Bo jeszcze nie wszyscy mają ISO. 
- A kiedy zacznie wygrywać ?
- Jak wszyscy zaczną się ISOlaską podpierać.
- A jak jeden stary Szef walnie lachą drugiego starego ?
- To się pozabijają i będzie można wprowadzac ISO od oczątku.
 Co to jest ISO....
Trudno jednoznacznie i szybko odpowiedzieć na tak postawione pytanie.
Jest to jakiś tam System Kontroli Jakości.
Ja będę mówił o korupcyjnym ISO w tzw. kaumuckim wydaniu. ISOK (ISO Kaumuków).
ISO to jest zwierciadło, w którym przegląda się Szef.
Ono pokazuje zwykle nepotyzm, korupcję i nieudacznictwo w firmie. 
Aby to ukryć, szybko wszystkie śmierdzące gówna pokrywa się stertą papierów formatu A4. 
W ten sposób ISO zamienia się w ISOK, ale ponieważ smród oczywiście nie znika, sterta 
papierów robi się coraz grubsza. Chaos w firmie rośnie, rośnie ilość kierowników. 
Ponieważ zyski spadają maleje ilość pieniędzy do podziału więc każdy próbuje jeszcze 
upiec swoją pieczeń, ugrać  swoje przy okazji firmy, zrobić swój interes. 
Mnóstwo kasy wypływa na papier i toner do ksera, tysiące roboczogodzin traci się
na zbędne audity i certyfikaty. Mieszają się sprzeczne rozkazy. 
Nad interpretacją jednego pierdnięcia w popieprzonych instrukacjach ISO i walniętych 
procedurach ISO ściągniętych przez jakiegoś palanta z sufitu debatują całe sztaby ludzi.
W końcu Szef sprzedaje po cichu akcje a po miesiącu ogłasza PLAJTĘ. 
I śmieje się z tych, co zostali z kupą papierków... 

ISOK przynosi korzyści jedynie zagraniczniakom,lub urzędnikom-auditorom 
i innym certfikatorom co to ISO(k) wprowadzają,  a to w postaci:
*1. doraĽnej - tj. pieniędzy za system
*2. stałej - tj. pieniędzy za utrzymanie systemu  (audity, wydruki na materiałach zachodnich, 
nikomu niepotrzebne certyfikaty, świadectwa "legalizacji", całe tony papierów,
 fikcyjnych zadań jakościowych itd.).
*3. długofalowej, - tj. trzymania naszej produkcji w ciągłym szachu, niepewności, rozproszeniu
 na głupoty, zyskaniu na czasie w doskonaleniu swojej własnej produkcji. 
To jest typowe dla MONOPOLI zagranie - wyciąć wszystko dokoła i produkować samemu, 
co z tego że drożej.

Co to jesty ISOK.
ISOK to jest strata czasu i pieniędzy na powielanie zbędnych informacji które i tak już 
wszyscy znają, zamiast robić badania nowych wyrobów konkurencji. 
ISOK to jest budowanie firmy wszerz a nie wzwyż.
Młoda, prężna firma ma opierać się o zdolnego Szefa, wykorzystanie nadmiarowej 
informacji, udoskonalone badania i wyroby, podbój rynków, o rzetelnych fachowców a nie o ISOK.
ISOK to jest nadanie honorów temu, co jest, skostnienie, ustanowienie 
firmowych SS-manów (Strażników Smrodu).
Za Gomułki w zakładach też były specjalne zeszyty, w których pracownicy wpisywali co 
robili w danej godzinie. Zdolności młodych pracowników zupełnie nie doceniano !
Panował taki Sajgon, że nawet nieĽli fachowcy robili podstawowe  błędy! 
Dlaczego ? Trudno ich nie robić nosząc dosłownie 25 kg WORKI  z nieaktualnymi procedurami ISO, 
normami etc. Gdybym tego nie widział, to bym nie uwierzył. 
Zamiast myśleć JAK I CZYM COŚ ZROBIĆ I GDZIE TO ODSZUKAĆ trzeba było myśleć 
W KTÓREJ RUBRYCE I SEGREGATORZE ISO ZAPISAĆ TRZY SŁOWA PRZEZ TELEFON.
ISOK to są "niby-normalizacje" i "działania pozorowane" w celu UPYCHANIA SWOICH. 
Jest to pseudokontrolowanie fajansów jednych działaczy przez pociotków innych działaczy.
Jest to śmieszne, żałosne, komiczne, tragiczne i przygnębiające.
Jest to wyrzucanie 95 % pieniędzy w błoto papierów czy na wypłaty 
'specjalistom' i przeznaczanie 5% na badania i rozwój.
A te badania zwykle nie są badaniami wyrobów tylko ... RYNKU, 
tzn. co gdzie jeszcze można starego upchnąć pod nową nazwą. 

Poniższe zdanie jest logicznie prawdziwe:
* * * Jak już będę miał 10 samochodów, to jednym z nich pojadę do Hiszpanii na wczasy 
a drugi dam kochance w prezencie * * *
chociaż z niego wcale nie wynika, że ktokolwiek, kiedykolwiek, gdziekolwiek i czymkolwiek pojedzie.
CO PRZYNOSI ISOK:
- chwilową złudę poprawy jakości u klienta
- czyste sumienie dla Szefa bo COŚ robi przecie
- nadzieje na lepsze u załogi
- zatrudnienie dla dziesiątek pacanów nie nadających się do 
  niczego prócz biurowej pracy bezmózgich, tępych urzędasów
ISOWE warunki pracy są to takie, że wreszcie po 15-tej można zacząć -
PRAWDZIWˇ, RZETELNˇ, SENSOWNˇ PRACĘ BADAWCZO-ROZWOJOWˇ 
- bo nie dzwonią kretyńskie telefony.
ISOK to jest jazda na pierwszym biegu na zaciągniętym hamulcu ręcznym i potajemne 
wciskanie sprzęgła jak Szef nie widzi.
ISOWE widoczki przed szybami przesuwa się, żeby kierowcy i pasażerom 30 letniego autobusu 
Jelcz bez kół wydawało się, że jadą do przodu.
Szef mógłby chociaż mniej cisnąć na gaz, bo i tak Prezio Kwachu wrzucił dawno na luz i ma 
wszystko w D.... Ale on chce szybciej, więc dosypuje więcej ISA, więcej...
Tylko sprzęgło się dymi i śmierdzi paskudnie.
*** iso-słowniczek *** 

akwizytor - dawniej domokrążca, łazik
animator -  dawniej: prezenter, przekupień, zachęcacz
animator -  jutro: mim, iluzjonista, kuglarz, łgarz, błazen
marketingowiec - j/w tylko lepiej ubrany i jeĽdzi samochodem
grabież  - przekształcenia gospodarcze z kieszeni do kieszeni 
hochsztapler - wynajęty człowiek od zawyżania wartości akcji 
   przedsiębiorstwa lub nieruchomości - dawniej Hoch-Staplerei
kantor - dawniej cinkciarz, cwaniak, cwel
krzywienie prawa - ujednolicanie, unifikacja, standaryzacja
łapownictwo, lichwa - nowe, zdrowe mechanizmy gospodarcze
paskarstwo, szabrownictwo - korygujące mechanizmy gospodarcze
prywatyzacja - dawniej: wyprzedaż, szaber
towarzyska agencja - dawniej burdel
salon masażu - mały burdelik
szpiegostwo przemysłowe - kontrole i audity systemu ISO
właściciel lombardu - dawniej paskarz, drapichrust
wyłamywanie zębów własnym niezależnym przedsiębiorcom  
- integracja gospodarcza i polityczna

OD REDAKCJI:
Czy całe to ISO to nie jakiś kolejny żydowski pomysł? - strasznie śmierdzi...

Podobne tematy znajdziesz w dziale:  ARTYKUŁY - tematy do przemyślenia

Artykuły interwencyjne:
Pozew o odszkodowanie za przewlekłość postępowania sądowego - z cyklu "patologie systemy sądownictwa"
BYSTRZANOWASKI JANUSZ - oszustwo adwokata z Tarnowa - spacjalista w okradaniu staruszków?
Pozew o odszkodowanie za przewlekłość postępowania sądowego
TARNÓW - Jak ukryć fałszerstwa w księgach wieczystych? - tylko NIEKOMPETENCJA SĘDZIÓW?
Z cyklu "patologia systemu sądownictwa" - KOLEJNY DOWÓD NIEETYKI SĘDZIÓW KROŚNIEŃSKICH: niby etycznego należącego do śmiesznej kliki wzajemnej adoracji IUSTITIA? przewodniczącego wydz. karnego ARKADIUSZA TROJANOWSKIEGO
Na przejściu dla pieszych pierwszeństwo ma samochód!!! - takie rewelacje prawa w ruchu drogowym "ustanowili" sędziowie z Sanoka ...
KIM JEST RZECZNIK PRAW OBYWATELSKICH PROF. ANDRZEJ ZOLL? CZY INSTYTUCJA RZECZNIKA MA KORUPCYJNY CHARAKTER?
i wiele innych w kolejnych działach wydawnictwa:  SˇDY   PROKURATURA  ADWOKATURA
 POLITYKA  PRAWO  INTERWENCJE - sprawy czytelników

 Zapraszamy wszystkich sędziów, prokuratorów, adwokatów, polityków i resztę urzędniczego "badziewia" zamieszanego we wszelkie oszustwa do ogólnopolskiej "czarnej listy Raczkowskiego"... 
miłego towarzystwa wzajemnej  adoracji ...
tym samym dochodzimy do setna sprawy, czyli "Raportu o stanie sądownictwa polskiego"

Niezależne Czasopismo Internetowe 
"AFERY - KORUPCJA - BEZPRAWIE" 
Ogólnopolskiego Ruchu Praw Obywatelskich 
i Walki z Korupcją.
prowadzi: (-)  ZDZISŁAW RACZKOWSKI
Dziękuję za przysłane teksty opinie i informacje. 
www.aferyprawa.com  

    uwagi i wnioski proszę wysyłać na adres: Z.Raczkowski@aferyprawa.com 

WSZYSTKICH SĘDZIÓW INFORMUJĘ ŻE PROWADZENIE STRON PUBLICYSTYCZNYCH
JEST W ZGODZIE z  Art. 54 KONSTYTUCJI RZECZYPOSPOLITEJ POLSKIEJ 
1 - Każdemu zapewnia się wolność wyrażania swoich poglądów oraz pozyskiwania i rozpowszechniania informacji. 
2 - Cenzura prewencyjna środków społecznego przekazu oraz koncesjonowanie prasy są zakazane.
ponadto Art. 31.3
Ograniczenia w zakresie korzystania z konstytucyjnych wolności i praw mogą być ustanawiane tylko w ustawie i tylko wtedy, gdy są konieczne w demokratycznym państwie dla jego bezpieczeństwa lub porządku publicznego, bądĽ dla ochrony środowiska, zdrowia i moralności publicznej, albo wolności i praw innych osób. Ograniczenia te nie mogą naruszać istoty wolności i praw.
 

zdzichu

Komentarze internautów:

Komentowanie nie jest już możliwe.