Imieniny:

AferyPrawa.com

Redaktor Zdzisław Raczkowski ujawnia niekompetencje funkcjonariuszy władzy...
http://Jooble.org
Najczęściej czytane:
Najczęściej komentowane:





Pogoda
Money.pl - Kliknij po więcej
14 listopada 2019
Źródło: MeteoGroup
Polskie prawo czy polskie prawie! Barwy Bezprawia

opublikowano: 26-10-2010

CUI BONO? - czyli kto na smoleńskiej tragedii skorzysta...

Gdy w starożytnym Rzymie nie wiadomo kto, coś nabroił, pytano „cui bono?”, czyli, kto na tym skorzystał? I na podstawie odpowiedzi na to proste pytanie, identyfikowano sprawcę. Tak się bowiem składa, że wydarzenia których ludzkość doświadcza, tylko nieliczne mają charakter dopustu bożego, zaś pozostałe noszą ślady ludzkiej ingerencji. Wszędzie bowiem tam, gdzie człowiek może, pomaga losowi licząc na pożytek dla siebie.

W drodze na uroczystości w Lesie Katyńskim, na lotnisku wojskowym koło Smoleńska [odległym od Lasu Katyńskiego kilkanaście kilometrów], rozbił się podczas lądowania, samolot Tu 154 z Prezydentem Polski - Lechem Kaczyńskim i towarzyszącymi mu 96 osobami na pokładzie (w tym z b. prezydentem na uchodźstwie R. Kaczorowskim). Z katastrofy nikt nie ocalał. Uroczystości, na które udawała się prezydencka delegacja, zorganizowane zostały w 70-tą rocznicę, barbarzyńskiego wymordowania polskich oficerów, mających status jeńca wojennego, strzałem w tył głowy, przez bolszewicko-stalinowskich siepaczy, właśnie w tzw. Kozich Górach (dziś Las Katyński).

Sprawa zaczęła się po 17 września 1939 r., kiedy to Armia Czerwona wkroczyła na Kresy Wschodnie II Rzeczypospolitej. Mimo rozkazu Naczelnego Wodza - Rydza-Śmigłego o zaniechanie zbrojnych starć z bolszewikami, część jednostek polskich, do których nie dotarł rozkaz, stawiała zażarty opór najeźdźcom ze wschodu. Ostatecznie do niewoli sowieckiej trafiło kilkaset tysięcy polskich żołnierzy. Z tego - kilkadziesiąt tysięcy oficerów zawodowych oraz oficerów rezerwy, rekrutujących się spośród inteligencji. Część oficerów a nawet całe bataliony łącznie z szeregowcami, bolszewicy rozstrzeliwali na miejscu, natomiast pozostałych oficerów rozmieszczono m.in. w trzech obozach: Kozielsk - ok. 4,500 oficerów, Starobielsk - ok. 3,700 oficerów i Ostaszkowo - ok. 6,300 oficerów i policjantów.

5 marca 1940 r. Ławrientij Beria (Żyd) - Ludowy Komisarz Spraw Wewnętrznych ZSRR, skierował do Józefa Stalina notatkę nr 794/B (794/Б), w której napisał, że polscy jeńcy wojenni, stanowią „zdeklarowanych i nie rokujących nadziei poprawy wrogów władzy radzieckiej”, stwierdził też że NKWD ZSRR, uważa za uzasadnione: rozstrzelanie 14,7 tys. jeńców i 11 tys. więźniów, bez wzywania skazanych, bez przedstawiania zarzutów, bez decyzji o zakończeniu śledztwa i aktu oskarżenia.

Notatka posiada cztery zatwierdzające podpisy: Stalina, Woroszyłowa, Mołotowa i Mikojana, oraz dopiski: Kalinin - za, Kaganowicz - za. Warto zauważyć że spośród wyżej wymienionych, jest tylko jeden narodowości rosyjskiej. Trudno więc nam Polakom zrozumieć, dlaczego współczesna Rosja nie potrafi odciąć się od obcoplemieńców dokonujących haniebnych czynów na rachunek narodu rosyjskiego.

Jeńców rozstrzeliwano od 3 kwietnia do maja 1940 roku właśnie w Lesie Katyńskim (z obozu w Kozielsku), w Miednoje k/Tweru (z obozu w Ostaszkowie) i w Piatichatkach na przedmieściach Charkowa (z obozu w Starobielsku). W sumie strzałem w potylicę, skrępowanych niekiedy drutem kolczastym jeńców, zamordowano 14,436 Polaków a dodatkowo w ukraińskiej Bykowni i białoruskich Kuropatach 8,646 jeńców. Razem zbiry Berii, wymordowali 28 tysięcy 899 jeńców wojennych.

Natychmiast po katastrofie na przeklętej Ziemi Smoleńskiej, podniosły się sugestie jakoby „maczali w tym paluchy” Rosjanie. Osobiście uważam to za wręcz niemożliwe. Prezydent Kaczyński znany z fobii antyrosyjskiej, to co miał Rosji „krwi napsuć”, już to zrobił i więcej niczego poza deklaracjami nie był w stanie jej zaszkodzić. W wendettę, która nie przynosi korzyści nikt rozsądny „nie będzie się pakował”. Rosja niczego na śmierci Kaczyńskiego nie zyskała a w dodatku rozbił się samolot „made in USSR” i to na ruskim lotnisku wojskowym i mało tego, i w pobliżu miejsca, którego Rosjanie wolą nie wymawiać głośno - chodzi o Katyń. Zarówno Putin jak i Miedwiediew nie są samobiczownikami.

Katastrofę w Gibraltarze gdzie pozbyliśmy się niewygodnego W. Brytanii i USA - gen Sikorskiego, który upominając się o prawdę w sprawie Katynia, zagrażał sojuszowi antyhitlerowskiemu ze Stalinem, więc musiał zginąć z rąk sojuszników. Winę za Katyń, Stalin zrzucił na Niemców a Churchill i Roosvelt, znali prawdę ale klaskali Stalinowi.

Generalnie, Lech Kaczyński [choć wielokrotnie go krytykowałem] i towarzyszące mu osoby, oddały życie za prawdę o Katyniu, podobnie jak gen Sikorski. Prawda o Katyniu widocznie wymaga ofiar. Właśnie kolejne ofiary życia, zostały złożone. To prawda, że część z tych, którzy zginęli miało inne intencje, liczyli na wykorzystaniu blasku pomordowanych dla podniesienia własnych walorów. Ale niech ich Bóg osądza, kiedy stanęli w szeregu ofiar Katynia. Dziś świat, za sprawą ofiary tych, którzy polegli w drodze do spełnienia obowiązków Polaka, powtarza nieznane słowo, Katyń. Niektórzy pytają: co tam było w tym Katyniu, że tylu chciało tam być 10 kwietnia 2010 roku. Spadkobiercom NKWD, trudno będzie pokrywać milczeniem ową okrutną zbrodnię sprzed 70 lat. Myślę że za sprawą drugiej tragedii katyńskiej, dotrze do świadomości nowych pokoleń Polaków prawda i związane z nią uczucia o pierwszej tragedii katyńskiej.

No więc jak to było? Zdarzenie losowe czy zdarzenie ufryzowane na losowe? Piszę te słowa w 12 godzin po katastrofie, nie znam szczegółów ani ustaleń ekspertów. Posłużę się więć logiką i własnym, choć niewielkim doświadczeniem szybowcowym.

Samolot Tu 154, leciwa konstrukcja ale utrzymująca się w powietrzu o własnych siłach, słuchająca sterów, po niedawnym remoncie, wyposażona w nowoczesną aparaturę nawigacyjną. Nie ma do czego się przyczepić... W 36 Specjalnym Pułku Lotnictwa Transportowego, służą najlepsi piloci. Pilot? Podobno w stopniu kapitana, co nie znaczy, że gorszy od pilota wyższego stopniem. Nie jest jasne, czy miał i kogoś (zapewne takowy był) za drugiego pilota.

Lotnisko docelowe to lotnisko wojskowe na zachód od Smoleńska. Wydaje się, że urządzenia naprowadzające lotniska, nie były kompatybilne z aparaturą Tupolewa lub były z „epoki brązu”. Z relacji TV wynika, że lotnisko w Smoleńsku dysponowało jedynie systemem radiolatarni naprowadzających. W każdym razie brak informacji, czy samolot był prowadzony przez obsługę naziemną, czyli nie był prowadzony. Kiedy 50 lat temu lądowałem szybowcem w rzęsistym deszczu, udało mi się. Ale Tupolew to nie szybowiec, który na hamulcach „śmiga” 60 km/h. No w razie „draki”, Tupolew może dodać gazu i pójść na następny krąg, co podobno uczynił, i powtórzyć podejście. Myślę, że samolot korzystał z radiolatarni wskazujących kierunek pasa lądowania.

Ze skrawków informacji wiadomo, że naziemna obsługa lotniska z uwagi na niski pułap mgły, odradzała załodze lądowanie. Proszę zwrócić uwagę na tryb informacji negatywnej - odradzanie. Rosjanie byli „pod ścianą”. Warunki pogodowe były fatalne i gdyby kategorycznie zakazali lądowania, podniósłby się na cały świat „raban”, jak to Rosjanie uniemożliwili prezydentowi Kaczyńskiemu, udział w uroczystości w Katyniu. Nie przeszkodzili i wyszło jak wyszło.

Ale żeby lądować bez dobrej widoczności ziemi, to już fanfaronada. Myślę, że pilot po otrzymaniu propozycji lądowania w Mińsku lub w Moskwie, konsultował decyzję z Prezydentem (lub jego pełnomocnikami) i odczytał radę rosyjskich służb naziemnych, jako próbę wykluczenia prezydenta Kaczyńskiego z uroczystości katyńskich. Prezydent (lub jego sztabowcy), mając niewiele czasu na dotarcie do miejsca uroczystości (a z Mińska lub z Moskwy, Prezydent Kaczyński, zdążyłby do Katynia na kolację lub na gaszenie świec), zapewne zdecydował się na lądowanie, nawet w skrajnie trudnych warunkach.

Relacje naocznych świadków wskazują, że Tupolew krążył [wykonując dwa podejścia do lądowania], leciał nisko, za nisko i to jeszcze ze zwisem na lewe skrzydło, powodującym zapewne dodatkową utratę wysokości. Ten niski lot wskazuje, że pilot nie miał precyzyjnej informacji o swej wysokości a ziemię musiał widzieć we mgle słabo. Sytuację pogarszał fakt, że pułap mgły nad lotniskiem mógł być wyższy niż nad podmokłym terenem na podejściu. Poza tym mgła deformuje obraz i utrudnia ocenę wizualną wysokości.

Oddzielnym zagadnieniem ale bardzo istotnym jest, wykorzystanie wskazań wysokościomierzy. Wskazanie wysokościomierza barometrycznego i radiowego, muszą być podobne i to upoważnia do uznania ich za wiarygodne. Wysokościomierz barometryczny uwzględnia standardowe ciśnienie atmosferyczne na poziomie pasa startowego oraz aktualne ciśnienie barometryczne. Przyjęcie, że lądowisko leży np. 10 m niżej nad poziomem morza niż w rzeczywistości, kończy się lądowaniem 10 m poniżej poziomu gleby. Podobnie z pomiarem aktualnego ciśnienia atmosferycznego, pomyłka in minus kończy się dla pilota tak samo. Tak że wskazania wysokościomierzy [radiowego też] jest w rękach ludzi to i o pomyłkę lub dywersję łatwo.

Zwis na na lewe skrzydło na wysokości kilkunastu metrów, świadczyć może albo o kłopotach technicznych albo o tym, że pilot korygował oś lotu przez zastosowanie tzw. ślizgu (trawersu). Po uzyskaniu danych z bliższej radiolatarni prowadzącej, lub być może z oceny wizualnej, pilot po prostu zobaczył, że leci obok ale równolegle do pasa startowego i mógł zastosować właśnie ten zakazany manewr. Doświadczeni piloci wbrew przepisom, na lżejszych aparatach niekiedy decydują się na taką ryzykowną korektę osi lądowania. Ryzykowną, bo wykonywaną na małej wysokości i połączoną ze znaczną utratą wysokości.

Wszystkie te domniemane możliwości ostatniej fazy lotu Tupolewa, mają piętno działalności człowieka. Tylko którego? Finalny wykonawca zadania, będzie niezwykle trudny do wskazania.

Tajemnicą pozostaje klucz, zastosowany w doborze osób towarzyszących Prezydentowi Kaczyńskiemu w ostatniej drodze. Bo skład wydaje się być nie przypadkowy. Podobno ktoś dzwonił do różnych osób, proponując miejsce w samolocie Prezydenta. Tak przynajmniej było w przypadku dyrektora Muzeum Powstania Warszawskiego - Ołdakowskiego, który z propozycji nie skorzystał.

Działające w Polsce obce agentury, mają duże możliwości działania, jako że polskie służby specjalne zajęte są wewnętrzną walką polityczną i na obserwowanie obcych nie mają czasu. Tak więc, „starsi i mądrzejsi”, mogli obawiać się reelekcji L. Kaczyńskiego, który być może niezbyt sumiennie przykładał się do wykonania powierzonego mu zadania. Ale to tylko gdybanie, natomiast pierwszym i najbardziej obdarowanym beneficjentem katastrofy w Smoleńsku okazuje się być Platforma Obywatelska.

Wraz ze śmiercią Lecha Kaczyńskiego ubywa kandydatowi PO na prezydenta - Komorowskiemu, groźny konkurent. Sondaże ostatnio, choć mało wiarygodne wskazywały rosnące szanse Kaczyńskiego i malejące Komorowskiego. Katastrofa Tupolewa w Smoleńsku rozwiązała problem konkurencji do godności Prezydenta RP i to ze skutkiem natychmiastowym. Obowiązki Prezydenta spadły Komorowskiemu na talerz żydowskim zwyczajem, jako manna z nieba.

Pełniący obowiązki Prezydenta RP - Bronisław (Bronisława - ojca Ojczyzny, już mieliśmy), bez oporów podpisze ustawę o Instytucie Pamięci Narodowej „wysmażoną” przez PO w obawie przed zawartością teczek. PO nie musi trudzić się wywalaniem prof. Kurtyki z kierowania IPN-em, zginął w Smoleńsku. Rzecznik Praw Obywatelskich - Janusz Kochanowski zapowiedział, że zaskarży w/w ustawę do Trybunału Konstytucyjnego ale już nie uda mu się tego dokonać - zginął w Smoleńsku.

Od pewnego czasu trwała „szarpanina” o zawłaszczenie zysku NBP, przez rząd Tuska dla załatania budżetu roztrwonionego przez różnych „specjalistów” od wydawania cudzych pieniędzy z PO. Sprzeciwiał się temu Prezes NBP - Skrzypek. Już nie sprzeciwia się, leży w trumnie moskiewskiego prosektorium. Skok PO „na kasę” zakończył się pomyślnie. Może zastąpi go mocą decyzji Komorowskiego jakiś Chlebowski. Poza tym, podejmowane ostatnio decyzje Prezesa NBP miały też negatywny wydźwięk „sił globalistycznych”.

Nagle pojawiły się wakaty na najważniejszych stanowiskach w WP. Co za okazja, by obsadzić te stanowiska przez „swego” prezydenta - swojakami. Odszedł do historii będący „solą w oku” PO, pos Wasserman, trzon ideologiczny PiS - Gosiewski, Gęsicka, Natali-Świat. Odeszła będąca „zadrą” pod paznokciem Wałęsy - A. Walentynowicz. Ubył w wiadomy sposób inny konkurent do prezydenckiego fotela i głosów lewicowego elektoratu - Szmajdziński. Dodano do nich kilku peryferyjnych polityków z innych opcji (dla wzmocnienia teorii przypadku). Odsunięty został też do przeszłości niestrudzony poszukiwacz polskich grobów i kości na „nieludzkiej ziemi” - A. Przewoźnik. Nareszcie będzie można mianować na miejsce szefa PKOL - Nurowskiego, jakiegoś miłośnika sportu - Drzewieckiego.

Główny konkurent PO do „koryta” - PiS, został osłabiony personalnie i wcale nie jest pewne, że w najbliższym czasie odbuduje swój potencjał intelektualny. Przyjdą nowi ale to jeszcze niczego nie gwarantuje. Wybory prezydenckie w czerwcu a PiS w rozsypce. Upatruję w tym jednak szansy na wzmocnienie pozycji politycznej małych ugrupowań katolicko-narodowych, jako, że życie nie znosi próżni.

Jeśli PO skusi się łatwym łupem, może (i oby) udławić się zbyt dużym kęsem, co oznaczałoby przyznanie się, że „wymodliła” katastrofę Tu 154 (jak to pisze pan Michalkiewicz – rozwiedka wie komu służyć).

Mityczny król Frygii - Midas, opływający w bogactwa, otrzymał od bożka Dionizosa, moc zamieniania w złoto wszystkiego czego dotknie. Zachłanność jednak zgubiła owego króla, bo jedzenie także zamieniało się w złoto. Oby PO, doświadczyła podobnych „dobrodziejstw”.

Cezary Rozwadowski Wa-wa, 10-04-2010

OJCZYZNA TONIE W ŁZACH... WYRAZY ŻALU BÓLU I ROZPACZY...

Tematy w dziale dla inteligentnych:
ARTYKUŁY - do przemyślenia z cyklu: POLITYKA - PIENIĄDZ - WŁADZA

Polecam sprawy poruszane w działach:
SĄDY PROKURATURA ADWOKATURA
POLITYKA PRAWO INTERWENCJE - sprawy czytelników

"AFERY PRAWA"
Niezależne Czasopismo Internetowe www.aferyprawa.com
redagowane przez dziennikarzy AP i sympatyków z całego świata których celem jest PRAWO, PRAWDA SPRAWIEDLIWOŚĆ DOSTĘP DO INFORMACJI ORAZ DOBRO CZŁOWIEKA

uwagi i wnioski proszę wysyłać na adres: afery@poczta.fm - Polska
aferyprawa@gmail.com
Dziękujemy za przysłane teksty opinie i informacje.

WSZYSTKICH INFORMUJĘ ŻE WOLNOŚĆ WYPOWIEDZI I SWOBODA WYRAŻANIA SWOICH POGLĄDÓW JEST ZAGWARANTOWANA ART 54 KONSTYTUCJI RZECZYPOSPOLITEJ POLSKIEJ.

zdzichu

Komentarze internautów:

Komentowanie nie jest już możliwe.

~M.Naleziński
03-05-2010 / 00:00
Świetnie napisane! I to już 10 kwietnia (co widać, że info o 4 okrążeniach jest podane, ale to nie wada, jedynie dowód na wpis istotnie z 10 kwietnia). Argumenty, że Rosjanie nie stoją za katastrofą są dokładnie rozpisane i zgadzam się z nimi. Natomiast co do lewego przechyłu samolotu... Leciał równolegle do osi pasa ale z lewej strony, zatem powinien podczas korekty skręcać w praco pochylając się na prawe skrzydło. A pochylił się na lewe...